Autor Wątek: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia  (Przeczytany 842074 razy)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11675
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2715 dnia: Kwiecień 15, 2020, 11:48:04 am »
W ramach marketingu ujawniono wizerunki bohaterów nowej "Diuny"...
https://ostatniatawerna.pl/diuna-nowe-logo-i-zdjecie-z-filmu/
https://nerdist.com/article/dune-first-look-oscar-isaac-zendaya/
Cóż, jestem zaskoczony (a może nie jestem? ;) )... Pomijając Chani, która prezentuje się nieźle w tym filtraku, wszyscy wyglądają znacznie biedniej niż lata temu, u Lyncha... A sam Paul - trochę jak krzyżówka starwarsowego Huxa z Edwardem Nożycorękim. Ale... w końcu młody Atryda był dość dziwnym nastolatkiem, a potem - co sam przyznał w "Mesjaszu..." - wysyłał na śmierć miliardy... Może i taki styl mu pasuje...?
Niemniej... jak byłem sceptyczny, tak jestem sceptyczny jeszcze bardziej...
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

endomik

  • YaBB Newbies
  • **
  • Wiadomości: 1
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2716 dnia: Kwiecień 15, 2020, 12:35:11 pm »


Bad Boys for Life mój ulubiony film, recenzja na https://multifilmy.pl/filmy/bad-boys-for-life/ IMDB https://www.imdb.com/title/tt1502397/

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11675
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2717 dnia: Kwiecień 21, 2020, 05:12:44 pm »
Ci "Boys" to chyba ;) nie SF ;).

Tymczasem powtórzyłem sobie film "Thor" i napiszę co o nim myślę...
Owszem, boh. tyt. jest uroczo thorowaty (czyli - m.in. - przedstawiony b. w zgodzie z komiksowymi oryginałami), a Loki niemniej uroczo wieloznaczny (acz mało przekonujący w roli mistrza podstępów - kombinuje mocno naiwnie, jak przedszkolak właściwie, skuteczność tylko mocy iluzji i bezwzględności zawdzięcza), obaj też zdają fabularny egzamin - pierwszy okazuje się mądrzejszy i odpowiedzialniejszy, niż się mogło zdawać (z czasem zresztą widać coraz bardziej, że w/w thorowatość to nie tyle głupota, co specyficzny styl bycia wynikły częściowo z asgardzkich norm kulturowych i z braku poważniejszych wyzwań w dotychczasowym życiu), drugi znów wychodzi (za cenę wykończenia własnymi rękami biologicznego ojca) na nieodrodnego (choć przybrany) syna Odyna. Owszem, wątek miłosny, choć pretekstowy, jest fajny... Ba... nawet ziemska warstwa (czy raczej warstewka) naukowa ma z grubsza sens... Ale... choć scenarzystami byli zasłużeni autorzy co lepszych odcinków "Andromedy" - Stentz i Miller, i sam Straczynski (od "Babylon 5"), przedstawiona historia jest płytka jak kałuża - jeden knuje, drugi się uczy, do tego trochę rozwałki dochodzi, i tyle.
Za mało psychologii, za mało (pseudo)naukowych wyjaśnień tego, co mitologia i komiksy przyniosły (a byłoby co wyjaśniać, oj było :P ), by mieć na czym umysł zawiesić ;).
Poza tym... O ile jeszcze przedstawienie Hoguna z Warriors Three jako samuraja (w oryginale miał przypominać Bronsona, ale nosił się z mongolska, i pochodził z daleka, więc w sumie wszystko ok), a nawet Heimdalla jako czarnoskórego (acz ono ma już znacznie słabsze uzasadnienie - z mitów wynika, że półludzki syn w/w, Thrall, był smagły, i raczej nie po matce ;), nic więcej) da się łyknąć (choć znacznie lepiej by wypadło, gdyby cały Asgard został pokazany jako mniej jednolity rasowo, tak zdaje się cokolwiek out-of-place), o tyle brak profesjonalizmu i dobre serce Coulsona (który zachowuje się nie jak zimnokrwisty przedstawiciel służb, a jak dobry wujek idący na rękę bohaterom) naprawdę razi, tak jak i użycie w jednej ze scen w roli snajpera łucznika - Hawkeye'a (zamiast posadzenia gdzie trzeba paru agentów z automatami)*.
Znaczy: tytułowy film, przynajmniej traktowany jak indywidualna produkcja, nie - kawałek szerszej "MCU"-układanki, wypada b. słabo (bo nawet na słynne zbroje, i niemniej słynne, uczty wikińskich bogów, które cokolwiek mogłyby osłodzić, niezbyt jest czas się napatrzeć), o ileś poziomów gorzej od takiego "Black Panthera", choć to przyznać mu trzeba, że jak na współczesny blockbuster zawiera relatywnie mało fabularnych bzdur i paralogizmów (po komiksach dziedziczonych, a te są najgorsze - humanoidalność Obcych, itd. - nie liczę).
Aha: jeszcze jedno słówko o Odynie - im bardziej na niego patrzę, tym bardziej mam wrażenie, że inspirowali się nim twórcy starwarsowego Valkoriona, bo stosunek do synów b. podobny, choć łagodniejszy...

* Wiem, chodziło o introdukcję kolejnego bohatera, niemniej...
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 21, 2020, 06:26:48 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11675
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2718 dnia: Kwiecień 27, 2020, 10:45:02 pm »
Po "Thorze", usiłując znaleźć jakichś godniejszych uwagi przedstawicieli tego samego nurtu, sięgnąłem po wczesną produkcję Jamesa Gunna (od "Guardians of the Galaxy") zatytułowaną "Super", a stanowiącą spojrzenie na temat superbohaterstwa z perspektywy kina niezależnego. Fabularnie i koncepcyjnie b. silnie kojarzy się z "Kick-Assem" (choć zarówno Miller, jak i Gunn twierdzą, że nie inspirowali się pomysłami tego drugiego), z tym, że zamiast nastoletniego fana komiksów mamy, niekoniecznie zdrowego psychicznie i nieco ociężałego, podstarzałego kucharza, który usiłuje odzyskać żonę odbitą mu przez lokalnego gangstera. Reszta jest b. podobna - zderzenie superheroizmu z prozą życia, opary (lekkiego) obłędu, naturalistyczna przemoc, czarny humor i dwuznaczne, ale w sumie zacne, przesłanie o potrzebie czynnego przeciwstawiania się złu, powszedniemu złu, na które wielu przymyka oczy*. Nawet wątek bardziej krwiożerczej od swojego partnera dziewczyny-sidekicka.
Nic wielkiego, ale niezła odtrutka na bardziej mainstreamowe, więc i bardziej plastikowe, opowieści o trykociarzach.
(Aha: jeśli miałbym osobno odnotować jakąś scenę, wybrałbym tą, w której dla swojego głównego przeciwnika bohater wciąż jest wkurzonym Frankiem z sąsiedztwa, który nie powinien sprawić większego kłopotu, a dla jego bardziej wpływowego bossa, czy wspólnika w interesach, już budzącym grozę legendarnym mścicielem.)

* Choć scena ponapisowa - osadzonego w tym samym uniwersum - "Brightburna", czyniąc Crimson Bolta złowrogim anty-Batmanem zdaje się temu morałowi dopisywać drugie, bardziej nihilistyczne, dno.



Powtórzyłem też sobie film "Captain America: Civil War", który powinien się nazywać raczej "The Avengers: Civil War".
Muszę przyznać, że bracia Russo dali radę. Owszem, jest to w pierwszym rzędzie superbohaterski blockbuster, czyli jedna wielka nawalanka, ale nawalanka przedstawiona (w ramach konwencji) z sensem (brak przeciwników-altruistów życzliwie strzelających C.A. prosto w tarczę, jak było w poprzedniej części), wszyscy walcząc zachowują się jak profesjonaliści, co nadaje całości starć charakter swoistego - miłego w oglądaniu - baletu.
Poza tym dość ciekawie rozpisany jest tytułowy konflikt. Tony b. chce by Avengers trafili pod kontrolę ONZ-u, bo zżera go poczucie winy z powodu przypadkowych ofiar w Sokovii* (i chciałby chyba móc powiedzieć, jeśli coś podobnego znów się zdarzy: "to nie była nasza wina, wykonywaliśmy rozkazy z góry"), Cap - przeciwnie - oponuje, bo po historii z HYDRĄ, która kontrolowała S.H.I.E.L.D., nie wierzy w instytucje. Jednak za sprawą machinacji Zemo* (który również ma dobry motyw - wśród w/w ofiar była jego rodzina, więc ma prawo nienawidzić demolujących świat nadludzi) rzecz szybko schodzi na głęboko osobisty, więc najbardziej niszczycielski, poziom - Iron Man chce dopaść zabójcę swoich rodziców (choć ten - w sumie - bezwinny), Steve - za wszelką cenę ratować kumpla. Jedynym, który zachowuje rozsądek jest Black Panther/T'Challa zdolny - zapewne w wyniku odebrania monarszej edukacji - spojrzeć na sprawy z dystansu i, w kluczowym momencie, wyrzec się zemsty.
Bohaterowie drugoplanowi wpleceni w nakręcającą się spiralę starcia czołowych Mścicieli niewiele mają do zagrania, ale grają to prawie nic dobrze - Wanda jest zagubiona (i również zżerana poczuciem winy, świeższym), Vision - b. datowaty (co jako Treker muszę docenić), Peter i Scott onieśmieleni trafieniem między znakomitości (co nie przeszkadza im w tych znakomitości tłuczeniu), War Machine jako jedyny nie ma dylematów, bo jest służbistą. Najgorzej wypada chyba Sharon, która niby rozpaczliwie kocha pana tytułowego, ale widać to tylko po jej czynach, nie po niej (Emily VanCamp jest w roli amantki, niestety, b. drewniana).
Jeśli coś miałbym zganić to tylko zbyt pospieszny happy end - niby jest to pozostawione w niedopowiedzeniu, ale widać, że ani więzy przyjaźni nie zostały ostatecznie pozrywane, ani nawet Rhodes nie straci trwale władzy w nogach. Ot, w sumie znów Avengers wszystko się upiekło, a przecież miało być o odpowiedzialności i konsekwencjach.
Niemniej uczciwe 3/4 w skali rozrywkowego kina superbohaterskiego w/w produkcji się należy. Stanowi jeden z jaśniejszych punktów "MCU".

* Zabawne nazwy miewają zmyślone marvelowskie państewka...

** Bardzo dobrze obsadzonego i zagranego - jest, piszę to bez ironii, dostatecznie bezbarwny i nijaki by, mimo swojego militarno-wywiadowczego wyszkolenia, reprezentować optykę szarego człowieka.

ps. Recenzje polskich fanów, dla porównania:
http://marvelcomics.pl/publicism/index/id/1403/Recenzja-filmu-
http://marvelcomics.pl/publicism/index/id/1402/Recenzja-filmu-
http://marvelcomics.pl/publicism/index/id/1406/Recenzja-filmu-
http://marvelcomics.pl/publicism/index/id/1688/MCU.-20---Captain-America-3
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 28, 2020, 12:14:29 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 994
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2719 dnia: Kwiecień 28, 2020, 12:07:52 am »
Dobrym wyjściem byłby tu eskapizm: jak fikają to niech se sami walczą z Thanosem.

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11675
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2720 dnia: Kwiecień 28, 2020, 12:12:30 am »
Rozwiń, bo nie jestem pewien czy załapałem...
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 994
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2721 dnia: Kwiecień 28, 2020, 12:30:55 am »
No superbohaterowie w pewnym momencie powinni się obrazić. Skoro nie podoba się wam rozwalenie wieżowca i inne takie to se sami walczcie z Thanosem , Lokim, kamieniami, Dornammu itp.

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11675
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2722 dnia: Kwiecień 28, 2020, 11:42:30 am »
Tylko czy taki superbohater zdolny jest odwiesić trykot na kołek? I nie mówię już o napędzanych prywatnymi bólami i obsesjami Batmanie czy Spider-Manie (choć ten pierwszy odwiesił, u Millera, na chwilę), ale np. o X-Men, którzy regularnie ratują społeczeństwo, nie to, że chcące ich wziąć pod kontrolę, ale w dużej części pałające do nich regularną nienawiścią...
Poza tym każdy kij ma dwa końce... Czy Avengers byliby tak sprawną, dobrze naoliwioną, maszyną do walki, gdyby nie możliwość szkolenia się pod okiem S.H.I.E.L.D. (a w paru przypadkach i wcześniejsze wojskowo-wywiadowcze przygotowanie)? Popatrz na Justice League - gracze z półki największych przepaków, a tłukli się ze Steppenwolfem (i - wcześniej - ze zmartwychwstałym Supermanem) jak zgraja amatorów - każde sobie, bo nie mieli się jak zgrać...
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 994
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2723 dnia: Kwiecień 28, 2020, 07:06:44 pm »
Tylko tak reżim i naród doceni postawę superbohatera, Trzeba poczekać, aż padną na ryj i zaczną błagać o pokój.

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11675
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2724 dnia: Kwiecień 29, 2020, 01:00:57 am »
Zaczną, albo i nie zaczną... Gorzej jak poczną budować Sentinele, Ultrony-bis (także w intencji użycia przeciw niepokornym herosom), i się to jakoś tak skończy...
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

NEXUS6

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2426
  • MISTYK WYSTYGŁ, WYNIK: CYNIK
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2725 dnia: Kwiecień 30, 2020, 04:38:19 am »
Nie wiem czy wrzucalem? Jest kanal na YT z krotkimi filmami SF: DUST
https://www.youtube.com/channel/UC7sDT8jZ76VLV1u__krUutA/videos

NEXUS6

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2426
  • MISTYK WYSTYGŁ, WYNIK: CYNIK
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2726 dnia: Maj 06, 2020, 05:17:11 pm »
Teraz, kiedy jestem na tym platnym, przymusowym urlopie trzaskam seriale, takze SF. Zaczalem 2 sezon Altered Carbon (pierwszy zaliczony). Calkiem ciekawy koncept, oczywiscie nie nowy, ze swiadomoscia zapisana na cyfrowym nosniku, gdzie nosnik mozna przenosic latwo pomiedzy cialami. Spoleczenstwo i normy spoleczne sa zupelnie inne niz obecne, np. zabicie czlowieka nie jest  jakies szczegolnie straszne, bo nie wiaze sie z jego unicestwieniem,  mozna wyjac nosnik i wlozyc w nastepne cialo. 1szy sezon ppdobal mi sie bardziej.

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11675
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2727 dnia: Maj 06, 2020, 05:36:23 pm »
A wiesz, że to według książek, o których lata temu wspominałem (tomu pierwszego i - mocno przerobionego w ramach adaptacji - trzeciego, drugi wypadł w ekranizacji)? ;)
https://forum.lem.pl/index.php?topic=138.msg29799#msg29799

ps. Wracając do:
Underwater, czy jakos tak...

Zetknąłeś się może z wcześniejszymi filmami:
https://www.imdb.com/title/tt1541874/
https://www.imdb.com/title/tt2910814/
Twórcy tego cuda?
https://en.wikipedia.org/wiki/William_Eubank

Czy ktoś widział takiego pilota też mnie ciekawi:
https://www.imdb.com/title/tt6268052/
https://en.wikipedia.org/wiki/Oasis_(2017_film)
« Ostatnia zmiana: Maj 07, 2020, 04:05:49 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

NEXUS6

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2426
  • MISTYK WYSTYGŁ, WYNIK: CYNIK
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2728 dnia: Maj 08, 2020, 06:30:52 pm »
Tak, dowiedzialem sie ze serial jest na podstawie książki.
Z innymi filmami, tego od Underwater, ktore wymieniles sie nie zetnalem.
Kolejny serial wlecial, Upload. Pomysl podobnawy. Ludzka swiadomosc mozna umiescic w symulacji komputerowej. Zasadniczo jest to komedia romantyczna, poniekad w klimacie Good Place. Podobalo mi sie przedstawienie swiata przyszlosci, w którym mozna sobie zapewnic zycie ppsmiertne w komputerze, w standardzie zaleznym od zasobów finansowych. W dodatku dalej mozna sie kontaktowac z ludzmi w swiecie rzeczywistym na zasadzie Skype. No, zgrabnie to wszystko bylo zrobione w serialu. Co prawda wolal bym cos takiego w klimacue sensacyjnym/akcji, ale i tak bylo dobrze 😁

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11675
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2729 dnia: Maj 09, 2020, 09:44:35 am »
Upload. Pomysl podobnawy. Ludzka swiadomosc mozna umiescic w symulacji komputerowej. /.../ Podobalo mi sie przedstawienie swiata przyszlosci, w którym mozna sobie zapewnic zycie ppsmiertne w komputerze, w standardzie zaleznym od zasobów finansowych.

Jak tak, to - lekko offtopicznie - polecę pewną powieść (do Lema nie ma podejścia, ale...):
https://en.wikipedia.org/wiki/Permutation_City
https://www.depauw.edu/sfs/backissues/80/farnell80art.htm
http://katedra.nast.pl/artykul/2293/Egan-Greg-Miasto-permutacji/
(Jak zwykle SF ekranowa dekady za literacką.)
I jedną pracę non-fiction (tj. teoretycznie n-f, bo w praktyce jest to SF trzeciopoziomowa, wedle skali z "Fif-y"):
https://www.amazon.com/Age-Em-Work-Robots-Earth/dp/1536619590
Edit: biogram autora tej ostatniej:
https://en.wikipedia.org/wiki/Robin_Hanson
I komentarz autorski do pierwszej (bez lektury knigi średnio zrozumiały):
https://www.gregegan.net/PERMUTATION/FAQ/FAQ.html
Oraz esej idący w tym samym kierunku, co jej myśl przewodnia (ten znów wrzucam głównie z myślą o L.A., bo zahacza o nasze matematyczno-fizyczne rozważania):
https://frc.ri.cmu.edu/~hpm/project.archive/general.articles/1998/SimConEx.98.html
« Ostatnia zmiana: Maj 09, 2020, 06:27:35 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki