No ale ja nie pisałem, że nie prowadzono rozpoznania, gdyby akurat tam NIE prowadzono rozpoznania to byłoby to dość dziwne i zwracające uwagę... tylko chodziło mi o to, że wcześniejsze systematyczne niszczenie umocnień z tego powodu (zachowania tajemnicy gdzie nastąpi lądowanie) nie mogło nastąpić. Wcześniejsze to znaczy na przykład z wyprzedzeniem tygodnia. A bombardowanie kiedy atak się rozpoczął nie mogło być tak skuteczne, zresztą w ogóle byłoby mało skuteczne wobec żelbetowych bunkrów. To był cel rozproszony w sensie liczby a nie punktowy jak schrony ubotów, żeby rzucać na to tallboye, które czy by trafiły w punkt czy obok, to i tak rozmemłałyby to od spodu.
Atak na plaże został bezpośrednio poprzedzony potężnym nalotem z powietrza oraz ostrzałem z okrętów.
To, że nie można było niszczyć umocnień
przed D-Day jest
hiper-oczywiste i w ogóle nie o to mi chodziło i chodzi.
Chodzi o sekwencję zdarzeń od pierwszych godzin 6 czerwca 1944 roku.
Pierwsi spadochroniarze zaczęli skakać chyba już kwadrans po północy.
Najwyraźniej planiści D-Day (w takiej strukturze, w jakiej działali, z Eisenhowerem jako ostatecznym decydentem) założyli, że nawet jeśli do niemieckich central dowodzenia zaczną docierać meldunki o spadochroniarzach pojawiających się tu i ówdzie, to prawie na pewno nie spowoduje zarządzenia alarmu na całym wybrzeżu Normandii.
I te szacunki się sprawdziły.
Natomiast w pewnym momencie rozpoczęły się działania zaczepne na plażach.
Wiem, że wybrzeże zostało zbombardowane, natomiast celność bombardowań w 1944 roku była taka, że raczej nie można było realnie oczekiwać, żeby te bombardowania zniszczyły lub uszkodziły znaczącą część bunkrów.
Natomiast, o ile dobrze pamiętam, na większych okrętach znajdowały się działa ośmiocalowe i dużo więcej sześciocalowych.
Napisałeś, że lądowanie było poprzedzone ostrzałem.
Ale:
Czy lepiej ostrzeliwać bunkry nad plażą przez dwie godziny, a potem zdobywać plażę przez (powiedzmy) dwie godziny, czy lepiej ostrzeliwać bunkry przez czterdzieści minut, a potem zdobywać plażę przez osiem-dziesięć godzin (kosztem tysięcy zabitych i rannych)?
Wybrano wariant drugi – ostrzał trwał około czterdziestu minut.
Podczas gdy wydaje się, że wariant pierwszy byłby lepszy.
Dokładne mapy morskie wybrzeża Francji były znane, było dokładnie wiadomo, gdzie większe jednostki mogą podejść bez ryzyka, że osiądą na mieliznach.
A nawet gdyby (niektóre) osiadły, to nic im tam specjalnie nie groziło, ponieważ alianci panowali w powietrzu, i ryzyko, że unieruchomionymi okrętami zajmą się samoloty niemieckie, było znikome.
Natomiast, gdyby ogniem z dział okrętowych (trwającym trzy razy dłużej, czyli dwie godziny) zniszczono wszystkie/prawie wszystkie/zdecydowaną większość niemieckich bunkrów, to lądującym oddziałom pozostałaby w zasadzie kwestia przejścia przez pola minowe już nie pod ogniem.
Być może planiści D-Day uważali, że długotrwałe przygotowanie artyleryjskie (rzędu dwóch godzin, czy nawet dłuższe) ma jakieś istotne wady, ale ja nie wiem i nie potrafię odgadnąć, o co mogło chodzić.
*
Plus otwarte pytanie (zadane już w poście otwarcia), dlaczego przynajmniej na jakiejś części barek desantowych, lądujących w pierwszych falach, nie zainstalowano dział.