Autor Wątek: Programy: Apollo versus Artemis.  (Przeczytany 2621 razy)

Cetarian

  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 425
    • Zobacz profil
Programy: Apollo versus Artemis.
« Odpowiedź #15 dnia: Kwietnia 18, 2026, 08:47:46 pm »
Każda firma ma księgowych, którzy kombinują, jak obciąć koszty ale nie o to chodzi. Po prostu dysponując całą dotychczasową wiedzą projektuje się nowe silniki, które teoretycznie mają być lepsze. Mimo tej wiedzy, budowy prototypów, ich optymalizacji itp. w efekcie czasem okazuje się, że ten "lepszy" silnik ma drobne z pozoru wady, a może nawet nie wady tylko zdawałoby się nieistotne cechy, które per saldo powodują, że statystycznie ta jednostka okazuje się porażką i trafia na tego typu listę: https://motofakty.pl/top-15-silnikow-diesla-ktorych-nalezy-unikac-przeglad-rynku/ar/c4-16280671 . Jak widać nie są to produkty firm-krzaków.

Skoro tak trudno jest wyprodukować dobry silnik Diesla, pomimo 100 lat doświadczeń i skoro 30 lat doświadczeń z toaletami na promach i 25 lat doświadczeń z toaletami na ISS nie wystarczyło, żeby zbudować toaletę, która działałaby bezawaryjnie przez 10 dni lotu Artemis 2,
 to właściwie dlaczego Amerykanom udało się te sześć lądowań na Księżycu?

Przecież to wszystko były prototypy, a w każdym locie był szereg krytycznych manewrów, przy których błąd lub awaria mogły spowodować wyrzucenie statku na jakąś trasę bez możliwości powrotu na Ziemię.

Start, zejście z orbity Ziemi na trasę do Księżyca, wejście na orbitę Księżyca (czego załoga Artemis 2 nie zrobiła), lądowanie na Księżycu, wyjście w prototypach skafandrów na zewnątrz (jedno wyjście w locie Apollo 11, po dwa w lotach Apollo 12 i 14, i po trzy w lotach Apollo 15-17), start „ascent stage” z Księżyca, odszukanie CSM i  połączenie z nim, zejście z orbity Księżyca, lot w stronę Ziemi i lądowanie/wodowanie.

Sześć udanych lotów, sześć załóg, które wróciły w komplecie.

Do tego udane loty Apollo 8 i Apollo 10.

*
Przy tym awaria w locie Apollo 13 w sumie wyniknęła z ludzkich błędów, to się nie powinno wydarzyć.
W module serwisowym zainstalowano zbiornik na tlen, który najpierw został upuszczony (z wysokości zaledwie około pięciu centymetrów, ale jednak), potem okazało się, że nie można z niego wypompować tlenu, i zamiast go rozebrać, żeby zobaczyć, dlaczego działa źle,  podjęto śmiałą decyzję, żeby ten tlen podgrzać i zmusić do ewakuacji, a następnym razem zatankuje się zbiornik po raz ostatni i poleci.
??!!


Podgrzanie spowodowało spalenie izolacji na podgrzewaczu, bo trwało (o wiele) za długo, ale decyzja, żeby nie badać, dlaczego nie można wypompować tlenu ze zbiornika, była sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem, dobrą praktyką inżynierską i co najmniej z duchem działań w Programie Apollo, jeśli nie z literą.

Szczęściem w nieszczęściu zbiornik wybuchł w drodze w tamtą stronę, astronauci mieli do dyspozycji zasoby „LeM-a” i udało im się wrócić.
Fred Haise żyje do dziś.

No, ale skąd te osiem udanych lotów na orbitę Księżyca, skąd sześć udanych lądowań na Księżycu?

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 14279
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Programy: Apollo versus Artemis.
« Odpowiedź #16 dnia: Dzisiaj o 09:55:27 am »
Generalnie chodzi o to, że w tych programach wszystko jest jednorazowe, z nadmiarem, i ma zadziałać raz. I nie za bardzo sofisticated. Plus testowanie tych prostych podstawowych rozwiązań. Odpowiadając najprościej. Na początku rakiety wybuchają. Potem przestają. Silnik diesla powinien bez awarii głównej przejechać np. 300 tyś km w osobówce, przez lata. A np. silniki średnioprężne do dziś działają, niektóre ponad 100 lat. Są cholernie niezawodne, ale kłopotliwe w rozruchu, paliwożerne i trują. Tym niemniej jakbym miał zostać na samotnej wyspie i miałbym mieć silnik, to wybrałbym średnioprężny.

A jeśli chodzi o moje zdanie to fakt, że Amerykanie bez strat lądowali na Księżycu to chyba cud. Zwłaszcza kwestia samego lądowania, pomimo tego zabawnego trenażera. Z którego zresztą Armstrong musiał się katapultować ratunkowo - czyli nie wszystko musiało pójść dobrze na Księżycu. Np. versus 2 katastrofy wahadłowców.
Człowiek całe życie próbuje nie wychodzić na większego idiotę niż nim faktycznie jest - i przeważnie to mu się nie udaje (moje, z życia).