Ostatnie wiadomości

Strony: [1] 2 3 ... 10
1
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez maziek dnia Dzisiaj o 08:46:23 am »
Każda firma ma księgowych, którzy kombinują, jak obciąć koszty ale nie o to chodzi. Po prostu dysponując całą dotychczasową wiedzą projektuje się nowe silniki, które teoretycznie mają być lepsze. Mimo tej wiedzy, budowy prototypów, ich optymalizacji itp. w efekcie czasem okazuje się, że ten "lepszy" silnik ma drobne z pozoru wady, a może nawet nie wady tylko zdawałoby się nieistotne cechy, które per saldo powodują, że statystycznie ta jednostka okazuje się porażką i trafia na tego typu listę: https://motofakty.pl/top-15-silnikow-diesla-ktorych-nalezy-unikac-przeglad-rynku/ar/c4-16280671 . Jak widać nie są to produkty firm-krzaków. Jak widać również część tych konstrukcji to konstrukcje w jakimś sensie nowatorskie i po nich można się było spodziewać, że jakieś problemy "wyjdą w praniu". A część to konstrukcje zachowawcze niczym się nie wyróżniające spomiędzy innych klasycznych konstrukcji - a czegoś nadmiernie psujące się - choć nie należałoby się tego po nich spodziewać.

Z drugiej strony silnik, którego nie ma na tej liście, a nawet który jest na takiej liście https://motoryzacja.interia.pl/porady/news-niezniszczalne-silniki-diesla-wybieramy-najlepsza-siodemke,nId,7363772 też może się oczywiście incydentalnie zepsuć.

Pytanie, czy toaleta w Orionie powinna być na pierwszej liście (posiada cechy, które powodują stałą skłonność do usterki), czy na drugiej (generalnie niezniszczalna, ale incydentalnie zawiodła). Przy świadomości faktu, że w przeciwieństwie do silnika diesla, nawet prototypowego, możliwość testowania toalety kosmicznej w warunkach rzeczywistych jest niemalże zerowa. To znaczy dzieląc liczbę prób tej toalety w warunkach rzeczywistych przez typową liczbę prób prototypowego silnika przed wprowadzeniem do produkcji dostaniesz liczbę zero, przecinek, dużo zer i dopiero coś.
2
Hyde Park / Odp: D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez maziek dnia Dzisiaj o 08:17:34 am »
No ale ja nie pisałem, że nie prowadzono rozpoznania, gdyby akurat tam NIE prowadzono rozpoznania to byłoby to dość dziwne i zwracające uwagę... tylko chodziło mi o to, że wcześniejsze systematyczne niszczenie umocnień z tego powodu (zachowania tajemnicy gdzie nastąpi lądowanie) nie mogło nastąpić. Wcześniejsze to znaczy na przykład z wyprzedzeniem tygodnia. A bombardowanie kiedy atak się rozpoczął nie mogło być tak skuteczne, zresztą w ogóle byłoby mało skuteczne wobec żelbetowych bunkrów. To był cel rozproszony w sensie liczby a nie punktowy jak schrony ubotów, żeby rzucać na to tallboye, które czy by trafiły w punkt czy obok, to i tak rozmemłałyby to od spodu.

Atak na plaże został bezpośrednio poprzedzony potężnym nalotem z powietrza oraz ostrzałem z okrętów.
3
Hyde Park / D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Cetarian dnia Dzisiaj o 12:27:30 am »
- lądowanie w Normandii a konkretnie, że miejscem lądowania będzie właśnie Normandia, stanowiło najgłębszą tajemnicę. Alianci podjęli wiele wysiłku, aby to ukryć - operacja Fortitude, użycie na wielką skalę makiet samolotów, czołgów, barek desantowych, fałszywej aktywności radiowej aby Niemcom się wydawało, że atak nastąpi w rejonie Calais (miejscu najwęższym) a nie w Normandii (gdzie niemalże najszerzej)

Ja to wszystko, nie chwalęcy się, wiem. Zrobiłem o tym osiemnaście filmów. Jak z gumowych czołgów uchodziło powietrze, to kazałem je wypychać słomą.

*
Wydaje mi się ekstremalnie mało prawdopodobne, żeby, w ramach sugerowania Niemcom, że wylądujemy w okolicy Calais, NIE prowadzono rozpoznania lotniczego całego wybrzeża Francji. [??!]
Do prowadzenia takiego rozpoznania wystarczył zapewne promil samolotów, którymi dysponowali alianci.
Chyba że dysponujesz twardą wiedzą, że nie prowadzono rozpoznania wybrzeża Normandii.
Było tak, że nie prowadzono?

*   
Na długo przed drugą wojną światową wynaleziono zeszyt w kratkę.
I w takim zeszycie można było zapisać:
1/- Okręty (x, y, z, a, b, c, … itd.) podchodzą na, powiedzmy, dwa- trzy kilometry od plaży i, od godziny kl.mn, przez 30/60/90 minut ostrzeliwują niemieckie bunkry.
Bez gwarancji sukcesu, ale: kalibry duże, odległość mała, jeśli położenie bunkrów byłoby znane, była[by] szansa, żeby wiele tych bunkrów zniszczyć lub poważnie uszkodzić.
W tym czasie barki desantowe muszą zachowywać odległość minimum trzy i pół kilometra od plaży.
2/- O godz. xy.ab ostrzał artyleryjski zostanie zakończony i barki już mogą wypływać przed linię okrętów.

Nie zrobiono tego, ale dlaczego?
Czy takie rozwiązanie miało[by] minusy, których nie dostrzegam?

Czy w ogóle nie było rozpatrywane?

Nie trzeba było w tym celu wynajdywać przygotowania artyleryjskiego przed atakiem, bo takie przygotowanie już dawno zostało wynalezione.

*
Książka, którą bym bardzo chętnie przeczytał, zawierałaby analizę fazy projektowej D-Day.

Wydaje się dość prawdopodobne, że na tym etapie rozważano jakieś warianty. Nie, gdzie lądować, ale, właśnie, jak najlepiej przygotować lądowanie - żeby się udało.     
4
Hyde Park / Odp: D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez maziek dnia Kwietnia 14, 2026, 08:03:52 pm »
Aleś zajechał. Po krótce:

- lądowanie w Normandii a konkretnie, że miejscem lądowania będzie właśnie Normandia, stanowiło najgłębszą tajemnicę. Alianci podjęli wiele wysiłku, aby to ukryć - operacja Fortitude, użycie na wielką skalę makiet samolotów, czołgów, barek desantowych, fałszywej aktywności radiowej aby Niemcom się wydawało, że atak nastąpi w rejonie Calais (miejscu najwęższym) a nie w Normandii (gdzie niemalże najszerzej), a ewentualnie poprzez Szwecję. W tej sytuacji jakakolwiek nadmiarowa wyprzedzająca aktywność w miejscu ataku zwróciła by uwagę niemieckiej wywiadowni, która głupia nie była. Świetnie się to udało bo Hitler nie mógł uwierzyć, że to prawdziwe lądowanie a nie zasłona dymna.

- krótkotrwałe bombardowanie, kiedy rozpoczętego ataku nie dało już się ukryć, nie mogło przynieść zbyt wielkiego efektu. To są doświadczenia z PWŚ, gdzie dobrze rozpoznane umocnienia npla były ostrzeliwane przez długie dnie olbrzymią ilością amunicji artyleryjskiej, co prowadziło zniszczenia całej powierzchni ziemi, zostawały tylko leje, tymczasem nie miało to wielkiego wpływ na ukrytą w tych umocnieniach siłę żywą. Tak na przykład było podczas bitwy nad Sommą, gdzie na niewielki obszar umocnień niemieckich przez kilka dni non-stop wystrzelono grubo ponad milion pocisków - ale w chwili rozpoczęcia właściwego natarcia obrona niemiecka okazała się nieskruszona.

- działa w umocnieniach w ogóle bardzo trudno zniszczyć, nawet z samolotu i nawet wiedząc, gdzie są. Od góry jak sobie popatrzysz miały olbrzymią "czapę" betonu. Od przodu, no cóż, trzeba się im najpierw pokazać jak na widelcu.

- w momencie kiedy piechota wylądowała na plaże ciężka artyleria nie mogła strzelać do tego co bezpośrednio przy plaży, bo to powodowałoby straty wśród swoich. Mogła więc kłaść ogień na dalsze linie, ale obiekty na własnym przedpolu musiała niszczyć raczej sama piechota

- Amerykanie nie przyjęli propozycji Brytyjczyków, którzy chcieli ich doposażyć w specjalistyczny sprzęt. Brytyjczykom dobrze zalazł za skórę poronny rajd na Dieppe i wyciągnęli z niego praktyczne wnioski. Skonstruowali na podwoziu czołgowym szereg specjalistycznych pojazdów - nazywanych kiedyś "zabawkami Hobarta" a teraz widzę tłumaczy się jako "dziwadła Hobarta". Były to pojazdy do rozkładania dróg, do trałowania min, do pokonywania rowów, z potężnym moździerzem do niszczenia umocnień, z wysięgnikiem z mat. w. do przyczepienia do ściany bunkra i może pojazd najstraszniejszy, z miotaczem ognia o zasięgu 100 m. Dzięki zastosowaniu tych "dziwadeł" straty Brytyjczyków na 3 pozostałych plażach były wyraźnie mniejsze.
5
Hyde Park / Odp: no nie mogę...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Cetarian dnia Kwietnia 14, 2026, 03:00:48 pm »
Niech mnie ktoś uszczypnie, a jak nie pomoże to niech zamaluje mnie w pysk...


Nie szkoda ci zdrowia?
Jeśli już musisz, zaaplikuj sobie małą igiełkę pod paznokieć małego palca.
Dostaniesz silny bodziec, a twarzoczaszka nie będzie wymagała reperacji.
6
DyLEMaty / Odp: Z PEWNOŚCIĄ nie jesteśmy sami..
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Kwietnia 14, 2026, 02:36:01 pm »
Kawecki rozmawia z Loebem o obiekcie IM1:
7
Hyde Park / Odp: no nie mogę...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez maziek dnia Kwietnia 14, 2026, 02:29:49 pm »
Niech mnie ktoś uszczypnie, a jak nie pomoże to niech zamaluje mnie w pysk...
8
Hyde Park / Odp: Polityczna Rzeźba
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Kwietnia 14, 2026, 02:15:05 pm »
9
Hyde Park / D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Cetarian dnia Kwietnia 13, 2026, 10:42:03 pm »
D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.

@maziek

Mam pytanie dotyczące tego dnia, na które być może będziesz potrafił udzielić odpowiedzi.

Wiesz, trudno mówić czy raczej przekonywać kogoś co powinien czuć czy sądzić o tym, czy jakiś porządny Niemiec, niedotknięty bezpośrednio prześladowaniami nazistów, w latach 39-45 miał wyrzuty sumienia i mógł pisać o tym do sztambucha ukryte myśli antynazistowskie, czy nie. W swoim czasie przeczytałem na te tematy tonę książek i generalnie wydaje mi się, że Niemcy byli innym narodem niż Polacy (i większość krajów, które okupowali).

Z kontekstu wynika wprawdzie, że ta tona książek to były opisy emocji społeczeństwa niemieckiego w latach SWW, ale zakładam, że jednak było tam przynajmniej ze 30-40 kilogramów książek o działaniach wojennych.
Z kolei ostatnio pisałeś o problemach w kopiowaniu karabinów maszynowych i działek z czasów SWW.   

Szukając odpowiedzi na moje pytanie przeczytałem dwie książki:

Antony Beevor “D-DAY. Bitwa o Normandię”
i
James Holland “Normandy‘ 44. D-DAY AND THE BATTLE FOR FRANCE.”
 
Jednak nie znalazłem odpowiedzi.

Bez oporu przeczytałbym trzecią, czwartą i piątą książkę o lądowaniu w Normandii. Napisano ich dziesiątki, a może wręcz setki, ale mam wrażenie, że one wszystkie opisują, jak toczyły się działania, a nie to, jak mogłyby się potoczyć (i powinny) w jednym istotnym elemencie.
O co chodzi, wyjaśniam poniżej.

Zwłaszcza na plaży Omaha, gdzie straty były największe, żołnierze wysiadali z barek desantowych prosto pod ogień niemieckich ckm-ów, a być może także dział.

1/- Zakładam, że pozycje tych ckm-ów i dział były znane, ponieważ już od wielu miesięcy alianci panowali w powietrzu, więc zakładam, że jeśli tylko podstawa chmur nie była bardzo niska, to regularnie prowadzono loty obserwacyjne nad wybrzeżem, dzięki czemu udało się te pozycje ustalić.

2/- Wiadomo, że tuż przed lądowaniem bombardowano te pozycje, ale nie udało się ich zniszczyć. 

3/-  Po lądowaniu w niektórych miejscach alianci posuwali się tak powoli, że jeszcze około 20 czerwca byli wspierani skutecznie ogniem dział okrętów wojennych, stojących w pobliżu plaży. Pisał o tym chyba Holland, którego książkę czytałem niedawno, a książkę Beevora ze dwa lata temu.
Jeżeli tak, to pytanie: dlaczego pozycji niemieckich nad plażami nie zniszczono ogniem z dział okrętowych, zanim barki desantowe zaczęły lądować na plażach?

4/- Harry Truman, który, niewiele ponad rok po D-Day, podjął decyzję o zrzuceniu bomb atomowych na Japonię, w dniu lądowania w Normandii był jeszcze prostym senatorem z Missouri.
W czasie pierwszej Wojny Światowej Truman dowodził baterią artylerii w amerykańskim korpusie ekspedycyjnym w Europie.
Bateria składała się z czterech dział kalibru 75 milimetrów i 194 żołnierzy (plus kilkadziesiąt koni).

Działo tego typu biograf Trumana, David McCullough, opisał w sposób następujący (p. 114):

French 75-millimeter gun, a small, rapid-fire, rifled cannon, known for its mobility and phenomenal accuracy. (…) The breechblock, gun carriage, and hydropneumatic recoil system were all of special design. Because the gun recoiled on its carriage, it stayed in place with each shot, and thus no time was lost correcting its aim between shots, which was the secret of its rapid fire. It could get off twenty to thirty shots a minute and had an effective range of five miles. (…) light in weight compared to most cannon, a little over a ton and a half.”

Najmniejsze barki desantowe zabierały trzydziestu sześciu żołnierzy (plus czterech członków załogi).

https://en.wikipedia.org/wiki/LCVP_(United_States)

Zakładam, że żołnierz z bronią, amunicją i resztą wyposażenia ważył około stu kilogramów, czyli na barkę można było załadować ca 3,6 tony ładunku. (Wg Wikipedii nawet 3,7 tony.)

Czyli można było załadować takie działo, jakiego bateria, dowodzona przez Trumana, używała dwadzieścia sześć lat wcześniej, półtorej tony amunicji i czterech-sześciu żołnierzy obsługi.

Dlaczego tego nie zrobiono?

Bo planiści uznali, że debeściaki chyba na pewno bezwzględnie rozwalą bombami niemieckie bunkry?

Ale co to szkodziło wytoczyć działa z barek desantowych na już niebronioną plażę?

Przecież przydałyby się w dalszych walkach.
Z plaży Omaha do Berlina było jeszcze ponad tysiąc kilometrów.
10
DyLEMaty / Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Cetarian dnia Kwietnia 13, 2026, 09:02:07 pm »
Apropos diesli, km-ów i działek chodzi o to, że projekty z bardzo mocną teoretyczną podbudową czasami nie przechodzą prób praktycznych.

ale

Są listy silników Diesla, które się notorycznie psują i należy ich unikać. Są też listy silników Diesla, które są wybitnie trwałe.

Z tego co napisałeś, wynika, że na rynek trafiają nowe typy silników Diesla, które są gorsze niż starsze typy.

Czy tak?

Ale to jest/byłoby kompletnie nieracjonalne.

Rozumiem, że fabryka silników chce skonstruować nowy silnik, lepszy, bardziej wydajny, spalający mniej na setkę, i/lub mniej awaryjny.
Powstaje projekt, potem wykonuje się kilka prototypów, powiedzmy, 5-10 sztuk.

Prototypy powinny być ustawione na stanowiskach testowych. Na takim stanowisku silnik powinien być podłączony do automatycznej skrzyni biegów, a skrzynia do jakiegoś urządzenia symulującego obciążenia w rzeczywistej jeździe.
I na tych stanowiskach testowych prototypy pracowałyby 24 godziny na dobę w cyklu mieszanym, raz „jechałyby” z prędkością 43,33 kilometra na godzinę, a raz 123,33 km na godzinę, średnio wychodziłoby 83,33 km na godzinę, czyli 2000 km na dobę.

(Oczywiście te ułamki dopasowałem tak, żeby wyszło okrągłe 2000 km na dobę.)

60 000 kilometrów miesiąc, 180 000 kilometrów ciągu trzech miesięcy.
5 silników x trzy miesiące to 900 000 km przejechane w symulacji.
Jeśli to za mało: 10 silników, testowanych przez pół roku, każdy przejedzie 360 000 km, łącznie przejadą 3,6 miliona kilometrów.
To już bardzo zdecydowanie powinno wystarczyć (z naddatkiem!) do stwierdzenia, czy nowy silnik jest lepszy, czy gorszy od poprzedniego.
Jeśli jest gorszy, powinien trafić na złom.
Ale tak się nie dzieje.

Są listy silników Diesla, które się notorycznie psują i należy ich unikać. Są też listy silników Diesla, które są wybitnie trwałe.

Dlaczego?
Strony: [1] 2 3 ... 10