Sprawa jest głębsza. Nie tylko to nie jest prawdziwy Feynman ani nie jest to nagrany wykład prawdziwego Feynmana, ale co istotniejsze prawdziwy Feynman nigdy wypowiedzianych tu prawd cząstkowych nie zebrał w wynikową półprawdę, żeby nie powiedzieć po góralsku gównoprawdę, jaka jest tezą, którą rzekomo udowadnia. Co ciekawe, przynajmniej w pierwszym i drugim ruchu AI Googla łyka to jak pelikan cegłę. Zaczyna się czuć jak król Murdas. Jeszcze póki co się zorientowałem zaraz na początku, że Feynman czegoś takiego, co do udowadnianej tezy, nie mógł powiedzieć, ale czy zorientuję się na następnym szczeblu wkręcania? Przeczytałem kilka jego książek i obejrzałem sporo wykładów - więc mogę mieć przekonanie, że czytałem, co faktycznie sam napisał bądź powiedział i przez to mogę ocenić, czy mógł powiedzieć coś, choć sam tego nie czytałem. Ale czy to się utrzyma skoro wszystko może być fejkiem?
Przypomina mi się stary kawał z Sherlokiem i Watsonem, który nabiera oto niespodziewanego znaczenia...
Sherlock podaje Watsonowi kawałek jakiegoś cukierka i pyta: czy to czekolada?
Watson z namysłem najpierw próbuje zgnieść palcami, potem wącha, delikatnie smakuje, w końcu żuje z widocznym wysiłkiem i w końcu wypluwa: nie, to nie czekolada.
Sherlock na to: no racja, w sumie skąd w d.pie miałaby się wziąć czekolada.
No więc dożyliśmy takich czasów, że czekolada z d. jest tak pięknie naperfumowana i doprawiona, że i węchem, i smakiem coraz trudniej ją wyczuć, nawet jeśli tę prawdziwą się często jadło.