Autor Wątek: O architekturze...  (Przeczytany 11981 razy)

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10766
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
O architekturze...
« dnia: Listopad 16, 2009, 12:06:26 am »
Przenoszę tu wypociny o architekturze, żeby sie w niewłaściwych miejscach nie pętały.

Zacznijmy od tego, od czego zaczynali Grecy. Takimi czy innymi kanałami na ogół w basenie M. Śródziemnego wynalazki się rozchodziły więc na wstępie Grecy wiedzieli mniej więcej tyle co Egipcjanie. Egipcjanie już wówczas od circa 20 czy 30 wieków (mniejsza o mniejszość, ale cóż za otchłań czasu) budowali z kamienia. Umieli całą wielką salę oprzeć na kolumnach. Sek w tym, że budowle Egipcjan były trochę przyciężkawe. Może nieco naciągane porównanie, ale ilość pustki równała się ilości kamienia. Wyobraźcie sobie, że we wnętrzu chałupy macie tyle samo ścian, co powietrza. Tym niemniej warto zwrócić uwagę, że Egipcjanie w przeciwieństwie do np. Majów nie budowali organicznie - ich budowle były triumfem zimnej geometrii (dziś można powiedzieć, że euklidesowej) nad materią. Oczywiście (?) Egipcjanie nie mieli zielonego pojęcia o Majach - ale chodzi mi o fundamentalna różnicę w podejściu do świata - ignorować, czy polubić.

(Zdjęcie z netu, Egipt, Karnak)


Druga sprawa to słońce. Jest wiele momentów, w których architektura grecka jest słoneczna. To znaczy, że projektowana tak, żeby dobrze wyglądała w słońcu, żeby z nim współgrała. Słońce jest bezlitosne, gdyż skośnie, prawie stycznie padające promienie bezwzględnie ujawniają błędy w wykonaniu. A Grecy byli geometryczni jak jasny pieron. Weźcie taką kolumnę, obiekt obrotowy, kiedy pada na nią słońce ZAWSZE w pewnym miejscu stycznie do powierzchni. Druga sprawa związana ze słońcem to kontrasty. Są co najmniej trzy elementy: niebo, zwykle bardzo jasne, kamień który może oświetlony bezpośrednio być najjaśniejszy - bądź ocieniony - najciemniejszy z zestawu.

Podstawowe elementy.

Stylobat - czyli podest, trzy schodki, które wiodły na platformę, na której stała świątynia. Znaczenie funkcjonalne było takie, że podwyższało to budynek, pomagało poradzić sobie z niwelacją terenu. Optycznie chodziło o ekspozycję, a także odcięcie poziomymi liniami od ziemi. Te schodki zawsze tworzyły jakiś światłocień w efekcie więc świątynia stała na horyzontalnie pociągniętych, krystalicznych liniach w oderwaniu od bałaganu na ziemi. Znaczenie mistyczne tych schodków było takie, że były one dopasowane do wysokości podnoszenia nogi boga a nie człowieka. Mianowicie wewnątrz stał lub siedział posąg i stopnie miały taką wysokość, aby to bóstwo wygodnie weszło. Jak posąg był nadnaturalny (a często był) i miał powiedzmy 6 metrów wysokości (gdyby się wyprostował) to stopnie były trzy razy wyższe niż dla człowieka. Powodowało to, że osoba która dopiero zbliżała się do świątyni mogła ocenić wielkość posągu, czyli miała pojęcie o skali. Słowo skala wzięliśmy z łaciny, oznacza ono oczywiście... schody. Łacina, czyli Rzymianie wzięli to od Greków więc widzicie jak pewne rzeczy są nieśmiertelne i do dziś mówimy, że oceniamy proporcje rzeczy po schodach :-). Ogólnie cała świątynia była dopasowana do wielkości posągu tak, aby mógł sam wejść i wyjść nie schylając się. Dla pospólstwa na środku, naprzeciw wejścia dodawano stopnie, żeby sobie nóg nie połamało.

(Partenon, Ateny - widać stylobat i całą resztę – kolumny z kapitelami, architraw i fryz zwieńczony gzymsem. Powyżej resztki tympanonu z fragmentami figur.)


Kolumnada - trochę upraszczam, bo nie wszystkie świątynie miały kolumny dookoła, ale taki jest archetyp, więc żeby nie mieszać załóżmy, że mamy świątynie z kolumnadą, pojedynczą czy podwójną dookoła. Trzony kolumn wyrastały bezpośrednio z platformy stylobatu (doryk) lub stały na bazach (w stylach jońskim i korynckim). Kolumny były smuklejsze niż u Egipcjan i stały "rzadziej". Trzony kolumn zwężały się ku górze. Tu właśnie dochodzimy do enthasis (spotykana pisownia entasis) czyli entazy. Otóż zauważono, że jednostajnie zwężająca się ku górze kolumna będąca w cieniu na tle świecącego nieba staje się wklęsła. Aby temu zaradzić trzon kolumny nie zmienia średnicy do 1/3 wysokości, a dopiero następnie zwęża się ku głowicy. Przejście jest oczywiście miękką linią i zazwyczaj pisze się o "wybrzuszeniu" co jest o tyle nietrafne, że zawsze największą średnicę kolumna ma u bazy, tyle że zwężanie nie przebiega liniowo. "Brzuchate" kolumny to raczej domena renesansu (i polskich dworków).

(Na poprzednim zdjęciu enthasis widać dobrze pomiędzy dwiema skrajnymi kolumnami z lewej)

Trzon kolumny pokryty był pionowymi żłobieniami, zwanymi kanelami bądź kanelurami. Żłobienia te miały przekrój poprzeczny odcinka koła i w doryku stykały się brzegami, natomiast w jońskim i korynckim pozostawał między ich brzegami wąski pasek nienaruszonego trzonu kolumny. Kanele powodowały, że kolumna oświetlona z boku bezpośrednio słońcem nie miała problemu z ostrym odcięciem cienia. Walec (z przybliżeniem za walec można uznać trzon kolumny) niezależnie od kąta (wysokości) padania słońca zawsze dokładnie w połowie jest zacieniony, a w połowie oświetlony. Granica cienia przebiega tam, gdzie promienie są styczne do powierzchni walca. Ponieważ realne przedmioty nie są doskonałe to w tej strefie styczności słońce rzeźbi nieostrą, falistą linię półcienia będącą odbiciem dokładności wykonania powierzchni, która nawet dla mistrza kamieniarskiego nie jest nieskończona.
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10766
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: O architekturze...
« Odpowiedź #1 dnia: Listopad 16, 2009, 12:06:57 am »
Kanele zapobiegają temu, gdyż w okolicy granicy cienia słońce odcina kolejne pionowe pasma światła i cienia na prostych krawędziach rowków. Jedyne co musiał zrobić kamieniarz to prosto poprowadzić krawędź kaneli, nawet ich głębokość nie ma już takiego znaczenia. Nie wiem nic na ten temat (niestety) ale sądzę, że dlatego zrezygnowano z doryckich kaneli, które stykają się brzegami - wyprowadzenie dwóch żłobień tak aby spotkały się krawędziami i wytworzyły prostą grań jest znacznie trudniejsze niż wykonanie osobnych rowków.

(Kanele na doryckich kolumnach świątyni Apollina w Delfach – nad „dziurą” w niej siedziała Pytia)


W efekcie mamy więc żłobkowaną kolumnę, która oświetlona bezpośrednio słońcem wytwarza zamiast strefy półcienia rytm harmonicznych pionowych pasów światła i cienia. Ponieważ światło odbite i rozproszone powoduje, że światłocień powstaje na kanelowaniu również w części całkowicie zacienionej i całkowicie oświetlonej to mamy trzon kolumny pokryty pionowymi pasami. Pokrycie elementu pionowymi pasami wydłuża go optycznie, przydając smukłości.

(można to zobaczyć na powyższych i poniższych zdjęciach)

Kolumny zwieńczone są kapitelami, czyli głowicami. Poza tym, że jest to oczywiście bardzo dekoracyjne to niesie ze sobą prostą funkcję konstrukcyjną - powiększa powierzchnię, na której wspiera się belkowanie. W doryku głowica jest bardzo prosta - składa się z echinusa (gr. jeżowiec) po polsku zwanego poduszką i abakusa (kostki). Kapitel joński to dwie woluty (na dwóch przeciwległych bokach) wsparte na wolich oczkach. Kapitel koryncki ma więcej wolut (cztery narożne i cztery na bokach) i stanowi "kosz"  przyozdobiony liśćmi akantu. Ciekawa sprawa, że dorycki i koryncki kapitel z każdej strony wyglądają tak samo, ustawione więc w narożu jednakowo wyglądają z jednej i drugiej strony naroża. Joński kapitel zdecydowanie stoi płaszczyzną z wolutami do boku świątyni, na narożu robi się więc zgrzyt. Grecy genialnie z tego wybrnęli, tworząc narożny kapitel, mający na narożu jedną "zlaną" wolutę odbieraną od jednej i drugiej strony naroża identycznie.

(Ateny, Erechtejon. Widać narożną głowicę jońską, powyżej belkowanie z fasciae, fryz niestety niezachowany. Kanele rozdzielone.)


(Epidauros, kapitel koryncki)


Kolumny na krótszych bokach są zawsze w parzystej liczbie (czyli na osi, tzn. na środku jest przejście, prześwit między kolumnami a nie trzon kolumny), na bokach zazwyczaj liczba była nieparzysta. Kolumny w doryku rozstawione są o niewiele więcej, niż ich szerokość u bazy, w stylu jońskim i korynckim nieco rzadziej (choć bardziej prawidłowe jest stwierdzenie, że przy takim samym rozstawie kolumny stały się chudsze, więc prześwity między nimi szersze). Generalnie, jeśli idzie o doryk, im bardziej przysadziste kolumny, tym bardziej archaiczna budowla. W starszych świątyniach echinus i abakus wyglądają jak rozpłaszczone. W jońskim i korynckim tego nie widać (są nowszymi stylami i krócej trwały).

(Olimpia, pozostałości archaicznej świątyni doryckiej)
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10766
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: O architekturze...
« Odpowiedź #2 dnia: Listopad 16, 2009, 12:07:26 am »
Na kapitelach kolumn spoczywał architraw, czyli belkowanie. Kamień nie jest odporny na rozciąganie, stąd można nim przekrywać stosunkowo niewielkie rozpiętości (inaczej załamałby się). Belkowanie to odcinki prostokątnych ciosów o długości ściśle od osi do osi kolumny, łączące pomiędzy sobą kolumny. Belkowanie nigdy nie było bezpośrednio ozdabiane, nie znam oficjalnego wytłumaczenia tego faktu, ale osobiście sądzę, że chodziło o manifestację konstrukcji i "brute force". Poza tym gładka płaszczyzna dookoła wieńczyła kolumnadę i - podobnie jak stylobat - odcinała od siebie części budowli. W stylu jońskim i korynckim płaskie belkowanie było dodatkowo urozmaicone trzema fasetkami, to jest płaskimi schodkami, wysuwającymi się ku górze.

(Ateny, Partenon. Widać konstrukcję belkowania, spoczywającego na abakusach. Ponad belkowaniem fryz tryglifowo-metopowy, w narożu zachował się fragment gzymsu)



Nad belkowaniem znajdował się fryz, czyli pas dekoracji oddzielający architraw od gzymsu. W przypadku doryku był on ściśle określony - nad kolumnami, i w połowie rozpiętości między nimi znajdowały się tryglify - trzy pionowe występy oddalone od siebie na swoją szerokość poprzez wklęsły, ostry ryt. Pomiędzy nimi znajdowały się mniej więcej kwadratowe puste przestrzenie - metopy. W te miejsca, jeśli świątynia była bogata, wprawiane były płaskorzeźby o treści związanej z bóstwem. W stylach jońskim i korynckim nie było tryglifów a fryzy stanowiły nie mającą początku ani końca "taśmę" płaskorzeźb, obiegająca dookoła świątynię pod fryzem. W doryku płaskorzeźby były "oderwane od siebie" zaś tutaj był to ciąg postaci z których każda była w jakiejś interakcji z sąsiadami. Fryzy (i całe świątynie) wbrew długoletniemu przekonaniu (upadłemu dopiero w latach 80-tych XX w.) były malowane naturalistycznie jaskrawymi kolorami.

(Ateny, metopa z Partenonu)


(Delfy, rekonstrukcja malowania)


Fryz "kończył" świątynię i zaczynał się dach. Widomym znakiem obecności dachu był gzyms, ale trzeba wspomnieć o tympanonach. Tympanon to jest trójkąt wypełniający od frontu (i tyłu) przestrzeń pomiędzy połaciami dachu a fryzem. Tympanon był suto rzeźbiony (płaskorzeźba, ale taka prawie-że-rzeźba), przy czym stosowano taka zasadę, że wielkość (wzrost) figur był dostosowany do miejsca o największej wysokości, w związku z tym w pobliżu środka tympanonu postacie stały (lub były na koniach) a im bliżej boków, przyciskane opadającymi połaciami boków schylały się siadały, kucały, aż wreszcie leżały.

(Olimpia, tympanon)


No i tak doszliśmy do gzymsu, który generalnie jest kamienną płytą wystająca poziomo nad fryzem, ocieniając go i chroniąc przed deszczem. Na brzegu gzymsu znajdował się kapinos, czyli "listewka" na której woda odrywała się i skapywała na ziemię (by nie mogła popłynąć po poziomej płycie na fryz). Czasem płyta od spodu nie była pozioma lecz podcięta ku górze. Na gzymsie leżała kamienna rynna, z której woda odprowadzana była rzygaczami.

(Olimpia, fragment gzymsu złożony na ziemi. Pierwsze od spodu jest belkowanie, następnie fryz (po lewej widać fragment tryglifu) powyżej płyta gzymsu – widać, że jest podcięta, aby woda nie spływała na fryz)


(Muzeum Archeologiczne w Atenach. Rynna z rzygaczami)


Dach był (konstrukcja) drewniany. dwuspadowy, pokryty terakotową dachówką. Ozdobiony akroterionami.
Uff, tak w skrócie ;-).
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10766
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: O architekturze...
« Odpowiedź #3 dnia: Listopad 16, 2009, 12:09:45 am »
... i specjalnie dla liv uzupełnienie o tryglifie.

Skrajnej kolumny nie dało się postawić na osi tryglifu, bo by wystawała. Zresztą najpierw trzeba się było zastanowić czym na rogu ma się kończyć fryz tryglifowo metopowy. Możliwe rozwiązania: metopą, dwustronnym tryglifem "zagietym" na narożniku... (coś a'la jońska głowica narożna). Tryglif wziął swój początek z wystających na zewnątrz czół układanych na belkowaniu poprzecznych belek drewnianych stanowiących strop, to głupio było go dzielić lub "owijać" na narożniku. Gdyby na końcu była metopa musiałaby wisieć niczym nie podparta. Więc wyszło na to, że fryz na rogu kończy się pełnym tryglifem.

Ale gdyby na jego osi ustawić kolumne, to brzydko wyłaziłaby poza obrys belkowania. No to wsunięto ją lekko w związku z czym prześwit między narożną a sąsiednimi kolumnami jest nieco mniejszy. Dodatkowo niekiedy (np. w partenonie) skrajne kolumny są lekko nachylone do środka - aby spotęgować wrażenie strzelistości.

Co obrazują poniższe zdjęcia (partenon).



Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

trx

  • Juror
  • Full Member
  • *****
  • Wiadomości: 246
  • wytwór ponowoczesny
    • Zobacz profil
Re: O architekturze...
« Odpowiedź #4 dnia: Listopad 16, 2009, 12:23:14 am »


Trochę kojarzy mi się z tym: http://en.wikipedia.org/wiki/Flatiron_Building

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4509
    • Zobacz profil
Re: O architekturze...
« Odpowiedź #5 dnia: Listopad 16, 2009, 11:57:17 pm »
Dzięki Maziek. Am się wzruszył, żeś pamiętał. Jeszcze ci coś wynajdę, ale chwilowo zawieruszyła się moja kniga Michałowskiego "Jak Grecy tworzyli sztukę". Fajna , ale twoje ilustracje foto nie do przebicia. Nawet tuman jak ja zrozumie.
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

ANIEL-a

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 701
  • a może tak pomóc dzieciakom? kliknij ikonkę IE ;)
    • Zobacz profil
Re: O architekturze...
« Odpowiedź #6 dnia: Grudzień 28, 2009, 11:05:17 pm »
Z opóźnieniem, bo straszne mam zaległości w czytaniu (moja ulubiona lektura ostatnio to zarządzenia  wewnętrzne pewnej Dużej Instytucji Państwowej ;) ) - dzięki maźku za wspaniały wykład, zasłużyłeś na



Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9728
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: O architekturze...
« Odpowiedź #7 dnia: Kwiecień 03, 2012, 08:19:34 pm »
Kiedyś to, panie dzieju, piramidy powstawały, świątynie... a dziś tylko domy antyzombiczne...
http://technologie.gazeta.pl/internet/56,104530,10723732,Te_domy_przetrwaja_inwazje_zombie.html
::)
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki