Autor Wątek: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia  (Przeczytany 692697 razy)

Falcor

  • Gość
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #45 dnia: Grudzień 16, 2004, 01:33:44 pm »
Także wydaje mi się, że nie ma co tu zwalać na sentyment. Czy gdyby pierwszy powstał właśnie Obcy 4 lub Terminator 3 to byśmy tu o nim w ogóle dyskutowali? Nie wydaje mi się, gdyż jest to zwykłe kino drugiego sortu. Nie sądzę też aby dla młodszego pokolenia te i temu podobne obrazy były czymś niezwykłym.

O najnowszych Gwiezdnych Wojnach szkoda gadać. Jednak stara ich wersja jest chyba atrakcyjna tylko dla nas i ludzi od nas starszych. Szczerze mówiąc gdybym miał dzisiaj kilkanaście lat to uznał bym stare Star Wars za nieco naiwne. No bo są naiwne. My z tą naiwnością spotkaliśmy się wtedy, kiedy za takową nie uchodziła, ale z dzisiejszej perspektywy można oceniać ten, dla mnie wspaniały, film raczej jako interesującego i wprowadzającego coś nowego do kinematografii klasyka (tak jak np. z filmami Chaplina, nadal śmiesznymi, ale np. taka „Seksmisja” jest obecnie nieporównywalnie śmieszniejsza).

Co się tyczy A.I. to przyłączam się do opinii, że to średni film. Pomysł może i  jest całkiem przyzwoicie zrealizowany, ale dobiło mnie ostatnie 20 minut, naciągane jak guma do żucia. Osobiście nie potrafię ocenić całego filmu tylko np. po wspaniałych efektach specjalnych lub genialnej muzyce. Oczywiście uznaję geniusz takowego elementu, ale jeśli reszta jest do bani, to filmu, jak dla mnie, nic nie ratuje. Właśnie dlatego napisałem, że późniejsze Diuny (i właśnie miałem na myśli serial) są kiepskie. Zgodzę się, że są bardziej dokładnym obrazem książki, jednak ich realizacja jest biedna. Co mnie obchodzi, że mieli mały budżet? Mogę w tym przypadku co najwyżej powiedzieć, że jak na swoje możliwości realizatorzy spisali się dobrze. Nie oznacza to jednak, że film jest dobry jako taki.

Ehh, znów się rozpisałem.  :-/ Sorry.

dzi

  • Gość
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #46 dnia: Grudzień 16, 2004, 03:13:34 pm »
no generalnie to co mnie odrzuca od starych SW to wlasnie biedna realizacja :) dlatego nawet nie pamietam fabuly, poprostu za bardzo rozpraszaly mnie lasery rysowane kredkami swiecowymi i kartonowe kokpity...

i jak wyjasnie dokladniej, te filmy ktore podalem jako godne polecenia nie polecam jako dobre filmy, polecam jedynie ich niektore cechy a to dlatego ze moim zdaniem dobry film s-f jeszcze nie powstal (lub go nie widzialem), zatem mozna chociaz porozmawiac o fajnych czesciach tych ktore powstaly (patrz sytuacja w filmach fantasy przed powstaniem Trylogii)

Socrates

  • Gość
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #47 dnia: Grudzień 17, 2004, 01:53:48 am »
AI - do momentu kiedy scenariusz Kubricka sie konczy, jest ok.  Pozniej raczej nie jest zbyt mocny.

(na mojej liscie pokazuja sie tez filmy horroru o tematyce sf)

Seksmisja - jak ktos nie ogladal, to niech zaluje.
Kingsajz - tak samo.
The Fly - Stara in nowa; nie bardzo lubie nastepne czesci.  Krzyzowka muchy z factetem
Soylent Green - jak zarcia brakuje to...
Blade Runner - Do Androids Dream of Elctric Sheep sfilmowane.  Czlowiecze roboty.
Total Recall - mi sie podobal.  Szwartzenegger na Marsie.
Underworld - vampiry kontra warewolves.  Ladnie sfilmowany.
Dr Strangelove - niezbyt sci-fi, ale jak na tamten czas, przyszlosciowy.  Swietny.
Eternal Sunshine of the Spotless Mind - ...zapomnialem o czym jet ten film.
Adaptation - tego samego rezysera co film powyzej.
Being John Malkovitch - tak samo.
Donnie Darko- fajny kroliczek.
Abre Los Ojos, i Vanilla Sky - dlugi cos ten sen...
The Truman Show - najlepiej mi sie podobal tzw "product placement"...
Pi - matematyka boli
Princess Bride - bajka, ale fajna.

Socrates

Terminus

  • Gość
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #48 dnia: Grudzień 17, 2004, 02:50:58 am »
Cytuj
Osobiście nie potrafię ocenić całego filmu tylko np. po wspaniałych efektach specjalnych lub genialnej muzyce. Oczywiście uznaję geniusz takowego elementu, ale jeśli reszta jest do bani, to filmu, jak dla mnie, nic nie ratuje. Właśnie dlatego napisałem, że późniejsze Diuny (i właśnie miałem na myśli serial) są kiepskie. Zgodzę się, że są bardziej dokładnym obrazem książki, jednak ich realizacja jest biedna. Co mnie obchodzi, że mieli mały budżet? Mogę w tym przypadku co najwyżej powiedzieć, że jak na swoje możliwości realizatorzy spisali się dobrze. Nie oznacza to jednak, że film jest dobry jako taki.



Taaa... to tak, jakby teraz dzi powiedział, ze co go obchodzi, że w 1977 roku nie było stacji Silicon Graphics, on gardzi starymi  "Star  Wars", bo lasery są narysowane kredkami świecowymi. No... ale tak nie powiedział. A ty, herr Kritikk, nie wahasz się do tego posunąć.

Oglądając filmy amatorskie albo kina niezależnego także jestes taki cięty na doskonałość wiuzalną?
No coż, masz oczywiście prawo do swojego zdania.

Jeśli chodzi o nowe Diuny, to po prostu cieszę się, że powstała pierwsza w historii ekranizacja ,Dzieci Diuny' i nic mi tej radości nie odbierze. Choćby nawet latały tam kartonowe ornitoptery.


Terminus

  • Gość
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #49 dnia: Grudzień 17, 2004, 02:56:04 am »
Cytuj

Seksmisja - jak ktos nie ogladal, to niech zaluje.


Donnie Darko- fajny kroliczek.


Ha! O ,,Seksmisji'' jakoś dotychczas zupełnie zapomniano! A przecież to jedno z niewielu polskich science-fiction pełną gębą . Tak...
A "Donnie Darko" bardzo mi się podobał, mimo iż z punktu widzenia nauki nie przedstawia sobą niczego ponad kupę bzdur. To jednak nie wszystko, co się liczy
;)

Deckert

  • Gość
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #50 dnia: Grudzień 17, 2004, 01:34:44 pm »
A czy ktoś jest w stanie polecić jakiś film SF rodem z ZSRR? Kiedyś jako dziecko miałem okazję jeden taki filmik zobaczyć, ale pamiętam wyłącznie poszczególne obrazy. Poza tym nic mi się w pamięci nie zachowało.

No i druga część pytania: Co z polskimi filmami SF? Nie mówię o Seksmisji, gdyż tytuł został już podany - a poza tym na temat tego filmu można mówić i mówić - a przede wszystkim dobrze się bawić. Aha, tak na marginesie. Spotkałem się jakiś czas temu z kilkoma Czechami - ponoć Seksmisja jest tam uwielbiana :-)
Wracając jednak to pytania, widziałem kiedyś, dawno temu program telewizyjny opisujący arkana tworzenia efektów specjalnych do polskich filmów SF. Niestety nie mogę podać żadnych szczegółów albowiem zaprawdę powiadam wam RAM mój ulotnym jest :-)



Falcor

  • Gość
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #51 dnia: Grudzień 17, 2004, 03:22:16 pm »
Według mnie z dawnymi Gwiezdnymi Wojnami to trochę inna historia niż, ze współczesną Diuną. Po pierwsze kiedy ten film powstawał to takie efekty specjalne i wykonanie uważano za jedne z lepszych (tak samo dialogi nie raziły, scenariusz nie był naiwny itp., ale o tym już pisałem), nie dziwi mnie jednak, że obecnie może się to nie podobać (w tej kwestii też się już wypowiadałem). Swoją drogą to ten film ma jednak klimat. Co do Diuny to jej realizacja mogła by być usprawiedliwiona właśnie 20 lat temu, ale nie obecnie. Same efekty specjalne nigdy nie były dla mnie wyznacznikiem dobrego filmu, a raczej miłym dodatkiem. Aktorzy też nie są tutaj specjalnie dobrzy. Przypomina mi to raczej jedną z serii o Herkulesie czy Xenie. Wydaje mi się, że Diuna jest tak bardzo kolorowa specjalnie (co za problem stworzyć podobne dekoracje ale w innym klimacie, koszty podnoszą się tylko przy ich znaczącej rozbudowie). Jest tak bardzo kolorowa z tego samego powodu, z którego bardzo kolorowe są nowe Gwiezdne Wojny. To wabik na nowych, młodszych widzów, którzy są podstawowymi adresatami tego typu produkcji (starsi mają stare Star Wars czy Diune i do nich są przyzwyczajeni). Całość przypomina mi to raczej jedną z serii o Herkulesie czy Xenie. Jest taki dobry polski przykład, że jak się nie ma możliwości technicznych i finansowych zrobienia dobrej adaptacji to się nie powinno za nią zabierać. Jest nią Widźmin. Fani Sapkowskiego, przynajmniej ci których znam, nie byli raczej zadowoleni, a na projekcji na której byłem sala kinowa co chwilę wybuchała śmiechem. Zresztą  tutaj akurat twórcy mogli zrobić jedno – zatrudnić naprawdę dobrych aktorów (gra tam świetnie Żebrowski i całkiem dobrze Zamachowski (choć roli trudnej to on nie miał) i Kozłowski, ale spora reszta aktorów to jakieś śmieszne tło wypowiadających swe kwestie jakby czytali instrukcję obsługi pralki). Zresztą może to wina reżysera, że nie potrafił dobrze nimi pokierować, bo w innych filmach część z nich grała naprawdę świetnie.

Jeszcze kilka słów na temat kina amatorskiego i niezależnego. 90% takiego kina to takie same gnioty jak np. te „superprodukcje” z USA. Różnica polega na tym, że wytwórnie z Hollywood mają pieniądze na to aby te gnioty wypromować, gdy tymczasem filmy niezależne takiej możliwości nie mają i w związku z tym do szerokiej publiczności docierają tylko te naprawdę dobre. Powstaje wrażanie, że twórczość niezależna = wybitna. Wśród tych prawdziwych perełek twórcy, pomimo braku środków, albo uciekają się do sztuczek które sprawiają, że np. efekty specjalne tak bardzo nie rażą (Może ich nie być w ogóle. Kiedy jest mowa np. o zgładzeniu miasta, to na tym się kończy. Nie ma stworzonej nieudolnie fali uderzeniowej. Przy dobrej pracy reżyserskiej i wiarygodnej grze aktorów taki środek nie jest potrzebny, widz i tak czuje, że stało się coś strasznego), albo też nie realizują danego pomysłu w ogóle, bo wiedzą, że wyjdzie im kiczowato.

Może trochę za emecjonlanie do tego podchodzę  :-/ Ale przynajmniej dysputa jest ciekawa

Herr Kritikk  ;)

Deckert

  • Gość
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #52 dnia: Grudzień 17, 2004, 03:42:50 pm »
:-)

Nie widziałem nowej Diuny.... może mi się uda. Jeśli jednak Falcor porównuje ją do Xeny lub Herkulesa - to nie chce tego widzieć. Zwracam uwagę na szczegóły w filmie, a takie produkcje jak Xena lub Herkules nie tylko rażą brakiem profesjonalizmu ile kpią z widza. Zawsze piękny makijaż, suche włosy po wyjściu z jeziora itp.... itd....

Jeśli chodzi o kicz to nie wiem czy widzieliście film emitowany przez polskie kina jakieś 5 lat temu (chyba) o nazwie "Screemers". W głównej roli Peter Weller (znany chociażby z Robocop'a). Pamiętam do dzisiaj napis na plakacie: "Film twórców Aliens i Predatora". Powiem szczerze - skusiło mnie. Cóż jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że kino amerykańskie, nawet jeśli scenariusz jest do kitu, raczy nasze oczy wspaniałym widowiskiem. W przypadku Screemer'a było na odwrót. Efekty były tak kiepskie, że raz po raz zanosiliśmy się z kumplami śmiechem. :-)


dzi

  • Gość
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #53 dnia: Grudzień 17, 2004, 11:58:56 pm »
Troche do wypowiedzi Falcora.

Ja np. mam tak, ze wyobrazic sobie cos (np. to zgladzenie miasta) to moge to czytajac, i to o wiele lepsza moim zdaniem droga. Filmy natomiast ogladam po to by faktycznie zobaczyc jak to wygladalo. Znaczy to, ze w filmie musi to wygladac tak, bym nie dal sie przekonac ze nie stalo sie naprawde. Inaczej mowiac, zobaczyc cos to co innego niz o tym uslyszec. Uslyszec moge w ksiazce, zobaczyc moge na filmie. Jesli na filmie nie widze film jest bezwartosciowy (caly czas pisze tylko subiektywnie).
Najdoskonalszym dla mnie przykladem (bo jedynym gdzie nierealny swiat staje sie sfilmowanym swiatem rzeczywistym) jest Wladca Pierscieni. Czytalem o obronie Minas Tirith, czytalem jak wyglada Mumak i ile ma czarna armia, moglem sobie to wyobrazic - tak jak by mi to ktos opowiedzial. Co innego jednak znaczylo dla mnie zobaczenie jak to wygladalo w rzeczywistosci (swiadomie uzywam tak radykalnych i pewnych okreslen by wyrazic o co mi dokladnie chodzi), to znaczy zobaczyc Minas Tirith, zobaczyc jezdzca na Mumaku oraz ogrom czarnej armi. Tego wlasnie szukam w filmach. Jesli obrazu nie psuje fabula film staje sie filmem doskonalym, ale jak mowilem wczesniej, jak dla mnie taki film SF jeszcze nie powstal.

Terminus

  • Gość
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #54 dnia: Grudzień 18, 2004, 05:00:22 am »
hm... zdaje się, że doszło tu do pewnego nieporozumienia. Ja nikogo nie przekonuję, żeby oglądac filmy, które wyglądają jak ,Piątek z Pankracym' tylko dlatego, że uważam je za wartościowe.
Pisałem o 'Diunie', ponieważ mam wielki szacunek do tego cyklu powieściowego; uważam zatem, że jeśli ktoś jest zainteresowany książką, to obejrzenie filmu mu nie zaszkodzi. Oczywiście nie mamy tu sytuacji jak we 'Władcy Pierścieni' (który kosztował tyle co nakłady na pięcioletnią pracę polskiej służby zdrowia), gdzie wyobrazenia są realizowane w sposób doskonały (btw: z innego podwórka: uważam że innym przykładem takiego przeniesienia jest Harry Garncarz (abstrahując od ogólnej mody na Pottera i poziomu artystycznego książki. Podaję  to tylko i wylącznie jako przykład.)).
Zatem wracając do sedna: owszem, nowa 'Diuna' nie wygląda jak mogłaby. Ba, nawet ta Lynchowska, choc 20 lat starsza, wygląda lepiej. Dlatego też kto wie... byc moze jesli rozpatrujemy nową 'Diunę' jako film samodzielny, kinowy, to istotnie nie może ona konkuowac z superprodukcjami.
Przy okazji: z takowymi nie moze takze konkurowac np. 'Test Pilota Pirxa' produkcji polskiej, lub przedtawienie teatralne 'Solaris' wystawiane koło Berlina (vide forum anglojęzyczne).
A  j e d n a k  piszemy tu i tam o dwóch powyższych tworach. Znaczy to, ze są tego warte. Widział ktoś 'Żołnierzy Kosmosu'? Podobno Verhoven popełnim tym filmem gwałt na książce; której film był ekranizacją. Ja nie przeczytałem tej ksiązki. Film wywołał na mnie wrażenie złe. Mimo, iż wygladal cudownie. I mimo, iż jego realizacja stała na poziomie wówczas najwyższym etc. Kto wie, może gdybym czytał rzekomą książkę, na której film był oparty, to stanowiłby on dla mnie coś więcej, ale tak było to nieprzyjemne doświadczenie.
I tak, z pewnych powodów może byc bardziej  w a r t o s c i o w y m obejrzenie filmu gorzej zrealizowanego, któremu jednak przyświeca jeden jedyny cel: wiernośc książce.
Myślę, że z racji charakteru tego forum nie powinniśmy zapominac, jak cenne są ekranizacje. Kto wie, ilu Amerykańców więcej usłyszało o Lemie dzięki Sodenbergowi.
Oczywiście nowa 'Diuna' była realizowana jako serial TV. (Nie jak 'Wiedzmin', lecz w drugą stronę.) Potem odcinki sklejono i wydano na dvd (nie był to film kinowy, o ile wiem). A zatem nie można go porównywac z takowymi.

Dodam jeszcze, że 'Diuna' jako cykl powieściowy nie jest ,,spektakularna wizualnie'' (w sensie, że książka ma fabułę osnutą wokół intryg politycznych , opartych na rozmowach i myślach postaci, na interakcji osób). Mało tu miejsca na rozmach. Toteż brak rozmachu nie wydaje siętak krzywdzący.
,,Władcy pierścieni'' w takim wydaniu, oczywista, nie chciałbym zapewne nawet widziec.

A jeśli chodzi o krytykę kina niezależnego, to oczywiście równośc, niezależny==wybitny jest bzdurna.
Ale jeszcze większy ładunek debilizmu towarzyszy równościom:
znany==dobry;
sławny==wybitny;
popularny==wartościowy;
wysokobudżetowy==udany;
modny==wartościowy
...
etc.
Oczywiście że często kino niezależne to kicha. Ale bywa też inaczej. Czasem ktoś kto jeszcze się nie wybił (albo nie ma zamiaru) tworzy rzeczy bardzo dobre (nawet obiektywnie).
Jest wiele wartościowych rzeczy niezależnych.
Oczywiście jest ich statystycznie mało.

Ogólnie rzecz biorąc namawiam do jak najbardziej otwartej postawy.

A i jeszcze jedno. Porównanie 'Diuny' do "Xeny' czy 'Herkulesa' - no niestety jestem już nie tych lat, i widziałem z 'X' czy 'H' około 10 sekund łącznie (jedząc kolację odwróciłem się w stronę telewizora). Było to przedstawienie przypominające ekranizację He-Mana. Nie ma sensu, żebyśmy brudzili sobie dyskusję takimi obscenizmami.

Ja też nie lubię cukierkowości i superkolorów, dlatego napiszę już jednoznacznie: lżyjcie sobie szlachta na 'Diunę', lecz osoba, która chce zorientowac się w tym cyklu książkowym nie znajdzie lepszego do tego celu filmu.
« Ostatnia zmiana: Grudzień 18, 2004, 05:04:27 am wysłana przez Terminus »

Terminus

  • Gość
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #55 dnia: Grudzień 18, 2004, 02:52:13 pm »
A teraz analiza filmu ,,To'' (The Thing) za pomocą ,,kieszonkowego kalkulatora SF" Lema (vide odpowiedni temat). To, jak mniemam, uwydatni jego oryginalność.

-Ziemia>zaatakowana jest przez>maleńkie>>istoty pozaziemskie>które>traktują nas tylko jak pożywienie>i są>nieradioaktywni>i>nie mogą być zniszczeni przez>tłum chłopów z pochodniami>więc>naukowcy wynajdują broń>która zabija ich.

Teraz ,,DZień niepodległości''.

-Ziemia>zaatakowana jest przez>istity pozaziemskie>które>rozumieją nas doskonale>i są>nieradioaktywni>i>nie mogą być zniszczeni przez>bombę atomową>armię lodową, marynarkę, lotnictwo...>więc naukowcy wynajdują nową broń>która zabija ich.

Teraz ,,Obcy''
-Ziemia (ludzie z Ziemi)>zaatakowana jest przez>ogromnych>istoty pozaziemskie>które>traktują nas wyłącznie jako pożywienie >i są>nieradioaktywni> i> mogą być zniszczeni przez>bombę atomową (Obcy 2)
lub
>i>nie mogą być zniszczeni przez >bombę atomową> więc zjadają nas (Obcy 1)

Teraz ,,Matrix"
Ziemia>zaatakowana jest przez>urządzenia mechaniczne>które>rozumieją nas doskonale i traktują nas wyłącznie jako pożywienie (źródło energii)>i są >nieradioaktywni>i>mogą być zniszczeni przez bombę atomową (ale to się nie udaje)>więc>wprowadzają system dobrodusznej dyktatury.

Proszę proszę, co za genialne, odkrywcze filmy.
« Ostatnia zmiana: Grudzień 18, 2004, 02:53:27 pm wysłana przez Terminus »

Falcor

  • Gość
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #56 dnia: Grudzień 18, 2004, 07:41:58 pm »
A nie lepiej przeczytać dobrą książkę, niż obejrzeć wątpliwej jakości film? Chyba, że potraktujemy to jako pomoc przy poznawaniu lektur.

Tak przy okazji tej całej dyskusji to mi się przypomniał kolejny film, który można zaliczyć do sci-fi. Przypomniał mi się, gdyż jest on bardzo a propos braku efektów. O dziwo jest to produkcja Hollywoodzka i to z kilkoma znanymi aktorami, więc gdyby chcieli to na pewno udało by im się uzbierać pieniądze na różne wybuchy, fale uderzeniowe itp. A jednak nakręcono go bardzo skromnymi środkami (dekoracje ograniczone do minimum, niewielu aktów, bez efektów). Nie jest to może film wybitny, ale całkiem dobry. Jego tytuł to Fail Safe (ale z 2000 roku, bo jest też Fail Safe chyba z lat 60-tych), co na polski przetłumaczono Ocalić Nowy York. Aha, może kilka słów o czym opowiada. Akcje dzieje się w latach zimnej wojny. Na skutek błędu komputera amerykańskie samoloty strategiczne zostają skierowane nad Rosję. Oczywiście błąd zostaje odkryty, ale przekonanie pilotów, iż mają zawrócić może okazać się niemożliwe (acha uprzedzam, że sama końcówka jest trochę naiwna).

Nadal nie wydaje mi się, aby efekty były tym co w filmie najważniejsze. Są, według mnie, nadal raczej tłem (bardzo ładnym tłem), dopełniającym całości. Film sprawił, że aktorzy dostali do pomocy kilka gadżetów, których zastosowanie w teatrze jest niemożliwe i dzięki którym mogą rozwinąć skrzydła. Oczywiście najfajniej jest jak w filmie są zarazem świetni aktorzy jak i efekty specjalne. Jednak, jak dla mnie, może powstać świetny film z dobrymi aktorami i bez FX (zakładając, że takowe mogły by być gdyby np. budżet filmu był większy), ale w drugą stronę, czyli świetne efekty ale z samymi amatorami, już się to nie uda.

Pozdrawiam

Ps. Całkiem wesoły ten kalkulator. Zdaje się, że wszystko co było do wymyślenia już ktoś wymyślił. :)

Terminus

  • Gość
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #57 dnia: Grudzień 18, 2004, 08:37:17 pm »
Cytuj
A nie lepiej przeczytać dobrą książkę, niż obejrzeć wątpliwej jakości film? Chyba, że potraktujemy to jako pomoc przy poznawaniu lektur.

No racja, racja. Chciałem tylko ratowac wartściowośc tego filmu :).

Cytuj

Tak przy okazji tej całej dyskusji to mi się przypomniał kolejny film, który można zaliczyć do sci-fi. Przypomniał mi się, gdyż jest on bardzo a propos braku efektów. O dziwo jest to produkcja Hollywoodzka i to z kilkoma znanymi aktorami, więc gdyby chcieli to na pewno udało by im się uzbierać pieniądze na różne wybuchy, fale uderzeniowe itp. A jednak nakręcono go bardzo skromnymi środkami (dekoracje ograniczone do minimum, niewielu aktów, bez efektów). Nie jest to może film wybitny, ale całkiem dobry. Jego tytuł to Fail Safe (ale z 2000 roku, bo jest też Fail Safe chyba z lat 60-tych), co na polski przetłumaczono Ocalić Nowy York. Aha, może kilka słów o czym opowiada. Akcje dzieje się w latach zimnej wojny. Na skutek błędu komputera amerykańskie samoloty strategiczne zostają skierowane nad Rosję. Oczywiście błąd zostaje odkryty, ale przekonanie pilotów, iż mają zawrócić może okazać się niemożliwe (acha uprzedzam, że sama końcówka jest trochę naiwna).

Ok, fajna propozycja...
Cytuj

Nadal nie wydaje mi się, aby efekty były tym co w filmie najważniejsze. Są, według mnie, nadal raczej tłem (bardzo ładnym tłem), dopełniającym całości. Film sprawił, że aktorzy dostali do pomocy kilka gadżetów, których zastosowanie w teatrze jest niemożliwe i dzięki którym mogą rozwinąć skrzydła. Oczywiście najfajniej jest jak w filmie są zarazem świetni aktorzy jak i efekty specjalne. Jednak, jak dla mnie, może powstać świetny film z dobrymi aktorami i bez FX (zakładając, że takowe mogły by być gdyby np. budżet filmu był większy), ale w drugą stronę, czyli świetne efekty ale z samymi amatorami, już się to nie uda.

Chyba, że Ci amatorzy są dobrzy.

Cytuj
Całkiem wesoły ten kalkulator. Zdaje się, że wszystko co było do wymyślenia już ktoś wymyślił. :)


A no całe szczęście właśnie nie! Jest masa filmów, które nijak się mają do tego schematu. Na przykład ,Blade Runner' (szczególnie w wersji reżyserskiej, kiedy Scott sugeruje, że Deckart jest androidem).


Deckert

  • Gość
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #58 dnia: Grudzień 18, 2004, 08:55:51 pm »
Nigdy nie mówiłem nic o oryginalności żadnych z filmów, które polecałem, a co do kalkulatora SF, którego tu użyłeś,  wyjaśnij mi jaki jest cel jego istnienia?

Każdy może stworzyć podobny chociażby o tematyce Harlequen'a i podważyć oryginalność wszystkiego.

Wracając do meritum - Jeśli chodzi o wizualną oprawę filmów to jestem jednak zdania, że w przypadku SF ma ona kolosalne znaczenie. Lepiej takowego nie robić, jeśli efekty miałyby być kiczowate.


PS.

The Thing = "Rzecz" a nie "To". "To" to zupełnie inny horror, na podstawie Kinga - "IT".

Pozdrawiam,
Deckart

Falcor

  • Gość
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #59 dnia: Grudzień 19, 2004, 01:53:19 pm »
Znane też jako Coś (tak zwykle tłumaczyli to w TV). Z innej beczki, to To (It) też warto zobaczyć. Świetny horror, choć sama końcówka rozczarowuje (przy całej złożoności fabuły jest ona banalna).