Zastanawiam się, czy Ty w ogóle czytasz to, na co odpisujesz... Ponownie zwracam Twą szlachetną uwagę na fakt, bo raz już to napisałem, że wyłącznie Ty pisałeś i nadal piszesz o zagładzie cywilizacji przez AI, używając pejzażowego bon motu, iż rozpruwa ją góra lodowa itd. Napisałem także wprost, że nie to mam na myśli, z czym dyskutujesz, jakoby to ze mną, a także napisałem tak wprost, że chyba bardziej się nie da: "nie sądzę, że od AI się zawali cywilizacja - jeśli masz na myśli naukę, naukowców, postęp naukowy i technologiczny itp.
Ty chyba jednak, przepraszam, z Księżyca spadłeś... Czy nie rozumiesz, że rząd kłamie, oszukuje, po to żeby system działał i mrówki budowały mrowisko, a prawdziwa prawda jest w tym, co rząd zwalcza bo jest finansowany przez koncerny farmaceutyczne? Na wszelki wypadek wyjaśniam: tak działa mózg osoby, która zamiast szczepionki smaruje się wywarem z krowiego łajna w celu zapobiegania gruźlicy. Albo zażera muchomory czerwone dla zdrowotności (moda trwająca już jakiś czas).
Wyjaśniam ponownie, choć uczyniłem to na końcu wyżej cytowanej wypowiedzi ("na wszelki wypadek wyjaśniam: tak działa mózg osoby..."), że wpis ten dotyczył osób podatnych na teorie spiskowe, których liczba ewidentnie nie maleje pomimo postępu nauki, darmowego dostępu do edukacji i bibliotek. Nie wynika z tego wpisu, że każdy jest na to skazany i tak skończy (a wraz z ostatnim cywilizacja zostanie przeorana przez górę lodową i zatonie). AI już w obecnej formie jest świetnym narzedziem do siania tego rodzaju teorii i jest do tego wykorzystywana - głównie dla pieniędzy oczywiście. Wyjaśniam tez od razu na wszelki wypadek, że wykorzystywana nie przez "rząd światowy" czy "mędrców Syjonu" tylko np. przez jutuberów pragnących zwiększyć zasięgi, za które per saldo maja gratyfikację finansową (czym oczywista ostatecznie napędzają gratyfikacje właścicieli odnośnych mediów). Jednakże ponieważ prawdopodobnie odsetek ludzi niemających dostępu do youtube czy innych tego typu mediów jest już znikomy to jest to zjawisko masowe, któremu można się oczywiście oprzeć, np. oglądając darmowe wykłady z najlepszych uniwersytetów, tylko po pierwsze musi się chcieć dokonać wysiłku umysłowego zamiast przyswajania papki a po drugie trzeba mieć to wewnętrzne przekonanie, a przynajmniej gotowość do jego przyjęcia, że to nauka mówi jak jest a nie jakaś gwiazda youtube pokazująca perpetuum mobile z koła rowerowego i gumki od majtek. Zwróć uwagę, że mówię o prostych rzeczach, bo perpetuum mobile z koła rowerowego i gumki od majtek może spróbować zrobić każdy. Natomiast gorzej ze sprawdzeniem kwarków i ucieczki galaktyk. Nie mówiąc już o sprawach, w które zamieszana jest ludzka osobowość jak kwestie polityczne czy społeczne. Możliwość osobistego sprawdzenia tego typu spraw jest zerowa. Jest to więc kwestia ukształtowania osoby, komu czy czemu daje wiarę. Przykład? Szczepionki. Szczepionki są dość blisko możliwości osobistego sprawdzenia, jeśli tylko ktoś chce sięgnąć do statystyk i dać im wiarę. No ale ruch antyszczepionkowy ma się dobrze a nawet mam wrażenie, że coraz lepiej.
Bo w zasadzie jedyne, co masz do powiedzenia, to to, że okręt cywilizacji albo zostanie rozpruty, albo już jest w trakcie rozpruwania przez górę lodową. A jakie zjawisko konkretnie reprezentuje góra lodowa, to już jest kwestia drugorzędna. Nie trzeba czekać, aż cywilizcja ziemska zostanie zniszczona przez sztuczną inteligencję, ponieważ i tak wcześniej upadnie, gdyż media społecznościowe ogłupiają społeczeństwa i nic się z tym nie da zrobić.
No właśnie tego nie napisałem, że upadnie, a nawet wręcz przeciwnie (cyt.: "To wcale nie znaczy też, że cywilizacja zatonie...tzw. cywilizacja zawsze była tworzona przez niewielki odsetek populacji"). Nie napisałem też, że "nic nie da się zrobić". W ogóle nic nie pisałem o robieniu "czegoś" a tylko się śmiałem z Twego przekonania, że oznaczanie treści przez takich czy innych "moderatorów" spowoduje ich usuwanie. Rząd nasz czy inny może zrobić tyle, że zakaże dostępu do "mediów społecznościowych" do jakiegoś wieku, np. do skończenia podstawówki. Tylko że to by musiałoby być na zasadzie, że dostęp do "mediów społecznościowych" jest za weryfikacją wieku a dostarczyciel tych mediów odpowiada sądownie za dostęp udzielony osobie niepowołanej. Czyli trzepanie po kiesie i to na duże sumy, bo to jedno jest skuteczne dla panów takich jak Zuckerberg, Musk i innych Tik-toków. Problem polega na tym, że ci panowie nie siedzą w Warszawie (jeśli mówimy o Polsce) i mają głębiej niż im do przewodu światło sięga, co polski rząd, a nawet europejskie rządy sobie myślą, bo istotą sprawy jest czy można ich uderzyć finansowo - a to jest trudne, bo nasze sądy mają za krótkie łapki. Jak widać, przynajmniej w USA, skuteczniejsze od "myślenia rządów" były procesy wytoczone przez osoby, które udowadniały systemowe uzależnianie od "mediów społecznościowych". I jeśli z tych procesów ostaną się jakieś wyroki, to może to mieć wpływ na tych panów czy te bezosobowe koncerny jak tik-tok. Konkretnie może mieć, w tym przypadku, wpływ w USA. Bo w Polsce nie musi. W Polsce dalej będą mogli słać systemową sieczkę.
ale ty, w sposób dorozumiany, żądasz ode mnie (pomimo, że, podobnie jak Lem, nie posiadam własnego instytutu) żebym w kilkuset czy maksymalnie kilku tysiącach znaków przedstawił sposób rozwiązania problemów w danym obszarze, najlepiej z gwarancją skuteczności (bankową, znaczy się, albo rozwiązanie zadziała, albo bank wypłaci „xyzabcd” Euro).
Chwileczkie, ja od Ciebie niczego nie żądam. Może jestem już starym zgredem, który w nic nie wierzy, ale po prostu rozśmiesza mnie Twoje podejście, że założy się jakąś rządową komisję zwalczania uzależnienia od fejsbuka i liczba uzależnionych spadnie od tego.
Dyskusja prowadzona w taki sposób, nie ma zbyt wiele sensu, mówiąc delikatnie.
No na pewno, lepiej, żebyś dyskutował (o ile chcesz oczywiście) z tym, co napisałem, a nie z tym, co sobie wyobraziłeś, że napisałem.
...a jeżeli nie masz, to cóż, pozostaje czekać, aż okręt cywilizacji przełamie się i zatonie.
Z tym, że powtarzam, po raz n-ty, że 2 a 2 to 4 - ja nie wypowiedziałem słów, które mi tu imputujesz.
Czy państwo ma prawo moralne żądać podatków?
To jest temat, na który teoretycznie można by podyskutować, przy założeniu, że dyskusja byłaby w miarę rzeczowa, a wizja rozprutego lub rozpruwanego okrętu cywilizacji nie pojawiałaby się w co drugim akapicie twoich wypowiedzi. Na razie chyba nie ma na to szans.
Raczej oczekiwałem, jeśli mogę użyć Twego stylu, krótkiej odpowiedzi w żołnierskich słowach tak-nie - a nie zaraz, od razu, dyskusji. To znaczy jak Ty uważasz w przedmiocie, nie dociekam, z jakiego powodu. Krótko: tak, uważam, że państwo ma moralne, czy też etyczne prawo pobierać podatki - albo: nie, nie ma takiego prawa.