1
Hyde Park / Odp: D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez maziek dnia Dzisiaj o 08:03:52 pm »Aleś zajechał. Po krótce:
- lądowanie w Normandii a konkretnie, że miejscem lądowania będzie właśnie Normandia, stanowiło najgłębszą tajemnicę. Alianci podjęli wiele wysiłku, aby to ukryć - operacja Fortitude, użycie na wielką skalę makiet samolotów, czołgów, barek desantowych, fałszywej aktywności radiowej aby Niemcom się wydawało, że atak nastąpi w rejonie Calais (miejscu najwęższym) a nie w Normandii (gdzie niemalże najszerzej), a ewentualnie poprzez Szwecję. W tej sytuacji jakakolwiek nadmiarowa wyprzedzająca aktywność w miejscu ataku zwróciła by uwagę niemieckiej wywiadowni, która głupia nie była. Świetnie się to udało bo Hitler nie mógł uwierzyć, że to prawdziwe lądowanie a nie zasłona dymna.
- krótkotrwałe bombardowanie, kiedy rozpoczętego ataku nie dało już się ukryć, nie mogło przynieść zbyt wielkiego efektu. To są doświadczenia z PWŚ, gdzie dobrze rozpoznane umocnienia npla były ostrzeliwane przez długie dnie olbrzymią ilością amunicji artyleryjskiej, co prowadziło zniszczenia całej powierzchni ziemi, zostawały tylko leje, tymczasem nie miało to wielkiego wpływ na ukrytą w tych umocnieniach siłę żywą. Tak na przykład było podczas bitwy nad Sommą, gdzie na niewielki obszar umocnień niemieckich przez kilka dni non-stop wystrzelono grubo ponad milion pocisków - ale w chwili rozpoczęcia właściwego natarcia obrona niemiecka okazała się nieskruszona.
- działa w umocnieniach w ogóle bardzo trudno zniszczyć, nawet z samolotu i nawet wiedząc, gdzie są. Od góry jak sobie popatrzysz miały olbrzymią "czapę" betonu. Od przodu, no cóż, trzeba się im najpierw pokazać jak na widelcu.
- w momencie kiedy piechota wylądowała na plaże ciężka artyleria nie mogła strzelać do tego co bezpośrednio przy plaży, bo to powodowałoby straty wśród swoich. Mogła więc kłaść ogień na dalsze linie, ale obiekty na własnym przedpolu musiała niszczyć raczej sama piechota
- Amerykanie nie przyjęli propozycji Brytyjczyków, którzy chcieli ich doposażyć w specjalistyczny sprzęt. Brytyjczykom dobrze zalazł za skórę poronny rajd na Dieppe i wyciągnęli z niego praktyczne wnioski. Skonstruowali na podwoziu czołgowym szereg specjalistycznych pojazdów - nazywanych kiedyś "zabawkami Hobarta" a teraz widzę tłumaczy się jako "dziwadła Hobarta". Były to pojazdy do rozkładania dróg, do trałowania min, do pokonywania rowów, z potężnym moździerzem do niszczenia umocnień, z wysięgnikiem z mat. w. do przyczepienia do ściany bunkra i może pojazd najstraszniejszy, z miotaczem ognia o zasięgu 100 m. Dzięki zastosowaniu tych "dziwadeł" straty Brytyjczyków na 3 pozostałych plażach były wyraźnie mniejsze.
- lądowanie w Normandii a konkretnie, że miejscem lądowania będzie właśnie Normandia, stanowiło najgłębszą tajemnicę. Alianci podjęli wiele wysiłku, aby to ukryć - operacja Fortitude, użycie na wielką skalę makiet samolotów, czołgów, barek desantowych, fałszywej aktywności radiowej aby Niemcom się wydawało, że atak nastąpi w rejonie Calais (miejscu najwęższym) a nie w Normandii (gdzie niemalże najszerzej), a ewentualnie poprzez Szwecję. W tej sytuacji jakakolwiek nadmiarowa wyprzedzająca aktywność w miejscu ataku zwróciła by uwagę niemieckiej wywiadowni, która głupia nie była. Świetnie się to udało bo Hitler nie mógł uwierzyć, że to prawdziwe lądowanie a nie zasłona dymna.
- krótkotrwałe bombardowanie, kiedy rozpoczętego ataku nie dało już się ukryć, nie mogło przynieść zbyt wielkiego efektu. To są doświadczenia z PWŚ, gdzie dobrze rozpoznane umocnienia npla były ostrzeliwane przez długie dnie olbrzymią ilością amunicji artyleryjskiej, co prowadziło zniszczenia całej powierzchni ziemi, zostawały tylko leje, tymczasem nie miało to wielkiego wpływ na ukrytą w tych umocnieniach siłę żywą. Tak na przykład było podczas bitwy nad Sommą, gdzie na niewielki obszar umocnień niemieckich przez kilka dni non-stop wystrzelono grubo ponad milion pocisków - ale w chwili rozpoczęcia właściwego natarcia obrona niemiecka okazała się nieskruszona.
- działa w umocnieniach w ogóle bardzo trudno zniszczyć, nawet z samolotu i nawet wiedząc, gdzie są. Od góry jak sobie popatrzysz miały olbrzymią "czapę" betonu. Od przodu, no cóż, trzeba się im najpierw pokazać jak na widelcu.
- w momencie kiedy piechota wylądowała na plaże ciężka artyleria nie mogła strzelać do tego co bezpośrednio przy plaży, bo to powodowałoby straty wśród swoich. Mogła więc kłaść ogień na dalsze linie, ale obiekty na własnym przedpolu musiała niszczyć raczej sama piechota
- Amerykanie nie przyjęli propozycji Brytyjczyków, którzy chcieli ich doposażyć w specjalistyczny sprzęt. Brytyjczykom dobrze zalazł za skórę poronny rajd na Dieppe i wyciągnęli z niego praktyczne wnioski. Skonstruowali na podwoziu czołgowym szereg specjalistycznych pojazdów - nazywanych kiedyś "zabawkami Hobarta" a teraz widzę tłumaczy się jako "dziwadła Hobarta". Były to pojazdy do rozkładania dróg, do trałowania min, do pokonywania rowów, z potężnym moździerzem do niszczenia umocnień, z wysięgnikiem z mat. w. do przyczepienia do ściany bunkra i może pojazd najstraszniejszy, z miotaczem ognia o zasięgu 100 m. Dzięki zastosowaniu tych "dziwadeł" straty Brytyjczyków na 3 pozostałych plażach były wyraźnie mniejsze.

Ostatnie wiadomości

