D-Day, 6 czerwca 1944 r., Lądowanie w Normandii.
@
maziekMam pytanie dotyczące tego dnia, na które być może będziesz potrafił udzielić odpowiedzi.
Wiesz, trudno mówić czy raczej przekonywać kogoś co powinien czuć czy sądzić o tym, czy jakiś porządny Niemiec, niedotknięty bezpośrednio prześladowaniami nazistów, w latach 39-45 miał wyrzuty sumienia i mógł pisać o tym do sztambucha ukryte myśli antynazistowskie, czy nie. W swoim czasie przeczytałem na te tematy tonę książek i generalnie wydaje mi się, że Niemcy byli innym narodem niż Polacy (i większość krajów, które okupowali).
Z kontekstu wynika wprawdzie, że ta tona książek to były opisy emocji społeczeństwa niemieckiego w latach SWW, ale zakładam, że jednak było tam przynajmniej ze 30-40 kilogramów książek o działaniach wojennych.
Z kolei ostatnio pisałeś o problemach w kopiowaniu karabinów maszynowych i działek z czasów SWW.
Szukając odpowiedzi na moje pytanie przeczytałem dwie książki:
Antony Beevor “D-DAY. Bitwa o Normandię”
i
James Holland “Normandy‘ 44. D-DAY AND THE BATTLE FOR FRANCE.”
Jednak nie znalazłem odpowiedzi.
Bez oporu przeczytałbym trzecią, czwartą i piątą książkę o lądowaniu w Normandii. Napisano ich dziesiątki, a może wręcz setki, ale mam wrażenie, że one wszystkie opisują, jak toczyły się działania, a nie to, jak mogłyby się potoczyć (i powinny) w jednym istotnym elemencie.
O co chodzi, wyjaśniam poniżej.
Zwłaszcza na plaży Omaha, gdzie straty były największe, żołnierze wysiadali z barek desantowych prosto pod ogień niemieckich ckm-ów, a być może także dział.
1/- Zakładam, że pozycje tych ckm-ów i dział były znane, ponieważ już od wielu miesięcy alianci panowali w powietrzu, więc zakładam, że jeśli tylko podstawa chmur nie była bardzo niska, to regularnie prowadzono loty obserwacyjne nad wybrzeżem, dzięki czemu udało się te pozycje ustalić.
2/- Wiadomo, że tuż przed lądowaniem bombardowano te pozycje, ale nie udało się ich zniszczyć.
3/- Po lądowaniu w niektórych miejscach alianci posuwali się tak powoli, że jeszcze około 20 czerwca byli wspierani skutecznie ogniem dział okrętów wojennych, stojących w pobliżu plaży. Pisał o tym chyba Holland, którego książkę czytałem niedawno, a książkę Beevora ze dwa lata temu.
Jeżeli tak, to pytanie:
dlaczego pozycji niemieckich nad plażami nie zniszczono ogniem z dział okrętowych, zanim barki desantowe zaczęły lądować na plażach?
4/- Harry Truman, który, niewiele ponad rok po D-Day, podjął decyzję o zrzuceniu bomb atomowych na Japonię, w dniu lądowania w Normandii był jeszcze prostym senatorem z Missouri.
W czasie pierwszej Wojny Światowej Truman dowodził baterią artylerii w amerykańskim korpusie ekspedycyjnym w Europie.
Bateria składała się z czterech dział kalibru 75 milimetrów i 194 żołnierzy (plus kilkadziesiąt koni).
Działo tego typu biograf Trumana, David McCullough, opisał w sposób następujący (p. 114):
“
French 75-millimeter gun, a small, rapid-fire, rifled cannon, known for its mobility and phenomenal accuracy. (…) The breechblock, gun carriage, and hydropneumatic recoil system were all of special design. Because the gun recoiled on its carriage, it stayed in place with each shot, and thus no time was lost correcting its aim between shots, which was the secret of its rapid fire. It could get off twenty to thirty shots a minute and had an effective range of five miles. (…) light in weight compared to most cannon, a little over a ton and a half.”
Najmniejsze barki desantowe zabierały trzydziestu sześciu żołnierzy (plus czterech członków załogi).
https://en.wikipedia.org/wiki/LCVP_(United_States)
Zakładam, że żołnierz z bronią, amunicją i resztą wyposażenia ważył około stu kilogramów, czyli na barkę można było załadować ca 3,6 tony ładunku. (Wg Wikipedii nawet 3,7 tony.)
Czyli można było załadować takie działo, jakiego bateria, dowodzona przez Trumana, używała dwadzieścia sześć lat wcześniej, półtorej tony amunicji i czterech-sześciu żołnierzy obsługi.
Dlaczego tego nie zrobiono?
Bo planiści uznali, że debeściaki chyba na pewno bezwzględnie rozwalą bombami niemieckie bunkry?
Ale co to szkodziło wytoczyć działa z barek desantowych na już niebronioną plażę?Przecież przydałyby się w dalszych walkach.
Z plaży Omaha do Berlina było jeszcze ponad tysiąc kilometrów.