Ostatnie wiadomości

Strony: 1 ... 3 4 [5] 6 7 ... 10
41
Hyde Park / D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Cetarian dnia Kwietnia 13, 2026, 10:42:03 pm »
D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.

@maziek

Mam pytanie dotyczące tego dnia, na które być może będziesz potrafił udzielić odpowiedzi.

Wiesz, trudno mówić czy raczej przekonywać kogoś co powinien czuć czy sądzić o tym, czy jakiś porządny Niemiec, niedotknięty bezpośrednio prześladowaniami nazistów, w latach 39-45 miał wyrzuty sumienia i mógł pisać o tym do sztambucha ukryte myśli antynazistowskie, czy nie. W swoim czasie przeczytałem na te tematy tonę książek i generalnie wydaje mi się, że Niemcy byli innym narodem niż Polacy (i większość krajów, które okupowali).

Z kontekstu wynika wprawdzie, że ta tona książek to były opisy emocji społeczeństwa niemieckiego w latach SWW, ale zakładam, że jednak było tam przynajmniej ze 30-40 kilogramów książek o działaniach wojennych.
Z kolei ostatnio pisałeś o problemach w kopiowaniu karabinów maszynowych i działek z czasów SWW.   

Szukając odpowiedzi na moje pytanie przeczytałem dwie książki:

Antony Beevor “D-DAY. Bitwa o Normandię”
i
James Holland “Normandy‘ 44. D-DAY AND THE BATTLE FOR FRANCE.”
 
Jednak nie znalazłem odpowiedzi.

Bez oporu przeczytałbym trzecią, czwartą i piątą książkę o lądowaniu w Normandii. Napisano ich dziesiątki, a może wręcz setki, ale mam wrażenie, że one wszystkie opisują, jak toczyły się działania, a nie to, jak mogłyby się potoczyć (i powinny) w jednym istotnym elemencie.
O co chodzi, wyjaśniam poniżej.

Zwłaszcza na plaży Omaha, gdzie straty były największe, żołnierze wysiadali z barek desantowych prosto pod ogień niemieckich ckm-ów, a być może także dział.

1/- Zakładam, że pozycje tych ckm-ów i dział były znane, ponieważ już od wielu miesięcy alianci panowali w powietrzu, więc zakładam, że jeśli tylko podstawa chmur nie była bardzo niska, to regularnie prowadzono loty obserwacyjne nad wybrzeżem, dzięki czemu udało się te pozycje ustalić.

2/- Wiadomo, że tuż przed lądowaniem bombardowano te pozycje, ale nie udało się ich zniszczyć. 

3/-  Po lądowaniu w niektórych miejscach alianci posuwali się tak powoli, że jeszcze około 20 czerwca byli wspierani skutecznie ogniem dział okrętów wojennych, stojących w pobliżu plaży. Pisał o tym chyba Holland, którego książkę czytałem niedawno, a książkę Beevora ze dwa lata temu.
Jeżeli tak, to pytanie: dlaczego pozycji niemieckich nad plażami nie zniszczono ogniem z dział okrętowych, zanim barki desantowe zaczęły lądować na plażach?

4/- Harry Truman, który, niewiele ponad rok po D-Day, podjął decyzję o zrzuceniu bomb atomowych na Japonię, w dniu lądowania w Normandii był jeszcze prostym senatorem z Missouri.
W czasie pierwszej Wojny Światowej Truman dowodził baterią artylerii w amerykańskim korpusie ekspedycyjnym w Europie.
Bateria składała się z czterech dział kalibru 75 milimetrów i 194 żołnierzy (plus kilkadziesiąt koni).

Działo tego typu biograf Trumana, David McCullough, opisał w sposób następujący (p. 114):

French 75-millimeter gun, a small, rapid-fire, rifled cannon, known for its mobility and phenomenal accuracy. (…) The breechblock, gun carriage, and hydropneumatic recoil system were all of special design. Because the gun recoiled on its carriage, it stayed in place with each shot, and thus no time was lost correcting its aim between shots, which was the secret of its rapid fire. It could get off twenty to thirty shots a minute and had an effective range of five miles. (…) light in weight compared to most cannon, a little over a ton and a half.”

Najmniejsze barki desantowe zabierały trzydziestu sześciu żołnierzy (plus czterech członków załogi).

https://en.wikipedia.org/wiki/LCVP_(United_States)

Zakładam, że żołnierz z bronią, amunicją i resztą wyposażenia ważył około stu kilogramów, czyli na barkę można było załadować ca 3,6 tony ładunku. (Wg Wikipedii nawet 3,7 tony.)

Czyli można było załadować takie działo, jakiego bateria, dowodzona przez Trumana, używała dwadzieścia sześć lat wcześniej, półtorej tony amunicji i czterech-sześciu żołnierzy obsługi.

Dlaczego tego nie zrobiono?

Bo planiści uznali, że debeściaki chyba na pewno bezwzględnie rozwalą bombami niemieckie bunkry?

Ale co to szkodziło wytoczyć działa z barek desantowych na już niebronioną plażę?

Przecież przydałyby się w dalszych walkach.
Z plaży Omaha do Berlina było jeszcze ponad tysiąc kilometrów.
42
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Cetarian dnia Kwietnia 13, 2026, 09:02:07 pm »
Apropos diesli, km-ów i działek chodzi o to, że projekty z bardzo mocną teoretyczną podbudową czasami nie przechodzą prób praktycznych.

ale

Są listy silników Diesla, które się notorycznie psują i należy ich unikać. Są też listy silników Diesla, które są wybitnie trwałe.

Z tego co napisałeś, wynika, że na rynek trafiają nowe typy silników Diesla, które są gorsze niż starsze typy.

Czy tak?

Ale to jest/byłoby kompletnie nieracjonalne.

Rozumiem, że fabryka silników chce skonstruować nowy silnik, lepszy, bardziej wydajny, spalający mniej na setkę, i/lub mniej awaryjny.
Powstaje projekt, potem wykonuje się kilka prototypów, powiedzmy, 5-10 sztuk.

Prototypy powinny być ustawione na stanowiskach testowych. Na takim stanowisku silnik powinien być podłączony do automatycznej skrzyni biegów, a skrzynia do jakiegoś urządzenia symulującego obciążenia w rzeczywistej jeździe.
I na tych stanowiskach testowych prototypy pracowałyby 24 godziny na dobę w cyklu mieszanym, raz „jechałyby” z prędkością 43,33 kilometra na godzinę, a raz 123,33 km na godzinę, średnio wychodziłoby 83,33 km na godzinę, czyli 2000 km na dobę.

(Oczywiście te ułamki dopasowałem tak, żeby wyszło okrągłe 2000 km na dobę.)

60 000 kilometrów miesiąc, 180 000 kilometrów ciągu trzech miesięcy.
5 silników x trzy miesiące to 900 000 km przejechane w symulacji.
Jeśli to za mało: 10 silników, testowanych przez pół roku, każdy przejedzie 360 000 km, łącznie przejadą 3,6 miliona kilometrów.
To już bardzo zdecydowanie powinno wystarczyć (z naddatkiem!) do stwierdzenia, czy nowy silnik jest lepszy, czy gorszy od poprzedniego.
Jeśli jest gorszy, powinien trafić na złom.
Ale tak się nie dzieje.

Są listy silników Diesla, które się notorycznie psują i należy ich unikać. Są też listy silników Diesla, które są wybitnie trwałe.

Dlaczego?
43
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez maziek dnia Kwietnia 12, 2026, 08:03:55 pm »
Apropos diesli, km-ów i działek chodzi o to, że projekty z bardzo mocną teoretyczną podbudową czasami nie przechodzą prób praktycznych. Zwykle im więcej danego typu rzeczy wg tego samego schematu się wytwarza, tym bardziej dopracowane jest ich projektowanie i tym bardziej można się spodziewać, że projekt będzie w realu prawidłowo funkcjonował. Zwłaszcza dziś, CAD, BIM, etc. Tymczasem silnik Diesla, produkowany w grubych milionach, wciąż sprawia niespodzianki, mimo że chodzi o jednostki projektowane przez wiodące firmy motoryzacyjne, które przypuszczalnie posiadają całe możliwe now-how, jakie istnieje na świecie. Mimo to nie są w stanie przewidzieć ostatecznego efektu.

USA próbowały w czasie DWŚ wyposażyć swoje myśliwce w działka 20 mm, ponieważ siła ognia półcalowego wkm Browninga stawała się niewystarczająca. W tym celu próbowali reverse-engeneering z działkiem HS 404, które było wprowadzone do użytku armijnego przed DWŚ. Działko to było doskonale znane zarówno teoretycznie (dokumentacja!) jak i praktycznie (tzn. posiadali jego działające egzemplarze). Anglicy bez problemu opracowali jego wytwarzanie zaś próba kopiowania w USA nie powiodła się mimo bodaj 3 podejść i do końca wojny myśliwce USAF strzelały z półcalówek. A np. Niemcy z działek rewolwerowych 30 mm, z których średnio tylko 5 trafień powodowało zestrzelenie B-17 (latającej fortecy). Jako ściślak wiesz, że między 12,7 mm a 30 mm, jest czynnik liniowy ~2,4, co w sześcianie daje ~13. Nie do końca, bo nieco inna była prędkość wylotowa. Mimo to US nie zdołały wprowadzić tej technologii, mając i dokumentację, i żywe egzemplarze.

W czasie DWŚ, wskutek rozstrzelania przez Kanadyjczyków desantu spadochronowego, pojawił się u Niemców pomysł opracowania specjalnego wszystko-km dla spadochroniarzy. Chodziło o to, że Niemcy zrzucali skoczków z pistoletami, nożami i pm-ami - a km-y i inne, cięższe uzbrojenie, w zasobnikach. Jeśli desant nie dotarł do zasobników na czas to miał przeciw swoim pistoletom o zasięgu praktycznym powiedzmy 100 m -  km-y npla, które miały zasięg powiedzmy kilkuset metrów. Co w sprzyjających okolicznościach powodowało wycięcie desantu w pień nim miał on  szanse posłać choćby jeden pocisk, który by doleciał na linię npla. Niemcy wymyślili więc karabin FG-42, który był bronią technicznie "niemożliwą", lekki, ok. 4 kg, strzelał ogniem pojedynczym z zamka zamkniętego, a seriami z otwartego itd. Amerykanie zdobyli  egzemplarze tej broni (i być może dokumentację, tego nie wiem) i bardzo im się ona spodobała. Po wojnie postanowili zużytkować tę wiedzę projektując swój podstawowy ukm - który ostatecznie nazwano M-60. Nigdy im się to mnie udało. A jak wiesz udało im się, mniej więcej równolegle, stworzyć bombę atomowa i termojądrową co należy uznać za raczej bardziej skomplikowane projekty niż skopiowanie paru kawałków metalu. A w projektowaniu M-60 z użyciem mechanizmów FG-42 pokonały ich jakieś drobne setne mm długości komory nabojowej - i nie byli w stanie tego zrozumieć, co ich pokonuje. Co ciekawe te drobne setne mm - choć to były tysiące nitów i metry kwadratowe blach - nie pokonały Ruskich przy klonowaniu przymusowo lądujących na ich terytorium B-29 (reengeneringowanych jako Tu-4).

Cała ta przypowieść jest o tym, że bez próby praktycznej NIE WIADOMO, czy coś będzie działać. Nawet rzeczy produkowane w milionach egzemplarzy mają tę własność. A co dopiero toaleta w statku kosmicznym.

To prawda, że program Apollo jest fascynujący. Zresztą podobnie program wahadłowców. Także w krótkim czasie rozwiązano masę problemów. Czytając Feynmana aż dziwne, że to w ogóle poleciało w kosmos i zawiodło tylko 2 razy...

O czarnych studentach to ja z kolei nie rozumiem...

A tak z innej beczki, przy kawie zrobiłem taki oto szkic dokonań luckości w kosmosie, jeśli chodzi o misje załogowe. Mam nadzieję, że nie rypłem się w liczbie zer. W każdym razie na górze jest Słońce, Ziemia z Księżycem i Mars w skali, skala to jeden do miliarda, 10 mln kilometrów to 1 cm. Należy sobie wydrukować na A4. Ponieważ niczego prócz Słońca nie widać w tej skali to poniżej jest powiększenie 100-krotne, tylko odległości są fałszywe. Słońce należy wyciąć nożyczkami i odnieść na pobliski trawnik 15 m od swojego domy, Marsa, w postaci jakiejś szpilki, wystarczy wynieść do przedpokoju. Jak widać Księżyc z Ziemią jest ledwie rozróżnialny w skali Słońca. A z kolei "pobicie rekordu" odległości człowieka od Ziemi jest ledwie odróżnialne w skali układu Ziemia-Księżyc. Więc tak. Obecne możliwości w skali układu Słońce-Ziemia zasadniczo zawierają się w grubości kreski.

45
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Cetarian dnia Kwietnia 12, 2026, 04:28:55 pm »
Skoro wiesz lepiej niż ja sam, co ja powiedziałbym w danej sytuacji, to dyskusja wydaje się zbędna …

Nie chciałem urazić Twoich uczuć.. powiedzmy... religijnych ;), ale:
1. czy pod wpływem dużych emocji ludziom nie zdarza się pleść?
2. czy tak na 100% nie chciałbyś polecieć na Księżyc, Marsa, czy orbitę, gdybyś miał taką możliwość?

Nie poczułem się urażony ani odrobinę, ale takie supozycje nie zachęcają do dyskusji.

1/- Jak najbardziej pod wpływem dużych emocji ludziom zdarza się pleść głupoty. Niektórzy, i to liczni, ludzie plotą głupoty za każdym razem, kiedy otworzą otwór pokarmowo-komunikacyjny.
I to niezależnie od poziomu emocji.

Jednak astronauci to nie są jacyś ludzie wylosowani, tylko teoretycznie wybrani bardzo starannie spośród tysięcy kandydatów.
A skoro już zostali wysłani w Kosmos, to powinni brać przykład ze Swigerta i Lovella, którzy po wybuchu poinformowali Houston, że „mają problem”.

2/- Na 100%, nie chciałbym polecieć w Kosmos, nawet gdyby mi dopłacali, tak jak astronautom, którzy przecież biorą pensję.

Gdybym miał sobie pozytywnie podnosić adrenalinę, to chciałbym polatać samolotem akrobacyjnym, jako pasażer, a potem może jako student/kursant i po jakimś czasie może zrobiłbym jakąś beczkę albo pętlę.
(Pomijam tu z jednej strony kwestię kosztów, a z drugiej problem dopuszczeń lekarskich.)

Na YouTubie jest filmik, na którym dwa samoloty akrobacyjne z zespołu wiadomego napoju przelatują przez otwarty hangar.
Chętnie przeleciałbym przez taki hangar jako pasażer małego samolotu, oczywiście przy założeniu, że lecę z pilotem, który wie co robi.

Czy powiedziała kiedy te firmy założymy?

Tak, powiedziała.
Bzdury, które wygadywała, należy odczytywać w kontekście całego wydarzenia,  a w tym kontekście najważniejszym punktem odniesienia jest program Apollo.

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/2338443,1,artemida-wraca-z-dark-side-of-the-moon-co-przywozi-na-ziemie.read?src=mt

Christina Koch powiedziała: „Będziemy eksplorować. Będziemy budować statki. Przylecimy ponownie. Założymy placówki naukowe. Będziemy jeździć łazikami, prowadzić badania radioastronomiczne, założymy firmy.

Nie podała dokładnej daty, ale powiedziała „założymy firmy” na jednym oddechu razem z „przylecimy ponownie (…) będziemy jeździć łazikami (…)”.

W programie Apollo astronauci przylecieli ponownie po pięciu miesiącach.
Apollo 8 w grudniu 1968 roku, Apollo 10 w maju 1969 roku.
Po następnych dwóch miesiącach, w lipcu 1969 roku, było pierwsze lądowanie, a po dwóch latach od pierwszego lądowania, w lipcu 1971 roku, wylądował Apollo 15 z pierwszym łazikiem.
Drugim i trzecim łazikiem astronauci z programu Apollo jeździli  w lotach Apollo 16, w kwietniu 1972 roku i Apollo 17, w grudniu 1972 roku.

W programie Apollo od pierwszego „przylecenia” (z tym że Apollo 8 wszedł na orbitę Księżyca, a Artemis II nie) do momentu, kiedy już można było powiedzieć, że astronauci z programu Apollo jeździli łazikami w liczbie mnogiej, czyli do lądowania Apollo 16, minęły trzy lata i cztery miesiące.
„Zakładanie firm” mogłoby nastąpić nieco później.
Nieco.
Rok, dwa, trzy lata, po użyciu drugiego łazika.

Ale oczywiście należałoby zacząć od tego, co te firmy miałyby robić na Księżycu, jak zarabiać pieniądze, bo to jest celem zakładania firm.
I kim są „my” pani Koch.

Tzn. dlaczego jakieś firmy mieliby zakładać pracownicy państwowi USA/NASA za pieniądze podatnika, a nie kapitaliści za swoje?

https://www.theguardian.com/science/2026/apr/11/artemis-ii-nasa-budget-cuts

The astronauts on board Artemis II were “almost poets”, Nasa’s administrator, Jared Isaacman, declared on Friday, referring to their inspiring words as they swung above the lunar surface.”

Żenada gęsta jak ciepły asfalt.

 *
Ogólny cel dla ludzkości” jest taki, żeby osiągnąć trzeci stopień rozwoju w skali Kardaszewa, tylko, że najpierw trzeba osiągnąć pierwszy stopień, a w tym celu należy, o ile dobrze pamiętam, zwiększyć produkcję energii siedemset razy.     

W miarę możliwości nie rozpuszczając przy tym lodowców, zwłaszcza na Antarktydzie i na Grenlandii.
 
** **

@maziek

Całkowicie bez wyrzutu, po prostu szczerze, stwierdzam, że nic nie zrozumiałem z przypowieści o silnikach diesla, oraz przeliczaniu karabinów i działek z centymetrów na cale.

Program Apollo dlatego wydaje mi się bardzo ciekawy, a nawet chyba mogę powiedzieć, że mnie odrobinę fascynuje, że w ciągu zaledwie kilku lat rozwiązano w nim ogromną liczbę całkowicie nowych problemów.

Spektakularnym przykładem może być np. kwestia niestabilności w działaniu silnika F1, który, przypomnę, zużywał trzy tony paliwa i ciekłego tlenu na sekundę. Zaburzenia w procesie spalania powodowały wzrost ciśnienia i rozsadzenie komory spalania. Ale problem rozwiązano.

Wspomnę też, że w grudniu 1962 r., kiedy NASA podpisywała umowę z Grummanem, lądownik przypominał mały helikopter, miał fotele dla pilotów i cztery kwadratowe, stosunkowe duże okna.
Itd. Itp.

Wtedy, w ciągu kilku lat, udało się stworzyć model lądownika, którego „ascent stages” sześć razy bez problemu wystartowały z Księżyca i weszły na planowe orbity, a przez czterdzieści pięć lat nie udało się zbudować toalety, który wytrzymałaby dziesięć dni bez awarii?

*
Z innego poziomu:

Od dawna wychodziłem z założenia, że program Apollo był obszarem pokojowej rywalizacji z Sowietami i w związku z tym był uzasadniony, i można się nim interesować, a nawet być nim lekko zafascynowanym, z relatywnie czystym sumieniem.
Ale,
wyobraź sobie takie, hipotetyczne, wydarzenie:

 25 maja 1961 roku Kennedy przemawia w Kongresie i mówi:

Przed upływem dekady wyślemy czarnych studentów na kampus każdej uczelni w południowych stanach USA i, po tym jak ukończą studia, sprowadzimy ich bezpiecznie z powrotem do domów.”

46
DyLEMaty / Odp: JESTEŚMY SAMI W GALAKTYCE – prawie na pewno.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez maziek dnia Kwietnia 12, 2026, 04:18:00 pm »
Teza moja jest taka, że wobec faktu, iż Słońce jest tylko jedną z kilku(nastu) miliardów podobnych mu (typem) gwiazd w Galaktyce to jest skrajnie nieprawdopodobne, abyśmy byli aż takim wyjątkiem, w ogólności.
W szczególności natomiast nie jest to dowód, że była/jest inna cywilizacja, która mogłaby, gdyby warunki po temu sprzyjały (chęć, czas, odległość) nawiązać kontakt a przynajmniej zostać wykrytą. Gdyż skrajne wyjątki się zdarzają.

Natomiast biorąc za początek ten sygnał radiowy, co go nadał Popow koło 1900 roku (a Tichy wyprzedził w którejś tam podróży) to jesteśmy, lekko zaokrąglając 100 lat później i jak patrzę przez okno, to przychodzi mi znane powiedzenie Einsteina, że nie wiadomo jaka broń będzie użyta w III wojnie światowej, ale w IV będą to kamienie i kije. Mówiąc inaczej nie wiem, czy pociągniemy jeszcze, jako "cywilizacja techniczna" kolejne 100 lat. Akurat zresztą jeden pomarańczowy idiota zamierza cofnąć Iran do kamienia łupanego - a może mu pójść trochę lepiej niż sobie założył. No powiedzmy, że to jakoś przyschnie - to ile jeszcze pociągniemy? Mam na myśli tu na Ziemi, bez (w tym momencie) pobożnych życzeń typu terraformacja Marsa i innych takich. 1000 lat? To w takim razie okienko kontaktu jest bardzo krótkie, jak mgnienie oka.

Argument, że akurat na Ziemi zajęło 3,5 czy 4 mld lat podźwignięcie się z fazy kisielu do techniki radiowej jest argumentem dobrym i złym. Dobrym, bo to bezsprzecznie naukowo stwierdzony fakt. Złym, bo jedyny znany, bez żadnego porównania. Być może na skali tempa rozwoju rozumu jesteśmy idiotami na tle Galaktyki (czyli ciężej upośledzonymi według dawnych miar - jakie przyswoił sobie Lem - niż imbecyle i debile)? A może wręcz przeciwnie, geniuszami?

Dawkins raczej miał na myśli coś innego. Wzrok, w sensie mechanizmu biochemiczno-elektrycznego wyewoluował raz (barwniki itd.). Dlatego wszyscy potomkowie tego szczęśliwca sprzed kilkuset mln lat (czyli wszelkie istoty jakkolwiek widzące) mają wzrok na tym oparty a geny kodujące poszczególne jego elementy wykazują ciągłą i pokrywającą się ewolucję od protoplasty do dziś. Tzn. W zasadzie te same geny, pomijając ich ewolucję, kodują to samo u wszystkiego, co ma oczy czy choć fotoreceptory jak rozwielitka czy dżdżownica. Dawkinsowi sądzę chodziło o wynalazczość w zakresie spożytkowania tego odkrycia - rozmaite typy budowy oczu itd.

Oczywiście, że jeśli życie rozwija się w świetle, to oczy zapewne się pojawią. Czasami zostają wtórnie zachowane nawet tam, gdzie światła nie ma - np. ryby głębinowe - te nawet mają "wędki" z własnym źródłem światła, by przywabić zdobycz. Ale to zastosowanie "w ciemności" wynalazku, który się dokonał w "świetle słońca" - a raczej nie dokonałby się w ciemności. Zresztą inne ryby, żyjące w ciemności, potraciły wzrok jako niepotrzebny. Tym niemniej nie o to pytałem. Nasze obecnie największe możliwości to nadawanie i słuchanie fal e-m. Ale np. od niedawna możemy słuchać fal grawitacyjnych. Nadawać póki co nie (i nie bardzo widać, abyśmy kiedyś mogli). To już póki co wyczerpuje nasze, zarówno teoretyczne jak i praktyczne możliwości. Ale czy to znaczy ostatecznie, że na pewno nie można nadawać grawitacyjnie, bądź że nie ma jeszcze innych, nieznanych nam możliwości?

47
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Kwietnia 11, 2026, 07:59:44 pm »
Skoro wiesz lepiej niż ja sam, co ja powiedziałbym w danej sytuacji, to dyskusja wydaje się zbędna …

Nie chciałem urazić Twoich uczuć.. powiedzmy... religijnych ;), ale:
1. czy pod wpływem dużych emocji ludziom nie zdarza się pleść?
2. czy tak na 100% nie chciałbyś polecieć na Księżyc, Marsa, czy orbitę, gdybyś miał taką możliwość?
 
Astronauci z Artemis II wygadywali żenujące głupoty, na czele z „Założymy firmy” p. Koch.

Czy powiedziała kiedy te firmy założymy? Ja bym to traktował jako luźny program dla Juesej, czy nawet luckości, nie twardą deklarację, że ona tu zaraz z kolegami. Choć klimat zaczął sprzyjać... przymiarkom:
https://tech.wp.pl/gornicy-na-ksiezycu-coraz-blizej-jest-umowa-na-wydobycie-helu-3,7217800409733792a
https://tech.wp.pl/bedzie-wydobywac-hel-3-na-ksiezycu-buduja-nowatorskiego-robota,7261050390403168a
Inna sprawa, że to może się spełnić nawet w całkiem absurdalnej formie. Dajmy na to: pomarańczowy albo jakiś jego równie incitatusowaty następca ogłosi miejsce lądowania Artemis 3, 5 czy 10 kolejnym terytorium zamorskim (albo i stanem), a astronauta w służbie Muska czy innego kontraktora nada z Księżyca, że niniejszym tam spółkę rejestruje. Idiotyczne? Zapewne, ale w obecnym klimacie by mnie nie zdziwiło..

Skądinąd.. patos patosem, ale jakoś słownym symbolem minionego lotu nie stały się miłosne mowy, a coś zupełnie innego:
https://img.obrazkowo.pl/images/01c4c47f58f862bfbccbe1dec3dd4f00.jpg
49
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez maziek dnia Kwietnia 11, 2026, 04:33:38 pm »
Cóż, wiem, że jestem niedoskonały, że czasem (rzadko) popełniam (niewielkie) błędy.
Kwestia, czy błąd jest duży czy mały jest pochodną sytuacji, precyzyjnie wiadomą zwykle po wszystkim. Ale samoświadomość, że się je popełnia jest bezcenna. Mówię to na swoim przykładzie.

Cytuj
Natomiast nie uważam, żeby mój czas przeznaczony na napisanie poprzedniego posta został zmarnowany.
Czas spędzony na myśleniu, przyswajaniu i zbieraniu danych nigdy nie jest stracony (co najmniej z punktu widzenia pierwszej osoby).

Cytuj
W związku z tym pojawia się pytanie: Jeżeli te ca 38 000 „numerów  drugich” wykonanych na stacji i ca 9 000 wykonanych na promach, nie umożliwiło NASA zbudowania toalety, która działałaby bezawaryjnie przez dziesięć dni, to jakie jest prawdopodobieństwo, że NASA zbuduje toaletę, która będzie bezawaryjnie działała przez rok?
Jest kilka rzeczy, które trzeba wspomnieć.

Po pierwsze, czy usterka była jednostkowa, przypadkowa lub mówiąc inaczej incydentalna - czy systemowa - to znaczy, czy zepsuło się coś, czego zepsucie jest teoretycznie mało prawdopodobne, co spowodowało malfunction całości - czy zepsuła się całość nie z powodu awarii części tylko dlatego, że była źle skonstruowana, choć z niezawodnych części.

Są listy silników Diesla, które się notorycznie psują i należy ich unikać. Są też listy silników Diesla, które są wybitnie trwałe. Jedne i drugie silniki są zbudowane w zasadzie z tych samych podzespołów. Konstrukcja (schemat) silnika Diesla ma grubo ponad 100 lat a nawet w wersji bardzo współczesnej ponad 50. Pierwsza lista obejmuje współczesne silniki, które się psują MIMO ponad 100 lat technologii i TYCH SAMYCH podzespołów, a duga zawiera silniki, które się psują INCYDENTALNIE, mimo, ze teoretycznie, należąc do listy drugiej, nie powinny się psuć (tfu, tfu, mój diesel nabił właśnie 384 tyś, km więc dojechałem do Księżyca. Teraz tylko muszę wrócić).

Amerykanie w swoim czasie po DWŚ poświęcili sporo wysiłku na rozgryzienie FG-42 w celu wprowadzenia go jako standardowy ukm do swej armii - ale do końca programu nie byli w stanie ustalić, że przyczyną niepowodzeń jest rzecz tak mało (by się zdawało) istotna, jak przeliczenie długości komory z mm na cale ("jakieś" ułamki 1/16"). Dokładnie tan sam problem wystąpił przy próbie wytwarzania przez Amerykanów działka Hispano-Suiza 404 - przez co większość myśliwców USAF strzelała do końca wojny z półcalowych km Browninga a nie z 20 mm działek.

Silnik diesla są testowane "w realu" w milionach egzemplarzy - a w ilu egzemplarzach była testowana "w realu" ta toaleta? Trudno się czepiać tak naprawdę, mimo, że wydźwięk jest oczywiście humorystyczny. Śmiać się można, ale widocznie problem jest.
50
DyLEMaty / JESTEŚMY SAMI W GALAKTYCE – prawie na pewno.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Cetarian dnia Kwietnia 11, 2026, 04:03:33 pm »
Może napiszę wyraźniej - wszystko to są dywagacje.

Są.
I pozostaną dywagacjami, dopóki nie nastąpi kontakt – jeśli kiedykolwiek nastąpi.

W związku z tym należy starać się, żeby te dywagacje były maksymalnie, na ile się da, uporządkowane, ustrukturyzowane.

Dlatego warto wprowadzić pojęcie (i model) Design Reference Mission, InterStellar – DRMIS.

A także i to najpierw: Design Reference Civilization - DRC.

Zasadnicze pytanie: jaka jest właściwie twoja teza? - w ramach dywagacji.
Moja jest taka jak w tytule: Jesteśmy sami w Galaktyce – prawie na pewno.     
Na poparcie tej tezy wskazałem stanowiska trzech dość poważnych [astro]fizyków.
Oni nie twierdzą, że jesteśmy na sto procent sami w Galaktyce.
Ale prawie na pewno sami.
No, ale może jednak nie sami.
Może w Drodze Mlecznej istnieje co najmniej jeszcze jedna cywilizacja techniczna, pozaziemska, DRC.

Jakie taka dywagacyjna, hipotetyczna cywilizacja ma, twoim zdaniem, cechy? (Hipotetyczne).

Nie chodzi o to, czy tam pasjami oglądają piłkę nożną, popijając piwo i zakąszając pizzą, tylko o zasadnicze cechy tej cywilizacji.

W szczególności: Czy używa ona fal elektromagnetycznych do komunikacji wewnętrznej?
Jeśli nie, do dlaczego?
Lata temu Richard Dawkins powiedział, w rozmowie z Neilem deGrasse Tysonem, że ewolucja na Ziemi wytworzyła zmysł wzroku „a few dozen times”, czyli, powiedzmy, trzydzieści-czterdzieści razy, niezależnie od siebie.

Zmysł wzroku jest na tyle kluczowy, że używają go w zasadzie wszystkie ziemskie zwierzęta, oprócz tych, które żyją w ciemnościach.
I prawie wszystkie odbierają te same lub prawie te same częstotliwości fal elektromagnetycznych. Niektóre owady odbierają trochę ultrafioletu, ale to nisza.
Echolokacja jest wąską niszą, przy tym nietoperze mają oczy, a niektóre nawet lepszy wzrok niż ludzie.

Czy twoim zdaniem naukowcy DRC mogliby się nie zająć zmysłem wzroku?
(Ani tym, w jaki sposób najbliższa gwiazda ogrzewa ich planetę?)

A może istoty z DRC nie mają wzroku?

I zbudowały cywilizację po omacku?
Techniczną?


Może ona jest techniczna w takim sensie, że te istoty, w odróżnieniu od ziemskich kretów, podpierają stropy swoich tuneli rusztowaniami z korzeni, ale bez wzroku dużo więcej nie osiągną.

W związku z tym, żeby nawiązać z nimi kontakt, musiałbyś do nich polecieć, wylądować, zrobić dziurę w stropie któregoś tunelu, i oświadczyć: „J-E-S-T-E-M   Z   Z-I-E-M-I”.

Może mają uszy i cię usłyszą.
Strony: 1 ... 3 4 [5] 6 7 ... 10