Te dwa twierdzenia robią wrażenie tożsamych.
Żeby nie ciągnąć "wrażeń" w odpowiedzi na
proste pytanie - wg mnie są tożsame co do sensu i skutku. Jeśli się nie zgadzasz to napisz.
Tym samym wracamy do pkt. 11 mojej wyżej zamieszczonej listy. Do 10 pkt. ustalaliśmy o co Ci właściwie chodzi, wreszcie przed pkt. 11 wyrzekłeś, że o art 212 k.k. i w tymże punkcie napisałem to, co do czego masz wrażenie, że się z tym zgadzasz (że oskarżony o pomówienie musi wykazać, że nie był gołosłowny, a konkretnie, że Remuszko oskarżony przez np. NYT o pomawianie gazety o fejkniusy - musiałby wykazać jakiś fejknius. Który by potwierdził, że NYT publikuje fejkniusy.
Jeśli obaj tak to rozumiemy już w pkt 11 to o co chodzi w dalszych Twoich wpisach zaczynających się od "dalej nie rozumiesz..." itd? Których było trochę, a nie wiadomo po co, bo teraz w końcu masz
wrażenie, że zgadzasz się w tej konkretnej kwestii (kto ma przedstawić dowód w sprawie o pomówienie) już w pkt. 11?
Dalej, zdajesz sobie sprawę, że kwestia, czy ja znam jakiś fejknius np. z NYT nie ma żadnego znaczenia w kwestii, czy Remuszko pomawiał, lub nie, NYT? Czy dowodem dla Ciebie, że A pomówił B jest to, że C nie podaje powodu, którym kierował się A? To się by nie ostało w sądzie jako dowód winy A.
Wreszcie o co Ci chodzi? O fakt, na ile można go dziś uprawdopodobnić, że mógł Remuszko znać jakiś fejknius NYT - czy jesteś zafiksowany na idei, że Remuszko był ruskim trolem? Bo jeśli chodzi o fakt, w tak konkretnie, ściśle już postawionej sprawie, że zadajesz sobie pytanie, czy skoro:
- Remuszko wygłosił tezę, że m.in. NYT opublikował fejknius
- to czy Remuszko mógł był głosząc to mieć dowód, czyli przykład fejkniusa
- to na Twoim miejscu (podkreślam, jeśli chodzi Ci o fakt) SAM BYM TO SPRAWDZIŁ - zwłaszcza nimbym napisał, że "
po prostu zależy mi na tym, żeby obraz Remuszki w oczach tych paru osób, które tutaj zaglądają, był w miarę kompletny i zrównoważony".
Nie ja, tylko TY, bo TY stawiasz tezę a nie ja - i zapewniam Cię, że znajdziesz, tylko musisz się minimalnie przyłożyć. Nie tak bardzo mocno przyłożyć, poszukaj za jakie niesprawdzone doniesienia sam NYT przepraszał. To chyba możesz uznać za bezdyskusyjne przyznanie się do mis- czy disinformation. Ale to nie moja sprawa, tylko Twoja, o ile chodzi Ci o "równoważenie", a nie skakanie po leżącym.