Stanisław Lem - Forum

Polski => Forum po polsku => Wątek zaczęty przez: liv w Lipiec 09, 2019, 07:45:54 pm

Tytuł: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 09, 2019, 07:45:54 pm
Zacznę ten wątek choć mam stracha. Temat obszerny, pełen luk i ślepych uliczek.
Ale może ktoś powinien zacząć?
Zatem uzupełnianie i poprawianie błędów, które na pewno się pojawią – mile widziane.

Temat wyszedł przypadkiem – od maźkowego pytania o pogrom lwowski 1918 i jego stwierdzenie; Co prawda po krótkim riserczu widzę, że kamienica Lemów był sporo odległa od dzielnicy żydowskiej, mniej więcej drugie tyle co od Placu Swobody (czyli placu, na którym stoi opera).
Zapytałem wtedy siebie – jaka kamienica, czy raczej - która?
Domniemywam, że maziek miał na myśli kamienicę z Brajerowskiej. Ale to nie była kamienica Lemów!
Stwierdziła to już Pani Gajewska w swej znanej tu książce (str. 140) po sprawdzeniu w lwowskim Archiwum. Zresztą, w czasie międzywojennym naliczyłem tam, obok Lehma i Wolnera,  9-ciu innych lokatorów (od doktorów adwokatury przez emerytów do praktykantki aptekarskiej) zapisanych w książce adresowej. Dodając niezapisanych ( żony, dzieci) robi się spora grupa mieszkańców. Patrzę na guziki do domofonu na zdjęciu w dziale „gdzie mieszkał…” 10 ich – tyle zapewne tam mieszkań. Z dość pewnego źródła wynika, że było ich 12 przynajmniej pod koniec II wojny. W czasach małego Stanisława musiało być podobnie. Warto by przeczytać jeszcze raz wysoki zamek zwracając uwagę na te szczegóły, i chyba tak zrobię. Wtedy może coś dodam.
Ale – do rzeczy.
By znaleźć kamienicę Lemów trzeba się cofnąć do praojca – przynajmniej tego znanego. Otóż w świetle różnych internetowych projektów genealogicznych, które ostatnimi laty mocno przyspieszyły tym „praojcem” był Pan żyjący u schyłku Rzeczypospolitej i w początkach zaborów, czyli na przełomie XVIII-XIX wieku – Berel Berl (zdaje się, że to inaczej Benjamin) Lem  żyjący w latach 1770 -1846). Skąd te dane i jaka ich wiarygodność ? – nie wiem, odsyłam do strony.
https://www.geni.com/people/Berel-Berl-Lem/6000000067080209883 (https://www.geni.com/people/Berel-Berl-Lem/6000000067080209883)
Wedle niej, ów protoplasta umarł we lwowskim szpitalu (w dobie rzezi galicyjskiej) mając lat 76. Wiadomo o nim tyle, że miał dwie żony Hinde i Reisel. Pierwsza umarła w 1811 urodziwszy czwórkę dzieci (z wyjątkiem jednego, żyły krotko), z drugą zaś miał dwójkę – jedno wkrótce zmarło, zaś drugie – syn, to osoba  kluczowa dla tej historii - Mojżesz Lem (Lehm).
https://www.geni.com/people/Moses-Lem/6000000067079377926 (https://www.geni.com/people/Moses-Lem/6000000067079377926)
podane miejsce śmierci ulica Dworcowa 6, to w rzeczywistości Owocowa 6.
Daty życia Mojżesza podane w tym źródle to 1818-1895, co zrodzi jeden z kolejnych zgrzytów, dla odmiany czasowych, o czym później – ale już sygnalizuję nieufność do dat i nazw w tych linkach.
Otóż Mojżesz Lem został właścicielem kamienicy!
Zapewne całej.
Czy odziedziczył, czy własnym działaniem „się dorobił” nie wiem, ale jest odnotowany w księdze z 1871 roku.
 I jest to kamienica na Owocowej 6, stąd postawiłbym tezę, że to ona jest kamienicą-matecznikiem Lemów.
Oto zapis z roku 1871
(https://i.imgur.com/qUMQKHC.jpg)
A ten późniejszy z 1889
(https://i.imgur.com/ZXFZfI1.jpg)
Źródła obrazów - Księgi adresowe Lwowa

Z kamienicy na Owocowej rodzina będzie przemieszczała się później „na zachód”, na Rzeźnicką i dalej na Brajerowską. Ale to już będzie  „tylko”wynajem mieszkań.
Zatem, wracając do maźkowego pytania -  czy kamienica Lemów została ogarnięta pogromem 1918?
Na pewno tak, skoro mieszcząca się tuż obok synagoga doznała uszczerbku (jeden z jej adresów, to Owocowa właśnie)
https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A4%D0%B0%D0%B9%D0%BB:Lwow,_ul.Owocowa,_Wielka_synagoga_przedmiejska.jpg (https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A4%D0%B0%D0%B9%D0%BB:Lwow,_ul.Owocowa,_Wielka_synagoga_przedmiejska.jpg)
Czy mieszkał tam, w tym czasie, jeszcze jakiś Lehm?
Tu będzie hipoteza, ale to może później.
Załączam mapkę i na razie na tym kończę. Ciąg dalszy, niewykluczony.
(https://i.imgur.com/Q6XdKiF.jpg)
Czerwone kropki to synagogi o których pisaliśmy w tym wątku
https://forum.lem.pl/index.php?topic=928.600 (https://forum.lem.pl/index.php?topic=928.600)
A - kamienica na Owocowej ma nr. 6 - najwyższy na tej ulicy to 24, zatem z któregoś skraja.
B- kamienice na Rzeźnickiej 13 i 14
C-kamienica na Brajerowskiej
Jako, że ulica Owocowa już nie istnieje, dorzucam starszą mapkę, to ta równoległa do Bożniczej
(https://i.imgur.com/41XctAd.jpg)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 10, 2019, 06:14:38 pm
Benjamin
To jedna z ciekawszych postaci tej opowieści, syn Mojżesza…ale ale rozpędziłem się - co z ojcem? Mojżesz, właściciel realności „Owocowa 6” (duża 4-piętrowa kamienica) opuścił ten padół w roku 1895. Tak przynajmniej wynika z likowanej wyżej genealogii. I tu zaczynają się „ cuda małe”. Otóż mimo zejścia Mojżesz wciąż występuje jako właściciel tejże realności w książce adresowej Lwowa z 1897.
(https://i.imgur.com/GYSqAtl.jpg)
 Zatem są dwie możliwości; albo Mojżesz umarł kilka lat później, choć zapewne nie dożył XX wieku, albo informacja o dacie śmierci z linki genealogicznej jest prawdziwa a zawiódł wydawca książki adresowej, co można sobie wyobrazić. Np. tak  - Mojżesz umarł pod koniec  1895 i zaczęło się zamieszanie ze spadkiem – nie miał kto lub nie było głowy do wniesienia korekty; w 1896 ruszył proces wydawniczy  książki i nie zdążono jej zaktualizować, stąd wyszła w takiej wersji w roku następnym - z właścicielem Mojżeszem. W obecnym stanie źródłowym trudno rzecz  rozstrzygnąć. 
Cóż- idąc karawaną dalej, pora na cuda „większe” – czyli Benjamina.
Wedle genealogii Mojżesz pozostawił dwóch synów Benjamina( Berla) i Hermana (Herscha Nussena) – dziadka Stanisława Lema. Benjamin, urodził się w 1847; imię otrzymał, co było rodzinną tradycją , po swym dziadku i …po kilku miesiącach zmarł (1948). Tak podaje wykorzystywana tu genealogia.
https://www.geni.com/people/Berl-Lem/6000000067081600958 (https://www.geni.com/people/Berl-Lem/6000000067081600958)
Więc o czym tu pisać?
Sęk w tym, że jak na nieżyjącego Benjamin wykazuje całkiem sporą aktywność – otóż np. zostaje właścicielem realności  na Owocowej 6,  co poświadcza spis mieszkańców 1908 (źródło od Lemologa)
(https://i.imgur.com/Aw3BzYS.jpg)
 książka adresowa z 1910
(https://i.imgur.com/xL9uRur.jpg)
 i szereg innych źródeł z zbliżonego okresu.
Zatem około 60—letni , wciąż nieżyjący Benjamin, jest całkiem aktywny. I co teraz?
Wyjścia są dwa – genealogia jest w błędzie a Benjamin żyje sobie długo. A być może było jeszcze inne dziecko które wcześnie zmarło i nastąpiła pomyłka z datami? Lub, jest jakiś inny Benjamin, ale też raczej syn Mojżesza – urodzony …później, lub wcześniej?
Nieujęty w Genealogii Benjamin urodzony wcześniej pasowałby mi bardziej – chodzi o to, by był  on starszy od Hermana (który urodził się w 1842 lub 43 jak chce A. Gajewska) – ale się nie upieram.
Rzecz w spadku.
Pod koniec wieku senior Mojżesz już raczej na pewno umiera zostawiając dwóch synów – jednego obdziela realnością (stąd pasowałoby mi, że starszego), drugiego urzędniczym wykształceniem. Herman zatem będzie urzędnikiem bankowym ( więc musiał przejść przez państwowy system edukacji), a Benjamin stanie się właścicielem kamienicy na Owocowej 6 – i nim już zostanie, zapewne do swojej śmierci (tej rzeczywistej).
Sęk w tym, że nie sam – tytuł właścicieli tej realności mają też inni Lehmowie.  Mamy na to źródła;  jedno pożyczone od Lemologa z roku 1900
(https://i.imgur.com/B4T2LYt.jpg)
 oraz księgi adresowe 1910 (linkowana powyżej) i 1913 (podobna do tej wcześniejszej).
Natomiast w kolejnej księdze z 1916 Benjamina już nie ma – czyżby umarł?
 Nieee…nie on!
Zawieszając na razie ten trop wypada zauważyć, że sprawa realności się komplikuje. Pojawiają się nowi, nieznani Lehmowie w liczbie trzech, którzy jakoś partycypują w tej własności. Są to;
*Abraham który w 1900 sprzedaje 2/12 realności (mieszkanie?) Hermanowi;
*Izrael występujący jako właściciel Owocowej 6 i
*Lejzor  z tytułem współwłaściciela tejże.
Wygląda zatem, ze kamienica została podzielona. Kim są ci trze wymienieni? Genealogia ich „nie widzi”. Potomkowie Benjamina? Jest w tym czasie po 60-tce, więc dorośli synowie jak najbardziej pasują. Ale konkretów brak. Poza jednym -  w księdze adresowej z 1916 wszyscy oni znikają. Zostaje tylko intrygujący Adolf oraz bracia Fryderyk z Józefem - synowie Hermana
(https://i.imgur.com/4IIOWsD.jpg)

 Czyżby się wyprzedali? Wyjechali? Cóż – trwała wojna a mamy przecież jedną anegdotę o krewnym-łobuzie-emigrancie do Ameryki na którego spadek, w żartach, czekał Stanisław.
Wspomniana trójka + jeden znika, w każdym razie tu trop mi się kończy (do wymienionej trójki dodaję tego Adolfa (ktory mnie intryguje i być może jeszcze do niego wrócę), współmieszkańca Hermana z Rzeźnickiej…hmm – i jest jeszcze Gedali  Lehm z Żółkiewskiej, jednak do niego nie widzę żadnych powiązań ).
Cokolwiek jednak wydarzyło się z wyżej wymienionymi  raczej nie dotyczy  Benjamina– ten przetrwał wojnę i jeszcze raz się tu pojawi. Z pewnych przesłanek można by wnosić, że umarł dopiero w latach 20-stych a może i, znając jego szczęście do umierania, 30-stych.
Na pewno jest na tyle sprawny by będąc starcem zostać mentorem dla  młodego Stanisława, co ustaliła Pani Gajewska i zapisała w wiadomej książce (str. 140) „Duchowym mentorem dziecka został Benjamin Lehm, najprawdopodobniej brat nieżyjącego dziadka (Świadectwo urodzenia, wystawione 15 października 1939 roku. Dokument udostępniony dzięki uprzejmości Barbary i Tomasza Lemów)” .
Czyli jednak starszy by...ba, pomysł w piach.

Kończę ten odcinek pętelką taką -  Skoro Benjamin żył w okresie powojennym, a nie ma śladów by zmieniał miejsce zamieszkania czyli Owocową 6, więc wydarzenia zwane „pogromem 1918” mogły go jak najbardziej dotknąć. Był w centrum wydarzeń. Jednak po jego śmierci, wszystko na to wskazuje, kamienica na Owocowej  zmieniła właścicieli. W latach 30-stych pod tym adresem występują już inne nazwiska. Nieliczne, więc  oczywiście niewykluczone, że jakiś potomek Benjamina tam właśnie dożył wojny. Ale już nie jako właściciel. Ostatni przedwojenni właściciele tego numeru to rodzina Rawer, przynajmniej według ustaleń prawnika zajmującego się odzyskiwaniem mienia zabużańskiego.
(https://i.imgur.com/Mb6ANuI.jpg)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: maziek w Lipiec 10, 2019, 07:52:03 pm
No żeś wypracowanoko odwalił. Mam zbyt wyprany mózg w tym momencie, by godnie do wkładu rozebrać, ale klękam!
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 10, 2019, 11:57:33 pm
Cytuj
Mam zbyt wyprany mózg w tym momencie, by godnie do wkładu rozebrać,
No wiesz? To ja się staram prostym językiem, by nawet do człowieka prostego trafiło, pod strzechę samą, a ty nie możesz rozebrać!? TY!?  ;)
Jak piszesz o bersterach eksrejowych to ja wszystko rozumiem (fakt, przez krótko - tylko jak jeszcze czytam).
Cytuj
ale klękam!
Wstawaj mi z kolan, to wszystko przez ciebie! Było pytać? No dobra, wycieczka do Lwowa też conieco winna.
Za to teraz muszę zaneksować sam siebie.
Ten Benjamin wciąż mnie zaskakuje. No bo patrz;
Aneks do Benjamina
Cytuj
Skoro Benjamin żył w okresie powojennym, a nie ma śladów by zmieniał miejsce zamieszkania czyli Owocową 6, więc wydarzenia zwane „pogromem 1918” mogły go jak najbardziej dotknąć. Był w centrum wydarzeń. Jednak po jego śmierci, wszystko na to wskazuje, kamienica na Owocowej  zmieniła właścicieli. W latach 30-stych pod tym adresem występują już inne nazwiska.
Łobuz jednak zmienił adres, jakoś mi to uciekło, teraz sprawdziłem i trochę nie chce mi się wierzyć, ale... może to być on?
(https://i.imgur.com/jozbuCT.jpg)
Otóż ta książka jest z roku 1935.
Miałby około 90-tki! Facet, który podobno zmarł zaraz po urodzeniu  :)  a ta ulica, właściwie plac Rzeźni 4, to rzut beretem od Owocowej.
Kurczę, to musi być on!
 - Benjaminy Lehmy - kupcy nie biorą się ot tak. Przynajmniej nie w tamtych czasach. Ten wiek...ale skoro był młodszy od brata Hermana, który umarł w 1921, skoro był ojcem "duchowym" małego Stasia to mógł pożyć jeszcze te 15 lat, hę?  Wyczuwam jakiś związek i dramatyczną historię w tym zniknięciu jego synów podczas I światowej (bo jakoś tak wspomnianą trójkę postrzegam - bezdowodowo oczywiście) i zmianie adresu - ten na Rzeźni 4 to chyba jakaś klitka bo dużo ludzi ma ten adres - drobnicy mieszanej, że tak to ujmę. Czyżby nastąpiła zapaść finansowa i trzeba było wyzbyć się kamienicy? Dziwne - Stanisław nigdzie nie wspomina swego "stryja-dziadka "mentora" (lub nie zauważyłem) Chyba rodziny od Hermana i Benjamina nie przepadały za sobą.
Brakuje jakiegoś źródełka z lat 20-stych; no nie mam.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: maziek w Lipiec 11, 2019, 08:15:27 am
Ostatnimi dniami (jakimiś 30-toma :) ) pracuję cięgiem w układzie 16-8, tzn. 16 h stachanowki i 8 na resztę życia. Tym kilku szarym komórkom, które jeszcze mi się ostały, ciężko się spotkać w jednym miejscu puszki mózgowej, a jak już się spotkają - to połowa natychmiast zasypia. Taki czas, gdy się mury pną do góry...
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 11, 2019, 07:27:39 pm
Cytuj
Ostatnimi dniami (jakimiś 30-toma :) ) pracuję cięgiem w układzie 16-8, tzn. 16 h stachanowki i 8 na resztę życia.
Oj!! To jesteś nieobecny usprawiedliwiony, ale pamiętaj - Zbyt  ciężka praca jest źródłem wielu chorób a nawet zgonów. Leczenie chorób może być kosztowniejsze niż potencjalne zyski z ciężkiej pracy. Nie wspominając o tym, że choroby zazwyczaj bolą, czego nie może zrozumieć pewien lekarz, który dziwi się że nauczyciel nie zarabia tyle co lekarz - ot, przykładowo taki fizyk jak jaki laryngolog.
Gdyby głupota bolała, to oooh...  8)      Zazwyczaj jest jednak odwrotnie...o czym to ja?
A, będę wywracał kota ogonem. Miłośników kotów uspokajam - za kota będę robił ja sam, czyli siebie wywrócę niczym jeden baron M.
Zatem - coś się chyba wyjaśnia (i upraszcza) np. cudowne zmartwychwstania.
Korekty kursu
Cytuj
Wyjścia są dwa – genealogia jest w błędzie a Benjamin żyje sobie długo. A być może było jeszcze inne dziecko które wcześnie zmarło i nastąpiła pomyłka z datami? Lub, jest jakiś inny Benjamin, ale też raczej syn Mojżesza – urodzony …później, lub wcześniej?
Nieujęty w Genealogii Benjamin urodzony wcześniej pasowałby mi bardziej – chodzi o to, by był  on starszy od Hermana (który urodził się w 1842 lub 43 jak chce A. Gajewska) – ale się nie upieram.
Tiaa...genealogia jest w błędzie. Jest inny Benjamin..i cała masa innych synów Mojżesza. Zatem poniższe zdanie z wywodów wyżej unieważniam.
Cytuj
Wedle genealogii Mojżesz pozostawił dwóch synów Benjamina( Berla) i Hermana (Herscha Nussena)
Znalazłem lepszą genealogię, bazującą na źródłach, które teoretycznie nawet mógłbym obejrzeć - są adresy, aleć tam, bez przesady -> uwagi o ciężkiej pracy na froncie robót letnich.
Z niej wynika, że Mojżesz miał całkiem sporą  gromadkę dzieci, które zaraz tu wymienię i rzecz się wyjaśni (chyba) a konkretniej ci pozostali Lehmowie z Owocowej.
Mojżesz Lehm (ur. 1818) + Chana Jutte Wixel (ur. 1818)
rejestracja związku 1865
Potomstwo;
* Herman (Hersch Nossen) ur.1842
* Salomon ur. 1845; zm.46
* Berl (którego brałem za Benjamina a to jednak błąd) ur.1847, zm. po 6 miesiącach 1848
* Binem ur. 1849 ( i to jest zapewne ten żyjący długo Benjamin Bin-jamin - źródło pomyłki)
* Izrael Szymon ur. 1852
* Lejzor ur. 1854
* Abraham ur. 1857
Zatem Herman Lehm, dziadek Stanisława jest pierworodnym synem Mojżesza i to on otrzymał wykształcenie. Pozostałym została realność na Owocowej. Do podziału. Z dokumentu Lemologa wynika, że Herman odkupił od najmłodszego brata Abrahama jego część, ale co dziwne - dalej mieszka na Rzeźnickiej, z tym przeprowadzonym Abrahamem zresztą. To po co kupował?
Pierwsza czwórka urodziła się w innych domach (teoretycznie można odszukać wcześniejsze adresy Mojżesza, bo są numery posesji). dopiero Izrael przychodzi na świat na Owocowej, co oznaczałoby że kamienica nabyta została pomiędzy 49 a 52. Cóż jeszcze...?
Jest jeszcze tajemniczy Adolf  :D ale o nim innym razem może...
Podtrzymuję, dopóki nie trafię na źródła mówiące inaczej, że cała młodzież (Izrael, Lejzor, Abraham i ten Adolf) znika z Lwowa w okolicach czasowych wybuchu wielkiej wojny. Myślę, co mogło ich "wywiać" i nasuwają się trzy takie zasadnicze powody;
- emigracja za chlebem (lub ucieczka od skandalu) do Ameryki
- zaangażowanie w syjonizm i wyjazd do Palestyny
- bo na wojnę to raczej za starzy już byli, hę?
To zostają powody dwa. Plus możliwość zgonu rzecz jasna.. ale żeby trzech?
Ta pierwsza wersja ma wsparcie w historii przekazanej przez Stanisława w liście do Kandla którą przytacza Pani Gajewska
Jako student medycyny, a potem jako początkujący literat nieraz powiadałem Żonie, że oczekuję z USA listu od notariusza, listu powiadamiającego o milionowym spadku, ponieważ jakiś daleki krewny kiedyś, jeszcze przed
ostatnią wojną światową (krewny, który przyniósł hańbę rodzinie ojca), został wyekspediowany z „szyfkartą” do Stanów – a jako drań, powinien był zbić tam majątek… Ten żart przez parę lat tak często namolnie powtarzałem […], aż to zakrawało nieomal na obsesję122.

Który z nich był łobuzem?
Obstawiam Adolfa/ Abrahama - najmłodsze często najbardziej rozpieszczone  ::)

Jeszcze tylko link, gdyby ktoś chciał posprawdzać
https://search.geshergalicia.org/ (https://search.geshergalicia.org/)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 12, 2019, 10:22:54 am
liv, tyż chylę (zdaje się, że w cywilu jesteś historyk...?) ;).
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 12, 2019, 04:32:17 pm
Dzięki za wyrazy  :)

Odcinek kolejny
Herman czyli Hersh Nossen (Natan)
Chciałoby się napisać coś więcej o dziadku Stanisława, ale Herman  skutecznie uchyla się przed wzrokiem ciekawskiego badacza. Pierwsze źródło w którym dał się go uchwycić, to wspomniany wyżej wycinek o zakupie fragmentu kamienicy po ojcu, od brata Abrahama z roku 1900. Kim wtedy był?
2 lata późniejsza książka adresowa odpowiada – Lehm Hersz urz. B. kr., Rzeźnicka 14.
(https://i.imgur.com/fkxzkTD.jpg)
A zatem urzędnik Banku Krajowego. Brzmi nieźle, bo to jeden z ważniejszych banków ówczesnego Lwowa powstały w 1883.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Galicyjski_Bank_Krajowy (https://pl.wikipedia.org/wiki/Galicyjski_Bank_Krajowy)
Jak było naprawdę, o tym za chwilę – na razie refleksja – od urodzenia minęło 60 lat a zatem w źródłach spotykamy już starszego człowieka – co się z nim działo wcześniej?
Można tylko popuścić wodze fantazji. Urodził się jako pierworodny. Rodzice Mojżesz i  Chane mieli w tym momencie lat trzydzieści kilka i zapewne zajmowali się normalną pracą, dorabianiem się.  Mieszkali  w wynajętym mieszkaniu domu o rejestrze 63 (to może być dom na Bożniczej 15, ma ten rej-numer a więc blisko późniejszej Owocowej ) W każdym razie tam urodził się Herman.
Zapewne zajmowała się nim mama a tata kupiec  zabezpieczał utrzymanie. Czy mocno przeżył  nagłą śmierć dwóch kolejnych braci? Miał wtedy 3-5 lat. Kolejny Binem (Benjamin) pojawił się gdy Herma ma lat 7. Chyba był dla niego ważny i być może to jego opinia skłoniła lata później  syna Samuela by uczynić go „opiekunem duchowym” wnuczka Stanisława.
 Ale 7 lat to spory rozjazd, zatem raczej wspólnie się nie pobawili a gdy "sypnęli się" kolejni synowie Mojżesza (trzech) ktoś zapewne musiał się nimi opiekować i coś czuję, że oczywiście mama, ale i Herman był zaangażowany – ma już lat naście. To sprzyja usamodzielnianiu się i być może chęci ucieczki z takiego stadka. Ale gdzie?
Czy Herman mieszka wciąż „na kupie”?
Niewykluczone,  gdyż w tym czasie tata Mojżesz nabył kamienicę na Owocowej 6. Akurat, dla tak licznej rodziny, co oczywiście nie wyklucza chęci ucieczki i być może kolejny adres Hermana to ta Rzeźnicka 14.
Pokłócił się z ojcem?
Bo wygląda, że nie brał udziału w podziale kamienicy po śmierci Mojżesza. Trudno coś pewnego orzec. Zatem przejdę do zajęcia, które dawało mu utrzymanie – przytoczony wpis i następne podobne wskazują na niezłą posadę urzędnika bankowego. Jest z tym jednak problem – otóż, inne źródła tego nie potwierdzają. A inne źródła są.
To tzw. Szematyzmy, czyli spisy wszystkich urzędników z Lwowa.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Szematyzm_Kr%C3%B3lestwa_Galicji_i_Lodomerii_z_Wielkim_Ksi%C4%99stwem_Krakowskim (https://pl.wikipedia.org/wiki/Szematyzm_Kr%C3%B3lestwa_Galicji_i_Lodomerii_z_Wielkim_Ksi%C4%99stwem_Krakowskim)
 I w żadnym mi dostępnym Herman nie figuruje, a przynajmniej ja nie znalazłem. Bo oto mam w ręku ( czyli na dysku) taką księgę z roku 1888, zatem jak najbardziej pasującą – on ma 36 lat powinien być u szczytu kariery. Spis pracowników tego banku (a sprawdziłem też i inne) daje efekt – nic.
A jest tak szczegółowy, że z nazwiska wymienieni są wszyscy urzędnicy, asystenci a nawet  podano liczbę woźnych. Oczywiście to jeszcze nie jest stuprocentowy dowód – etat w baku mógł być epizodyczny, a tytuł został. Więc tylko stwierdzę – brak źródeł na potwierdzenie kariery urzędniczej. Zatem kim był?
Pani Gajewska też chyba miała wątpliwości, gdyż w wiadomej książce napisała, że Herman był seznalem.
Tak, też zrobiłem głupią minę - seznalem czyli maklerem.  ???
Na jakie źródło powołuje się autorka, nie wiem, być może są nim zwykłe wątpliwości. O seznalu w starej książce napisano tak;
Wedle stosunku prawnego kupca do sprzedawanych przez niego towarów, rozróżniamy h. towarami własnemi (na własny rachunek) i h. komisowy, w którym kupiec załatwia kupno i sprzedaż na cudzy rachunek i otrzymuje za to wynagrodzenie (prowizję): komisjoner załatwia interesy, jakby na własny rachunek; agent działa tylko na zlecenie kupca i ma mu dostarczyć klienta; makler lub senzal ma to samo zadanie, co agent, tylko pracuje dla obydwóch stron.
Wiec to wersja całkiem prawdopodobna, że związek Hermana z Bankiem był raczej luźny a sygnaturka w książce adresowej miała dodawać splendoru. Jakie zatem miał wykształcenie?
W szkicach wyżej napisałem, że dostał je w spadku od ojca to, że ten sfinansował pierworodnemu stosowne szkoły – teraz taki pewny tego nie jestem, choć jakieś na pewno mieć musiał. A kim jest negocyajnt?  – do tego jeszcze wrócę
Zatem wolny zawód, czasem sukces czasem zawód -  Herman lepiej lub gorzej ubija interesy, dorabia się, w końcu stać go na samodzielne mieszkanie a nawet zakup części kamienicy od brata ( w wieku lat 58-miu)
Zatem przejdę do części lepiej udokumentowanej, bo i tak za dużo napisałem bez nijakiego źródła. Ale co tam za źródła – jedynie adresy, adres – bo ten sam prawie do końca – Rzeźnicka 14.
Z lat 1908-13.
A w książce z roku 1916 Herman nagle nam znika! (zostawiając Adolfa)
Czyżby wciągnęła go zawierucha wojenna?
W każdym razie wojnę przeżył mając 76 lat, więc nic dziwnego, że na starość wylądował w mieszkaniu syna Samuela na Brajerowskiej 4. Dzięki temu zachował się w pamięci młodego Stanisława i trafił do „wysokiego zamku”. Wprawdzie w formie skrzyni … nie będę tu przytaczał, to ponad strona i niech każdy zajrzy sobie sam – zaraz na początku w moim wydaniu WL str. 16.
Tylko kilka uwag – pada tam takie stwierdzenie – "w sypialni w której spałem, tak, chyba w niej,  umarli moi dziadkowie." I teraz zrobiło mi się głupio, że nic nie napisałem o żonie Hermana, 3 lata młodszej Sarze Lei Wein lub Bick a możliwe, że oboje umierali na Brajerowskiej.
Wracając do skrzyni – Staś się do niej dobiera i wyciąga stare gazety, sturublówki  i oraz pęczki banknotów tysiącmarkowych z czasów wielkiej inflacji, którymi to rodzice pozwalają mu się bawić bo to makulatura.
Tym tropem zamknę częściowo temat Hermana – kiedy umarł?
Pani Gajewska podaje że w roku urodzin Stanisława, czyli 1921 (79 lat). Rok wcześniej umarła Sara.
Gdyby jednak te banknoty należały do niego, należałoby ten moment przesunąć. Wielka inflacja czyli hiperinflacja wydarzyła się w roku 1923 a zakończyła się znaną reformą Grabskiego w roku następnym.
I to by było na tyle :)
Został jeszcze mały offtopic imieninowo-adolfowy ale to później później.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: lemolog w Lipiec 13, 2019, 12:32:31 am
Liv - wspaniała praca! Dziękuje!

Tym tropem zamknę częściowo temat Hermana – kiedy umarł?
Pani Gajewska podaje że w roku urodzin Stanisława, czyli 1921 (79 lat). Rok wcześniej umarła Sara.

Z Anegdoty XIII:
(https://ic.pics.livejournal.com/lemolog/6833845/75404/75404_600.jpg)
W rocznice - znaczy Sara umarła w 1928 r. Ale to nie bardzo pasuje stwierdzeniu z Wysokiego Zamku: "w sypialni w której spałem, tak, chyba w niej,  umarli moi dziadkowie".
A czy może ta ofiara być w dziesiątą rocznicę (od 1919 r.), chociaż napisane że w rocznicę (od 1928 r.)?
A może po śmierci męża babcia Sara mieszkała już w innym pokoju czy gdzie indziej?
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 13, 2019, 01:10:25 am
Cytuj
Liv - wspaniała praca! Dziękuje!
Wyrazy uznania z twojej klawiatury ho ho...no..bardzo mi miło.  :)

Herman jest niedopracowany i pojawiły się nowe tropy, więc będzie aneks, ale to w przyszłym tygodniu.
Cytuj
W rocznice - znaczy Sara umarła w 1928 r.
Niekoniecznie. Tu w rocznicę oznacza raczej datę mniej więcej dzienną - co rok jest kolejna rocznica.
Ta mogłaby być np. dziesiąta. Oczywiście może być, jak napisałeś, że pierwsza rocznica, ale to mniej prawdopodobne.
Także;
Cytuj
A czy może ta ofiara być w dziesiątą rocznicę (od 1919 r.), chociaż napisane że w rocznicę (od 1928 r.)?
Jak najbardziej przechodzące w prawie na pewno.
Listopad 1919, to już prawie 1920, a więc niemal wszystko pasuje. Choć data dzienna sugeruje, że mogła to być okoliczność bardzo tu ważnego święta zmarłych 1 listopada.
A konkretniej zaduszek
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zaduszki (https://pl.wikipedia.org/wiki/Zaduszki)
Zatem do daty dziennej bym się nie przywiązywał, ale ta dekada to prawie na pewno. Poza tym 7 letni Staszek, zapewne wspomniałby babcię śpiąca z nim w sypialni.  :)
Te 100 obiadów - 10 za każdy rok (?), mijając wszystko -  pożyteczna forma upamiętnienia zmarłej osoby.
Pozdrowienia
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 14, 2019, 04:37:12 pm
"Przyszedłem na świat w tym samym mieszkaniu na Brajerowskiej, w którym mieszkali przedtem moi dziadkowie po mieczu. Zeszli z tego świata, nim się urodziłem, znałem ich tylko z fotografii."
Lem-Fiałkowski "Świat na krawędzi" str. 14.
Ten cytat chyba rozstrzyga sprawę - babcia umarła 1919, a dziadek 1920 lub 21.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 16, 2019, 04:06:39 pm
Herman 2
Przyśnił mi się Herman i powiedział -  no dobra stary, skoro już o mnie piszesz - to pisz, ale mógłbyś się trochę bardziej przyłożyć. Schyłek życia jeszcze ujdzie, ale zlekceważyłeś  całą moją młodość. I nie tłumacz, że nie zostawiłem źródeł.  Rusz głową liv!
Co powiedziawszy  rozpłynął się mgiełką w inny sen .
O co mu chodzi? - myślał liv który najwidoczniej też mi  się śnił, myślał, myślał i…no jasne, no przecież!
Na szczęście po obudzeniu pamiętałem co się wyja-śniło tamtemu livowi – stąd kolejny aneks.
Rzeczywiście, moje gapowe – są źródła do młodości Hermana, może i pośrednie, ale bardzo wymowne – tymi źródłami są hermanowe dzieci (jak to pięknie brzmi) Zatem może wpierw je wymienię, w kolejności przybycia na ten padół. Zrobię to za Panią Gajewską (op. cit. , s. 137) która dotarła do jeszcze lepszych dokumentów niż moje i ta lista jest jak sądzę najpełniejsza.
Oto oni;
•   Józef ur.1862 (rejestracja1863)
•   Chaja ur. 1863
•   Elke Sara ur. 1866 (zm. 67)
•   Frojem (Fryderyk) ur.1869 (rejestracja 1870)
•   Basche ur. 1872
•   Mechcie ur.1877
•   Samuel ur. 1879
•   Anna ur. 1884

Mechcie, Samuel i Anna nie występują w „moich źródłach”, ale jak napisałem Pani Gajewska miała lepsze. Mechcie zapewne żył krótko,  nie ma po nim śladów, a Anna… cóż kobiety są słabiej reprezentowane źródłowo, tym niemniej jest mały „śladzik” w  Wysokim Zamku, jeśli to o niej, o czym  napiszę innym razem.
Wracając do Hermana i co równie ważne do matki jego dzieci, urodzonej w 1845 – jest to Sara Lea (też Sala) Wein. Matka Sary to Fejge Bick (lub Byk). Jak pisze Pani Gajewska, jej nazwisko zmieniono w księdze metrykalnej z mężowskiego Wein, na panieńskie Bick, w moim źródle Sara jest bez nazwiska ojca co mogłoby oznaczać dziecko nieślubne? Rozejście się rodziców?
 Przy okazji może unaocznię jak wygląda taki zapis z All Galicia databaze.
(https://i.imgur.com/Q9UAkic.jpg)
Do rzeczy – co rzuca się w oczy od razu?
Pierwszy syn  Józef pojawia się w czasie gdy Herman miał lat 20, a Sara 18!
Nie ma śladu formalnego związku, zatem gwałtowna namiętność młodości? Czy mogła ona spowodować konflikt w rodzinie i wyrzucenie Hermana z Owocowej? Może uciekł sam? Faktem jest, że jego dziecko urodziło się w innej kamienicy i ten adres rozpocznie peregrynację pary po Lwowie. Niemal każde kolejne dziecko rodzi się gdzie indziej.
Co można wnioskować z faktu, że młody chłopak, pierworodny syn kamienicznika  czy jak kto woli „właściciela realności” błąka się z młodziutką dziewczyną i kolejnymi dziećmi po mieście?
Nie będę snuł domysłów, jeszcze tylko jeden trop; brak śladów tego wykształcenia  urzędniczego o którym pisałem wyżej oraz brak śladu udziału Hermana w dziedziczeniu kamienicy.  Tzn. brak  źródłowych śladów, co zawsze warto mieć na uwadze.
Dodatkowego dramatyzmu dodaje fakt, że drugie dziecko - Chaja urodziła się w tym samym roku (lub następnym, ale blisko) co pierwsze i znów, pod innym adresem, choć w kamienicy tuż obok. Czyli mamy 20-latka z 18-latką i dwójkę ich dzieci – pytanie „jak żyć panie…” nabiera bardzo konkretnego  sensu.
Jakoś żyją, przenoszą się z miejsca na miejsce, Herman zapewne coś  zarabia jako ten pośrednik seznal (a może wcześniej tylko negocjant?). Rodzą się kolejne dzieci w cyklu co 2-3 lata. Przy ich zapisach są symbole nieruchomości w których przyszły na świat, zatem na ich podstawie sporządziłem mapkę wędrówek Hermana i Sary.
(https://i.imgur.com/JGqImM4.jpg)
Opis do mapki;
X (fioletowy?) – kamienica w której narodził się Herman
O (żółte) -  kamienica na Owocowej 6 gdzie mieszka ojciec Hermana z pozostałą częścią rodziny
1 (czerwony) – kamienica w której urodził się Józef
2 (zielone) – kamienica w której urodziła się Chaja (numer obok poprzedniej)
3 (niebieskie) – tu urodziła się Elke (choć ten adres wzbudza nieco wątpliwości, ale uznałem za najbardziej prawdopodobny
4 (pomarańczowe) – tu urodził się Frojem (Fryderyk)
5 (szare) – tu urodziła się Basche
Y (seledynowy) – przedostatnie mieszkanie Hermana  na Rzeźnickiej 14
Z (fioletowe) – ostatnie mieszkanie Hermana (u syna) na Brajerowskiej 4
(coś te kolory chyba mi nie za bardzo wyszły…)

    Brak na mapce miejsc urodzenia ostatnich dzieci;  Mechcie, Samuela i Anny - cóż, brak źródeł.
Być może był to już czas, w którym Herman ustatkował się pod adresem Rzeźnicza 14?  Jest to jednak mało prawdopodobne ponieważ ten adres Hermana – już urzędnika Banku Krajowego pojawia się dopiero w 1908 gdy on ma 66 lat. Przegląd książki adresowej z 1897 też nie wykazuje tam Hermana ani żadnego z młodych Lehmów (jest Mojżesz i dwóch innych nie z tej bajki). Natomiast w świetle tej księgi na Rzeźnickiej mieszka kto inny, co nasuwa się wniosek, że stabilizacja Hermana przyszła dopiero na stare lata.
I kończąc już, jeszcze jedno spostrzeżenie; dzieci Hermana występują w źródłach bez nazwiska - tylko imię oraz ojciec, matka. Tak jest przy Józefie, Chaji i Elke, jednak wpis z następnego roku o zgonie tejże podaje już Elke Lehm;
(https://i.imgur.com/EFeijlD.jpg]https://i.imgur.com/EFeijlD.jpg)
Można by pomyśleć, że  w tym roku rodzice jakoś zalegalizowali związek, gdyż kolejny Frojem jest z nazwiskiem, ale następna Basche znów bez …hmmm?
    Przestawione powyżej strzępy biografii wskazują na życie intensywne, bez stabilizacji majątkowej a co za tym idzie,  lokalowej. Tym niemniej, niezależnie od wcześniejszych zakrętów losu przyszedł moment, że karta się odwróciła. Kiedy?
   Jedyny trop to rok 1900, gdy Herman nabywa od młodszego brata fragment ojcowskiej kamienicy – musi być już wtedy dość zamożny. Wiązałbym to jakoś ze śmiercią ojca - Mojżesza (1895 lub nieco później), czyżby jednak Herman uczestniczył jakoś w spadku?
Trudno orzec, a intuicji nie ma co mnożyć. Być może wystarczy poczekać na nowe źródła?
 Na pewno, to można powiedzieć – dał radę.
Znalazł miejsce na ziemi i zadbał o wykształcenie synów którego to, być może, mu nie zapewniono (wiem, zaprzeczam temu, co sam pisałem na początku)  czym zapoczątkował – zaryzykuję taką tezę , pierwsze pokolenie solidnie wykształconych Lemów – kolejno ; pracownika a z czasem  urzędnika kolejowego, prawnika, lekarza  -  i, jakby to źle dziś nie wyglądało, wydał córki za mąż.
O dzieciach Hermana być może będzie oddzielny odcinek.

Tyle się dało wycisnąć z tego co jest Panie Hermanie, jeśli coś przegapiłem lub za bardzo pokręciłem – przyśnij się znowu.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: maziek w Lipiec 17, 2019, 08:40:57 am
No liv, widzę tu doktorat, jeśli nie habilitację :) .
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 17, 2019, 02:53:38 pm
No liv, widzę tu doktorat, jeśli nie habilitację :) .
Mówisz? Po mojemu góra licencjat. Ale nawet on powinien mieć przypisy, bo co to za praca bez przypisów.  :)
Zatem nadrabiam, niech chociaż jeden, honorowy  :D

Przypis 1.
Wykształcenie Hermana .
Herman nie występuje w spisach absolwentów gimnazjum zatem zapewne takowego nie skończył. Tym bardziej studiów. Ale niewątpliwie jakieś wykształcenie handlowe posiadał. Bodaj jedyna ścieżka dla uczniów szkoły powszechnej, jaka wtedy we Lwowie występowała to Szkoła Realno-Handlowa. Była tam możliwość kursu dwuletniego a także rocznego – pasowałoby;
Jednoroczny kurs (wydział) handlowy 1844-78, równoznaczny z oddziałem technicznym do 1853 r., obsadzony był nawet z zakresu prawa handlowego i wekslowego przez profesorów uniwersyteckich, z biegiem lat tracił na znaczeniu wskutek zastosowania wadliwych kryteriów naboru kandydatów. Z początku do oddziału tego na studentów zwyczajnych przyjmowano absolwentów gimnazjów. Z upływem lat przewagę zaczęli uzyskiwać słuchacze nadzwyczajni, mający zaledwie ukończoną szkołę normalną (podstawową). Profesorowie zmuszeni zostali do obniżenia poziomu wykładów dla większości słuchaczów, o niższym poziomic wiedzy. Na projekt profesorów o dziwo godziło się Ministerstwo Oświaty i Wyznań w Wiedniu zezwalając na przekształcenie oddziału handlowego na dwuletni kurs handlowy od początku  roku szkolnego 1853/54. W programie nauczania, oprócz języka francuskiego i włoskiego, na pierwszym roku uczono: nauki o handlu, stylistyki niemieckie i korespondencji handlowej, arytmetyki handlowej, geografii i historii handlu, kaligrafii. Na drugim roku nauczania prowadzono zajęcia z buchalterii, prawa wekslowego i handlowego z przepisami o cłach i monopolach, oraz naukę towaroznawstwa.
http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Analecta_studia_i_materialy_z_dziejow_nauki/Analecta_studia_i_materialy_z_dziejow_nauki-r2010-t19-n1_2_(36_37)/Analecta_studia_i_materialy_z_dziejow_nauki-r2010-t19-n1_2_(36_37)-s203-272/Analecta_studia_i_materialy_z_dziejow_nauki-r2010-t19-n1_2_(36_37)-s203-272.pdf (http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Analecta_studia_i_materialy_z_dziejow_nauki/Analecta_studia_i_materialy_z_dziejow_nauki-r2010-t19-n1_2_(36_37)/Analecta_studia_i_materialy_z_dziejow_nauki-r2010-t19-n1_2_(36_37)-s203-272/Analecta_studia_i_materialy_z_dziejow_nauki-r2010-t19-n1_2_(36_37)-s203-272.pdf)
O, Mamusiu!!! Jaki śliczny przypis  8)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: maziek w Lipiec 17, 2019, 04:32:02 pm
Ciii, Ty fachowiec to wiesz, reszta się nie zorientuje... Nie no, naprawdę chylę czoła. Wiem, że trochę czasu to zabrało. Co prawda pewna kasta zawodowa ma teraz niczym niezasłużone wakacje i to mimo, że doprowadziła do wielkiej katastrofy w naborze do liceów ;) .
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 18, 2019, 07:39:37 pm
Hersch Herman 3 t=cz – rz + li tajemnica Adolfa.

To już chyba ostatni fragment dotyczący Hermana, a właściwie tylko uwagi o imionach z których może coś wynika, a może nie?
 Herman Lehm którego opisuję, jego imię, występuje w źródłach w różnych wariantach. Urodził się jako Hersch Nossen . W następnych latach konsekwentnie trzyma się pierwszego imienia Hersch,  tak występuje w roku 1900
- https://i.imgur.com/B4T2LYt.jpg (http://i.imgur.com/B4T2LYt.jpg)
 1902
 https://i.imgur.com/fkxzkTD.jpg (https://i.imgur.com/fkxzkTD.jpg)
1908
https://i.imgur.com/Aw3BzYS.jpg (https://i.imgur.com/Aw3BzYS.jpg)
1909
https://i.imgur.com/K2UhuDR.jpg  (https://i.imgur.com/K2UhuDR.jpg)
W roku 1910 pojawia się już jako Herman,
 https://i.imgur.com/xL9uRur.jpg (https://i.imgur.com/xL9uRur.jpg)
 podobnie w 1913.
https://i.imgur.com/7N23SLx.jpg (https://i.imgur.com/7N23SLx.jpg)
Zapisy w księgach adresowych były darmowe i w formie ustalanej przez samych zainteresowanych, zatem nasuwa się pytanie -  czy zmiana wersji hebrajskiej na spolszczoną jest wyrazem trendów asymilacyjnych? Czy może rzecz raczej w stronie praktycznej lub zwykłym przypadku?
Nie będę silił się na odpowiedź, natomiast widzę pewien związek z inną sytuacją, że tak to ujmę – rodzinną.

     Sugerowałem wcześniej, że Herman dość szybko opuścił rodzinną kamienicę a może nawet zerwał kontakty z niektórymi członkami rodziny. Dotyczy to głównie tych „zaginionych braci” którzy poza urodzeniem i byciem współwłaścicielami kamienicy po ojcu nie występują w innych źródłach lub jeszcze nie zostali odkryci (Izraela Szymona i Lejzora).
No dobra, w 1900 pojawia się Szymon - ale Lem, nie Lehm. Ten by?
https://i.imgur.com/ZEwqJ2W.jpg (https://i.imgur.com/ZEwqJ2W.jpg)
    Widać natomiast jakieś relacje Hermana  z najstarszym po nim bratem Benjaminem i najmłodszym Abrahamem. Benjamin, jak już wiemy został „ojcem duchowym”  wnuka Hermana, czyli Stanisława i to cała nasza wiedza w temacie tych relacji. Jeśli zaś chodzi o Abrahama – ta sprawa jest dziwniejsza.
Otóż Herman u schyłku życia z Abrahamem mieszka.
Na tej Rzeźnickiej 14.
Widzimy ich razem, w źródłach,  po raz pierwszy (1900) w sytuacji po śmierci ojca Mojżesza, gdy Abraham obdarowany (?)  częścią kamienicy przy Owocowej 6 sprzedaje swój udział właśnie Hermanowi.
Dlaczego?
Młody, już nie taki młody bo 43, ale wciąż 15 lat młodszy od Hermana, potrzebuje szybkiej gotówki? Czy może Herman chce mieć mieszkanie w kamienicy po ojcu?
Transakcja tym dziwniejsza, że ani w nieco późniejszych książkach nie występuje on jako współwłaściciel (obok Benjamina, Lejzora i Izraela), ani  po zakupie Herman się tam nie przeprowadza (lub na krótko), bo w roku 1902 już obaj mieszkają na Rzeźnickiej 14.
I teraz – czy na pewno obaj?
Jak widać na Rzeźnickiej mieszka w tym  momencie Adolf Lehm -  ma on zawód negocyjnta, zawód pachnący mi podobnie jak ten seznal maklerstwem. Czy możliwe, że doświadczony seznal wdraża młodszego brata do zawodu? Że jakoś mu pomaga?
Oczywiście w tym przypadku Adolf musiałby być tym Abrahamem.
Popatrzmy zatem jak kształtuje się ta para – w roku 1902 mieszka tam Adolf Lehm i Hersch;  w roku 1908 Hersch mieszka z kupcem Abrahamem Lehmem.
W roku następnym - 1909, kupiec  staje się Adolfem, podobnie jest w roku 1910, w którym w końcu Adolf spotyka się z Hermanem  :)   by w roku 1913 znów, być kupcem Abrahamem a ostatecznie w 1916 ponownie Adolfem.
 I cały czas ten Abraham/ Adolf mieszka z Herschem/Hermanem na Rzeźnickiej 14… a, przepraszam,  w 1916 Herman znika z adresu, a Adolf przeprowadza się, vis-a-vis  pod 13-stkę, tam gdzie maziek namierzył odłupany tynk.
https://i.imgur.com/4IIOWsD.jpg (https://i.imgur.com/4IIOWsD.jpg)
Gdzie zniknął Herman?
 Czyżby to efekt dyslokacji ludności z roku 1914?
Gdzie przeczekał wojnę w oczekiwaniu na powrót syna Samuela bo wygląda, że nie w starym mieszkaniu? Może u swych synów, lub córek?
 Co do Abrahama/Adolfa , który też zniknął z zakończeniem wojny, wątpliwości nie mam, że jest to jedna i ta sama osoba – ot, kupiec Abraham staje się kupcem Adolfem. Taka zamiana imion nie jest niczym nowym i być może  Adolf to wręcz spolszczona wersja Abrahama. Jak np. tu
https://sztuka.agraart.pl/autor/licytacje/19/adolf-abraham-behrmann (https://sztuka.agraart.pl/autor/licytacje/19/adolf-abraham-behrmann)
W ten sposób wyjaśnia się przynajmniej część tajemnicy tego przedstawiciela rodziny Lehmów – mojżeszowego benjaminka. Część, bo jak potoczyły się jego dalsze losy – nie wiem. W momencie zniknięcia, gdyż po wojnie źródła go nie widzą, przynajmniej te w Polsce, ma on 59 lat.
     Wracając do Hermana, można założyć, że i jego wojna wyrzuciła z Rzeźnickiej, w książce adresowej 1916 już pod tym adresem nie figuruje, jest tam tylko „nieaktywny” adres syna Samuela. Zatem Herman zapewne mieszka kątem u kogoś z rodziny (syna Fryderyka? – co najpewniejsze, którejś z córek?).
Dopiero po powrocie najmłodszego syna z wojny zamieszkają wspólnie na Brajerowskiej 4. Niewykluczone więc, że życie miotało nim niemal do końca zmuszając do walki o przetrwanie  i podejmowania trudnych decyzji, co jakoś świadczy o jego charakterze opisanym być może celnie,  przez jedno jedyne zdanie,  jakie po nim zostało, przekazane ustami wnuka Stanisława - Fiałkowskiemu, zdanie wypowiedziane przez ojca do studenta Samuela – „Skoro już zacząłeś studia, trzeba je skończyć, potem możesz robić co chcesz.”
Jest to rodzaj deklaracji postawy wobec życia zatem niech w tym miejscu spuentuje jego  niewątpliwie bogate w wydarzenia losy.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 19, 2019, 09:23:59 pm
No liv, widzę tu doktorat, jeśli nie habilitację :) .
Mówisz? Po mojemu góra licencjat.

Dobra, habilitacja może i nie (chociaż jakbyś roz-/obudował...), ale materiał na książkę/broszurę/artykuł/tekst majnsajtowy to tu swobodnie widzę...
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 20, 2019, 11:30:46 pm
Skoro zachęcacie...  :)

   Pora przejść do kolejnego pokolenia Lehmów lwowskich – do dzieci Hermana.
Jak tu ugryźć temat, od czego zacząć? Od najmłodszego? Od najstarszego? Od środka?
Zacznę  od najłatwiejszego – akurat to będzie najmłodszy Samuel, a łatwość polega na tym, że on jest już opisany. Zrobił to w swoich znakomitych Anegdotach Lemolog i ponieważ nie mam nic tu do dodania – odsyłam zainteresowanych do jego wątku, z którego zresztą obficie korzystałem.
https://forum.lem.pl/index.php?topic=1075.0 (https://forum.lem.pl/index.php?topic=1075.0)
I to jest cała moja robota.

Zatem by nie skończyć zanim zacząłem, zastosuję manewr oskrzydlający i podejdę z drugiej flanki , od strony najstarszego. A zatem -  czas na Józefa!

Józef (1862/63 – 1941)

    Skąpość źródeł wymusza fantazyjny wstęp –  oto dziecię Józef zarejestrowane zostało w roku powstania styczniowego.
Za All Galicja Database;

(https://i.imgur.com/BYt7Sfu.jpg)

        No, ale to inny zabór. Galicja, jest akurat wtedy u progu autonomii. Możliwe, że Józef Lehm urodził się rok wcześniej, co wynikałoby z cytowanej przez Panią Gajewską notatki Samuela, że brat Józef umarł w roku 1941 w wieku lat 79. Jak by nie było w szczegółach, dla młodziutkich rodziców musiał to być ambaras  – ojciec 20 a matka 18 lub nawet 17 lat. Pisałem o tym przy okazji  losów Hermana.
       W rodzinie było raczej biednie, nic więc dziwnego, że Józef, wzorem ojca musiał szybko stanąć na własnych nogach. Zapewne skończył szkołę podstawową (ludową) lub cheder 1 , ale raczej na tym koniec... ewentualnie przeszedł jakiś kurs zawodowy w kierunku pracownika kolei – zapewne tej (https://pl.wikipedia.org/wiki/Kolej_galicyjska_im._Karola_Ludwika), która przeżywała właśnie w tym regionie rozkwit.
Czy sam znalazł pracę, czy ktoś go polecił?
Nie wiadomo, w każdym razie moje źródło łapie go dopiero w wieku lat 28-miu, gdy jest drobnym pracownikiem stacyjki miedzy Lwowem a Krakowem (ale bliżej Krakowa) – o tu;
(https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/bc/Bogumi%C5%82owice-lata_30.jpg)

(https://i.imgur.com/4HuUq3Z.jpg)
Szematyzm 1893 6

Czyli opuścił rodzinne gniazdo.
Czy założył rodzinę?
 Nic na to nie wskazuje. Zapewne nie był to szczyt marzeń Józefa i być może w trakcie pracy podniósł swoje kwalifikacje, w każdym razie 8 lat później jest już we Lwowie na wciąż niewysokim etacie adiunkta (https://i.imgur.com/tCT122D.jpg).
Zatem rodzaj awansu, ale skądinąd wiadomo, że płace na kolei nie były zbyt wysokie. Tym niemniej Józef do najuboższych raczej  nie należał, gdyż najbiedniejsi  mieszkali w blokach kolejowych, rodzaju hoteli robotniczych (https://lwow.info/domki-kolejowe/), zaś Józef ma swój adres w książce adresowej – jest to ulica Boczkowskiego 14 (https://i.imgur.com/Aw3BzYS.jpg), tak gdzieś w połowie drogi miedzy Rzeźnicką, gdzie mieszka część rodziny, a dworcem kolejowym.
Analiza dalszych adresów, bo Józef często zmieniał adresy, pokazuje, że kręcił się on  wokół miejsca zamieszkania reszty rodziny, na dość małym obszarze 2.
 
       Taka zmienność miejsca zamieszkania i brak informacji o dzieciach 3 sugeruje, że wciąż jest stanu wolnego. Zmiany lokali chyba idą w parze z kolejnymi awansami – szematyzmy galicyjskie dokumentują je dość dobrze, a zatem w roku 1908 Józef jest już rewidentem (https://i.imgur.com/xZv14Rb.jpg), podobnie w roku 1909 (https://i.imgur.com/XP4Adv1.jpg). Jest w tym czasie typowym urzędnikiem , gdyż jego etat znajduje się w oddziale finansowym – „kontrola dochodów”. Świadczy to zapewne też o szkoleniach, które musiał zaliczyć by zajmować się finansami.
Ta ścieżka awansu doprowadza go wreszcie do etatu starszego rewidenta (nadrewidenta) - rok 1914,
(https://i.imgur.com/ezGcogM.jpg]https://i.imgur.com/ezGcogM.jpg)

 uhonorowanego branżowymi odznaczeniami (to te 3 znaczki za imieniem), coś w rodzaju dzisiejszego "zasłużony dla kolejnictwa" – czyli jest już weteranem 4.   Widać to w szematyźmie z roku 1914. Można z tego wnioskować, że okoliczności wojny  nie wpłynęła  jakoś mocno na jego pracę zawodową. Mieszka w tym czasie, tj. w roku 1916 na ulicy Wolności 10 5,
(https://i.imgur.com/4IIOWsD.jpg)

 mniej więcej w tym samym rejonie co wcześniejsze adresy na ul. Rappaporta czy Bema. Jest więc jednym z opcjonalnych członków rodziny, u których  zamieszkać mogli starsi już rodzice po ewentualnym opuszczeniu ul. Rzeźnickiej.
Nawet by tak pasowało – u pierworodnego.
Niestety w tymże roku 1916 ślady po Józefie się urywają. Po wojnie, w odrodzonej Rzeczypospolitej doświadczeni kolejarze byli bardzo potrzebni, jednak brak mi  stosownych źródeł. Poza tym Józef nie jest już najmłodszy (56) i choć jeszcze kilka lat mógłby pogracować w II RP, jednak wkrótce zapewne przeszedł na  emeryturę. By rozwikłać ten splot trzeba by podjąć  kwerendę w archiwach PKP. Oto trop dla chętnych;
https://genealodzy.pl/PNphpBB2-printview-t-3895-start-195.phtml (https://genealodzy.pl/PNphpBB2-printview-t-3895-start-195.phtml)

I to już niemal koniec tego, co udało mi się znaleźć o najstarszym synu Hermana.
 Chyba był odludkiem. Nie ma śladów by utrzymywał częste kontakty z resztą rodziny, choć bliskość adresów wskazuje, że mogli się widywać. Nikt go nie wspomina, a "Wysokim Zamku" śladów brak – no, chyba że to o nim ten passus dotyczący właściciela specyficznej  laski - „jakaś osoba niewymownie stara i ledwo się ruszająca, która przychodziła czasem, używała jeszcze innej laski, o gałce z kości słoniowej. Jednakże z bliska nie widziałem jej nigdy, bo się przed owym przybyszem chowałem; wydawał przerażające sapanie. Nie wiedziałem,  że wcale nie próbuje mnie w ten sposób przerazić. Miał to być podobno też jakiś wujek, zdaje się, że prawujek, ale w moim przekonaniu zupełnie nie wyglądał na wujka." (WZ, s.12). Narzuciło się proste skojarzenie od sapania człowieka do  sapania parowozu (ale czy obiekty z pracy mogą wpływać aż tak na człowieka? - Kozielecki wie...  ;)  ), ale po namyśle  –  raczej nie on;  mam innego, lepszego kandydata do tego opisu.

Zatem jedyne co o nim powiedziano to ponownie, słowa Samuela w powojennej relacji przywołanej przez Panią Gajewską – „według relacji Samuela Lehma, jego brat Józef zmarł we Lwowie w roku 1941 w wieku 79 lat śmiercią naturalną” (ZiG, s. 139)
I tym cytatem kończę.
 ... ......... ............... ................. ...................... ...........................................
przypisy, a co!  ;D

1.  Dla zainteresowanych szkolnictwem galicyjskim, bo ja już nie miałem sił na wgryzanie,  takie linki;
https://wns.ug.edu.pl/sites/default/files/postepowania_naukowe/69019/autoreferat/autoreferat.pdf (https://wns.ug.edu.pl/sites/default/files/postepowania_naukowe/69019/autoreferat/autoreferat.pdf)
i jego książka, która zapewne wyjaśnia wszystkie możliwości  :)
http://akademicka.pl/index.php?detale=1&a=2&id=35845 (http://akademicka.pl/index.php?detale=1&a=2&id=35845)

2. Dla ciekawych ważna strona, która bardzo ułatwiła mi pracę. A może wręcz umożliwiła. Wystarczy wpisać nazwę ulicy
http://www.lvivcenter.org/pl/streets/ (http://www.lvivcenter.org/pl/streets/)

3. Wydźwięk tego sądu muszę osłabić wątpliwością. Otóż w trakcie przeglądania dokumentów pojawiają się czasem wyniki, które trudno dokładnie przypisać badanym sprawom. Jednym z takich jest osoba Mojżesza Lehma w wykazie uczniów VII Gimnazjum z roku szkolnego 1911-12. Sporo wskazuje, że jest to syn któregoś z "naszych Lehmów", przede wszystkim tradycyjnie imię po dziadku. Właściwie w grę wchodzi tylko Józef lub Fryderyk. Pani Gajewska w swej książce wspomina, że Fryderyk miał syna, ale Edwarda. Poza tym nie zgadzałby się rok urodzenia. Mojżesz o którym wspominam urodził się ok. 1896. Edward Fryderyka w 1903 (ZiD s.137). Zatem albo jest to inny syn Fryderyka, albo jednak syn Józefa! Albo...
 Hmm...? Ten Mojżesz - zdolniacha jak widać (https://i.imgur.com/POFSTKZ.jpg)  :)

4. Nazwy odznaczeń (https://i.imgur.com/0pnM84i.jpg) sugerują jednak jakiś zmilitaryzowany udział w przygotowaniach do wojny, lub nawet jej początkach – medal jubileuszowy pamiątkowy dla wojskowych i żandarmerii, nie każdy go miał. Pozostałe odznaczenia Józefa to; medal jubileuszowy pamiątkowy dla funkcjonariuszy cywilnych i krzyż jubileuszowy.

5. Czyli prawie dokładnie między Górą Stracenia, a cmentarzem żydowskim i jeśli domieszkał tam roku 1918, mógł się znaleźć w centrum ostrej walki; https://pl.wikipedia.org/wiki/G%C3%B3ra_Stracenia (https://pl.wikipedia.org/wiki/G%C3%B3ra_Stracenia)

6. Dokładniejsze badanie wykazało, że Józef trafił do Bogumiłowic dwa lata wcześniej w 1890 jako aspirant administracyjny I klasy. I to jest chyba początek jego pracy na kolei przynajmniej w rejestrowalnej urzędowo formie, bo w wcześniejszych spisach nie figuruje. W 1896 awansował do większego Tarnowa już jako asystent, a kolejne kilka lat później, jak pisałem, przeniósł się do Lwowa ( szematyzmy 1890, 1896 i dalsze)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: lemolog w Lipiec 22, 2019, 01:12:28 am
Liv, a czy twoje źródła mogą doprowadzić to cioci Stanisława Lema, o której krótka informacja niżej?

Lem S., U cioci. – Dziennik Zachodni (Katowice), 1961, nr 1, s.3.
Wypowiedź w ankiecie o cioci ze Śląska, życzenia świateczne:

"1) Mam ciotkę w Butomiu. Obraziłaby się, gdybym gdziekolwiek na Śląsku spędzał święta, a nie u niej.
2) Cioci głównej wygranej w 'Karolince'. Od niej – życzenia, by spełniły się me marzenia o podróży dookoła świata. Nie, nie sputnikiem, lecz skromnym przyziemnym środkiem lokomocji."

Ciocia... To może być siostra ojca czy matki. Czy nawet żona brata ojca czy matki...
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Lipiec 22, 2019, 01:38:14 pm
Jak tylko pomyślałam, że wszystko ogarniam  to liv - oczywiście z czystej złośliwości - umieszczał kolejne rozważania i znowu wszystkie owocówki mieszały mi się z rzeźnikami, a te z maklerami oraz kolejarzami...
W każdem również chylę co cza - za tę fantazyjna robotę:)
Ale! postanowiłam - jak to kobita - posprzątać. Na własny użytek - żeby odnaleźć się w gąszczu ulic, imion, dat, mylnych tropów itp.
Może podzielę się tym spisem -  mam nadzieję, że bez większych błędów (może zrobić coś takiego na początku wątku? dla express orientu?):

1) Berel Berl Lem (1770-1846) + Reisel (2 dzieci - jedno zmarło) - druga żona B.B. Lema

[pierwsza żona B.B. Lema -  Hinda (4 dzieci - trójka zmarła) - zmarła w 1811]

2) = Mojżesz Lem Lehm (1818-1895) z ul. Owocowej 6

*dzieci Mojżesza mieszkające/dziedziczące realności z ul. Owocowej 6:
- Salomon ur. 1845; zm.46
- Berl ur.1847, zm. po 6 miesiącach 1848
- Binem ur. 1849
- Izrael Szymon ur. 1852
- Lejzor ur. 1854
- Abraham ur. 1857
3) * dziecko Mojżesza meldujące się na ul. Rzeźniczej 4 - dziadek Stanisława Lema:
- Herman Hersch Nussen (1842-1921) + Sara Lea Wein (zm.1920/1921)
=
- Józef (1861/62 - 1941)
-  Chaja ur. 1863
- Elke Sara ur. 1866 (zm. 67)
-  Frojem (Fryderyk) ur.1869 (rejestracja 1870)
- Basche ur. 1872
- Mechcie ur.1877
-  Samuel ur. 1879
-  Anna ur. 1884

4) Samuel (1879 - 1954) + Sabina Woller (1892–1979)
 https://forum.lem.pl/index.php?topic=1075.0 (https://forum.lem.pl/index.php?topic=1075.0)
z rodzicami zamieszkuje na ul. Brajerowskiej 4
= Stanisław Lem

Tak by to? :-\

Lem S., U cioci. – Dziennik Zachodni (Katowice), 1961, nr 1, s.3.
Wypowiedź w ankiecie o cioci ze Śląska, życzenia świateczne:

"1) Mam ciotkę w Butomiu. Obraziłaby się, gdybym gdziekolwiek na Śląsku spędzał święta, a nie u niej.
2) Cioci głównej wygranej w 'Karolince'. Od niej – życzenia, by spełniły się me marzenia o podróży dookoła świata. Nie, nie sputnikiem, lecz skromnym przyziemnym środkiem lokomocji."

Ciocia... To może być siostra ojca czy matki. Czy nawet żona brata ojca czy matki...
Najpewniej chodzi o śląskie miasto Bytom (nie Butom).
Co do cioci - ona raczej nie z linii Lemów:
Po śmierci teścia Lema, zaistniała konieczność sprowadzenia jego żyjącej samotnie żony z Bytomia do Krakowa. By umożliwić jej legalny pobyt w mieście zgodnie z procedurami meldunkowymi, Lemowie zapisali się do spółdzielni mieszkaniowej i w rezultacie przeprowadzili się razem z teściową Lema w 1958 do jednorodzinnego domu w Klinach Borkowskich, części Krakowa w tych czasach dopiero rozbudowywanej.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Lem (https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Lem)

Czyli teście Lema mieszkali w Bytomiu - więc pewnie to ciocia ze strony rodziny pani Barbary. Siostra teścia? Teściowej?
Przypis kieruje do Awantur... str. 33-35, ale nie mam ich pod ręką - dopiero wieczorem. Może ktoś sprawdzi czy coś tam jest o Bytomiu:)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 22, 2019, 04:11:27 pm
Cytuj
Jak tylko pomyślałam, że wszystko ogarniam  to liv - oczywiście z czystej złośliwości -
Ola !!!  ;D
Ale jeszcze sprawdzę, czy dobrze mnie pozamiatałaś, bo teraz nie mam czasu.
Cytuj
Co do cioci - ona raczej nie z linii Lemów:
A już miałem trzy koncepcje, dwie hipotezy i jedną nawet trzymającą się kupy teorię. I poszyły...w siną dal..
Ale wygląda, że masz rację.
Chodzi o mamę Barbary Leśniak.
Czyli ciocia to młoda babcia Tomasza by? Ale Bytom tam jak Bick.
Cytuj
Przypis kieruje do Awantur... str. 33-35, ale nie mam ich pod ręką - dopiero wieczorem. Może ktoś sprawdzi czy coś tam jest o Bytomiu:)
Awantury potwierdzają napisane.
Trzeba by wejść w genealogię rodziny Leśniaków, bo nawet imion skąpią.
I myślałem, że sprawa beznadziejna, ale... powstrzymam się od komentarza.
Ważny artykuł;
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,127763,22239021,oblok-dla-barbary.html?disableRedirects=true (http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,127763,22239021,oblok-dla-barbary.html?disableRedirects=true)
Tropem - PGR, Lanckorońcy, majątek na kresach, ale który (?) Rozdół, Jagielnica... Jagielnica okazała się dobrym śladem - pomógł przypadek;
Bardzo ważny artykuł, zaskakujący (mnie) . Oto sama końcówka
Znaczna część artykułu, dotycząca lat 1928-1945 opracowana na podstawie wspomnień Jadwigi Zych i Barbary Lem, córek inż. Władysława Leśniaka.

A tu całość
http://gazeta.myslenice.pl/kawecinski-dwor-i-jego-mieszkancy (http://gazeta.myslenice.pl/kawecinski-dwor-i-jego-mieszkancy)


Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Lipiec 22, 2019, 04:32:10 pm
Cytuj
Jak tylko pomyślałam, że wszystko ogarniam  to liv - oczywiście z czystej złośliwości -
Ola !!!  ;D
Ale jeszcze sprawdzę, czy dobrze mnie pozamiatałaś, bo teraz nie mam czasu.
No co...
Sprawdź - pewnie - czy coś się w mopie nie zaplątało...
Cytuj
Chodzi o mamę Barbary Leśniak.
Czyli ciocia to młoda babcia by? Ale Bytom tam jak Bick.
Chyba teściowej Lem nie nazywałby ciocią...raczej chodzi o jej siostrę? Albo siostrę teścia.
Widocznie ktoś został na Śląsku.
Nawiasem - w Bytomiu były jedne z ładniejszych śląskich realności. Teraz się rozpadają w straszliwym tempie.
https://www.youtube.com/watch?v=s7Rc5q2j01U (https://www.youtube.com/watch?v=s7Rc5q2j01U)
Cytuj
Bardzo ważny artykuł, zaskakujący (mnie) . Oto sama końcówka
Zaskakujący.
Uciekaliby na Śląsk? Może mieli tutaj rodzinę?
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 23, 2019, 01:30:27 am
Cytuj
Liv, a czy twoje źródła mogą doprowadzić to cioci Stanisława Lema, o której krótka informacja niżej?
(.....)Ciocia... To może być siostra ojca czy matki. Czy nawet żona brata ojca czy matki...
@lemolog
Gdy piszę moje źródła, to nie mam na myśli jakiejś konkretnej bazy "tylko u mnie". Wszystkie są z internetu i tam też są dostępne. Natomiast gdy widzę rozjazd wyczytanego np. w książce z tym co widzę w tych z neckich, wtedy mówię,"moje źródła", że tam  inaczej.
 Po prawdzie to pracuję głównie tylko na dwóch rodzajach źródeł; szematyzmach i książkach adresowych, co jest sporym ograniczeniem. Także, na Twoje pytanie one raczej nie odpowiedzą - no, ale staraliśmy się z Olą jak możemy.
I może jeszcze coś da się wycisnąć.  :D
Kłopot też w tym, że u nas słowo ciotka jest bardzo pojemne, nie musi oznaczać zaraz kogoś z rodziny. Używa się go, by dzieci oswoić z jakąś kobietą bliską rodzinie...starszą, np. piastunką.
 Czasem wszystkie kobiety z kręgu znajomych to dla dziecka "ciocie".
 Marginesem, Stanisław miał nianię-piastunkę i wobec niej też mógł "ciociować"..
     Literalnie, to jest tak jak napisałeś Niby są wujenki, stryjenki - ale dla większości to ciocie i już!
Stąd koncepcja Oli, że chodzi o kogoś z rodziny Leśniaków jest prawdopodobna.
W mojej teoryjce - jedyna osoba z rodziny Lehmów, która mogłaby być "tą ciocią" - to ta, jak to Stanisław określił "moja najmłodsza ciocia", pozostałe wyklucza wiek, lub wiedza, że zginęły wcześniej... czyli Anna.
       Pomijając meritum, szukanie kobiet w urzędowych źródłach to męka - ich praktycznie nie ma, są dodatkiem do mężczyzn. Paradoksalnie w szematyzmach i kalendarzach łatwiej znaleźć kobiety niezamożne - pełno tam adresów i nazwisk praczek, szwaczek, akuszerek, krawcowych etc. Awans do warstwy wyższej - bycie niepracującą żoną u boku męża skutecznie eliminował z takich spisów.
O, nawet w twojej anegdocie - córka Fischlera z nekrologu, nie ma imienia - jest żoną Wolnera i tyle. Z powodu tej trudności nie wiem czy da się coś wycisnąć, a miałem ochotę napisać jeszcze o Chaje, Basche/Bercie i Annie. Za to o Fryderyku - pełno.
 Zobaczymy.  :)
@Ola
Cytuj
Sprawdź - pewnie - czy coś się w mopie nie zaplątało...
Coś tam w pierwszym pokoleniu niehalo - jakbyś Hinde dała dodatkowe dziecko, biedaczce - nie dość że nie wiadomo czy ona sama córka, czy żona tego Berela protoplasty
(https://i.imgur.com/s9utFHL.jpg)
Reszta ok.
Tym niemniej wyprodukowałem coś w rodzaju drzewka - roboczego, bo zapewne coś tam jeszcze się zmieni. Ładniejsze drzewko wystrugamy finalnie - kiedy wątek będzie się kończył, hę?  8)
(https://i.imgur.com/cqO0B06.jpg)
Cytuj
Zaskakujący.
Uciekaliby na Śląsk? Może mieli tutaj rodzinę?
Akurat to mnie nie zaskoczyło, dużo kresowiaków uciekło na Śląsk - to już były tzw. ziemie odzyskane, ten Bytom, tak?
Cytuj
Chyba teściowej Lem nie nazywałby ciocią...raczej chodzi o jej siostrę? Albo siostrę teścia.
Widocznie ktoś został na Śląsku.
Tekst podany przez lemologa wskazuje na spory stopień zażyłości z tą ciocią...hmm.  :-\
To zastosujmy metodę tej tam..konie..politury...
W okresie narzeczeństwa młodzi na kolejne święta obdzielali sobą rodziny, sprawiedliwie.
Raz w Krakowie, raz na Śląsku.
Tak robiło się też później, a może i do teraz.
Czyli raz na rok, dwa (zależy jak z Wielkanocą) Stanisław był  na Boże Narodzenie u rodziny Heleny i Władysława Leśniaków w Bytomiu. W trakcie tych familijnych spotkań na które zapewne schodziła cała tamtejsza rodzina przypadli sobie do gustu; on, i jedna z cioć tamtejszych? On jej może nawet bardziej.
Jakoś tak?
Po śmierci Władysława, Helenę sprowadzono do Krakowa, a bytomska ciocia została i była tam najważniejsza - skoro koniecznie u niej? Ta więź mnie zaciekawia, bo Stanisław nigdzie o niej, poza rzeczoną notatką, nie wspomina. Chyba?
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Lipiec 23, 2019, 04:16:07 pm
Cytuj
Coś tam w pierwszym pokoleniu niehalo - jakbyś Hinde dała dodatkowe dziecko, biedaczce - nie dość że nie wiadomo czy ona sama córka, czy żona tego Berela protoplasty
Za Tobą:
Wiadomo o nim tyle, że miał dwie żony Hinde i Reisel. Pierwsza umarła w 1811 urodziwszy czwórkę dzieci (z wyjątkiem jednego, żyły krotko), z drugą zaś miał dwójkę – jedno wkrótce zmarło, zaś drugie – syn, to osoba  kluczowa dla tej historii - Mojżesz Lem (Lehm).
Chyba, że przegapiłam weryfikację:)
Ale wg Twojego rekordu to niezła zabawa - córka albo żona...w każdem drzewko pasowne:)
Cytuj
Akurat to mnie nie zaskoczyło, dużo kresowiaków uciekło na Śląsk - to już były tzw. ziemie odzyskane, ten Bytom, tak?
Racja, Niemców wywożono, kresowiaków przywożono.
Cytuj
Po śmierci Władysława, Helenę sprowadzono do Krakowa, a bytomska ciocia została i była tam najważniejsza - skoro koniecznie u niej? Ta więź mnie zaciekawia, bo Stanisław nigdzie o niej, poza rzeczoną notatką, nie wspomina. Chyba?
Na to wygląda. Nie wiem czy wspominał gdzieś, bo nigdy pod tym kątem nie czytałam Lema - tzn. średnio mnie interesowały jego sprawy rodzinne - jako jego, prywatne i tyle.
Ale akurat wątek bytomskiej cioci ciekawy, bo to znaczy, że Lem gdzieś tu bywał, tuż obok:)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 23, 2019, 09:44:21 pm
Cytuj
Za Tobą:

Czyli moje gapowe, chyba Nesel dwa razy policzyłem.
Zatem sprzątanie okazało się skuteczne i pożyteczne!  :)
Cytuj
Ale akurat wątek bytomskiej cioci ciekawy, bo to znaczy, że Lem gdzieś tu bywał, tuż obok:)
Ano - tylko adres zdobyć, pielgrzymki zacząć. I kamienice przy okazji podszykować... bo rzeczywiście śliczne są.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 25, 2019, 06:51:32 pm
Ciotki.
Siostry Samuela – to temat trudny. Ot, są kobietami, co wprowadziło istotne ograniczenia źródłowe o czym pisałem wyżej w korespondencji z lemologiem. Krótko mówiąc – niemal  nie występują w dostępnych mi źródłach. Ewentualnie występują pod innym nazwiskiem, co na jedno wychodzi, jeśli ono nieznane. 
    Zatem  trzeba szukać informacji w tych strzępach rozmów Stanisława Lema z Beresiem i Fiałkowskim, we wspomnieniach syna Tomasza i przede wszystkim, w Wysokim Zamku. Sam nie wiem co z tego wyjdzie pisząc ten wstęp – zobaczmy.
Tym niemniej, mimo mizerii faktograficznej chciałbym nim podkreślić, że ród Lehmów nie składał się z samych mężczyzn.

Prezentacja postaci
•   Chaja, urodzona tuż po pierworodnym Józefie 1863 (rejestracja 1864, taki układ z reguły sugeruje     urodzenie pod koniec roku)
•   Elke, urodzona 1866, w roku następnym zmarła.
•   Basche/Berta, urodzona w 1871 (rejestracja 1872)
•   Mechcie, urodzona 1877
•   Anna,  urodzona 1884

       Pierwsze, co rzuca się w oczy, to dysproporcja wiekowa. Chaja (https://i.imgur.com/uqP2JGV.jpg) mogłaby być mamą Anny - 20 lat różnicy, toż to inne pokolenie. Kolejna siostra (gdyż Elke (https://i.imgur.com/hullLN0.jpg)zmarła będąc dzieckiem) Berta (https://i.imgur.com/HFQGQW6.jpg) jest młodsza o lat 8. To też niemało, co wie każdy, kto miał rodzeństwo w takiej rozpiętości.  Zmierzam do tego, że w opisanej sytuacji trudniej złapać kontakt  emocjonalny i mimo formalnych więzów może być on słabszy a w związku z tym widziałbym dwie grupy rodzeństwa;  starszą (Józef, Chaja) i młodszą (Samuel Anna).
Berta byłaby gdzieś pośrodku.
    Po co to wszystko? Po części z bezradności. Pisząc wprost -cokolwiek napisać mogę tylko o Bercie i Annie. Pod warunkiem, że uda się rozróżnić Annę od Chaje, gdyż źródła pochodzą głównie ze wspomnień Stanisława Lema. Nazywa je ciotkami Hanią i Bertą, oraz jedną bezimienną – „najmłodszą ciotką”.
 Mogłyby to być kolejno, Chaje, Berta i Anna.
 Jednak ta dysproporcja wiekowa sugeruje mi, że Hania Hanna, to najmłodsza Anna, które to imiona są w gruncie rzeczy pokrewne (Channah – obdarzona łaską).
Pasuje to do założenia, które przyjąłem, że rodzina Samuela kontaktowała się intensywniej z młodszą częścią, która stanowiła najbliższy krąg.  Józef i Chaje – o 20 lat starsi, byli raczej w tym dalszym.
A co z Mechcie? Nie wiem, brak jakichkolwiek odniesień do niej sugeruje, że młodo umarła lub zerwała z rodzinnym kręgiem.
 Zatem zostały mi Bascha/ Berta i Anna - o nich być może uda się coś napisać.  Nie będą to sprawy nowe.
    Berta starsza o 8 lat siostra Samuela. Urodziła się w 1871 a 25 lat później wzięła ślub ze starszym o 10 lat Izakiem (Ignacym) Mendlem Hescheles (ZiG, przypis, s. 137). Zamieszkali  na ulicy Jagiellońskiej i z ich domem wiąże się szereg wspomnień Stanisława zawartych w Wysokim Zamku, nazwę je skrótowo -   „atak indyka na Stanisława” i „atak Stanisława na marcepanowe owoce”. 
Zainteresowanych odsyłam do źródła, czyli Wysokiego Zamku. Z  opisu w wzmiankowanej książce oraz wspomnień zapisanych przez Tomasza Fiałkowskiego wyłania się mieszkanie dość zamożne i raczej opuszczone przez dzieci Berty, które wtedy były już dorosłe – te dzieci to najstarszy syn Henryk (https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Hescheles) (ur.1886) znany wtedy lwowski dziennikarz, córka Maria (https://www.geni.com/people/Maria/6000000040522666414) (ur.1898) i Marian Hemar (https://pl.wikipedia.org/wiki/Marian_Hemar) (ur. 1901) najsłynniejszy z rodzeństwa.
Basche/Berta zastała zamordowana przez Niemców w  roku 1941 w ramach akcji eliminowania ludzi starszych (Gajewska, ZiG; Hemar „Ja kabareciarz – od Lwowa do Londynu”). Podobny los spotkał syna Henryka który wrócił z Rumunii do Lwowa by ratować rodzinę. Marian przeżył wojnę uchodząc  przez Rumunię do polskiego wojska i wałcząc na różnych frontach Bliskiego Wschodu.
 Losy  Marii są, cóż, nieznane.

O ile Berta została jako tako opisana w różnych wspominkowych źródłach to najmłodsza siostra Samuela -  Anna, jest zagadką. Gdyby jednak założenie, że to ona jest ciocią Hanią z WZ było słuszne, można spróbować coś napisać.
     Miała męża zwanego przez Stanisława „Mundkiem” i w końcu lat 20-stych mieszkała na ulicy Wolności (próba znalezienia Mundka, Rajmunda, Edmunda na tej ulicy w Księdze Adresowej 1935 zakończyła sie fiaskiem).  Tym niemniej wpadał on do domu na Brajerowskiej by bawić się z pomocą anteny  świeżo zakupionym przez Samuela radioodbiornikiem ("wuj notował zdaje się osiągnięcia wyjątkowe, w rodzaju złapania Mediolanu czy Berlina").
Czy ten opis pasuje do nauczyciela?
Bo z innych wspomnień, udzielonych Tomaszowi Fiałkowskiemu wiadomo że „Moja najmłodsza ciotka wyszła za nauczyciela gimnazjalnego. Żeby dorobić, co roku wynajmowała w Skolem albo w Worochcie (Beskidy Skolskie i  Huculszczyzna - dopisek mój) dom na cały okres wakacji i prowadziła w nim pensjonat dla młodzieży. Jeździłem tam i ja; rodzice byli radzi, że znajdowałem sie pod opieką. Opieka polegała głównie na tym, że dostawałem podwójną leguminę, poza tym nikt się mną nie interesował”
(Tomasz Fiałkowski , Śnk, s. 8 )
Do Skola Stanisław wyjeżdżał już od młodych lat (4 lata) ale z matką, czyli w połowie lat 20-stych, stamtąd wszak wysłał pierwszy list do ojca donosząc o ważkiej sprawie z kategorii "fizjologia". Wtedy ich gospodarzem był niejaki "doktor". Mógłby to być to ten "profesor gimnazjalny", czyli mąż naszej bohaterki?
Raczej nie - w Skolem mieszkało wtedy sporo doktorów zarówno medycyny, jak i prawa - choćby adwokatów. Równie dobrze mógł to więc być zaprzyjaźniony prawnik Fryderyka lub lekarz Samuela, który użyczał  Lehmom kwatery. W każdym razie Skole wygląda na jakąś bardziej stałą "metę" Lehmów w górach.
  Późniejsze,  już samodzielne wyjazdy to zapewne wczesne lata 30-ste. I gdyby to była Anna, byłaby właśnie przed pi...po 40-stce. Podkreślam wiek, bo w gruncie rzeczy to mój jedyny argument że nie jest to Chaje.
Z opisu wyłania się kobieta zaradna, przedsiębiorcza i nie mająca oporu przed opuszczaniem rodzinnego miasta, co jakoś stoi w odwrotności do innych członków rodziny. 
Co się z nią stało później – nie wiem. Brak nazwiska „Mundka” w praktyce uniemożliwia dalsze poszukiwania, a nawet potwierdzenie już postawionych hipotez. 
Być może jednak „najmłodsza ciotka” i ciocia Hania to dwie różne osoby? O ile opis najmłodszej jako Anny jest wielce prawdopodobny, to w tym wariancie tożsamość „cioci Hani” z ulicy Wolność jest nieznana.
Mogę tylko dodać, że na tej właśnie ulicy w 1916 urwał się ślad najstarszego z rodzeństwa Józefa. 
Skoro i tak popełniłem nadmiar hipotez to dorzucę jeszcze jedną - nie wykluczam mianowicie, że pojawiający się w „WZ” kuzyni młodziutkiego Stanisława Lema – dwa lata starszy  Mietek  i Stefan, to synowie „najmłodszej ciotki” czyli Anny.
Na to wskazuje kalendarz  i drzewo genealogiczne zamieszczone powyżej.
Jeśli przeżyła wojnę, a domysł o dzieciach jest słuszny, byli wtedy w Warszawie, miałaby 61 lat.
Czy to dobry moment by ruszyć na przykład na Śląsk?
Cóż. To tyle,  niestety na razie w większości domysłów, czego mam bolesną świadomość.

..............................................

Ależ ślepy jestem - szukam  po skrajach a tu pod nosem jest linka, zresztą już wcześniej użyta.
Rok 1935
(https://i.imgur.com/jozbuCT.jpg)
Anna Lehm urzędnik prywatny. Chyba ta "najmłodsza ciotka". Co to zmienia? Sporo. Zwłaszcza nazwisko panieńskie hmmm. ???...zdeprymowało.  Miał być mąż!  :D
Jest też Mojżesz profesor, ten uchwycony w 1912 gimnazjalistą? Domniemany syn Józefa? Tak szybko bo się wykształcił? Bo Lejser, to chyba nie ten Lejzor...tyle lat? No, ale skoro Benjamin mógł, to może i Lejzor?
Za dużo pytań - idę spać.  ;)
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 30, 2019, 12:51:20 am
Frojem czyli Fryderyk Lehm (ur. 1869/rej. 1870 (https://i.imgur.com/W7ZceUV.jpg) – 1942)
Ulubiony wujek (jeden z dwóch). No i karciarz!
Gdyby nie tragiczna śmierć można by rzec „król życia”. Drugi syn Hermana, 9 lat młodszy od pierworodnego Józefa. Jeden z ulubionych wujków Stanisława z Wysokiego Zamku.
Chyba trafił z urodzeniem w lepszy dla ojca finansowo czas, gdyż jest bodaj pierwszym dzieckiem w którego edukację zainwestowano więcej. Zapewne też dobrze się uczył. W każdym razie został absolwentem IV gimnazjum lwowskiego w roku 1888;
(https://i.imgur.com/zGhZiKt.jpg)
(później Gimnazjum im. Jana Długosza, te same które 11 lat później ukończył młodszy Samuel).

Ukończenie gimnazjum, w tamtej epoce, samo w sobie było dowodem solidnego wykształcenia, ale Froim był ambitny - poszedł na studia prawnicze, zapewne na Uniwersytet Lwowski  i ostatecznie został doktorem prawa – adwokatem. Dawało mu to pozycję w elicie ówczesnych lwowian, zwłaszcza, że uzyskał tytuł doktorski.
Po raz pierwszy Szematyzm odnotowuje doktora Froima Lehm  w roku 1907 – jako adwokata w obrębie „lwowskiego c.k.  sądu krajowego”.
(https://i.imgur.com/VleRI5o.jpg)

W roku następnym Froim, już jako Fryderyk figuruje w księdze adresowej pod adresem Bernsteina 7.
Ten adres będzie przy nim aż do wojny. Skądinąd wiadomo, ze Fryderyk miał też drugie mieszkanie na ulicy Kościuszki, zatem był chyba najzamożniejszy z rodziny. Wiele wskazuje, że na Bernsteina 7 miał gabinet (kancelarię), ale taki, gdzie można też mieszkać, natomiast główne mieszkanie było na Kościuszki 2, to te które opisał Stanisław Lem w Wysokim Zamku.
Po co mu dwa mieszkania?
Pewnie dla wygody ale też zdaje się, Fryderyk prowadził bujne życie towarzyskie.
 U progu XX wieku przekracza 30-stkę  i obok zgłębiania wiedzy prawniczej de jure, zgłębia wiedzę życiową de facto. Zaowocuje to pojawieniem się syna Edwarda. Jeszcze przed skończeniem doktoratu, który jak wynika z pewnego zapisu obronił (a wtedy się broniło?) w 1906.
 W każdym razie syn urodził się 3 lata wcześniej, jak podaje Pani Gajewska w  ZiG - w roku 1903. Zatem tata miał w tym momencie 34 lata. A mama?
Stanisław Lem wspomina w WZ o drugiej żonie wujka Fryca – Niuni -  zatem powinna być i pierwsza, ale czy żona? Tak może powiedziano dziecku, gdyż z  notatki przytoczonej przez Panią Gajewską owa mama to Sara Jetti Bohrer/Altman. 
Jak było tak było, w każdym razie syn otrzymał nazwisko Lehm i takim uchwyciło go jedno ze źródeł –  absolwentem VIII klasy VII Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki we Lwowie w roku szkolnym 1920/21.
(https://i.imgur.com/wsSWZgg.jpg)

 Niestety wchodzący w dorosłość 18-, może 19 letni Edward skutecznie umknął źródłom późniejszym (co prawda przy niezbyt solidnym ich przetrząsaniu, więc niekoniecznie jest to ostatnie słowo  :) ).
Edward jest pierwszym z dwóch „facetów” w rodzinie Fryderyka, choć jak się uprzeć to trzech, gdyż syn brata, niejaki Stanisław również był obdarzany sporym uważaniem.

Tymczasem panoramiczny obraz sytuacji u progu Wielkiej Wojny wygląda sielankowo.
Fryderyk jest jeszcze młodym, zapewne zdolnym adwokatem, ustabilizowanym finansowo i lokalowo, z dorastającym synem i szansą na dobra karierę w C.K Austro-Węgrzech.
Jednak nadchodzi feralny rok 1914. Skuteczna ofensywa rosyjska na Galicję wzbudziła we Lwowie panikę. Kto może stara się ewakuować, gdyż wieść o wojskach rosyjskich na rogatkach miasta sieje grozę.
 Fragmenty pamiętników;

Ranek dnia 31 sierpnia 1914 we Lwowie przyniósł nam  niespodziankę. Już o szóstej rano wszystkie strażnice i posterunki policyjne opróżniono, w niedalekiem sąsiedztwie naszem  przy ul. Chmielowskiego usunięto herb z budynku, w którym mieścił się konsulat niemiecki. Ulice dziwnie ciche, mimo silnego ruchu przechodniów, zupełny brak nie tylko automobili, ale i wszelkiego rodzaju powozów i doróżek - wszystko to razem rzuciło popłoch między cywilną ludność Lwowa, popłoch tem groźniejszy, że  zgoła niespodziewany dla braku oficyalnych wiadomości o właściwem położeniu. Po załatwieniu formalności z przepustką wyruszyliśmy o 8 rano  objuczeni wszelkiego rodzaju ręcznymi walizkami (gdyż większych pakunków zabierać nie było wolno), piechotą na  dworzec.
           Większość sklepów, wszystkie masarnie, piekarnie, mleczarnie pozamykane, zaledwie na  ulicy Leona Sapiehy udało mi się kupić trochę czekolady. Na dworcu tłok, o kupieniu biletów ani myśleć nie można, szczęśliwy, komu udało się przecisnąć przez setki osób  stłoczonych w hali i poczekalniach, co  zwłaszcza dla dzieci połączone było wprost  z niebezpieczeństwem życia, gdyż publiczność, ogarnięta przesadną trwogą, nie myślała się kierować jakimikolwiek względami ludzkości w walce o dostanie się do peronu i do  pociągu. To też odetchnęliśmy z ulgą, skoro po godzinie znaleźliśmy się wszyscy razem w wagonie, co prawda w korytarzu, gdyż o jakichś  miejscach  w coupe nawet marzyć nie śmiałem. Dzięki uprzejmości jednak kilku wojskowych udało mi się znaleźć kawałek miejsca dla  żony i drobniejszych dziatek.
............................................................
Trudno o opis tych scen, jakie od poniedziałku rozgrywały się na dworcu kolejowym. Chaos  na całej linii i zgiełk panował tu niebywały. Na tem tle pełno scen, nie pozbawionych prawdziwie wstrząsających przejść tragicznych. Ruch  gorączkowy, ścisk brutalny, krzyk dzieci  - tworzyło to wszystko tylko jeden epizod  na kartach nadciągającej burzy wojennej.
.............................................................

Kiedy dnia 2. września około 6 wieczorem latawiec nieprzyjacielski pojawił się nad Lwowem i padły strzały na dworcu, niepewność zamieniła się w szaloną panikę, która zwiększała się na  widok gwałtownie cofającego się wojska w kierunku rogatki grodeckiej. - Pióro najbardziej subtelnego pisarza nie zdoła opisać paniki, którą wywołało  ostrzeliwanie samolotu przez mały oddział wojska, zdążający do dworca. Setki osób, przeważnie kobiet, które zalegały dojazd do dworca, nie zoryentowawszy się, kto i do kogo strzelają, rzucił się  w popłochu do  miasta. ,w tym szalonym strachu  przewracano na ziemię słabszych, po których falangi tłumu  przechodziły, dzieci gubiły rodziców, żony mężów - a kto mógł, krył się  w bramach lub w sklepach na pół otwartych.

...........................................................................
To między innymi z powodu takich opisów doszedłem do wniosku, że starzy i zapewne schorowani rodzice - Herman Lehm z żoną nie opuścili miasta, a tylko adres na Rzeźnickiej zamienili na bardziej przyjazny u kogoś z rodziny (Józefa, Berty?).
Na pewno nie trafili do Fryderyka (choć może do jego mieszkania które zapewne pozostało puste), gdyż Fryderyk uległ panice i z falą uchodźców opuścił miasto. Zapis z miejsca tymczasowego osiedlenia wskazuje, że były z nim jeszcze 3 osoby - to zapewne  11 letni wtedy syn Edward, jego matka? A kto ten trzeci?
Muszę jeszcze raz postawić znak zapytania, choć ogłosiłbym zagadkę, gdybym tylko znal odpowiedź  :)
Schronienie znaleźli w Gablonz nad./ W.
(https://i.imgur.com/aOZJjLv.jpg)
 I tu, przyznam,  zgłupiałem – gdyż pomocny internet bez namysłu wskazuje Jablonec w Czechach.
Sęk w tym, że Jablonec jest nad Nysą, no i dość daleko? 
Nie, że to niemożliwe...ale tak daleko? Być może jednak  były jakieś Jabłonki nad Wisłą, bo ta rzeka jako kres ucieczki pasowałaby mi bardziej...hmm?
 Na szczęście nie ma to większego znaczenia, gdyż już w roku 1916 Fryderyk jest znów we Lwowie, w swoim mieszkaniu i w swojej pracy. Ot, rosyjski sukces szybko zamienił się w odwrót i w czerwcu roku 1915 Lwów został „odzyskany”. Odzyskany przez Austro-Węgry, jeszcze nie dostrzegające damoklesowego narzędzia, które już zaczęło opadać celując rewolucyjnym ostrzem w zachwyconych chwilowym tryumfem „centralnych” władców, ostatnich spadkobierców XIX-wiecznych tradycji.
 I ich poddanych również.
Tu skończę, więc część druga niewykluczona.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 31, 2019, 09:38:31 am

liv! - liv! - liv!!!
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 31, 2019, 07:19:37 pm
Nie wiem o co chodzi z tymi tańczącymi na kulce laleczkami.  ???

Nawiasem pisząc, z punktu archiwisty-amatora to wyjątkowo korzystne, że rodzina Lehmów nie odjęła sobie tego "h" jak niektórzy sugerują, przynajmniej przed 1945 rokiem. Bo gdyby tak zrobiła, to po robocie (mojej)!   - wrzucenie w wyszukiwarkę grubaśnej księgi hasła "lem" generuje setki a czasem tysiące wyników - wszystkie Klemensy, Klementyny, Lembergi, alembiki etc. Taki to problem.  :)
 "Lehm"  z "h" od razu redukuje wyniki do kilku, kilkunastu - dużą konkurencją jest co najwyżej ród Lehmanów (od Brothers?).
Pomijam ryzyko pomieszania z ówczesnymi Lemami bez "h", bo takowi też byli - ot, przeglądając listę poległych "Orląt lwowskich" można znaleźć Józefa Lema - ten?
Aż się prosi dorobić heroiczny epizod do rodzinnej biografii, no ale... raczej z innych Lemów; 
https://www.ogrodywspomnien.pl/index/showd/55520 (https://www.ogrodywspomnien.pl/index/showd/55520)
Zresztą co tu gadać - "...i pakowaliśmy nasz dobytek do skrzynek. Napisałem na nich wielkimi literami; LEM. Ojciec chciał, żebym dodał imię, ale mu tłumaczyłem, ze to rzadkie nazwisko i nie ma we Lwowie drugiego Lema. Przychodzimy na dworzec, ładujemy nasze rzeczy do wagonu towarowego, a obok podnosi sie piramida skrzynek oznaczonych Władysław Lem - to była całkiem inna rodzina, z Łyczakowa".
Śnk
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 31, 2019, 07:28:27 pm
Nie wiem o co chodzi z tymi tańczącymi na kulce laleczkami.  ???

To są robo (https://www.murata.com/en-global/about/mboymgirl/mcheerleaders/technologies)-czirliderki (https://pl.wikipedia.org/wiki/Cheerleading), one Cię dopingują ;).
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 04, 2019, 04:45:09 pm
Fryderyk cd.
        Chwilowa stabilizacja jaka nastąpiła po odzyskaniu Lwowa przez Austro-Węgry i ukształtowaniu się frontu  w ramach wojny pozycyjnej daleko na wschodzie, została zachwiana w latach 1918-20. Nie znalazłem żadnych informacji o tym,  jak Fryderyk i cała rodzina Lehmów przeżyli konflikt polsko-ukraiński oraz wkroczenie wojsk polskich w październiku-listopadzie 1918. Jedyna niepokojąca wzmianka, że „coś było”  to ów ślad po kuli w lufciku okna na Brajerowskiej, o którym opowiadano małemu chłopcu, że to  z czasów walk roku 1918. Ale których?  Wynikły chaos przerodził się w pogrom lwowski o którym pisaliśmy z maźkiem tutaj;
https://forum.lem.pl/index.php?topic=928.585 (https://forum.lem.pl/index.php?topic=928.585)
Na razie nic więcej dodać nie potrafię.
       Niewątpliwie chwile grozy i złe wspomnienie roku 1914 wzbudziła ofensywa wojsk bolszewickich na Lwów w roku 192O. Też w sierpniu.  Szczęściem dla mieszkańców miasto nie zostało wtedy zdobyte, uratowane heroiczną obroną stacji kolejowej Zadwórze, która  opóźniła marsz konarmii Budionnego i przyczyniła się zresztą, do załamania całej bolszewickiej ofensywy.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Zadw%C3%B3rzem (https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Zadw%C3%B3rzem)
Z perspektywy mieszkańców miasta, zwłaszcza tych zamożniejszych  zakrawało to niemal na cud.
       A sytuacja materialna Fryderyka zapewne do najgorszych nie należała. Dobra posada gwarantowała mu wzrost zamożności i, chyba, w życiu prywatnym nastąpiła istotna zmiana. Trudno powiedzieć dokładnie kiedy, gdyż sprawy znamy jedynie z dziecięcych relacji  Stanisława Lema, a zatem z przełomu lat 20- i 30-stych. W tym czasie Fryderyk ma już drugą żonę – ową ciocię Niunię, co może być zdrobnieniem imienia lub tylko pieszczotliwą nazwą. Cóż,  trudno cokolwiek o niej powiedzieć, może poza tym, że w związek z Fryderykiem weszła z wianem w postaci syna Seweryna. Syn nosił nazwisko Kahane (dość powszechne we Lwowie), zatem jest to nazwisko jego biologicznego ojca lub panieńskie matki. Wersję, którą sugeruje Agnieszka Gajewska o takim zinterpretowaniu słowa "synowiec" uznałem za najbardziej prawdopodobną.
Fryderyk zajął się nim dość troskliwie o czym napiszę dalej.

         Zapewne taka właśnie sytuacja skłoniła  Fryderyka do nabycia drugiego mieszkania na ulicy Kościuszki 2. Na Bernsteina została jednak kancelaria z opcją mieszkalną. Tak się składa, że wygląd drugiego  mieszkania znamy dość dokładnie z opisu młodego bratanka. Zatem przytoczę;
„Wuj Fryc mieszkał przy ulicy Kościuszki, niedaleko od Brajerowskiej i potrafiłem zajść tam sam, co się zresztą w praktyce nie zdarzało. Mieszkania tego zrazu się bałem, a to z powodu skóry niedźwiedziej, leżącej pośrodku salonu, o głowie z rozwartą paszczą i wyszczerzonymi zębami .... Wuja bardzo lubiłem, chociaż zażartował raz ze mną w okrutny sposób... Jeśli godziłem się  w ogóle chodzić na Kościuszki  to chyba ze względu na fortepian, czarny, wielki, na którym nikt nie grał. Lubiłem okazje szybkiego wyznęcania sie nad klawiaturą, bo gustowałem w silnym uderzeniu.... Oprócz licznych portier ciężkich a długich w których lubowała się druga żona wujka, ciocia Niunia, znajdowały się na Kościuszki meble bardzo odświętne – pewno fałszywe Ludwiki, pamiętam lustro złocone na czyichś nogach (lwa jakiegoś bodajże), gryfa na postumencie, drewnianego i malowanego, z małym, oklep jadącym murzynkiem, świecznik z tysiąca kawałków szkła tęczującego oraz ciekawy przedmiot; była nim stojąca w bezokiennej nyży wielka beczka z czerwonej miedzi, dokładnie bezużyteczna i dlatego intrygująca”
      Książki i inne prawnicze artefakty pozostały na Bernsteina. Czy zatem Fryderyk wprowadził się do Niuni?
Bo ewidentnie to ona rządzi w tym mieszkaniu urządzając je na sposób wielce mieszczański. Trudno orzec, zwłaszcza, że wkrótce na Bernsteina 7 zamieszkał dorosły syn „Niuni” – Seweryn Kahane. O takiej właśnie relacji Seweryna z Fryderykiem wspomniał żonie Stanisław Lem który przez czas jakiś tam, na Bernsteina 7, z nim mieszkał i nie ma powodów by miało być inaczej (A. Gajewska, ZiG, s. 113 przypis).
 Ze swojej strony mogę dodać tylko, że ten fragment ulicy Kościuszki  na którym mieściło się drugie lokum Fryderyka śmiało można by nazwać ulicą adwokatów. Naliczyłem ich tam, w okolicznych numerach,  pięciu - w tym jeden też pod dwójką. I wszyscy oni z tytułem doktora. Poza nimi; fryzjer, kawiarnia, czytelnia książek, hotel... ot, lwowskie Beverly  Hills  :)

    Podsumujmy, w połowie czasu między wojnami nasz bohater ma około 60 lat, gruby portfel, twardy melonik, dwa adresy,  dwie żony (acz z niuansami), dwóch synów (podobnie żonom) i prowadzi ustabilizowany tryb życia. Jest regularnym gościem u młodszego brata Samuela z którym, w dość wąskim gronie uwielbia grywać w karty. W niedziele braciszkowie, do których dołączył brat Pani Samuelowej - Gecel Wollner, dość regularnie organizują rozgrywki plenerowe (plus kręgielnia), na trawce w restauracyjnych ogródkach Pana Ruckiego. Czy były tam z nimi Panie?
     Tego Stanisław Lem nie wyjaśnia (jeździło się), choć sądząc z opisu zamieszonego w Wysokim Zamku, odtwarzającego świadomość i zachowania bawiącego się tam chłopca, który nieźle przecież dokazywał, opiekunek nie było. Ani w gruncie rzeczy opiekunów... no, może poza woźnicą Kramerem.
Poza kobietami uderza brak innych dzieci, choć nie powinno to dziwić. Gecel (Gienek) potomstwa jeszcze nie miał, a Fryderyk (Fryc)  miał już, ale dorosłe (wspomniani w WZ kuzyni-rówieśnicy - Mietek i Stefan występują w innej sytuacji).
Tak więc ostatnie dziesięciolecie pokoju w Europie wygląda z tej perspektywy dość sielankowo.
Kres przyszedł nagle, w 1939. Jeszcze był adres w książce adresowej z wiosny tego roku, numer telefonu, wzmianka w informatorze miasta Lwowa o praktyce adwokackiej, ale te coroczne przecież zapiski błyskawicznie się zdezaktualizowały.
(https://i.imgur.com/wlBUWbw.jpg)

 Tym razem Fryderyk nie zdążył uciec, a może nie chciał? Zbyt dużo musiałby zostawić? A i wiek nie sprzyjał...
 Wiemy tylko, z relacji Samuela i ustaleń Agnieszki Gajewskiej, że w roku 1942 został zamordowany przez Niemców, a  wcześniej wywieziony wraz z żoną „Niunią” do obozu zagłady w Bełżcu. (ZiG, s. 112)
W mieszkaniu na Bernsteina, przez które przewinął się też  dorosły już Stanisław , został jeszcze synowiec Fryderyka, Seweryn Kahane i jemu poświęcę ostatnie zdania. Mieszkał tam już wcześniej i zapewne wzorem ojczyma studiował prawo, a sądząc po tytule magistra w 1939 zakończył ten etap edukacji, choć w 1945 pojawia się już jako doktor.
(https://i.imgur.com/LRpdDhl.jpg)
Zatem jakoś przetrwał wojnę i wedle informacji z książki Agnieszki Gajewskiej pojawił się w Kielcach;
„W archiwum ŻIH zachowała się tylko jedna karta rejestracyjna dotycząca Kahane, z której wynika, że około roku 1945 miał 35 lat i był – podobnie jak Fryderyk Lehm – prawnikiem. Być może był synem drugiej żony stryja Fryca. Według relacji Rafaela Blumenfelda, Seweryn Kahane przybył do Kielc wraz z oddziałem partyzantów AK i zaraz po wyzwoleniu miasta podjął pracę na rzecz ocalonych” ( ZiG, s 113). Tam właśnie zginął od kuli żołnierza LWP  w trakcie wydarzeń znanych jako „pogrom kielecki’ w roku 1946.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pogrom_kielecki (https://pl.wikipedia.org/wiki/Pogrom_kielecki)
 I , skoro tytuł wątku brzmi "szkice genealogiczne" zakończę go powiązaniem dość aktualnym – otóż Seweryn Kahane został bohaterem wiersza napisanego przez młodego wtedy poetę Juliana Kornhausera – ojca żony obecnego prezydenta RP.
http://stronypoezji.pl/monografie/wiersz-o-zabiciu-doktora-kahane/ (http://stronypoezji.pl/monografie/wiersz-o-zabiciu-doktora-kahane/)
W ten sposób, wiążąc przeszłość z czasem obecnym, kończę tę część moich szkiców... choć sam nie wiem, czy na pewno.  8)
Tym niemniej chwilowo dziękuję za uwagę.  :-*
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: maziek w Sierpień 04, 2019, 06:02:51 pm
Wciąż z braku czasu nie mogę należycie... Ale jedno pytanie: SKĄD masz te wycinki? Poszedłeś do archiwum, czy to wszystko jest ogólnie dostępne via internet?
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 05, 2019, 11:02:59 am
Cytuj
Ale jedno pytanie: SKĄD masz te wycinki? Poszedłeś do archiwum,
No co Ty  ;D  Aż taki ideowy to nie jestem. Wszystko jest w necie. Te obrazki to zrzuty z ekranu plus strzałka dorobiona w PhSh.
Cytuj
czy to wszystko jest ogólnie dostępne via internet?
Na przykład - bardzo pożyteczna lektura  :)
https://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/14034/edition/13343/content?ref=desc (https://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/14034/edition/13343/content?ref=desc)
Ale zaraz wszystko to niee.. Archiwa i biblioteki prowadzą działalność digitalizacji zasobów, od lat. To ostatnio jedna z głównych szans dla absolwentów historii na pracę. Naprawdę szeroki front. Także źródeł przybywa i będzie przybywać. Gorzej z tymi niedrukowanymi - czasem skany są niskiej jakości.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 19, 2019, 11:15:05 pm
Czas na pierwszy remont.
Myślałem, czy nie poprawiać pierwotnych szkiców, ale nie - niech zostaną kulawymi.
Poprawki będą w aneksach, takich jak ten.
To tak!   8)
Pani Agnieszka Gajewska ma konkurentkę w śledzeniu dawnych tropów - Annę Mieszkowską. To głównie dzięki niej ten aneks.
http://www.annamieszkowska.pl/ (http://www.annamieszkowska.pl/)
Pani Mieszkowska uderzyła pod nieco innym kątem, pod kątem Mariana Hemara, ale siłą rzeczy bohaterowie tych opowieści się zazębiają.
Do rzeczonej rzeczy!  ;)
Najwięcej zmian muszę wprowadzić do odtworzonych losów Berty.
Zatem - Berta II
Przede wszystkim starsza siostra Samuela Lehma miała jeszcze jednego syna, najmłodszego - Fryderyka Hescheles (Fredka).

Także drzewko do poprawki, gdyż brakuje w nim;
-  córki Marii (ur. 1898) przez moje graficzne gapowe,
-  jest Henryk (ur. 1886),
-  jest Marian (ur. 1901)
-  i dodaję brakującego Fryderyka "Fredka" (ur. 1906)
Fryderyk przeżył wojnę pod zmienionym nazwiskiem Roman Gierszewski. Po wojnie "po cichu" reprezentował interesy emigracyjnego brata w kraju. Umarł w 1953.
Ale przeżył ktoś jeszcze!
Ktoś kogo Lem wspomina w Wysokim Zamku jako zmarłego.
Tu odsyłam jeden z moich domysłów w piach - ten;
Cytuj
Skoro i tak popełniłem nadmiar hipotez to dorzucę jeszcze jedną - nie wykluczam mianowicie, że pojawiający się w „WZ” kuzyni młodziutkiego Stanisława Lema – dwa lata starszy Mietek  i Stefan, to synowie „najmłodszej ciotki” czyli Anny.
No cóż - wszystko wskazuje, że są to synowie Marii de domo Hescheles a nie Anny z Lehmów.
Ba, Stefan żyje, lub żył do niedawna.
Otóż Maria, dwukrotnie zamężna matka dwóch synów; Mietka (ur. 1919) i Stefana (ur. 192... "starszy kilka lat" od Stanisława Lema. Oficjalnie 1933. Wyjaśnienie w linkowanej audycji radiowej). Maria zginęła w warszawskim getcie zimą 1942 roku. jej starszy syn, Mietek, także nie przeżył wojny. Stracił życie we Lwowie. Stefan żyje (pamiętając, że info sprzed kilku lat) mieszka w Polsce przy zachodniej granicy (Szczecin).
We Lwowie ta pięcioosobowa rodzina mieszkała na drugim piętrze kamienicy przy ulicy Jagiellońskiej 11. Później, już po śmierci ojca, znacznie skromniej, w lokalu numer 11, na trzecim piętrze domu przy ulicy Pełczyńskiej 10. W domu Hemara przy dawnej Jagiellońskiej od wielu lat mieści się Pierwszy Ukraiński Teatr dla Dzieci. Adres drugi to dzisiaj ulica Dmytra Witowskiego.
W nawiasach wstawki moje.
https://histmag.org/Marian-Hemar-poczatki-kariery-14502 (https://histmag.org/Marian-Hemar-poczatki-kariery-14502)
Daty, które wykoncypowałem sam, trochę mi zgrzytają...ale nie za bardzo, zatem prawie na pewno Mietek i Stefan to wspomniani przez Lema kuzyni z Wysokiego Zamku.
Synowie Marii Hescheles.
Stefan także zmienił nazwisko na Koronczewski i  wymieniał z Hemarem korespondencję np.
Matka Mariana Hemara Berta Hescheles w kwietniu 1940 r. pisała do syna do Rumunii: "Dlaczego w każdej kartce robisz mi wyrzuty, przecież o wszystkim Ci donoszę, powtarzając zawsze to samo - żyję - przecież to ważne, a nie jak". Przestała żyć w pierwszych dniach lipca 1941 r., zaraz po wkroczeniu Niemców do Lwowa. Nie zdążyła trafić do lwowskiego getta.

O śmierci matki Hemar dowiedział się we wrześniu 1945 r. z listu "wuja Lola", ojca pisarza Stanisława Lema.

Anna Mieszkowska, autorka biograficznej książki o Hemarze, odnalazła w Szczecinie siostrzeńca Hemara. Stefan Koronczewski jest synem jedynej siostry poety. W grudniu 1958 r. Hemar pisał do siostrzeńca: "Ja sobie przez całe długie lata nie przestawałem robić gorzkich wyrzutów, że was wszystkich, mojej Mamy i Mani, Twojej Matki, wraz z Tobą i z Fredkiem [Alfred Gierszewski, brat poety], nie wywiozłem ze Lwowa. Nie mogę dzisiaj myśleć ani pisać o tym. Przez lata nauczyłem się uciekać od imion i twarzy, które zostawiłem za sobą".

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,1459327.html?disableRedirects=true (http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,1459327.html?disableRedirects=true)

Do posłuchania (warto - jest też o Stanisławie Lemie w klimatach WZ, choć Pan ewidentnie ma kłopoty z chronologią);
http://radioszczecin.pl/245,21,03062012-marian-hemar (http://radioszczecin.pl/245,21,03062012-marian-hemar)
A wszystko to i więcej, w książce Anny Mieszkowskiej z której fragmentów, pośrednio, korzystałem.
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3852268/mistrzowie-kabaretu-marian-hemar-i-fryderyk-jarosy (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3852268/mistrzowie-kabaretu-marian-hemar-i-fryderyk-jarosy)

PS - coś dla lemologa.
W początkach swej kariery Hemar splagiatował wiersz Samuela Lehma "Na cel dobroczynny"
Ciekawostką jest, że przez dwa letnie miesiące 1924 roku Hemar kierował teatrzykiem satyrycznym Zdechły Kot. Drugą zaś… rodzinny plagiat! Odkryła ten fakt Mariola Szydłowska, badaczka lwowskiego okresu twórczości Mariana Hemara. 3 listopada 1921 w „Szczutku” Hemar ogłosił długi wiersz zatytułowany /Na cel dobroczynny/. Okazało się, że była to zmodyfikowana wersja utworu o tym samym tytule, który 9 marca 1907 roku w „Kurierze Lwowskim” opublikował jego wuj Samuel Lem (1879–1954). Wszystko zostało w rodzinie. I pewnie nikt by o tym nie pamiętał i nie wiedział, gdyby nie dociekliwość badaczki.
https://histmag.org/Marian-Hemar-poczatki-kariery-14502/2 (https://histmag.org/Marian-Hemar-poczatki-kariery-14502/2)

Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 24, 2019, 07:17:52 pm
Jest jakieś zamieszanie z rodziną Hescheles - więc chyba wyprodukuję drzewko genealogiczne z ich związkami z rodziną Lehmów.  :)
Oto, pani Gajewska w swoim sztandarowym jak na razie dziele, nie wspomina ani Henryka, którego córka Janina jednak się pojawia, ani też Fryderyka, ni Marii.
Ale może po prostu nie mieścili się w koncepcji pracy?
      Natomiast Pani Mieszkowska nie zauważa Henryka, który, być może podobnie, nie mieścił się w wyznaczonych ramkach?
Jan Marian Hescheles miał dwoje rodzeństwa. Starszą siostrę Marię... młodszy o 5 lat brat Fryderyk... We Lwowie ta pięcioosobowa rodzina mieszkała na drugim piętrze kamienicy przy ulicy Jagiellońskiej 11. Później, już po śmierci ojca, znacznie skromniej, w lokalu numer 11, na trzecim piętrze domu przy ulicy Pełczyńskiej 10.

     Owe 5 osób to; rodzice - Ignacy-Izak i Berta - oraz dzieci; Maria, Jan Marian-Hemar i Fryderyk "Fredek".
Zasadniczo wszystko się zgadza, gdyż najstarszy syn - Henryk zapewne mieszkał już osobno.
Teraz dopiero dociera do mnie, że Berta urodziła go mając 15 lat - w roku 1886. Ślub z Ignacym (1897) i kolejne dzieci to sprawa dużo późniejsza. Poza tym Henryk ideowo bliższy był syjonizmowi, gdy reszta rodziny wykazywała raczej tendencje asymilacyjne, stąd...chyba żyli trochę na odległość i być może też dlatego  nie pojawia się on we wspomnieniach pana Stefana obok innych wujków?
Mniejsza...chciałem co innego, w nawiązaniu do fragmentu z WZ

"Pamiętam, że raz okropnie pobiłem się ze starszym o dwa lata kuzynem Mietkiem (zginął w Warszawie, podobnie jak Stefan) przez nogę właśnie..."

   Stefan jak już wiemy przeżył i można go nawet posłuchać w lince w poprzednim liście. Natomiast dużo starszy Mietek zginął, choć zapewne nie w Warszawie a we Lwowie. Ale zachowało się jego zdjęcie i to mniej więcej z okresu gdy bawił się z niejakim Staszkiem, szacując tak .. na oko.
Nie wiem na ile naruszam prawa autorskie czy też naginam prawo cytatu z książki Pani Mieszkowskiej, zatem troszkę je ukryję (https://i.imgur.com/9uXXbJc.jpg).

     Wracając do opowieści Pana Stefana - jeśli ktoś jej wysłuchał, warto brać poprawkę na jego wiek. W książkowej relacji brzmi ona nieco inaczej różniąc się w szczegółach.  Na pewno nie pasuje czas.
Rodząc się w okolicach 1933 nie mógł bawić się kolejką z Staszkiem, w dodatku kilkukilometrową. Poza tym mama nie mogła mieć 48 lat (ani nawet jak w książce - 40stu), gdy go rodziła. Nie mam powodów by podważać datę z linkowanej przy Marii genealogi, choć po prawdzie nie udało mi się jej zweryfikować. Z niej wynika, że rodząc Stefana miała ok. 35 lat (Mietka - 21).
Trochę kłopotów sprawił natomiast ich ostatni adres na ulicy Zyblikiewicza. W KA z 1935 roku adresem ojca Stefana a drugiego męża Marii - Adolfa Wittlina jest ul. Batorego 32.
Jednak w kalendarzu z 39 już widnieje podawany przez Stefana adres, więc ten fragment brzmi dość wiarygodnie;
(https://i.imgur.com/d1qhPV6.jpg)
Zatem musieli się tam przenieść dosłownie na kilka lat przed wojną.

Przedziwne losy Stefana i Marii podczas wojny, ominięte w audycji...a, to może potem.
Z zabawnych spraw poruszonych w książce Pani Mieszkowskiej - no, że na ojca Lema mówiono Lolek, a na całą rodzinę Lolki to już gdzieś było...
"Odwiedziłem przed świętami Lolków, mają się bardzo dobrze i prosili abym Ci przesłał ich życzenia. Lolek, jak na swój wiek, trzyma się wyśmienicie i, co tak niezmiernie wzrusza, stał się nad wyraz podobny do naszej Kochanej Matki. On nie ma zamiaru nigdzie się ruszać, ale możliwe, że Fredek wyjedzie do Palestyny.
To z roku 1950.
Ale że na Stanisława wołali "Maciek" ? To pierwsze słyszę. Wiecie coś o tym?
Bo to takie ni z gruchy...
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 26, 2019, 03:39:37 pm
Drzewko genealogiczne Hescheles - Lehm
(https://i.imgur.com/p1xXuhn.jpg)
Większość dat ma oparcie w źródłach - bezpośrednich, lub publikacjach książkowych czy internetowych, wcześniej już tu podawanych. Niektóre tylko wykoncypowałem z zdań typu: "pobiłem się ze starszym o dwa lata kuzynem Mietkiem", zatem ich wiarygodność zależy od pamięci wspominających.
Pomijając meritum - jak mocno widać zmianę modelu rodziny, z tradycyjnego - wielodzietnego, na ..hmm.. nowoczesny.
Tytuł: Odp: Szkice genealogiczne
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 28, 2019, 05:33:01 pm
Stefan
   Odtworzę losy Stefana na podstawie przywoływanej tu wielokrotnie książki Anny Mieszkowskiej  „Mistrzowie kabaretu. Marian Hemar i Fryderyk Járosy”. Postaram się pominąć te fragmenty, które zostały przedstawione w audycji radiowej, a jeśli powtórzę, to dla wykazania rozbieżności. Skupię się na okresie przed- i wojennym. Okres powojenny interesuje mnie mniej.
         Stefan urodził się w okolicach roku 1933 (autorka podaje możliwe  daty 34-35) jako drugie dziecko Marii z domu Hescheles i adwokata Adolfa Wittlina, który zresztą, jak wspomniał Stefan w audycji, rozwodził Marię z pierwszym mężem Henrykiem Grüssem (ojcem Mieczysława). Dzieciństwo spędził w luksusowych warunkach mieszkając z rodzicami w kamienicy na ulicy Zyblikiewicza 41.
     Po wybuchu wojny, jak opowiada Stefan w audycji radiowej, on zamieszkał u babci Berty a rodziców wywieźli Sowieci. Najpierw ojca , potem matkę. W wersji książkowej tego fragmentu nie ma – jest tylko, że ojciec umarł na chorobę serca jesienią 1939 (co nie wyklucza wersji radiowej zwłaszcza, że Stefan nie był na pogrzebie). Natomiast matka o ile była uwięziona, to wróciła.
    Po wejściu Niemców  kilkuletnie dziecko widziało śmierć babci-Berty rozstrzelanej na ulicy a potem, z matką wyjechali do Krakowa, do rodziny ojca.  Długo tam nie zostali przemieszczając się  do Warszawy - do mieszkania wuja Hemara, gdzie mieszkała już tylko, pilnując lokalu,  jego teściowa Józefa Modzelewska. Pobyt w nim był chyba wielce ryzykowny,  gdyż Maria zdecydowała się przedostać  do getta, gdzie znalazła pracę  na stołówce. Jakiś okres właśnie tam „koczowali”, jednak po pewnym czasie Maria zorganizowała  ewakuację syna. Odbyło się to z pomocą wujka Fredka-Fryderyka, który  ukrywał się po stronie „aryjskiej”. Akcja się powiodła i w jej następstwie Stefan ukrywał się u zaprzyjaźnionej rodziny Witowskich.
Maria została w getcie.
      Pobyt u rodziny Witkowskich nie trwał długo, zagrożeni denuncjacją szmalcowników postanowili zmienić miejsce ukrycia Stefana – i... tu następuje najbardziej nieprawdopodobna część historii...
W trakcie poszukiwań nowego lokalu, pani Witkowska z córkami i Stefanem udała się do kościoła, by właśnie tam szukać pomocy u zaprzyjaźnionego księdza. W trakcie negocjacji w zakrystii Stefan odłączył się od grupy i – się zagubił.
Stojąc i płacząc w nieznanym mieście został zauważony przez przechodnia, który mu pomógł.  Jednak na pytanie jak się nazywa („ w kilkuletnim chłopcu odezwał się instynkt samozachowawczy”), by ukryć pochodzenie, podał nazwisko kolegi z podwórka  z czasów dzieciństwa na Zyblikiewicza, syna mieszkającego na parterze lekarza Koronczewskiego. W  ten właśnie sposób został Stefanem Koronczewskim. Sam z niedowierzaniem przyglądałem się tej opowieści, ale...
(https://i.imgur.com/MutDd5t.jpg)
Ludzie, którzy uratowali Stefana oczywiście zorientowali się, że jest żydowskim dzieckiem i znaleźli mu w miarę bezpieczne miejsce na przetrwanie – prowadzony przez księży sierociniec na Woli, będący pod opieką RGO (https://pl.wikipedia.org/wiki/Rada_G%C5%82%C3%B3wna_Opieku%C5%84cza_(1940%E2%80%931945)). Tam też  wyrobiono mu metrykę na nowe nazwisko.
Tuż przed powstaniem sierociniec ewakuowano poza Warszawę. Po wojnie Stefan Koronczewski, uznany za sierotę, zaliczył jeszcze inne sierocińce, zdobył wykształcenie i zamieszkał w Szczecinie.
Z rodziną, która przeżyła odzyskał kontakt przypadkiem, dopiero pod koniec lat 50-tych.