Autor Wątek: Przeczytałem książkę - lub nie  (Przeczytany 7060 razy)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11521
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
« Odpowiedź #60 dnia: Sierpień 08, 2020, 03:10:52 pm »
Z rzep -  skąd silna radioaktywność w niektórych miastach? Skąd nagle zlodowacenie?
Wszystko to od wirusa?

Pewnie po prostu wszystkie klęski zaszły na raz - wirus, odpalanie atomic i glacjał. Siła złego tzw. (Prawdopodobieństwo wystąpienia takiej kumulacji jest przecież, mimo wszystko, niezerowe.) Choć od biedy da się sprowadzać w/w nieszczęścia do jednej przyczyny i twierdzić np. że zima jest nuklearna i wynika z uprzedniej wojny, i to właśnie wojenne cywilizacyjne spustoszenia utrudniały walkę z wirusem. Albo, że chciano bombami wypalać główne ogniska epidemii, jak u Petersena, a jak wirus Ziemię wyludnił, to i antropogeniczne ocieplanie klimatu ustało, przez co zrobiło się chłodniej. Itd.
« Ostatnia zmiana: Sierpień 08, 2020, 04:03:05 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5368
    • Zobacz profil
Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
« Odpowiedź #61 dnia: Sierpień 08, 2020, 06:52:01 pm »
Cytuj
Pewnie po prostu wszystkie klęski zaszły na raz - wirus, odpalanie atomic i glacjał. Siła złego tzw. (Prawdopodobieństwo wystąpienia takiej kumulacji jest przecież, mimo wszystko, niezerowe.) C
Niby tak, ale w knidze ta katastrofa jest rejestrowana jako łagodna, ciche zejście demograficzne bez wojen, tym bardziej wybuchów.
 Nawet tępe klony wiedzą, że nie było bomb, więc nie wierzą w skażenie, przez co zresztą giną.
To już prędzej jakaś elektrownia jądrowa bez nadzoru się ujarała. W Waszyngtonie nic, w Filadelfii nic, a New York nie do wejścia, bo przyroda skarlała i geiger tika.
Oziębienie podobnie...trochę za szybko na lodowiec pod NY.
 Nie, świata zewnętrznego autorka nie przemyślała do końca, skupiła się na inner space. Na kluczowej dychotomi...co Olka już napisała; stadność versus indywidualizm. Wyobraźnia i swoboda twórcza vs odtwórczość, choćby i perfekcyjna. Ryzyko vs krowie ciepło...czyli bezpieczeństwo.
I tu gdzieś, może...ale naciągając strong stringa - do "Powrotu z gwiazd" można by paralelnąć.  :)
Plus te politskutki.
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11521
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
« Odpowiedź #62 dnia: Sierpień 09, 2020, 09:21:48 pm »
Nawet tępe klony wiedzą, że nie było bomb, więc nie wierzą w skażenie, przez co zresztą giną.

Czytałem dawno temu - bodaj jak Wilhelm trafiła na listę kanonu "NF". Antybombowy szczególik ze łba wyleciał.

stadność

Zastanawia, swoją drogą, co ci anglojęzyczni z tymi stadnymi telepat.-umysłami mieli... Bo to i Clarke z "Końcem dzieciństwa", i Sturgeon (czy raczej Edward Hamilton Waldo) z "More Than Human":
https://en.wikipedia.org/wiki/More_Than_Human
https://esensja.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=994
Co ciekawe obaj w 1953, i obaj przedstawiali to jako jednoznacznie dobre. Wilhelm się tu wyłamała rozważając alternatywy.
« Ostatnia zmiana: Sierpień 10, 2020, 03:07:58 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5359
    • Zobacz profil
Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
« Odpowiedź #63 dnia: Sierpień 09, 2020, 10:42:34 pm »
Aha, kobiecą rękę- owszem, czuć.
 Ale czy to nie za mało? Chyba dość ciekawy pomysł przerósł możliwości wykonawcze.
Dokładnie.
Cytuj
Z rzep -  skąd silna radioaktywność w niektórych miastach? Skąd nagle zlodowacenie?
Wszystko to od wirusa? To przyklady takich arbitralnych wrzutek dla urozmaicenia akcji.
Mogła uśmiercić ludzkość - bez apokalipsy miast i wsi...trupów to też tam nie ma za wiele, a powinny być ich tysiące. Także zwierząt domowych.
I leśnych, ptasich...
Coś jak w serialu "Kierunek: Noc" - za mało trupów?;)
Skażenie z elektrowni - ok - ale co z terenami, na których one nie występują? We wszystkich doszło do wybuchu? Yy...
Powinny być tereny, na których ludzkość jednak przetrwała - może nie masowo, ale jednak...
Cytuj
I tu gdzieś, może...ale naciągając strong stringa - do "Powrotu z gwiazd" można by paralelnąć. 
W sumie to tak...klony jak te kluchy z "Powrotu..." - boją się natury, żywiołowości w postępowaniu,wyjścia przed szereg...racja.
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5368
    • Zobacz profil
Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
« Odpowiedź #64 dnia: Sierpień 09, 2020, 10:58:05 pm »
Cytuj
Coś jak w serialu "Kierunek: Noc" - za mało trupów?
Ano  :)
Widać problem z hekatombami jest z tych "przekraczających wyobraźnię". Może to kwestia smaku?  A już na pewno...zapachu.
Cytuj
W sumie to tak...klony jak te kluchy z "Powrotu..." - boją się natury, żywiołowości w postępowaniu,wyjścia przed szereg...racja.
Jak już to napisałem, w sumie bezwiednie, domyśliły kolejne skojarzanki. Do "Powrotu z..."
Postać Marka - boją się go jako "normalnego" człowieka.
Ma nadprzeciętne (dla nich) zmysły i brak typowych klonom hamulców.
 Mocno do Hala kojarzy. Podobnie z seksualnością - Hal/Marek -panienka dla siebie, a w społeczności dominuje stadność i model "każda z każdym" (na poszerzone warianty, nawet Wilhelm wyobraźni nie starczyło  :) )
Podobnie bano się tej, co ładnie malowała - i prosty odruch, pozbyć się odmieńców bo... bo co? Demoralizują?
 Ewentualnie najpierw wykorzystać, a potem pozbyć.
Zmieniając punkt patrzenia - klony jak ci zbetryzowani. Może być?
Może, bo właśnie to napisałaś  :)
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11521
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
« Odpowiedź #65 dnia: Sierpień 10, 2020, 01:54:27 pm »
Skoro "Ptak" zasadniczo omówiony, a za "Peanatemę" się (jeszcze?) nie wzięliście, pozwolę sobie na kolejną polecankę. B. subiektywną - na co bierzcie poprawkę - ale z głębi układu limbicznego. Mam na myśli powieść (i ewentualnie resztę cyklu; zresztą w sumie można sięgnąć po dowolny tom, są podobne i da się je czytać samodzielnie) "Szpital Kosmiczny". Jest to książka - co niech moją sympatię z nawiązką tłumaczy ;) - definiowana często słowami "tak powinien wyglądać dobrze nakręcony 'Star Trek'", posądzana też regularnie o bycie (obok m.in. "Obłoku...", czy raczej "Ikarii...") jednym z tych źródeł, z których mógł Roddenberry rżnąć.
W skrócie: mamy tam wielogatunkową Federację, nie składającą się jednak z (prawie) samych humanoidów, a z gatunków b. odmiennych fizjologią i preferowanyni warunkami życia (pewnej humanoidalności psychicznej, jako warunku koniecznego zaistnienia takiej współpracy, nie udało się jednak uniknąć - jeśli to kogo razi, a razić ma prawo, niech nie czyta dalej), przy czym jednak nie oglądamy tam dumnego badawczego korabia, który w ramach pokojowej eksploracji spuszcza regularnie manto wrażym paskudnikom, a możemy czytać o personelu tytułowej nemocnice, czyli gigantycznej, przebijającej wszystkie Babylony Piąte i Dip Spejsy Dziewiąte, podzielonej na segmenty odpowiadające oczekiwaniom poszczególnych gatunków (z jednego do drugiego bez skafandra nie przechodź), stacji kosmicznej, której personel leczy - na miejscu i w ramach wizyt domowych pacjentów z całej Galaktyki.
Dlaczego - pomimo uprzedniego zastrzeżenia, i paru innych, które można dorzucić (autor był północnym Irlandczykiem, ale tworzył na rynek zaoceaniczny, więc jego proza ma wszelkie wady hamerykańskiej SF swoich czasów; można też - i nie raz to czyniono - stawiać pod znakiem zapytania zasadność zbudowania tytułowego molocha, który - nawiasem mówiąc - na dużym ekranie wypadłby lepiej niż tolkienowe Śródziemie) - polecam (pomijając, rzecz jasna, czynnik osobistej sympatii)? Bo jest to najbardziej optymistyczna i - jak mawiają na Zachodzie - humanistyczna wizja przyszłości jaką wydała światowa fantastyka naukowa (czyli bajka, ale krzepiąca). A poza tym śledzenie awansów głównego bohatera przypomina nieco przyglądanie się życiowej ścieżce naszego Pirxa.

(Aha, mała ciekawostka: ledwo co przywoływany Campbell, choć wydawał White'a, nie wziął "Szpitala..." bo nie wierzył, by Kontakt dwu Rozumów mógł się skończyć inaczej, niż jatką.)
« Ostatnia zmiana: Sierpień 10, 2020, 03:56:21 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki