Autor Wątek: Wiara, nauka... co dalej?  (Przeczytany 105090 razy)

DillingerEscPlan

  • Gość
Re: Wiara, nauka... co dalej?
« Odpowiedź #390 dnia: Wrzesień 18, 2009, 02:27:08 pm »
Ja się obawiam, że mało kto w ogóle (także wśród ateistów) podejmuje próby objęcia rozumem tego ogromu i złożoności wszechświata. W swoich rozumkach większość ludzi ukuła przekonania o pewnych oczywistych oczywistościach, wcale nie palą się do zdobywania wiedzy, a myślenie to dla nich za duży wysiłek.

Próba nadania sensu egzystencji naszej i wszechświata przez wiarę w zaświaty, nieba i piekła czy też Boga, który może wszystko, jest doskonały i nas kocha, dlatego zesłał syna pod postacią człowieka żeby umarł na krzyżu za nasze grzechy to jest zaślepienie, które jest udziałem nie tylko "moherowych beretów". To, że ludzie potrzebują nadziei można by uznać za usprawiedliwienie, ale nie zmienia faktu kompletnego nieprzystawania tej wiary do świata, w którym żyjemy. Co z tego, że ktoś zachwyci się zdjęciami odległych galaktyk zrobionymi dzięki teleskopowi Hubble'a, uświadomi sobie jaki ten wszechświat jest ogromny, kiedy zaraz potem pomyśli o Jahwe czy innym Allahu, jaki to on wspaniały, że takie rzeczy stworzył?  

Przypomina mi się, jak niedawno włoscy biskupi krytykowali tę słynną loterię, w której było ponad 130 mln euro do wygrania, mówiąc np. tak: "- Ten proceder jest niemoralny i sprawia, że ludzie chorobliwie karmią się niemożliwą do spełnienia nadzieją – skrytykował grę Domenico Sigalini z włoskiej Kongregacji Biskupów. – Loteria stała się formą kultu, człowiek wielbi pieniądze zamiast Boga – powiedział Sigalini w watykańskim radiu." (http://wiadomosci.onet.pl/2025239,12,1,1,item.html). Bardzo mnie to bawi, bo w loterii przynajmniej wiadomo, jakie jest prawdopodobieństwo wygranej, a nagroda istnieje. Tego samego nie można powiedzieć o Bogu. Czy takie wypowiedzi wynikają z zaślepienia, czy są wypowiadane z pełną świadomością hipokryzji w nich tkwiącej?  
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 18, 2009, 02:30:16 pm wysłana przez DillingerEscPlan »

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9557
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Wiara, nauka... co dalej?
« Odpowiedź #391 dnia: Wrzesień 18, 2009, 03:11:02 pm »
Ja się obawiam, że mało kto w ogóle (także wśród ateistów) podejmuje próby objęcia rozumem tego ogromu i złożoności wszechświata. W swoich rozumkach większość ludzi ukuła przekonania o pewnych oczywistych oczywistościach, wcale nie palą się do zdobywania wiedzy, a myślenie to dla nich za duży wysiłek.

To akurat prawda, niestety. Znam ludzi (niegłupich, wykształconych, którzy odnieśli tzw. sukces), którzy zostali ateistami przez pewną przyziemność wyobraźni (tzn. odrzucili te fantasmagorie jako oderwane od życia bajki), ale ich horyzont ograniczają pieniądze i mętno-utylitarne psychologizowanie. I wywaliwszy Pónbuczka z centrum subiektywnego Wszechświata wstawili tam siebie, swój sukces (czasem postrzegany jako zakonne wręcz umartwienie w imię kariery, czasem jako płyciutki konsumpcyjny hedonizm) i b. wąsko pojęty rozwój wewnętrzny (ograniczający się do rozwoju zdolności zarabiania, asertywności, skuteczności w biznesowo-korporacyjnych - lub politycznych - przepychankach itp.). Na tle ich horyzontów myślowych - choć, powtórzę, nie są to idioci - już w miarę rozsądny (tischnerowski np.) teizm lepiej wypada, bo dosztukowuje codziennej egzystencji jakieś szersze, chociaż urojone, tło, jakąś głębię...

Co z tego, że ktoś zachwyci się zdjęciami odległych galaktyk zrobionymi dzięki teleskopowi Hubble'a, uświadomi sobie jaki ten wszechświat jest ogromny, kiedy zaraz potem pomyśli o Jahwe czy innym Allahu, jaki to on wspaniały, że takie rzeczy stworzył?

Istnieją tacy teiści jak x. prof. Heller, mistrz intelektualnego szpagatu, u których wiara robi (jak się zdaje) za dodatek do naukowego spojrzenia na świat. Ich (w dużym stopniu agnostyczny) teizm da się postrzegać w kategoriach niegroźnego dziwactwa wybitnego umysłu. To mi snu z powiek nie spędza.

Przypomina mi się, jak niedawno włoscy biskupi krytykowali tę słynną loterię, w której było ponad 130 mln euro do wygrania, mówiąc np. tak: "- Ten proceder jest niemoralny i sprawia, że ludzie chorobliwie karmią się niemożliwą do spełnienia nadzieją – skrytykował grę Domenico Sigalini z włoskiej Kongregacji Biskupów. – Loteria stała się formą kultu, człowiek wielbi pieniądze zamiast Boga – powiedział Sigalini w watykańskim radiu."

Powiedzmy inaczej: a kto lubi konkurencję? (W dodatku skuteczniejszą, bo nęcącą wymierniejszą obietnicą.)
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 18, 2009, 03:26:11 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9557
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Wiara, nauka... co dalej?
« Odpowiedź #392 dnia: Lipiec 24, 2012, 08:41:30 pm »
Nie wiem, czy to nie Lem napisał, że do głupiego prowadzenia samochodu trzeba chodzić na zajęcia i zadać egzamin, a prawo do wychowania dziecka ma się po pierwszym udanym zbliżeniu płciowym, niezależnie czy czytaty i pisaty, czy degenerat, czy alkoholik, czy sadysta.

Zdaje się, że napisał... Napisał też potem, w "Zagadce":

" — Wszelako, Ojcze Cynkanie, doktor świętej teologii Cyboraks wykazał, że cała „Studzienistyka” bladologa Turmalina, na której opierał się pater Eteryk, zawiera, prócz tez urągających rozumowi, bluźnierstwa przeciw wierze. Przecież w tej księdze powiedziane jest, że studzieńcy nie wykonywali potomstwa na podstawie typowych projektów, przy udziale inżynierów płodowlanych, jedynym przyrodzonym sposobem, montażu z prefabrykatów, lecz bez żadnego wykształcenia i dokumentacji, pokątnie i wręcz całkiem bezmyślnie. Jakże jednak byłby możliwy nie zaprojektowany potomek? Nielegalny, podług planu nie zatwierdzonego, dajmy na to, przez właściwą instancję w wydziale przemysłu demograficznego — to jeszcze rozumiem — lecz bez wszelkiej dokumentacji?!!
— Dziwne to, przyznaję, ale gdzież w tym bluźnierstwo?
— Wybacz, wielebny Ojcze, ale dziwię się z kolei temu, że go nie dostrzegasz... Wszak jeśli stante pede, ex abrupto, expromptu to umieli, co u nas wymaga ukończenia studiów wyższych, komisyjnego opracowania i ekspertyzy obliczeniowej, to każdy z nich musiał mieć w małym palcu kompetencję płodowlaną, równą wiedzy naszych cybernetyków, doktorów, a bodajże nawet habilitowanych docentów informatyki! Możliweż to?? Jakże, byle chłystek potrafił sobie sporządzić bez namysłu latorośl? Skąd mógł wiedzieć, jak to się robi?! Alternatywą dyplomu jest wszak sporządzanie potomstwa bez wszelkiej wiedzy, od jednego zamachu i paru szturchnięć, ledwie mi te słowa przez usta przechodzą/.../"


Czemu temat odkopuję? Ano tak się złożyło, że obejrzałem sobie kawałek kawałka "StarTreka" (fragment odcinka "The Offspring", z roku 1990):
picard and data double face palm
i najpierw mi się "Zagadka" rzeczona przypomniała, a potem adopcyjna dyskusja w niniejszym wątku (choć znałem ją - jak już choćby z dat widać - tylko z czytania).

(Nawiasem mówiąc: zabawne, że w przytoczonej scence Picard kapitan, jeden z tych co to chce się, po fiaskowemu, zapytać "znałeś lepszych?" wpada w koleiny dyktowanego raczej przez geny, niż przez Rozum myślenia, traktując fakt, iż robot produkuje - w myślowym trudzie - robota jako wielkie halo, zaś sytuację, że człowiek wytwarza pokątnie - i pościelnie - człowieka jako rzecz godną, w swej oczywistości, zbycia wzruszeniem ramion.)
« Ostatnia zmiana: Lipiec 31, 2012, 12:33:42 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki