Tu się nawet dwie dziedziny nakladają, bo i trurlowe podwórko (plastycznie w stosownej "Bajce.." opisane), i biznes, w którym skrupułów jeszcze mniej. Natomiast ejaizacja procesów tego typu... Maluczko, a wylądujemy (pod tym względem) w pozycji bohaterów dukajowej "Extensy":
"- Nauka? A jakąże naukę można uprawiać? Że niby co takiego mógłbym odkryć? Do jakich prawd jeszcze niepoznanych dojść? A jeśli nawet, czy w istocie byłoby to rozsądne? Nie sądzę, by zmienił się konsensus w owej kwestii.
Opowiedziałem mu o krzykaczach z Targu.
- Więc sam widzisz. Nie powinien zwieść cię języki i ntencja, z jaką pisane były książki, którymi, nie wątpię, się zaczytujesz. To prawda, zachowuję pewną cząstkę wiedzy i kultywuję zwyczaje zrodzone ze sposobów jej zdobywania - mniej więcej na takiej samej zasadzie, na jakiej kucharki zachowują pamięć tradycyjnych przepisów kulinarnych i kultywują kuchenne przesądy. Lecz nie posiadam nawet tej, im właściwej, iluzji użyteczności. Jest to pamięć pewnego stylu życia... pewnego modelu człowieczeństwa.
- Czyżby zatem nie było już żadnych pytań? Żadnych tajemnic absolutnych?
- Och, rzecz jasna, są, są. /.../ Ale też odpowiedzi na te zagadki leżą całkowicie poza naszymi możliwościami. Cóż więc ci mogę zaoferować? Jedynie noce gwiaździste i tradycję piękną, i owo poczucie dopełnienia, satysfakcję z wiedzy dla samej wiedzy."