81
Hyde Park / Dobre słowo o Putinie
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Cetarian dnia Lutego 21, 2026, 02:35:37 pm »Uzupełnienie.
Uświadomiłem sobie, że najwyraźniej nie odróżniasz przestępstw typu kradzież, włamanie itd., gdzie organa państwa, czyli prokurator, zazwyczaj z pomocą policji i często biegłych, muszą wykazać przed sądem, że to Kowalski ukradł, włamał się, itd.,
od przestępstwa pomówienia, które polega na tym (i różni się zasadniczo od tamtych), że sprawca już dokonał pewnego działania publicznego, złożył sui generis oświadczenie, oskarżając osobę lub instytucję „x” o „takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności”.
W tym konkretnym przypadku Remuszko oskarżył The New York Times o publikowanie „fejkniusów” (a może tylko jednego „fejkniusa”?,) czyli nieprawdziwych wiadomości.
Jak, twoim zdaniem, NYT miałby wykazać, że nie opublikował żadnego „fejkniusa”?
To jest/byłoby fizycznie niemożliwe, nawet gdyby NYT wynajął dziesięciu, dwudziestu albo i trzydziestu adwokatów.
NYT wychodzi codziennie, zatrudnia 1700 osób jako „staff writers”.
https://en.wikipedia.org/wiki/The_New_York_Times
Licząc bardzo ostrożnie, publikuje co najmniej ze sto pięćdziesiąt tekstów dziennie (a prawdopodobnie znacznie więcej [bo 150 dziennie oznaczałoby, że każdy „staff writer” pisze zaledwie trzy teksty miesięcznie]), czyli około pięćdziesięciu pięciu tysięcy rocznie.
Czy, twoim zdaniem, sąd uwierzy tym trzydziestu adwokatom, jeśli złożą oświadczenie, że przeczytali pięćset pięćdziesiąt tysięcy artykułów z ostatnich dziesięciu lat i nie znaleźli tam żadnego „fejkniusa”?
Nie uwierzy.
Sąd (teoretycznie) ma trzy wyjścia, dwa kompletnie absurdalne oraz jedno proste i oczywiste.
Po pierwsze: sąd może sam przeczytać te pięćset pięćdziesiąt tysięcy artykułów.
Po drugie sąd może wyznaczyć biegłych, którzy przeczytają te pięćset pięćdziesiąt tysięcy artykułów i ustalą, czy były tam „fejkniusy”. Pytanie, ile to potrwa, ile będzie kosztowało i kto za to zapłaci. Te same pytania dotyczą wariantu, w którym sam sąd będzie czytał.
I po trzecie, sąd może wyznaczyć osobie, która publicznie zarzuciła NYT drukowanie „fejkniusów”, czyli rozpowszechnianie kłamstw, termin do złożenia kopii artykułów, które zawierały „fejkniusy”.
Pięciu, dziesięciu, dwudziestu, pięćdziesięciu artykułów, tylu, ile osoba, która publicznie zarzuciła NYT drukowanie „fejkniusów”, ma w swoim zbiorze.
Jeśli osoba, która publicznie zarzuciła NYT drukowanie „fejkniusów” złoży kopie artykułów, to sąd je oceni, i podejmie decyzję, czy to były „fejkniusy”, czy nie, i czy w związku z tym czy ta osoba zasadnie zarzuciła NYT drukowanie „fejkniusów”, czyli rozpowszechnianie kłamstw.
Jeśli zarzuciła zasadnie, to nie pomówiła.
Jeśli niezasadnie, to pomówiła.
Jeśli osoba, która publicznie zarzuciła NYT drukowanie „fejkniusów” we wskazanym przez sąd terminie nie złoży w sądzie kopii żadnych artykułów, zostanie skazana za pomówienie.
(Przy czym kara będzie zapewne bliżej górnej granicy, za bezczelność i lekceważenie sądu).
*
Dziesięć lat przyjąłem jako okres dość długi i okrągły.
Ale może Remuszce chodziło o teksty sprzed jedenastu lat? Dwunastu? Tylko on to wie.
(Wiedział za życia, ale może podzielił się tymi informacjami z tobą).
Dopiero zobaczyłem, więc odpowiadam.
Zacznijmy od tego, że to Ty bawisz się w prokuratora, ja natomiast nie bawię się ani w sąd, ani w adwokata, tylko zauważam braki w Twoim "akcie oskarżenia", który (tylko w ostatniej odsłonie) zawiera 3 tyś. znaków nie licząc spacji lub jak by rzekł Remuszko, zajmuje 2 bite strony maszynopisu. Mówiąc inaczej są dziury w Twoim rozumowaniu, braki logiczne. Bawisz się w prokuratora więc to Ty masz obowiązek wskazać niezbicie ciągłość logiczną wywodu, bo sąd zwróci do uzupełnienia. Jeśli więc twierdzisz, że Remuszko niesłusznie napisał o fejkniusach wymienionych gazet to musisz niezbicie udowodnić, że o żadnym takim Remuszko nie mógł wiedzieć, a więc skłamał i pomówił. Nie ja to mam zrobić, tylko Ty.
Uświadomiłem sobie, że najwyraźniej nie odróżniasz przestępstw typu kradzież, włamanie itd., gdzie organa państwa, czyli prokurator, zazwyczaj z pomocą policji i często biegłych, muszą wykazać przed sądem, że to Kowalski ukradł, włamał się, itd.,
od przestępstwa pomówienia, które polega na tym (i różni się zasadniczo od tamtych), że sprawca już dokonał pewnego działania publicznego, złożył sui generis oświadczenie, oskarżając osobę lub instytucję „x” o „takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności”.
W tym konkretnym przypadku Remuszko oskarżył The New York Times o publikowanie „fejkniusów” (a może tylko jednego „fejkniusa”?,) czyli nieprawdziwych wiadomości.
Jak, twoim zdaniem, NYT miałby wykazać, że nie opublikował żadnego „fejkniusa”?
To jest/byłoby fizycznie niemożliwe, nawet gdyby NYT wynajął dziesięciu, dwudziestu albo i trzydziestu adwokatów.
NYT wychodzi codziennie, zatrudnia 1700 osób jako „staff writers”.
https://en.wikipedia.org/wiki/The_New_York_Times
Licząc bardzo ostrożnie, publikuje co najmniej ze sto pięćdziesiąt tekstów dziennie (a prawdopodobnie znacznie więcej [bo 150 dziennie oznaczałoby, że każdy „staff writer” pisze zaledwie trzy teksty miesięcznie]), czyli około pięćdziesięciu pięciu tysięcy rocznie.
Czy, twoim zdaniem, sąd uwierzy tym trzydziestu adwokatom, jeśli złożą oświadczenie, że przeczytali pięćset pięćdziesiąt tysięcy artykułów z ostatnich dziesięciu lat i nie znaleźli tam żadnego „fejkniusa”?
Nie uwierzy.
Sąd (teoretycznie) ma trzy wyjścia, dwa kompletnie absurdalne oraz jedno proste i oczywiste.
Po pierwsze: sąd może sam przeczytać te pięćset pięćdziesiąt tysięcy artykułów.
Po drugie sąd może wyznaczyć biegłych, którzy przeczytają te pięćset pięćdziesiąt tysięcy artykułów i ustalą, czy były tam „fejkniusy”. Pytanie, ile to potrwa, ile będzie kosztowało i kto za to zapłaci. Te same pytania dotyczą wariantu, w którym sam sąd będzie czytał.
I po trzecie, sąd może wyznaczyć osobie, która publicznie zarzuciła NYT drukowanie „fejkniusów”, czyli rozpowszechnianie kłamstw, termin do złożenia kopii artykułów, które zawierały „fejkniusy”.
Pięciu, dziesięciu, dwudziestu, pięćdziesięciu artykułów, tylu, ile osoba, która publicznie zarzuciła NYT drukowanie „fejkniusów”, ma w swoim zbiorze.
Jeśli osoba, która publicznie zarzuciła NYT drukowanie „fejkniusów” złoży kopie artykułów, to sąd je oceni, i podejmie decyzję, czy to były „fejkniusy”, czy nie, i czy w związku z tym czy ta osoba zasadnie zarzuciła NYT drukowanie „fejkniusów”, czyli rozpowszechnianie kłamstw.
Jeśli zarzuciła zasadnie, to nie pomówiła.
Jeśli niezasadnie, to pomówiła.
Jeśli osoba, która publicznie zarzuciła NYT drukowanie „fejkniusów” we wskazanym przez sąd terminie nie złoży w sądzie kopii żadnych artykułów, zostanie skazana za pomówienie.
(Przy czym kara będzie zapewne bliżej górnej granicy, za bezczelność i lekceważenie sądu).
*
Dziesięć lat przyjąłem jako okres dość długi i okrągły.
Ale może Remuszce chodziło o teksty sprzed jedenastu lat? Dwunastu? Tylko on to wie.
(Wiedział za życia, ale może podzielił się tymi informacjami z tobą).

Ostatnie wiadomości
: