Autor Wątek: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia  (Przeczytany 1046520 razy)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13800
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2910 dnia: Październik 30, 2021, 03:44:54 pm »
Netflix zrobił aktorską wersję ciepło wspominanego na Forum "Kowboja Bipopa" ;). Zwiastunik:
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 1711
    • Zobacz profil
Świszczoły
« Odpowiedź #2911 dnia: Listopad 08, 2021, 01:09:23 am »
Moje zmierzenie się z Diuną:
https://www.salon24.pl/u/smocze-opary/1179216,swiszczoly


Z Hansem Zimmerem problem jest następujący: jedynie jeden film z jego muzyka jest oglądalny a następne już są problematyczne. Ja widziałem najpierw Blade Runnera 2049  a potem Dunkierkę dlatego muzykę BR2049 oceniłem wysoko a z Dunkierką miałem problemy. Z kolei ci co najpierw obejrzeli Dunkierkę a potem BR sarkali często na soundtracka bladerunnerowego. Teraz mamy zaś Diunę w reżyserii Denisa Villeneuve z muzyka wspomnianego Zimmera: co chwilę świszczoły jakieś, dudnienia. Ryczą tam a jak ma  być podniośle to wyją. Aaaaaaaaauuuuuuu! Muzyka to jakąś melodię powinna mieć, jakiś rytm, jakieś cokolwiek. Zwróćcie uwagę na pierwszy dźwięk filmu: takie beczenie z wiadra. Tu macie linka do fajnego soundtracka a potem będą już tzw spoilery:
https://youtu.be/Wa6j9QqkaQE
SPOILER ALERT
Apentuła
Niewdziosek
Te
Będy
Gruwaśne
I jedziem:

Diuny Herberta nie da się zekranizować tak, żeby Atrydzi nie wyszli trochę na głupków bo to Herbert spaścił jednak podejście ich przez Harkonnenów. Problemy filmu można pogrupować w sposób następujący:

1. Problemy wynikające z bycia wierną adaptacją, czyli przeniesienie baboli książkowych.

2. Hermetyczność, czyli bycie ekranizacją. Widz, który poszedł z ulicy na ten film nie zakuma czemu nie ma komputerów? Że był Terminator wcześniej i wojna z maszynami i zakazali komputerów. Co to mentat? Feudalizm może pojąć.

3. Styl reżysera: dłużyzny, itp.

W każdym razie: mamy świat dalekiej przyszłości, gdzie ludzie zaludnili całą Galaktykę naszą. Mają tam chyba jakiś rodzaj nadprzestrzeni, czyli hyperspejsa. Albo WARPa. Film tego nie objaśnia. W każdym razie teraz jest to haj-speed bo na haju podróżują naćpani przyprawą z planety Arrakis, zwanej Diuną. Ponieważ "Diuna" pada w filmie raz widz może to przeoczyć i nie wie co to jest ta Diuna czyli o czym jest film. Podobnie Blade Runner 2049 tegoż samego twórcy popadł w hermetyczność i nie tłumaczył się jako oddzielne dzieło widzom. Nie dowie się widz, dlaczego baron Harkonnen lata: jest tak zapasiony że samodzielnie nie utrzymuje się na nogach w kupie i ma antygrawitacyjne napędu zainstalowane spaślak.  Diuna jest zamieszkiwana od wieków przez kolonistów nazywanych Freemenami czyli Wolanami, bo mieszkają na Woli. Egzegeza idzie tu po linii: na Woli (Justowskiej) jest ZOO a w ZOO są osły. I tu mamy klamrę spinającą osly z Fremenami.

Książka była wyraźnie inspirowana islamem: mamy terminy takie jak dżihad, mahdi etc. Wspomniani Fremeni to tacy beduini mieszkający na pustyni. Film boi się zaś używać terminu dżihad i nie ma zakończenia, bo to jest 1 część i będzie druga. W każdym razie władcą jest tzw padyszach, który nadaje różne planety w lenno rodom.Arystokratom. U nas takiego czegoś nie było ale jest jakieś przeniesienie stosunków własności z Europy Zachodniej. Nie ma natomiast kolejnej warstwy lenników, czyli rycerzy/szlachty. Poczytajcie sobie Potop i popatrzcie na Radziwiłła, czemu był wielkim panem? Brak szlachty powoduje pewne wrażenie pustki społecznej i pustki na ekranie. Ale niech mają. W każdym razie mamy padyszacha, arystokratów, planety. I aby to wszystko grało musi być Gildia Kosmiczna, której Nawigatorzy są w stanie prowadzić wielkie statki kosmiczne. Teoretycznie neutralni, w praktyce sprzeniewierzyli się swoim zasadom wspierając Harkonnenów.

Harkonnenowie są jednym z rodów arystokratycznych i są niedobrzy, dlatego wyglądają paskudnie. Atrydzi są zaś dobrzy dlatego wyglądają wspaniale, harmonijnie i prezentują się okazale. Padyszach obawia się rosnących wpływów Atrydów i dlatego knuje intrygę mającą ich wykończyć. Atrydów jest dwóch w owym okresie dlatego intryga imperialistów może się udać. Gdyby byli jacyś przedstawiciele innych rodów na planecie sprawa byłaby nie do ukrycia.

Mamy też wstrętne babsztyle czyli zakon Bene Gesserit, który knuje po swojemu i zamierza stworzyć Kwizath Haderacha, czyli nadczłowieka o niezwykłych walorach mózgowych. Widoki na takiego Haderacha ma teoretycznie główny bohater czyli Paul Atryda. Jak to u kobiet wszystko się im pierniczy i miesza, co powoduje różne perturbacje.
 II
Rozprawiłem się nieco z założeniami świata przedstawionego pora więc na kilka zdań o obsadzie: Android z Blade Runnera przekwalifikował się na Harkonnena, zastępcę barona i jego kuzyna (?!?). Poe Dameron porzucił Rebelię i został szefem rodu Atrydów i ojcem Paula. Wypada w tej roli dobrze i fajnie. Wydobył się z bagienka sekłeli i zaistniał. Niestety zginął i nie zobaczymy go już w kontynuacji Star Warsów. Lady Jessika: nie i  nie. Czemu ona tak kwili? W drugiej części filmu już lepiej. Młody - wbrew opinią co niektórych recenzentów - na plus.

Mnie się podoba takie tempo prowadzenia narracji. Podoba mi się i już. Tak se siądę i paczę. Nawet na nudną pustynię. Obiektywnie to kadry słabe, puste. Ale podoba mi się. Ponieważ coś tam kumam z książki więc mentat dla mnie jasnym jest. Bene Gesserit i założenia prezentowanej cywilizacji. Wyszedł natomiast odcinek Star Treka: Prodigy i to mi się nie podoba. Kicają i uciekają i uciekają i biegną. To mnie nuży i nudzi. Krupci się natomiast Diuna nie podobała. Walka rodów - nic nowego mówi. Długie. Tak się filmów nie robi teraz bo za dużo gadają. Nudne. Na "Moje wspaniałe życie" se pójdzie.

III
Aby mogli uskuteczniać walkę wręcz Herbert wprowadził tzw tarcze, które są przebijalne tylko dla wolnych przedmiotów, co broń palną czyni nieskuteczną. Ale na promień lasera reagują eksplozją. Czyli trzeba ostrzeliwać wrogów laserem z dystansu i eksplodują. Tyle jest tu sensu i logiki. Nie wyjaśniają też czemu nie ostrzeliwują czerwi rakietami i artylerią lufową? Zdaje się bez czerwi nie ma przyprawy, ale z filmu się tego nie dowiemy. Chyba. Czerwie się plączą po pustyni i atakują kogo popadnie i tyle.

Czy Diuna jest filmem z RiGCziKiem? Wg mnie tak. W roboczym rankingu przewyższa Sekłele Gwiezdnych Wojen i Marvela. Poza Thorem Ragnarokiem który jest lepszy. Porównanie z Zackiem Snyderem i jego cutem? Ligi Sprawiedliwości? Ciekawe zagadnienie.
Film subiektywnie oceniam na plus i czekam na 2 część. Ale dalszych książek nie ekranizujcie bo tam Herbert odleciał. Porównanie z Diuną z 1984 roku postaram się zrobić, bo tam występuje Sting. A na koniec super muzyka filmowa, czyli nie z Diuny:
https://youtu.be/q6DDYy1UXaQ

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13800
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2912 dnia: Listopad 09, 2021, 10:52:49 am »
W roli appendixu:
https://www.youtube.com/watch?v=DKPtDrIRX9s

Edit:
Obejrzałem nową "Diunę" i ja. Jest to b. poprawna ekranizacja (ekranizacja - bo jej pewne niuanse - jak zauważył już S.E. - zrozumiałe będą tylko dla znających oryginał), urodą ujęć, spójnością scenariusza i niejakimi artystycznymi ciągotami transcendująca poziom współczesnych blockbusterów (choć zarazem boleśnie blockbusterowa w zakresie pretekstowego portretowania psychologicznego bohaterów*); miejscami b. silnie zadłużona u Lyncha**, rzadziej ostentacyjnie zrywająca z jego wizją (choćby słynne już upozowanie barona Harkonnena na coppolowego Kurtza). Przy czym za największy sukces D.L. uznać należy chyba sam fakt, że po jego "Diunie" nie wypadało robić rimejku w stylu zbliżonym do nowych "SW" i "ST". Największe rozczarowanie? Jessica - wypadła jakoś bez wyrazu, biernie, bojaźliwie. Największe zaskoczenie pozytywne? Momoa jako Duncan - może i nie przekonuje jako ostateczny Kwisatz Haderach in spe, ale wypada znacznie lepiej niż się spodziewałem, przejawiając nawet pewną charyzmę awanturnika (lynchowy Idaho był znacznie mniej wyrazisty). Najfajniejszy smaczek? - taneczny sposób chodzenia Fremenów (w wersji z '84 człowiek męczył się patrząc na arytmiczny pustynny trucht, tu wyszło to znacznie płynniej, z gracją). Z tym, że poza docenieniem elementarnej - a rzadkiej dziś w wypadku widowisk podobnego typu - realizacyjnej sprawności, niewiele da się w sumie powiedzieć. Zwł. że to dopiero część pierwsza.

* Prawdą jest np. że Isaacs wypada w swojej roli dobrze i fajnie (a przy tym dość prochnowowato), ale niewiele ma do zagrania przed ekranową śmiercią.

** Jak widać:


ps. Przypomnijmy sobie przy okazji, w roli ciekawostki - Lynchem inspirowane - cinematiki z gry "Dune 2000":

(Nawiasem: obecnofilmowe - wcale udane - ornitoptery wyglądają na jeszcze udoskonaloną wersję tych z w/w gry.)
« Ostatnia zmiana: Listopad 13, 2021, 03:37:06 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13800
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2913 dnia: Grudzień 05, 2021, 05:39:07 pm »
Zrobiłem sobie rewatch filmu "Logan", i sam nie umiem powiedzieć, czy w efekcie zmieniłem zdanie na jego temat, czy też nie.
Zacznę jednak od wspomnienia o dwoistościach w jakich lubuje się Mangold - Charles uśmierca swoje marzenie zabijając w ataku demencji (prawie wszystkich) X-Men, ale zarazem pozwala mu trwać, zarażając Laurę, X-33, swoimi ideałami i empatią*, komiksy zostają zdemaskowane jako bzdura (nawet in universe), jednak ekranową obecnością zostaje im równocześnie złożony hołd, okazują się też mitem, który dał wyklonowanym dzieciakom siłę by ocaleć, Eden okazuje się zmyślony, ale górska chatka staje się dla bohaterów ich Edenem, wreszcie - Logan nie zarabia obiecanych pieniędzy (bo ich nie było), nie ratuje Xaviera i traci życie, ale zyskuje przed zgonem córkę i poczucie sensu, sensu dla którego warto zginąć, zaś kula którą planował przeznaczyć dla siebie** zabija jego wroga-klona.
Są tam i niedoróbki, łatwe do uniknięcia - Wolvie raz przedstawiony jest jako niedołężny dziadek, kiedy indziej jak dawna maszyna do zabijania (da się to jakoś wytłumaczyć, że adrenalina, że moce mutantów to - jak w "Heroes" - forma telekinezy, która jak się boh. tytułowemu włącza to go uskrzydla, ale prościej było to lepiej wypośrodkować), Pierce niepotrzebnie pozbawiony został garnituru i dalej posuniętych cyborgizacji - podobniejszy do oryginału, a z tymi samymi manierami, byłby bardziej groźny i bardziej - co przecież stanowi dominujący rys jego osobowości - d*pkowaty (poza tym jego dehumanizacja byłaby bardziej czytelna i ironiczna w świetle tego, że mienił się przedstawicielem ludzkości; nadto...czy trzeba było tego nieznośnego elitystę o ludobójczych zapędach redukować do roli chłopca na posyłki szalonego naukowca?), w finalnej walce dzieciaki za późno korzystają z mocy przez co mamy b. nierealistyczną scenę z ledwo łażącym Wolverine'm i sporą armią antagonistów, którzy nagle zapominają, że mają broń i potrafią strzelać, bo najwyraźniej postanowili dać mu szansę; no i to, co w przypisach. Można też było dorzucić jakiś dialog przypisujący - jak sugerował kiedyś MarcinK na forum startrekowym - owocujący wiadomą tragedią stan umysłu Chucka machinacjom tych złych, no i Jackman mógł mieć mniej kiczowatą minę, gdy sam przez siebie ;) po ziemi był - na szponach - wleczony. Foliarski przekaz anty-GMO też chyba nie był  konieczny.
Ogólnie jednak ogląda się dość przyjemnie, zwłaszcza jeśli traktować rzecz jako Elseworld... What if? opowiadajcy o panu, którego ma w tytule, nie - jego byłym mentorze (który w takim wypadku ma większe prawo być ukazany kontrowersyjnie). Ale arcydzieła jednak tam nie widzę, góra - sympatycznie nieblockbusterowy, kameralny film ze scenariuszowymi problemami blockbustera.

* Gorzej, bo bez śladowych elementów odkupiennych, wypada wątek sympatycznej rodzinki, która ginie, bo uparł się u niej zatrzymać. Owszem, Munsonowie i tak mieli przekichane u tego lokalnego (pół)panka ;), a Logan na chwilę uratował Willa (jak się zdaje), ale ostatecznie wszyscy zginęli przez profesorski upór.

** Czemu z miejsca zamierzał się dobić, zamiast szukać dla siebie leku? Bo tak. Widz ma sobie sam dośpiewać, a można to było prosto uzasadnić, rozpaczą po śmierci Jean, kolegów... (Choć nie da się zarazem zaprzeczyć, że mimo pewnych fabularnych mielizn psychologia postaci, w tym jego, jest zazwyczaj prawdopodobna. No, może poza Laurą, która zamyka się w sobie i otwiera gdy jest to twórcom potrzebne.)

ps. Ktoś inny całkiem niedawno też nazwał ten film przeraklamowanym:
https://www.agonybooth.com/toms-unpopular-opinion-logan-is-overrated-77661



Edit innobeczny:
Nowy zwiastun nowego "Matrixa":

[Sam nie wiem... Więcej CGI, więcej elementów znanych z pierwszego filmu, w zasadzie nic do czego można się przyczepić (choćby już z tej przyczyny, że o fabule nadal nic, a fantomatyka wszystko zniesie ;)). Nie jestem już tak na nie, ale przekonany nadal się nie czuję...]
« Ostatnia zmiana: Grudzień 09, 2021, 09:40:09 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

NEXUS6

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2788
  • MISTYK WYSTYGŁ, WYNIK: CYNIK
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2914 dnia: Grudzień 13, 2021, 05:26:39 am »
Obejrzal ktos tego Cowboya Bepopa, bo nie wiem czy sie zabierac, a podobno skasowali nastepne sezony? Jest sens obejrzec S01 jedynie?

Venom 2. Jakos jednym okiem obejrzalem i praktycznie nic nie pamietam. Chyba byl nedzny i nudny...

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13800
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2915 dnia: Grudzień 13, 2021, 10:52:57 am »
Obejrzal ktos tego Cowboya Bepopa, bo nie wiem czy sie zabierac

Opinie krążą niepozytywne:
https://www.engadget.com/cowboy-bebop-review-netflix-191548307.html
https://www.salon24.pl/u/ryuuk/1184981,cowboy-bebop-za-wysokie-progi-dla-netflixa
Choć znam (forumowo) minimum jednego widza, któremu się podobało ;).
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 1711
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2916 dnia: Grudzień 13, 2021, 05:59:57 pm »
Mi się podobał. Ale nie oglądałem kreskówki. Taki zapychacz. W porównaniu z występem tej Starbucks walczącej z Achajami niebo a ziemia.

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13800
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2917 dnia: Grudzień 14, 2021, 12:03:10 am »
Pozostając przy japońszczyźnie... Nowy mini-zwiastun "Shin Ultramana":

Mam wrażenie, że Anno chce naśladować sztuczki z oryginalnego "Gojiry"... ::)
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

NEXUS6

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2788
  • MISTYK WYSTYGŁ, WYNIK: CYNIK
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2918 dnia: Grudzień 18, 2021, 06:36:41 am »
Scena faktycznie jak z Godzilli.
Zaczalem serial "In to the Night". 2 odcinki obejrzane i nawet mnie wciagnal, zobaczymy co dalej. Na podstawie ksiazki Dukaja, zrobiony dla Netflix Belgia, przy duzym (?) udziale Tomasza Baginskiego.:
https://www.youtube.com/watch?v=ZGosoC7q_po

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 1711
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2919 dnia: Grudzień 18, 2021, 06:40:02 am »
Mnie się podoba Bebop. Możliwie się oglada

NEXUS6

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2788
  • MISTYK WYSTYGŁ, WYNIK: CYNIK
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2920 dnia: Grudzień 18, 2021, 07:15:52 am »
A dokonczyles juz? Bo skoro konczy sie na 1 sezonie, czy nie urywa sie niejako w polowie?

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 1711
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2921 dnia: Grudzień 18, 2021, 06:42:52 pm »
1 sezon jest w miarę domknięty. Da się to oglądać zatem. Ciachu ciachu kataną

NEXUS6

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2788
  • MISTYK WYSTYGŁ, WYNIK: CYNIK
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2922 dnia: Grudzień 20, 2021, 05:57:51 am »
No to obejrze, ale na razie poczeka bo ogladam Wiedzmina 2. Calkiem niezly. Ksiazek, ani gier nie zaliczylem, wiec nie mam punktu odniesienia, ale jako cos osobnego, moze byc, przynajmniej 2 pierwsze odcinki.

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 1711
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2923 dnia: Grudzień 23, 2021, 10:45:03 pm »
Wiedźmin powiadasz?
https://www.salon24.pl/u/smocze-opary/1190754,chcemy-ekranizacji
Historia lubi się powtarzać. Jak wrócicie do czasów naszej ekranizacji Wiedźmina to problemy były takie same: nieznajomość tekstu źródłowego. Tak nie przeczytali wtedy opowiadań tylko oparli się o komiksie. Totalne nieogarnięcie ekipy w temacie. W końcu rozbuchane ego które powodowało usunięcie oryginalnych dialogów itp a wstawienie swojej grafomanii. Jakby ktoś z obecnej ekipy się zainteresował to by wiedział czego ma unikać. Andrzej Sapkowski nie ma szczęścia do ekranizacji i ta druga, netflixowa też jest słaba. Powiem więcej: jest gorsza niż nasza. Wypada przeprosić Michała Szczerbica za hejt na niego wylany.

Dlaczego chcemy ekranizacji?

Ekranizacja to w miarę wierne przeniesienie na ekran z niezbędnymi zmianami. Władca Pierścieni tu pasuje doskonale. Ale Hobbit nie. Dlatego chcemy ekranizacji bo materiał źródłowy jest bardzo dobry i chcemy sobie obejrzeć go na ekranie. Dialogi, postacie, fabuła itp. wszystko jest fajoskie. Tymczasem mamy do czynienia z mową o adaptacji, czyli ze zmianami. Po raz drugi mamy rozpasane ego twórców serialu epatujących swą grafomanią dodatkowo z założeniami  ideowymi omówionym przez Drinkującego Krytyka czy też Krytykującego Drinkera (ang Critical Drinker):

    1. Wybierz starą franczyzę z lojalną rzeszą fanów.
    Przerób to, ale usuń wszystko, co kiedyś czyniło ją popularną.
    Powiedz, że robisz to dla fanów
    Obrażaj fanów, gdy protestują przeciwko twoim twórczym decyzjom.
    Obwiniaj o negatywne recenzje toksyczne trolle.
    Przejdź do następnej franczyzy

Przykłady stosowania tego schematu ostatnio są rozliczne. Mamy Gwiezdne Wojny, Star Treka, Terminatora, Wiedźmina itp.

W naszym przypadku adaptacja oznacza:

    fabuła sensowna zostaje zmieniona na bezsensowną,
    dobrze skonstruowani bohaterowie zostają zmienieni w źle napisanych,
    fajne dialogi zostają zmienione w kiepskie dialogi,

Pojawia się tu pytanie: dlaczego? Dlaczego nie można zrobić serialu wiernego książce dzięki czemu podobał by się ludziom i miał oceny 9/10? Nikt tu nie daje odpowiedzi konkretnej a szczególnie zwolennicy adaptacji którzy uważają, że skoro mamy adaptację to można skiepścić? Przecież miało być jeszcze gorzej tylko akurat grający Geralta Henry Cavill jest w temacie i walczył o utrzymanie charakteru postaci. Rozumiecie: musiał walczyć na planie z matołami bo zamienić chcieli Geralta w matoła rąbiącego tylko mieczem i drącego ryja. Tymczasem  siłą Geralta była filozofia i różne powiedzonka i skrofuły. Yennefer zaś - błędna decyzja obsadowa wywołana kwestiami ewidentnie pozamerytorycznymi.

Nasz Żebrowski był niestety nie w temacie natomiast przejdźmy teraz do chaosu panującego w Netflixie. Kto oglądał serial Another Life który dostał drugi sezon a był fabularnie idiotyczny? Wcześniej był podobny serial skasowany. Ja tego nie rozumiem ale z jakiś przyczyn i okoliczności oni tam preferują takie dziadostwo. Wynika takie nastawienie ewidentnie z chorego ideolo. Niechby pani szołranerka Lauren Schmidt Hissrich nas oświeciła. Druga Kathleen Kennedy kufnia. Skąd się to bierze?

Ciri stara. Balansu bohaterów ni ma. Cahir pokonuje Vilgefortza, wszystko popierniczone. Czy zamienianie kobiet we węgorze jeszcze obowiązuje czy zapomnieli o tym? W 1 sezonie była chociaż prawda o toksycznej kobiecości czyli wspomniane węgorze. Oraz orgia czyli zmuszenie kobiet do seksu przez Yennefer. Kobieta kobiecie kobietą. Teraz będzie przegląd recenzji: Tomasz Raczek nie pojął co tu jest grane oczywiście no bo Netflix a jakże. Tak jednostajnie nawija, tak marudnie że przykimałem i nie wiem do końca co tam jest nakłapane. Ponarzekajmy o Filmach 4/10 ocena merytoryczna jak najbardziej. Drwal mówi o walce Geralta z szółranerstwem.Brody z Kosmosu pokrzykują coś tam.

https://youtu.be/FIO0FXTQakE

https://youtu.be/81o_QnM9z-M

https://youtu.be/x4YS7KjiP-8

https://youtu.be/nVjYChwenfg



Na koniec:

Które zmiany oceniacie na plus?

Podobnie jak przy Ostatnim Jedi mamy obronę tego dzieła przez redukcję oczekiwań. A ja się dobrze bawiłem! Dobrze się bawić można i na Stachu Jonesie, który przewyższa Wiedźmina:


Ergo Magnaci i Czarodzieje rządzą. To se obejrzyj:



Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13800
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2924 dnia: Grudzień 24, 2021, 09:35:38 am »
W końcu rozbuchane ego które powodowało usunięcie oryginalnych dialogów itp a wstawienie swojej grafomanii.

Wiesz co? Wydaje mi się, że to (i zresztą wszystko o czym piszesz) jest tylko częścią problemu, przy czym z dialogami jesteś najbliżej sedna. A.S. jest mistrzem słowa (porównywano go do Sienkiewicza, Mickiewicza), i przejawia się to wielopłaszczyznowo - w wypowiedziach postaci właśnie, ale też w opisach, narracji, fikcyjnych cytatach. I nawet gdyby ekranizacje były lepsze, wierniejsze, to - choć więcej ocalałoby z dialogów, a fabuły były spójniejsze - nie dostalibyśmy nic ponad dość standardową fantasy z umrocznieniami w stylu późniejszej "GoT" i wyrazistymi bohaterami, bo większość sapkowszczyzny ulotniłaby się w procesie ekranizacji*.
(Z "Maladie" może dałoby się kombinować idąc w oniryzm, ze "Złotym popołudniem" - w psychodelię, by artyzm nie wyparował. "Tandaradei!" i "Zdarzenie w Mischief Creek" gładko możnaby przerobić na duszne horrory typu "Midsommar" czy "Osady". A z przygodami Geralta byłby kłopot**.)

* Aczkolwiek... tego, co by w takim wypadku zostało, powinno wystarczyć, by wciąż wyróżniała się ona w swojej klasie.

** Choć z "W leju po bombie" jeszcze większy....

Inna rzecz, że ja tu sobie mogę teoretyzować*, a twórcom gier jednak udało się dokonać niemożliwego...

* W sposób, z którego Sapkauskas ;) pewnie pierwszy by się uśmiał, bo widać, że nigdy pustego mędrkowania nie lubił, i wie, że nie wszystko (od zwykłej gruszki począwszy) da się ubrać w teoretyczne, słowne, konstrukcje.

Ciri stara

Stara jak stara... Na moim, ale i Twoim, tle - dzieciak. A czemu starsza od swojej bohaterki? Amerykanie tak mają - kłania się "Beverly Hills 90 210" (gdzie aktorzy mieli po 20 a grali wczesnych licealistów).

mamy obronę tego dzieła przez redukcję oczekiwań. A ja się dobrze bawiłem!

Z drugiej strony... Czy podobnie nie broniliśmy "ORV" i "Mandalorianina", zanim się te seriale rozkręciły? ;)

Dobrze się bawić można i na Stachu Jonesie

Przyznać trzeba, że zmiana lektora b. pomogła.

ps. Z innej beczki... Wybrane odcinki - ledwo co wspomnianego - "Było sobie życie" ("Il était une fois... la vie"):
https://www.youtube.com/playlist?list=PLm6ZfYU5EoL-lNJG1Rq4ZevaRRyujk7Z4
I paru pokrewnych serii:
https://www.youtube.com/user/bylosobiechannel/playlists
Trafiły legalnie na YT. Oczywiście, oglądanie proponuję zacząć od czegoś na czasie ;):
« Ostatnia zmiana: Grudzień 24, 2021, 10:24:53 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki