Ostatnio w końcu udało mi się obejrzeć "Ja, Robot". Pomysł był dobry, realizacja zbyt amerykańska. Zbyt dużo komputerowych efektów specjalnych i zbyt dużo sztucznych scen. Mówiąc sztucznych mam na myśli infantylne miejscami dialogi oraz scenografię, która naprawdę (znów miejscami) zbyt trąciła Star-Trekiem.
Filmów SF i tak nie powstaje zbyt dużo, więc mimo wszystko polecam go. Jeśli się nie obejrzy, nie można dyskutować.
Drugi film, który już od dłuższego czasu planowałem obejrzeć i ostatecznie się udało to "Pi". Film mi się nie podobał, dlaczego?
1. Jest czarno-biały. Ja rozumiem, że Aronofsky, jest ambitnym, młodym reżyserem, którego bardzo cenię za "Requiem dla snu", ale przesadził z nadmierną próbą wyciśnięcia artyzmu z tego filmu. Uważam, że zabieg eliminujący koloery był zły.
2. Niestety, kiedy otrzymałem jak kawa na ławę opowieść o tym, jak to komputer wyliczając zależności w ciągu liczbowym pi, zyskuje chwilowo świadomość poczym wybucha, nie umiejąc sobie chyba poradzić ze swoim nagłym oświeceniem, myślałem że wyłączę w tym momencie film.... ale ja zawsze tylko tak żartuję... oglądałem dalej.

Reasumując, dla mnie jest to film ewidentnie przeciętny. Jeśli ktoś widział "Requiem dla snu", to będzie widział sporo związków wizualnych i psychologicznych. Przy czym jak już wcześniej pisałem - "pi" stoi daleko, daleko w tyle za tym drugim. Cóż, ludzie uczą się na błędach.