Autor Wątek: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]  (Przeczytany 297869 razy)

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12114
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #675 dnia: Styczeń 08, 2015, 02:25:47 pm »
Ci Enefercy...

Jak już tak po "Dziennikach..." skaczemy - coś b. a'propos Indiotów (choć i Encjanie znają ten ból):
http://wyborcza.pl/magazyn/1,142467,17205577,Czlowiek_na_smyczy.html
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12114
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #676 dnia: Luty 17, 2015, 06:39:12 pm »
Hm...może dokończylibyśmy już te opowiadania i do czegoś innego...bo chyba rekord akademijny

By móc zmierzać do oczekiwanego końca przeczytałem "Diagorasa" raz jeszcze, w całości, od nowa... Po takiej przerwie trudno było inaczej...

Co jeszcze wychwyciłem?

Nie wiem czemu, ale Lemu te naukowce nie lubjeje.
Lub coś wieje?
Szpetne wszystkie one wściekle, tak i Diagoras nielepszy

Faktem jest... To co cytowałaś, a potem...

"Podniósł na mnie swą pozbawioną wyrazu twarz, jakby zbyt wielką, niekształtną, z obwisłymi policzkami. Mogła to być twarz rzeźnika. Ale oczy w niej były jasne i ostre jak nóż"

I lub tu takiego... Choć niby po pozorach nie wypada...

A jego
"portret duchowy"
w istocie mikołajowemu podobny...
Na pierwszy rzut oka, główną cechą jego fizjognomii jest niespokojna surowość, wyraz niezbyt przyjemny, trzeba przyznać
Te oczy ostre jak nóż...

Choć znów to jest ciekawe:

"- Czego pan właściwie chce ode mnie?
- Niczego - odparłem natychmiast. Wybrałem się w tę podróż bez namysłu, przygotowany byłem na niejedno; chciałem poznać tego nietuzinkowego człowieka, ale nie godziłem się na to, by mnie obrażał. Układałem już sobie w głowie plan powrotu, a on patrzył na mnie, patrzył, aż rzekł:
- Chyba że tak. Proszę za mną..."


Tichy też chyba wolał takich co nic odeń nie chcieli. A może i sam Lem?

I to jeszcze, co w klatce miał...

"Na wprost jego spokojnej twarzy wisiał, w niewiadomy sposób uczepiony krat, stwór, całym sobą odbijający światło, które rozpływało się jak oliwa po jego powierzchni. Było to jakby skrzyżowanie owadziego odwłoku z czaszką; czerep ten, niewypowiedzianie ohydny, a zarazem ludzki, pozbawiony mimiki, bo metalowy, zdawał się patrzeć w Diagorasa całym sobą, w sposób tak zachłanny, że ciarki mnie przeszły."

Xenomorpha modelował? ;)

I - przy okazji - co by o samym D. nie sądzić - piękna rozprawa z filozofią naprzód:

"Corcoran, mój panie, dokonał zwykłego nadużycia. On chciał filozofować, do znaczy być Bogiem, bo cóż innego oznacza w końcu filozofia, jeśli nie chęć zrozumienia wszystkiego w stopniu większym, aniżeli umożliwia to nauka! Filozofia chce odpowiedzieć na wszystkie pytania, właśnie jak jakiś Bóg."

A potem z zaludniającymi SF człekokształtnymi robotami:

"Powstał nowy mit, Tichy, mit zbudowania “homunculusa”. Dlaczego właściwie mielibyśmy budować ludzi z tranzystorów i szkła? Może pan mi to wyjaśni? Czy stos atomowy jest syntetyczną gwiazdą? Dynamomaszyna  - sztuczną burzą? Dlaczego rozumna ma być “syntetycznym mózgiem”, stworzonym na obraz i podobieństwo ludzkiego? Po co to? Żeby do tych trzech miliardów istot białkowych dołączyć jeszcze jedną, ale zbudowaną z plastyków i miedzi? To dobre jako sztuczka cyrkowa, ale nie jako dzieło cybernetyki..."

W tym mi sam Lem brzmi.

I jeszcze:

"Ale co mnie to wszystko razem obchodzi jako KONSTRUKTORA?!"

Z kart "Summy..." zstąpił?

"Spośród niewyobrażalnej liczby układów MOŻLIWYCH Przyroda zbudowała właśnie jeden - zrealizowała go w nas. Czy może, pomyślisz, dlatego że był najdoskonalszy? Ale od kiedyż to Przyroda dąży do jakiejś platońskiej doskonałości? Zbudowała to, co mogła zbudować, i kwita."

Albo z "GOLEMa..."? Zwł., że potem:

"- To doświadczenie mogło mnie drogo kosztować - wyznał, prostując swą korpulentną postać. - Chciałem wprowadzić w nurt ewolucji cybernetycznej zasadę, jakiej biologiczna nie znała: zbudować organizm obdarzony zdolnością samokomplikacji. To znaczy, jeśli zadania, jakie będzie sobie stawiał (w myśl moich wytycznych nie wiedziałem, jakie będą), przekroczą jego możliwości, niechaj sam siebie przekonstruuje... Zamknąłem tu, na dole, osiemset elementarnych bloków elektronicznych, które mogły się łączyć ze sobą, zgodnie z regułami permutacji, jak im się żywnie podobało!
- I udało się?...
- Zbyt dobrze. Występują tu trudności z zaimkami, a więc, powiedzmy, ON - wskazał bezwładną maszkarę - postanowił się uwolnić."


A to bardzo a'propos podwątku tego Spota w-bok-kopanego:

"- Nasz język powstał w toku ewolucji społecznej i przekazuje informacje o stanach analogicznych, a przynajmniej podobnych, bo my wszyscy jesteśmy do siebie podobni. Ponieważ nasze mózgi są bardzo zbliżone, podejrzewa pan, że kiedy śmieję się, odczuwam to samo co pan, kiedy jest pan w dobrym humorze. Ale o nich tego pan nie powie. Przyjemności? Uczucia? Lęk? Co się stanie ze znaczeniem tych słów, kiedy z wnętrza krwią żywionego mózgu ludzkiego przeniosą się w obręb martwych elektrycznych zwojów? A jeżeli nawet owych zwojów nie stanie, jeśli konstrukcyjne podobieństwo zatarte będzie całkowicie - co wtedy?"

Ciekawe doprawdy, że Mistrz czyni tego doktora tak odrażającym, a jednocześnie daje mu tyle własnych przemyśleń... Czy więc faktycznie go nie lubi? Hmm...

I jeszcze...

"To, co zobaczyłem, urągało wszelkiemu opisowi: za okrągłą, grubościenną szybą rozprzestrzeniała się błotnista konstrukcja, to grubo uszypułowana, to rozwidlająca się w najcieńsze pajęcze mostki i festony; całość, najzupełniej nieruchoma, utrzymywała się w zawieszeniu zagadkowym sposobem, bo sądząc z konsystencji owej papki czy mazi, powinna była ścieknąć na dno zbiornika, a jednak tego nie czyniła. Poczułem poprzez szybę lekki ucisk na twarzy, jakby nieruchomego, zastałego gorąca, a nawet - chociaż może to było tylko złudzenie - delikatny powiew słodkawej woni o posmaku zgnilizny. Błotnista grzybnia lśniła, jakby gdzieś w niej czy nad nią płonęło światło, a jej najcieńsze nitki połyskiwały srebrzyście. Zauważyłem naraz drobny ruch; jedno brudnoszare rozdrzewienie uniosło się, lekko rozpłaszczone, i wysuwając z siebie wypustki kroplowato nabrzmiałe, sunęło poprzez oka innych w moją stronę; miałem wrażenie, że to jakieś śliskie i wstrętne wnętrzności, poruszane chwiejną perystaltyką, zbliżają się ku szybie, aż dotknęły jej i przywarłszy do szkła, naprzeciw mojej twarzy, wykonały kilka pełzających, bardzo słabych drgnień, aż wszystko zamarło; nie mogłem jednak oprzeć się dojmującemu uczuciu, że ta galareta patrzy na mnie."

"Solaris" jakby...

"i stoję teraz bezsilny, bez szansy zrozumienia. Czy mam je zniszczyć? To by dopiero była klęska! Nie chcą kontaktu z człowiekiem - czy też jest niemożliwy, jakby między amebą i żółwiem? Nie wiem. Nic nie wiem!"

I "Fiasko"...

Więc czy to dziwne, że się w takich warunkach powtarzamy? ;)

Ale, przyznam, najbardziej zaciekawiła mnie ta początkowa owca:

"Nagle spoza zakrętu wyłoniła się samotna owca, podeszła do mnie, zabeczała głosem, przypominającym ludzki, i podreptała w bok; gdy znikała mi z oczu, dostrzegłem wąską ścieżkę, którą pięła się po stoku. Oczekiwałem jakiegoś pasterza, ale owca znikła i nikt się nie ukazał."

Twór diagorasowy to był? Fungoid nią jaki sterował i każąc jej po ludzku beczeć dowcip Tichemu robił? Przypadek Tichemu pomógł? A może b. nielemowski palec boży (ale czy b. nie?pomnisz ten fragment wywiadu: "Nie neguję, że tu i teraz czuwa nad nami jakaś Opatrzność. Moja żona uważa, że niezliczoną ilość razy wystawiałem się na śmiertelne niebezpieczeństwo i musiała chronić mnie jakaś siła. Twierdzę tylko, że po śmierci nic nie będzie. Natomiast świat być może został ulepiony przez jakieś moce."? tylko po co owym mocom by Tichy tam trafił i zobaczył?)? Przyznam, że sporo dumałem nad nią...

Dumałem też jednak nad:

"- Więc to ja... ? Ja sam... to przeze mnie - więc to ja byłem... obiektem doświadczenia..."

Znaczy: jeden z fungoidów stwórcę sobą podmienił czy przejęły nad nim kontrolę ino, poniżej progu świadomości? Czyli: "Zazul" bardziej czy "Przyjaciel"? I ten automatyzm ruchów ręki, jak u Terminusa...

Tyle ja... Jakie są Wasze końcowe refleksje?

Edit: i jeszcze taka ciekawostka... Dwóch było słynnych Diagorasów, obaj w tym samym stuleciu:
http://en.wikipedia.org/wiki/Diagoras_of_Melos
http://en.wikipedia.org/wiki/Diagoras_of_Rhodes
Ateista-sofista i bokser-arystokrata. Ciekawe, do którego lemowemu bliżej?

A to chyba forma hołdu:

http://tardis.wikia.com/wiki/Diagoras
http://tardis.wikia.com/wiki/Human-Dalek
Gdyby to uznać za klucz interpretacyjny byłby fungoid z twórcą się zjednoczył, go wchłaniając? Urody by to pochłoniętemu nie poprawiło...

ps. Teraz znam zostaje jeno "Zakład doktora Vliperdiusa", "Ratujmy kosmos", "Profesor A. Dońda" i "Pożytek ze Smoka"... Czyli lżej będzie i weselej... Jako też oryginalniej... A potem może naprzemiennie "Summa..." z "Pirxem"? Tylko kto akces zgłasza?
« Ostatnia zmiana: Luty 18, 2015, 12:17:42 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12114
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #677 dnia: Październik 17, 2015, 06:52:48 pm »
Dobra, pozwalam sobie może jeszcze nie wystartować, ale rozpocząć odliczanie... ;)

Zakład doktora Vliperdiusa [1964]

Ogólne wrażenie: rzecz jest krótka, raczej błaha, ale parę interesujących - typowo lemowskich - fragmentów zawiera...

Na początek zatrzymam się może przy zdaniu: "Stało się to przez dentystę, który nałożył mi metalowe korony. Sprzedawczyni, do której uśmiechnąłem się w kiosku, wzięła mnie za robota."

Gdzieś mi to zapachniało Palmerem Eldrithem, co go Dick - w tym samym roku - tak opisywał:

"Ze statku wyszedł Palmer Eldritch.
Każdy by go poznał; od czasu katastrofy statku na Plutonie wideogazety zamieszczały jedno jego zdjęcie po drugim. Oczywiście zdjęcia pochodziły sprzed dziesięciu lat, ale Eldritch niewiele się zmienił. Siwy i kościsty, mierzył ponad sześć stóp wzrostu i chodził niezwykle szybkim krokiem, kołysząc ramionami. Jego twarz była wymizerowana, pomarszczona; jakby zupełnie pozbawiona tkanki tłuszczowej, jakby, Barney przypuszczał, trawiony niepohamowaną żądzą Eldritch sam pożarł energetyczne zasoby swego ciała. Miał ogromne stalowe zęby, które wstawił mu przed odlotem na Proximę czeski chirurg stomatolog. Te zęby stanowiły jedność z jego szczękami; miał je nosić aż do śmierci. Prawą rękę miał sztuczną; własna stracił dwadzieścia lat wcześniej, podczas polowania na Kallisto. Obecna była oczywiście lepsza, ponieważ umożliwiała posługiwanie się wymiennymi dłońmi. W tej chwili Eldritch używał pięciopalczastej, humanoidalnej kończyny; gdyby nie metalowy połysk, można by ją uznać za prawdziwą.
I nie miał oczu. Przynajmniej w zwykłym znaczeniu tego słowa. Zrobiono mu protezy - za cenę, którą tylko on mógł i chciał zapłacić; dorobili je brazylijscy okuliści, tuż przed jego odlotem na Proximę. Zrobili świetną robotę. Protezy, dopasowane do oczodołów, nie miały źrenic i były nieruchome. Panoramiczny widok zapewniały dwa obiektywy szerokokątne, tkwiące za wysoką poziomą szczeliną. Elidritch nie stracił oczu w nieszczęśliwym wypadku; w Chicago nieznani osobnicy chlusnęli mu w nie kwasem, z równie nieznanych powodów... a przynajmniej nieznanych opinii publicznej. Eldritch zapewne wiedział dlaczego. Jednak nic nie powiedział, nie złożył skargi; zamiast tego poszedł prosto do zespołu swoich znakomitych brazylijskich okulistów. Pozioma szczelina oczu zdawała się sprawiać mu przyjemność"


Jako i pewnym antagonistą bondowym, co o dekadę z okładem późniejszy, ale wzorowany luźno na postaci innej, z powieści z '62...

Byłabyż się nie tylko PKD ta twarz na niebie objawiła? 8)

Kawałek zaś potem uderzył mnie w oczy Mickiewicz, którego Tichy nie rozpoznał... Może nie Wielka Improwizacja, cośmy się jej tu spodziewali, ale blisko...

ol., Tobie zostawiam smakowitsze kąski do analizowania ;).
« Ostatnia zmiana: Październik 17, 2015, 07:08:49 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5633
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #678 dnia: Październik 18, 2015, 04:06:47 am »
Na początek zatrzymam się może przy zdaniu: "Stało się to przez dentystę, który nałożył mi metalowe korony. Sprzedawczyni, do której uśmiechnąłem się w kiosku, wzięła mnie za robota."
Gdzieś mi to zapachniało Palmerem Eldrithem, co go Dick - w tym samym roku - tak opisywał:
Zaraz na pierwszym zdaniu? Będzie Gigamesh;)
Mnie się to kojarzy bardziej przyziemnie:
https://www.google.pl/search?q=aparat+ortodontyczny&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ved=0CDQQsARqFQoTCNO9s7bWysgCFUJvFAodI6YCNA&biw=1600&bih=769
Mówisz, że Zbigniew Krycsiwiki ma koronki? To chyba jego stomatolog powinien trafić do V-zakładu ;)
Generalnie cała wizyta w zakładzie pasuje mi do Kongresu futuro - zwłaszcza pierwszy pacjent...z tą granicą normalności i zamianą ciał.
Wszak Tichy bywał już młodą, przystojną Murzynką w piżamie:)
[właściwie to wrzuciłam T. w czasopodróż - bo on z 1964 jeszcze nie wie co zobaczy w lustrze - w 1971;)]
Cytuj
Kawałek zaś potem uderzył mnie w oczy Mickiewicz, którego Tichy nie rozpoznał...
Oj tam...który z czytelników Kuriera Bezludnego pamiętałby o...o kim?;)
Gdzieś był ten wątek, że Lem wymyślił onamudaje...

A serwobrat do odstąpienia -  z ogłoszenia? Kim by był?
Trenerem tenisa?
Lubię ten dialog o karmieniu łabędzi...ale to może później, bo zdaje się, że pominęłam...bym... omalże całe opowiadanie;))
« Ostatnia zmiana: Październik 18, 2015, 04:10:51 am wysłana przez olkapolka »
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12114
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #679 dnia: Październik 18, 2015, 12:24:26 pm »
Mnie się to kojarzy bardziej przyziemnie:

Mnie jednak jakoś tak co najmniej, a biorę poprawkę, że w erze robotyzacji byle co, by nie zrobiło na tej kioskarce wrażenia (stąd Krakus Krycsiwiki, którego odtwórca - nawiasem - faktycznie korony na planie nosił b. niewygodne).

Generalnie cała wizyta w zakładzie pasuje mi do Kongresu futuro - zwłaszcza pierwszy pacjent...z tą granicą normalności i zamianą ciał.

Ja znów widzę tu zazębienie z "Pralniczą..." i to na zasadzie następnego etapu jakby, w którym roboty swoje prawa mają. Bo i "Kurier..." dla nich wychodzi, i doktoraty robią, i własne zakłady mają... I wciąż nie wiadomo kto człowiek, a kto z nich jeden...

Gdzieś był ten wątek, że Lem wymyślił onamudaje...

A przy okazji mamy dowód, że program Remuszki wyśniony musiałby być naprawdę zmyślny poza wszelkie granice turingowe, bo w tym onamudaju "robotniczka" co innego znaczy niż pracowniczkę fabryczki, albo pszczółkę małą. "Robótka" z aktu też może i zręczna, ale nie ręczna...

A serwobrat do odstąpienia -  z ogłoszenia? Kim by był?

To proste, akurat - serwomechanizm, sprzężenie zwrotne...

Lubię ten dialog o karmieniu łabędzi...

Też lubię, ale ten to już w sumie maziek podsumował...

ps. I to jeszcze wynotowałem:
"ktoś wyuczał korespondencyjnie kosmonautyki, ktoś inny ogłaszał się, że rozbija na poczekaniu jądro atomowe."
Tego drugiego to by dziś za terroryzm pewno...::)

Oraz to:
"Nie znałem osobiście Vliperdiusa, ale nazwisko nie było mi obce: opowiadał mi o nim profesor Tarantoga."
Zawsze Tarantoga...
« Ostatnia zmiana: Październik 18, 2015, 02:10:14 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5563
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #680 dnia: Październik 18, 2015, 01:57:15 pm »
Cytuj
Ogólne wrażenie: rzecz jest krótka, raczej błaha,
Dlatego w sposób nieuprawniony zacznę od tego, czego nie ma.
Zimny i obcy ten świat. Coś jak imperium romanum po najeździe barbarzyńców próbujących nieudolnie, a może nawet nieświadomie naśladować minione. Jednak grzech pierworodny, czyli ułomna świadomość poprzedników, w wypadku robotów nawet stwórców, jakoś w nich siedzi.
Otóż, co mnie uderzyło? - w tym wykreowanym świecie praktycznie brak ludzi.
Gdzie hordy robotników, bezrobotnych, dzieciarni...raczej nie wyginęli tragicznie, bo świat wygląda na pokojowy, zbetryzowany? Musieli wymrzeć w trybie naturalnym.
Poza Tichym i Tarantogą, rzecz jasna, to przecież bezludzie, bo kioskarka, dentysta...jak nic - roboty.
Mam problem z matematykiem ściskającym "jej" klawisze.
Robot czy epigon? Po namyśle - roboci epigon  :)
To chyba stały element świata Lema. Już w "Szpitalu przemienienia" uderzył brak dzieci. Niby logiczne, nie ma dzieci to i ludzi potem skąd brać? Ciekawe, czy łabądek niesztuczny?
Zastanawia jeszcze status tych człeczych reliktów w takim świecie. Wyglądają na uprzywilejowanych, zajmujących się głównie sobą. Bo i co tu robić...
Jaki zatem sens utrzymania tradycyjnego tygodnia a w nim niedziel?
« Ostatnia zmiana: Październik 18, 2015, 02:03:18 pm wysłana przez liv »
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5633
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #681 dnia: Październik 18, 2015, 03:07:15 pm »
A serwobrat do odstąpienia -  z ogłoszenia? Kim by był?
To proste, akurat - serwomechanizm, sprzężenie zwrotne
Jasne, ale tutaj mamy serwobrata - nie serworobota.
"Brat" sugeruje coś żywego  - a taki ze sprzężeniem zwrotnym? Nowy typ psychoanalityka - do doraźnych domowych napraw - jak nic;)
Cytuj
Ja znów widzę tu zazębienie z "Pralniczą..."
Pod względem robotniczym - jak najbardziej. Miałam na myśli tylko ten fragment szpitalno-sanatoryjny (z nicością też pasuje do późniejszego Tichego: nic.nic...).
Cytuj
Też lubię, ale ten to już w sumie maziek podsumował...
Być może tak - nawet na pewno tak jest z tą aktywnością, ale w tym fragmencie widzę to odwrotnie: codziennie robimy mnóstwo zautomatyzowanych, bezproduktywnych rzeczy - ale są one uważane za normalne. Chociaż są absurdalne i ich nie lubimy.
Urlipan również wykonuje bezproduktywną czynność - ale lubi ją robić - zaplanował ją tak, jak my codzienność - wypełnia tylko czas -  niemniej został uznany przez Tichego za dziwaka;)
Otóż, co mnie uderzyło? - w tym wykreowanym świecie praktycznie brak ludzi.
i
Cytuj
uderzył brak dzieci. Niby logiczne, nie ma dzieci to i ludzi potem skąd brać?
Brak kobiet - jacyś mężczyźni (co by nie mówić;)) jednak są - więc potomstwo się konstruuje...
Cytuj
Zastanawia jeszcze status tych człeczych reliktów w takim świecie. Wyglądają na uprzywilejowanych, zajmujących się głównie sobą. Bo i co tu robić...
Jaki zatem sens utrzymania tradycyjnego tygodnia a w nim niedziel?
Niedziela-nie-niedziela, ale Tichy ma czas tylko przed południem...chyba jednak ludzkość nie wyginęła, bo Tichy (przez korony) tylko pomylony - przez kioskarkę, która obdarzyła go "Kurierem...".
Zaś roboty - jak tu U Lema - cierpią po ludzku...a to samorozkęcania, a to hipochondrie, a to psychozy...
Bo po co robotom środowisko naturalne - typu klomby, wyszukane palmy, stawiki z łabądkami...
Raczej człeczo-robocia betryzacja;)
A może nawet tam w ogóle nie ma robotów?;)
Tichy dziwne szybko i bez jakiejkolwiek refleksji nad elektryczną demencją - opuszcza zakład:)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5563
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #682 dnia: Październik 18, 2015, 04:08:00 pm »
Cytuj
Brak kobiet - jacyś mężczyźni (co by nie mówić;)) jednak są - więc potomstwo się konstruuje...
Pomyślałem, ale nie napisałem. :)
Zakładając, że kobiety zawierają się w słowie "ludzie". Tzn z oboczności wynika, że ludzie są. Tylko zupełnie ich nie widać. Jakby autor filtr perecepcyjny nałożył.
Cytuj
Tichy dziwne szybko i bez jakiejkolwiek refleksji nad elektryczną demencją - opuszcza zakład
Bo też wpadł tylko, by zaspokoić płochą ciekawość, przypadkiem gazetą podsyconą. Coś jak niedzielny spacer po lesie.
Refleksja- aha, to tak...uhmm...w porywie może nawet - Oh!
Ale gdzie mu się mogłoby śpieszyć?
Cytuj
ale Tichy ma czas tylko przed południem...
Notatki porządkować?
Jedynym pozawsobnym uzasadnieniem działalności Tichego jest obecność (głównie duchem) Tarantogi.
Zabrać mu Tarantogę i bez napędu on. A może Tarantoga zmyślony?
Wtedy Tichy zobłędział - co  podejrzewając szuka pomocy w...czyli casus Urlipan?
Cytuj
bez jakiejkolwiek refleksji nad elektryczną demencją
Zabrakło mi robo-migren, one mają najbardziej elektryczna naturę.
I jeszcze dwa kamyczki - do Remogródka;
"głowa się rozchwierutała"
I młodzieży, która być może zajrzy, bo mi od razu zimińskoludowo;
https://www.youtube.com/watch?v=9eX1rdq8KDA
Czyli jednak gruzy imperium slavianum :)

« Ostatnia zmiana: Październik 18, 2015, 04:12:41 pm wysłana przez liv »
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12114
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #683 dnia: Październik 19, 2015, 07:59:25 pm »
Otóż, co mnie uderzyło? - w tym wykreowanym świecie praktycznie brak ludzi.

Sugerujesz, że to alternatywa dla "Cyberiady", gdzie zamiast ucieczki nastąpiła podmiana...?

Gdzie hordy robotników, bezrobotnych, dzieciarni...raczej nie wyginęli tragicznie, bo świat wygląda na pokojowy, zbetryzowany? Musieli wymrzeć w trybie naturalnym.

Z drugiej strony przecie my tam świata całego nie oglądamy, jeno - wszak o kiosku tylko słyszymy - sanatorium dla awariatów. Widzieć świat przez pryzmat takiegoż... Ryzykowne... ;)

Poza Tichym i Tarantogą, rzecz jasna

Tu bym się nie założył... Pamiętajmy, że Tichy wykręcił się w "Pralniczej..." od weryfikacji... 8)

bo kioskarka, dentysta...jak nic - roboty.

A może nie? Może to sposób na zabicie nudy? Pamiętasz co taki np. Iain M. Banks (SF autor) w powieści "Najemnik" kazał mówić jednej postaci drugoplanowej?

Zastanawia jeszcze status tych człeczych reliktów w takim świecie. Wyglądają na uprzywilejowanych, zajmujących się głównie sobą. Bo i co tu robić...

I tu skojarzyły mi się dwa SF'y - klasyczne, acz nie za dobre - czyli "Z założonymi rękami" Jacka Williamsona i późniejsze tomy cyklu fundacyjno-robociego Asimova...

Williamsona zresztą zacytuję:

"- Co panu jest, panie Underhill? - Czujny robot musiał dostrzec jego chorobliwy dygot. - Czy pan się źle czuje?
- Nie, nic mi nie jest - wykrztusił z rozpaczą. - Absolutnie nic! Właśnie się przekonałem, że Najwyższe Prawo absolutnie mnie uszczęśliwia. Wszystko jest w najlepszym porządku. – Głos miał zdławiony, ochrypły, dziki. - Nie będziecie musieli mnie operować.
Samochód skręcił z lśniącej alei, wioząc go z powrotem do spokojnego przepychu jego więzienia. Underhill zaciskał i otwierał złożone na kolanach puste ręce. Nie było nic innego do roboty."


Jaki zatem sens utrzymania tradycyjnego tygodnia a w nim niedziel?

Taki sam jak strojenia się w garnitury i świętowania na solaryjskim sateloidzie - żaden. Ale od kiedy to tradycja ma sens? ;)

Jasne, ale tutaj mamy serwobrata - nie serworobota.

A to robot robotowi nie może być bratem?

"Brat" sugeruje coś żywego

Życie... zdefiniuj życie... "Muszki" z Regis III żywe czy martwe były?

Brak kobiet

A kioskarka (choćby i robotniczka...)?

A może nawet tam w ogóle nie ma robotów?;)

Sądzisz, że to powtórka z Karelirii? ;)

Przyjmując za dobrą monetę livową hipotezę to by poniekąd piętrowe było - ludzie udający roboty udające ludzi... Faktycznie jak z "Kongresu..."...

Tichy dziwne szybko i bez jakiejkolwiek refleksji nad elektryczną demencją - opuszcza zakład:)

Fakt, bardziej Heinleinem i pragmatykami jego to pachnie, niźli naszym Mistrzem...

A może Tarantoga zmyślony?

Jak przodkowie?
« Ostatnia zmiana: Październik 20, 2015, 02:27:30 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5563
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #684 dnia: Październik 21, 2015, 12:27:49 am »
Cytuj
Przyjmując za dobrą monetę livową hipotezę to by poniekąd piętrowe było - ludzie udający roboty udające ludzi..
Pozostańmy jednak przy błahostce.
Lem myślał sobie o możliwych aberracjach mózgów elektronowych i będąc w dobrym nastroju machnął opowiadanko o tym co mu się umyśliło, nie dbając specjalnie o worldbuilding.
Co nie znaczy, że nie można pobawić się dalej. :)
Wariant pierwszy
 - Tichy jest ostatnim człowiekiem w świecie robotów a jego oszalały z rozpaczy i bezsensu istnienia mózg, by do końca nie zwariować, kreuje "przyjaciół" typu Tarantoga. Spisuje też dla kogoś notatki - ale wszystko to są imaginacje. Rzeczywistość jest robotniczo-chłopska.
W ramach rozbudowy iluzji, niekiedy, niektóre roboty przybierają czasem postać ludzką. Chorobliwa antropomorfizacja sublimująca.
Rodzaj migotania mózgu typowy przy kostce Neckera.
Pielęgniarze co "ujęli pod pachy", zachowują się jak ludzie, myślą jak ludzie etc. Ale czasem nie.
Ta "ludzkość maszyn" jest jedynie w percepcji bohatera. Podejrzewając u siebie narastającą chorobę psychiczną udaje się on do szpitala psychiatrycznego...niby z ciekawości. Nie rozwiązuje to jednak poczucia "rozdwojenia świata"...a nawet pogłębia :)
Opuszczenie zakładu ma znamiona ucieczki.
Cóż - wrócił z kolejnej podroży, coś nie zagrało, dylatacja czasu i...mechanizm adaptacyjny.
Wariant drugi
- Tichy, postać wyjątkowa, zaczął postrzegać przeciętnych ludzi jako roboty. Czyli świat jest normalny, ludzki - ino bohater mniej.
Jako klasyczny paranoik obudowuje paranoję własną specyficzną logiką. Niezbędnym elementem tej logiki jest  postać Tarantogi (ma pewne cechy boskie), nadająca jej sens ale też zmuszająca do aktywnego badania własnej paranoi. Efekt badania jest taki, że bohater zaczyna podejrzewać u siebie chorobę. Zwłaszcza że, jak u Dicka w "Ubiku", realność świata czasem przebija się przez fikcję urojenia i np. kioskarka może być ludzkopodobna, a roboty...czytają gazety.
Jako niezłomny i dociekliwy badacz (inny element paranoi), widząc szczelinę w fikcyjnej rzeczywistości, postanawia ją zdemaskować lub potwierdzić. Zakład psychiatryczny jest idealnym miejscem, ponieważ psychicznie chore roboty mogą pokazać swoją ukrytą dla niego (czyli prawdziwą) ludzką naturę.
I rzeczywiście, spotkani pensjonariusze zachowują się jak ludzie, a z urojonego przez  bohatera robociego świata zostają tylko trzeciorzędne szczątki typu śrubki i mutry.
Zasłona opada.
Opuszczenie zakładu ma znamiona panicznej ucieczki z pominięciem najbardziej robociego w tym opowiadaniu tytułowego dyrektora.
Jest to próba ratowania fikcji i zaniepokojony umysł równowagę może odzyskać jedynie w drodze porządkowania notatek oraz ponownego nawiązania kontaktu z profesorem Tarantogą. Plus herbatka z melisą.  ;)
Ilustracja obrazkowo muzyczna;
https://www.youtube.com/watch?v=0DZ-enmlIkA
Uroda tej powiastki polega zaś na tym, że odbiorca-czytelnik jest przekonany, iż jedynym normalnym, racjonalnie zachowującym się człowiekiem w niej, jest główny bohater.
Swoją drogą, czemu nie ma jej w Dziennikach Gwiazdowych wydanych przez GW?
« Ostatnia zmiana: Październik 21, 2015, 01:21:01 am wysłana przez liv »
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5633
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #685 dnia: Grudzień 11, 2015, 11:18:01 pm »
Uroda tej powiastki polega zaś na tym, że odbiorca-czytelnik jest przekonany, iż jedynym normalnym, racjonalnie zachowującym się człowiekiem w niej, jest główny bohater.
Gdzieszsz...przecież napisałam:
Być może tak - nawet na pewno tak jest z tą aktywnością, ale w tym fragmencie widzę to odwrotnie: codziennie robimy mnóstwo zautomatyzowanych, bezproduktywnych rzeczy - ale są one uważane za normalne. Chociaż są absurdalne i ich nie lubimy.
Urlipan również wykonuje bezproduktywną czynność - ale lubi ją robić - zaplanował ją tak, jak my codzienność - wypełnia tylko czas -  niemniej został uznany przez Tichego za dziwaka;)

Więc kto jest normalniejszy? Niech pierwszy rzuci kawałkiem drutu;)
Cytuj
Swoją drogą, czemu nie ma jej w Dziennikach Gwiazdowych wydanych przez GW?
Może rzecz w porządku wydawniczym?
Dzienniki były związane w początkach z Iskrami i na tym wydaniu są oparte Dzienniki wyborcze. Póżniej zajęło się nimi WL.
Kongres od początku był w WL-u, a te 5 opowiadań w różnych miejscach - aż końcowo wylądowały w tymże Wydawnictwie eL.

To co? Może przed końcem roku odwiedzimy dr Diagorasa?:)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5563
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #686 dnia: Grudzień 12, 2015, 12:36:46 am »
Cytuj
To co? Może przed końcem roku odwiedzimy dr Diagorasa?:)
Znów?
Już raz zdążyliśmy przed końcem roku.  ;)
Raptem stronę temu.
http://forum.lem.pl/index.php/topic,930.660.html
« Ostatnia zmiana: Grudzień 12, 2015, 12:39:32 am wysłana przez liv »
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5633
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #687 dnia: Grudzień 12, 2015, 12:46:22 am »
Cytuj
To co? Może przed końcem roku odwiedzimy dr Diagorasa?:)
Znów?
Już raz zdążyliśmy przed końcem roku.  ;)
Raptem stronę temu.
http://forum.lem.pl/index.php/topic,930.660.html
Oszsz...eee..hmm...  :o
Grudniowa olka nie dogadała się z październikową...najwyraźniej...
Ok, jak nie leży Wam ponowna wizyta u doktorka, to może chociaż uratujmy kosmos? :-\
[śmy-by- śmy już też? kiedyś? go???]
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5563
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #688 dnia: Grudzień 12, 2015, 12:56:05 am »
Cytuj
Grudniowa olka nie dogadała się z październikową...najwyraźniej...
Ech, te tajemnicze wiry grawitacyjne w liczbie stu czterdziestu siedmiu.
Cytuj
to może chociaż uratujmy kosmos? :-\
Mi pasuje - zatem zakładam Tymczasowy Komitet Obrony Kosmosu (KOK).
Zbirka jutro pod Erosem.
Jak patrzę, alkoholizm wciąż problemem nierozwiązywalnym - są jednak pewne stałe smokiczne.
« Ostatnia zmiana: Grudzień 12, 2015, 12:58:00 am wysłana przez liv »
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5633
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #689 dnia: Grudzień 13, 2015, 02:14:47 pm »
Zbirka jutro pod Erosem.
Zbirka = zbiórka zbirów? Wynajętych do obrony?;)

Chyba na? Eros byłby jakąś planetoidą? Z pasa?
Ok - tak czy siak - rzeczywiście tłok jest  - ledwo dotarłam na zbiórkę. Obecna! Oj, spóźniłam się? ::)

Lem napisał to opowiadanko w 1964 roku. Turystyka była wtedy raczej w powijakach. Czyli futurologia, bo teraz to opowiadanie jest aktualne - jak nigdy.
Chyba co zlikwidują układ z Schengen oraz tanie linie lotnicze;)
Alkoholizm...taaa...trzeba uważać na mrugacze;)
Ale całkiem oryginale wyjaśnienie dlaczego kobiety łamią przepisy dot. ograniczenia prędkości.
Czyli właściwie? Żądam zwrotu za ostatni mandat fotoradarowy! ;))
Cytuj
zatem zakładam Tymczasowy Komitet Obrony Kosmosu (KOK).
Motto: Kosmos nie jest ogródkiem dziecinnym ani ewolucja biologiczna - idyllą.
Więc kogo ratujemy? Poprawka?;)
Komitet Obrony przed Kosmiczną Idyllą (KOpKI)?

Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)