Skoro wiesz lepiej niż ja sam, co ja powiedziałbym w danej sytuacji, to dyskusja wydaje się zbędna …
Nie chciałem urazić Twoich uczuć.. powiedzmy... religijnych
, ale:
1. czy pod wpływem dużych emocji ludziom nie zdarza się pleść?
2. czy tak na 100% nie chciałbyś polecieć na Księżyc, Marsa, czy orbitę, gdybyś miał taką możliwość?
Nie poczułem się urażony ani odrobinę, ale takie supozycje nie zachęcają do dyskusji.
1/- Jak najbardziej pod wpływem dużych emocji ludziom zdarza się pleść głupoty. Niektórzy, i to liczni, ludzie plotą głupoty za każdym razem, kiedy otworzą otwór pokarmowo-komunikacyjny.
I to niezależnie od poziomu emocji.
Jednak astronauci to nie są jacyś ludzie wylosowani, tylko teoretycznie wybrani bardzo starannie spośród tysięcy kandydatów.
A skoro już zostali wysłani w Kosmos, to powinni brać przykład ze Swigerta i Lovella, którzy po wybuchu poinformowali Houston, że „mają problem”.
2/- Na 100%, nie chciałbym polecieć w Kosmos, nawet gdyby mi dopłacali, tak jak astronautom, którzy przecież biorą pensję.
Gdybym miał sobie pozytywnie podnosić adrenalinę, to chciałbym polatać samolotem akrobacyjnym, jako pasażer, a potem może jako student/kursant i po jakimś czasie może zrobiłbym jakąś beczkę albo pętlę.
(Pomijam tu z jednej strony kwestię kosztów, a z drugiej problem dopuszczeń lekarskich.)
Na YouTubie jest filmik, na którym dwa samoloty akrobacyjne z zespołu wiadomego napoju przelatują przez otwarty hangar.
Chętnie przeleciałbym przez taki hangar jako pasażer małego samolotu, oczywiście przy założeniu, że lecę z pilotem, który wie co robi.
Czy powiedziała kiedy te firmy założymy?
Tak, powiedziała.
Bzdury, które wygadywała, należy odczytywać w kontekście całego wydarzenia,
a w tym kontekście najważniejszym punktem odniesienia jest program Apollo.https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/2338443,1,artemida-wraca-z-dark-side-of-the-moon-co-przywozi-na-ziemie.read?src=mt“
Christina Koch powiedziała: „Będziemy eksplorować. Będziemy budować statki. Przylecimy ponownie. Założymy placówki naukowe. Będziemy jeździć łazikami, prowadzić badania radioastronomiczne, założymy firmy.”
Nie podała dokładnej daty, ale powiedziała „
założymy firmy” na jednym oddechu razem z „
przylecimy ponownie (…)
będziemy jeździć łazikami (…)”.
W programie Apollo astronauci przylecieli ponownie po pięciu miesiącach.
Apollo 8 w grudniu 1968 roku, Apollo 10 w maju 1969 roku.
Po następnych dwóch miesiącach, w lipcu 1969 roku, było pierwsze lądowanie, a po dwóch latach od pierwszego lądowania, w lipcu 1971 roku, wylądował Apollo 15 z pierwszym łazikiem.
Drugim i trzecim łazikiem astronauci z programu Apollo jeździli w lotach Apollo 16, w kwietniu 1972 roku i Apollo 17, w grudniu 1972 roku.
W programie Apollo od pierwszego „przylecenia” (z tym że Apollo 8 wszedł na orbitę Księżyca, a Artemis II nie) do momentu, kiedy już można było powiedzieć, że astronauci z programu Apollo jeździli łazikami w liczbie mnogiej, czyli do lądowania Apollo 16,
minęły trzy lata i cztery miesiące.
„Zakładanie firm” mogłoby nastąpić nieco później.
Nieco.
Rok, dwa, trzy lata, po użyciu drugiego łazika.
Ale oczywiście należałoby zacząć od tego, co te firmy miałyby robić na Księżycu, jak zarabiać pieniądze, bo to jest celem zakładania firm.
I kim są „
my” pani Koch.
Tzn. dlaczego jakieś firmy mieliby zakładać pracownicy państwowi USA/NASA za pieniądze podatnika, a nie kapitaliści za swoje?
https://www.theguardian.com/science/2026/apr/11/artemis-ii-nasa-budget-cuts“
The astronauts on board Artemis II were “almost poets”, Nasa’s administrator, Jared Isaacman, declared on Friday, referring to their inspiring words as they swung above the lunar surface.”
Żenada gęsta jak ciepły asfalt.
*
„
Ogólny cel dla ludzkości” jest taki, żeby osiągnąć trzeci stopień rozwoju w skali Kardaszewa, tylko, że najpierw trzeba osiągnąć pierwszy stopień, a w tym celu należy, o ile dobrze pamiętam,
zwiększyć produkcję energii siedemset razy.
W miarę możliwości nie rozpuszczając przy tym lodowców, zwłaszcza na Antarktydzie i na Grenlandii.
** **
@
maziekCałkowicie bez wyrzutu, po prostu szczerze, stwierdzam, że nic nie zrozumiałem z przypowieści o silnikach diesla, oraz przeliczaniu karabinów i działek z centymetrów na cale.
Program Apollo dlatego wydaje mi się bardzo ciekawy, a nawet chyba mogę powiedzieć, że mnie odrobinę fascynuje, że
w ciągu zaledwie kilku lat rozwiązano w nim ogromną liczbę całkowicie nowych problemów.
Spektakularnym przykładem może być np. kwestia niestabilności w działaniu silnika F1, który, przypomnę, zużywał trzy tony paliwa i ciekłego tlenu na sekundę. Zaburzenia w procesie spalania powodowały wzrost ciśnienia i rozsadzenie komory spalania. Ale problem rozwiązano.
Wspomnę też, że w grudniu 1962 r., kiedy NASA podpisywała umowę z Grummanem, lądownik przypominał mały helikopter, miał fotele dla pilotów i cztery kwadratowe, stosunkowe duże okna.
Itd. Itp.
Wtedy,
w ciągu kilku lat, udało się stworzyć model lądownika, którego „ascent stages” sześć razy bez problemu wystartowały z Księżyca i weszły na planowe orbity, a przez czterdzieści pięć lat nie udało się zbudować toalety, który wytrzymałaby dziesięć dni bez awarii?
*
Z innego poziomu:
Od dawna wychodziłem z założenia, że program Apollo był obszarem pokojowej rywalizacji z Sowietami i w związku z tym był uzasadniony, i można się nim interesować, a nawet być nim lekko zafascynowanym, z relatywnie czystym sumieniem.
Ale,
wyobraź sobie takie, hipotetyczne, wydarzenie:
25 maja 1961 roku Kennedy przemawia w Kongresie i mówi:
„
Przed upływem dekady wyślemy czarnych studentów na kampus każdej uczelni w południowych stanach USA i, po tym jak ukończą studia, sprowadzimy ich bezpiecznie z powrotem do domów.”