Autor Wątek: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...  (Przeczytany 596411 razy)

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4887
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2490 dnia: Styczeń 06, 2020, 11:04:35 pm »
No nie - traktować Lovecrafta poważnie, jako straszyciela - nie przechodzi - tylko to drugie (a właściwie pierwsze) dno o kondycji człeków, miejscu w czasie itp.
U Jamesa na odwrót - straszenie bez filozofii. (Co zresztą H.P.L. mu wytykał, wychwalając poza tym.)
Zajrzałam do dwóch pierwszobrzegowych opowiadań:
1) "Mezzotinta" - zamiast nosić ją ze sobą – zostawiają ją w otwartym pokoju – w sumie nikogo nie dziwi jej zmienność (na luziku - zajrzą później, jak coś się zacznie dziać...) – problem tylko gdzie to się dzieje i kto na rycinie. Owszem, bez histerii – ale wtedy: dla których bohaterów nieznane jest normalniejsze? Przyjmowane bez strachu? Czyli z wiarą w istnienie?
Nawisem - świetny pomysł – można by go jakoś lepiej spożytkować – pasuje trochę do czasozapętleń z SF.
2) "Rękopis kanonika Alberyka" - aaa...to stare diabelskie poczciwe poczwary,  na które cza ruszać z krucyfiksem;) Oj, też opisy dosłowne, też omdlenia i zaklęcia...
Na podstawie tych dwóch…jakoś te spotkania są u James'a jednorazowe i niewytłumaczalnie się urywają – ot, gadzina odpuszcza;)
Poza tym jego "zjawy" są ziemskie, swojskie (że tak to ujmę), a Lovecraftowe są kosmiczne, niepoznawalne i nie odpuszczają tak łatwo.

Rozbawił fragmencik o powodach śmiertelnego przestrachu u kościelnego:
Wciąż zerkał do tyłu, postawę miał skuloną i przygarbioną, wyglądał tak, jakby wszystkie jego mięśnie były napięte ze strachu przed napaścią jakiegoś niewiadomego wroga. Anglik nie wiedział, czemu to przypisać: urojeniu manii prześladowczej, wyrzutom sumienia czy nieznośnemu zahukaniu przez żonę megierę?

Hm...chyba co żona robiła za tego demona?;))

Ballard - tak, zapomniałam - Crash - ile to już lat...24?! :-X

Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10351
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2491 dnia: Styczeń 07, 2020, 09:30:22 am »
"Mezzotinta" - zamiast nosić ją ze sobą – zostawiają ją w otwartym pokoju – w sumie nikogo nie dziwi jej zmienność (na luziku - zajrzą później, jak coś się zacznie dziać...) – problem tylko gdzie to się dzieje i kto na rycinie. Owszem, bez histerii – ale wtedy: dla których bohaterów nieznane jest normalniejsze? Przyjmowane bez strachu? Czyli z wiarą w istnienie?

Ciekawe pytanie... Owszem, są często w antykwarycznych opowiastkach świadkami upiornych zdarzeń ludzie niemal do końca nieświadomi co zachodzi, choćby dzieciak z - nieumieszczonego w lemowskim wyborze - opowiadania "Stracone serca":

...czy zbyt zaszczuci przez monstra (zwykle za swoje winy), by mieć czas na chłodne analizy... Ale tam, gdzie bohaterami są uczeni, a i czas na badania by się znalazł, tam - w istocie - metoda naukowa nie wkracza (choć pojawia się ciekawość badacza). Nie wiem czy to niedoróbka (wynikła z przyjętej - ludycznej - konwencji, którą inne nastawienie bohaterów gotowe byłoby rozsadzić, lub z humanistycznego backgroundu autora), kwestia świadomego osadzenia we wczesnodziewiętnastowiecznych paradygmatach (zwróćmy uwagę na czas akcji w/w "Serc..", jednego z nielicznych opowiadań M.R.J. zawierających konkretne daty), angielsko-flegmatyczno-wycofanego podejścia protagonistów (połączonego z trafiającym się i Pirxowi przekonaniem "i tak nikt mi nie uwierzy" ew. "o pewnych sprawach lepiej nie mówić głośno"), czy odruchowej wiary jamesowych postaci w duchy i/lub magię, niemniej - trafnie wytknęłaś.

Nawisem - świetny pomysł

Autor najwidoczniej też tak uważał, bo wykorzystał go również - praktycznie w identycznej postaci - w opowiadaniu "Duchy w domku dla lalek".

"Rękopis kanonika Alberyka"

Na marginesie:
http://nakladniewyczerpany.blogspot.com/2014/10/mr-james-wh-ainsworth-biskup-earle-i.html

Oj, też opisy dosłowne, też omdlenia i zaklęcia...

W sumie to jest temat godny głębszych analiz, bo na tle subtelniejszych zjaw J. Sheridana Le Fanu czy Waltera De La Mare duchy Jamesa wydają się znacznie bardziej fizyczne (czy to w sensie tego jak się prezentują, czy też w tym znaczeniu, że potrafią wyrządzać fizyczną krzywdę) i animalne zarazem (trafiają się i macki):
https://www.researchgate.net/publication/313016758_The_Hunters_of_Humanity_Creatures_of_Horror_in_MR_James's_Ghost_Stories
http://weirdfictionreview.com/2011/11/m-r-james-and-the-quantum-vampire-by-china-mieville/
Co - wbrew lemowskiemu przeciwstawieniu - zdaje się je czynić nieodległymi (pod pewnymi względami) protoplastami lovecraftowskich pozaziemskich monstrów.

(Groteskowo-koszmarno-zoologiczny trop wiedzie zresztą jeszcze głębiej w przeszłość. Dość wspomnieć tytułowego "Obserwatora", zagrobowego stalkera z utworu w/w Le Fanu manifestującego się nietypowo jak na ducha z tego okresu, bo upiornym karłem*; i do - w sumie niegroźnego, ale turpistyczno-trupistycznego ;) - topielca z "Górnej koi" Crawforda. Ba, nawet arystokratyczna wampirzyca Carmilla ruszając się napić przybierała postać jakiegoś kotowatego paskudztwa...)

* Jak widać trafiały się - wcale liczne - wyjątki od zasady, którą ledwo co sformułowałem.

Poza tym jego "zjawy" są ziemskie, swojskie (że tak to ujmę), a Lovecraftowe są kosmiczne, niepoznawalne i nie odpuszczają tak łatwo.

Niemniej jedne i drugie potrafią krzyczeć i bębnić po wzgórzach i lasach ;).

Rozbawił fragmencik o powodach śmiertelnego przestrachu u kościelnego:
Wciąż zerkał do tyłu, postawę miał skuloną i przygarbioną, wyglądał tak, jakby wszystkie jego mięśnie były napięte ze strachu przed napaścią jakiegoś niewiadomego wroga. Anglik nie wiedział, czemu to przypisać: urojeniu manii prześladowczej, wyrzutom sumienia czy nieznośnemu zahukaniu przez żonę megierę?

Hm...chyba co żona robiła za tego demona?;))

W zakresie splatania grozy z obyczajowością James bywa nazywany prekursorem Kinga - a konkretniej jego twórczości z przedziału "Lśnienia" i okolic. Sądzę, że słusznie.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 08, 2020, 09:22:38 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10351
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2492 dnia: Styczeń 10, 2020, 01:29:20 am »
Zainspirowany naszą dyskusją odsłuchałem sobie "Zew Cthulhu" w wersji audio:

(Albo gust mi się zmienia, albo tym razem bardziej skupiłem się na geometrii nieeuklidesowej i sztuczkach z czasoprzestrzenią, a mniej na Cthulhu* łapiącym marynarzy, albo rzecz, nawet w niedoskonałym, nie-płazowym, przekładzie, jest znacznie lepsza niż zapamiętałem.)

* O ile to był on, bo istnieje popularna - obecna m.in. w epigońskich dopiskach Lumley'a - interpretacja, że mógł to być tylko przedstawiciel jego pomiotu.

Skądinąd w/w nagranie stanowi tylko drobną cząstkę sporej - a godnej uwagi - audioteki utworów grozy (której częścią są również w/w "Stracone serca"):
https://www.youtube.com/playlist?list=PLoyx3oE3BCfMY4Cj9ac37qPRDHflUyhD0

A tu jeszcze o tym jak H.P.L. Cthulhu wymyślał:
https://czytajpl.pl/2017/01/09/prawda-o-cthulhu-ujawniona-znamy-inspiracje-h-p-lovecrafta/

I coś zabawnego a propos jamesowych duchów...
https://lovecraftzine.com/2016/07/06/the-ghosts-of-m-r-james-are-in-the-cards-with-monsters-miscreants/
« Ostatnia zmiana: Styczeń 12, 2020, 09:22:14 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10351
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2493 dnia: Styczeń 13, 2020, 10:13:59 am »
Chyba znudziłaś się straśnymi widziadłami, a mnie coś temat puścić nie chce ;), więc podczytuję sobie teraz cykl (około)lovecraftowskich recenzji ze strony wydawnictwa Tor:
https://www.tor.com/tag/h-p-lovecraft-reread/

I znalazłem tam nie tylko optymistyczną - zasadniczo zgodną z moją - wykładnię klasycznej - ledwo co wspomnianej - "Górnej koi" F. Mariona Crawforda:
https://www.tor.com/2017/02/01/the-horror-of-cocktail-parties-f-marion-crawfords-the-upper-berth/

Czy brawurowo nieortodoksyjną (choć chyba niezbyt mądrą) interpretację "There Are More Things"*:
https://www.tor.com/2019/05/01/ikea-in-the-fourth-dimension-jorge-luis-borges-there-are-more-things/

Ale i - może nawet w pierwszym rzędzie - info o opowiadaniu "The Man Who Found Out" Algernona Blackwooda (jednego z mistrzów H.P.L.-a):
https://www.tor.com/2018/02/21/you-wish-it-were-forty-two-algernon-blackwoods-the-man-who-found-out/
Które bierze kosmiczny horror od innej, mniej mackowatej, a bardziej abstrakcyjno-filozoficznej i metaforyczno-symbolicznej strony (tylko to zakończenie...):
https://www.gutenberg.org/files/16726/16726-h/16726-h.htm#The_Man_Who_Found_Out
(Nie wiem czemu te tablice z boską - choć niektórzy twierdzą, że raczej z nyarlathotepową ;) - wiedzą skojarzyły mi się odlegle z dowodem ludów [gwiazdowych] o niesłychanie wysokiej inteligencji.)

* Nawiasik: niniejszym, za sprawą powyższej prozatorskiej miniatury, mamy do czynienia ze swoistym literackim trójkątem, bo Borges, podobnie jak Lovecraft, był wielkim admiratorem Poego. I tu odbija nam w bok ciekawa ścieżka do przemierzenia:
https://humanities.byu.edu/poe-meets-borges/
https://www.amazon.com/Borgess-Poe-Influence-Reinvention-Southern/dp/0820349054
https://muse.jhu.edu/book/45363

ps. Wracając do Jamesa - Ramsey Campbell, współczesny autor (Joshi twierdzi nawet, że największy żyjący klasyk) horrorów, o technikach straszenia tegoż:
https://www.3ammagazine.com/3am/conversations-interview-ramsey-campbell/

Edit:
Znany esej H.P.L.-a "Supernatural Horror in Literature":
http://www.hplovecraft.com/writings/texts/essays/shil.aspx
Z listownym komentarzem Jamesa:
http://www.users.globalnet.co.uk/~pardos/ArchiveMRJLetter.html

I wspominane w nich pochwalnie, acz od niechcenia, a lubiane przez obokpodpisanego ;) opowiadanie "Haunted and the Haunters" Edwarda Bulwer-Lyttona (wersja krótka):
http://www.gutenberg.org/cache/epub/14195/pg14195.html
Z komentarzem:
https://www.jstor.org/stable/27793550
https://www.tandfonline.com/doi/abs/10.1080/08905490600955506

Edit 2:
Lovecraft nietypowy, modernistyczno-symboliczno-liryczny, czyli "Dziwny wysoki dom wśród mgieł":
« Ostatnia zmiana: Styczeń 14, 2020, 03:08:34 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki