Autor Wątek: Co tępora, to mores...!  (Przeczytany 171566 razy)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10913
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1035 dnia: Marzec 18, 2020, 12:33:34 pm »
Apropo krokodyla to taki kawał mi człowiek ze Lwowa opowiedział:

Znów mamy do czynienia ze zjawiskiem transgranicznego krążenia dowcipów, bo poniższy skecz kabaretu Pirania (z lat '90, bodaj z '95) automatycznie się przypomina:

Pytanie kto był pierwszy...

A jaki jest koń...?

Każdy widzi.

Zresztą... jaki by nie był, wychodzi na miarę wszechrzeczy ;).
« Ostatnia zmiana: Marzec 18, 2020, 04:31:46 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Lieber Augustin

  • God Member
  • ******
  • Wiadomości: 949
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1036 dnia: Marzec 18, 2020, 06:50:09 pm »
Brały opłatę za przejazd ?
O, proszę, Czerwony Krokodyl :)
Od razu jakoś powiało duchem epoki :D
A gdybym tak włączył metodę wolnych skojarzeń?..

Pankrat, uprzednio zastukawszy, zjawił się  w gabinecie i wręczył Piersikowowi wspaniały  atłasowy bilet wizytowy.
— On jest tamój — nieśmiało dodał Pankrat.
Na bilecie było wydrukowane wytwornym  drukiem:

ALFRED ARKADJEWICZ BRONSKIJ 
Współpracownik pism moskiewskich — „Czerwony Ognik”, „Czerwony Pieprz”, „Czerwony Tygodnik”, „Czerwony Prożektor” i gazety „Czerwona Moskwa Wieczorna”.


— Przepędź go do diablej matki — monotonnie rzekł Piersikow i zrzucił bilet pod stół.
Pankrat zawrócił, wyszedł i po pięciu minutach wrócił z męczeńską miną i z drugim egzemplarzem tegoż samego biletu.
— Ty cóż to, drwisz sobie? — zaskrzypał  Piersikow i stał się strasznym.
— Z gepeju oni mówią… — blednąc, odpowiedział Pankrat.
Piersikow jedną ręką schwytał za bilet,  omal go nie przedarł na połowę, a drugą rzucił  pincetę na stół. Na bilecie dopisane było okrągłym  pismem:
„Proszę bardzo i przepraszam, przyjąć mnie,  wielce szanowny profesorze, na trzy minuty w sprawach społecznych prasy i współpracownik satyrycznego pisma „Czerwony Kruk”, wydawnictwo GPU”.


Zapewne czytałeś opowiadanie, z którego pochodzi fragment, livie? ;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5114
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1037 dnia: Marzec 18, 2020, 09:06:28 pm »
Cytuj
Zapewne czytałeś opowiadanie, z którego pochodzi fragment, livie?
Na tym etapie mogę napisać, że wszystko czytałem.  :) Sądząc po tym ile już zapomniałem - w sumie, na jedno wychodzi ... tak, "Fatalne jaja" stoją gdzieś na półce, pamiętam nawet kształt okładki, taka mała książeczka. Jednak musiałem skorzystać z podpowiedzi, wiadomej.  8)
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Lieber Augustin

  • God Member
  • ******
  • Wiadomości: 949
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1038 dnia: Marzec 23, 2020, 05:41:37 pm »
Ale to tylko pod warunkiem, że w jej wyniku i żona ks. kanonika niedomaga ;).
:D
Wspomniana żona ks. kanonika kojarzy mi się z dowcipem ze wczesnego dzieciństwa:

Idą ulicą trzech kumpli: mądry milicjant, głupi milicjant i Baba Jaga. Aż raptem natrafili na leżącą na asfalcie portmonetkę. Kto ją podniesie?
Prawidłowa odpowiedź: głupi milicjant. Ponieważ mądry gliniarz, zarówno jak i Baba Jaga, to postacie z bajki, a zatem nic podnieść nie potrafią.

 :)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10913
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1039 dnia: Marzec 23, 2020, 05:54:34 pm »
Wspomniana żona ks. kanonika kojarzy mi się z dowcipem ze wczesnego dzieciństwa:

Niesłusznie, bo bywają żonaci kanonicy... anglikańscy. Wokół małżonki jednego z nich było, lat temu dwa, nieco zamieszania:
https://www.sundaynews.co.zw/cleric-explains-burying-wife-in-church/
Córkę tenże ksiądz również ma:
https://muenterprises.org/birmingham/about-us-birmingham-mothers-union/general-trustees/
Gdyby Wieszcz Julian zastrzegł, że chodzi o żonę współczesnego kanonika katolickiego, to co innego...
« Ostatnia zmiana: Marzec 23, 2020, 07:21:44 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Lieber Augustin

  • God Member
  • ******
  • Wiadomości: 949
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1040 dnia: Marzec 23, 2020, 06:28:31 pm »
O tym nie pomyślałem. Chyba że tak :)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10913
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1041 dnia: Marzec 24, 2020, 01:50:49 pm »
Zmieniając temat raz jeszcze... Żeby nie było, że tylko jednym się dobijamy... Tekst nienowy, ale świeżo znaleziony, o jagódkach cieplarnianych:
https://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/892182,dzieci-pierdoly-hodujemy-zombie-ktore-nie-wiedza-kim-sa-i-dokad-zmierzaja.html
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Lieber Augustin

  • God Member
  • ******
  • Wiadomości: 949
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1042 dnia: Marzec 24, 2020, 09:41:16 pm »
Tekst nienowy, ale świeżo znaleziony, o jagódkach cieplarnianych:
https://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/892182,dzieci-pierdoly-hodujemy-zombie-ktore-nie-wiedza-kim-sa-i-dokad-zmierzaja.html
Z raportu „Epidemiologia zaburzeń psychiatrycznych i dostępność psychiatrycznej opieki zdrowotnej” z 2012 r. wynika, że 2,5 mln Polaków ma zaburzenia lękowe, milion – depresje i manie, kolejny bierze narkotyki, a ponad 3 mln to alkoholicy. Nastąpił lawinowy wzrost przypadków lekomanii i uzależnień od psychotropów. Wśród ofiar największy odsetek to właśnie młodzi.

Ojejku. I to jeszcze w stosunkowo zdrowej Polsce. A cóż się dzieje na „zgniłym Zachodzie”? Katastrofa.

Naukowcy odwiedzili świeżo upieczonych inżynierów z MIT i zapytali, czy można zapalić żarówkę za pomocą baterii i drutu. – Zapytaliśmy: umiecie to zrobić? Powiedzieli, że to niemożliwe. I nie wyśmiewam tu Amerykanów. Tak samo jest w Imperial College w Londynie – opowiadał rozbawionym słuchaczom prof. Drori.
/.../
Z łezką w oku czyta dziś w necie wspomnienia ludzi z jego pokolenia, jak w latach 80. wcinali jagody bez strachu, że chory lis je obsikał. Teraz jest psychoza, więc na wszelki wypadek dzieci do lasu nie wysyła się w ogóle, dlatego przerażają je pająki, komary czy osy, a z grzybów znają tylko pieczarki. Z rozrzewnieniem przypomina sobie, jak ganiał w krótkim rękawku w deszcz, przeziębił się i babcia dała mu miód ze spirytusem, cytryną i czosnkiem, i nikt nie oskarżył babci o rozpijanie młodzieży, a on wstał następnego dnia zdrów jak ryba. Dziś na lekki ból gardła dzieciaki dostają antybiotyki...


Taaa... Groźne objawy. Coś poszło nie tak. Jeśli tak pójdzie dalej, biały człowiek niebawem zejdzie z areny. Odda innym ster świata. A komu? Chińczykom?
Hm. A może obecna pandemia i nadchodzący kryzys są wskazane ludzkości? Przynajmniej jej białej odmianie, tej, od supremacji?
Może spowodują swego rodzaju reloading? :-\

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11383
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1043 dnia: Marzec 24, 2020, 09:47:16 pm »
To efekt plastyczności gatunku ludzkiego. Ze 200 lat temu ktoś by napisał, że "jeszcze jak on był młody" to każdy jeden w wojnie uczestniczył i szablą wątpia wrogu wypuścił (względnie skonał w drgawkach mając wypuszczone) - a teraz tylko się strzelają czyniąc małe dziurki, nijak do porządnego wyprucia flaków czy członków odrąbanych się nie mające... Tym niemniej każda sytuacja wymuszająca natychmiast przywraca te zdolności.
Jest wolność, więc każdy ma prawo być idiotą!
© Krzysztof Grabowski, DEZERTER

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5114
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1044 dnia: Marzec 24, 2020, 10:06:47 pm »
Maziek ma rację  :D
Zgredki i wapniaki zawsze narzekają na młodych. Choć jasne, tendencja wymoczkowacenia jest, zwłaszcza tych z dostępem do hajtechu. Ale za to są wyżsi!
 Tylko czy dawne narzekania nie przypominają trochę aktualnych?
Dla porównania, hop! - w XIX wiek.
XVIII-wieczny opis młodzieży, autor  Rzewuski, ale Henryk. A nie, jednak opis z  pierwszej połowy XIX.  ;)
Za Andrzejem Doboszem, który sam w sobie jest "opisem" (ten po prawo)

" Młodzież nie służy, nie pracuje, nie myśli. I cóż z tego może wyniknąć? Wielkie zniżenie moralne naszej jarmarkowej młodzieży na wstępie zdradza się skażeniem jej kształtów zewnętrznych. Nic trudniejszego, jak znaleźć pośród niej nadobnego młodzieńca: a jeśli chłopisko sążniste i silnie zbudowane, za to nos zadarty, oczy niknące, fizyognomika kałmucka, nic zgoła szlachetnego. Zresztą po większej części wzrosty nikłe, plecy pogięte, wzrok obłąkany, kolana ku sobie obrócone, głosy jakby z dud pękniętych wychodzące,  bladość namiętności gwałtownych a gminnych. Na twarzach tych wygasłych maluje się razem coś z rozbójnika zaporoskiego, coś z kretyna alpejskiego, coś z faktora żydowskiego."
« Ostatnia zmiana: Marzec 24, 2020, 10:17:41 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Lieber Augustin

  • God Member
  • ******
  • Wiadomości: 949
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1045 dnia: Marzec 24, 2020, 11:38:04 pm »
:))))))))

Dopalają się świece. Wieczerza szabasowa ma się ku końcowi. Siedzący wokół stołu rozprawiają na temat wychowania dzieci. Wspominają z rozrzewieniem dawne lata, mówią ze zgrozą o obecnym zepsuciu młodzieży.
Jedynie osiemdziesięcioletnia matrona Pesel jest odmiennego zdania:
- Aj, czego wy właściwie od nich chcecie? Ta dzisiejsza młodzież jest dużo grzeczniejsza i ma lepsze maniery. Ja pamiętam, jak za dawnych czasów młodzi ludzie nie dawali mi przejść ulicą. Jakie to oni słowa pletli idąc za mną, do czego to mnie namawiali!.. A teraźniejsi młodzi ludzie wcale mnie nie zaczepiają...

(wg Horacego Safrina)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5114
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1046 dnia: Kwiecień 09, 2020, 08:13:49 pm »
I chciałoby się napisać o czymś innym. Noale, jest moda, jest trend;  moda jest moda  i nie piszę o realnej tragedii jaką jest zaraza, ale o jej medialnych i kulturowych odbiciach.
Zatem  nie będę się opierał fali i wyklepię kolejny kawałek z cyklu zaraźliwych. Trochę też po to, by zrelatywizować to, co nas spotyka. 1505.
Było już o starych kronikach i echach dawnych zaraz - teraz ta świeższa.
Sprzed niemal stu lat. A może i równo stu?

    Potoczne zwana hiszpanką ale też lokalnie taa...L.A. jak-jak?  :) ...wołynką, ukrainką, chorobą okopową, a nawet chorobą bolszewicką, gdyż tutaj  to czas tej właśnie wojny 1918-20.
 I tak pomyślałem sobie, że skoro to to taki dramat, powinny być adekwatne echa w kulturze - ot , choćby literaturze, z której część je t w kanonie.
Pamięta ktoś hiszpankę-wołynkę z Przedwiośnia?
Inne może utwory, nie jestem wielkim bibliofilem, ale jakby nic-nic, bądź niewiele.
Jeśli ktoś zna takie teksty, miło by było, gdyby się tu nimi podzielił, bo szczerze, to nie przeprowadzałem jakiejś specjalnej kwerendy. Ot, kilka, biografii, trochę beletrystyki, poezji.... I tylko w jednym wypadku natknąłem się na wyszukiwane zdarzenie.
 U Mackiewicza w "lewej wolnej".
Niedużo to zacytuję - główny bohater;

Karol Krotowski leżał w szpitalu wojskowym w Alejach Ujazdowskich w Warszawie. Nie był ranny, ale przed ostatnią rozprawą pod Lidą, zwaliła go silna gorączka. Powiadano "wołynka", okopowa forma "hiszpanki", która przerzedziła niemało szeregów jeszcze w wielką wojnę. W ten sposób nie trafił później do wyprawy gen. Żeligowskiego przeciwko Litwinom na Wilno, w której brał udział pułk, zawrócony z pogoni za rozbitkami 3 ciej armii sowieckiej. Niecodzienny traf zrządził, że dostał się do pociągu sanitarnego i wylądował w Warszawie. Tu też zaskoczyło go zakończenie wojny z bolszewikami. Przez dłuższy czas wysoka temperatura odbierała mu świadomość rzeczy otaczających, a chwilami tracił nawet przytomność, i lekarz wcale poważnie ruszał głową. Gdy wreszcie gorączka spadła, i przyszedł do siebie, zapoznał się przede wszystkim z pielęgniarką, którą na sali nazywano "siostra Ania".

I właściwie to wszystko. Przyznacie, że niewiele, jak na taką tragedię? Dużo większą niż obecna (i oby tak zostało).
 Ta też zginie w natłoku sensacji-informacji, za lat kilka -naście , -dziesiąt?
Czy jednak się wbije w kulturę, prawem kontrastu, bo czymże była hiszpanka na tle strat wojennych. Te ćwierć miliona zmarłych na ziemiach polskich (jak szacują). Obecna na ten moment dobija stu tysięcy, na całym świecie.
Dużo? Mało? Rzecz względna?  :-\
A może powsetanie coś na miarę Dżumy, czy choćby Dziennika roku zarazy? Czy może nie ma już nic do dodania w tym temacie? Pytania...
Chociaż jak się czyta dawne gazety, był ton podobnie alarmistyczny co i teraz. Że puste wsie, że gospodarka upada, choć to zupełnie inna gospodarka. Szyta na zupełnie inny model.
Nie kopie się ziemniaków, nie sieje się ...
    Stolarze po wsiach i miasteczkach nie robią nic innego, tylko trumny. Choroba tak wycieńcza ludność, że staje się na długi czas niezdolną do pracy. Cierpi na tym ogromnie gospodarka na roli. Nie kopie się ziemniaków, które wkrótce zaczną gnić, nie uprawia się roli pod zasiew oziminy.
Tu więcej
https://wielkahistoria.pl/grypa-hiszpanka-w-polsce-1918-1920-liczba-ofiar-i-prawdziwy-obraz-epidemii/

 
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 09, 2020, 08:21:49 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10913
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1047 dnia: Kwiecień 09, 2020, 08:35:10 pm »
Ta też zginie w natłoku, za lat kilka -naście , -dziesiąt?

Przypuszczam, że tak, i to szybko. Ci, których zaraza oszczędzi, albo lekko potraktuje, zapomną prawie zaraz (jeśli bliskich nie stracą). Ciężej chorzy, ale skutecznie ozdrowiali, zapomną nieco później, lecz też w szybkim tempie (wsłuchajmy się zresztą w ton wypowiedzi wyleczonych, które linkowaliśmy - już do życia się rwą, i zaraz setki ważniejszych spraw będą mieć). Osieroceni będą się zbierać trochę dłużej, ale i oni zapomną (zwł. jeśli ich bliscy i bez wirusa nad grobem stali). A zmarli siłą rzeczy pamiętać nie będą.

BTW. o tym, jak ulotna jest pamięć o hiszpance, niech świadczy i to, że dopiero wczoraj dowiedziałem się, z luźnej, telefonicznej, o epidemiach rozmowy, że straciłem w jej wyniku dwoje pradziadków, a pochodzę z rodziny raczej dumnej ze swoich tradycji i kultywującej wspomnienia o przeszłych pokoleniach. (Nie pamiętam zresztą by dziadek, którego rodziców w/w grypa zabiła, kiedykolwiek o tym napomknął, a miałem z nim latami codzienny kontakt...)

Z drugiej strony... Dziś, w obliczu obecnej pandemii, tamtą sobie przypominamy... Więc pamięć o hiszpance, co by nie gadać, jakoś przetrwała, tylko na dnie zbiorowej świadomości, czekając na swój czas...

czymże była hiszpanka na tle strat wojennych.

Mówi się jednak, że więcej ludzi, niż wojna, wykosiła...
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 09, 2020, 09:13:21 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5114
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1048 dnia: Kwiecień 09, 2020, 08:53:57 pm »
Cytuj
Mówi się jednak, że więcej ludzi niż wojna wykosiła...
Mówi się, ale znajdź konkretne wyliczenia.  :)
Na szybko widzę rozjazd od 50 do 100 milionów ofiar hiszpanki.
Nie mieli licznika on-line jak my?  ::)
Oczywiście taka opinia jest realna, ale świadczy tylko o tym, że Wielka Wojna była  "mało światowa". Jednak jej ofiary głównie w Europie - tylko.
A jak widzę drugim okiem - Indie szacują na 7 milionów, Chiny pewnie więcej - to i tyle się zbierze. Dziesiątki milionów. Natomiast ja pisałem o Polsce - polskie straty wojenne szacują na pół miliona. W dodatku przemieszanie ofiar (od czego zginęli, w sumie to i dziś mamy ten problem) - raczej tym w okopach nikt nie robił testów. I co, kawalerzyści zarąbali, piechura bo wolniej uciekał, a uciskał wolniej bo miał gorączkę... Zresztą, te szacunki, mocno szacunkowe - w obie strony.
Metodologia linkowanego autorytetu przypomina trochę metodologię już na forum stosowaną  :)
Jak jednak wyglądał bilans zarazy hiszpanki? Wobec braku kompleksowych raportów Łukasz Mieszkowski zaproponował porównanie z sytuacją z innych regionów Europy. W tej sposób ocenił, że tylko pierwsza fala choroby zabiła w Polsce od 68 000 do 130 000 ludzi.
A czy inne regiony Europy miały równomierny rozkład? Chyba mocno zależy, z jakimi regionami porównywał.
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 09, 2020, 08:58:18 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Lieber Augustin

  • God Member
  • ******
  • Wiadomości: 949
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1049 dnia: Kwiecień 09, 2020, 10:06:32 pm »
I tak pomyślałem sobie, że skoro to to taki dramat, powinny być adekwatne echa w kulturze - ot , choćby literaturze, z której część je t w kanonie.
A prawda, dziwna rzecz. Niedawno tak samo zastanawiałem się nad tym. Gdy czytasz rosyjskojęzyczną literaturę o latach 1918-20, chodzi z reguły o wojnie światowej i wojnie domowej, o rewolucji, o czerwonym terrorze, ale nigdy o hiszpance. Choć o tamtych latach dość sporo pisali Bułhakow, Wieriesajew – notabene lekarze z zawodu, Zoszczenko, Bunin, Katajew i wielu innych. O ile dobrze pamiętam, nie padło ani jedno słowo na temat epidemii. Jak gdyby w Sowieckiej Rosji w ogóle nic takiego nie zaszło.
Po namyśle, przypomniałem sobie tylko jedną wzmiankę o grypie. A i to żartobliwą, bez zabarwienia tragicznego. Ilja Ilf, Eugeniusz Pietrow, "Dwanaście krzeseł":

Hipolit Matwiejewicz potulnie wyraził zgodę. I w tej samej chwili stanął oko w oko z mistrzem cechu trumniarzy Bezenczukiem.
 - Bezenczuk! - zawołał zdumiony Worobianinow. - Skąd się tu wziąłeś?
 Bezenczuk zdjął czapkę i osłupiał z radości.
 - Pan Worobianinow! - zawołał. - Cześć i poważanie drogiemu klientowi.
 - Jak tam interesy?
 - Kiepściuchno - odparł mistrz cechu trumniarzy.
 - Dlaczego?
 - Brak klienteli.
 - Pewnie „Nimfa” ich odbija?
 - Gdzie tam „Nimfie” do mnie. Zwyczajnie, ludzie nie chcą umierać. Po pańskiej teściowej jeden tylko „Pierre i Constantin” kitę odwalił.
 - Co ty gadasz? „Pierre i Constantin” umarł?
 - Odwalił kitę, Hipolicie Matwiejewiczu. I to na posterunku. Golił naszego aptekarza Leopolda i odwalił kitę. Ludzie gadali, że mu wnętrzności popękały, ale mnie się widzi, że nieboszczyk nawąchał się za dużo lekarstw, którymi śmierdział nasz aptekarz, i nie wytrzymał.
 - No, no, no! - mruczał Hipolit Matwiejewicz. - No, no, no! A więc pochowałeś go?
 - Wiadomo, że pochowałem. A kto go miał pochować? Przecież „Nimfa”, pieska jej niebieska, nie ma chwastów ani frędzli.
 - Więc dałeś im radę?
 - Dałem. Ale mnie za to sprali na kwaśne jabłko. Omal mnie na śmierć nie zatłukli. Dopiero milicja ujęła się za mną. Dwa dni leżałem w łóżku i leczyłem się spirytusem.
 - Spirytusem? Nacierałeś się?
 - Tak. Od wewnątrz.
 - A skąd się tu wziąłeś?
 - Przywiozłem towar.
 - Jaki towar?
 - Ano, mój. Znajomy konduktor pomógł mi go przewieźć na gapę w pocztowym wagonie. Po znajomości.
 Hipolit Matwiejewicz dopiero teraz spostrzegł, że nieopodal Bezenczuka leży na ziemi piramida trumien. Niektóre były ozdobione frędzlami, inne - nie. Jedną z nich Hipolit Matwiejewicz poznał od razu: była to wielka dębowa, zakurzona trumna z wystawy sklepowej Bezenczuka.
 - Osiem sztuk - rzekł z dumą Bezenczuk. - Jedna w drugą. Jak cukiereczki!
 - Co komu tutaj po twoim towarze? Przecież tu jest pod dostatkiem miejscowych trumniarzy.
 - A chrypa?
 - Jaka chrypa?
 - Epidemia. Prusis powiedział mi, że w Moskwie szaleje chrypa i że nie ma już w czym ludzi chować. Wszystkie zapasy się wyczerpały. Więc przyjechałem podreperować interesy.
 Ostap, który z zaciekawieniem przysłuchiwał się tej rozmowie, wtrącił się do niej nagle:
 - Słuchaj, ojczulku, ta grypa to szaleje w Paryżu.
 - W Paryżu?
 - A tak! Jedź do Paryża. Tam się dopiero podreperujesz! Będziesz miał pewne trudności z wizą, ale nie przejmuj się. Jeśli przypadniesz Briandowi do serca, zrobisz karierę: dostaniesz nominację na lejbtrumniarza przy paryskiej radzie miejskiej. A tu starczy miejscowych grabarzy.
 Bezenczuk rozejrzał się bacznie. Rzeczywiście, mimo zapewnień Prusisa, na placu nie było widać żadnych zwłok, ludzie całkiem pewnie trzymali się na nogach, a niektórzy nawet śmieli się wesoło.
 Pociąg wiozący wspólników, zespół teatru Kolumba oraz wielu innych pasażerów dawno już odszedł, a Bezenczuk wciąż jeszcze stał oniemiały obok swoich trumien. W zapadającym zmierzchu oczy jego gorzały żółtym, niesamowitym blaskiem.
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 10, 2020, 09:39:38 am wysłana przez Lieber Augustin »