Autor Wątek: Szkice genealogiczne  (Przeczytany 3531 razy)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4626
    • Zobacz profil
Odp: Szkice genealogiczne
« Odpowiedź #15 dnia: Lipiec 18, 2019, 07:39:37 pm »
Hersch Herman 3 t=cz – rz + li tajemnica Adolfa.

To już chyba ostatni fragment dotyczący Hermana, a właściwie tylko uwagi o imionach z których może coś wynika, a może nie?
 Herman Lehm którego opisuję, jego imię, występuje w źródłach w różnych wariantach. Urodził się jako Hersch Nossen . W następnych latach konsekwentnie trzyma się pierwszego imienia Hersch,  tak występuje w roku 1900
- https://i.imgur.com/B4T2LYt.jpg
 1902
https://i.imgur.com/fkxzkTD.jpg
1908
https://i.imgur.com/Aw3BzYS.jpg
1909
https://i.imgur.com/K2UhuDR.jpg
W roku 1910 pojawia się już jako Herman,
https://i.imgur.com/xL9uRur.jpg
 podobnie w 1913.
https://i.imgur.com/7N23SLx.jpg
Zapisy w księgach adresowych były darmowe i w formie ustalanej przez samych zainteresowanych, zatem nasuwa się pytanie -  czy zmiana wersji hebrajskiej na spolszczoną jest wyrazem trendów asymilacyjnych? Czy może rzecz raczej w stronie praktycznej lub zwykłym przypadku?
Nie będę silił się na odpowiedź, natomiast widzę pewien związek z inną sytuacją, że tak to ujmę – rodzinną.

     Sugerowałem wcześniej, że Herman dość szybko opuścił rodzinną kamienicę a może nawet zerwał kontakty z niektórymi członkami rodziny. Dotyczy to głównie tych „zaginionych braci” którzy poza urodzeniem i byciem współwłaścicielami kamienicy po ojcu nie występują w innych źródłach lub jeszcze nie zostali odkryci (Izraela Szymona i Lejzora).
No dobra, w 1900 pojawia się Szymon - ale Lem, nie Lehm. Ten by?
https://i.imgur.com/ZEwqJ2W.jpg
    Widać natomiast jakieś relacje Hermana  z najstarszym po nim bratem Benjaminem i najmłodszym Abrahamem. Benjamin, jak już wiemy został „ojcem duchowym”  wnuka Hermana, czyli Stanisława i to cała nasza wiedza w temacie tych relacji. Jeśli zaś chodzi o Abrahama – ta sprawa jest dziwniejsza.
Otóż Herman u schyłku życia z Abrahamem mieszka.
Na tej Rzeźnickiej 14.
Widzimy ich razem, w źródłach,  po raz pierwszy (1900) w sytuacji po śmierci ojca Mojżesza, gdy Abraham obdarowany (?)  częścią kamienicy przy Owocowej 6 sprzedaje swój udział właśnie Hermanowi.
Dlaczego?
Młody, już nie taki młody bo 43, ale wciąż 15 lat młodszy od Hermana, potrzebuje szybkiej gotówki? Czy może Herman chce mieć mieszkanie w kamienicy po ojcu?
Transakcja tym dziwniejsza, że ani w nieco późniejszych książkach nie występuje on jako współwłaściciel (obok Benjamina, Lejzora i Izraela), ani  po zakupie Herman się tam nie przeprowadza (lub na krótko), bo w roku 1902 już obaj mieszkają na Rzeźnickiej 14.
I teraz – czy na pewno obaj?
Jak widać na Rzeźnickiej mieszka w tym  momencie Adolf Lehm -  ma on zawód negocyjnta, zawód pachnący mi podobnie jak ten seznal maklerstwem. Czy możliwe, że doświadczony seznal wdraża młodszego brata do zawodu? Że jakoś mu pomaga?
Oczywiście w tym przypadku Adolf musiałby być tym Abrahamem.
Popatrzmy zatem jak kształtuje się ta para – w roku 1902 mieszka tam Adolf Lehm i Hersch;  w roku 1908 Hersch mieszka z kupcem Abrahamem Lehmem.
W roku następnym - 1909, kupiec  staje się Adolfem, podobnie jest w roku 1910, w którym w końcu Adolf spotyka się z Hermanem  :)   by w roku 1913 znów, być kupcem Abrahamem a ostatecznie w 1916 ponownie Adolfem.
 I cały czas ten Abraham/ Adolf mieszka z Herschem/Hermanem na Rzeźnickiej 14… a, przepraszam,  w 1916 Herman znika z adresu, a Adolf przeprowadza się, vis-a-vis  pod 13-stkę, tam gdzie maziek namierzył odłupany tynk.
https://i.imgur.com/4IIOWsD.jpg
Gdzie zniknął Herman?
 Czyżby to efekt dyslokacji ludności z roku 1914?
Gdzie przeczekał wojnę w oczekiwaniu na powrót syna Samuela bo wygląda, że nie w starym mieszkaniu? Może u swych synów, lub córek?
 Co do Abrahama/Adolfa , który też zniknął z zakończeniem wojny, wątpliwości nie mam, że jest to jedna i ta sama osoba – ot, kupiec Abraham staje się kupcem Adolfem. Taka zamiana imion nie jest niczym nowym i być może  Adolf to wręcz spolszczona wersja Abrahama. Jak np. tu
https://sztuka.agraart.pl/autor/licytacje/19/adolf-abraham-behrmann
W ten sposób wyjaśnia się przynajmniej część tajemnicy tego przedstawiciela rodziny Lehmów – mojżeszowego benjaminka. Część, bo jak potoczyły się jego dalsze losy – nie wiem. W momencie zniknięcia, gdyż po wojnie źródła go nie widzą, przynajmniej te w Polsce, ma on 59 lat.
     Wracając do Hermana, można założyć, że i jego wojna wyrzuciła z Rzeźnickiej, w książce adresowej 1916 już pod tym adresem nie figuruje, jest tam tylko „nieaktywny” adres syna Samuela. Zatem Herman zapewne mieszka kątem u kogoś z rodziny (syna Fryderyka? – co najpewniejsze, którejś z córek?).
Dopiero po powrocie najmłodszego syna z wojny zamieszkają wspólnie na Brajerowskiej 4. Niewykluczone więc, że życie miotało nim niemal do końca zmuszając do walki o przetrwanie  i podejmowania trudnych decyzji, co jakoś świadczy o jego charakterze opisanym być może celnie,  przez jedno jedyne zdanie,  jakie po nim zostało, przekazane ustami wnuka Stanisława - Fiałkowskiemu, zdanie wypowiedziane przez ojca do studenta Samuela – „Skoro już zacząłeś studia, trzeba je skończyć, potem możesz robić co chcesz.”
Jest to rodzaj deklaracji postawy wobec życia zatem niech w tym miejscu spuentuje jego  niewątpliwie bogate w wydarzenia losy.
« Ostatnia zmiana: Lipiec 19, 2019, 10:32:09 am wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10041
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Szkice genealogiczne
« Odpowiedź #16 dnia: Lipiec 19, 2019, 09:23:59 pm »
No liv, widzę tu doktorat, jeśli nie habilitację :) .
Mówisz? Po mojemu góra licencjat.

Dobra, habilitacja może i nie (chociaż jakbyś roz-/obudował...), ale materiał na książkę/broszurę/artykuł/tekst majnsajtowy to tu swobodnie widzę...
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4626
    • Zobacz profil
Odp: Szkice genealogiczne
« Odpowiedź #17 dnia: Lipiec 20, 2019, 11:30:46 pm »
Skoro zachęcacie...  :)

   Pora przejść do kolejnego pokolenia Lehmów lwowskich – do dzieci Hermana.
Jak tu ugryźć temat, od czego zacząć? Od najmłodszego? Od najstarszego? Od środka?
Zacznę  od najłatwiejszego – akurat to będzie najmłodszy Samuel, a łatwość polega na tym, że on jest już opisany. Zrobił to w swoich znakomitych Anegdotach Lemolog i ponieważ nie mam nic tu do dodania – odsyłam zainteresowanych do jego wątku, z którego zresztą obficie korzystałem.
https://forum.lem.pl/index.php?topic=1075.0
I to jest cała moja robota.

Zatem by nie skończyć zanim zacząłem, zastosuję manewr oskrzydlający i podejdę z drugiej flanki , od strony najstarszego. A zatem -  czas na Józefa!

Józef (1862/63 – 1941)

    Skąpość źródeł wymusza fantazyjny wstęp –  oto dziecię Józef zarejestrowane zostało w roku powstania styczniowego.
Za All Galicja Database;



        No, ale to inny zabór. Galicja, jest akurat wtedy u progu autonomii. Możliwe, że Józef Lehm urodził się rok wcześniej, co wynikałoby z cytowanej przez Panią Gajewską notatki Samuela, że brat Józef umarł w roku 1941 w wieku lat 79. Jak by nie było w szczegółach, dla młodziutkich rodziców musiał to być ambaras  – ojciec 20 a matka 18 lub nawet 17 lat. Pisałem o tym przy okazji  losów Hermana.
       W rodzinie było raczej biednie, nic więc dziwnego, że Józef, wzorem ojca musiał szybko stanąć na własnych nogach. Zapewne skończył szkołę podstawową (ludową) lub cheder 1 , ale raczej na tym koniec... ewentualnie przeszedł jakiś kurs zawodowy w kierunku pracownika kolei – zapewne tej, która przeżywała właśnie w tym regionie rozkwit.
Czy sam znalazł pracę, czy ktoś go polecił?
Nie wiadomo, w każdym razie moje źródło łapie go dopiero w wieku lat 28-miu, gdy jest drobnym pracownikiem stacyjki miedzy Lwowem a Krakowem (ale bliżej Krakowa) – o tu;



Szematyzm 1893 6

Czyli opuścił rodzinne gniazdo.
Czy założył rodzinę?
 Nic na to nie wskazuje. Zapewne nie był to szczyt marzeń Józefa i być może w trakcie pracy podniósł swoje kwalifikacje, w każdym razie 8 lat później jest już we Lwowie na wciąż niewysokim etacie adiunkta.
Zatem rodzaj awansu, ale skądinąd wiadomo, że płace na kolei nie były zbyt wysokie. Tym niemniej Józef do najuboższych raczej  nie należał, gdyż najbiedniejsi  mieszkali w blokach kolejowych, rodzaju hoteli robotniczych, zaś Józef ma swój adres w książce adresowej – jest to ulica Boczkowskiego 14, tak gdzieś w połowie drogi miedzy Rzeźnicką, gdzie mieszka część rodziny, a dworcem kolejowym.
Analiza dalszych adresów, bo Józef często zmieniał adresy, pokazuje, że kręcił się on  wokół miejsca zamieszkania reszty rodziny, na dość małym obszarze 2.
 
       Taka zmienność miejsca zamieszkania i brak informacji o dzieciach 3 sugeruje, że wciąż jest stanu wolnego. Zmiany lokali chyba idą w parze z kolejnymi awansami – szematyzmy galicyjskie dokumentują je dość dobrze, a zatem w roku 1908 Józef jest już rewidentem, podobnie w roku 1909. Jest w tym czasie typowym urzędnikiem , gdyż jego etat znajduje się w oddziale finansowym – „kontrola dochodów”. Świadczy to zapewne też o szkoleniach, które musiał zaliczyć by zajmować się finansami.
Ta ścieżka awansu doprowadza go wreszcie do etatu starszego rewidenta (nadrewidenta) - rok 1914,


 uhonorowanego branżowymi odznaczeniami (to te 3 znaczki za imieniem), coś w rodzaju dzisiejszego "zasłużony dla kolejnictwa" – czyli jest już weteranem 4.   Widać to w szematyźmie z roku 1914. Można z tego wnioskować, że okoliczności wojny  nie wpłynęła  jakoś mocno na jego pracę zawodową. Mieszka w tym czasie, tj. w roku 1916 na ulicy Wolności 10 5,


 mniej więcej w tym samym rejonie co wcześniejsze adresy na ul. Rappaporta czy Bema. Jest więc jednym z opcjonalnych członków rodziny, u których  zamieszkać mogli starsi już rodzice po ewentualnym opuszczeniu ul. Rzeźnickiej.
Nawet by tak pasowało – u pierworodnego.
Niestety w tymże roku 1916 ślady po Józefie się urywają. Po wojnie, w odrodzonej Rzeczypospolitej doświadczeni kolejarze byli bardzo potrzebni, jednak brak mi  stosownych źródeł. Poza tym Józef nie jest już najmłodszy (56) i choć jeszcze kilka lat mógłby pogracować w II RP, jednak wkrótce zapewne przeszedł na  emeryturę. By rozwikłać ten splot trzeba by podjąć  kwerendę w archiwach PKP. Oto trop dla chętnych;
https://genealodzy.pl/PNphpBB2-printview-t-3895-start-195.phtml

I to już niemal koniec tego, co udało mi się znaleźć o najstarszym synu Hermana.
 Chyba był odludkiem. Nie ma śladów by utrzymywał częste kontakty z resztą rodziny, choć bliskość adresów wskazuje, że mogli się widywać. Nikt go nie wspomina, a "Wysokim Zamku" śladów brak – no, chyba że to o nim ten passus dotyczący właściciela specyficznej  laski - „jakaś osoba niewymownie stara i ledwo się ruszająca, która przychodziła czasem, używała jeszcze innej laski, o gałce z kości słoniowej. Jednakże z bliska nie widziałem jej nigdy, bo się przed owym przybyszem chowałem; wydawał przerażające sapanie. Nie wiedziałem,  że wcale nie próbuje mnie w ten sposób przerazić. Miał to być podobno też jakiś wujek, zdaje się, że prawujek, ale w moim przekonaniu zupełnie nie wyglądał na wujka." (WZ, s.12). Narzuciło się proste skojarzenie od sapania człowieka do  sapania parowozu (ale czy obiekty z pracy mogą wpływać aż tak na człowieka? - Kozielecki wie...  ;)  ), ale po namyśle  –  raczej nie on;  mam innego, lepszego kandydata do tego opisu.

Zatem jedyne co o nim powiedziano to ponownie, słowa Samuela w powojennej relacji przywołanej przez Panią Gajewską – „według relacji Samuela Lehma, jego brat Józef zmarł we Lwowie w roku 1941 w wieku 79 lat śmiercią naturalną” (ZiG, s. 139)
I tym cytatem kończę.
 ... ......... ............... ................. ...................... ...........................................
przypisy, a co!  ;D

1.  Dla zainteresowanych szkolnictwem galicyjskim, bo ja już nie miałem sił na wgryzanie,  takie linki;
https://wns.ug.edu.pl/sites/default/files/postepowania_naukowe/69019/autoreferat/autoreferat.pdf
i jego książka, która zapewne wyjaśnia wszystkie możliwości  :)
http://akademicka.pl/index.php?detale=1&a=2&id=35845

2. Dla ciekawych ważna strona, która bardzo ułatwiła mi pracę. A może wręcz umożliwiła. Wystarczy wpisać nazwę ulicy
http://www.lvivcenter.org/pl/streets/

3. Wydźwięk tego sądu muszę osłabić wątpliwością. Otóż w trakcie przeglądania dokumentów pojawiają się czasem wyniki, które trudno dokładnie przypisać badanym sprawom. Jednym z takich jest osoba Mojżesza Lehma w wykazie uczniów VII Gimnazjum z roku szkolnego 1911-12. Sporo wskazuje, że jest to syn któregoś z "naszych Lehmów", przede wszystkim tradycyjnie imię po dziadku. Właściwie w grę wchodzi tylko Józef lub Fryderyk. Pani Gajewska w swej książce wspomina, że Fryderyk miał syna, ale Edwarda. Poza tym nie zgadzałby się rok urodzenia. Mojżesz o którym wspominam urodził się ok. 1896. Edward Fryderyka w 1903 (ZiD s.137). Zatem albo jest to inny syn Fryderyka, albo jednak syn Józefa! Albo...
 Hmm...? Ten Mojżesz - zdolniacha jak widać  :)

4. Nazwy odznaczeń sugerują jednak jakiś zmilitaryzowany udział w przygotowaniach do wojny, lub nawet jej początkach – medal jubileuszowy pamiątkowy dla wojskowych i żandarmerii, nie każdy go miał. Pozostałe odznaczenia Józefa to; medal jubileuszowy pamiątkowy dla funkcjonariuszy cywilnych i krzyż jubileuszowy.

5. Czyli prawie dokładnie między Górą Stracenia, a cmentarzem żydowskim i jeśli domieszkał tam roku 1918, mógł się znaleźć w centrum ostrej walki; https://pl.wikipedia.org/wiki/G%C3%B3ra_Stracenia

6. Dokładniejsze badanie wykazało, że Józef trafił do Bogumiłowic dwa lata wcześniej w 1890 jako aspirant administracyjny I klasy. I to jest chyba początek jego pracy na kolei przynajmniej w rejestrowalnej urzędowo formie, bo w wcześniejszych spisach nie figuruje. W 1896 awansował do większego Tarnowa już jako asystent, a kolejne kilka lat później, jak pisałem, przeniósł się do Lwowa ( szematyzmy 1890, 1896 i dalsze)
« Ostatnia zmiana: Lipiec 21, 2019, 11:47:24 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

lemolog

  • Juror
  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 338
  • I love YaBB 1G - SP1!
    • Zobacz profil
Odp: Szkice genealogiczne
« Odpowiedź #18 dnia: Lipiec 22, 2019, 01:12:28 am »
Liv, a czy twoje źródła mogą doprowadzić to cioci Stanisława Lema, o której krótka informacja niżej?

Lem S., U cioci. – Dziennik Zachodni (Katowice), 1961, nr 1, s.3.
Wypowiedź w ankiecie o cioci ze Śląska, życzenia świateczne:

"1) Mam ciotkę w Butomiu. Obraziłaby się, gdybym gdziekolwiek na Śląsku spędzał święta, a nie u niej.
2) Cioci głównej wygranej w 'Karolince'. Od niej – życzenia, by spełniły się me marzenia o podróży dookoła świata. Nie, nie sputnikiem, lecz skromnym przyziemnym środkiem lokomocji."

Ciocia... To może być siostra ojca czy matki. Czy nawet żona brata ojca czy matki...
« Ostatnia zmiana: Lipiec 22, 2019, 09:15:30 am wysłana przez lemolog »

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4668
    • Zobacz profil
Odp: Szkice genealogiczne
« Odpowiedź #19 dnia: Lipiec 22, 2019, 01:38:14 pm »
Jak tylko pomyślałam, że wszystko ogarniam  to liv - oczywiście z czystej złośliwości - umieszczał kolejne rozważania i znowu wszystkie owocówki mieszały mi się z rzeźnikami, a te z maklerami oraz kolejarzami...
W każdem również chylę co cza - za tę fantazyjna robotę:)
Ale! postanowiłam - jak to kobita - posprzątać. Na własny użytek - żeby odnaleźć się w gąszczu ulic, imion, dat, mylnych tropów itp.
Może podzielę się tym spisem -  mam nadzieję, że bez większych błędów (może zrobić coś takiego na początku wątku? dla express orientu?):

1) Berel Berl Lem (1770-1846) + Reisel (2 dzieci - jedno zmarło) - druga żona B.B. Lema

[pierwsza żona B.B. Lema -  Hinda (4 dzieci - trójka zmarła) - zmarła w 1811]

2) = Mojżesz Lem Lehm (1818-1895) z ul. Owocowej 6

*dzieci Mojżesza mieszkające/dziedziczące realności z ul. Owocowej 6:
- Salomon ur. 1845; zm.46
- Berl ur.1847, zm. po 6 miesiącach 1848
- Binem ur. 1849
- Izrael Szymon ur. 1852
- Lejzor ur. 1854
- Abraham ur. 1857
3) * dziecko Mojżesza meldujące się na ul. Rzeźniczej 4 - dziadek Stanisława Lema:
- Herman Hersch Nussen (1842-1921) + Sara Lea Wein (zm.1920/1921)
=
- Józef (1861/62 - 1941)
-  Chaja ur. 1863
- Elke Sara ur. 1866 (zm. 67)
-  Frojem (Fryderyk) ur.1869 (rejestracja 1870)
- Basche ur. 1872
- Mechcie ur.1877
-  Samuel ur. 1879
-  Anna ur. 1884

4) Samuel (1879 - 1954) + Sabina Woller (1892–1979)
 https://forum.lem.pl/index.php?topic=1075.0
z rodzicami zamieszkuje na ul. Brajerowskiej 4
= Stanisław Lem

Tak by to? :-\

Lem S., U cioci. – Dziennik Zachodni (Katowice), 1961, nr 1, s.3.
Wypowiedź w ankiecie o cioci ze Śląska, życzenia świateczne:

"1) Mam ciotkę w Butomiu. Obraziłaby się, gdybym gdziekolwiek na Śląsku spędzał święta, a nie u niej.
2) Cioci głównej wygranej w 'Karolince'. Od niej – życzenia, by spełniły się me marzenia o podróży dookoła świata. Nie, nie sputnikiem, lecz skromnym przyziemnym środkiem lokomocji."

Ciocia... To może być siostra ojca czy matki. Czy nawet żona brata ojca czy matki...
Najpewniej chodzi o śląskie miasto Bytom (nie Butom).
Co do cioci - ona raczej nie z linii Lemów:
Po śmierci teścia Lema, zaistniała konieczność sprowadzenia jego żyjącej samotnie żony z Bytomia do Krakowa. By umożliwić jej legalny pobyt w mieście zgodnie z procedurami meldunkowymi, Lemowie zapisali się do spółdzielni mieszkaniowej i w rezultacie przeprowadzili się razem z teściową Lema w 1958 do jednorodzinnego domu w Klinach Borkowskich, części Krakowa w tych czasach dopiero rozbudowywanej.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Lem

Czyli teście Lema mieszkali w Bytomiu - więc pewnie to ciocia ze strony rodziny pani Barbary. Siostra teścia? Teściowej?
Przypis kieruje do Awantur... str. 33-35, ale nie mam ich pod ręką - dopiero wieczorem. Może ktoś sprawdzi czy coś tam jest o Bytomiu:)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4626
    • Zobacz profil
Odp: Szkice genealogiczne
« Odpowiedź #20 dnia: Lipiec 22, 2019, 04:11:27 pm »
Cytuj
Jak tylko pomyślałam, że wszystko ogarniam  to liv - oczywiście z czystej złośliwości -
Ola !!!  ;D
Ale jeszcze sprawdzę, czy dobrze mnie pozamiatałaś, bo teraz nie mam czasu.
Cytuj
Co do cioci - ona raczej nie z linii Lemów:
A już miałem trzy koncepcje, dwie hipotezy i jedną nawet trzymającą się kupy teorię. I poszyły...w siną dal..
Ale wygląda, że masz rację.
Chodzi o mamę Barbary Leśniak.
Czyli ciocia to młoda babcia Tomasza by? Ale Bytom tam jak Bick.
Cytuj
Przypis kieruje do Awantur... str. 33-35, ale nie mam ich pod ręką - dopiero wieczorem. Może ktoś sprawdzi czy coś tam jest o Bytomiu:)
Awantury potwierdzają napisane.
Trzeba by wejść w genealogię rodziny Leśniaków, bo nawet imion skąpią.
I myślałem, że sprawa beznadziejna, ale... powstrzymam się od komentarza.
Ważny artykuł;
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,127763,22239021,oblok-dla-barbary.html?disableRedirects=true
Tropem - PGR, Lanckorońcy, majątek na kresach, ale który (?) Rozdół, Jagielnica... Jagielnica okazała się dobrym śladem - pomógł przypadek;
Bardzo ważny artykuł, zaskakujący (mnie) . Oto sama końcówka
Znaczna część artykułu, dotycząca lat 1928-1945 opracowana na podstawie wspomnień Jadwigi Zych i Barbary Lem, córek inż. Władysława Leśniaka.

A tu całość
http://gazeta.myslenice.pl/kawecinski-dwor-i-jego-mieszkancy


« Ostatnia zmiana: Lipiec 22, 2019, 04:29:50 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4668
    • Zobacz profil
Odp: Szkice genealogiczne
« Odpowiedź #21 dnia: Lipiec 22, 2019, 04:32:10 pm »
Cytuj
Jak tylko pomyślałam, że wszystko ogarniam  to liv - oczywiście z czystej złośliwości -
Ola !!!  ;D
Ale jeszcze sprawdzę, czy dobrze mnie pozamiatałaś, bo teraz nie mam czasu.
No co...
Sprawdź - pewnie - czy coś się w mopie nie zaplątało...
Cytuj
Chodzi o mamę Barbary Leśniak.
Czyli ciocia to młoda babcia by? Ale Bytom tam jak Bick.
Chyba teściowej Lem nie nazywałby ciocią...raczej chodzi o jej siostrę? Albo siostrę teścia.
Widocznie ktoś został na Śląsku.
Nawiasem - w Bytomiu były jedne z ładniejszych śląskich realności. Teraz się rozpadają w straszliwym tempie.
https://www.youtube.com/watch?v=s7Rc5q2j01U
Cytuj
Bardzo ważny artykuł, zaskakujący (mnie) . Oto sama końcówka
Zaskakujący.
Uciekaliby na Śląsk? Może mieli tutaj rodzinę?
« Ostatnia zmiana: Lipiec 22, 2019, 04:37:54 pm wysłana przez olkapolka »
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4626
    • Zobacz profil
Odp: Szkice genealogiczne
« Odpowiedź #22 dnia: Lipiec 23, 2019, 01:30:27 am »
Cytuj
Liv, a czy twoje źródła mogą doprowadzić to cioci Stanisława Lema, o której krótka informacja niżej?
(.....)Ciocia... To może być siostra ojca czy matki. Czy nawet żona brata ojca czy matki...
@lemolog
Gdy piszę moje źródła, to nie mam na myśli jakiejś konkretnej bazy "tylko u mnie". Wszystkie są z internetu i tam też są dostępne. Natomiast gdy widzę rozjazd wyczytanego np. w książce z tym co widzę w tych z neckich, wtedy mówię,"moje źródła", że tam  inaczej.
 Po prawdzie to pracuję głównie tylko na dwóch rodzajach źródeł; szematyzmach i książkach adresowych, co jest sporym ograniczeniem. Także, na Twoje pytanie one raczej nie odpowiedzą - no, ale staraliśmy się z Olą jak możemy.
I może jeszcze coś da się wycisnąć.  :D
Kłopot też w tym, że u nas słowo ciotka jest bardzo pojemne, nie musi oznaczać zaraz kogoś z rodziny. Używa się go, by dzieci oswoić z jakąś kobietą bliską rodzinie...starszą, np. piastunką.
 Czasem wszystkie kobiety z kręgu znajomych to dla dziecka "ciocie".
 Marginesem, Stanisław miał nianię-piastunkę i wobec niej też mógł "ciociować"..
     Literalnie, to jest tak jak napisałeś Niby są wujenki, stryjenki - ale dla większości to ciocie i już!
Stąd koncepcja Oli, że chodzi o kogoś z rodziny Leśniaków jest prawdopodobna.
W mojej teoryjce - jedyna osoba z rodziny Lehmów, która mogłaby być "tą ciocią" - to ta, jak to Stanisław określił "moja najmłodsza ciocia", pozostałe wyklucza wiek, lub wiedza, że zginęły wcześniej... czyli Anna.
       Pomijając meritum, szukanie kobiet w urzędowych źródłach to męka - ich praktycznie nie ma, są dodatkiem do mężczyzn. Paradoksalnie w szematyzmach i kalendarzach łatwiej znaleźć kobiety niezamożne - pełno tam adresów i nazwisk praczek, szwaczek, akuszerek, krawcowych etc. Awans do warstwy wyższej - bycie niepracującą żoną u boku męża skutecznie eliminował z takich spisów.
O, nawet w twojej anegdocie - córka Fischlera z nekrologu, nie ma imienia - jest żoną Wolnera i tyle. Z powodu tej trudności nie wiem czy da się coś wycisnąć, a miałem ochotę napisać jeszcze o Chaje, Basche/Bercie i Annie. Za to o Fryderyku - pełno.
 Zobaczymy.  :)
@Ola
Cytuj
Sprawdź - pewnie - czy coś się w mopie nie zaplątało...
Coś tam w pierwszym pokoleniu niehalo - jakbyś Hinde dała dodatkowe dziecko, biedaczce - nie dość że nie wiadomo czy ona sama córka, czy żona tego Berela protoplasty

Reszta ok.
Tym niemniej wyprodukowałem coś w rodzaju drzewka - roboczego, bo zapewne coś tam jeszcze się zmieni. Ładniejsze drzewko wystrugamy finalnie - kiedy wątek będzie się kończył, hę?  8)

Cytuj
Zaskakujący.
Uciekaliby na Śląsk? Może mieli tutaj rodzinę?
Akurat to mnie nie zaskoczyło, dużo kresowiaków uciekło na Śląsk - to już były tzw. ziemie odzyskane, ten Bytom, tak?
Cytuj
Chyba teściowej Lem nie nazywałby ciocią...raczej chodzi o jej siostrę? Albo siostrę teścia.
Widocznie ktoś został na Śląsku.
Tekst podany przez lemologa wskazuje na spory stopień zażyłości z tą ciocią...hmm.  :-\
To zastosujmy metodę tej tam..konie..politury...
W okresie narzeczeństwa młodzi na kolejne święta obdzielali sobą rodziny, sprawiedliwie.
Raz w Krakowie, raz na Śląsku.
Tak robiło się też później, a może i do teraz.
Czyli raz na rok, dwa (zależy jak z Wielkanocą) Stanisław był  na Boże Narodzenie u rodziny Heleny i Władysława Leśniaków w Bytomiu. W trakcie tych familijnych spotkań na które zapewne schodziła cała tamtejsza rodzina przypadli sobie do gustu; on, i jedna z cioć tamtejszych? On jej może nawet bardziej.
Jakoś tak?
Po śmierci Władysława, Helenę sprowadzono do Krakowa, a bytomska ciocia została i była tam najważniejsza - skoro koniecznie u niej? Ta więź mnie zaciekawia, bo Stanisław nigdzie o niej, poza rzeczoną notatką, nie wspomina. Chyba?
« Ostatnia zmiana: Lipiec 23, 2019, 11:08:20 am wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4668
    • Zobacz profil
Odp: Szkice genealogiczne
« Odpowiedź #23 dnia: Lipiec 23, 2019, 04:16:07 pm »
Cytuj
Coś tam w pierwszym pokoleniu niehalo - jakbyś Hinde dała dodatkowe dziecko, biedaczce - nie dość że nie wiadomo czy ona sama córka, czy żona tego Berela protoplasty
Za Tobą:
Wiadomo o nim tyle, że miał dwie żony Hinde i Reisel. Pierwsza umarła w 1811 urodziwszy czwórkę dzieci (z wyjątkiem jednego, żyły krotko), z drugą zaś miał dwójkę – jedno wkrótce zmarło, zaś drugie – syn, to osoba  kluczowa dla tej historii - Mojżesz Lem (Lehm).
Chyba, że przegapiłam weryfikację:)
Ale wg Twojego rekordu to niezła zabawa - córka albo żona...w każdem drzewko pasowne:)
Cytuj
Akurat to mnie nie zaskoczyło, dużo kresowiaków uciekło na Śląsk - to już były tzw. ziemie odzyskane, ten Bytom, tak?
Racja, Niemców wywożono, kresowiaków przywożono.
Cytuj
Po śmierci Władysława, Helenę sprowadzono do Krakowa, a bytomska ciocia została i była tam najważniejsza - skoro koniecznie u niej? Ta więź mnie zaciekawia, bo Stanisław nigdzie o niej, poza rzeczoną notatką, nie wspomina. Chyba?
Na to wygląda. Nie wiem czy wspominał gdzieś, bo nigdy pod tym kątem nie czytałam Lema - tzn. średnio mnie interesowały jego sprawy rodzinne - jako jego, prywatne i tyle.
Ale akurat wątek bytomskiej cioci ciekawy, bo to znaczy, że Lem gdzieś tu bywał, tuż obok:)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4626
    • Zobacz profil
Odp: Szkice genealogiczne
« Odpowiedź #24 dnia: Lipiec 23, 2019, 09:44:21 pm »
Cytuj
Za Tobą:

Czyli moje gapowe, chyba Nesel dwa razy policzyłem.
Zatem sprzątanie okazało się skuteczne i pożyteczne!  :)
Cytuj
Ale akurat wątek bytomskiej cioci ciekawy, bo to znaczy, że Lem gdzieś tu bywał, tuż obok:)
Ano - tylko adres zdobyć, pielgrzymki zacząć. I kamienice przy okazji podszykować... bo rzeczywiście śliczne są.
« Ostatnia zmiana: Lipiec 23, 2019, 09:46:29 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4626
    • Zobacz profil
Odp: Szkice genealogiczne
« Odpowiedź #25 dnia: Lipiec 25, 2019, 06:51:32 pm »
Ciotki.
Siostry Samuela – to temat trudny. Ot, są kobietami, co wprowadziło istotne ograniczenia źródłowe o czym pisałem wyżej w korespondencji z lemologiem. Krótko mówiąc – niemal  nie występują w dostępnych mi źródłach. Ewentualnie występują pod innym nazwiskiem, co na jedno wychodzi, jeśli ono nieznane. 
    Zatem  trzeba szukać informacji w tych strzępach rozmów Stanisława Lema z Beresiem i Fiałkowskim, we wspomnieniach syna Tomasza i przede wszystkim, w Wysokim Zamku. Sam nie wiem co z tego wyjdzie pisząc ten wstęp – zobaczmy.
Tym niemniej, mimo mizerii faktograficznej chciałbym nim podkreślić, że ród Lehmów nie składał się z samych mężczyzn.

Prezentacja postaci
•   Chaja, urodzona tuż po pierworodnym Józefie 1863 (rejestracja 1864, taki układ z reguły sugeruje     urodzenie pod koniec roku)
•   Elke, urodzona 1866, w roku następnym zmarła.
•   Basche/Berta, urodzona w 1871 (rejestracja 1872)
•   Mechcie, urodzona 1877
•   Anna,  urodzona 1884

       Pierwsze, co rzuca się w oczy, to dysproporcja wiekowa. Chaja mogłaby być mamą Anny - 20 lat różnicy, toż to inne pokolenie. Kolejna siostra (gdyż Elke zmarła będąc dzieckiem) Berta jest młodsza o lat 8. To też niemało, co wie każdy, kto miał rodzeństwo w takiej rozpiętości.  Zmierzam do tego, że w opisanej sytuacji trudniej złapać kontakt  emocjonalny i mimo formalnych więzów może być on słabszy a w związku z tym widziałbym dwie grupy rodzeństwa;  starszą (Józef, Chaja) i młodszą (Samuel Anna).
Berta byłaby gdzieś pośrodku.
    Po co to wszystko? Po części z bezradności. Pisząc wprost -cokolwiek napisać mogę tylko o Bercie i Annie. Pod warunkiem, że uda się rozróżnić Annę od Chaje, gdyż źródła pochodzą głównie ze wspomnień Stanisława Lema. Nazywa je ciotkami Hanią i Bertą, oraz jedną bezimienną – „najmłodszą ciotką”.
 Mogłyby to być kolejno, Chaje, Berta i Anna.
 Jednak ta dysproporcja wiekowa sugeruje mi, że Hania Hanna, to najmłodsza Anna, które to imiona są w gruncie rzeczy pokrewne (Channah – obdarzona łaską).
Pasuje to do założenia, które przyjąłem, że rodzina Samuela kontaktowała się intensywniej z młodszą częścią, która stanowiła najbliższy krąg.  Józef i Chaje – o 20 lat starsi, byli raczej w tym dalszym.
A co z Mechcie? Nie wiem, brak jakichkolwiek odniesień do niej sugeruje, że młodo umarła lub zerwała z rodzinnym kręgiem.
 Zatem zostały mi Bascha/ Berta i Anna - o nich być może uda się coś napisać.  Nie będą to sprawy nowe.
    Berta starsza o 8 lat siostra Samuela. Urodziła się w 1871 a 25 lat później wzięła ślub ze starszym o 10 lat Izakiem (Ignacym) Mendlem Hescheles (ZiG, przypis, s. 137). Zamieszkali  na ulicy Jagiellońskiej i z ich domem wiąże się szereg wspomnień Stanisława zawartych w Wysokim Zamku, nazwę je skrótowo -   „atak indyka na Stanisława” i „atak Stanisława na marcepanowe owoce”. 
Zainteresowanych odsyłam do źródła, czyli Wysokiego Zamku. Z  opisu w wzmiankowanej książce oraz wspomnień zapisanych przez Tomasza Fiałkowskiego wyłania się mieszkanie dość zamożne i raczej opuszczone przez dzieci Berty, które wtedy były już dorosłe – te dzieci to najstarszy syn Henryk (ur.1886) znany wtedy lwowski dziennikarz, córka Maria (ur.1898) i Marian Hemar (ur. 1901) najsłynniejszy z rodzeństwa.
Basche/Berta zastała zamordowana przez Niemców w  roku 1941 w ramach akcji eliminowania ludzi starszych (Gajewska, ZiG; Hemar „Ja kabareciarz – od Lwowa do Londynu”). Podobny los spotkał syna Henryka który wrócił z Rumunii do Lwowa by ratować rodzinę. Marian przeżył wojnę uchodząc  przez Rumunię do polskiego wojska i wałcząc na różnych frontach Bliskiego Wschodu.
 Losy  Marii są, cóż, nieznane.

O ile Berta została jako tako opisana w różnych wspominkowych źródłach to najmłodsza siostra Samuela -  Anna, jest zagadką. Gdyby jednak założenie, że to ona jest ciocią Hanią z WZ było słuszne, można spróbować coś napisać.
     Miała męża zwanego przez Stanisława „Mundkiem” i w końcu lat 20-stych mieszkała na ulicy Wolności (próba znalezienia Mundka, Rajmunda, Edmunda na tej ulicy w Księdze Adresowej 1935 zakończyła sie fiaskiem).  Tym niemniej wpadał on do domu na Brajerowskiej by bawić się z pomocą anteny  świeżo zakupionym przez Samuela radioodbiornikiem ("wuj notował zdaje się osiągnięcia wyjątkowe, w rodzaju złapania Mediolanu czy Berlina").
Czy ten opis pasuje do nauczyciela?
Bo z innych wspomnień, udzielonych Tomaszowi Fiałkowskiemu wiadomo że „Moja najmłodsza ciotka wyszła za nauczyciela gimnazjalnego. Żeby dorobić, co roku wynajmowała w Skolem albo w Worochcie (Beskidy Skolskie i  Huculszczyzna - dopisek mój) dom na cały okres wakacji i prowadziła w nim pensjonat dla młodzieży. Jeździłem tam i ja; rodzice byli radzi, że znajdowałem sie pod opieką. Opieka polegała głównie na tym, że dostawałem podwójną leguminę, poza tym nikt się mną nie interesował”
(Tomasz Fiałkowski , Śnk, s. 8 )
Do Skola Stanisław wyjeżdżał już od młodych lat (4 lata) ale z matką, czyli w połowie lat 20-stych, stamtąd wszak wysłał pierwszy list do ojca donosząc o ważkiej sprawie z kategorii "fizjologia". Wtedy ich gospodarzem był niejaki "doktor". Mógłby to być to ten "profesor gimnazjalny", czyli mąż naszej bohaterki?
Raczej nie - w Skolem mieszkało wtedy sporo doktorów zarówno medycyny, jak i prawa - choćby adwokatów. Równie dobrze mógł to więc być zaprzyjaźniony prawnik Fryderyka lub lekarz Samuela, który użyczał  Lehmom kwatery. W każdym razie Skole wygląda na jakąś bardziej stałą "metę" Lehmów w górach.
  Późniejsze,  już samodzielne wyjazdy to zapewne wczesne lata 30-ste. I gdyby to była Anna, byłaby właśnie przed pi...po 40-stce. Podkreślam wiek, bo w gruncie rzeczy to mój jedyny argument że nie jest to Chaje.
Z opisu wyłania się kobieta zaradna, przedsiębiorcza i nie mająca oporu przed opuszczaniem rodzinnego miasta, co jakoś stoi w odwrotności do innych członków rodziny. 
Co się z nią stało później – nie wiem. Brak nazwiska „Mundka” w praktyce uniemożliwia dalsze poszukiwania, a nawet potwierdzenie już postawionych hipotez. 
Być może jednak „najmłodsza ciotka” i ciocia Hania to dwie różne osoby? O ile opis najmłodszej jako Anny jest wielce prawdopodobny, to w tym wariancie tożsamość „cioci Hani” z ulicy Wolność jest nieznana.
Mogę tylko dodać, że na tej właśnie ulicy w 1916 urwał się ślad najstarszego z rodzeństwa Józefa. 
Skoro i tak popełniłem nadmiar hipotez to dorzucę jeszcze jedną - nie wykluczam mianowicie, że pojawiający się w „WZ” kuzyni młodziutkiego Stanisława Lema – dwa lata starszy  Mietek  i Stefan, to synowie „najmłodszej ciotki” czyli Anny.
Na to wskazuje kalendarz  i drzewo genealogiczne zamieszczone powyżej.
Jeśli przeżyła wojnę, a domysł o dzieciach jest słuszny, byli wtedy w Warszawie, miałaby 61 lat.
Czy to dobry moment by ruszyć na przykład na Śląsk?
Cóż. To tyle,  niestety na razie w większości domysłów, czego mam bolesną świadomość.

..............................................

Ależ ślepy jestem - szukam  po skrajach a tu pod nosem jest linka, zresztą już wcześniej użyta.
Rok 1935

Anna Lehm urzędnik prywatny. Chyba ta "najmłodsza ciotka". Co to zmienia? Sporo. Zwłaszcza nazwisko panieńskie hmmm. ???...zdeprymowało.  Miał być mąż!  :D
Jest też Mojżesz profesor, ten uchwycony w 1912 gimnazjalistą? Domniemany syn Józefa? Tak szybko bo się wykształcił? Bo Lejser, to chyba nie ten Lejzor...tyle lat? No, ale skoro Benjamin mógł, to może i Lejzor?
Za dużo pytań - idę spać.  ;)
« Ostatnia zmiana: Sierpień 24, 2019, 08:00:45 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4626
    • Zobacz profil
Odp: Szkice genealogiczne
« Odpowiedź #26 dnia: Lipiec 30, 2019, 12:51:20 am »
Frojem czyli Fryderyk Lehm (ur. 1869/rej. 1870 – 1942)
Ulubiony wujek (jeden z dwóch). No i karciarz!
Gdyby nie tragiczna śmierć można by rzec „król życia”. Drugi syn Hermana, 9 lat młodszy od pierworodnego Józefa. Jeden z ulubionych wujków Stanisława z Wysokiego Zamku.
Chyba trafił z urodzeniem w lepszy dla ojca finansowo czas, gdyż jest bodaj pierwszym dzieckiem w którego edukację zainwestowano więcej. Zapewne też dobrze się uczył. W każdym razie został absolwentem IV gimnazjum lwowskiego w roku 1888;

(później Gimnazjum im. Jana Długosza, te same które 11 lat później ukończył młodszy Samuel).

Ukończenie gimnazjum, w tamtej epoce, samo w sobie było dowodem solidnego wykształcenia, ale Froim był ambitny - poszedł na studia prawnicze, zapewne na Uniwersytet Lwowski  i ostatecznie został doktorem prawa – adwokatem. Dawało mu to pozycję w elicie ówczesnych lwowian, zwłaszcza, że uzyskał tytuł doktorski.
Po raz pierwszy Szematyzm odnotowuje doktora Froima Lehm  w roku 1907 – jako adwokata w obrębie „lwowskiego c.k.  sądu krajowego”.


W roku następnym Froim, już jako Fryderyk figuruje w księdze adresowej pod adresem Bernsteina 7.
Ten adres będzie przy nim aż do wojny. Skądinąd wiadomo, ze Fryderyk miał też drugie mieszkanie na ulicy Kościuszki, zatem był chyba najzamożniejszy z rodziny. Wiele wskazuje, że na Bernsteina 7 miał gabinet (kancelarię), ale taki, gdzie można też mieszkać, natomiast główne mieszkanie było na Kościuszki 2, to te które opisał Stanisław Lem w Wysokim Zamku.
Po co mu dwa mieszkania?
Pewnie dla wygody ale też zdaje się, Fryderyk prowadził bujne życie towarzyskie.
 U progu XX wieku przekracza 30-stkę  i obok zgłębiania wiedzy prawniczej de jure, zgłębia wiedzę życiową de facto. Zaowocuje to pojawieniem się syna Edwarda. Jeszcze przed skończeniem doktoratu, który jak wynika z pewnego zapisu obronił (a wtedy się broniło?) w 1906.
 W każdym razie syn urodził się 3 lata wcześniej, jak podaje Pani Gajewska w  ZiG - w roku 1903. Zatem tata miał w tym momencie 34 lata. A mama?
Stanisław Lem wspomina w WZ o drugiej żonie wujka Fryca – Niuni -  zatem powinna być i pierwsza, ale czy żona? Tak może powiedziano dziecku, gdyż z  notatki przytoczonej przez Panią Gajewską owa mama to Sara Jetti Bohrer/Altman. 
Jak było tak było, w każdym razie syn otrzymał nazwisko Lehm i takim uchwyciło go jedno ze źródeł –  absolwentem VIII klasy VII Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki we Lwowie w roku szkolnym 1920/21.


 Niestety wchodzący w dorosłość 18-, może 19 letni Edward skutecznie umknął źródłom późniejszym (co prawda przy niezbyt solidnym ich przetrząsaniu, więc niekoniecznie jest to ostatnie słowo  :) ).
Edward jest pierwszym z dwóch „facetów” w rodzinie Fryderyka, choć jak się uprzeć to trzech, gdyż syn brata, niejaki Stanisław również był obdarzany sporym uważaniem.

Tymczasem panoramiczny obraz sytuacji u progu Wielkiej Wojny wygląda sielankowo.
Fryderyk jest jeszcze młodym, zapewne zdolnym adwokatem, ustabilizowanym finansowo i lokalowo, z dorastającym synem i szansą na dobra karierę w C.K Austro-Węgrzech.
Jednak nadchodzi feralny rok 1914. Skuteczna ofensywa rosyjska na Galicję wzbudziła we Lwowie panikę. Kto może stara się ewakuować, gdyż wieść o wojskach rosyjskich na rogatkach miasta sieje grozę.
 Fragmenty pamiętników;

Ranek dnia 31 sierpnia 1914 we Lwowie przyniósł nam  niespodziankę. Już o szóstej rano wszystkie strażnice i posterunki policyjne opróżniono, w niedalekiem sąsiedztwie naszem  przy ul. Chmielowskiego usunięto herb z budynku, w którym mieścił się konsulat niemiecki. Ulice dziwnie ciche, mimo silnego ruchu przechodniów, zupełny brak nie tylko automobili, ale i wszelkiego rodzaju powozów i doróżek - wszystko to razem rzuciło popłoch między cywilną ludność Lwowa, popłoch tem groźniejszy, że  zgoła niespodziewany dla braku oficyalnych wiadomości o właściwem położeniu. Po załatwieniu formalności z przepustką wyruszyliśmy o 8 rano  objuczeni wszelkiego rodzaju ręcznymi walizkami (gdyż większych pakunków zabierać nie było wolno), piechotą na  dworzec.
           Większość sklepów, wszystkie masarnie, piekarnie, mleczarnie pozamykane, zaledwie na  ulicy Leona Sapiehy udało mi się kupić trochę czekolady. Na dworcu tłok, o kupieniu biletów ani myśleć nie można, szczęśliwy, komu udało się przecisnąć przez setki osób  stłoczonych w hali i poczekalniach, co  zwłaszcza dla dzieci połączone było wprost  z niebezpieczeństwem życia, gdyż publiczność, ogarnięta przesadną trwogą, nie myślała się kierować jakimikolwiek względami ludzkości w walce o dostanie się do peronu i do  pociągu. To też odetchnęliśmy z ulgą, skoro po godzinie znaleźliśmy się wszyscy razem w wagonie, co prawda w korytarzu, gdyż o jakichś  miejscach  w coupe nawet marzyć nie śmiałem. Dzięki uprzejmości jednak kilku wojskowych udało mi się znaleźć kawałek miejsca dla  żony i drobniejszych dziatek.
............................................................
Trudno o opis tych scen, jakie od poniedziałku rozgrywały się na dworcu kolejowym. Chaos  na całej linii i zgiełk panował tu niebywały. Na tem tle pełno scen, nie pozbawionych prawdziwie wstrząsających przejść tragicznych. Ruch  gorączkowy, ścisk brutalny, krzyk dzieci  - tworzyło to wszystko tylko jeden epizod  na kartach nadciągającej burzy wojennej.
.............................................................

Kiedy dnia 2. września około 6 wieczorem latawiec nieprzyjacielski pojawił się nad Lwowem i padły strzały na dworcu, niepewność zamieniła się w szaloną panikę, która zwiększała się na  widok gwałtownie cofającego się wojska w kierunku rogatki grodeckiej. - Pióro najbardziej subtelnego pisarza nie zdoła opisać paniki, którą wywołało  ostrzeliwanie samolotu przez mały oddział wojska, zdążający do dworca. Setki osób, przeważnie kobiet, które zalegały dojazd do dworca, nie zoryentowawszy się, kto i do kogo strzelają, rzucił się  w popłochu do  miasta. ,w tym szalonym strachu  przewracano na ziemię słabszych, po których falangi tłumu  przechodziły, dzieci gubiły rodziców, żony mężów - a kto mógł, krył się  w bramach lub w sklepach na pół otwartych.

...........................................................................
To między innymi z powodu takich opisów doszedłem do wniosku, że starzy i zapewne schorowani rodzice - Herman Lehm z żoną nie opuścili miasta, a tylko adres na Rzeźnickiej zamienili na bardziej przyjazny u kogoś z rodziny (Józefa, Berty?).
Na pewno nie trafili do Fryderyka (choć może do jego mieszkania które zapewne pozostało puste), gdyż Fryderyk uległ panice i z falą uchodźców opuścił miasto. Zapis z miejsca tymczasowego osiedlenia wskazuje, że były z nim jeszcze 3 osoby - to zapewne  11 letni wtedy syn Edward, jego matka? A kto ten trzeci?
Muszę jeszcze raz postawić znak zapytania, choć ogłosiłbym zagadkę, gdybym tylko znal odpowiedź  :)
Schronienie znaleźli w Gablonz nad./ W.

 I tu, przyznam,  zgłupiałem – gdyż pomocny internet bez namysłu wskazuje Jablonec w Czechach.
Sęk w tym, że Jablonec jest nad Nysą, no i dość daleko? 
Nie, że to niemożliwe...ale tak daleko? Być może jednak  były jakieś Jabłonki nad Wisłą, bo ta rzeka jako kres ucieczki pasowałaby mi bardziej...hmm?
 Na szczęście nie ma to większego znaczenia, gdyż już w roku 1916 Fryderyk jest znów we Lwowie, w swoim mieszkaniu i w swojej pracy. Ot, rosyjski sukces szybko zamienił się w odwrót i w czerwcu roku 1915 Lwów został „odzyskany”. Odzyskany przez Austro-Węgry, jeszcze nie dostrzegające damoklesowego narzędzia, które już zaczęło opadać celując rewolucyjnym ostrzem w zachwyconych chwilowym tryumfem „centralnych” władców, ostatnich spadkobierców XIX-wiecznych tradycji.
 I ich poddanych również.
Tu skończę, więc część druga niewykluczona.
« Ostatnia zmiana: Lipiec 30, 2019, 01:13:42 am wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10041
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Szkice genealogiczne
« Odpowiedź #27 dnia: Lipiec 31, 2019, 09:38:31 am »

liv! - liv! - liv!!!
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4626
    • Zobacz profil
Odp: Szkice genealogiczne
« Odpowiedź #28 dnia: Lipiec 31, 2019, 07:19:37 pm »
Nie wiem o co chodzi z tymi tańczącymi na kulce laleczkami.  ???

Nawiasem pisząc, z punktu archiwisty-amatora to wyjątkowo korzystne, że rodzina Lehmów nie odjęła sobie tego "h" jak niektórzy sugerują, przynajmniej przed 1945 rokiem. Bo gdyby tak zrobiła, to po robocie (mojej)!   - wrzucenie w wyszukiwarkę grubaśnej księgi hasła "lem" generuje setki a czasem tysiące wyników - wszystkie Klemensy, Klementyny, Lembergi, alembiki etc. Taki to problem:)
 "Lehm"  z "h" od razu redukuje wyniki do kilku, kilkunastu - dużą konkurencją jest co najwyżej ród Lehmanów (od Brothers?).
Pomijam ryzyko pomieszania z ówczesnymi Lemami bez "h", bo takowi też byli - ot, przeglądając listę poległych "Orląt lwowskich" można znaleźć Józefa Lema - ten?
Aż się prosi dorobić heroiczny epizod do rodzinnej biografii, no ale... raczej z innych Lemów; 
https://www.ogrodywspomnien.pl/index/showd/55520
Zresztą co tu gadać - "...i pakowaliśmy nasz dobytek do skrzynek. Napisałem na nich wielkimi literami; LEM. Ojciec chciał, żebym dodał imię, ale mu tłumaczyłem, ze to rzadkie nazwisko i nie ma we Lwowie drugiego Lema. Przychodzimy na dworzec, ładujemy nasze rzeczy do wagonu towarowego, a obok podnosi sie piramida skrzynek oznaczonych Władysław Lem - to była całkiem inna rodzina, z Łyczakowa".
Śnk
« Ostatnia zmiana: Lipiec 31, 2019, 07:26:40 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10041
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Szkice genealogiczne
« Odpowiedź #29 dnia: Lipiec 31, 2019, 07:28:27 pm »
Nie wiem o co chodzi z tymi tańczącymi na kulce laleczkami.  ???

To są robo-czirliderki, one Cię dopingują ;).
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki