Autor Wątek: Granice rozwoju technologii  (Przeczytany 37496 razy)

Hokopoko

  • Gość
Re: Granice rozwoju technologii
« Odpowiedź #150 dnia: Luty 17, 2008, 10:50:58 am »
Cytuj
Cytuj
Związki przyczynowe nie są związkami koniecznymi - (...) - w wikipedii pod "Hume" jest ogólnik na ten temat.
Hoko, ale co to ma do tego, czy w LHC coś odkryją czy nie? Co do Hume to już wcześciej przy którejś naszej dyskusji sobie dość gruntownie przetrawiłem. Nawet nie wiesz, jak wiele moja dotąd zerowa, a i obecnie w granicach błędu nie odchodząca od zera dalej niż grubość wskazówki wiedza filozoficzna zyskała dzieki Tobie ;).

Tym niemniej Hume mógłby sobie zatkać lufę papierkiem i po doświadczeniu sprawdzić, czy w kartce jest dziura. Służący mógłby być jeszcze bardziej perfidny aby obejść to zabezpieczenie - ale i temu zacny uczony mógłby sie przeciwstawić. Więc czy jest doświadczenie, w którym można mieć pewność, że służący nie nabroił? Nie, ponieważ łaczenie przyczyn ze skutkami zachodzi w umyśle ludzkim. Czy o to Ci chodzi?

Oczywiście założenie, czy też "teoria" przyczynowości jest jak każda teoria nie do potwierdzenia w doświadczeniu - można ją jedynie obalić w ten sposób. Pytanie, czy faceci (i dzouchy) z Cernu się tym przejmują?


W takim doswiadczeniu jak to w Cern obalić całościowo też się chyba nie da - co najwyżej będzie można jednoznacznie stwierdzić, że są wypadki, gdzie przyczynowość nie obowiązuje (bo z Hume'a wynika tylko, że nie sposób ustalić, czy obowiązuje), ale to nie będzie znaczyć, że nie może być przypadków, w których przyczynowość działa... Ale mi zdanie wyszło...  no, uważnie trzeba czytać...  ::)

Q

  • Gość
Re: Granice rozwoju technologii
« Odpowiedź #151 dnia: Luty 17, 2008, 01:10:15 pm »
Cytuj
W takim doswiadczeniu jak to w Cern obalić całościowo też się chyba nie da - co najwyżej będzie można jednoznacznie stwierdzić, że są wypadki, gdzie przyczynowość nie obowiązuje (bo z Hume'a wynika tylko, że nie sposób ustalić, czy obowiązuje), ale to nie będzie znaczyć, że nie może być przypadków, w których przyczynowość działa... Ale mi zdanie wyszło...  no, uważnie trzeba czytać...  ::)

Hmmm.... Zamiast teoretyzować - zostawmy to praktykom. Jeśli ustalą, że przyczynowości nie ma to ja im uwierzę.

(Tylko dlaczego jak stukam palcami w klawaiaturę pojawiają się literki tego "postu"? A jak tego nie robię, to się nie pojawiają? ::))

Evangelos

  • Gość
Re: Granice rozwoju technologii
« Odpowiedź #152 dnia: Luty 19, 2008, 12:00:26 pm »
Cytuj
Cytuj
(Tylko dlaczego jak stukam palcami w klawaiaturę pojawiają się literki tego "postu"? A jak tego nie robię, to się nie pojawiają? ::))

No wlasnie. Po wszystkich wykladach i zajeciach z filozofii jedynie przyjalem do wiadomosci, ze zdarzenia nastepuja po sobie, a nie na skutek, ale dla mojego nawyklego do skutkowo-przyczynowego myslenia mozgu jednak jest to niezrozumiale i zgadzam sie z Q.
Niemniej czasem odbieranie zjawisk inaczej, niz wydaje sie to zgodne ze zdrowym rozsadkiem bywa bardzo ksztalcace i pozyteczne (patrz wszystkie nielogicznosci kwantowe, ktore jednak wystepuja, choc sa nie odbieralne na poziomie makroskopowym), wiec wydaje mi sie, ze temat "wart jest przemyslenia" :-)

Hokopoko

  • Gość
Re: Granice rozwoju technologii
« Odpowiedź #153 dnia: Luty 19, 2008, 06:13:26 pm »
Q,
tu nie do końca o to chodzi. Mogą pojawiac się dlatego, że stukasz (i można to wykazać), ale nie ma sposobu by tę obserwację uogólnić na całość empirii, czyli wykazac, że przyczynowość jest jakimś inwariantem. W każdym poszczególnym przypadku nalezłoby przeprowadzać drobiazgowe i dogłębne śledztwo - a i to nie zawsze musi dac pozytywny rezultat.

Q

  • Gość
Re: Granice rozwoju technologii
« Odpowiedź #154 dnia: Luty 19, 2008, 08:38:52 pm »
Cytuj
No wlasnie. Po wszystkich wykladach i zajeciach z filozofii jedynie przyjalem do wiadomosci, ze zdarzenia nastepuja po sobie, a nie na skutek, ale dla mojego nawyklego do skutkowo-przyczynowego myslenia mozgu jednak jest to niezrozumiale i zgadzam sie z Q.
Niemniej czasem odbieranie zjawisk inaczej, niz wydaje sie to zgodne ze zdrowym rozsadkiem bywa bardzo ksztalcace i pozyteczne (patrz wszystkie nielogicznosci kwantowe, ktore jednak wystepuja, choc sa nie odbieralne na poziomie makroskopowym), wiec wydaje mi sie, ze temat "wart jest przemyslenia" :-)

Owszem. Jest to wszystko fascynujące, a "spoglądanie" na różne sprawy z innych poziomów/punktów widzenia np. uświadamianie sobie, że ściana którą mam przed sobą to tak naprawdę zbiorowisko połączonych atomów, a te atomy znów itd.

Z czego w końcu wychodzi, że mam przed sobą coś na kształt pustki bywa fascynujące...

Tak jak z drugiej strony uświadamianie sobie, że "niebo gwiażdziste nade mną" składa się z cholernie od siebie pooddalanych wściekle gorących kul, z którch każda jest znacznie większa od Ziemi, a część może mieć własne układy planetarne. Że część z tych punkcików to nawet nie kule, a ich wielkie zbiorowiska - galaktyki, itd.

To pięknie uczy pokory i nieodmniennie zdumiewa. Einstein nazywał takie przeżycie wręcz religijnym...
« Ostatnia zmiana: Luty 19, 2008, 08:46:31 pm wysłana przez Q »

Q

  • Gość
Re: Granice rozwoju technologii
« Odpowiedź #155 dnia: Luty 19, 2008, 08:45:40 pm »
Cytuj
Q,
tu nie do końca o to chodzi. Mogą pojawiac się dlatego, że stukasz (i można to wykazać), ale nie ma sposobu by tę obserwację uogólnić na całość empirii, czyli wykazac, że przyczynowość jest jakimś inwariantem. W każdym poszczególnym przypadku nalezłoby przeprowadzać drobiazgowe i dogłębne śledztwo - a i to nie zawsze musi dac pozytywny rezultat.

Wbrew pozorom mam tego świadomość tylko trochę sie z Tobą drażnię (1. jako osobnik lierujący sie emiriokrytycyzmem. 2. jako, że postanowiłem na Forum nosić maskę "prostego chłopa" ;)). Swoją drogą skoro już w latach szkolnych pogodziłem się z dualizmem korpuskularno-falowym i paroma innymi cudami fizyki kwantowej, jeśli chłopcy i dziewczynki z CERNu wykryją, że na poziomie kwantowym przyczynowości nie ma, wbrew pozorom wcale sie jakoś specjalnie nie zdziwię.

(Tyle, że po prostu większy szacunek mam dla wyników empirycznych badań niż dla - nawet najpiekniej "skonstruowanych" - abstrakcyjnych teorii. Oczywiście dopóki nie zostaną podparte empirą...)