Autor Wątek: LEM, „LALKA”, KSIĄŻKA VS NOWY SERIAL NETFLIXA.  (Przeczytany 8 razy)

Cetarian

  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 459
    • Zobacz profil
LEM, „LALKA”, KSIĄŻKA VS NOWY SERIAL NETFLIXA.
« dnia: Dzisiaj o 08:43:33 pm »
 
LEM, „LALKA”, KSIĄŻKA VS NOWY SERIAL NETFLIXA.

Najpierw cytat z „Tako rzecze Lem” str. 454

„Czytałem niedawno książkę Tokarczuk o Lalce. To jest nie tylko mowa-trawa, ale również dowód na to, że autorka studiowała psychologię w ubiegłych wiekach. Lalka to piękna książka o miłości, która z Hymnem o Perle ma tyle wspólnego, że Izabela Łęcka mogła nosić sznur pereł. Innych związków nie widzę. Książka ta zirytowała mnie tak, że więcej niż połowy nie uczytałem. Nie wykluczam, że na ostatnich stronach mogły się w niej znaleźć jakiś mądrości, ale wątpię, bo to jest dobre dla dziesięcioletnich dzieci, ale nie dla mnie. Tokarczuk do tego stopnia obraziła mój rozum, że chciałem napisać polemikę, ale uznałem, że gra jest niewarta świeczki, bo musiałbym jej książkę doczytać do końca.
   Będąc w Wiedniu, chyba z dziesięć razy przeczytałem tę powieść Prusa, bo jest w niej wiele wspaniałego mięsa - narracyjnego i psychologicznego. Okupacja rosyjska w Kongresówce jest w Lalce pokazana bardzo cienko, by nie rzec, że zasmarowana szminką. Nie wiadomo wszak, dlaczego Wokulski miał czerwone ręce i jak sobie je odmroził na Syberii. Niejasne jest, nie tylko zresztą z powodów cenzuralnych, w jaki sposób doszedł on do tak wielkiego majątku (na dostawach na pewno nie można się było w czysty sposób takiej fortuny dorobić). Suzin to postać nieprawdopodobna. Przy nim już nawet Geist jest bardziej realistyczny. A mimo to całość jest znakomita, (…).”

*
Serial Netflixa jest adaptacją, w porównaniu do książki wiele elementów zostało zmienionych, i to znacząco.
To absolutnie nie jest zarzut, adaptacja co do zasady może być praktycznie dowolnie odległa od oryginału, ale powinna się kierować jakąś wewnętrzną logiką - jeżeli nie ma być pure-nonsensową komedią, w której facet, w jednej scenie rozjechany walcem, w następnej scenie okazuje się być fabrycznie nowy, nienaruszony.
Ale w takiej adaptacji Wokulskiego powinien zagrać avatar Leslie Nielsena.
Nic w serialu Netflixa nie wskazuje na to, żeby to miała być komedia, bo nie ma tam nic śmiesznego, jest za to nieograniczona ilość nonsensów, z których, w tej części, przez którą przebrnąłem, najbardziej zniesmaczyła mnie licytacja kamienicy Łęckich.

W książce sytuacja wyglądała tak: Łęcki miał około 60 000 rubli długów i kamienicę wartą również około 60 000 rubli. Gdyby nie interwencja Wokulskiego, to Łęcki wyszedłby na zero.
Wokulski, poprzez Szlangbauma, podbił cenę do 90 000 rubli, robiąc Łęckiemu prezent w wysokości 30 000 rubli, na czym jednak nie stracił, bo wkrótce potem sprzedał kamienicę za 100 000 rubli Krzeszowskiej. Jeśli założymy, że pomiędzy kupnem a sprzedażą minęło mniej więcej pół roku, to Wokulski wygenerował na tej transakcji dwadzieścia procent zysku w skali roku.

Natomiast w filmie cena wywoławcza kamienicy to 45 000 rubli, co wskazuje, że szacowana wartość była chyba zbliżona do książkowej, czyli do kwoty 60 000 rubli, po czym w wyniku licytacji, w której biorą udział rozmaici tajemniczy ludzie, Szlangbaum kupuje w imieniu Wokulskiego kamienicę za 155 000 rubli, czyli ponad połowę kwoty, którą Wokulski przywiózł z wojny, po czym Rzecki depeszuje do Wokulskiego „Katastrofa”.
W dodatku okazuje się, że nawet ta kwota nie pokrywa długów Łęckiego, które były o 20 000 rubli wyższe.   

No, powściągając język, powiem tyle, że tę scenę wykreowali ekonomiczni analfabeci dla innych ekonomicznych analfabetów.
W książce Wokulski poinstruował Szlangbauma, że chce wywindować cenę za kamienicę do 90 000 rubli i tak się stało.
Czy już wtedy wiedział, albo chociaż spodziewał się, że Krzeszowska kupi kamienicę za 100 000 rubli, a on na tej transakcji zarobi 10 000 rubli, tego nie wiemy, a przynajmniej ja nie kojarzę takiej informacji.
Ale w najgorszym wariancie Wokulski zrobiłby Łęckiemu prezent w wysokości 30 000 rubli, czyli 10% tego, co przywiózł z wojny.

W serialu Wokulski najwyraźniej udzielił Szlangbaumowi instrukcji licytowania do skutku, czyli nabycia kamienicy literalnie „za wszelką cenę”.
Przy czym nie wiadomo, skąd się wzięli ludzie, którzy kamienicę, wartą circa 60 000 rubli, licytowali do wysokości 150 000.
Wiadomo, że żeby przystąpić do licytacji, trzeba było wpłacić wadium.
W książce Szlangbaum mówi, że podstawi jakiś licytantów Żydów i jakiegoś Polaka, któremu jednak „nie wolno dawać wadium do ręki”.
Zakładając, że wadium wynosiło 10% ceny wywoławczej, żeby licytować, należało wpłacić 4 500 rubli.
A przypomnę, że Wokulski pojechał na wojnę, zabierając całą gotówkę, dorobek dwóch pokoleń Minclów, czyli 30 000 rubli.
I gdyby Szlangbaum nie zaoferował 155 000 rubli, to człowiek, który przed nim zaoferował 150 000 rubli, a potem nie zapłacił tej kwoty, straciłby wadium w wysokości (prawdopodobnie) 4 500 rubli.
Jednak w serialu, który analfabeci ekonomiczni podarowali analfabetom ekonomicznym, jacyś licytanci co chwila dorzucają do ceny po 5 000 rubli, bo mają taki kaprys.
Najwyraźniej nie obawiają się przepadku wadium.
Może w dalszej części serialu wyjaśniono, że arystokraci przekupili Szlangbauma, żeby wykończyć Wokulskiego, ale ja już nie mam siły oglądać dalej.


Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 18104
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: LEM, „LALKA”, KSIĄŻKA VS NOWY SERIAL NETFLIXA.
« Odpowiedź #1 dnia: Dzisiaj o 09:49:09 pm »
ale ja już nie mam siły oglądać dalej.

Ja nawet nie zacząłem, bo nie wiem jaki jest cel kręcenia trzeciej adaptacji, po dwu udanych... ;)
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki