Autor Wątek: LEM, „LALKA”, KSIĄŻKA VS NOWY SERIAL NETFLIXA.  (Przeczytany 267 razy)

Cetarian

  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 462
    • Zobacz profil
LEM, „LALKA”, KSIĄŻKA VS NOWY SERIAL NETFLIXA.
« dnia: Września 21, 2026, 08:43:33 pm »
 
LEM, „LALKA”, KSIĄŻKA VS NOWY SERIAL NETFLIXA.

Najpierw cytat z „Tako rzecze Lem” str. 454

„Czytałem niedawno książkę Tokarczuk o Lalce. To jest nie tylko mowa-trawa, ale również dowód na to, że autorka studiowała psychologię w ubiegłych wiekach. Lalka to piękna książka o miłości, która z Hymnem o Perle ma tyle wspólnego, że Izabela Łęcka mogła nosić sznur pereł. Innych związków nie widzę. Książka ta zirytowała mnie tak, że więcej niż połowy nie uczytałem. Nie wykluczam, że na ostatnich stronach mogły się w niej znaleźć jakiś mądrości, ale wątpię, bo to jest dobre dla dziesięcioletnich dzieci, ale nie dla mnie. Tokarczuk do tego stopnia obraziła mój rozum, że chciałem napisać polemikę, ale uznałem, że gra jest niewarta świeczki, bo musiałbym jej książkę doczytać do końca.
   Będąc w Wiedniu, chyba z dziesięć razy przeczytałem tę powieść Prusa, bo jest w niej wiele wspaniałego mięsa - narracyjnego i psychologicznego. Okupacja rosyjska w Kongresówce jest w Lalce pokazana bardzo cienko, by nie rzec, że zasmarowana szminką. Nie wiadomo wszak, dlaczego Wokulski miał czerwone ręce i jak sobie je odmroził na Syberii. Niejasne jest, nie tylko zresztą z powodów cenzuralnych, w jaki sposób doszedł on do tak wielkiego majątku (na dostawach na pewno nie można się było w czysty sposób takiej fortuny dorobić). Suzin to postać nieprawdopodobna. Przy nim już nawet Geist jest bardziej realistyczny. A mimo to całość jest znakomita, (…).”

*
Serial Netflixa jest adaptacją, w porównaniu do książki wiele elementów zostało zmienionych, i to znacząco.
To absolutnie nie jest zarzut, adaptacja co do zasady może być praktycznie dowolnie odległa od oryginału, ale powinna się kierować jakąś wewnętrzną logiką - jeżeli nie ma być pure-nonsensową komedią, w której facet, w jednej scenie rozjechany walcem, w następnej scenie okazuje się być fabrycznie nowy, nienaruszony.
Ale w takiej adaptacji Wokulskiego powinien zagrać avatar Leslie Nielsena.
Nic w serialu Netflixa nie wskazuje na to, żeby to miała być komedia, bo nie ma tam nic śmiesznego, jest za to nieograniczona ilość nonsensów, z których, w tej części, przez którą przebrnąłem, najbardziej zniesmaczyła mnie licytacja kamienicy Łęckich.

W książce sytuacja wyglądała tak: Łęcki miał około 60 000 rubli długów i kamienicę wartą również około 60 000 rubli. Gdyby nie interwencja Wokulskiego, to Łęcki wyszedłby na zero.
Wokulski, poprzez Szlangbauma, podbił cenę do 90 000 rubli, robiąc Łęckiemu prezent w wysokości 30 000 rubli, na czym jednak nie stracił, bo wkrótce potem sprzedał kamienicę za 100 000 rubli Krzeszowskiej. Jeśli założymy, że pomiędzy kupnem a sprzedażą minęło mniej więcej pół roku, to Wokulski wygenerował na tej transakcji dwadzieścia procent zysku w skali roku.

Natomiast w filmie cena wywoławcza kamienicy to 45 000 rubli, co wskazuje, że szacowana wartość była chyba zbliżona do książkowej, czyli do kwoty 60 000 rubli, po czym w wyniku licytacji, w której biorą udział rozmaici tajemniczy ludzie, Szlangbaum kupuje w imieniu Wokulskiego kamienicę za 155 000 rubli, czyli ponad połowę kwoty, którą Wokulski przywiózł z wojny, po czym Rzecki depeszuje do Wokulskiego „Katastrofa”.
W dodatku okazuje się, że nawet ta kwota nie pokrywa długów Łęckiego, które były o 20 000 rubli wyższe.   

No, powściągając język, powiem tyle, że tę scenę wykreowali ekonomiczni analfabeci dla innych ekonomicznych analfabetów.
W książce Wokulski poinstruował Szlangbauma, że chce wywindować cenę za kamienicę do 90 000 rubli i tak się stało.
Czy już wtedy wiedział, albo chociaż spodziewał się, że Krzeszowska kupi kamienicę za 100 000 rubli, a on na tej transakcji zarobi 10 000 rubli, tego nie wiemy, a przynajmniej ja nie kojarzę takiej informacji.
Ale w najgorszym wariancie Wokulski zrobiłby Łęckiemu prezent w wysokości 30 000 rubli, czyli 10% tego, co przywiózł z wojny.

W serialu Wokulski najwyraźniej udzielił Szlangbaumowi instrukcji licytowania do skutku, czyli nabycia kamienicy literalnie „za wszelką cenę”.
Przy czym nie wiadomo, skąd się wzięli ludzie, którzy kamienicę, wartą circa 60 000 rubli, licytowali do wysokości 150 000.
Wiadomo, że żeby przystąpić do licytacji, trzeba było wpłacić wadium.
W książce Szlangbaum mówi, że podstawi jakiś licytantów Żydów i jakiegoś Polaka, któremu jednak „nie wolno dawać wadium do ręki”.
Zakładając, że wadium wynosiło 10% ceny wywoławczej, żeby licytować, należało wpłacić 4 500 rubli.
A przypomnę, że Wokulski pojechał na wojnę, zabierając całą gotówkę, dorobek dwóch pokoleń Minclów, czyli 30 000 rubli.
I gdyby Szlangbaum nie zaoferował 155 000 rubli, to człowiek, który przed nim zaoferował 150 000 rubli, a potem nie zapłacił tej kwoty, straciłby wadium w wysokości (prawdopodobnie) 4 500 rubli.
Jednak w serialu, który analfabeci ekonomiczni podarowali analfabetom ekonomicznym, jacyś licytanci co chwila dorzucają do ceny po 5 000 rubli, bo mają taki kaprys.
Najwyraźniej nie obawiają się przepadku wadium.
Może w dalszej części serialu wyjaśniono, że arystokraci przekupili Szlangbauma, żeby wykończyć Wokulskiego, ale ja już nie mam siły oglądać dalej.


Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 18108
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: LEM, „LALKA”, KSIĄŻKA VS NOWY SERIAL NETFLIXA.
« Odpowiedź #1 dnia: Września 21, 2026, 09:54:33 pm »
ale ja już nie mam siły oglądać dalej.

Ja nawet nie zacząłem, bo nie wiem jaki jest cel kręcenia trzeciej adaptacji, po dwu mniej-czy-bardziej udanych... ;)
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Cetarian

  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 462
    • Zobacz profil
LEM, „LALKA”, KSIĄŻKA VS NOWY SERIAL NETFLIXA.
« Odpowiedź #2 dnia: Września 21, 2026, 10:08:51 pm »
ale ja już nie mam siły oglądać dalej.

Ja nawet nie zacząłem, bo nie wiem jaki jest cel kręcenia trzeciej adaptacji, po dwu mniej-czy-bardziej udanych... ;)

Serial, jak rozumiem, powstał bez budżetowych dotacji, więc nie ma żadnych przeciwwskazań, żeby producent produkował, co chce.
Adaptacja mogłaby być dowolnie odległa od oryginału, ale, żebym ja ją obejrzał w całości i bez refluksu, powinna się (jako minimum) trzymać stosu.

P.S. Ty, jako wielbiciel uniwersamu startreka, gdzie gran sensu przypada na circa dwadzieścia-trzydzieści godzin akcji, w zasadzie powinieneś być zachwycony serialem …             
[;-)] 


Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 18108
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: LEM, „LALKA”, KSIĄŻKA VS NOWY SERIAL NETFLIXA.
« Odpowiedź #3 dnia: Września 22, 2026, 11:42:21 am »
Celnie, celnie ;). I w zasadzie rozumiem Twoje racje (chęć zobaczenia co tym razem zrobiono z uniwersalnym lokalnie ;) klasykiem jest jakby naturalna, poza tym BBC np. ekranizuje te same tytuły co parę dekad, i bywa, że raz za razem wychodzi... choć na powtórkę z "Clavdivsa" ;) się nie odważyło). Ale jeśli widzę na takim IMDB czy Filmwebie oceny nawet niższe, niż nowych "Star Treków" (które zresztą oglądam ze znużeniem, z lojalności nie wobec marki, a fandomu - który dyskusjami o tym jeśli nie żyje, to wegetuje) i teksty mówiące o pulpowej adaptacji (https://www.filmweb.pl/reviews/recenzja-serialu-Lalka-27660), to jakoś mi się odechciewa - co innego gdybym widział uniwersalne uznanie czy zażarte (choćby i stadnie, w ramach plemion politycznych toczone) spory o reinterpretację oryginału (rytualnego "widziałem i się wypowiedziałem" nie liczę, a to że w samiuśkim "NYT" ktoś tam potencjał na nowych "Bridgertonów" zobaczył - https://www.nytimes.com/2026/09/14/arts/television/the-doll-netflix.html - prędzej zniechęca - co innego gdyby na nowego Viscontiego, Wajdę czy Scorsesego). Tak - wspomniane nowe produkcje "ST" w pełni wyczerpują mój zapas sił przeznaczony na obcowanie z dzielami drugiej czy trzeciej jakości.

ps. Co do "ST" - jego klasyczna forma pozwalała na dość gładkie oddzielenie wetkniętych weń mądrości od kiczowatego opakowania (choć nazwalem to i tak raz czy drugi "wyłuskiwaniem diamentów z g***") - co pozwalało mu obrastać, niczym pąklami, pracami naukowymi i ciekawymi tekstami krytycznymi. Dziś zostało głównie opakowanie. Pytanie - zasadniczo retoryczne - co zostało w tej "Lalce" z "Lalki" (nie żebym miał coś przeciw feministycznym odczytaniom, czy wyeksponowaniu tego, na czym się właściwie Stach wzbogacił, zamiast robienia - za Prusem - z Suzina angelicznej wersji Vautrina*).

* Kto wie, wtedy może i z ekonomicznego absurdu dałoby się wyjść (dość sztampową, jak "Barry Lyndon" starą) prawdą psychologiczną - że starego cwaniaka zgubił nagły głód nawrócenia i potrzeba społecznej legitymizacji.
« Ostatnia zmiana: Września 22, 2026, 11:19:17 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Cetarian

  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 462
    • Zobacz profil
LEM, „LALKA”, KSIĄŻKA VS NOWY SERIAL NETFLIXA.
« Odpowiedź #4 dnia: Września 22, 2026, 03:44:24 pm »

Prymarna dyrektywa, żeby mówić jak najwięcej prawdy, nakazuje mi, aby wyznać, że, moim zdaniem, po ukończeniu szesnastego roku życia wypada się już wstydzić sympatii do startreków, po czym z każdym kolejnym rokiem ten poziom wstydu powinien rosnąć (a kolegę szacuję na circa trzy razy szesnaście … [;-)])
Oczywiście, istnieją gorsze (w sensie: [jeszcze] mniej chwalebne) sposoby zarabiania pieniędzy niż produkowanie kolejnych startreków, ale jednak ta fabryka cywilizacji, których przedstawiciele różnią się głównie wielkością uszu i stopniem pofalowania czoła jest dość przygnębiająca.

*
„duch powieści przejął rząd dusz i nakazał rodakom pochylić się nad ważką sprawą: ile właściwie "Lalki" musi być "Lalce", żeby pozostała "Lalką"? Czy też miała prawo się pod nią podszywać?”

Dla mnie oryginalnej Lalki w adaptacji mogłoby być pięć procent albo i trzy, byleby adaptacja trzymała się stosu chociaż jedną ręką. A choćby i dwoma palcami.


Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 18108
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: LEM, „LALKA”, KSIĄŻKA VS NOWY SERIAL NETFLIXA.
« Odpowiedź #5 dnia: Września 22, 2026, 09:32:41 pm »
Prymarna dyrektywa, żeby mówić jak najwięcej prawdy

Nie żachnę się, bo cenię szczerość :). Zresztą po słów (https://en.wikipedia.org/wiki/Prime_Directive) doborze ("The first duty of every Starfleet officer is to the truth, whether it's scientific truth or historical truth or personal truth! It is the guiding principle on which Starfleet is based. And if you can't find it within yourself to stand up and tell the truth about what happened, you don't deserve to wear that uniform!") jeszcze mógłbym pomyśleć, że też oglądasz, tylko się nie przyznajesz ;).

moim zdaniem, po ukończeniu szesnastego roku życia wypada się już wstydzić sympatii do startreków, po czym z każdym kolejnym rokiem ten poziom wstydu powinien rosnąć

Cóż, masz po swojej stronie Mistrza, który najwidoczniej się wstydził (choć twardo oglądał do końca ;)). Ja mam Le Guin, która kiedyś pochwałę "TNG" napisała (linkowałem), a i pomniejsze dowody tej sympatii dawała.

Dla mnie oryginalnej Lalki w adaptacji mogłoby być pięć procent albo i trzy,

Tylko dlaczego wtedy ma zwać się "Lalką", a nie np. "Misiem"? ;) (Inna rzecz, że dla jednej adaptacji wyjątek uczynię - ale nie bij - dla miliusowego "Conana barbarzyńcy", który z oryginału wziął głównie muskuły ;).)

byleby adaptacja trzymała się stosu chociaż jedną ręką. A choćby i dwoma palcami.

Temu nie zaprzeczę - że sens jest ważny.

Edit:
Mam słabą wolę. Siegnąłem po tę "Lalkę". Ma pazur (którego zabrakło i 'Bridgertonom" i ugładzonym produkcjom Fellowesa), ma lewicową wrażliwość (więc i współczesną świadomość pewnych spraw, wtedy mogących być przemilczane jako "oczywiste"), ma ładne dekoracje. Tyle dobrego. Poza tym napisana jest tak nonsensownie, że nawet do tej licytacji - która bynajmniej nie największy problem tam stanowi - nie doszedłem. Ot, pulpowy komiks, dla lubiących pulpowe komiksy. Wytrzymałem pół odcinka.
(Aha: Izabela jest znakomita. Kompletnie anachroniczna, sprowadzona do sufrażystki, czy raczej feministki, potrafiącej w dodatku genialnie ogrywać system, ale jakże brawurowa!)
« Ostatnia zmiana: Września 24, 2026, 01:48:16 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Cetarian

  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 462
    • Zobacz profil
LEM, „LALKA”, KSIĄŻKA VS NOWY SERIAL NETFLIXA.
« Odpowiedź #6 dnia: Dzisiaj o 01:01:17 am »
Sądzę, że główną oś fabularną książki Lalka można z dobrym przybliżeniem streścić w następujący sposób:
facet, kupiec, zakochuje się w arystokratce, wyjeżdża na zaplecze wojny, żeby zarobić dużo pieniędzy, co mu się udaje, wraca z tym majątkiem i stara się literalnie wkupić w łaski arystokracji, co mu się nie udaje, bo arystokracja traktuje go generalnie jako kogoś o statusie trochę powyżej lokaja czy stangreta.
W tym sensie zawartość Lalki w Lalce, czyli książki w nowym serialu wynosi co najmniej 80%, a może nawet 90%, bo to ciągle ta sama historia, plus przekleństwa i kilka pseudo-innowacyjnych bzdur.

A że prawa do Lalki wygasły, to tytuł oczywiście mógłby być dowolny.
Akurat Miś jest zajęty, ale mogłyby to na przykład być: „Liczne a bolesne rozczarowania i upokorzenia Stanisława W. z powodu [nomen omen] niefortunnego się zakochania.”
 
(Nawiasem mówiąc, pięciorublowy półimperiał ważył 5,85 grama, czyli Wokulski przywiózł z wojny trzysta pięćdziesiąt kilogramów złota.)     

Dlaczego Lalka jest tak popularna, jak jest,
i dlaczego kiepski serial wywołał taką burzę, nie wiem, ale wydaje mi się, że w znacznej części, choć pewnie nie wyłącznie, Lalka jest ciągle aktualna, bo to jest historia nieodwzajemnionej miłości, a takie zdarzały się zapewne co najmniej od czasów wynalezienia rolnictwa i zdarzają się dalej.

Prus w książce określił Łęcką jako kobietę (bardzo) atrakcyjną, albo nawet piękną (nie pamiętam szczegółów).
Tutaj nowy serial odbiega od oryginału jeszcze trochę bardziej niż stary.
W starym serialu niewielką rólkę zagrała Małgorzata Niemen i szkoda, że to jej nie obsadzono w roli Łęckiej.
Być może nie była znakomitą aktorką, ale dużo gorzej niż Braunek by nie zagrała, natomiast fascynacja Wokulskiego stałaby się znacznie bardziej zrozumiała.

Przy okazji dodam, że były to czasy, kiedy zawierano liczne małżeństwa transakcyjne i w szczególności Ewelina Janocka, grana przez Małgorzatę Niemen, wydała się za niejakiego barona Dalskiego, który mógłby być jej dziadkiem.
(W 1977 roku Małgorzata Niemen miała dwadzieścia dwa lata, Jan Ciecierski, grający Dalskiego, siedemdziesiąt osiem.) 

*
Tygodnik Polityka opublikował w bieżącym numerze długi (ca 23.600 znaków ze spacjami) wywiad z Markiem Kondratem, który dla roli Rzeckiego złamał dane sobie samemu przyrzeczenie, że nie będzie już grał w filmach.

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/2357913,1,marek-kondrat-dla-polityki-w-ogole-tego-powrotu-nie-przewidywalem-lalka-to-takie-polskie.read

JANUSZ WRÓBLEWSKI
Marek Kondrat dla „Polityki”: W ogóle tego powrotu nie przewidywałem. „Lalka”? To takie polskie
22 WRZEŚNIA 2026

W rozmowie Wróblewskiego z Kondratem poruszono wiele tematów, ale zabrakło jednego, jakże aktualnego pytania:

„Panie Marku, jest pan o siedemnaście lat starszy od swojego teścia i o trzydzieści osiem lat starszy od swojej żony.
Może powinien pan zagrać barona Dalskiego, a Tosia Ewelinę?”
     


Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 18108
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: LEM, „LALKA”, KSIĄŻKA VS NOWY SERIAL NETFLIXA.
« Odpowiedź #7 dnia: Dzisiaj o 02:05:16 am »
„Liczne a bolesne rozczarowania i upokorzenia Stanisława W. z powodu [nomen omen] niefortunnego się zakochania.”

Niefortunne zakochanie - jest tu chyba kluczem, bo jednak nie jest tak - choć tak się rzecz często interpretuje, że
arystokracja traktuje go generalnie jako kogoś o statusie trochę powyżej lokaja czy stangreta.

Nie cała arystokracja bowiem (są tam przecież osoby szczerze go lubiące, jak prezesowa Zaslawska, a nawet więcej - jak Wąsowska, zresztą kuzynka Izabeli, czy traktujące instrumentalnie, ale jednak z sympatią - jak książę, czy nawet stary Łęcki). Zasadniczo margines tej arystokracji, typu Starskiego i baronowej Krzeszowskiej, a także samej Izabeli (ktorą ostatecznie można zrozumieć, mimo jej oczywistych wad, bo 1. zasadniczo jest aseksualna - autor wszak sam określił, że "jest fizjologicznie kobietą zimną", 2. ładowana w małżeństwo z rozsądku). No ale to Stasiowi W. wystarcza do załamania się.

wywiad z Markiem Kondratem, który dla roli Rzeckiego złamał dane sobie samemu przyrzeczenie, że nie będzie już grał w filmach.

Gdy o tym filmie mowa... Wizualnie jest wtstawny jak "Lampart" czy "Wiek niewinności", sądząc z trailerów, ale pojawiają się głosy, że nudny. I nie zdziwi mnie, jeśli się to potwierdzi, bo są te jego zwiastuny - mimo swej urody - jakieś takie bez wyrazu, z "Quo vadis" Kawalerowicza nieuchwytnie się kojarzą...
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki