Autor Wątek: Sprawy różnakie  (Przeczytany 385083 razy)

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 1375
    • Zobacz profil
Odp: Sprawy różnakie
« Odpowiedź #1140 dnia: Maj 30, 2009, 07:01:43 pm »
1. Problemy klimatyczne są realnym zagrożeniem.
2. Ale poza wpływem człowieka.

No jeśli tak, to byłby to argument na rzecz "dobroci" Gai Hipotetycznej ;D.


1. Zmiana aktywności słonecznej.
2. Zmiana nachylenia osi obrotu Ziemi

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12777
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Sprawy różnakie
« Odpowiedź #1141 dnia: Maj 31, 2009, 12:33:43 am »
2. Zmiana nachylenia osi obrotu Ziemi

Ocean Solaris mógł se regulowac orbitę, to Gaja ośki nie może? ;)
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Evangelos

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 639
  • Mistyk! Wierzy, ze istnieje.
    • Zobacz profil
Odp: Sprawy różnakie
« Odpowiedź #1142 dnia: Maj 31, 2009, 12:07:55 pm »
Chyba juz kiedys sie wypowiadalem na temat wszystkich rewelacji i rozdmuchiwaniem ich przez media. Od dziury ozonowej (ktora sie chyba sama zakleila, bo nikt juz o niej nie mowi) po straszenie mnie na zmiane jedzeniem masla i jedzeniem margaryny. Be obaw, jestem dosc odporny.
Jedynie przytoczylem kontrargument na zarzuty Q cytujac stanowisko wielu ekspertow. Sam nie badalem co sprawia, ze klimat sie ociepla. Niemniej podobnie odporny jestem na rewelacje o wplywach kosmosu, zmianie nachylenia osi i przebiegunowaniach (tych, gdzie sie straszy, ze w ktoryms tam roku w przyszlosci ziemia sie z piskiem zatrzyma i nastanie lament i zgrzytanie zebow).

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 1375
    • Zobacz profil
Odp: Sprawy różnakie
« Odpowiedź #1143 dnia: Maj 31, 2009, 07:43:04 pm »
2. Zmiana nachylenia osi obrotu Ziemi

Ocean Solaris mógł se regulowac orbitę, to Gaja ośki nie może? ;)

Spytaj się go to Ci może powie. Wiesz, podanie, znaczek opłaty skarbowej, 2 zdjęcia.

qertuo

  • Juror
  • Full Member
  • *****
  • Wiadomości: 118
    • Zobacz profil
Odp: Sprawy różnakie
« Odpowiedź #1144 dnia: Czerwiec 01, 2009, 07:14:10 pm »
Negatywna wersja "De impossibilitate vitae"; "De impossibilitate prognosendi" Cesara Kouski

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12777
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Sprawy różnakie
« Odpowiedź #1145 dnia: Czerwiec 01, 2009, 07:38:58 pm »
Negatywna wersja "De impossibilitate vitae"; "De impossibilitate prognosendi" Cesara Kouski

Przypadek jak z "Kataru"...

Aż by się chciało temu nieboszczykowi powiedzieć:

"Ludzkość tak się rozmnożyła i zgęściła, że zaczynają nią rządzić prawa atomowe. Każdy atom gazu porusza się chaotycznie, lecz właśnie ten chaos rodzi porządek jako stałość ciśnienia, temperatury, ciężaru właściwego i tak dalej. Pana mimowolny sukces wygląda paradoksalnie — na długą serię nadzwyczajnych koincydencji."

(O ile, oczywiscie, ta jego śmierć to był "sukces".)
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 01, 2009, 11:03:30 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Evangelos

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 639
  • Mistyk! Wierzy, ze istnieje.
    • Zobacz profil
Odp: Sprawy różnakie
« Odpowiedź #1146 dnia: Czerwiec 01, 2009, 07:44:35 pm »
Filozofia przypadku w praktyce.
Ten sam watek wystepuje tez w filmie "Magnolia" (pokazuja tam tez goscia, ktory nurkowal sobie w jeziorze, z ktorego samolot strazacki zaczerpnal, wraz z nurkiem, wode do gaszenia pozaru pobliskiego lasu - nurek dostal za to, moim zdaniem nieslusznie, nagrode Darwina).

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12777
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Sprawy różnakie
« Odpowiedź #1147 dnia: Lipiec 17, 2009, 10:21:53 pm »
Macie ochotę zawieść swoje dane osobowe na Marsa? ;)
http://mars9.jpl.nasa.gov/msl/participate/sendyourname/index.cfm
(Bo ja np. jestem maniak takiego rzucania swoim nazwiskiem po Kosmosie ;D.)

ps. tu, żeby nie nabijac postów nad potrzebę: dowiodłeś mi maźku, ewolucja technologiczna jest jednak lepsza/szybsza od biologicznej (nawet w wydaniu ulepszonym, prostodusznie zakładanym przez Lamarcka), bo dokonuje zmian jakościowych, czego bezmyslna ewolucja biologiczna jednak nie umie (a niby tak pilnie tego "GOLEMa..." czytałem gdzie tą różnicę wyłuszczał... :-X)
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12777
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Sprawy różnakie
« Odpowiedź #1148 dnia: Wrzesień 16, 2009, 03:06:50 pm »
Zachęcam wszystkich - zwłaszcza z Wawy i okolic:
http://www.festiwalnauki.edu.pl/

Początek będzie mocny - dyskusja o przyszłości humanistyki ;D. A potem o ewolucji, badaniach kosmicznych, biologii syntetycznej (a'propos tych komórek Evangelosa ::))...
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 16, 2009, 03:08:27 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12777
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Sprawy różnakie
« Odpowiedź #1149 dnia: Wrzesień 23, 2010, 05:53:39 am »
Podnoszę ten - kiedyś jakże często używany - wątek, by dać wyraz uczuciu, które odczuwałem całkiem niedawno. Otóż albo - co wcale prawdopodobne - albo:
1. zostałem netoholikiem
2. i - co gorsza - flirt z transhumanizmem i namiętność do SF jakieś obwody mi przepaliły.
;D
Albo też  SF bliższa jest życia niż myślałem.

Otóż - co zapewne z ulgą zauważyliscie ;) - byłem czas jakiś oderwany od sieci. I co? I pierwszych parę dni umiałem gapić się np. na ścianę, jakbym ścianę widział pierwszy raz w życiu, tak dziwnie czułem się bez podłączenia do internetu.

Pamiętacie takie kawałki?

"Był tu od roku, a wciąż śnił o cyberprzestrzeni, choć nadzieja słabła każdej nocy. Tyle prochów, tyle wiraży i ściętych zakrętów w Mieście Nocy, a nadal widział we śnie matrycę, jasne kraty logik rozwijające się w bezbarwnej pustce... Ciąg był daleko stąd, za Pacyfikiem, a on nie był już specem konsoli, kowbojem cyberprzestrzeni. Był jeszcze jednym popychaczem, który starał się jakoś przeżyć.
  Ale senne marzenia nadpływały każdej japońskiej nocy jak elektroniczne voodooo. Płakał po nich, krzyczał i budził się samotny w ciemności, skulony w swojej kapsule w jakimś skrzynkowym hotelu, wbijając dłonie w płytę materaca. Palce ściskały piankę, próbując siegnąć konsoli, której nie było."

William Gibson, "Neuromancer"

"Gabriel wezwał swe daimony, lecz usłyszał tylko ciszę. Nie było ich. Stał zmartwiały, serce waliło mu z przerażenia. Impulsem przekazał polecenia swemu reno - nie otrzymał odpowiedzi. Uświadomił sobie, że reno zostało wyłączone. A razem z nim automatyczna procedura budząca daimony, tę ich część, którą zmagazynowano w holograficznej pamięci reno. Oznaczało to, że odcięto mu najbardziej efektywne kanały łączności z daimonami. Był sam. Głosy towarzyszące mu od osiemdziesięciu lat uciszono lub zredukowano do słabiutkich szeptów. W żyłach miał trwogę. Czuł, jak na czaszce występują mu krople potu."
Walter Jon Williams, "Aristoi"

Czułem coś takiego w miniaturze. Czułem też niemal fizycznie odłączenie od potężnej bazy danych i możliwości natychmiastowej wymiany myśli (m.in. z Wami), oderwanie od światowej sieci umysłów ;), co upodabniało moje doznania do sytuacji tegoż gentlemana (kosmonauty, który odkąd został poskładany - podobnie do bohatera "Fiaska" - robił za żywy interface potężnej AI zwanej Starym, który nie mógł się odnaleźć po tym jak owa AI poległa w starciu z jeszcze potężniejszym sztucznym umysłem):

"– Phamie? – Usłyszał głos Ravny tuż za swoimi plecami. Została na mostku po tym, jak Jeźdźcy oddalili się w celu rozpoczęcia przygotowań, których niezwłoczne podjęcie wynikało jakoby z ustaleń ich nader krótkiego zebrania. Mężczyzna nie odpowiedział, wobec czego ona poszybowała dookoła i zasłoniła sobą widok gwiazd. Niemal automatycznie skupił wzrok na jej twarzy.
– Dziękuję, że do nas przemówiłeś... Potrzebujemy cię bardziej niż kiedykolwiek.
Wciąż widział gwiazdy. Otaczały ją ze wszystkich stron, przesuwając się powoli. Ravna przekrzywiła głowę tak jak wtedy, gdy była czymś zaintrygowana.
– Możemy pomóc...
Nic nie mówił. Co wcześniej sprawiło, że się odezwał?
– Nie możecie pomóc trupowi – powiedział, sam zdziwiony faktem, że słowa płyną z jego ust. Podobnie jak skoncentrowanie spojrzenia, mówienie też pewnie miało charakter odruchowy.
– Nie jesteś trupem. Jesteś równie żywy jak ja. Wyrzucił z siebie potok niezdarnie wypowiadanych zdań.
Była to jego najdłuższa wypowiedź od czasu, gdy opuścili Przekaźnik.
– Prawda. Iluzja świadomości. Szczęśliwe automaty o prymitywnym oprogramowaniu. Myślę, że nigdy się nie domyślicie. Patrząc od wewnątrz to prawie niemożliwe. Z zewnątrz, z punktu widzenia Starego... – Odwrócił wzrok, oszołomiony podwójnym widzeniem.
Ravna przysunęła się, patrzyła na jego twarz z odległości zaledwie kilku centymetrów. Szybowała swobodnie, tylko jedną nogą dotykając podłogi.
– Mylisz się mój drogi. Byłeś na Dnie i na Szczycie, ale nigdy pomiędzy... „Iluzja świadomości”? To pojęcie występuje niemal w każdym rozsądnym systemie filozoficznym w Przestworzach. Ma to swoje dobre konsekwencje, ale także przerażające. Ty właśnie poznałeś tylko te ostatnie. Pomyśl: zapewne również Moce ulegają takiej iluzji.
– Nie. On przecież mógł po prostu stworzyć takie urządzenia jak ty i ja.
– Bycie trupem to wybór, Phamie. – Ręka łagodnie zsunęła się w dół po jego ramieniu. Trudno mu było przyzwyczaić się do zmiany perspektywy, jakiej wymagał stan nieważkości. Przesunąć się „w dół” oznaczało teraz obracać się bokiem, natomiast on patrzył na nią do góry. Nagle zorientował się, że ma skołtunioną brodę, a zlepione w strąki włosy odstają na wszystkie strony. Spojrzał na Ravnę, przypominając sobie wszystko, co o niej myślał. Tam na Przekaźniku wydawała mu się bardzo bystra, może nie tak jak on, ale równie inteligentna jak większość jego konkurentów z Queng Ho. Plątały się także inne wspomnienia, wspomnienia tego, jak widział ją Stary. Jak zwykle przeważały nad resztą i były dla niego niezrozumiałe. Nawet Jego uczucia niełatwo się interpretowało. Ale... Stary myślał o Ravnie trochę tak, jak myśli się o... ulubionym psie. Potrafił przejrzeć ją na wylot. Ravna Bergsndot niemal w ogóle nie nadawała się do tego, by nią manipulować. Ten fakt wyraźnie Go bawił. Ale poza tym, co mówiła i jak mówiła, widział duże pokłady... „dobroci”, tak... dobroć to chyba najlepsze ludzkie określenie. Stary dobrze jej życzył. W końcu nawet starał się jakoś pomóc. Jakieś nagłe odkrycie przebiegło mu przez głowę, ale była to myśl zbyt szybka, by ją złapać. Ponownie usłyszał głos Ravny:
– To, co cię spotkało, budzi grozę, Pham, ale zdarzało się już innym. Czytałam o kilku podobnych wypadkach. Nawet Moce nie są nieśmiertelne. Czasami walczą między sobą i niektóre z nich giną. Czasami popełniają samobójstwo. Istnieje taki system gwiezdny, który w opowieściach nazywany jest Bożym Fatum. Jakiś milion lat temu znajdował się w Transcendencji. Odwiedzało go kilka Mocy. Pewnego razu zdarzyło się potężne falowanie stref. Cały system przesunął się nagle na głębokość dwudziestu lat świetlnych w Przestworza. Było to największe falowanie, potwierdzone i udokumentowane. Moce znajdujące się na Bożym Fatum nie miały szans. Wszystkie umarły, niektóre zmieniły się w przegniłe i przerdzewiałe ruiny, inne uległy degradacji do poziomu zwykłych ludzkich umysłów.
– A z tymi, co się później stało? Zawahała się i ujęła w dłonie jego dłoń.
– Możesz to sprawdzić sam. Chodzi mi o to, że takie rzeczy się zdarzają. Dla ofiar jest to koniec świata. Ale z naszej strony, ze strony ludzi... Cóż, można powiedzieć, że Pham Nuwen jako człowiek miał cholerne szczęście. Łodyżka mówi, że zniszczenie przyłączy Starego nie wywołało żadnych większych uszkodzeń organizmu. Być może uszkodzenie jest bardziej subtelne. Czasem pozostałości niszczą same siebie, niezależnie od tego, ile z nich zostało.
Pham poczuł, jak łzy lecą mu z oczu. Wiedział, że ta niechęć do życia, którą czuł w środku, wynikała po części z żalu wywołanego własną śmiercią.
– Subtelne uszkodzenie! – Potrząsnął głową i łzy poszybowały w otaczającą ich przestrzeń. – Cała moja głowa jest wypchana jego myślami i wspomnieniami. – Wspomnieniami? To one zdominowały cały jego umysł. Ale nie potrafił ich zrozumieć! Nie mógł zrozumieć szczegółów. Nie był w stanie zrozumieć nawet uczuć, mógł tylko wyjaśniać je dzięki naiwnym uproszczeniom – radość, śmiech, zdziwienie, strach i niezłomna determinacja. Gubił się w tych wspomnieniach jak idiota, który spaceruje po cerkwi, nic nie rozumiejąc i zasłaniając twarz przed gniewnym wzrokiem postaci z ikon."

Vernor Vinge, "Ogień nad Otchłanią"

Potem jednak rozsmakowałem się na nowo w niczym nie zakłoconym realu, którego jednak nic nie zastąpi...
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 06, 2012, 02:03:13 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12777
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Sprawy różnakie
« Odpowiedź #1150 dnia: Czerwiec 06, 2012, 02:20:55 am »
Lubię miłe niespodzianki np. taką jak wczoraj, gdy na wystawie księgarni Bagatella, przy ulicy Bagatela (mam nadzieję, że nie będzie mi to poczytane za kryptoreklamę?) z daleka zobaczyłem stylizowaną srebrzystą rakietę z napisem Lem. Nie dowierzając prawie podbiegłem do księgarnianej szyby i zobaczyłem, że jest to efektowna kartonowa reklamówka dzieł Mistrza wydanych przez WL...

A potem jeszcze w jednej księgarni, w przejściu do jej części poświęconej grom RPG i związanym z nimi wydawnictwom (więc potraktowany jakby po macoszemu) wisiał plakat reklamujący "Listy...".

Przygnały mnie do Stolicy okoliczności - jak wspomniałem gdzie indziej - raczej smutne, ale takie widoki podniosły mnie jakoś na tzw. duchu.

To księgarze, a taką niespodziankę mi Gugla zrobiła:
http://pastebin.com/pR3h1Jfs
(Tekst Lema z "Tygodnika...", jak kto nie zajarzył...)
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 06, 2012, 10:32:37 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Stanisław Remuszko

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8769
    • Zobacz profil
Odp: Sprawy różnakie
« Odpowiedź #1151 dnia: Czerwiec 06, 2012, 10:36:35 am »
Mistrzu Kju, czy wiadomo, z kiedy są te uwagi Mistrza?
VOSM
Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem : - )

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12777
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Sprawy różnakie
« Odpowiedź #1152 dnia: Czerwiec 06, 2012, 10:40:15 am »
Z 2002, z okazji powstania soderberghowego filmu.
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12777
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Sprawy różnakie
« Odpowiedź #1153 dnia: Kwiecień 14, 2013, 01:32:09 am »
Trochę drobiażdżków okołopirxowych...

Strona kolejnego fana Mistrza, nazwana od pewnego pilota ;):
http://www.pirx.com/index.shtml
Z podaniem źródła inspiracji wprost:
http://www.pirx.com/pilot_pirx.html
A tam fajne zdjęcie (fajne, bo idealnie pasujące do moich wyobrażeń powstałych w czasie czytania "Testu" ;)):


Kolejny obrazek, podobno przedstawiający Pirxa (w Solaris brodzi, czy co?):

http://karelias.deviantart.com/art/LEM-PIRX-47349628

I ciekawostka muzyczna:
http://muzyka.interia.pl/alternatywa/news/byly-muzyk-lao-che-nagral-plyte-o-pilocie-pirksie,1862789,45
Tyż z obrazkiem:
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12777
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Sprawy różnakie
« Odpowiedź #1154 dnia: Maj 08, 2015, 10:16:07 pm »
Wiem, że ten - niegdyś b. popularny - wątek nie był ruszany ponad dwa lata, ale TU rzecz będzie chyba najlepiej pasować...

Zapewne słyszeliście (bo raczej tu sami Lepniacy w Kosmosie bywali), o sprawie drugiego (po tym z internetem i idiotami) lewego cytatu z Mistrza. Chodzi oczywiście o słynne rurkowce Korwina-Mikke.

Korwin-Mikke: Proszę pana, spośród dwóch armii, z których jedna wygrywa wojnę a druga siedzi w pieleszach, ci pierwsi bardziej boją się o swoje życie, ale oni zwyciężają. Bo widzi pan, celem życia, nie jest przeżycie.
Szczotkowski: A co?
Korwin-Mikke: To ja przepraszam, nie będę zastępował pańskich nauczycieli. Ludzie mają swoje cele, mają swoje ambicje, mają swoje ideały i za to walczą i umierają, a pan chce tylko żyć! To niech pan sobie żre i żyje dalej...
Szczotkowski: Mam nadzieję, że będę miał za co żreć i żyć dalej, panie prezesie!
Korwin-Mikke: Proszę pana, jak powiedział wybitny krakowianin, Stanisław Lem - na dnie oceanu w Rowie Mariańskim są rurkowce...
Szczotkowski: Super!
Korwin-Mikke: One żyją sobie bezpiecznie od milionów lat, i żyją sobie.

http://genius.com/Janusz-korwin-mikke-masakracja-modego-lewaka-annotated/

Otóż godne odnotowania jest, że JKM nie tyle przypisał Lemowi swoją myśl (jak czasem mylnie pisano) ile słowa Mistrza przekręcił, zacytujmy:

'— Bajki ci nie opowiem, opowiem za to o bajkach. Czy słyszałeś kiedy o wrakach siarkowych?
— Nie przypominam sobie.
— Musiałeś słyszeć. Jakieś dwieście lat temu budowano pierwsze rakietory, od razu bardzo wielkie, do czterdziestu tysięcy ton masy spoczynkowej. Był tam jakiś błąd w obliczeniach, bo się te pudła fatalnie grzały — do kilkuset stopni. Wstrzymano więc produkcję, a te kilkadziesiąt pocisków, które już były, skierowano na linię Tytan — Ziemia. Miały przewozić siarkę. Już w pierwszym rejsie parę sztuk eksplodowało. Sprasowana siarka gazowała i rozrywała rakietę jak balon. Był kłopot, co z tym robić — na Ziemię nie chcieli naturalnie ściągać, ryzyko, ludzi posyłać nie można, automatów też szkoda — takie świństwo może się w każdej chwili rozerwać. Ostatecznie całą eskadrę zawrócili przez radio i pchnęli w przeciwną stronę, niech leci w świat, poza granice układu; całego kosmosu siarką przecież nie zaśmieci. Po roku przestały odpowiadać na sygnały radiowe, kosmodromiści odetchnęli — spokój. Dopiero w trzydzieści lat później, bach — pierwsza katastrofa siarkowa. Za nią druga. Pokazało się, że te przeklęte rakietory wcale nie odleciały na zawsze. Dostały się w grawitacyjną strefę Jowisza, który wykręcił je naturalnie po swojemu, poprzestawiał na jakieś ślepe orbity kometowe i puścił w drogę. No i od tego czasu kręcą się tak: na kilkanaście lat uciekają od Słońca, siedzą w afeliach i znowu wracają. Jak długo lecą daleko od Słońca, są dostatecznie chłodzone i siarka nie gazuje. Kiedy wracają, już koło orbity Marsa zaczynają się grzać, a na wysokości Ziemi pękają jak bańki mydlane. Wyobrażasz to sobie? Dwadzieścia tysięcy ton siarki przemienia się w skomprymowany gaz. Rakieta pęka, tworzy się chmura gazowa o średnicy stu tysięcy kilometrów i rozpływa się po paru tygodniach. Ale jeżeli niedaleko przejdzie jakaś asteroida, zabiera ze sobą taką chmurę i wtedy bieda ciągnie się całymi miesiącami. Powstaje kulista strefa siarkowej mgły, a raczej prochu, bo gaz krystalizuje w próżni — jak gdyby taka puszysta otoczka, a w środku diabelnie twarde, krzemienne jądro. Mgła przechodzi w próżnię tak niepostrzeżenie, że lecąc, zanim zauważysz, co się święci, już siedzisz w samym środku jak w garnku. Światło nie przechodzi, radar grzęźnie jak w cieście, nic nie widać, ani gwiazd, ani sygnałów, żadnej orientacji, prędzej czy później gotowyś władować się w jądro. Trzeba silniki od razu wyłączyć, według grawimetrów odszukać samą asteroidę, ustawić się odśrodkowo, puścić się od razu wielkim przyśpieszeniem i uciec. Naturalnie łatwo się to mówi, ale kiedy się wpadnie w taką zupę, to człowiek mimo woli traci głowę. A już najgorzej z automatami, no bo sam pomyśl, nie ma przecież na planetach „naturalnych siarkowych atmosfer” i nie może być, więc żaden pilot–robot nie jest do takich cudów przystosowany.
Krótko mówiąc, z Marsa na Ziemię wracała wycieczka, około trzydziestu dzieci, i rakieta ich wpadła właśnie w taką siarkową mgłę, otaczającą asteroid, bardzo mały zresztą, o średnicy kilkunastu kilometrów — to jest ważne. Pilot–automat najpierw próbował manewrować, w końcu zrobił jedyną rzecz możliwą: wyłączył silniki. W ten sposób nie ryzykował katastrofy; rakieta przyciągana przez asteroid zaczęła na niego opadać, ale naturalnie niesłychanie powoli — taki „upadek” może trwać całe tygodnie. Dzieci wyleciały z Marsa same, nauczycielka miała wsiąść na pierwszej stacji kosmodromicznej.
— Jak to, a ostrzeżenia? — spytałem.
— Nie wiem, jak się to stało. Ostrzeżenia na pewno były. Może niedokładne. Nie wiem. Zdarzają się wypadki. Rzadziej niż dawniej, ale zdarzają się. To był właśnie taki „raz na sto tysięcy”. Więc gdy łączność radarowa zaczęła szwankować, pilot–robot wyłączył silniki. Trudno opisać, co się tymczasem działo. Alarm podniósł na nogi całą północną półkulę; pogotowie szło falami, z Księżyca, z Marsa, z Ziemi, około sześciuset statków. Powiem ci, że po raz pierwszy od trzydziestu lat wstrzymano na parę godzin cały ruch towarowy w drugiej strefie Marsa. Ale zanim statki ratownicze doleciały na miejsce, znalazł się tam już jeden człowiek. Był to pilot Ośrodka Świetlnego, który przeprowadzał właśnie eksperymentalny lot rakietą przystosowaną do bardzo wielkich szybkości. Paliwo już mu się kończyło i wracał do bazy, kiedy usłyszał wezwanie radiowe, więc zboczył z kursu, a że mógł rozwinąć ogromną szybkość, już po kwadransie dał nurka w mgłę. Jakiś czas krążył, aż usłyszał płacz dzieci. Naturalnie przez radio rakiety. Pracowało na najdłuższej fali, nie mógł dokładnie wyznaczyć kierunku, mógł za to rozmawiać z dziećmi. Wyłączył zaraz silniki i zaczął opadać ku asteroidzie.
— Dlaczego nie szukał tamtej rakiety?
— Hm, a igły utopionej w oceanie próbowałbyś szukać? Mgła ogarniała dwieście miliardów kilometrów sześciennych przestrzeni, mógłby szukać przez całe życie i nie znaleźć jej. Natomiast opadając, musiał w końcu zbliżyć się do niej na kilkanaście kilometrów, bo, jak ci mówiłem, asteroid był bardzo mały. Tak więc opadał z zamkniętymi silnikami i rozmawiał z dziećmi. Miały wszystkiego pod dostatkiem — żywności, powietrza, wody — ale bały się, więc aż do nocy opowiadał im bajki. Gdy posnęły, czuwał, a rano znowu zaczął opowiadać. Lot doświadczalny trwa zazwyczaj dwie godziny, miał tylko kilka tabletek wzmacniających i parę łyków kawy, którą zwilżał od czasu do czasu gardło, żeby nie zaniemówić. Czy wyobrażasz to sobie? To nie była zwykła rakieta, lecz pocisk OSS, pilot leżał w pneumatycznej osłonie, cały obandażowany od głowy do stóp, w ciemności, z mikrofonem przyciśniętym do gardła — i opowiadał bajki. Pierwsze statki ratownicze przyleciały dopiero na drugi dzień, ale zanim odnalazły jego i dzieci, upłynęło jeszcze kilka godzin.
— To ty byłeś tym pilotem?
— Skądże, Ameta.
— Ameta?
— Tak.
— I on ci to opowiedział? — rzekłem z niedowierzaniem; to mi nie wyglądało na Ametę.
— Nie.
— Więc skąd znasz szczegóły?
— Musimy już iść, słońce zachodzi. Trzeba jeszcze przejść się po szóstej sekcji. Skąd znam tę historię? Ja właśnie byłem jednym z tych dzieci…
Gdyśmy skontrolowali postępy robót i wracali do naszego pancernego „domu”, zza horyzontu wznosił się tylko rąbek tarczy słonecznej jako grzebień pełzających płomieni. Całą przestrzeń pokryła nieprzenikliwa czerń, w której wędrowaliśmy zanurzeni po kolana, po pas, wreszcie po szyję… już tylko najwyższe odłamy skalne jaśniały nad morzem ciemności, kolejno wygaszane nocą. Zorin, milczący przez całą drogę, u wejścia przystanął i odezwał się niespodzianie:
— Znaleźli się tacy, co mówili, że postąpił nierozsądnie, nieostrożnie. Odpowiedział tak: „W oceanie, w wapiennych skorupkach, żyją sobie malutkie stworzonka — promienice — po dziś dzień nie zmieniły się od siedmiuset milionów lat. To są najostrożniejsze stworzenia na świecie.”'


"Obłok..."

ps. Z w/w fałszywych cytatów zestawiono taki:

"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na dnie oceanu, w Rowie Mariańskim są rurkowce" - Stanisław Lem
http://www.wykop.pl/link/1970926/przeglad-lgarstw-internetowych/#comment-21134786
« Ostatnia zmiana: Maj 09, 2015, 01:47:52 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki