Stanisław Lem - Forum

Polski => DyLEMaty => Wątek zaczęty przez: maziek w Marzec 08, 2016, 09:12:51 pm

Tytuł: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: maziek w Marzec 08, 2016, 09:12:51 pm
Zakładam ten watek, bo "właśnie przeczytałem" jest zawłaszczone na nowinki, choć pierwotnie miało służyć dzieleniu się literaturą.

Otóż mając nieco czasu przeczytałem "Rozmowy z katem" Moczarskiego. Gorąco polecam, dostępne są wydania bez skreśleń cenzury. Z książek, które chcę sobie zaraz kupić jest "Polska odwraca oczy" Justyny Kopińskiej i dwie książki Leonarda Susskinda "Teoretyczne minimum" - jedna o fizyce klasycznej, a druga o kwantowej, podobno przystępnie napisane, hehe ;) ...
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: liv w Marzec 08, 2016, 11:21:19 pm
Cytuj
Otóż mając nieco czasu przeczytałem "Rozmowy z katem" Moczarskiego
Lektury szkolne nadrabiasz?  ;)
U mnie ostatnie strony "Inferno" DeBe.
Brrr...temat, nie książka.
(https://artykulyaryjskie.files.wordpress.com/2015/05/worldpopulat.gif)
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: maziek w Marzec 09, 2016, 09:15:03 am
Ja tego (Rozmów) w lekturze to nie przypominam sobie?
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: liv w Marzec 09, 2016, 11:29:50 pm
Cytuj
Ja tego (Rozmów) w lekturze to nie przypominam sobie?
To chyba później weszło do kanonu. Po 89?
http://rozmowy-z-katem.streszczenia.pl/ (http://rozmowy-z-katem.streszczenia.pl/)
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Maj 04, 2017, 05:56:27 pm
Właśnie przeczytałem (po raz któryś z kolei) "Wystarczy być" Kosińskiego, komparatywnie z "Karierą Nikodema Dyzmy" (swoich powrotów do tej drugiej już całkiem nie zliczę).
I tak sobie myślę, że jest gorzką ironia losu, że - jak się często twierdzi - oskarżenia pod adresem "Being There" o plagiat z "Dyzmy", zakończyły pośrednio żywot Kosińskiego (zwykle wymienia się je jako początek jego towarzyskiego/literackiego upadku, a więc i pośrednią przyczynę samobójstwa... choć o śmierci J.K. i inne plotki krążą). Bo, owszem, pisarz ów bywał oskarżany o dyzmizm, o münchhausenadę, o tanie efekciarstwo (choćby przez Bugajskiego lat temu parę (http://www.newsweek.pl/kultura/pora-wyrzec-sie-kosinskiego,79584,1,1.html)), ale powieść tę widzę oryginalną, uprawnioną dyskusją z "Karierą...", nie żadnym jej plagiatem (co może i inkwizytor z "Village Voice" by zauważył, gdyby Dołęgę-Mostowicza czytał, a nie tylko - najpewniej - wcześniejszy tekst z "Twórczości").
Różnica pierwsza - w osobowości. Chance (pozostanę przy oryginalnym imieniu, polski przekład mam za kulawy) nie jest Dyzmą. Chance jest anty-Dyzmą. Nie cwaniaczkiem, na swój sposób bystrym, inteligentnym, choć niewyrobionym i pozbawionym wiedzy/wykształcenia, umiejętnie chwytającym się najdrobniejszych szans by dotrzeć na szczyt społecznej piramidy, i całkowicie pozbawionym skrupułów, a raczej kimś pokrewniejszym już w swej naiwności Forrestowi Gumpowi (swoją drogą: czemu nikt nie oskarża Winstona Grooma o plagiat z Kosińskiego?) czy nawet Myszkinowi, którego na ów szczyt wynoszą inni przy jego całkowitej obojętności (a nawet nieświadomości tego, że to, co się z nim dzieje to jakiś niebotyczny awans). Na swój sposób górującym spokojem (a poniekąd może i moralnością) nad owymi elitami, paradoksalnie - przez posiadanie b. wąskich perspektyw.
Przy czym mechanizm owego wynoszenia zdaje się być nie tak odległy od tego, co maziek nam pięknie opowiada o odbiorze wiadomego Eugene'a przez testujących - widzą, co chcą widzieć, na co znów ładnie zwraca uwagę pewien bloger, którego odbiór "Wystarczy być" b. podobny jest do mojego:
http://marginopis.blogspot.com/2015/04/kto-sie-boi-chaunceya-gardinera.html
No i te - wplecione w tekst mimochodem - refleksje o roli telewizji (dziś na więcej mediów rzutować je można) - o tym jak kształtuje Chance'a, ale i zapewnia mu sukces, bo - przez obserwację - posiadł maniery mimikrujące milionerów z telewizora. Mostowicz nie mógł snuć takich refleksji siłą rzeczy.
Wreszcie... "Dyzma" jest powieścią realistyczną (współczesna polityka nie raz pokazała jak bardzo ;)), tymczasem "Being There" da się czytać bardziej jako powiastkę filozoficzną, czy - co zresztą robili już filmowi adaptatorzy - dość cienką religijną alegorię (że niby Stary Człowiek - czy nie tak zwali Boga u Żuławskiego? - umarł, jak chce Nietzsche, a na wolność wydostał się ubrany w jego garnitur Chance, czyli Przypadek).

Znaczy: mam trochę jak maziek z niektórymi filmami. Nie czuję by to było arcydzieło, ale niewątpliwie czytać warto, wracać też...
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: liv w Maj 04, 2017, 08:17:00 pm
3maja się poddusił.
Czy można zbudować na tym jakąś choć hippotezkę?  8)
Cytuj
I tak sobie myślę, że jest gorzką ironia losu
Ironia losu… los musiałby być świadomy i inteligentny, sądząc po wnioskach z dyskusji tużobok.
Myślę też o ironii słodkiej...hm.
Aronia losu? :)
Cytuj
ale powieść tę widzę oryginalną, uprawnioną dyskusją z "Karierą...", nie żadnym jej plagiatem
Po części racja, „Wystarczy być”  jakoś się wyróżnia, co zauważył rownież autor hasła w Wikipedii. Na tyle też, że jego znajomy Gryngerg napisał tak – Jest najlepiej napisaną opowieścią, której warsztat tak się różni od pozostałych, że trudno byłoby zgadnąć, że jest tego samego autora.
I sam nie wiem, czy ta opinia jest -bez, czy - z podtekstem nawiązującym do słabej znajomości angielskiego przez autora i wynikłych stąd roszczeń tłumaczy typu G. Reavey. Tym niemniej, sam wątek mechanizmu kariery z Komborni w świat jest nienowy; nie tylko Dyzma, ale są i inni protoplaści jak choćby balzakowy Rastignac
http://ojciec-goriot.klp.pl/a-8100.html (http://ojciec-goriot.klp.pl/a-8100.html)
maupassantowy Bel Ami
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/140709/uwodziciel-bel-ami (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/140709/uwodziciel-bel-ami)
czy nawet iwaszkiewiczowy Hilary.
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/86217/hilary-syn-buchaltera (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/86217/hilary-syn-buchaltera)
Kosiński dał swojemu bohaterowi naiwność Prostaczaka (zrzynać z Woltera co innego, niż z jakiego niedołęgi polskiego), czy jak kto woli Foresta G. Tak odwracając role, mógł oskarżać system, czy jak to oni tam pisali establishment.
Cytuj
No i te - wplecione w tekst mimochodem - refleksje o roli telewizji (dziś na więcej mediów rzutować je można) - o tym jak kształtuje Chance'a, ale i zapewnia mu sukces, bo - przez obserwację - posiadł maniery mimikrujące milionerów z telewizora.
A to, za Grynbergem znów, który poświęcił śmierci Kosińskiego spory wpis w swym dzienniku, po uwagach o jego mitomanii i fantasmagoriach napisał tak - Kosiński był zdolnym socjologiem, uczniem Chałasińskiego. Jego spostrzeżenia w tej dziedzinie są czasem odkrywcze. Już w połowie lat 70-tych zauważył, ze oglądanie telewizji przetwarza nas w społeczeństwo "wideotów" (po angielsku "videots"  brzmi jak widioci). Jego socjologi można zaufać, natomiast nieufnością napawa mnie u niego obraz artystyczny.
I skoro otworzyłem już cegłę wspomnień H.G. to niejako puentując - zdanie pierwsze jego wpisu;
Śmierć Kosińskiego mnie zaskoczyła, bo nie pasuje do jego osobowości. Tacy ludzie starają się żyć, jak długo się da i najlepiej jak można - przynajmniej w hedonistycznym sensie. Widziałem u niego cynizm, a cynicy rzadko maja powody do samobójstwa.
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Maj 04, 2017, 09:16:06 pm
Kosiński dał swojemu bohaterowi naiwność Prostaczaka (zrzynać z Woltera co innego, niż z jakiego niedołęgi polskiego)

Kiedy nie do końca tak, podwójnie. Stykałem się z tezą, że Chance to Prostaczek*, ale tak bym tego nie widział, bo Prostaczek jest Prostaczkiem zwany przez autorską ironię, to stereotypowy szlachetny dzikus, wolny od europejskich (ówczesnych) kodów kulturowych, ale inteligentny jak najbardziej. Chance - trudno powiedzieć czy jakim znośnym IQ dysponuje**, lecz raczej ;) nie. Prostota programowa (wszak Huron ów literacki to maska spod której sam Arouet aż nazbyt często wyziera) i prostota immanentna to dwie różne rzeczy.

* Czy -  choćby pod swoją linką ;) - Kandyd, z czym też się nie zgodzę, bo Kandyd znów głupi przez kulturowy bagaż, tj. przez to, że wziął za serio (może nie powinien, jego błąd, czy mózgu defekt jakiś, ale jak w luksusowym zamku żył, to co się dziwić... ;)) czego go Pangloss uczył...

** Chyba tylko w wariancie, że zrobiono mu krzywdę, że warunki życia, w zamkniętym pokoju/ogrodzie, gdzieś z dala od wszystkiego - ukrywanym przed światem nieprawym potomkiem tego Starego by był? i taką hipotezę znam... zresztą to się samo nasuwa - by go skrajnie ogłupiły, a potencjał - u zarania życia - miałby normalny, ale to skrajnie naciągane.
(Skądinąd tu ironia piętrowa - gdyby Chance ukrywany nie był, to - niezależnie od swoich umysłowych dyspozycji - miałby z urodzenia to, co mu per chance inną drogą przyszło, no, może poza widokami na prezydenturę, ale kto wie, kto wie...)

Co do "Dyzmy"... Nie, nie sądzę, że Kosiński zbyłby go wzruszeniem ramion, jak mu - poniekąd - przypisujesz, ba raczej spotykam się z opiniami, że to było credo Kosińskiego, jego Biblia. Ot, choćby:

"u progu jego dojrzałego życia i twórczości legł niezwykle ważny mit założycielski. Można powiedzieć, tylko nieznacznie ryzykując przesadę, że powieść Tadeusza Dołęgi-Mostowicza Kariera Nikodema Dyzmy (1932) stanowiła przełom w życiu Kosińskiego, a postawa tytułowego bohatera uświadomiła mu zarazem cel, do którego chciałby w życiu dotrzeć i środki, którymi mógłby to osiągnąć. Zrozumiał też, że to właśnie Ameryka jest miejscem, gdzie będzie mógł wyśnić swój amerykański sen o karierze jak z bajki. Jeśli więc książka jest w stanie wpłynąć na ludzkie życie, to ta lektura młodości z całą pewnością zmieniła życie Kosińskiego - odtąd będzie on kształtował je tak, aby powieliło wzorzec literacki, a do siebie przykładał będzie miarę literackiego bohatera - Nikodema Dyzmy. Jak rzadko to się zdarza, literatura wcielona w prawdziwe, bardzo wymagające dla Kosińskiego życie, okazała się dobrym drogowskazem gwarantującym oszałamiający sukces, barwne, zmienne, niepowtarzalne i nieprawdopodobne, pełne niedomówień i kontrowersji życie gwiazdy."
http://culture.pl/pl/tworca/jerzy-kosinski

I może stąd to, na co zwracacie uwagę z Grynbergiem:
Na tyle też, że jego znajomy Gryngerg napisał tak – Jest najlepiej napisaną opowieścią, której warsztat tak się różni od pozostałych, że trudno byłoby zgadnąć, że jest tego samego autora.

Pisząc wyznanie wiary zdobył się na autentyzm, przerósł sam siebie, dlatego takie wrażenie... Tak bym obstawiał...

Edit:
Jeszcze jedna myśl... Zarówno Dyzma ("Przechodząc obok wędliniarni, skąd zalatywał go nęcący zapach kiełbas, wstrzymywał oddech. Starał się odwracać głowę od okien sklepów spożywczych, a jednak głód nie dawał o sobie zapomnieć.", "- Jedzenie, dużo jedzenia - myślał Dyzma - mięso, chleb, ryba...", "Gdyby Dyzma zdołał opanować swój gniew, na pewno zmitygowałby jego odruch. Teraz jednak wiedział tylko o jednym: ten oto gruby wytrącił mu z ręki jedzenie.") jak i Kosiński (owszem, zwraca się uwagę, że przeżył Zagładę w warunkach - na tle tych, w które trafił bohater "Malowanego ptaka" - luksusowych, ale sam wiesz jak brzmi luksus w kontekście Zagłady, jak b. relatywny był) poznali nazbyt dobrze walkę o byt w najbardziej podstawowym, brutalnym, wymiarze. Chance - choć/bo bezlitośnie od świata odgrodzony - jej nie poznał. Ze spokojnego ogrodu trafił na salony, po drodze tylko ten - niegroźny - wypadek. Czy to klucz do jego dobrodusznej simplicitas?
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: liv w Maj 04, 2017, 10:47:02 pm
Cytuj
Kiedy nie do końca tak,
Możliwe, że jest tak jak piszesz. Nie wnikam głębiej, bo książki nie czytałem. Widziałam tylko film, w dodatku  dawno.
Bazuję na recenzjach i opisach, to za mało, by się upierać.  :)
Cytuj
Co do "Dyzmy"... Nie, nie sądzę, że Kosiński zbyłby go wzruszeniem ramion, jak mu - poniekąd - przypisujesz, ba raczej spotykam się z opiniami, że to było credo Kosińskiego, jego Biblia. Ot, choćby:
Nie zbywam, czytałem ten artykuł w culture.pl. Sugeruję tylko, że Dyzma już jest klonem.
Cytuj
Pisząc wyznanie wiary zdobył się na autentyzm, przerósł sam siebie, dlatego takie wrażenie... Tak bym obstawiał...
Jakie te jego credo?
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Maj 04, 2017, 10:59:44 pm
Sugeruję tylko, że Dyzma już jest klonem.

Jest, ale nie voltaire'owych (IMHO), bardziej już takich panów...
http://encyklopedia.interia.pl/slownik-bohaterow-literackich/news-chlestakow-iwan-aleksandrowicz,nId,2209592
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kapitan_z_Köpenick (https://pl.wikipedia.org/wiki/Kapitan_z_K%C3%B6penick)

Przy czym i tu Dołęgi-niedołęgi ;)* o plagiat bym nie posądzał, choć wziął i powielił gogolowsko-voigtowy schemat bardziej na żywca. Raz, bo niczym Pierre Menard ;) napełnił starą formę nową - swojską, niestety - treścią, dwa - bo pokazał, że dyzmizm to nie jest numer dobry na raz, to może być sposób na życie...

* Ładna biografia, mówiąc nawiasem:
https://histmag.org/Tadeusz-Dolega-Mostowicz-heros-literatury-popularnej-10591
http://www.newsweek.pl/polska/niewygodna-pamiec-i-czarna-legenda,26060,1,1.html

Jakie te jego credo?

"Tyle wielkich pytań dziś,
Odpowiedzi żadnej.
Mnie wystarczy tylko być,
Jakie to genialne..."


Jak to Kuba S. śpiewał...

(Przy czym zastanawiam się - trudno, tanie psychologizowanie każdemu się trafi - czy owa bezwinność Chance'a to nie jest jakaś próba udzielenia sobie samorozgrzeszenia przez J.K., że winni tylko windujący, nie - windowany. Ot, takie "Над собою смеетесь!" podniesione do potęgi, bo wszak Chance jest tylko sobą, to społeczeństwo na durniów wychodzi.)
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: liv w Maj 04, 2017, 11:49:17 pm
Cytuj
est, ale nie voltaire'owych (IMHO), bardziej już takich panów...
http://encyklopedia.interia.pl/slownik-bohaterow-literackich/news-chlestakow-iwan-aleksandrowicz,nId,2209592
To nawet zabawne, że system despotycznej biurokracji wyrosłej z feudalizmu i liberalnej demokracji bazującej na kapitalizmie „puszczał”  tak podobne sytuacje.  Oczywiście zakładając, że literatura jakoś oddaje rzeczywistość. Napisać bowiem, można wszystko.
 O ile jednak schemat rosyjski zakładał oszustwo i pojawiał się jakiś rodzaj napiętnowania (obu stron),  to schemat zachodni (rastiniaki, aminiaki, czy nawet hilaraki) takie przypadki preferował (odrzucenie moralności jako warunek kariery).
Ogrodnik od Kosińskiego faktycznie tu nie pasuje, bo on raczej  z przypadku – o ile pamiętam umiał klepać zasłyszane w TV formułki w stosownych kontekstach. No, taki pierwowzór bota.
Ale jak to się ma do ówczesnej rzeczywistości? Coś zdaje mi się, że nijak.
 Podobnie F.G – bajka z morałem.
Cytuj
Mnie wystarczy tylko być,
Jakie to genialne..."
Hm...to wracają wątpliwości Grynberga - dlaczego się ubił, skoro samo bycie tak cudowne?
Może to nie samobójstwo?
Cytuj
bo wszak Chance jest tylko sobą, to społeczeństwo na durniów wychodzi.)
Napiszę jak przy używaniu historii.
Niektórzy ludzie złym/głupim/nieczułym społeczeństwem uzasadniają swoje bieżące wybory.
Zawszeć to lżej.
Cytuj
"Tyle wielkich pytań dziś,
Odpowiedzi żadnej.
Tu raczę się z Kubą nie zgodzić. Ale nie będę polemizował z piosenką.  :D
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Maj 06, 2017, 07:04:06 pm
To nawet zabawne, że system despotycznej biurokracji wyrosłej z feudalizmu i liberalnej demokracji bazującej na kapitalizmie „puszczał”  tak podobne sytuacje.

Jak bardzo "puszczał" pokazuje ta sytuacja, parę lat starsza od zdarzeń z Köpenick (Prusy jednak liczę do despotycznej biurokracji, zgodzisz się pewno?):
https://en.wikipedia.org/wiki/Dreadnought_hoax

O ile jednak schemat rosyjski zakładał oszustwo i pojawiał się jakiś rodzaj napiętnowania (obu stron),  to schemat zachodni (rastiniaki, aminiaki, czy nawet hilaraki) takie przypadki preferował (odrzucenie moralności jako warunek kariery).

W sumie to jest ciekawe... Był taki passus Konwickiego (ponad pół godziny za nim guglam), w którym autoironicznie tęsknił on za komuną, że wtedy wszystko było proste, jasne - kto zły, kto dobry, kto przyjaciel, kto wróg... Może i we wcześniejszym schemacie rosyjskim (i postrosyjskim, bo przecie Dyzma i autor jego pod zaborami rodzeni) podobnie, stąd i potrzeba/łatwość kategorycznych moralnych osądów.

Zresztą w istocie tak jakoś jest, że totalitaryzm/autorytaryzm/wszelki zamordyzm dawał - w roli alternatywy - tym, którzy nie chcieli/nie umieli grać na jego zasadach palmę męczeńską (co, paradoksalnie, bywa atrakcyjne psychologicznie), liberalna demokracja - tylko wykluczenie (co np. dla niektórych potomków imigrantów tak dotkliwe, że im samym męczeńska palma odbija ;)) i łatkę nieudacznika.

Acz może to po prostu inna maniera, Francuzi brali sobie wonczas do serca te słowa o zwierciadle spacerującym ;), po naszej stronie silny pęd do moralizatorstwa wyrastał choćby z religii (katolickiej czy prawosławnej)...

Ogrodnik od Kosińskiego faktycznie tu nie pasuje, bo on raczej  z przypadku – o ile pamiętam umiał klepać zasłyszane w TV formułki w stosownych kontekstach. No, taki pierwowzór bota.

Widzę, że zaczynasz wtórnie mieć nade mną tę przewagę, o której Franc Fiszer mówił (http://culture.pl/pl/artykul/sokrates-naszych-czasow-o-franciszku-fiszerze) ;D. Z telewizorni to on tylko wziął maniery. Formułki natomiast, owszem, klepał, ale z ogrodem związane, bo tylko na tym się znał. Możni tego świata zaś brali je za kwieciste ;) metafory*.

* Z wersji filmowej:


(Natomiast ten jego odbiór społeczny antycypuje odbiór bota jak najbardziej, o czym już wspomniałem.)

Ale jak to się ma do ówczesnej rzeczywistości? Coś zdaje mi się, że nijak.
 Podobnie F.G – bajka z morałem.

Owszem, miałem identyczne skojarzenia. Takie "w Ameryce czyli nigdzie" (że jednym zdaniem weźmiemy* odwet na Jarry'm za jego "w Polsce..." i na USA , za te partnerskie stosunki, co o nich min. Sikorski barwnie mówił ;)). Ale sam nie wiem czy to dobrze, czy źle (Gogol z Dołęgą byli zaangażowani). W każdym razie m.in. dlatego mówiłbym o oryginalności "Being..." - w innym kierunku idzie.

* O ile się przyłączysz ;).

Niektórzy ludzie złym/głupim/nieczułym społeczeństwem uzasadniają swoje bieżące wybory.
Zawszeć to lżej.

Tuś mi przypomniał jedno moje pijackie starcie sprzed lat - młody byłem i głupi, to i wyszczekany ;) - z pewną bizneswoman z klimatów pruszkowsko-wołomińskich (powiązaniowo bliżej tego drugiego miasta wówczas), co to przy pewnej okazji balowej, w przypływie alkoholowej szczerości (czasy przedsowowo-przedrywinowe to były), tłumaczyła różne swoje działania okrucieństwem realiów życia, i powtarzała przy tym raz za razem "i tak jestem za dobra na ten pie*** świat", czego nie zdzierżywszy odpaliłem w końcu: "to idź, ku***, na tamten".

Tu raczę się z Kubą nie zgodzić. Ale nie będę polemizował z piosenką.  :D

Ja wiem czy zaraz z Kubą? Chyba za bardzo utożsamiasz podmiot deliryczny ;) (którym tu doktor Dyzma jest) z autorem (jak kiedyś (http://forum.lem.pl/index.php?topic=632.msg37402#msg37402) w wypadku Dukaja, jak prowokacyjnie jedną cytatą ;) rzuciłem) ;).
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 24, 2019, 02:10:18 am
Polecano mi swego czasu powieść "Tęsknota atomów":
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/92856/tesknota-atomow
Takiego oto pana:
https://de.wikipedia.org/wiki/Linus_Reichlin
Jako - niby - utwór w tradycji "Kataru" i "Śledztwa".

Na podstawie treści samej polecanki, a także sądząc po tym co w Sieci na szybko znalazłem:
https://dkksejny.wordpress.com/2013/03/25/lunisa-reichlina-zatargi-z-bogiem-tesknota-atomow/
https://www.literatura.gildia.pl/tworcy/linus_reichlin/tesknota_atomow/recenzja
https://www.literatura.gildia.pl/tworcy/linus_reichlin/tesknota_atomow/fragment
Doszedłem to wniosku, że będzie to jakiś ciężkostrawny kwantowy mistycyzm w topornym literacko opakowaniu, i lekturę sobie odpuściłem. Aż przypadkiem napatoczyłem się na - przeoczoną wcześniej - recenzję z dość sympatycznego bloga, gdzie również porównania do w/w kawałków Mistrza padają:
https://w-zaciszu-biblioteki.blogspot.com/2012/11/tesknota-atomow-linus-reichlin.html
I teraz zastanawiam się czy nie skreśliłem w/w książki zbyt pochopnie... Zetknęliście się z nią może? Jeśli tak, byłbym ciekaw Waszych opinii...
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Marzec 30, 2020, 12:00:17 pm
Na cześć wirusa ;) sięgnąłem sobie po "Potop". Można długo, napiszę krótko. Przeczytałem w trzy dni, po tomie na dobę. I wiecie co? Zgadzam się z tymi Amerykanami, co do Tolkiena porównują:
https://www.polskieradio.pl/8/5144/Artykul/1705312,Sienkiewicz-jak-Tolkien-Tak-mowia-studenci-w-USA
Bo to w istocie Tolkien (podobny rozmach, podobnie grubą kreską zarysowane, a jakoś tam wiarygodne, postacie, podobna czarno-biała moralistyka, nie odmawiająca jednak cienia empatii i nieprzyjaciołom) jeno krwawszy (bo nie tylko urodzony okrutnik Kmicic, ale i szlachetny Wołodyjowski na dzisiejsze standardy zbrodniarze wojenni).

(Przy czym w sumie krzepiąca to była lektura, na tle ówczesnych wojen i ciągle wszczynanych pomniejszych burd dzisiejsze epidemie to jednak pryszcz.)
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Hoko w Kwiecień 03, 2020, 04:01:45 pm
Ktokolwiek widział, ktokolwiek słyszał - propozycje ambitnego sf dla nastolatka (10-15)?
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Kwiecień 03, 2020, 06:03:01 pm
"Wyspy na niebie" Clarke'a (mocno pirxowate) albo coś Peteckiego ("Bal na Pięciu Księżycach", "Królowa Kosmosu"?). O ile nastolatka nie odrzucą utwory pisane w innej epoce... :-X
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Hoko w Kwiecień 04, 2020, 09:51:10 am
Q,
Dzięki. Dwie pozycje z innej epoki (Robinsonowie kosmosu i Planeta zielonych widm) już poleciłem, więc będzie do kolekcji  ;D
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Kwiecień 04, 2020, 11:49:53 am
Jak sięgnąłeś po Prostaka (który - w przeciwieństwie do Běhounka (https://pl.wikipedia.org/wiki/Franti%C5%A1ek_B%C4%9Bhounek) - nie uchodzi za autora stricte młodzieżowego, choć - owszem - przygodowego), to w zasadzie możesz polecać wszystkich klasyków krajowej i zagranicznej SF (wspomnianego Peteckiego w całości, Asimova, itd.). Na tle Lema twórczość większości z nich jest nastoletnia ;).
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Hoko w Kwiecień 04, 2020, 12:06:58 pm
 O, właśnie tak przyszło mi do głowy, że większość sf to przecie literatura niezbyt wymagająca, więc dla nastolatka nada się niemal wszystko. Z drugiej strony, od czasu do czasu trafi się pewnie coś wartościowszego :)
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Kwiecień 04, 2020, 01:55:55 pm
Wiesz co? Mam perwersyjny pomysł - dorzuć do listy sławetną "Grę Endera". Eksperymentalnie - jestem, po prostu, ciekaw czy dzieciak (domyślam się, że bystry) wychwyci paralogizmy (i powie, by więcej mu takich nie podsuwać) ;).
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Kwiecień 04, 2020, 02:13:12 pm
Nie wiem jaki poziom to ma i w jaką grupę wiekową celuje (o gimnazjalistach?), ale znajomy dzieciak, który dosyć sporo SF wchłonął - czytał to:
https://powergraph.pl/katalog/serie/felix-net-i-nika (https://powergraph.pl/katalog/serie/felix-net-i-nika)
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Hoko w Kwiecień 05, 2020, 12:19:25 pm
Dobra, zaanonsuję - na Feliksa chyba już rodzicielstwo zwróciło samo uwagę (dzieciak do tej pory czytał chyba głownie fantasy).
 Gra może być ciekawa - chociaż jeśli jest sławetna, to stwierdzam po raz kolejny, że się zupełnie w tym gatunku nie orientuję, musiałem sprawdzić, co to takiego :)
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Kwiecień 05, 2020, 12:33:32 pm
Gra może być ciekawa

Pomysł - owszem (jeśli próbować traktować serio ideę międzygwiezdnej wojaczki), wykonanie - jakby nastolatek dla rówieśników pisał. Taki "Eragon" międzygwiezdny (w którym władzę nad światem przejmuje się prowokując dwuosobowo dyskusje w Internecie).

A propos:
https://www.businessinsider.com/i-hate-enders-game-2013-8

jeśli jest sławetna

Na większości zachodnich list przebojów ;), zwłaszcza przez czytelników układanych, bryluje na podium, razem z "Diuną", trudno stwierdzić czemu... (Ba, nawet Sapkowski pisał na jednym oddechu ;): "Pirx i Ender".)
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 10, 2020, 06:36:07 pm
Jak przy współczesnej SF jesteśmy, zaciekawiła mnie "Aurora" Kima Stanley'a Robinsona:
https://en.wikipedia.org/wiki/Aurora_(novel) (https://en.wikipedia.org/wiki/Aurora_%28novel%29)
Nie w sensie, że czytałem (i się podobało), ale w znaczeniu, że mam chęć sięgnąć, prawdę mówiąc dla jednego wątku, w którym - streszczeniem się kierując - doszukiwałbym się swoistej odpowiedzi na pytanie, czego się Steergard bojał ;), tego traktującego o reakcji mieszkańców Ziemi na powrót kosmonautów, którzy swoją misję (w tym wypadku nie kontaktową, a kolonizacyjną) porzucili, pod naporem okoliczności.
Jeśli kto miał ją w rękach ;), będę dźwięczny ;) za podzielenie się wrażeniami.
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Lipiec 17, 2020, 12:05:13 pm
Cyklicznie wraca do nas powieść Kate Wilhelm "Gdzie dawniej śpiewał ptak" - w tym miesiącu: ponownie. W serii "Wehikuł czasu".
https://www.rebis.com.pl/pl/book-gdzie-dawniej-spiewal-ptak-kate-wilhelm,BIHB09990.html (https://www.rebis.com.pl/pl/book-gdzie-dawniej-spiewal-ptak-kate-wilhelm,BIHB09990.html)

Czytał ktoś? Mam wrażenie, że coś-kiedyś, ale krótkiego - w zbiorku jakimś - trafiłam. Tej dłuższej formy jednak nie.
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 17, 2020, 12:15:45 pm
Cyklicznie wraca do nas powieść Kate Wilhelm "Gdzie dawniej śpiewał ptak"

Pojawiła się na kanonicznych listach, najpierw Oramusa, Jęczmyka i Sedeńki, potem samego Sedeńki, to i wydawcy uznali, że warto wznawiać.

Mam wrażenie, że coś-kiedyś, ale krótkiego - w zbiorku jakimś - trafiłam.

Pewnie masz na myśli "Eksperyment Darina" ("The Planners") z czwartego tomu "Drogi do Science Fiction" (to była antologia!).
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Lipiec 17, 2020, 08:27:58 pm
Może być  - u Dana też coś było - muszę odświeżyć.

Ale nabrałam też ochoty na wersję dłuższą - zwłaszcza, że kobiet w SF niezbyt wiele...a już wznawianych...
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 17, 2020, 09:00:06 pm
u Dana też coś było

"Na zawsze twoja, Anna" ("Forever Yours, Anna") w tomiku z roku 1988. Co oznacza, że z najbardziej znanych tekstów K.W. nie ukazało się u nas tylko opowiadanie "The Girl Who Fell into the Sky". Choć z drugiej strony dorobek Wilhelm jest jednak w Polsce niedoreprezentowany - dość porównać listę tego, co napisała, i tego co przetłumaczono (aczkolwiek coś tam wyszło - po "Problemach", "NF", "Fenixach"...):
http://encyklopediafantastyki.pl/index.php?title=Kate_Wilhelm

kobiet w SF niezbyt wiele...a już wznawianych...

Z najbardziej głośnych (poza U.L.G. i K.W.) wymieniłbym panie Cherryh i Willis, oraz Butler i Russ (nie jestem entuzjastą dwu ostatnich, ale na Zachodzie liczą je do klasyków; zna się Asimova z Heinleinem, to i je wypada); no i pramatkę ;) Shelley. Pani Tiptree, a raczej Sheldon, wydawała mi się zawsze przereklamowana (Silverberg w spódnicy z niej, rzekłbym).
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Lipiec 18, 2020, 10:52:35 am
u Dana też coś było
"Na zawsze twoja, Anna" ("Forever Yours, Anna") w tomiku z roku 1988.
Sądząc po tekście - raczej: Witaj Anno.
Opowiadanie można znaleźć online. Przeczytałam. Czuć kobiecą rękę.
Nawet niezłe.
Tylko pytanie: czy z przyszłości można zabierać bezkarnie jakieś przedmioty?
Z przeszłości - wiadomo - nie;)
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 18, 2020, 02:45:27 pm
Tylko pytanie: czy z przyszłości można zabierać bezkarnie jakieś przedmioty?
Z przeszłości - wiadomo - nie;)

Jeśli - jak (podpierający się Everettem) Baxter w swoich "Statkach..." - założymy, że istnieje określona przeszłość i wachlarz możliwych przyszłości - jak najbardziej. Ot, zabranie dołoży nowe gałązki do drzewa przebiegów historii, ale i stare pozostaną. Jeśli - jak John Shirley, gdy pisał startrekowy odcinek "Visionary" - przyjmiemy, iż przyczynowość w takich razach szlag trafia - też się da.

ps. Wrócę jeszcze do pani Butler. Mam wrażenie, że jej opowiadanie "Bloodchild" ("Więzy krwi") - stanowiące, na ile jako facet mogę to ocenić, ciekawą metaforę okołoporodowych bólów i lęków - wywarło duży wpływ na vatranowo-maikowo-lęgowe ;) utwory Huberatha - podobnie ekstremalne nurzanie się w biologii, i koegzystencja ludzi z Obcymi. Gdyby nie - b. nie-lemowska - rozmowność Tlików (u M.H. czegoś takiego nie uświadczymy; Sysuni niby gadają, nawet po ludzku, ale nie schodzi to na poziom familijnych pogawędek, i nie jest pchane na plan pierwszy) to mogłyby być opowieści z jednego wszechświata.
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 23, 2020, 07:12:55 pm
Przeczytałem i... podobało się, takie...romantyczne?
Czyżbyś właśnie ten pierwiastek określiła słowami  "czuć kobiecą rękę"?  :)
Nie wnikając w paradoksy czasu... no, niezłe, aż szkoda, że takie krótkie.
Co do dłuższego - nie czytałem lub zupełny reset, pamiętam tylko okładkę pierwszego wydania. Na pewno wpadała mi wielokrotnie w oczy, ale gdzie? Przez chwilę myślałem że może nawet lezy gdzieś na półce, ale ...bajzel mam teraz straszny. O tej okładce piszę:
(https://0.allegroimg.com/original/03b554/b71dd91d4f98b07f303a1c1aa100/Gdzie-dawniej-spiewal-ptak-Kate-Wilhelm)
Natomiast streszczenie wydaje się zachęcające...
I skoro już jestem w tym wątku, ...lub nie - wpadała w ręce książeczka Gretkowskiej o Osieckiej (biedronka - 5 ziko)
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4857252/poetka-i-ksiaze (https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4857252/poetka-i-ksiaze)
Lubię frazę Osieckiej, ciekawy życiorys, do tego Giedroyć, emigracja ...a, pomyślałem, przeczytam. Zapomniałem, że będzie też fraza Gretkowskiej - utknąłem na 5 stronie, nie da się lub z strasznym oporem.
Po przerwie, w drugim podejściu doszedłem do 10-tej i zaś, utknąłem.
Już bodaj Mniszkówna potrafiła lepiej, a na pewno sprawniej operowała językiem. I ta silona maniera kobiety wyzwolonej, sztuczność podobna twarzom wenezuelskich modelek. Pierwszy raz utknąłem na frazie jak Adam dopadł Ewę...gdzieś pod drzewem dobrego i złego. Opierała się o nie jak dzikie kobiety z dżungli. Praojciec, pióropusz i kość w nosie, wbijał w nią kość członka. Obejmowała, krzyżowana, drzewo.
Drugi raz utknąłem gdy rozwinęła się refleksja nad zużytą prezerwatywą, którą mąż/kochanek  (Hłasko) użył po raz kolejny, dla zabawy, w roli zakładki do książki - takie jest życie- powiedziała Agnieszka - nie literatura. Gumowa zakładka najpierw w niej. Ona też była literaturą...etc.
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: maziek w Lipiec 23, 2020, 08:14:04 pm
Te kulki to mam. Gdzieś. Znaczy na półce w tylnym rzędzie. Musze ja tę Gretkowską napocząć. Czytelniczo oczywiście. Z noblistką mi nie poszło, to może to... W Biedronce to dają?
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 23, 2020, 08:28:25 pm
Te kulki to mam. Gdzieś. Znaczy na półce w tylnym rzędzie. Musze ja tę Gretkowską napocząć. Czytelniczo oczywiście. Z noblistką mi nie poszło, to może to... W Biedronce to dają?
O, to może u Ciebie widziałem?  :D
A Manuela jednak nie w biedrze, bo to zona kupiła - w jakimś lumpeksie.
 Będziesz musiał sypnąć groszem  :)
To już chyba lepiej zainwestować w drugą szansę dla noblistki, może ze złej strony napocząłeś  :-\
Ja akurat wolę jej krótsze formy. Próbowałeś z tej strony?
https://www.gloskultury.pl/opowiadania-bizarne-recenzja/
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 28, 2020, 11:44:18 am
Właściwie, to przesłuchałem książkę. 
Donasennie.
"Pan Samochodzik i człowiek z UFO" Nienackiego. Ostatnia jego produkcja z tej serii. Według nienackofanów, jedna z gorszych. Mnie akurat specjalnie nie przeszkadzały gadżety s-f  w miejsce cudownego wehikułu ale... dobrzegu dobrzegu, jak mawia kolega.
Może to już obłędzik, że nawet tutaj dosłuchałem się wpływów Lema? Zaniepokojony rzeczonym objawem, zerknąłem na ichnie forum i ufff... nie tylko ja.
W szczególe zaś, chodzi o amorficzną postać (oksymoron?, ono przekształca się wedle uznania od psa, przez ślimaka po latarkę - działającą latarkę;). Nazywa się Robin. A kojarzy do ... Solaris. 
Otóż Robin strzeże tajemniczej "Diabelskiej doliny" z zapomnianym miastem Taironów. Strzeże przed poszukiwaczami skarbów, gdy się jednak tacy napatoczą, Robin ich odstrasza.
A odstrasza powodując halucynacje. W halucynacjach, niepożądani, widzą zmaterializowane swoje najskrytsze lęki; węże, lawiny.... Ostatnia ofiara Robina zobaczyła swą dawną miłość do śmierci której przyłożyła rękę.
Robin  tkany z Oceanu?  8)

 


Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Lipiec 28, 2020, 11:04:49 pm
Materializacja lęków to i w "Makbecie"?;)
Ale fakt - wygląda, że Robin wyciąga ze swojego hooda to, co ocean...i nie są to jego satelity.
Ja chciałam wrócić do Kate Wilhelm.
(taa...to poczucie kobiecej ręki przez wątek romantyczny - niezbyt często obecny w męskiej SF)
...wrócić, bo przeczytałam 1/3 wzmiankowanej książki.
Pasowna dla wirusowej sytuacji - tylko tam inny układ obiektem zainteresowania wirusa, a on sam znacznie groźniejszy:
- Myślę, że ten cholerny wirus jakoś atakuje serce. Nikt nie wie, co to jest. Wszystkie objawy związane są z układem krążenia.
- Bardzo źle się czułaś? Kiedy to się zaczęło?
- Jakieś półtora roku temu. Tuż przed tym, jak kazali nam wyjechać z Brazylii. To ogarnęło całe Rio. Właśnie tam nas przewieźli, kiedy stwierdzili, że też jesteśmy chorzy. Niewiele osób przeżyło. Z tych, którzy zachorowali później prawie nikt. Wirus stawał się z czasem coraz złośliwszy.
Dawid pokiwał głową.
- To samo tutaj. Prawie sześćdziesiąt procent przypadków śmiertelnych, a teraz, myślę, doszło już do osiemdziesięciu.


Trudno wyrokować o całej książce...mam na razie wrażenie, że tam gdzie schematycznie powinna się kończyć - ona dopiero się zaczyna.
Nie jest to klasyczna SF - raczej coś w stylu Orszulki i gdzieś zgrało się to z tym co powiedział Lem o klonowaniu, a zostało przypomniane w innym wątku:
Tak czy inaczej, to co było fantastycznym snem, dziś staje się - nieraz makabryczną - jawą. A jedno jest pewne, rozwój już rozpoczęty z natury swej jest niepohamowany.
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 29, 2020, 12:43:42 pm
Co do kobiecego podejścia do SF i wątków romansowych, to nie jesteście - Szczęściarze! - na bieżąco z obecnymi zaoceanicznymi modami. Teraz kobieca fantastyka (raczej fantasy niż SF) traktuje o trudnym macierzyństwie, przemocy domowej (wiadomo: samiec - twój wróg), i takich tam przyjemnościach (dobrze żeby jeszcze coś było o czarnym dziedzictwie, albo rasizmie wśród, czy wobec, goblinów), a romanse jeśli już się tam trafiają to zwykle gejowskie lub postludzko-postpłciowe. Przy czym w zasadzie tylko panie - według powyższego schematu tworzące - czołowe nagrody tam zdobywają.
Jest zresztą i męska opozycja, ale jeszcze mniej godna uwagi. Buntując się przeciw powyższemu cykliczne bzdury o kosmicznych marines i takichż imperiach płodzi (bo tak powrót do starych, dobrych, czasów rozumie), klepiąc je tak na jedno kopyto, że ledwo co przywoływany Heinlein jawi się na tym tle autorem wysoce ambitnym i innowacyjnym. Czasem, dla odmiany, coś o chrześcijańskich pogromcach demonów dorzucając.
Tylko Robinson i Weir (od "Marsjanina") się z tych schematów wyłamują i klasyczno-skafandrowe opowieści piszą. Niestety pierwszy już w wieku emerytalnym, a drugi chyba wyżej poziomu drugorzędności nie podskoczy.

Tymczasem u nas znów ukazał się zbiór opowiadań Chianga (tradycyjnie rozszerzony i w nowy tytuł zaopatrzony):
http://katedra.nast.pl/art.php5?id=7980
https://wyborcza.pl/ksiazki/7,154165,25886945,ted-chiang-filozof-science-fiction.html?disableRedirects=true
Fragmentem aktualnie tytułowego utworu go promują:
http://katedra.nast.pl/art.php5?id=8005
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 29, 2020, 03:53:23 pm
Cytuj
(taa...to poczucie kobiecej ręki przez wątek romantyczny - niezbyt często obecny w męskiej SF)
Jednakowoż z elementem ekstrawaganckim, bo to związek kazirodczy. Tyle, że osłabiony okolicznością, że i same kazirodztwo stało się bezpodstawne.
Cytuj
Pasowna dla wirusowej sytuacji - tylko tam inny układ obiektem zainteresowania wirusa, a on sam znacznie groźniejszy:
Ano, skoro na dzień dobry napisane, że gorsze hiszpanki .. W październiku przez kraj przeszła pierwsza fala grypy, poważniejsza w skutkach niż epidemia z lat 1917-1918. ,  a potem było jeszcze gorzej. Książka apokaliptyczna, mam skojarzenia z "Dniem Tryffidów".. i racja...początek mógłby być końcem, zobaczymy w co się rozwinie  :)
Tłumaczenie też daje smak epoki w której powieść powstała...kto by dziś bezkarnie napisał  - Jeszcze rok porobisz za murzyna u Selnicka i w końcu napiszesz tę pracę
Co do samego klonowania, autorka "wymyśla" różne problemy, ale na ile zasadne w świetle dzisiejszej nauki, nie wiem? Temat ludzkich klonów jakoś zszedł z widoku.
Cytuj
Teraz kobieca fantastyka (raczej fantasy niż SF) traktuje o trudnym macierzyństwie, przemocy domowej
Nie pomyliłeś?  :D Co w tym sci-fi a nawet fantasy? Toć czysty realizm.  8)
No chyba że jakieś fantastyczne metody gnębienia partnera, lub wychowywanie dzieci przy pomocy pilota...ale i to coraz bardziej reality.
Cytuj
(wiadomo: samiec - twój wróg)
Chyba ciut nieaktualne, w świetle tego co pisał Nex?
Przecież po dokonaniu zgnębienia samicy wystarczy oświadczyć, że też się jest samicą. Ta opozycja traci sens, wobec deklaratywności płci bez oglądania się na biologię.
Dziś piszę do Was ja, lifka - mać! jak się czuję uciskana (niech już ten samiec, byle tylko nie zawał ::)  )... ale za to jutro... za to jutro... zobaczycie! :D
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 29, 2020, 04:59:28 pm
Nie pomyliłeś?  :D Co w tym sci-fi a nawet fantasy? Toć czysty realizm.  8)

Przeleć... wzrokiem oczywiście... listy nominatów i zwycięzców Hugo i Nebuli z ostatnich 4-5 lat, potem poszukaj wymienionych utworów, albo ich streszczeń, i połącz kropki ;)*. Uwagę na płeć, orientację i kolor skóry** autorów też zwróć.

* A zobaczysz obrazek z taką, między innymi, pieśnią (https://www.youtube.com/watch?v=rOxia-ThQK4) się kojarzący ;).

** Przy czym zabawny ten hamerykański antyrasizm - Chińczyka czy Afrykanina chętnie nagrodzą... o ile po angielsku pisze, albo w takowym - dostatecznie dobrym - przekładzie jego teksty wychodzą. Jak nie, to jakby nie istniał.

Najciekawszy jest chyba poniższy przypadek:
https://apex-magazine.com/if-you-were-a-dinosaur-my-love/
https://polter.pl/ksiazki/Gdybys-byl-dinozaurem-moj-ukochany-%E2%80%93-Rachel-Swirsky-c26806
https://en.wikipedia.org/wiki/If_You_Were_a_Dinosaur,_My_Love
Widać stąd, że nie trzeba nawet pisać fantastyki, by fantastycznym laurem mieć skroń zwieńczoną, gdy serce ma się po właściwej stronie.

Ta opozycja traci sens, wobec deklaratywności płci bez oglądania się na biologię.

Jak się zdeklaruje, to ma szansę robić za postać pozytywną, jak nie - może nawet jako (motywowany zabobonem i strachem przed odmiennością) dzieciobójca skończyć, że odwołam się do modnych (i cenionych nawet przez w/w białosamczą opozycję - do ich rozłamowego Dragona, nagrody świeżej daty i podejrzanej konduity, też nominacje dostały) powieści pani Jemisin:
http://katedra.nast.pl/art.php5?id=7547
http://katedra.nast.pl/art.php5?id=7410
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Lipiec 30, 2020, 12:41:46 am
Co do kobiecego podejścia do SF i wątków romansowych, to nie jesteście - Szczęściarze! - na bieżąco z obecnymi zaoceanicznymi modami. Teraz kobieca fantastyka (raczej fantasy niż SF) traktuje o trudnym macierzyństwie, przemocy domowej (wiadomo: samiec - twój wróg), i takich tam przyjemnościach (dobrze żeby jeszcze coś było o czarnym dziedzictwie, albo rasizmie wśród, czy wobec, goblinów), a romanse jeśli już się tam trafiają to zwykle gejowskie lub postludzko-postpłciowe. Przy czym w zasadzie tylko panie - według powyższego schematu tworzące - czołowe nagrody tam zdobywają.
No właśnie...w tym, co napisałeś nie chodzi o "kobiece podejście" tylko o correct podejście: trzeba upakować kilka obrazków żeby środowisko nie mogło odrzucić powieści...a wręcz musiało ją docenić. Czy tam: przecenić.

Ten "Wydech" nawet czytliwy - kojarzy do zacinających się bębnów...

Cytuj
(taa...to poczucie kobiecej ręki przez wątek romantyczny - niezbyt często obecny w męskiej SF)
Jednakowoż z elementem ekstrawaganckim, bo to związek kazirodczy. Tyle, że osłabiony okolicznością, że i same kazirodztwo stało się bezpodstawne.
E? Przegapiłam jakąś rodzinkę w tym opowiadaniu?;)
Chyba, że rozszerzyłeś tę rękę na powieść...bo tak, tutaj to jakieś za...powiedzmy...rodzinne;)
Cytuj
i racja...początek mógłby być końcem, zobaczymy w co się rozwinie 
W środek który mógłby być kolejnym końcem:))
Rozwija się w dziwną opowieść - bardziej psyche niż S czy F. Z mieliznami.
W sumie to tutaj widać Molocha i satelity;)
W sensie kolektywizacji życia i próby oswobodzenia jednostki...dwie drogi: ludzka i...też ludzka?
Taki mix wieku XVI/XVII, świata postapo, nowoczesnej technologii - utaplany w rozterkach psyche. Moralnych nikt jakoś nie ma...po trupach do celu.
Tylko jaki cel? Odbudowy świata na wzór znienawidzonych jednostek?
Cytuj
Co do samego klonowania, autorka "wymyśla" różne problemy, ale na ile zasadne w świetle dzisiejszej nauki, nie wiem? Temat ludzkich klonów jakoś zszedł z widoku.
Trudno rzec, bo nikt nie klonuje ludzi - zwłaszcza piątkami...
Wiadomo przecież, że pięciornia jest podstawową komórką naszego życia rodzinnego...
...ale mnie się wydaje to wydumane - znaczy zbiorowa świadomość klonobliźniat. Ok - jest tylko lekką kreską zarysowana.
Bardziej wynika z chowu i sposobu organizacji społeczeństwa.
Reproduktorki nieszczęśliwe, bo odseparowane od sióstr? Czy po prostu - od życia? I dzieci? Jak więźniarki?
W dodatku faszerowane prochami...czyli coś ta zbiorowa świadomość szwankuje...jest wynikiem eksperymentu nie tyle biologicznego - co socjologicznego.

Natomiast ciekawie zapowiadał się wątek konfrontacji ze swoją gen-linią...jednak porzucony.

Mam wrażenie, że podstawą tej opowieści jest pochwała indywidualizmu, samoświadomości, autonomii, niepowtarzalności.
Zobaczymy:)

Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 30, 2020, 01:44:57 am
Cytuj
E? Przegapiłam jakąś rodzinkę w tym opowiadaniu?;)
Chyba, że rozszerzyłeś tę rękę na powieść...bo tak, tutaj to jakieś za...powiedzmy...rodzinne;)
No tak, bo to ta sama ręka.
Dalej się nie odnoszę, bo jestem niedoczytany i klony jeszcze się nie... wykloniły.
Cytuj
Ten "Wydech" nawet czytliwy - kojarzy do zacinających się bębnów...
W tym wydechu zdziwił trochę argon, nie powinno być orgon?
Tutaj;
Od dawna już mówiono, że źródłem życia jest powietrze (przez niektórych zwane argonem)
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 30, 2020, 02:12:33 am
No właśnie...w tym, co napisałeś nie chodzi o "kobiece podejście" tylko o correct podejście: trzeba upakować kilka obrazków żeby środowisko nie mogło odrzucić powieści...a wręcz musiało ją docenić. Czy tam: przecenić.

Prawda, jednak głównie panie pod te ramki obrazki malują. I jak kto nie zna Orszulki, czy choćby Wilhelm, to myśląc: fantastyka kobieca będzie dziś miał skojarzenia z wspomnianymi wypracowaniami, które w dużej mierze zmonopolizowały teraz rynek.

Ten "Wydech" nawet czytliwy - kojarzy do zacinających się bębnów...

Mnie znów, nieodmiennie, jak za czasów gdy o nim pierwszy raz gadaliśmy, scenkę z "Podróży czternastej" z pamięci przywołuje:

"Wziąłem kubełek i poszedłem się rozejrzeć, czy nie mają tu jakiegoś lakieru. Chodziłem tak, aż usłyszałem sapanie. Patrzę, a za budynkiem stacji stoi kilka maszyn parowych i rozmawia. Zbliżyłem się.
Jedna mówi:
— Przecież to jasne, że chmury są formą życia pozagrobowego maszyn parowych. Otóż zasadnicze pytanie brzmi: co było pierwej — maszyny parowe czy para wodna? Ja twierdzę, że para!
— Milcz, przeklęty idealisto! — zasyczała druga."


...ale mnie się wydaje to wydumane - znaczy zbiorowa świadomość klonobliźniat. Ok - jest tylko lekką kreską zarysowana.

Mnie też, choć staram ją sobie reinterpretować nie w duchu telepatycznym, ale - podobnie do Ciebie - że to niby nałożenie się bliskiego genetycznego pokrewieństwa i wspólnego wzrastania.

W tym wydechu zdziwił trochę argon, nie powinno być orgon?

Inny świat, to i powietrze może być inne. Dorzucę streszczenie:
https://en.wikipedia.org/wiki/Exhalation_(short_story) (https://en.wikipedia.org/wiki/Exhalation_%28short_story%29)
Jak się zastanowić to gatunek protagonisty mógłby robić za kolejną cywilizację z "Bajek..."*. (Dlatego zresztą linknąłem ;).)

* Oczywiście, nie jestem odosobniony w tej obserwacji:
https://www.washingtonpost.com/entertainment/books/ted-chiangs-exhalation-like-his-story-that-inspired-arrival-fuses-intellect-and-emotion/2019/05/03/b8bf1620-6db2-11e9-a66d-a82d3f3d96d5_story.html
http://speculiction.blogspot.com/2019/06/review-of-exhalation-stories-by-ted.html
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 30, 2020, 10:57:46 am
Cytuj
Inny świat, to i powietrze może być inne. Dorzucę streszczenie:
Chyba, że tak. Czytając, samo wskoczyło - akcja dzieje się na Ziemi, tylko w dalszej że hen, przyszłości. I dotyczy jakoś cyborgowatych, ale jednak ludzi.
Stąd zdziwienie gazem występującym w minimalnym procencie (dosłownie) w powietrzu - wtedy wyskoczył reichowy orgon. Właściwie z pierwszego tylko zdania - Od dawna już mówiono, że źródłem życia jest powietrze (przez niektórych zwane argonem).
https://pl.wikipedia.org/wiki/Orgon_(teoria) (https://pl.wikipedia.org/wiki/Orgon_(teoria))
Cytuj
Rozwija się w dziwną opowieść - bardziej psyche niż S czy F. Z mieliznami.
Ale nie takie by na nich utknąć  :)
Na etapie, którym aktualnie jestem, silne skojarzenie (przez telepatię właśnie), z podobnym, choć na odwrót, wątkiem z książki  'Poczwarki"  Wyndhama (już drugi raz kojarzy mi ten autor, ostatni, bo innych jego książek nie czytałem  :D  ).
Tyle że w "Poczwarkach" owa właściwość jest efektem mutacji...popromiennej?
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/48022/poczwarki (https://lubimyczytac.pl/ksiazka/48022/poczwarki)
Tu więcej o treści
http://charliethelibrarian.com/john-wyndham-poczwarki/ (http://charliethelibrarian.com/john-wyndham-poczwarki/)
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 30, 2020, 05:36:17 pm
Czytając, samo wskoczyło - akcja dzieje się na Ziemi, tylko w dalszej że hen, przyszłości. I dotyczy jakoś cyborgowatych, ale jednak ludzi.

Uznałeś, że jak myśli, i świata ciekawy, to musi być z naszych? ;)

(Nawiasem: u Chianga nawet osadzenie na Ziemi i człowieczeństwo bohatera niczego by nie gwarantowały, bo zdarza mu się zapuszczać w fantasy, New Weirdy, rzeczywistości z dostępnym empirii Zaświatem, wiszącym nade łbem sklepieniem niebieskim czy zgodne z fantazjami kreacjonistów, o odmiennych, kabalistycznych magio-biologio-fizykach nie mówiąc.)

wtedy wyskoczył reichowy orgon.

Pamiętam jak kiedyś o nim - lata temu - wspominałeś ;).

Na etapie, którym aktualnie jestem, silne skojarzenie (przez telepatię właśnie), z podobnym, choć na odwrót, wątkiem z książki  'Poczwarki"  Wyndhama

Coś w tym jest... W obu wypadkach mamy łagodnie (tj. bez madmaxowatych ekscesów) postapokaliptyczny świat, opisywany niespieszną frazą, i skupienie na czynniku ludzkim...

ps. Cofnę się jeszcze do:
Właściwie, to przesłuchałem książkę. 
Donasennie.
"Pan Samochodzik i człowiek z UFO" Nienackiego. Ostatnia jego produkcja z tej serii. Według nienackofanów, jedna z gorszych. Mnie akurat specjalnie nie przeszkadzały gadżety s-f  w miejsce cudownego wehikułu

Nawet ją lubię, choć nie uważam za wybitną (choćby w kategorii prozy rozrywkowej czy "Samochodzików")*, i mam wrażenie, że nienackofani odrzucają ją głównie dlatego, że czytając wiadomy cykl nie nastawiają się na SF, przynajmniej w tym stężeniu. (Luźne bazowanie na Dänikenie też może część z nich, tę nastawioną na sieriozne podejście do historycznych zagadek, sierdzić.)

* Co nie zmienia faktu, że zostawiła po sobie jedno z milszych wspomnień z całej serii...

Robin  tkany z Oceanu?  8)

Odkąd zorientowałem się, że "Aguerre w świcie" Dukaja, choć bardziej utwory Zelazny'ego i W.J. Williamsa, oraz komiksy superbohaterskie, przypomina, ma za sikłel "Solaris" robić, nic mnie nie zdziwi, nawet to ;).
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 30, 2020, 08:49:31 pm
Cytuj
Uznałeś, że jak myśli, i świata ciekawy, to musi być z naszych?
Tak  :)
i jeszcze po tym, że mają płuca, mózg, kończyny, układ krwionośny, mieszkają w domach, są towarzyscy, plotkują, tworzą wiersze i many more  ;)
Cytuj
Coś w tym jest...
Im głębiej w las, tym więcej widzę podobieństw. Znaczy bazowe, to jedno -> nowy ulepszony człowiek ma łącza telepatyczne, współodczuwa innych sobie podobnych. Tyle, że w u Wyndhama telepaci, czyli tytułowe poczwarki, są tępieni przez normalsów.  Odsiewani w toku celebrowanych jako wzorzec ostateczny naszości rytuałów z czasów minionych. Boją się ich, nie potrafią zrozumieć...ta ksiażka, slabo pamiętam, ale chyba kończy się dobrze?
A u Wilhelm?
 W książce Wilhelm, odwrotnie - lepsza odmiana człowieka pozbywa się starych, łącznie z ich stylem życia, dla nich niezrozumiałym - jak Ola napisała - indywidualistycznym. Klany które tworzą od "ojców/matek dawców" przypominają nieco historie biblijne - potomkowie Cham, Seta , Jafeta...
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 30, 2020, 09:23:16 pm
i jeszcze po tym, że mają płuca, mózg, kończyny, układ krwionośny, mieszkają w domach, są towarzyscy, plotkują, tworzą wiersze i many more  ;)

Tak to byś również Kalgasz z Ziemią pomylił ;):

"Kalgasz to zupełnie odmienny świat i nie chcielibyśmy, abyś myślał, iż jest taki sam jak Ziemia, nawet jeżeli zamieszkujących go ludzi opisujemy jako mówiących w zrozumiałym dla ciebie języku i posługujących się znanymi ci pojęciami. Te słowa należy rozumieć jedynie jako odpowiedniki terminów obcych - czyli jest to typowy zbiór odpowiedników, taki sam, jakiego używa autor powieści, gdy jego cudzoziemscy bohaterowie porozumiewają się między sobą w swoim ojczystym języku, a on przekłada ich słowa na język czytelnika. Tak więc jeżeli mieszkańcy Kalgasza mówią "kilometrach", "rękach", "samochodach" czy "komputerach", to mają na myśli własne jednostki odległości, własne kończyny chwytne, własne środki transportu, własne urządzenia przetwarzające informacje itd. Komputery na Kalgaszu niekoniecznie muszą być kompatybilne ze stosowanymi w Nowym Jorku, Londynie czy Sztokholmie, a słowo kilometr, którego używamy w tej książce, nie musi oznaczać jednostki odległości równej tysiącu metrom. Uznaliśmy jednak, że prościej i lepiej będzie wykorzystać znane terminy do opisywania zdarzeń na tamtym całkowicie odmiennym świecie, niż wymyślać długą listę kalgasjańskich wyrazów.
Innymi słowy, moglibyśmy opowiedzieć ci, jak to jeden z naszych bohaterów zatrzymał się, aby strapnąć swe kanglisze przed wyjściem na siedmiowerkową przechadzkę po głównej libiszy swojego rodzinnego subna, i cała treść książki mogłaby wyglądać równie obco i odległe. Wtedy jednak o wiele trudniej byłoby wyłowić sens tego, co opisujemy, a to nie wydawało nam się celowe. Istota tej opowieści nie leży bowiem w liczbie dziwacznych pojęć, które moglibyśmy wymyślić; zawiera się raczej w reakcji grupy ludzi nieco nas przypominających, żyjących w świecie trochę podobnym do naszego - we wszystkim, z wyjątkiem jednego, ważnego szczegółu - kiedy ci ludzie stają w obliczu sytuacji, różniącej się całkowicie od tego, z czym kiedykolwiek borykali się mieszkańcy Ziemi. Wziąwszy pod uwagę wszystkie okoliczności uznaliśmy, że lepiej opowiedzieć ci, iż ktoś założył buty przed wyjściem na siedmiokilometrową przechadzkę, niż zaśmiecać książkę kangliszami, werkami i libiszami.
Jeśli wolisz, możesz sobie wyobrażać, że w tekście pojawiają się "werki" wszędzie tam, gdzie jest mowa o "kilometrach", "glabery" tam, gdzie występują "godziny", a "sladoły" tam, gdzie są "oczy". Możesz też wymyślić własne terminy. Werki czy kilometry - wszystko to straci znaczenie w chwili, gdy pojawią się gwiazdy."


Asimov & Silverberg, przedmowa do "Nastania nocy"

Zresztą wiemy obaj, że zaoceaniczni autorzy SF z lubością antropomorfizują na potęgę.

Boją się ich, nie potrafią zrozumieć...

Tu gdzieś do Stapledona z jego Johnem pętelka, i do vanvogtowych bajek o slanach (https://en.wikipedia.org/wiki/Slan).
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/61445/slan

ta ksiażka, slabo pamiętam, ale chyba kończy się dobrze?

W sumie tak, acz w sposób wątkowootwarty.
https://www.gradesaver.com/the-chrysalids/study-guide/summary
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Lipiec 31, 2020, 12:17:22 am
W tym wydechu zdziwił trochę argon, nie powinno być orgon?
Ja tam sobie pomyślałam: Argonauci;)
Prawda, jednak głównie panie pod te ramki obrazki malują. I jak kto nie zna Orszulki, czy choćby Wilhelm, to myśląc: fantastyka kobieca będzie dziś miał skojarzenia z wspomnianymi wypracowaniami, które w dużej mierze zmonopolizowały teraz rynek.
Tak, ale to nie jest "kobieca ręka" - to są słowa/książki zapisane przez kobiety - tworzą nurt kobiecy w SF. A "kobieca ręka" może także charakteryzować mężczyzn - w książkach napisanych przez mężczyzn. Jakiś rodzaj wrażliwości? Z Wenus?;)
Cytuj
Mnie też, choć staram ją sobie reinterpretować nie w duchu telepatycznym, ale - podobnie do Ciebie - że to niby nałożenie się bliskiego genetycznego pokrewieństwa i wspólnego wzrastania.
Tak właśnie - które to podobieństwo w hodowli może dać wrażenie pewnej nieludzkiej więzi.
Ona jednak dobiła temat: uderzenie jednego - boli drugiego...ot, jedno zdanie - a zmienia.
Cytuj
Rozwija się w dziwną opowieść - bardziej psyche niż S czy F. Z mieliznami.
Ale nie takie by na nich utknąć  :)
Żeglowałeś już? Tutaj te mielizny - ale fakt - nie utknęłam.
Cytuj
W książce Wilhelm, odwrotnie - lepsza odmiana człowieka pozbywa się starych, łącznie z ich stylem życia, dla nich niezrozumiałym - jak Ola napisała - indywidualistycznym.
Lepsza? W ich mniemaniu. Bo w czym jest lepsza? Że będzie produkowała potrzebnych rzemieślników? A to rolników, a to żeglarzy...i przez to każden będzie szczęśliwy, bo będzie robił to, do czego został skopiowany? Automaty.
Automaty z pozorami życia. I przekonaniem o jedynie słusznej drodze - inni na złom.
Więc skąd wśród nich przywódcy?
Coraz bardziej widzę w tym metaforę politsystemów.
A miasto-państwo klonów to zaczontek totalitaryzmu.
Szkic - od kreski do kreski - aż obrazek zniewolonego kolektywu - stanie się wyraźniejszym.

Nic...mam jeszcze z 50 stron do końca. Zobaczymy. Bo może na drugim brzegu człecza konkurencja? Wszyscy zeszli? Co do jednego? Hm.

Pss...trafiłam w taką listę - książki, które warto przeczytać choć raz w życiu - druga pozycja mnie zaskoczyła...a później...widzę ciemność...
https://businessinsider.com.pl/rozwoj-osobisty/ksiazki-ktore-trzeba-przeczytac-w-zyciu-100-tytulow/fdvpq2w (https://businessinsider.com.pl/rozwoj-osobisty/ksiazki-ktore-trzeba-przeczytac-w-zyciu-100-tytulow/fdvpq2w)
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: liv w Lipiec 31, 2020, 12:53:51 am
Cytuj
Żeglowałeś już? Tutaj te mielizny - ale fakt - nie utknęłam.
Gdzieś tak do 1/3. W każdym razie oni żeglują  :)
Cytuj
Lepsza? W ich mniemaniu. Bo w czym jest lepsza?
Rozdzielili sex od prokreacji?  :D ..żartuję, zapomniałem wstawić cudzysłów.
Co do dalszego wywodu, zgoda.
Cytuj
Ona jednak dobiła temat: uderzenie jednego - boli drugiego...ot, jedno zdanie - a zmienia.
No dobiła, chyba niepotrzebnie bo zacząłem zadawać (sobie w głowie) głupie pytania. Np. czy gdy Ben z Molly się kochają (starając się o dyskrecję, by nie budzić..) to ich bracio-siostry klony też? Takie współodczuwanie przekracza wyobraźnię i wtedy bliżej owadów społecznych? Z genetycznie zaprogramowanymi rolami?
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 31, 2020, 01:07:45 am
Tak, ale to nie jest "kobieca ręka" - to są słowa/książki zapisane przez kobiety - tworzą nurt kobiecy w SF. A "kobieca ręka" może także charakteryzować mężczyzn - w książkach napisanych przez mężczyzn. Jakiś rodzaj wrażliwości? Z Wenus?;)

Prawda, przy czym mam wrażenie, że w poprawnościowe założenia, o których mowa łatwiej wpisywać się gdy się ową wrażliwość posiada. P. Jemisin np. - choć do mistrzyń gatunku trudno ją liczyć - jest po babsku empatyczna względem swoich bohaterów (nawet paskudnych, jednoznacznie potępionych i finalnie wykończonych, dzieciobójczych opresorów), w sposób nieosiągalny dla Webera (którego szwarccharakterom brak tylko brzydko pachnących skarpetek do kompletu, pod każdym innym względem są odpychający - co, że do odmiennej epoki, i odmiennych postulatów twórczych, się odwołam, b. z Putramentem się kojarzy), czy innych autorów z drugiego bieguna, co dodaje jej czytadłom pewnych walorów.

Ona jednak dobiła temat: uderzenie jednego - boli drugiego...ot, jedno zdanie - a zmienia.

Dobiła, ale powiedzmy, że ćwiczyłem uszlachetniający - a polegający czasem na zapominaniu o jednym czy drugim zdaniu - odbiór SF na "StarTreku", i sporej ilości knig też ;).

trafiłam w taką listę - książki, które warto przeczytać choć raz w życiu - druga pozycja mnie zaskoczyła...a później...widzę ciemność...

Dziwna ta lista...

Np. czy gdy Ben z Molly się kochają (starając się o dyskrecję, by nie budzić..) to ich bracio-siostry klony też?

Nie da się ukryć, to ich współodczuwanie niebezpiecznie przypomina braterską więź z "The Last Remake Of Beau Geste" 8).

ps. Z innej beczki... Czytał kto średniowieczno-Kontaktowy "Eifelheim" Michaela Flynna (wyszło toto po polsku 9 lat temu)?
http://katedra.nast.pl/ksiazka/10965/Flynn-Michael-F-Eifelheim/
https://en.wikipedia.org/wiki/Eifelheim
https://esensja.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=13282
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Sierpień 02, 2020, 11:26:02 pm
Cytuj
Ona jednak dobiła temat: uderzenie jednego - boli drugiego...ot, jedno zdanie - a zmienia.
No dobiła, chyba niepotrzebnie bo zacząłem zadawać (sobie w głowie) głupie pytania. Np. czy gdy Ben z Molly się kochają (starając się o dyskrecję, by nie budzić..) to ich bracio-siostry klony też? Takie współodczuwanie przekracza wyobraźnię i wtedy bliżej owadów społecznych? Z genetycznie zaprogramowanymi rolami?
Trzeba wziąć pod uwagę kiedy ta Pani to pisała, ale tak - mam wrażenie, że przeczytała coś o badaniach nad bliźniakami, coś o życiu społecznym owadów i sklonowała to w jednopłciową rodzinę.

Skończyłam. Niestety -  ku końcu elektronicznie kartkowałam...dla mnie nużące leśne próby akomodacji.
Za to niedokończony wątek Davida i Molly - tak just...kazała im odejść? A co z ludźmi, którzy na początku książki plądrowali, żyli obok? Nie mogli przetrwać, bo?

W pewnym momencie wyskoczyła jej wizja społeczeństwa konsumpcyjnego, a przy tym zamkniętego (w znaczeniu: tylko używać, nie tworzyć) - co doprowadza do zaniku myślenia abstrakcyjnego.
U wszystkich? Dlaczego? Dlaczego klony miałyby stawać się maszynkami?
Raczej przez organizację społeczeństwa.
I ta końcówka...takie to proste...kradzież kilku kobiet, kilku chłopaków, kilku sztuk bydła...tja. Pełna abstrakcja:)
Tak, że z niejaką ulgą wrócę do autobio Marqueza.

Cytuj
ps. Z innej beczki... Czytał kto średniowieczno-Kontaktowy "Eifelheim" Michaela Flynna (wyszło toto po polsku 9 lat temu)?
Nie. Ale z esensyjnej recenzji wynika, że lepiej przeczytać to:
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4870896/peanatema (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4870896/peanatema)
Wygląda interesująco - tylko podobno za dużo słów...w sensie treściwości wywodu.
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Sierpień 03, 2020, 12:11:29 am
Ale z esensyjnej recenzji wynika, że lepiej przeczytać to:

Tego zachwalać mi nie musisz, czytuję Stephensona odkąd wydali u nas jego "Diamentowy wiek" ;). Gdybym miał powiedzieć w skrócie - trochę platonizmu, trochę "Wizji...", trochę "Imienia...", i jeszcze ostrych nawiązań do "Gry..." (https://pl.wikipedia.org/wiki/Gra_szklanych_paciork%C3%B3w) Hessego się tam (niebezpodstawnie) doszukują:
https://polter.pl/Peanatema-Neal-Stephenson-c20888
A przy tym perfekcyjno-lodowe, Dukajowi pokrewne, budowanie złożonego - by nie rzec: przekombinowanego - świata. Zaś bohaterowie to cokolwiek destrukcjanie. Znaczy: pozwól, że zamienimy się miejscami i JA polecę ;); powinno Ci się spodobać*.

* Choć i tam da się narzekać na uproszczenia ledwo co wspominanego rodzaju (z odautorskiej przedmowy: "Niektóre arbryjskie rośliny i zwierzęta zostały przedstawione jako ich ziemskie odpowiedniki, dlatego postaci występujące w książce mówią o marchewce, ziemniakach, psach, kotach i tak dalej — co jednak wcale nie oznacza, że na Arbre występują dokładnie te same gatunki. Arbre ma własną faunę i florę, a ziemskie ekwiwalenty pozwoliły mi uniknąć dygresji, w których musiałbym na przykład szczegółowo opisywać fenotyp arbryjskiej marchwi.").
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 03, 2020, 12:41:51 am
Wstrzymam się z szerszą opinią - zostało mi jeszcze kilkadziesiąt stron. Ale tak, po przeczytanym już, widać - skręca w jakąś dystopię. Poszerza horyzont, tracąc zoom na ludzików. Chocia... reproduktorki - mocne i teraz.
Właściwie, to chyba powinno być inkubatorki, bo mianem reproduktorów zwyczajowo określa się samce - przynajmniej wśród bydła (https://www.olx.pl/oferta/byk-highland-cattle-szkocka-rasa-wysokogorska-reproduktor-CID757-IDbngCn.html#b8cedae2f8).
To tak, nawiązując do czasu powstania książki... uszywistość -  "inne czasy'.
Cytuj
A co z ludźmi, którzy na początku książki plądrowali, żyli obok? Nie mogli przetrwać, bo?
To wydaje mi sie jasne - wirus zaburzył normalne rozmnażanie (i to chyba na wielu poziomach życia..bodaj ryby częściowo się uchowały). A tajna fabryczka z klonami była jedyną na świecie, więc w czasie kilku pokoleń zewnętrzna reszta mogła wymrzeć. W kilku, gdyż jakiś procent zachował zdolność rozrodczą, ale to za mało do utrzymania statusquo. Nawiązując do wątku obok, taki współczynnik dzietności musi być powyżej 2 - by trwać.
Cytuj
Za to niedokończony wątek Davida i Molly
To Molly nie spotka się z Benem?  :(
Cytuj
Gdybym miał powiedzieć w skrócie - trochę platonizmu,
Oszsz...Platon z Lemem, do tego Eco w Hessie własnym z domieszką sosu z Dukaja...takie bogactwo, to się nie mogło udać  ;D
Książek co piszecie, nie znam - ale skoro tradycja się robi i ja zapytam - taką ramotkę ktoś czytał- zna?
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/268713/oboz-swietych (https://lubimyczytac.pl/ksiazka/268713/oboz-swietych)
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Sierpień 03, 2020, 03:41:43 pm
Oszsz...Platon z Lemem, do tego Eco w Hessie własnym z domieszką sosu z Dukaja...takie bogactwo, to się nie mogło udać  ;D

Różnie bają... Pan z "Washington Posta" chwali... narzekając jednak na nudy:
https://www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2008/09/04/AR2008090402460.html
Z drugiej strony w "Nature" zdecydowali się zrecenzować (a to rzadki zaszczyt dla -trystyki):
https://www.nature.com/articles/456446a
Jeśli miałbym szerzej od siebie - największym problemem jest amberowatość (czyli mamy hierarchię wszechświatów, ale ci wyżej b. nam podobni) i dukajowatość (czyli: b. przytomne obserwacjo-prognozy zmieszane są z dowolnym odautorskim worldbuildingiem - Stephenson wybiera to, co jawi mu się malowniczym, nie to, co najprawdopodobniejsze, i z nadmiarową - w pewnym sensie - magiczną nadbudową). Ale do jednookich między ślepymi (czy też: normalnego wzrostu między garbatymi) swobodnie się łapie.
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Sierpień 03, 2020, 09:06:45 pm
O "Obozie..." nic...nic...ale ta Molly:
Cytuj
Za to niedokończony wątek Davida i Molly
To Molly nie spotka się z Benem?  :(
No nie wiem...szukała go...ale mnie wychodzi, że znalazła jeno... głosy - lasu, rzeki, Bena - i śmierć:

Przez całą noc szeptały do niej drzewa. Kiedy się obudziła, wiedziała już, że drzewa uznały ją za swoją: nie uciszyły się, jak zwykle rankiem. A ponad i pod, i pomiędzy ich głosami Molly słyszała głos rzeki, bardzo jeszcze odległy, za nim zaś jeszcze inny, który musiał należeć do Bena, coraz potężniejszy, w miarę jak się do niego zbliżała. Czuła teraz zapach świeżej wody. Głosy rzeki, drzew i Bena zlały się w jedno wielkie wołanie: szybciej; szybciej! Pobiegła ku niemu z radością. Pochwycił ją i zanurzyli się razem w chłodną, słodką wodę.
Hm?

Podpisuję się pod zdziwieniem liva: Platon, Lem, Hesse, Eco, Dukaj..aj! Dużo tego, a bajki różne...nie wiem czy mam siły na taki collage building;)
Ale skoro jest nadzieja, że mogłoby mi się spodobać - zobaczymy.

Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Sierpień 03, 2020, 10:45:50 pm
Podpisuję się pod zdziwieniem liva: Platon, Lem, Hesse, Eco, Dukaj..aj! Dużo tego, a bajki różne...nie wiem czy mam siły na taki collage building;)

Wbrew pozorom to się gładko splata: mamy ecowsko-hessowski świat tych, którzy - po destrukcjańsku - odsunęli się od dotykanego paroksyzmami (i - rzec można - zbystrowanego; wytworzenie nowomaterii (https://anathem.fandom.com/wiki/Newmatter) wymaga operowania na podobnym poziomie) świata, zamykając się w swojej klasztornej Kurdlandii, by pielęgnować w niej nauki, ale teoretyczne. A potem w ten ich mnisi spokój wkracza rzeczywistość extra muros, a jak już wkracza, to z dukajowatym, samoeskalującym się, rozmachem - i tu Platon pod rękę z Everettem (niemniej, idzie za tym nadążyć, bo jest to wykładane na sposób pierwszej z solaryjskich scen bibliotecznych, w końcu teoretycy w środku fabuły; ba, może łatwiej się wówczas czyta, niż na początku, bo zaczyna się - jak "Powrót..." od mnóstwa nieznanych słów - z tym, że słowniczek na końcu).

Dobra, dość się naspoilerowałem, jeszcze chwila i Wam wszystko streszczę ;).
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Hoko w Sierpień 04, 2020, 12:33:48 pm

Książek co piszecie, nie znam - ale skoro tradycja się robi i ja zapytam - taką ramotkę ktoś czytał- zna?
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/268713/oboz-swietych (https://lubimyczytac.pl/ksiazka/268713/oboz-swietych)

Ja. Dlaczego ramotkę?
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 04, 2020, 02:21:52 pm

Książek co piszecie, nie znam - ale skoro tradycja się robi i ja zapytam - taką ramotkę ktoś czytał- zna?
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/268713/oboz-swietych (https://lubimyczytac.pl/ksiazka/268713/oboz-swietych)

Ja. Dlaczego ramotkę?
Bo ja wiem? Prawie 50 lat to sporo, ale tak, sprawa względna.  :).. a mógłbyś coś skrobnąć? Rzeczywiście taka wróżebna?
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Hoko w Sierpień 04, 2020, 02:40:17 pm

Książek co piszecie, nie znam - ale skoro tradycja się robi i ja zapytam - taką ramotkę ktoś czytał- zna?
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/268713/oboz-swietych (https://lubimyczytac.pl/ksiazka/268713/oboz-swietych)

Ja. Dlaczego ramotkę?
Bo ja wiem? Prawie 50 lat to sporo, ale tak, sprawa względna.  :).. a mógłbyś coś skrobnąć? Rzeczywiście taka wróżebna?

Równie dobrze mogłaby byc napisana w zeszłym tygodniu - ani tematyka, ani język nie sugerują niczego w kwestii wieku.

Wrażenia, powiedziałbym, dychotomiczne. Z jednej strony fajnie (i zgryźliwie) oddana specyfika takiej skrajnej poprawności politycznej (tu głównie w odniesieniu do kwestii migracji), a z drugiej, i dyskursywnie, i fabularnie jest to uproszczone i przerysowane, czarno-białe, taki zaangażowany ideowo komiks. Ale na pewno warte przeczytania - bardziej niż większość sf  ::)
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Sierpień 04, 2020, 07:52:19 pm
Jak tak podsumowałeś, to przypomniałem sobie, że i ja gdzieśkiedyś to czytałem (i chyba "Pierścień rybaka" też). I niewiele pamiętam ponad to, że jakoś z "Nie-Boską..." mi się - b. luźno - kojarzyło. Tobie również?

Edit:
Skądinąd dałoby się znaleźć coś łączącego bohaterów Raspaila z bohaterami Stephensona:
http://christianitas.org/m/news/jean-raspail-zwierciadlo-pewnej-tworczosci/
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 04, 2020, 10:06:07 pm
Równie dobrze mogłaby byc napisana w zeszłym tygodniu - ani tematyka, ani język nie sugerują niczego w kwestii wieku.

Wrażenia, powiedziałbym, dychotomiczne. Z jednej strony fajnie (i zgryźliwie) oddana specyfika takiej skrajnej poprawności politycznej (tu głównie w odniesieniu do kwestii migracji), a z drugiej, i dyskursywnie, i fabularnie jest to uproszczone i przerysowane, czarno-białe, taki zaangażowany ideowo komiks. Ale na pewno warte przeczytania - bardziej niż większość sf  ::)
Dzięki za reckę.
Jak Q napisał, że to ten gość od "Pierścienia rybaka", to przypomniałem sobie, że kiedyś czytałem (pierścień), i to dobre wspomnienie. :)
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Sierpień 07, 2020, 01:57:38 pm
Wracając na chwilę do - wzmiankowanych stronę wcześniej - przerostów politpoprawności... W hamerykańskim środowisku SF poszło to naprawdę daleko:
https://ksiazki.wp.pl/george-r-r-martin-wywolal-oburzenie-zarzucaja-mu-transfobie-i-nieczulosc-rasowa-6540172086434752a
Przy czym fakt, że akurat Martin tak obrywa, wydaje się szczególnie ironiczny:
https://www.theguardian.com/books/2015/apr/09/george-rr-martin-right-wing-broken-hugo-awards
https://www.theguardian.com/books/2015/aug/26/george-rr-martin-relieved-after-sad-puppies-hugo-awards-defeat
(BTW. Orszulka i Mistrz też atakowali wzmiankowane campbellowskie wzorce, nawet z podobnych pozycji, ale bez tego zelotyzmu...)
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 08, 2020, 01:57:48 pm
Cytuj
kończyłam. Niestety -  ku końcu elektronicznie kartkowałam...dla mnie nużące leśne próby akomodacji.
Za to niedokończony wątek Davida i Molly - tak just...kazała im odejść? A co z ludźmi, którzy na początku książki plądrowali, żyli obok? Nie mogli przetrwać, bo?
Też skończyłem (Kate Wilhelm, "Gdzie dawniej śpiewał ptak"). I nie wiem co napisać, co dodać?
 Czytało się znośnie.
W budowanym świecie post-apokaliptycznym dużo arbitralności. Chyba trochę zmarnowany potencjał na psyche klonów, współodczuwających. Także, zgadzam się z zastrzeżeniami Olki;
Cytuj
W pewnym momencie wyskoczyła jej wizja społeczeństwa konsumpcyjnego, a przy tym zamkniętego (w znaczeniu: tylko używać, nie tworzyć) - co doprowadza do zaniku myślenia abstrakcyjnego.
U wszystkich? Dlaczego? Dlaczego klony miałyby stawać się maszynkami?
Mogłaby się nazywać  - "Marek - Ostatni Mohikanin"  :)
Cytuj
I ta końcówka...takie to proste...kradzież kilku kobiet, kilku chłopaków, kilku sztuk bydła...tja. Pełna abstrakcja:)
Mi tam...się podobała.
Zaraz kradzież... ratował je ...przyszłe matki swoich dzieci  ;D
Happyend na siłę  8)
Taka, szukając innych skojarzeń, delikatna metafora powiedzonka , że jak dojdzie się do muru nie-do-przebicia, nie ma co walić głową, trza zawrócić, cofnąć się po swych śladach do jakiegoś życiowego węzła i próbować zacząć od nowa. Inaczej?
Aha, kobiecą rękę- owszem, czuć.
 Ale czy to nie za mało? Chyba dość ciekawy pomysł przerósł możliwości wykonawcze.

Z rzep -  skąd silna radioaktywność w niektórych miastach? Skąd nagle zlodowacenie?
Wszystko to od wirusa? To przyklady takich arbitralnych wrzutek dla urozmaicenia akcji.
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Sierpień 08, 2020, 03:10:52 pm
Z rzep -  skąd silna radioaktywność w niektórych miastach? Skąd nagle zlodowacenie?
Wszystko to od wirusa?

Pewnie po prostu wszystkie klęski zaszły na raz - wirus, odpalanie atomic i glacjał. Siła złego tzw. (Prawdopodobieństwo wystąpienia takiej kumulacji jest przecież, mimo wszystko, niezerowe.) Choć od biedy da się sprowadzać w/w nieszczęścia do jednej przyczyny i twierdzić np. że zima jest nuklearna i wynika z uprzedniej wojny, i to właśnie wojenne cywilizacyjne spustoszenia utrudniały walkę z wirusem. Albo, że chciano bombami wypalać główne ogniska epidemii, jak u Petersena, a jak wirus Ziemię wyludnił, to i antropogeniczne ocieplanie klimatu ustało, przez co zrobiło się chłodniej. Itd.
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 08, 2020, 06:52:01 pm
Cytuj
Pewnie po prostu wszystkie klęski zaszły na raz - wirus, odpalanie atomic i glacjał. Siła złego tzw. (Prawdopodobieństwo wystąpienia takiej kumulacji jest przecież, mimo wszystko, niezerowe.) C
Niby tak, ale w knidze ta katastrofa jest rejestrowana jako łagodna, ciche zejście demograficzne bez wojen, tym bardziej wybuchów.
 Nawet tępe klony wiedzą, że nie było bomb, więc nie wierzą w skażenie, przez co zresztą giną.
To już prędzej jakaś elektrownia jądrowa bez nadzoru się ujarała. W Waszyngtonie nic, w Filadelfii nic, a New York nie do wejścia, bo przyroda skarlała i geiger tika.
Oziębienie podobnie...trochę za szybko na lodowiec pod NY.
 Nie, świata zewnętrznego autorka nie przemyślała do końca, skupiła się na inner space. Na kluczowej dychotomi...co Olka już napisała; stadność versus indywidualizm. Wyobraźnia i swoboda twórcza vs odtwórczość, choćby i perfekcyjna. Ryzyko vs krowie ciepło...czyli bezpieczeństwo.
I tu gdzieś, może...ale naciągając strong stringa - do "Powrotu z gwiazd" można by paralelnąć.  :)
Plus te politskutki.
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Sierpień 09, 2020, 09:21:48 pm
Nawet tępe klony wiedzą, że nie było bomb, więc nie wierzą w skażenie, przez co zresztą giną.

Czytałem dawno temu - bodaj jak Wilhelm trafiła na listę kanonu "NF". Antybombowy szczególik ze łba wyleciał.

stadność

Zastanawia, swoją drogą, co ci anglojęzyczni z tymi stadnymi telepat.-umysłami mieli... Bo to i Clarke z "Końcem dzieciństwa", i Sturgeon (czy raczej Edward Hamilton Waldo) z "More Than Human":
https://en.wikipedia.org/wiki/More_Than_Human
https://esensja.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=994
Co ciekawe obaj w 1953, i obaj przedstawiali to jako jednoznacznie dobre. Wilhelm się tu wyłamała rozważając alternatywy.
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Sierpień 09, 2020, 10:42:34 pm
Aha, kobiecą rękę- owszem, czuć.
 Ale czy to nie za mało? Chyba dość ciekawy pomysł przerósł możliwości wykonawcze.
Dokładnie.
Cytuj
Z rzep -  skąd silna radioaktywność w niektórych miastach? Skąd nagle zlodowacenie?
Wszystko to od wirusa? To przyklady takich arbitralnych wrzutek dla urozmaicenia akcji.
Mogła uśmiercić ludzkość - bez apokalipsy miast i wsi...trupów to też tam nie ma za wiele, a powinny być ich tysiące. Także zwierząt domowych.
I leśnych, ptasich...
Coś jak w serialu "Kierunek: Noc" - za mało trupów?;)
Skażenie z elektrowni - ok - ale co z terenami, na których one nie występują? We wszystkich doszło do wybuchu? Yy...
Powinny być tereny, na których ludzkość jednak przetrwała - może nie masowo, ale jednak...
Cytuj
I tu gdzieś, może...ale naciągając strong stringa - do "Powrotu z gwiazd" można by paralelnąć. 
W sumie to tak...klony jak te kluchy z "Powrotu..." - boją się natury, żywiołowości w postępowaniu,wyjścia przed szereg...racja.
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: liv w Sierpień 09, 2020, 10:58:05 pm
Cytuj
Coś jak w serialu "Kierunek: Noc" - za mało trupów?
Ano  :)
Widać problem z hekatombami jest z tych "przekraczających wyobraźnię". Może to kwestia smaku?  A już na pewno...zapachu.
Cytuj
W sumie to tak...klony jak te kluchy z "Powrotu..." - boją się natury, żywiołowości w postępowaniu,wyjścia przed szereg...racja.
Jak już to napisałem, w sumie bezwiednie, domyśliły kolejne skojarzanki. Do "Powrotu z..."
Postać Marka - boją się go jako "normalnego" człowieka.
Ma nadprzeciętne (dla nich) zmysły i brak typowych klonom hamulców.
 Mocno do Hala kojarzy. Podobnie z seksualnością - Hal/Marek -panienka dla siebie, a w społeczności dominuje stadność i model "każda z każdym" (na poszerzone warianty, nawet Wilhelm wyobraźni nie starczyło  :) )
Podobnie bano się tej, co ładnie malowała - i prosty odruch, pozbyć się odmieńców bo... bo co? Demoralizują?
 Ewentualnie najpierw wykorzystać, a potem pozbyć.
Zmieniając punkt patrzenia - klony jak ci zbetryzowani. Może być?
Może, bo właśnie to napisałaś  :)
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Sierpień 10, 2020, 01:54:27 pm
Skoro "Ptak" zasadniczo omówiony, a za "Peanatemę" się (jeszcze?) nie wzięliście, pozwolę sobie na kolejną polecankę. B. subiektywną - na co bierzcie poprawkę - ale z głębi układu limbicznego. Mam na myśli powieść (i ewentualnie resztę cyklu; zresztą w sumie można sięgnąć po dowolny tom, są podobne i da się je czytać samodzielnie) "Szpital Kosmiczny". Jest to książka - co niech moją sympatię z nawiązką tłumaczy ;) - definiowana często słowami "tak powinien wyglądać dobrze nakręcony 'Star Trek'", posądzana też regularnie o bycie (obok m.in. "Obłoku...", czy raczej "Ikarii...") jednym z tych źródeł, z których mógł Roddenberry rżnąć.
W skrócie: mamy tam wielogatunkową Federację, nie składającą się jednak z (prawie) samych humanoidów, a z gatunków b. odmiennych fizjologią i preferowanyni warunkami życia (pewnej humanoidalności psychicznej, jako warunku koniecznego zaistnienia takiej współpracy, nie udało się jednak uniknąć - jeśli to kogo razi, a razić ma prawo, niech nie czyta dalej), przy czym jednak nie oglądamy tam dumnego badawczego korabia, który w ramach pokojowej eksploracji spuszcza regularnie manto wrażym paskudnikom, a możemy czytać o personelu tytułowej nemocnice, czyli gigantycznej, przebijającej wszystkie Babylony Piąte i Dip Spejsy Dziewiąte, podzielonej na segmenty odpowiadające oczekiwaniom poszczególnych gatunków (z jednego do drugiego bez skafandra nie przechodź), stacji kosmicznej, której personel leczy - na miejscu i w ramach wizyt domowych pacjentów z całej Galaktyki.
Dlaczego - pomimo uprzedniego zastrzeżenia, i paru innych, które można dorzucić (autor był północnym Irlandczykiem, ale tworzył na rynek zaoceaniczny, więc jego proza ma wszelkie wady hamerykańskiej SF swoich czasów; można też - i nie raz to czyniono - stawiać pod znakiem zapytania zasadność zbudowania tytułowego molocha, który - nawiasem mówiąc - na dużym ekranie wypadłby lepiej niż tolkienowe Śródziemie) - polecam (pomijając, rzecz jasna, czynnik osobistej sympatii)? Bo jest to najbardziej optymistyczna i - jak mawiają na Zachodzie - humanistyczna wizja przyszłości jaką wydała światowa fantastyka naukowa (czyli bajka, ale krzepiąca). A poza tym śledzenie awansów głównego bohatera przypomina nieco przyglądanie się życiowej ścieżce naszego Pirxa.

(Aha, mała ciekawostka: ledwo co przywoływany Campbell, choć wydawał White'a, nie wziął "Szpitala..." bo nie wierzył, by Kontakt dwu Rozumów mógł się skończyć inaczej, niż jatką.)
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Październik 19, 2020, 01:48:49 pm
Jak już człowiek do tej redakcji "F." dołączył, to zaczął się dokładniej przyglądać fahrenheitowej ofercie i znalazł nieco fajnych quizów ze znajomości twórczości omawianych Forumowo pisarzy (nie ma co mnożyć postów nad potrzebę, dlatego dam je zbiorczo, do wątku książkowego):
- z Le Guin tylko jeden
https://www.fahrenheit.net.pl/quizy/kotolotki-czym-sie-je/
- za to ze Strugackich aż trzy
https://www.fahrenheit.net.pl/quizy/bogowie-trudno-byc-wami/
https://www.fahrenheit.net.pl/quizy/quiz-poniedzialek-zaczyna-sie-sobote/
https://www.fahrenheit.net.pl/quizy/arkadij-borys-strugaccy-oraz-swiat/
- zaś z Sapkowskiego dwa
https://www.fahrenheit.net.pl/quizy/fahrenheitowy-quiz-wiedzminski/
https://www.fahrenheit.net.pl/quizy/wiedzminski-quiz-dla-tych-ktorzy-grali/

No i jeszcze filmowy (IMHO najłatwiejszy), który też TU z rozpędu wrzucę ;):
https://www.fahrenheit.net.pl/quizy/quiz-filmowy/
Tytuł: Odp: Przeczytałem książkę - lub nie
Wiadomość wysłana przez: Q w Listopad 22, 2020, 12:26:45 am
Opowiadanie "Chomik" Marty Potockiej, które właśnie zdobyło Zajdla:
https://esensja.pl/tworczosc/opowiadania/tekst.html?id=27893
Szału ni ma, ale krzepi myśl, że komuś chce się pisać futurologizującą na poważnie (choć w tym wypadku z przymrużeniem oka) SF, jaką czytywało się kiedyś w "Młodych Technikach". I że - co więcej - publiczność to docenia.
(Streszczenia nie machnę by nie spojlerować, ale wspomnę, że tematy i u nas dyskutowane za sedno robią)