Autor Wątek: Świat za 127 lat albo za 40  (Przeczytany 160962 razy)

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10842
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: Świat za 127 lat albo za 40
« Odpowiedź #300 dnia: Luty 02, 2011, 12:52:53 pm »
Opis jego pracy w komisji stanowi znaczną część autobiograficzno-wspomnieniowej książki "A co ciebie obchodzi, co myślą inni?".
Narobiłeś mi smaku :) .
Jest wolność, więc każdy ma prawo być idiotą!
© Krzysztof Grabowski, DEZERTER

Miesław

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 804
    • Zobacz profil
Re: Świat za 127 lat albo za 40
« Odpowiedź #301 dnia: Luty 04, 2011, 08:17:17 pm »
Opis jego pracy w komisji stanowi znaczną część autobiograficzno-wspomnieniowej książki "A co ciebie obchodzi, co myślą inni?".
Narobiłeś mi smaku :) .

Ha. To pozwól, że narobię trochę bardziej.

Feynman był, mówiąc dość ogólnie, ciekawym człowiekiem (swoją drogą, podtytuł "A co ciebie obchodzi..." brzmi "Dalsze przypadki ciekawego człowieka"; dalsze bo jest to kontynuacja "Pan raczy żartować, panie Feynman"). Był do tego urodzonym gawędziarzem, więc obie książki, spisane przez Ralpha Leightona, czyta się świetnie.  Pierwszą połowę "A co ciebie obchodzi, co myślą inni?" wypełnia osiem różnych historii plus kilka listów (w tym jeden z Warszawy, z 1963 roku), druga połowa to Pan Feynman jedzie do Waszyngtonu: dochodzenie w sprawie katastrofy promu kosmicznego Challenger.

Warto przeczytać  :)

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10842
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: Świat za 127 lat albo za 40
« Odpowiedź #302 dnia: Luty 10, 2011, 12:43:29 pm »
Chyba już nie wytrzymam i sobie kupię :) .

Wracając do adremu natrafiłem przypadkiem, szukając czegoś innego na ciekawą rzecz: paradoks Moraveca.

P.S. - i jeszcze głos z przeciwnej strony sali.
« Ostatnia zmiana: Luty 10, 2011, 02:16:16 pm wysłana przez maziek »
Jest wolność, więc każdy ma prawo być idiotą!
© Krzysztof Grabowski, DEZERTER

tzok

  • Juror
  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 405
    • Zobacz profil
Re: Świat za 127 lat albo za 40
« Odpowiedź #303 dnia: Luty 11, 2011, 02:01:23 am »
Odnośnie obu wspomnianych książek Feynmana, są GENIALNE! Sam jestem świeżo po lekturze obu. Wiem, że to nie temat "właśnie przeczytałem", ale tylko chciałem również bardzo polecić te książki i jakby co ostrzec, że nie są już wydawane i ciężko je dostać niestety :/. Jakby co mogę pożyczyć :)

inhet

  • YaBB Newbies
  • **
  • Wiadomości: 12
    • Zobacz profil
Re: Świat za 127 lat albo za 40
« Odpowiedź #304 dnia: Kwiecień 10, 2011, 12:48:50 pm »

Wracając do adremu natrafiłem przypadkiem, szukając czegoś innego na ciekawą rzecz: paradoks Moraveca.


Ha, więc to wreszcie zauważono i nawet ma już nazwę paradoksu Moraveca. A już myślałem, ze mi odbiło...

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 636
    • Zobacz profil
Re: Świat za 127 lat albo za 40
« Odpowiedź #305 dnia: Maj 14, 2011, 04:53:55 pm »
Prawdopodobnie taka moc nikomu nie będzie potrzebna w domu.
[Nawiasem mówiąc, sądzę że granicą zapotrzebowania domowego komputera na flopy jest jego zdolność do obsługi gry komputerowej o takiej jakości obrazu, że nie da się jej odróżnić od filmu z żywymi aktorami w standardzie full HD. Nie wiem ile mocy do tego potrzeba, ale podejrzewam, że znacznie poniżej parametrów RR).
Niestety będzie. Chodzi o to, żeby to mądre było a nie głupie. Tak zacznę moje rozważania. Otóż dopóki nie mamy dokładnej definicji człowieka, nie wiemy co jest mu potrzebne a co nie. A o wielu rzeczach nie pamiętamy. Sapiens jest tak skonstruowany, że odczuwa dajmy na to ból, zimno itp. Pozbawienie go tych bodźców spowodować może, że będzie nieszczęśliwszy Samobójstwa wraz z wzrostem zamożności są częstsze czy rzadsze? Może okazać się, że ze szczęścia ludzie głupieją i się wybiją albo coś.

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10842
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: Świat za 127 lat albo za 40
« Odpowiedź #306 dnia: Czerwiec 09, 2011, 01:20:00 pm »
„Mój punkt widzenia” jest taki, że technologie informatyczne (a „komputer kwantowy” uznaję za sui generis technologię informatyczną, skoro to „coś” nazywa się komputer i podobno ma łamać szyfry) interesują mnie nie tyle same w sobie, lecz ze względu na sposób w jaki mogą zmieniać świat.
Fakt, że Twój punkt widzenia jest odmienny, tym niemniej, gdyby nagle się okazało, ze koncepcja "elektronicznego żołnierza" pada to Rosja ze swoją liczbą rekrutów i karabinów (i Chiny, itd.) stają się supermocarstwami a Stany spadają na dalsze pozycje. Take coś może nastąpić, jeśli szyfrowanie danych "legnie w gruzach".

Cytuj
Moim zdaniem sukces Watsona jest (jakimś) krokiem na drodze do powszechnej robotyzacji. IBM chce go wynajmować jako pracownika call center.
Czy to się opłaci?

Cytuj
O granatniku warto dodać, że w komplecie jest laserowy dalmierz. Najpierw się mierzy odległość do budynku, a potem ustawia wybuch w odległości o metr większej i strzela w okno, po czym nieprzyjaciela, któremu się wydawało, że będzie bezpieczny za półmetrową ścianą, można pozbierać na szufelkę.   
Tak :) , ale wymyśl, jak uzyskać 10cm rozdzielczości na takim dystansie skoro "granat nie kontaktuje się z granatnikiem"...

Cytuj
Lockheed kupił komputer kwantowy „ponieważ musi utrzymać się na topie”... Producenci komputerów i software’u nie muszą utrzymać się na topie ?? (Przez grzeczność poprzestałem na dwóch wykrzyknikach).
Muszą, ale może nie potrzebują takiego urządzenia. Symulowanie opływu (czyli ruchu bilonów atomów gazów opływających biliony atomów skrzydła) to trochę inne wyzwanie. Do tej pory czytało się o olbrzymich nakładach czasowych i programistycznych (plus superkomputer) by przeprowadzić symulację jakiegoś małego wycinka poszycia (poszycia aktywne itd.). Górnicy też muszą być na topie ale w tym celu nie kupują teleskopów :) .

Cytuj
Ozdoba gabinetu prezesa – nie, ale marginalny projekcik, jak najbardziej.
Może tak, a może nie. Może firma LM kupuje takie rzeczy w nadziei, że któraś okaże się Flayerem... A może firma LM wie, że to będzie Flayer, tyle że niezwykle kosztowny.

Cytuj
Natomiast to samo DoD otrzymało od Kongresu jasno określone zadanie: do 2015 roku jedna trzecia pojazdów wojskowych ma się poruszać autonomicznie.
Pytanie, co znaczy "autonomicznie", bo to obszerny worek. Zwykle ląduje w nim wszystko co nie ma człowieka na pokładzie (choćby było sterowane kabelkiem).

Cytuj
Fascynuje mnie myśl, że odpowiedzią naszej strony na asymetryczną wojnę mogłoby być wysłanie stu albo dwustu tysięcy Big Dogów na granicę Afganistanu z Pakistanem.
Kilka tysięcy możnaby wysłać na plaże Somalii.
No to powinno Cie interesować rozkładanie liczb na czynniki pierwsze, bo te bigdogi mogą zmienić nagle zdanie... Jest też problem prawny.

P.S.
Odnośnie dyskusji o robotach* na wojnie jest ciekawy artykuł w Świecie Nauki (sierpnień 2010), przedruk ze Scientific American, oryginał (kawałek) jest tu.

Kilka tez - wklepuję ręcznie i ze skrótami:



Ani jeden robot nie wspierał w 2003 r. amerykańskiej ofensywy z Kuwejtu na Bagdad - w 2004 było już ich 150, w 2005 - 2,5 tyś. Od tego czasu wojsko ** USA ma 7 tyś. bezzałogowych samolotów i 12 tyś. pojazdów ( w tym motorówki).

Dla ludzi wstępujących obecnie do armii kontakt z robotami będzie czymś naturalnym do końca służby

Wzrost inteligencji robotów rodzi pytania o ich miejsce w strukturze. W bliskiej przyszłości będą w składzie "zespołów walczących" (czyli będą pod bezpośrednią kuratelą dowódcy).

Wprowadzenie robotów już rozmywa pojęcie wojny. Łatwiej ją wypowiedzieć i prowadzić, bo nie trzeba wysłać własnych żołnierzy, którzy mogą zginąć. Np. USA ponad 130 razy atakowały bezzałogowo cele w Pakistanie (autor podaje, że to około 3x więcej, niż liczba konwencjonalnych nalotów we wstępnej fazie akcji w Kosowie zaledwie 10 lat wcześniej) - ale nie doprowadziło to do debaty w Kongresie ani nie zainteresowały się tym media. Kto w takiej sytuacji odpowiada, i jaki jest status ofiar cywilnych (przypadkowych) - skoro nie ma wojny?

Coraz więcej żołnierzy budzi się rano w domu, je śniadanie, jedzie do bazy, zasiada przed ekranem komputera i walczy w 11 tyś km dalej, po czym kończy pracę i po 20 minutach jest w domu z dziećmi. Największym niebezpieczeństwem całej akcji jest dojazd samochodem do i z pracy. Jednak nie jest to obojętne dla ich psychiki.

Zwiększanie się inteligencji robotów (i powiększanie zakresu ich samodzielności) oznacza, że człowiek ma coraz mniej czasu na ingerencję. Już obecnie w przypadku obrony p.rakietowej (prowadzonej za pomocą automatycznych zestawów armat) człowiek ma ok. pół sekundy czasu, a mało kto ma odwagę podjąć w ogóle decyzję przerwania akcji (bo komputer wie lepiej).

Technika nie rozwieje mgły wojny, czyli nie pozwoli na całkowite rozpoznanie sytuacji i przewidzenie toku zdarzeń (wbrew założeniom Rumsfelda i innych zwolenników cyfrowego pola walki).

Zdarzają się błędy - przykładowo opisane jest "zwariowanie" automatycznego zestawu p.rakietowego 35 mm, który ni stąd ni zowąd opuścił lufę i strzelał dookoła do wyczerpania zapasu amunicji, zabijając 9 żołnierzy. Kto w takiej sytuacji ponosi winę? Autor drobnego błędu w kodzie?

Tak w skrócie odnośnie doga.
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 09, 2011, 02:35:28 pm wysłana przez maziek »
Jest wolność, więc każdy ma prawo być idiotą!
© Krzysztof Grabowski, DEZERTER

NEXUS6

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2215
  • MISTYK WYSTYGŁ, WYNIK: CYNIK
    • Zobacz profil
Re: Świat za 127 lat albo za 40
« Odpowiedź #307 dnia: Czerwiec 09, 2011, 09:34:42 pm »
Co do inwestycji w komputery kwantowe firm prywatnych i zasadnosci tychze, jest ten problem, ze nigdy do konca nie wiadomo czy inwestycja w nowa technologie przyniesie sukces i zysk, czy nie. Dlatego duze firmy z topu musza podejmowac to ryzyko, by na topie pozostac w przyszlosci. Nie sa to wiec jakies fanaberie prezesa, czy gest bogatego, ale dlugoterminowa strategia. Czesc inwestycycji ma sie zwracac szybko, czesc pozniej, a czesc niestety prowadzi w slepa uliczke.
  Robotyzacja armii istotnie nastepuje szybko (moze nie polskiej, bo ta sie chyba zwija jako calosc) i jest fascynujaca. Mnie ciekawi jak w przyszlosci beda sie rozkladaly akcenty; czy bardziej na maszyny zdalnie sterowane typu Predatory, czy dzialajace samodzielnie, a moze jakis rodzaj mixu pomiedzy nimi. Jesli zas armia postawi na zdalnie sterowane, do jakich zasobow ludzkich siegnie wtedy. Wydaje sie, ze jesli chcieliby miec najlepszych "pilotow" takich maszyn, musieli by siegnac do maloletnich nerdow i komputerowych geegsow. A to rodzi powazne dylematy moralne. Oczywiscie nie dla Putinow, Rumsfeldow, czy innych Cheneyow...
  To ze wiecej maszyn bojowych  bedzie bezzalogowych, automatycznych i zdalnie sterowanych spowoduje odczlowieczenie wojny i zerwie psychiczna wiez pomiedzy zabiciem czlowieka, a namacalna swiadomoscia tego. Tym bardziej gdy zolnierz bedzie sobie siedzial w klimatyzowanym pokoju z dala od jakiegokolwiek zagrozenia. Pol biedy jesli bedzie to wzajemne zwalczanie maszyn przeciwnika. Gorzej jesli celem beda ludzie. Ot chocby cos takiego:
&feature=related

Mozna sobie siedziec wygodnie w fotelu, kosic wrogow jak na Call of Duty i saczyc cole w miedzyczasie.

Miesław

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 804
    • Zobacz profil
Re: Świat za 127 lat albo za 40
« Odpowiedź #308 dnia: Czerwiec 12, 2011, 05:29:51 pm »
Fakt, że Twój punkt widzenia jest odmienny, tym niemniej, gdyby nagle się okazało, ze koncepcja "elektronicznego żołnierza" pada to Rosja ze swoją liczbą rekrutów i karabinów (i Chiny, itd.) stają się supermocarstwami a Stany spadają na dalsze pozycje. Take coś może nastąpić, jeśli szyfrowanie danych "legnie w gruzach".


Maźku,

Jeśli szyfrowanie danych legnie w gruzach, to świat się mocno zmieni, tylko, że na razie bardzo niewiele (jeśli cokolwiek) wskazuje, że tak się może stać. Pomiędzy ewentualnym ułatwieniem (dzięki komputerowi kwantowemu) łamania szyfrów, a zatem  utrudnieniem skutecznego szyfrowania, a "położeniem szyfrowania w gruzach" odległość wynosi lata świetlne.

Komputery kwantowe mają (miałyby) możliwości pozwalające na łamanie bardzo powszechnych dzisiaj szyfrów, ale, faktycznie, według obecnej wiedzy, nie każdy klasyczny (nie-kwantowy) algorytm szyfrowania daje się przy użyciu takiego komputera złamać (https://secure.wikimedia.org/wikipedia/en/wiki/Quantum_cryptography#Post-quantum_cryptography).

Poza tym, o ile dobrze rozumiem, możliwość efektywnego wykonywania nowych algorytmów z jednej strony da możliwość pokonywania (w sensownym czasie) istniejących szyfrów, ale z drugiej strony da możliwość tworzenia nowych, o znacznie większym stopniu bezpieczeństwa.

tzok

  • Juror
  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 405
    • Zobacz profil
Re: Świat za 127 lat albo za 40
« Odpowiedź #309 dnia: Czerwiec 12, 2011, 05:46:05 pm »
Komputery kwantowe mają (miałyby) możliwości pozwalające na łamanie bardzo powszechnych dzisiaj szyfrów, ale, faktycznie, według obecnej wiedzy, nie każdy klasyczny (nie-kwantowy) algorytm szyfrowania daje się przy użyciu takiego komputera złamać (https://secure.wikimedia.org/wikipedia/en/wiki/Quantum_cryptography#Post-quantum_cryptography).

Poza tym, o ile dobrze rozumiem, możliwość efektywnego wykonywania nowych algorytmów z jednej strony da możliwość pokonywania (w sensownym czasie) istniejących szyfrów, ale z drugiej strony da możliwość tworzenia nowych, o znacznie większym stopniu bezpieczeństwa.
Zgadza się, komputery kwantowe nie przekreślą możliwości szyfrowania danych w ogóle. Problem w tym, że mogą uczynić wszystkie dzisiejsze szyfrowane i "z pewnością bezpieczne" dane jawnymi :).

Tutaj można znaleźć informacje o obecnych rekordach w faktoryzacji klucza RSA:
https://secure.wikimedia.org/wikipedia/en/wiki/RSA_Factoring_Challenge

Jak widać limitem obecnie jest klucz długości ~200 cyfr w zapisie dziesiętnym. Za bardzo bezpieczny uważa się 1024-bitowy klucz RSA, czyli mający 309 cyfr dziesiętnych. I rzeczywiście można to nawet udowodnić, że nie zmieniając metod, a tylko zwiększając moc obliczeniową - to jest praktycznie nie do złamania, choćby użyć wszystkich komputerów na Ziemi. No właśnie, ale bezpieczeństwo opiera się tu na przesłance "nie zmieniając metod" ;)

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10842
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: Świat za 127 lat albo za 40
« Odpowiedź #310 dnia: Czerwiec 13, 2011, 02:51:30 pm »
Jeśli szyfrowanie danych legnie w gruzach, to świat się mocno zmieni, tylko, że na razie bardzo niewiele (jeśli cokolwiek) wskazuje, że tak się może stać. Pomiędzy ewentualnym ułatwieniem (dzięki komputerowi kwantowemu) łamania szyfrów, a zatem  utrudnieniem skutecznego szyfrowania, a "położeniem szyfrowania w gruzach" odległość wynosi lata świetlne.
Otóż, według mnie, jest to mylna ocena. Porównać ją można (by było) do niefrasobliwości jaką okazałyby Stany wiedząc, że jest teoria pozwalająca zbudować bombę atomową i znając przebieg eksperymentów (w stanie takim, w jakim był on u progu DWŚ) - gdyby wówczas uznały, że "daleka droga" i nie ma sobie czym głowy zawracać, pożywiom-uwidim.

Jest teoria, jak dotąd niepodważona i oto mamy pierwsze doniesienia, że można ją wprowadzić w życie. Zarówno potęga US jak i całego NATO opiera się na supremacji techniki militarnej, której bardzo istotnym składnikiem jest informacja, przesyłana pomiędzy wszystkimi  szczeblami wojskowymi i państwowymi. W wielu przypadkach (w tym bezzałogowców, ale nie tylko) ta supremacja wynika niemalże wyłącznie z tego, że niezaburzone są kanały przepływu informacji. Jeśli prezydent USA widzi w czasie rzeczywistym w Białym Domu obraz z kamer zainstalowanych na karabinach czy hełmach żołnierzy szturmujących dom Osamy to tylko dzięki temu, że taki właśnie przepływ informacji jest możliwy. Jeśli Stany grożą rakietami państwom, z których terytoriów dokonywane są ataki cybernetyczne na komputery armii - to świadczy o wadze informacji. Trzeba sobie dobrze zdać sprawę, że informacja obecnie jest ważniejsza od karabinów a nawet liczby pocisków międzykontynentalnych.

Kwestia na ile szybciej będzie można złamać szyfr, których szyfrów to dotyczy, czy jest coś dobrego w tym, że szyfrować można szybciej bądź silniej to są sprawy istotne, ale jasne jest, że sama zmiana status quo w tej mierze jest dla takiego państwa jak Stany żywotnie istotna. A będzie to zmiana status quo, ponieważ nie jest to zmiana ilościowa, polegająca na budowie potężniejszego superkomputera a jakościowa. Takie państwo co najmniej musi być pewne, że to ono ma w tym względzie absolutną przewagę technologiczną ale musi ono także być teoretycznie przygotowane, tzn. wiedzieć czym taka technologia w rękach wroga grozi i ile wróg może nawojować ją mając. Czy to jest odległe o "lata świetlne"? Nie wiem ile to dla Ciebie, "lata świetlne" bo to nic nie znaczy - masz na myśli rok, 5 lat, 20 lat, "za mojego życia"?

Żeby powiedzieć, że "nie ma się czego bać" trzeba by wykazać, że albo teoria jest licha, albo, że to jest technologicznie niemożliwe. Tymczasem obecnie obie te kratki trzeba odfajkować na plus, nawet jeśli nie opierać się w ogóle na doniesieniu o zakupie "czegoś kwantowego" przez Lockheeda.

Cytuj
Nawet jeśli przyjmiemy górną granicę kosztów R&D Watsona (tzn. 1.8 miliarda USD), dodamy konieczność dalszych prac i budowy wersji specjalizowanych branżowo, to wydaje się, że istnieje spora szansa na dochodowy produkt.
Z tego co zrozumiałem jeden Watson zastąpił JEDNEGO człowieka w tej grze tak? Ponieważ jesteś idealistą i wierzysz w Nowy Wspaniały Świat, (który wypączkuje z najbardziej rozwiniętych krajów Europy a reszta świata zniknie razem z problemami) nie interesuje Cię, co się stanie z milionem pracowników call-centrów w UK czy gdziekolwiek (a nawet nieco bardziej przyziemnie, nie interesuje Cie skąd w takiej sytuacji wziąć pieniądze na ich zasiłki) to tego nie musimy tu dyskutować. Ograniczmy się do kwestii ilu trzeba Watsonów (obecnie) aby zastąpić jednego pracownika i czy to się opłaca. Przypuszczam, że Watson potrafiłby prowadzić kilka (naście, dziesiąt, set?) rozmów na raz (szczególnie gdyby padały pytania o nr telefonu itd.) ale czy wiadomo choćby pobieżnie ILE?

Cytuj
„Autonomicznie” w przypadku Urban Challenge oznaczało przejechać trasę, zarówno w terenie, jak i po mieście. W teście finałowym po miasteczku nieczynnej bazy krążyło 47 samochodów prowadzonych przez kaskaderów, a pojazdy testowe miały za zadanie przestrzegać przepisy drogowe i nie zderzać się z kaskaderami.
Pojazdy testowe oczywiście nie były sterowane przez radio, tylko przez komputer pokładowy.
Co więcej, dane dotyczące trasy załogi otrzymywały tuż przed startem i miały bodaj pięć minut na wgranie ich do komputera pokładowego.
Czyli samochód, pozycjonowany GPS(?) miał przejechać z miejsca A do miejsca B, po znanej trasie, wg znanej mapy i znanego algorytmu (przepisy) a jedyne "zmienne" to była obecność poruszających się przedmiotów nieuwzględnionych na planie? I to nie wyszło?

Cytuj
Przy czym, powtarzam, Urban Challenge to było zebranie początkowych  pomysłów. ... wydaje mi się, że osiem lat pracy profesjonalnego zespołu daje szanse nawet na skończony produkt.
A nie mam powodu podejrzewać, że Armia wystawiła do tego słabszy zespół niż te, które konstruują kolejne generacje samolotów bezzałogowych i granatniki, których pociski wiedzą, gdzie wybuchnąć.
Ale widzisz tu ja Ci wykazuję słabości Twego rozumowania:

- nie ma dobrej teorii (przynajmniej tak twierdził w roku 2010 jeden z zajmujących się sprawą naukowców) - póki jej nie będzie NIE BĘDZIE maszynowego widzenia w "zwyczajnym" środowisku 3D - a takie widzenie jest koniczne aby "orientować się" w sytuacji. Można to obejść (w rzeczywistym środowisku) tylko w jeden sposób - kazać komputerowi hamować zawsze "kiedy nie wie, o co chodzi" - i tak zdaje się ten Urban Challenge w dużej mierze wyglądał ;> .

- dlaczego wojskowym to nie przeszkadza, nawet jeśli tej teorii także nie mają i dlaczego mogą realizować projekty bezzałogowców - ponieważ poruszają się one w określonym środowisku - tak jak pojazdy szynowe, nic nie muszą kombinować, mają wirtualną mapę 3D w której pewne elementy są zaznaczone na zielono, szaro albo na czerwono. W tej sytuacji autonomia pojazdu ogranicza się do utrzymania równowagi (to akurat świetnie idzie) albo do "odruchowej" reakcji na nagły bodziec (np. zbliżającą się głowicę) - a to też świetnie potrafią obecne, załogowe pojazdy, okręty czy statki powietrzne. Komputer tego pojazdu nie musi analizować otaczającego go "całokształtu". Całokształt analizuje "cyfrowe pole walki", gdzieś w jakimś bunkrze, np. w Newadzie.


Cytuj
Żołnierze obsługujący Big Dogi działaliby w granicach instrukcji, a obraz z każdej kamery byłby oczywiście archiwizowany i w miarę potrzeby analizowany.
Na pewno bardzo to ucieszy zabitych.

Cytuj
Operator Big Doga miałby moim zdaniem WIĘKSZĄ niż żywy żołnierz na polu walki szansę uniknięcia pomyłki skutkującej stratami wśród ludności cywilnej, bo jego życie nie byłoby zagrożone, w najgorszym wypadku straciłby tylko maszynę, więc byłoby go stać na wstrzymanie się z otwarciem ognia.
Idealistycznie masz rację, ale w praktyce jest jak zwykle - to znaczy jest masa doniesień o rozwaleniu domów z ludnością cywilną czy pojedynczych pojazdów przez pomyłkę w Afganistanie czy Iraku przez predatory (czy załogowe helikoptery i samoloty wykonujące misje niebezpośrednie - odpalające pociski "gdzieś z nieba" do celów wskazanych przez komputer (końcówkę sztabu) - czyli na jedno wychodzi). Nie chcę przez to powiedzieć, że jest takich przypadków więcej (jest, ale powody są skomplikowane i byłoby uproszczeniem zwalać na karabin). Nie ma nic lub niewiele do rzeczy w kwestii uniknięcia pomyłki, czy strzelający żołnierz jest żywy, czy sztuczny - to jest kwestia informacji a konkretnie rozpoznania celu. Jest jakiś poziom pewności, przy którym ciągnie się za spust, dla snajpera policji jest to może 98%, dla celów wojskowych może 70 a może 50% w strefie działań wojennych. Wojsko np. rozwali kawalkadę pojazdów, o których sądzi, że w jednym z nich jest, z pewną dozą prawdopodobieństwa osoba, którą zamierza zlikwidować. Tak po prostu jest i sama wymiana żołnierzy na roboty nie zmieni tego ani trochę.
Jest wolność, więc każdy ma prawo być idiotą!
© Krzysztof Grabowski, DEZERTER

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10842
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: Świat za 127 lat albo za 40
« Odpowiedź #311 dnia: Czerwiec 14, 2011, 02:43:55 pm »
Skuteczne szyfrowanie łączności jest oczywiście kluczowym elementem sukcesu na polu walki co najmniej od czasów Enigmy.
Ale widzisz to nie chodzi o taki sens szyfrowania i nie takie będą skutki braku tego szyfrowania. Właśnie tutaj jest (następuje na naszych oczach) przeskok jakościowy, który powoduje, że współczesnej sytuacji nie można porównywać z czasami Enigmy czy Mati Hari. Mogli byli oczywiście Niemcy wysłać umyślnego z kopertą zalakowaną gdyby odkryli, że Enigma już nie szyfruje, bo mieli DO KOGO go wysłać. Można było po otworzeniu koperty wycelować działo i strzelić, pocisk trafiał gdzie trzeba. Jeśli Amerykanie chcą wkrótce zastąpić siły uderzeniowe na lotniskowcach bezzałogowcami to nie będzie do kogo wysłać umyślnego, skoro kanały łączności zostaną zaminowane. Będą mogli wystrzelić rakiety - ale te rakiety nie dolecą, jeśli obezwładniona zostanie globalna lokalizacja. I tak dalej... Nawet ten głupiutki granacik z XM25 przestanie się rozrywać tam, gdzie trzeba.

Cytuj
Mój sceptycyzm dotyczył wyciągania daleko idących wniosków z zakupu przez Lockheed’a komputera za marne (w porównaniu do skali problemu) 10 mln USD.
No ale to nie są wnioski wyciągane z tego wydarzenia, dla mnie to wydarzenie, jako pewien fajerwerk było bodźcem do zaprezentowania przemyśleń, które posiadam od dość dawna, a Lem miał je dużo dłużej. Jego rozumowanie się sprawdza, gdyż powoli najistotniejszą rzeczą jest wiedzieć, czy zostało się zaatakowanym, czego dowodem jest deklaracja odpalenia rakiet przez supermocarstwo w odwecie za atak cyfrowy. Dzieje się to na naszych oczach i jest możliwe tylko dlatego, że ktoś potrafi zafałszować informację, która jest ściśle tajna i z założenia bezpieczna. To własnie się dzieje. Nie powinien Ci fajerwerk przesłaniać całokształtu.

Cytuj
Muszę powiedzieć, Maźku, że trochę zadziwia mnie Twoje spektrum emocji.
Jak Lockheed wydał 10 milionów USD to jest przełom i wielka sensacja.
A jak IBM wydał 100-200 razy więcej, to „eeee, no nie wiem, nie wiem, czarno to widzę.” 
Bo widzisz, Ty zwracasz uwagę na pieniądze i to Ci zaciemnia istotę rzeczy :) . Realizacja Flayera była zapewne ułamkiem budżetu jakiejkolwiek zapyziałej spółki kolejowej z końca XIX w. wożącej żwir z jednej kupy na drugą - i co z tego? Nie wiem, poza tym, czy emocje to właściwe słowo. Owszem, jestem pasjonatem sytuacji (tej właśnie, choć nic dobrego z niej nie wyniknie) ale wydaje mi się, że podaję proste argumenty, dlaczego taka sytuacja, hipotetycznie, może zmienić układ sił na świecie, a w każdym razie nim wstrząsnąć. Nie wiemy masy rzeczy (i szybko, a tym bardziej pewnie, się nie dowiemy), nie wiemy jak to działa i nie wiemy, czy przypadkiem skoro Lockheed kupił "pierwszy kwantowy komputer" w sklepie to rząd Stanów własnie nie oddaje na złom starych komputerów kwantowych 3 i 4 generacji... Możliwe. Wszystko to jest możliwe, tym niemniej biorąc za dobra monetę obraz rzeczywistości taki jaki on dziś jest, na ile możemy go sobie wyrobić, i biorąc informację o możliwościach (hipotetycznych) komputera kwantowego to widać, że wiele będzie musiało się zmienić.
 
Cytuj
Zastrzegłem się, że potrzebne będą dalsze prace i wersje branżowe
Ale widzisz, to nie ma znaczenia. Załóżmy że już jutro Watsony będą w sklepie w cenie PCta. Czyli każdy będzie sobie mógł kupić pracownika inteligentnego. I go zatrudnić w swej hurtowni czy jako sekretarkę czy gdziekolwiek. Załóżmy, że mądrze tym pokierujemy i nie będzie z tego powodu bezrobotnych i tak dalej. Jednak Watson to jest sprytny program dość dobrze udający inteligencję (przy czym jestem się gotów zgodzić roboczo, że dość dobrze ją udawać to tyle co być inteligentnym) ale w gruncie rzeczy to nie jest cokolwiek otwierającego nowe możliwości w sensie tych obecnie już dostępnych - na tym polu na którym otwiera je k. kwantowy. Nie będzie szybszy w deszyfracji np. itd. Watson-and-brothers będzie miał wielki, równie potężny wpływ na świat co jego kwantowy kolega ale w zupełnie inny sposób i na innym polu więc:

Cytuj
To całkowita nieprawda, że nie interesuje mnie los ludzi zwolnionych z call center-ów.

Próbowałem jakiś czas temu w tym wątku pokazać na przykładzie prawie obezludnionych zakładów Toyota, jak sobie wyobrażam taki świat, ale niektórzy koledzy uznali to za dobrą okazję do ponarzekania sobie na wysokie podatki tu i teraz (ewentualnie teraz w Anglii), co ma jednak luźny związek z prognozą stanu przyszłego za, powiedzmy, 30-40 lat.
możemy o tym pogadać ale nie da się uciec od faktu, że we współczesnym świecie rządzi pieniądz i o ile IBM być może widzi interes (lub tylko reklamę) we wprowadzeniu Watsonów do call-centrów o tyle IBM nie troska się specjalnie (chyba, że dla reklamy) co z tego wyniknie dla ich dotychczasowych pracowników. Jest to poważny problem i nieunikniony prędzej czy później.

Cytuj
Możemy do tego modelu wrócić, ale żeby to miało sens powinniśmy starać się o precyzję.
Proszę Cię bardzo, przyjmijmy, że Watson jest dostępny w cenie uzasadniającej jego zastosowanie w przypadku, kiedy może zastąpić co najmniej 20 osób równocześnie w dziedzinach takich jak wynajdywanie, sortowanie, kojarzenie i udzielanie informacji.

Cytuj
W szczególności, jeśli uważasz, że roboty nigdy nie zastąpią ani pracowników call center, ani żadnych innych w znaczących ilościach,
Ależ tego nigdy nie twierdziłem.
 
Cytuj
„Nie ma dobrej teorii” maszynowego widzenia.
No nie ma.
Właśnie nad tą teorią trwają prace.
Przy czym wiadomo, że to się da zrobić przy pomocy pięciu gramów kurzego (sokolego) móżdżku. Dla mnie to jest pośrednia, ale silna przesłanka, że da się ten proces przenieść do komputera. 
Zgadza się. Także uważam, że to dobra przesłanka. Tym niemniej w przypadku komputera kwantowego fakt, że go (być może) nie ma (czyli na razie nie udało się go zrobić - mimo, że oto są przesłanki, że się dało) napawa Cię pesymizmem obejmującym również dyskutowanie hipotetycznych skutków jego zaistnienia, a w przypadku DARPy nie, mimo że nie ma nawet teorii ;) .

P.S. Kwestie konfliktów zbrojnych i ich symetrii poszły do Hyde tutaj.
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 14, 2011, 03:44:54 pm wysłana przez maziek »
Jest wolność, więc każdy ma prawo być idiotą!
© Krzysztof Grabowski, DEZERTER

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10842
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: Świat za 127 lat albo za 40
« Odpowiedź #312 dnia: Czerwiec 14, 2011, 06:15:09 pm »
Czy powszechna robotyzacja się wydarzy?
Twoim, Maźku, zdaniem?
Tak, tak szybko jak to opłacalne.

Cytuj
zadaniem rządów i parlamentów jest reagowanie na społeczne konsekwencje rozwoju technologii.
Ta...

Cytuj
(Nie jesteś aby jakimś neoluddystą?)
Mam bezideowe obserwacje i martwię się nimi o tyle, o ile dotyczą mnie bądź moich bliskich.
Jest wolność, więc każdy ma prawo być idiotą!
© Krzysztof Grabowski, DEZERTER

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10842
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: Świat za 127 lat albo za 40
« Odpowiedź #313 dnia: Czerwiec 20, 2011, 07:58:04 pm »
Jest wolność, więc każdy ma prawo być idiotą!
© Krzysztof Grabowski, DEZERTER

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10842
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: Świat za 127 lat albo za 40
« Odpowiedź #314 dnia: Lipiec 11, 2011, 08:10:02 pm »
Łamiąc wszelkie zasady sam odpowiadam po raz drugi na własny post, ale tylko po to, aby donieść Cetarianowi, że chwila kiedy będę naprawdę musiał własny krawat jest już tak blisko, że wyjąłem dziś z szafy wszystkie 3 które mam - i powoli planuję jak to zrobić, poszukując sensownego rozwiązania pomiędzy rozmaitymi warunkami brzegowymi, takimi jak ten, że do najstrawniejszego krawatu, z wełny, jestem najbardziej przywiązany, a drugi w kolejności posiada metalową część, która może mi zaszkodzić itd. Chyba będę musiał skorzystać z twierdzenia Bayesa ;) .

W Świecie Nauki z czerwca 2011 przeoczyłem krótką notkę, która przeczytana wczoraj (bo nic innego nie miałem pod ręką) dla zabicia czasu wprawiła mnie w lekkie osłupienie. Okazuje się mianowicie, że Google od pewnego czasu testuje kilka pojazdów, które jeżdżą bez kierowców po drogach Kalifornii  :o . ponoć przejechały one już w całkiem normalnym ruchu miejskim grubo ponad 200 tyś kilometrów i ani razu nie zrobiły nic głupiego, w rodzaju przejechania czerwonego światła itd. Oczywiście na miejscu kierowcy siedzi na razie na wszelki wypadek człowiek. Generalnie pojazd łączy kilka systemów mapowania bliższej i dalszej okolicy, pozycję wg GPS oraz - street view z Googla :) . Nie jest powiedziane, jaką mocą obliczeniową dysponuje pojazd i w ogóle mało co wiadomo na pewno - poza tym, że to jeździ i jak rozumiem nie jest w żaden sterowane z zewnątrz. Nota bene - apropos - on sam kieruje się wg twierdzenia Bayesa :) . Dodatkowo Google ściągną ludzi z DARPy.

Podobno jest jadalna bielizna. Ciekawe, czy są takie krawaty...

http://www.i4u.com/40656/google-automated-car-drives-itself
http://www.kokeytechnology.com/cars-and-auto-parts/0963-google-car-road-test-google-car-drives-without-human-driver/
http://singularityhub.com/2011/03/06/take-a-ride-inside-googles-robot-car-great-new-video/
Jest wolność, więc każdy ma prawo być idiotą!
© Krzysztof Grabowski, DEZERTER