Ostatnie wiadomości

Strony: [1] 2 3 ... 10
1
DyLEMaty / Odp: 10 książek science fiction wszechczasów
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Dzisiaj o 04:48:55 pm »
A nie, to się nie popastwię, i nawet nic nie dopowiem, ponad to, że też cenię ;).
2
DyLEMaty / Odp: 10 książek science fiction wszechczasów
« Ostatnia wiadomość wysłana przez akond dnia Dzisiaj o 03:49:35 pm »
Na szybko jeden mocny przykład. Też już klasyk, ale jednak sporo nowszy, no i przeze mnie poznany dopiero w ostatnich latach - Gene Wolfe z Księgą Nowego Słońca.

Uważam, że arcydzieło - choć oczywiście więcej tu fantasy niż esef. Ale świetnie napisane, i skonstruowane tak, że można rozgryzać latami (tudzież doszukiwać się znaczeń i referencji).
3
DyLEMaty / Odp: 10 książek science fiction wszechczasów
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Dzisiaj o 02:32:36 pm »
seria ta jest dla mnie źródłem frustracji i rozczarowań.

Cóż, to jest taki przegląd klasyki SF (w tym tytułów dotąd w Polsce niewydawanych), a klasyka, jak to klasyka, zawiera arcydzieła (minimum w swojej klasie), zawiera też pozycje, które zrobily wrażenie prekursorstwem (choć dziś wypadają blado na tle wlasnych epigonów), czy po prostu dobrze sprzedawały się - lub wciąz sprzedają - jako czytadła. Podobnie zresztą z listami, których sporo tu wrzuciłem - da się z nich wyłuskać perełki, ale większość tytułów pozostaje ciekawostkami (góra wartymi odnotowania z powodu jakichś wpisanych w fabuly idei, czy - przeciwnie - ciekawego literacko opakowania głupot i banałów...).

Nevil Shute, Ostatni brzeg: pomysł wyjściowy niezły, realizacja - straszna chała, nie dziwię się, że zekranizowano

Shute był to inżynier lotnictwa, stąd wiedział o czym pisze*, był to też pisarz drugo- (albo i trzecio-) rzędny, tworzący thrillery i romansidła, z tych mniej znanych:
https://en.wikipedia.org/wiki/Marazan
https://en.wikipedia.org/wiki/A_Town_Like_Alice
Ot, miał to szczęście, czy też wyczucie, że sięgnąl po temat niefikcyjny, b. dramatyczny z natury, a przedstawił go unikając SF-owych klisz, za to sięgając po - łatwiejsze w odbiorze dla masowej publiki - klisze melodramatyczne.

* Z grubsza, w każdym razie, bo sam mechanizm rozchodzenia się wiadomego opadu u niego - od strony realizmu - leży:
https://text-message.blogs.archives.gov/2025/03/13/more-on-preparing-for-the-release-of-on-the-beach/

Henry Kuttner, Czytelniku, nienawidzę cię!: w młodości bawiły mnie te Galleghery, dzisiaj - nużą

Bo też poznaleś historie o Trurlu i Klapaucjuszu, w których podobne, ale lepiej podane? ;)
(Skadinąd "Galleghery" to ten - dość częsty - rodzaj SF, ktory może bawić, a nawet czasem dawać do myślenia, ale o naukowy sens prezentowanych tam wynalazków trudno pytać. Baśń fantastyczna, jak zauważyl Mistrz.)

Clifford Simak, Czas jest najprostszą rzeczą: kiedyś drukowane w "Fantastyce", pamiętałem tylko, że mi się podobało - nie rozumiem, dlaczego

Simak to chyba taki Van Vogt- bis. Pisał (statystycznie) straszne bzdury, w ktore jednak potrafił czasem wpleść - podając je często w b. infantylnej formie - pomysły warte analiz. Zarazem jednak budował w tych swoich dzielach jakiś taki sympatyczny (i przez to czytelniczo pociągający) klimat. Zady i walety jego metody widać najsilniej chyba w "Stacji tranzytowej" (zwanej też "...pośrednią"), gdzie mamy jakby zalążek arcydzieła SF sklejony z najgorszą pulpą; dobrze chociaż, że bez gnającej na oślep akcji (w efekcie tyleż lubię tę powieść, co niepomiernie mnie ona irytuje).

Arthur C. Clarke, Koniec dzieciństwa: nie znałem, na tle konkurencji lepsze i pomysły, i jakość literacka

W zasadzie jest to smutne świadectwo intelektualnej wpadki, wybitnego przecież umysłu, bo mamy tam w roli punktu wyjścia "paranormalne" wierzenia i dość jaselkowe wyobrażenia religijne (w wersji ciut uszlachetnionej) - ot, Nadumysl Kosmiczny i dyabły w sumie sympatyczne. Oczywiście Clarke nawet w stanie umyslowego zaćmienia pozostał sobą, i dlatego rodzi się z tych jasełek refleksja transhumanistyczna, pre-"GOLEM..."-owa, gdzieś w tradycji dawnych cywilizacyjnych skal Wellsa i Stapledona, w dodatku opakowana w pewną dozę przytomnej socjologii. (Inna sprawa, że ja akurat - ceniąc i chwaląc Clarke'a - tego czytać nie mogę, bo zszedł tu do rzędu Simaka gdzieś.)

Daniel Keyes, Kwiaty dla Algernona: trochę naiwne, ale ma klimat i trzyma jakiś poziom

Tak. Centralna fabularnie procedura medyczna opisana jest b. ogólnikowo, ale podana tak, że czuje się naukowość tej fantastyki. Problematyka - realna (bo nawet jeśli odrzucimy warstwę SF, dostajemy skondensowany - i tym samym wyostrzony - obraz ludzkiej drogi, od dziecięctwa do finalnego niedołęstwa ;)). (Tu zresztą może przydal się na co Keyesowi ten bakalaureat z psychologii z Brooklyn College.) Narrator zaś na tyle wygodny, że trudno rozeznać, gdzie stylizacja, gdzie zaś literacka wpadka ;).

Chyba jednak lepiej przyswajam bardziej współczesną fantastykę.

Jakie zatem tytuly z tego przedziału zyskały Twoje uznanie?
4
DyLEMaty / Odp: 10 książek science fiction wszechczasów
« Ostatnia wiadomość wysłana przez akond dnia Dzisiaj o 11:46:02 am »
Widzę, że pogadanki dotyczą pozycji wydawanych przez Rebis w serii Wehikuł czasu.

To ja się może przy okazji przyznam, że seria ta jest dla mnie źródłem frustracji i rozczarowań. Kupuję z niej co jakiś czas to i owo, wyrywkowo - albo, żeby poznać, albo, żeby sobie przypomnieć. I jestem coraz bardziej zniechęcony moim dzisiejszym odbiorem tych rzeczy.

Parę przykładów:

Nevil Shute, Ostatni brzeg: pomysł wyjściowy niezły, realizacja - straszna chała, nie dziwię się, że zekranizowano
Henry Kuttner, Czytelniku, nienawidzę cię!: w młodości bawiły mnie te Galleghery, dzisiaj - nużą
Clifford Simak, Czas jest najprostszą rzeczą: kiedyś drukowane w "Fantastyce", pamiętałem tylko, że mi się podobało - nie rozumiem, dlaczego

Gwoli sprawiedliwości, niektóre książki się bronią, przynajmniej jako-tako:

Alfred Bester, Gwiazdy moim przeznaczeniem: hrabia Monte Christo w kostiumie s-f, irytuje, ale się czyta
Arthur C. Clarke, Koniec dzieciństwa: nie znałem, na tle konkurencji lepsze i pomysły, i jakość literacka
Daniel Keyes, Kwiaty dla Algernona: trochę naiwne, ale ma klimat i trzyma jakiś poziom

Ale zapał mi generalnie opadł i boję się sięgać dalej na półkę... a i nie spieszę z kolejnymi zakupami. Chyba jednak lepiej przyswajam bardziej współczesną fantastykę.

5
DyLEMaty / Odp: 10 książek science fiction wszechczasów
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Dzisiaj o 11:09:08 am »
O pięciu kolejnych tytułach, z których minimum część przez w/w listy się przewija:
6
DyLEMaty / Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Dzisiaj o 10:55:41 am »
Fragmenty - w "Fif-ie" omawianych - powieści "Czarna chmura" ("The Black Cloud"):
https://katedra.nast.pl/artykul/8446/Hoyle-Fred-Czarna-chmura/
I "A jak Andromeda" ("A for Andromeda") Freda Hoyle'a:
https://katedra.nast.pl/artykul/8778/Hoyle-Fred-Elliot-John-A-jak-Andromeda/
(Ta druga niedawno wyszła po polsku. Tu taka recenzja:
https://katedra.nast.pl/artykul/8802/Hoyle-Fred-Elliot-John-A-jak-Andromeda/)
7
Hyde Park / Odp: Branżowe
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Września 09, 2026, 08:41:44 pm »
Jeśli kto ciekaw jak się Mistrzowym autem (+/-) jeżdziło:

8
DyLEMaty / Odp: AI - przerażająca (?) wizja
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Września 09, 2026, 06:32:01 pm »
Tu się nawet dwie dziedziny nakladają, bo i trurlowe podwórko (plastycznie w stosownej "Bajce.." opisane), i biznes, w którym skrupułów jeszcze mniej. Natomiast ejaizacja procesów tego typu... Maluczko, a wylądujemy (pod tym względem) w pozycji bohaterów dukajowej "Extensy":

"- Nauka? A jakąże naukę można uprawiać? Że niby co takiego mógłbym odkryć? Do jakich prawd jeszcze niepoznanych dojść? A jeśli nawet, czy w istocie byłoby to rozsądne? Nie sądzę, by zmienił się konsensus w owej kwestii.
Opowiedziałem mu o krzykaczach z Targu.
- Więc sam widzisz. Nie powinien zwieść cię języki i ntencja, z jaką pisane były książki, którymi, nie wątpię, się zaczytujesz. To prawda, zachowuję pewną cząstkę wiedzy i kultywuję zwyczaje zrodzone ze sposobów jej zdobywania - mniej więcej na takiej samej zasadzie, na jakiej kucharki zachowują pamięć tradycyjnych przepisów kulinarnych i kultywują kuchenne przesądy. Lecz nie posiadam nawet tej, im właściwej, iluzji użyteczności. Jest to pamięć pewnego stylu życia... pewnego modelu człowieczeństwa.
- Czyżby zatem nie było już żadnych pytań? Żadnych tajemnic absolutnych?
- Och, rzecz jasna, są, są. /.../ Ale też odpowiedzi na te zagadki leżą całkowicie poza naszymi możliwościami. Cóż więc ci mogę zaoferować? Jedynie noce gwiaździste i tradycję piękną, i owo poczucie dopełnienia, satysfakcję z wiedzy dla samej wiedzy."
9
DyLEMaty / Odp: AI - przerażająca (?) wizja
« Ostatnia wiadomość wysłana przez maziek dnia Września 09, 2026, 05:20:48 pm »
Ta, czytałam już kilka art. na ten temat, ale to (sądzę) nie do wątku o AI (jako takim) tylko raczej do jakiejś historio-socjologii czy obyczajówki lepniaczej. Historia nauki jest przepełniona gwałtownymi nieraz lub podstępnymi działaniami mającymi na celu utrzymanie bądź zagarnięcie palmy pierwszeństwa, wiec nihil novi sub sole.

Novum sub sole jest natomiast rozwiązanie tego problemu (o ile ono faktycznie nastąpiło) przez śtućną enetelegencję. Niedawno czytałem z tej perspektywy o hipotezie Riemanna... W każdym razie przybywa doniesień o problemach, z którymi ludzie latami sobie nie poradzili a śtućna entelegencja i owszem. Samo spojrzenie na zapisane równanie Naviera-Stokesa może zabić co słabsze jednostki... nawet zapisane klasycznie, gdzie przynajmniej (same) symbole różniczki są zrozumiałe, hi, hi...

10
DyLEMaty / Odp: AI - przerażająca (?) wizja
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Hoko dnia Września 09, 2026, 04:10:24 pm »
Strony: [1] 2 3 ... 10