Autor Wątek: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia  (Przeczytany 756788 razy)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10417
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1620 dnia: Wrzesień 14, 2008, 06:31:55 pm »
"Mechaniczną Pomarańczę" (Kubrick) – na temat tego filmu słyszałam bardzo skrajne opinie, z przewagą tych na nie, ale nie przekonam się jeśli nie zobaczę

Ososiście nie lubię takiej stylistyki, ale niewątpliwie jest to film wart obejrzenia. Będę b. ciekaw Twoich wrażeń.

"Solaris" (Tarkowski) – wspomniałeś zresztą tego reżysera powyżej, wnioskuję z tego, że warto

Nie traktuj mnie jako wyroczni ;). Prawdę mówiąc o ile "Solaris" mi się poza (zmienionym w stosunku do książki) zakończeniem podobał, o tyle np. (tak uwielbianego przez Terminusa) "Stalkera" nie trawię; ceniąc skądinąd niefantastyczne filmy Tarkowskiego). W każdym razie ponownie uważam, że należy obejrzeć by wyrobić sobie opinię.

W każdym razie cieszy mnie, że zaczynasz swoją przygodę z kinem SF od pozycji niebłahych i ambitnych :).

(BTW. dorzuciłbym Ci do listy jeszcze "Diunę" Lyncha.)

Przekonywaniem Evangelosa do Dicka, chociaż temat ciekawy, robisz OT. Może by założyć osobny wątek…

Topic o książkach już jest.
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Evangelos

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 639
  • Mistyk! Wierzy, ze istnieje.
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1621 dnia: Wrzesień 15, 2008, 12:32:19 am »
Ksiazke czytalem 5-6 lat temu, czyli niemal wszystkie komorki ciala zdazyly mi sie wymienic na nowe. Mozg moze nie bardzo, ale czemu nie? Z ciekawosci wroce do tej pozycji przy okazji.
Dzieki za nakierowanie dickologiczne. Rowniez sie zainteresuje :) Ogromnie pojemne to archiwum, jakos nie daje rady przerabiac wszystkiego. Niezla ksiege mozna by wydac, gdyby wyeliminowac nieistotne wypowiediz :)

lilijna

  • Juror
  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 312
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1622 dnia: Wrzesień 30, 2008, 12:17:59 am »
Dobra. Pod nóż poszła "Mechaniczna pomarańcza". Może wypadałoby się zgorszyć, ale, jak piszą w niektórych recenzjach, sceny przez które film kiedyś ocenzurowano nie wyglądają dzisiaj tak samo drastycznie, mimo że są tak samo jak kiedyś niemoralne. I na pewno nie da się na nie patrzeć ot tak, obojętnie, oceniając na zasadzie podobało się, nie podobało. No właśnie, nie mogę znaleźć słowa które najlepiej opisałoby film, co wcale nie znaczy, że był nijaki. Trudno też polecić go, albo nie, najwygodniej byłoby mówić: "Jeśli cię to naprawdę interesuje obejrzyj i sam oceń". 

Czegoś mi  brakowało, atmosfery, ducha tamtych czasów. Wszystko działo się w zbyt czystej, wyidealizowanej i wygładzonej, w porównaniu z plugastwem głównych postaci, otoczce. Tak jakby osoby zostały dobrze pomyślane, a świat, w którym żyły już nie do końca. A może jego obraz był za bardzo podobny do rzeczywistego, w każdym bądź razie coś mi tutaj nie pasowało. Aż z ciekawości przeczytam książkę.

Najmocniejszym akcentem filmu był sam Alexander (zresztą, pewnie zgodnie z założeniem reżysera). Dobrze dobrany aktor. To spojrzenie. Bardzo magnetyczna postać, zwracałby uwagę nawet gdyby siedział w tle, w lewym, górnym rogu ekranu. Do tego ich język i sposób mówienia...

Jeszcze o eksperymentalnej terapii Alexandra. Jak na mój gust można ją oceniać z dwóch punktów widzenia. Jeśli spojrzymy na niego jak na człowieka, to uniemożliwianie mu działania zgodnego z jego wolą (jakiekolwiek by ono nie było) wyda się krzywdzące (bo wcale nie było tak, że znienawidził przemoc, jego stosunek dla niej był ciągle taki sam, założono mu tylko blokadę na pewne działania). Jeśli z kolei patrzeć na niego jak na przestępcę, stawiając obok ofiary, byłoby to najskuteczniejszym, nie budzącym zastrzeżeń rozwiązaniem.

Jedno mnie dziwi. Dlaczego nie mogąc krzywdzić innych sam był w stanie wyskoczyć przez okno.

A co Wy myślicie o filmie?

fluks

  • Gość
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1623 dnia: Październik 24, 2008, 03:33:00 pm »
Aeon Flux świetny film

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10417
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1624 dnia: Listopad 07, 2008, 12:33:28 am »
Będąc ponad mo(r)deratorskie nadużycia wrócę spokojnie do filmowego wątku by poświęcić trochę uwagi jednemu z moich ulubionych reżyserów kina SF (acz po prawdzie, nie jest to w mierze najmniejszej artysta, jeno perfekcyjny rzemieślnik) Jamesowi Cameronowi. Nie stworzył on gatunkowych arcydzieł na miarę ledwie co przywołanego Kubricka czy (rezysera jednego dzieła, przynajmniej na gruncie SF) Scotta jednak nie bez kozery to właśnie jemu Lem sprzedał prawa do "Solaris". Cameron bowiem nie błyszcząc artystycznym geniuszem i świadomie zadowalając się kręceniem kinowej rozrywki tworzy historie, logiczne, spójne, relatywnie wiarygodne psychologicznie - jednym słowem solidnie przemyślane, wyróżniające się na tle fantastycznonaukowej masówki. Owszem, Mistrz zawsze twierdził, że science fiction stać na więcej, ale na tle tego co jest na rynku Cameron zasługuje na dostrzeżenie. (TU b. ciekawy wywiad z nim.)

Czemu jednak do osoby Camerona tak nagle wracam? Z kilku powodów:

-pierwszym jest fakt, że do kin wejdzie niedługo "Avatar" tegoż twórcy (TU spoilery), projekt budzący we mnie - po prawdzie - pewne obawy o spadek formy reżysera (te nieszczęsne humanoidy), a co za tym idzie i mieszane uczucia*.

-drugim okoliczność, iż niedawno TVP powtarzała sympatyczną bajkę o tym jak bladawiec Erga Samowzbudnika pokonał (znaną bardziej jako "Terminator 2"), (stanowiącą wspaniałe antidotum na wyemitowane później durnoty w rodzaju "Kosiarza umysłow" czy osławionego "Dnia Niepodległości", jako dowód, że "rozrywkowo" nie musi zaraz znaczytć "głupio")

na kształt kropel rtęciowych wyciekł Erg Samowzbudnik, który dowolne mógł przybierać kształty

-trzecim z kolei to, że wspomniany "Terminator 2" stanowił niestety preludium do (emitowanego aktualnie co czwartek przez TVP1) serialu "Terminator: The Sarah Connor Chronicles", w którym ucieszyło mnie tylko to, że jednak to nie "Star Trek" ucierpiał najmocniej z winy chciwych gotówki epigonów, reszta zaś napełniła głębokim niesmakiem. Serial zaczyna scena snu głównej bohaterki, w którym atakuje ją Terminator, ma on jednak nie facjatę Arniego, a robota, który dopiero potem się pojawi (jasnowidząca z tej Sarah czy co?). I dalej wszystko w tym stylu: dostajemy Terminatora o atrakcyjnych żeńskich kształtach (co oczywiście sprowadza stosunki człowiek-maszyna na genitalny poziom). Zamiast desperacko walczącej o ujawnienie straszliwej Prrawdy samotnej Sarah otrzymujemy cały tłumek "uświadomionych temporalnie" bohaterów, zaś chronomocja bardziej jest rozwinięta niż to z filmów wynikało, przez co znana nam rzeczywistość okazuję się cienką warstwą kryjącą rozmaite machinacje zakonspirowanych Terminatorów i ganiających w tył i w przód czasu komandosów (mimo jednak, iż cofać się można aż do lat '60 Terminatory zamiast spokojnie zabić np. dziadka Connora, obowiązkowo uganiają się za małoletnim Johnem i jego matką zasługując tym na miano najgłupszych maszyn myślących). Owszem, przyozdobione jest to w miarę przyzwoitymi F/X i wzbogacone o niezłą (bez złudzeń: niezłą jak na produkcję tak niskiej klesy) psychologie pary głównych bohaterów, ale ogólnie reprezentuje sobą poziom dna. Stanowczo odradzam marnowanie czasu na ten serial.

ps. drogi fliuksie, film o którym wzmiankujesz to typowo superbohatersko-postmatrixowe widowisko kopane (oparte zresztą na znacznie lepszej animacji), które choć ma niezłą scenografię, każącą wspomnieć pewne elementy "Powrotu z gwiazd" i teoretycznie zahacza o niebłahe tematy (od biedy byłoby tu z czym, i o czym podyskuotwać) stanowi jednak, pustą, średnio efektowną wydmuszkę, którą da się obejrzeć maksimum raz i to tylko z braku lepszego zajęcia.


* "Avatarovi" szykuje się konkurencja: Ridley Scott przymierza się do sfilmowania klasycznej "Wiecznej Wojny" Haldemana, powstaje też serial wg dosć głośnego "Czerwonego Marsa". Zobaczymy, czy za czas niedługi będziem tu mieli co chwalić (a moze nawet móc mówić o odradzaniu się kina SF), czy co ganić.
« Ostatnia zmiana: Listopad 07, 2008, 10:13:01 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

dzi

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3114
  • Profesja: Negat Charakter: Neutralny neutralny
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1625 dnia: Grudzień 22, 2008, 12:41:45 pm »
Dziś w kiosku kupiłem Ghost in the Shell 2: Innocence w jakiejś gazecie "Anime" czy coś (nr 3/2008, nie pytajcie jak jest numerowane ;) ). Polecam. :)

This user possesses the following skills:

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10417
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1626 dnia: Grudzień 22, 2008, 08:31:25 pm »
Jeden z moich ulubionych wątków ruszył. Świetnie. Zatem czas na trochę kolejnych filmowych refleksji zwiazanych z tym co właśnie powtarzano w TV lub z tym co na rychłą powtórkę czeka...
                                                     
Zacznę od "Kronik Riddicka". Film ten rozczarowuje już na starcie jeśli oczekiwało się "alienopodobnej" rzemieślniczej SF, takiej jaką była "Pitch black", jako, że twórcy dla odmiany w poszli w mroczną space operę.

Owszem space opera, to z załozenia bajki (by nie rzec bzdury). Owszem jest tu zwichniecie fabularne (częsć pierwsza i trzecia to mroczna space opera, część druga to powtóka z klimatu oryginalnego filmu). Owszem "ci źli" sa krzyżówką startrekowego Borga, z Cylonami (z oryginalnej "BSG") i feudalnego imperium z "Diuny". Owszem, wątek nieudanej próby wydarcia duszy pasuje bardziej do "Mortal Kombat" nie przymierzając, niż do SF, a sposób przejęcia władzy jest przewidywalny i infantylny. Ale całość broni się (na tyle, że czasu poświęconego na jej obejrzenie nie uważam za stracoiny w 100%) ciekawym (nawiązującym do "Diuny" Lyncha i "Metabaronów" Jodorovsky'ego w częściach 1 i 3) klimatem. A środkowa "planetarna" sekwencja to wręcz majstersztyk (szkoda tylko, że na powierzchni planety skafandrów nie mieli - byłoby jeszcze lepiej). Dla tego klimatu gotów byłem jakoś znieść wszystkie brednie jakimi raczyli nas scenarzyści (przypadek "Miasta zaginionych dzieci" się poniekąd powtarza, przy czym "Miasto..." było jednak lepsze). Żałuję tylko, że ta wizualna wystawność nie idzie w parze z jakimkolwiek przesłaniem czy dodanym sensem. Smutne też, że na tle ogólnej mizerii kina SF, już taki film zdolny jest przyciągnąć uwagę.



Kolejny film budzący we mnie ambiwalentne uczucia to "Żołnierze Kosmosu". Plusy: próba oddania (i spastiszowania) klimatu SF tzw. Złotego Wieku, polemika z militaryzmem Heinleina. Wady: wątki mydlano-romansowe, brak powieściowej technologii - z pancerzami wspomaganymi na czele (cały profetyzm technologiczny oryginału dyabli wzięli), absurdalny obraz Robali (miotanie potomstwa z planety na planetę, złoszczące mnie nieustannie strącanie - excuse le mot -pierdzeniem statków kosmicznych z orbity). Do tego dochodzą sceny walki potraktowane w sumie najbardziej serio w całym filmie i służące głównie epatowaniu krwią i flakami (dla mnie wada, dla kogoś może być zaleta ;) ).
Na koniec sam nie wiem czy wada, czy zaleta - specyficzny cokolwiek campowy klimat, który mieliśmy już w "Total Recall" tegoż twórcy. Zakładam, że to ma być puszczenie oka do widza: "a teraz ekrenizujemy historię z pulp magazine", czyli świadomy chwyt artystyczny, ale nigdy mi się to w filmach Verhoveena nie podobało.

Niby mieliśmy z do czynienia z próbą powiedzenia czegoś oryginalnego (co liczy się na plus), niby reżyser przejawia jakieś zamysły artystyczne, ale tym surowiej należy go oceniać z efektów. A te nie są godne uwagi.



Za parę minut natomiast zobaczymy "Planetę Małp" Tima Burtona. Film ten jest chyba najwiekszą wpadka w jego karierze, bo o ile pietyzm w przedstawienu małpiej cywilizacji rzucił mnie na kolana (perfekcyjne to jest po prostu - i kostiumy, i aktorstwo, i F/X, i scenografia) o tyle absolutnie nie rozumiem po co Burton odszedł od fabuły oryginalnego filmu wtykając w scenariusz różne bzdury .
W wypadku klasycznego dzieła wierny remake byłby wyjściem znacznie lepszym, zwłaszcza, że reżyser usiłując mówić od siebie zdobył się tylko na bełkot. Znów przypadek przerostu ciekawej formy nad debilną treścią.

A najgorsze, że produkuje sie dziesiątki filmów "SF" znacznie gorszych od tych trzech.



Na tym tle wyróżnia się film "V jak Vendetta". Ekranizacja komiksu nakręcona przez braci Wachowskich (obie połowy zdania mogą i zachęcać, i odstraszać ;) ).

Klimatyczne, dajace do myslenia (jak na komiks), oszczędne jeśli chodzi o F/X (dzięki czemu - w końcu! - forma nie góruje nad treścią), anarchistyczne w wymowie. I jest nad czym pomyśleć po seansie. (Choć oryginał jak zwykle lepszy.)

Nie jest to jakieś arcydzieło, ale całkiem przyzwoity film... Zwłaszcza na tle w/w... (Choc wolałbym żyć w czasach, w których dziełka takie jak on były by normą statystyczną, nie zasługującym już na wyróżnienie wyjątkiem...

ps. na miano najlepszej z ostatnich powtórek zasługuje jednak (oczywiście!) "Imperium kontratakuje" ;)
« Ostatnia zmiana: Grudzień 22, 2008, 08:58:55 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

dzi

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3114
  • Profesja: Negat Charakter: Neutralny neutralny
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1627 dnia: Kwiecień 21, 2009, 11:09:46 pm »
Q, nowego Star Treka zrobili.

This user possesses the following skills:

Luca

  • Juror
  • Full Member
  • *****
  • Wiadomości: 143
  • Odi profanum vulgus et arceo.
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1628 dnia: Kwiecień 21, 2009, 11:13:58 pm »
Q, nowego Star Treka zrobili.

:-D

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10417
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1629 dnia: Kwiecień 22, 2009, 08:17:36 pm »
Q, nowego Star Treka zrobili.

Wiem od dawna. Zrobiłem sobie nawet z tej okazji przegląd starych startrekowych filmów. Efekty samego mnie zaskoczyły.

Doszedłem mianowicie do wniosku, że współczesny widz jest w stanie obejrzeć bez wzruszenia ramion tylko:
1. jeśli lubi klasykę SF i ogólnie jest wymagajacy - "ST - TMP",
2. jeśli oczekuje niezobowiazujacej rozrywki - "ST: First Contact" i "ST: Insurrection" ("ST: Nemesis" go odrzuci głupotą). A jeśli przy tym ceni stare filmy o piratach (typu "Captain Blood") - "ST II".

Reszta się za mocno postarzała, lub była adresowana zbyt ściśle w fanów. Np. "ST: Generations" - nie-fana nic tam nie przyciągnie, bo to jest takie fanboyskie wypracowanie spod znaku "zbieramy ich wszystkich do kupy". "ST III" - klasyczna zapchajdziura, nakręcona na zasadzie "musimy go jakoś ożywić, nie? więc wybaczcie resztę". "ST V" - pomysł ciekawy (z domniemaną Bozią walczą ;D), ale wykonanie na poziomie TROMY. "ST VI" - przesłanie b. zacne, ale widać dokładnie jakich czasów dotyczył (no i są lepsze filmy dotykające końca zimnej wojny, bez czerwonych mundurów z jednej, a barokowych szat z drugiej strony; i znów trochę głupio mówić o światowym pokoju w konwencji filmu o piratach - "ST II" strawniejszy, bo nie łączy zgrzytliwie "piractwa" z ideologią). "ST: Nemesis" - miało być mhrrocznie, wyszła kicha, jak ten cały viceroy masuje skronie Shinzona zwijałem się ze śmiechu. "ST IV" - niby mówi o ważnych rzeczach, ale nie-treker traci połowę humoru, i będzie się momentami zżymać "ale ossochodzi"; i trudno przełknie satyrę społeczną (celną) z Wielkim Ratowaniem Świata w tle. Poza tym, jeśli ma docenić przesłanie, to pewnie czytał "Powiastki filozoficzne", a tam to samo lepiej (i bez campowej scenografii).

A znów te relatywnie dobre "Star Treki"?  "ST II" - nie każdy lubi kosmicznych piratów wygłaszających napuszone monologi + przedatowane F/X. "ST: First Contact" - całkiem fajna popcornówka, bez śladu ambicji, czy technologicznego realizmu, ale sa lepsze popcornówki (np. "Gwiezdne wojny" :D czy "Powrót do przyszłosći"). "ST: Insurrection "- niby ambitniejszy od poprzednika, ważkie tematy itp. ale scenariuszowo jest to groch z kapustą, za dużo mądrosci chciał tam Piller naćkać (co gorsza większość z tych "mądrości" to były wysilone głupoty); no i to dające nieśmiertelność promieniowanie - tylko treker łyknie taka bzdurę ;). (Choć na tle większości współczesnych produkcji "SF" wypada ten film nawet, nawet, bo usiłuje jeszcze cokolwiek powiedzieć, mniejsza o to, że to co mówi przeważnie nie ma sensu...)

Pozostaje "ST - TMP" - lubię, ale tak naprawdę na tle "Odysei kosmicznej", czy "Blade Runnera", to ubogi braciszek, może się najwyżej ścigać z "Bliskimi spotkaniami..." Spielberga (i tu nawet wygra). W sumie całkiem dobra rzecz, która z list klasyki nie spadnie*, acz nie fenomenalna. (Tym niemniej reprezentuje poziom wyższy niż jakie 90% kina SF.)

A nowy film? Sądząc z trailerów i innych reklam, popcornowej konwencji ciąg dalszy, chyba już nawet bez silenia się na jakiekolwiek ambicje. Obejrzę, ale nie sądzę, by mi się spodobał.


* w końcu R. Wise to kręcił, stąd zresztą nazywano ten film, dla podkreślenia jego supremacji na tle innych przedstawiceli franchise, "Wise Trek" (zresztą, pisałem o nim szerzej ileś stron temu...).


[Na czym zresztą polegał głowny sukces filmu Wise'a? Na świadomości różnicy między serialem, a filmem. W serialu można wybaczyć pewne skróty, uproszczenia (w końcu fabuła ma się zamknąć w 40paru minutach), pewien kicz i teatralizm (w końcu budżet jest ograniczony), pewną umowność. Natomiast filmowi takich rzeczy się nie wybacza. Wise to wiedział, i zrobił dobry film. Nikt z następców nie miał raczej tej świadomości.

Najnowsze filmy wybrały drogę jeszcze gorszą. Wybrały z seriali to co było w nich najgorsze - strzelaniny, humanoidy, sensację, i to wepchnęły na plan pierwszy. W ten sposób zamiast kiczu-z-konieczności, dostaliśmy kicz-z-wyboru. A przecie można było posadzić do scenariusza jakiego Reynoldsa, Sawyera, Benforda czy Baxtera (czyli kogoś z autorów rozrywkowej, lecz zachowujacej pewne standardy SF), a na reżyserskim stołku jeśli już nie Lyncha czy Soderbergha, to przynajmniej Camerona, Zemeckisa lub Howarda (ostatecznie precedens jest: pierwszy film reżyserował całkiem znany artysta, a przy scenariuszu pracowali A.D. Foster i Isaac Asimov - obaj pisarze SF). Zmniejszyć do minimum ilość sensacyjnej akcji, albo chociaż schować ja za fabułę (jak w "Raporcie mniejszości" nie przymierzając). Zlikwidwać - mimo utyskiwań fanów - humanoidy (albo wepchnąć je wszystkie w końcu w szeregi Federacji i ograniczyć ich rolę do tła, jak w "ST - TMP" właśnie; lub też... poprosić o pomoc Le Guin i - tak jak ona - zacząć w końcu sensownie wygrywać biologiczno-kulturowe różnice między nimi). I wreszcie - ponownie konforntować bohaterów z intelektualnymi i etycznymi wyzwaniami oraz niezwykłością Wszechświata, a nie rzucać ich w wir kolejnych walk z "demonami zła" w komiksowym stylu. No i dać w końcu konsultantowi naukowemu głos veta wobec co głupszych zapędów scenarzystów.]
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 26, 2009, 01:21:46 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

dzi

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3114
  • Profesja: Negat Charakter: Neutralny neutralny
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1630 dnia: Kwiecień 22, 2009, 09:41:27 pm »
To mówisz że kicha to jest? Wiedząc że dla mnie "star trek" oznacza "the next generations" w wieku chyba nastu lat i tam zadawane problemy filozoficzno społeczne myślisz że ten nowy mnie zainteresuje? Bo po trailerze stwierdziłem "a pójdę, co mi tam".

PS: Wczoraj byłem na Dragonball'u na przykład ;)

This user possesses the following skills:

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10417
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1631 dnia: Kwiecień 22, 2009, 09:47:31 pm »
Jak trailer Cię nie odrzucił, oglądasz "Dragonballa" i chadzasz na Emmerichy, to i tu dasz radę. Spodziewam się mniej-więcej czegoś na tym poziomie ;).

(No, góra konkurencji dla nowych "Zwiezdnych wojnów"...)

ps. tematykę filozoficzno-społeczną w "Star Treku" już dawno (gdzieś w połowie "ST - Deep Space Nine") dyabli wzięli (z jednym wyjątkiem - powróciła na chwilę, w kiepskim wydaniu, w "ST: Insurrection")...
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 28, 2009, 02:29:02 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Evangelos

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 639
  • Mistyk! Wierzy, ze istnieje.
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1632 dnia: Kwiecień 22, 2009, 10:41:14 pm »
Hihi, kapitan Pickard jest profesorem teatru przy koledzu Sw. Katarzyny w Oksfordzie :) Moja znajoma jest bardzo teatrologicznie zorientowana i nadmieniala, ze bedzie wystepowal w jakiejs sztuce niedlugo. Musze sie dopytac i pewnie sie wybiore :) (w zeszlym roku gral w jednej sztuce z Magneto!)
http://www.whatsonstage.com/index.php?pg=207&story=E8821169223394
Q wpadnij, to sobie pogaworzycie  :D

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10417
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1633 dnia: Kwiecień 23, 2009, 01:30:23 am »
Dzięki, ale nie miałbym śmiałości... Tak jak nie miałem śmiałości wybrać sie na spotkanie z Mistrzem, póki żył.

ps. Przeżyjmy to jeszcze raz...

Wybrane sceny z:
-"Odysei kosmicznej":




-"Blade Runnera":

-"Star Trek - The Motion Picture":



-i "Bliskich spotkań III stopnia":



Kiedyś to robili filmy. Nie dość, że ze świetnymi F/X, to o coś tam chodziło :).
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11052
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1634 dnia: Kwiecień 23, 2009, 10:15:10 am »
Doszedłem mianowicie do wniosku, że współczesny widz jest w stanie obejrzeć bez wzruszenia ramion tylko...
Reszta się za mocno postarzała, lub była adresowana zbyt ściśle...
Q, czy Ty się dobrze czujesz ;-)) ?  ;D
Jest wolność, więc każdy ma prawo być idiotą!
© Krzysztof Grabowski, DEZERTER