Autor Wątek: Pewien film SF...  (Przeczytany 19889 razy)

Hoko

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2560
    • Zobacz profil
Re: Pewien film SF...
« Odpowiedź #15 dnia: Listopad 07, 2007, 01:29:18 pm »
Ja głosuję na "Załogę G"!  ;D

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11767
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: Pewien film SF...
« Odpowiedź #16 dnia: Listopad 07, 2007, 01:55:45 pm »
Dzi-Force! ;)
Na Zoltara!
« Ostatnia zmiana: Listopad 07, 2007, 01:56:09 pm wysłana przez maziek »
Jest wolność, więc każdy ma prawo być idiotą!
© Krzysztof Grabowski, DEZERTER

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11824
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Pewien film SF...
« Odpowiedź #17 dnia: Listopad 07, 2007, 02:56:20 pm »
Cytuj
Cytuj
Ja głosuję na "Załogę G"!  ;D
Dzi-Force! ;)
Na Zoltara!

Miało to co prawda w nazwie "Science" w nazwie ("Science Ninja Team" dokładnie), ale był to jedyny związek tego serialu z nauką... No ale oglądąło sie to świetnie  :), a i nie głupsze to było niż sporo filmów/seriali o których tu mówilismy...  (Od niektórych chyba nawet sporo mądrzejsze ::).)

A Zoltar owszem... Prawie jak Vader... I ten śmiech... ;D

ps. Tylko proszę się nie śmiać, że twierdzę, iż to ninje są. Mi też na ninjów nie wyglądają...
« Ostatnia zmiana: Listopad 07, 2007, 03:16:49 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

WIST

  • Juror
  • Junior Member
  • *****
  • Wiadomości: 52
  • I Love YaBB 2!
    • Zobacz profil
Re: Pewien film SF...
« Odpowiedź #18 dnia: Listopad 10, 2007, 02:31:45 am »
Wiesz Q ja poprostu lubie dobre zakończenia. Taki dobry koniec zazwyczaj dają nam filmy, bo rzeczywistośc różnie już. Przez to chyba niepozytywne zakończenia zbliżają nas do rzeczywistośći. Mieli skolonizować planete, która miała być nadzieją, a okazało się ze się nie da. Może to jeszcze na Ziemi ustraciliśmy możliwość na lepszy byt, a może (już tak filozoficznie) powsztrzymano nas od zniszczenia kolejnego świata.

Akura ci goście z podziemi wyskakujący to nie wiem jak to można wytłumaczyć. Pozatym posiadali te laski strzelające, a tak poza tym to żyli jak krety. Czy to jakaś technika, czy może jakieś już paranoramlne?

Co do walki to takie też są moje gusta. Nie mówie że ma być ciągle walka. Np. w Slidersach ciekawiły mnie kolejne światy. Fajnie jak od czasu do czasu trafili w strefe walki, ale też ciekawe były światyktóre upadły, z powodu choćby wirusa, lub poprostu pewne alternatywy jak Egipt, komunizm w USA.

Co do ilości emisji to obecnie wydaje mi się że w takich stacjach ogólnodostępnych tego dużo nie jest, a mam na myśli wogóle też nowości, nie tylko powtarzanie tego samegow kółko. Jasne te starsze to tylko z tv znam, ale to już wspomnienia.

Wiesz gust mam jaki mam. Nie wiem jak to jest, choć wydaje mi się że ludzie lubiący jednak jakieś moralno-społeczne scenariusze potępiają takich jak ja barbarzyńców, którzy by tylko strzały z lasera liczyli. Zapewne też barbarzyńcy nie mogą pojąc tych drugich. Natomiast chodzi o to żeby każdy wedle gustu oglądał to co chce. Zatem podoba mi się ST Enterprise, bo była tam spora dawka efektów i walki. Nie tylko, ale chyba więcej niż w niektórych seriach ST. Bo i dlaczego nie? Dla jednych bezmyślnośc, dla innych zwykła rozrywka. W pewnym momęcie potrzeba czegoś więcej, bo nie można ciągle oglądać jak się zabijają, ani też jak moralizują. Zatem chodzi mi o pewną równowage, nie usunięcie jednego i wstawienie tylko innego.

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11824
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Pewien film SF...
« Odpowiedź #19 dnia: Listopad 10, 2007, 07:51:04 am »
Cytuj
Wiesz Q ja poprostu lubie dobre zakończenia. Taki dobry koniec zazwyczaj dają nam filmy, bo rzeczywistośc różnie już. Przez to chyba niepozytywne zakończenia zbliżają nas do rzeczywistośći.

No i właśnie ja te z marzeń najbardziej lubię, które jednak związek z rzeczywistością mają... (Choć akurat ten głód happy endu mogę pojąć. Czasem wszystkim nam potrzeba dawki - choćby naiwnego - optymizmu.)

Cytuj
Mieli skolonizować planete, która miała być nadzieją, a okazało się ze się nie da.

No i prawie po lemowsku (z całym zachowaniem proporcji) to brzmi...

Cytuj
Może to jeszcze na Ziemi ustraciliśmy możliwość na lepszy byt, a może (już tak filozoficznie) powsztrzymano nas od zniszczenia kolejnego świata.

dzi by sie ucieszył. Dobra przyroda, głupi ludzie i hipoteza Gai...

Cytuj
Akura ci goście z podziemi wyskakujący to nie wiem jak to można wytłumaczyć. Pozatym posiadali te laski strzelające, a tak poza tym to żyli jak krety. Czy to jakaś technika, czy może jakieś już paranoramlne?

I stąd o baśniowości mówię... (Te laski to niby od takeij dziwnej tamtejszej wody się ładowały; s to wyskakiwanie niby wynikało z tego, że oni tak ze swoja planetą związani.)

Cytuj
Co do walki to takie też są moje gusta. Nie mówie że ma być ciągle walka.

To mi ulżyło z lekka.

Cytuj
Np. w Slidersach ciekawiły mnie kolejne światy. Fajnie jak od czasu do czasu trafili w strefe walki, ale też ciekawe były światyktóre upadły, z powodu choćby wirusa, lub poprostu pewne alternatywy jak Egipt, komunizm w USA.

Szkoda tylko, że jak to w przygodowej SF made-in-USA wszystkei te interesujące pomyły służą koniec konców jako pretekst do nieskomplikowanej, sensacyjnej akcji... I ta "senzacja" sens często przyćmiewa...

Cytuj
wydaje mi się że w takich stacjach ogólnodostępnych tego dużo nie jest

Bo też nowości tak wiele znów nie powstaje. A zwłaszcza tych, które opłaca się importować... Fanatykom ;) zaś zawsze zostaje DVD i mniej legalne metody oglądania...

Cytuj
Wiesz gust mam jaki mam. Nie wiem jak to jest, choć wydaje mi się że ludzie lubiący jednak jakieś moralno-społeczne scenariusze potępiają takich jak ja barbarzyńców, którzy by tylko strzały z lasera liczyli. Zapewne też barbarzyńcy nie mogą pojąc tych drugich. Natomiast chodzi o to żeby każdy wedle gustu oglądał to co chce. Zatem podoba mi się ST Enterprise, bo była tam spora dawka efektów i walki. Nie tylko, ale chyba więcej niż w niektórych seriach ST. Bo i dlaczego nie? Dla jednych bezmyślnośc, dla innych zwykła rozrywka. W pewnym momęcie potrzeba czegoś więcej, bo nie można ciągle oglądać jak się zabijają, ani też jak moralizują. Zatem chodzi mi o pewną równowage, nie usunięcie jednego i wstawienie tylko innego.

Przyjmuję to do wiadomości, ale wolę scenariusze raczej intelektualne (acz niekoniecznie znów dotyczące moralności i społeczeństwa, są i ciekawsze tematy), choć i rozrywka nie gardzę, ale pod jednym warunkiem: że rozrwka ta (mimo swej "rozrywkowosci") nie obraża mojego intelektu i daje mi choc trochę do myslenia. Czyli, zachowuje poziom co najmniej +/- "Termniatora 2" czy "od biedy" i takich "X-Men 2"....
« Ostatnia zmiana: Listopad 10, 2007, 07:53:03 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

WIST

  • Juror
  • Junior Member
  • *****
  • Wiadomości: 52
  • I Love YaBB 2!
    • Zobacz profil
Re: Pewien film SF...
« Odpowiedź #20 dnia: Listopad 10, 2007, 09:02:16 pm »
Zgadza się zanurzali w wodzie i się ładowały. Ja rozumiem związek z planetą, ale aż tak ścisły? Ale cóż może dało by się to jakoś wytłumaczyć. Może to było jezioro pod napięciem lub coś podobnego. Można pofantazjować.

Dla mnie ok była koncepcja Kromagów, ale za to niepodobało mi się wymiana w zasadzie wszystkich prawie postaci na inne. Nie wiem jak Ty, ale dobrze zeby to jakoś doprowadzic do końca i tych samych ludzi i do jakiegoś sensownego zakończenia. Tutaj objawia się moje dążenie do hapy endu. Jasne że możemy odwrócić sytuacje, wskazując że właśnie taki obraz jest realistyczny, że w końcu ktoś musiał zginąć, a samo zakończenie sugeruje że ta podróż np. nigdy się nie skończy, lub że wraz z pierwszym odcinkiem zaczełą się beznadziejna i tragiczna hisotira. Wymyślam teraz, ale cóż znów pole do fantazji.

Jasne że można sciągać z netu. Nie tylko aby szybciej zobaczyć, ale żeby wszystko zobaczyć, oraz wogóle zobaczyć. Czyli ja oglądam 3 sezon gdy w tv mam dopiero 1, oglądam wszystkie odcinki które istnieją, nie tylko te które są importowane, oraz oglądam coś czego wogóle nie widze aby u nas puszczali.
Swoją drogą zastanawiam się czy jeśli ktoś sciąga seriale z netu, które lecą w tv to chyba aż takiego piractwa nie popełnia, czy jednak tak? Jestem poprostu ciekaw jak to wygląda prawnie?

Co do tego poziomu intelektualnego to w sumie prosze o przykłądy abym mógł wejśc w Twoje myślenie, bo to zapene jak wiele rzeczy sprawa indywidualna. Terminator (jak do tej pory wszystko lubie) można oceniać jako naiwny, lub jako proroczy. Mnie właśnie razi troche choćby to co już pisałem - BSG: skąd oni mają broń rodem z Ziemi, oraz użycie ciężarówki, przy myśliwcach kosmicznych? Nie chodzi o samą broń palną, choć tą też mogli by miec inną. Nie pytam o realia scenariusza i koszty każdego efektu specjalnego i dekoracji, ale od strony fikcji. Żeby chociaż mieli tą broń z wyglądu inną (tak jak mają piloci w serialu), a tu żołnierze ubrani jakby ich ze SWATu wzięli.

W sumie już pierwszej kinowej wersji ciekawostką było jak powstały te kolonie i jak to się ma do Ziemi.

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11824
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Pewien film SF...
« Odpowiedź #21 dnia: Listopad 10, 2007, 09:37:16 pm »
Cytuj
Ja rozumiem związek z planetą, ale aż tak ścisły?

I dlatego mówię, że to "bajeczka"...

Cytuj
Może to było jezioro pod napięciem lub coś podobnego.

A to kolejny powód.

Cytuj
Dla mnie ok była koncepcja Kromagów

Owszem, nie byli źli, ale od razu pojawia się pytanie dlaczego przy nieskończonej ilości wszechświatów, mamy do czynienia z tylko jednym takim imperium? (Pomijam już fakt, że taka organizacja "wielkich-złych" z założenia komiksem pachnie..)

(Aha, nie skacz tak szybko od serialu do serialu bo się pogubić można.)

Cytuj
niepodobało mi się wymiana w zasadzie wszystkich prawie postaci na inne. Nie wiem jak Ty, ale dobrze zeby to jakoś doprowadzic do końca i tych samych ludzi i do jakiegoś sensownego zakończenia.

Problem tylko w tym, że najwyraźniej części aktorów serial się znudził...

Cytuj
Jasne że możemy odwrócić sytuacje, wskazując że właśnie taki obraz jest realistyczny, że w końcu ktoś musiał zginąć, a samo zakończenie sugeruje że ta podróż np. nigdy się nie skończy, lub że wraz z pierwszym odcinkiem zaczełą się beznadziejna i tragiczna hisotira. Wymyślam teraz, ale cóż znów pole do fantazji.

Owszem, niechlujstwo twórców (by była jasność: raczej lubiłem "Sliders") zostawia pole do różnych interpretacji ;).

Cytuj
Co do tego poziomu intelektualnego to w sumie prosze o przykłądy abym mógł wejśc w Twoje myślenie, bo to zapene jak wiele rzeczy sprawa indywidualna.

Powiedzmy, że odpowiadałoby mi gdyby cała SF miała poziom twórczości Mistrza Lema (literacka) i "Odysei Kosmicznej 2001" (filmowa).

Cytuj
Terminator (jak do tej pory wszystko lubie) można oceniać jako naiwny, lub jako proroczy.

Ja go po prostu postrzegam jak niegłupią (w swej przygodowej klasie) historię.

Cytuj
Mnie właśnie razi troche choćby to co już pisałem - BSG: skąd oni mają broń rodem z Ziemi, oraz użycie ciężarówki, przy myśliwcach kosmicznych? Nie chodzi o samą broń palną, choć tą też mogli by miec inną. Nie pytam o realia scenariusza i koszty każdego efektu specjalnego i dekoracji, ale od strony fikcji. Żeby chociaż mieli tą broń z wyglądu inną (tak jak mają piloci w serialu), a tu żołnierze ubrani jakby ich ze SWATu wzięli.

Bo tak naprawdę "Battlestar Galactica" to nie tyle "prawdziwa" SF w klasycznym stylu, ile przypowieść korzystająca z kostiumu SF...

Cytuj
W sumie już pierwszej kinowej wersji ciekawostką było jak powstały te kolonie i jak to się ma do Ziemi.

W "oryginale" było to wyraźne echo hipotez Dänikena, zobaczymy jak to wyjdzie w obecnej wersji...

ps. a'propos tych seriali co ich w telewizji nie ma ;), to Puls emituje miniserial "RoboCop: Prime Directives" (nie arcydzieło, ale zdecydowanie lepszy od poprzedniego serialu z RoboCopem)

Dziś wieczorem kolejny odcinek.
« Ostatnia zmiana: Listopad 11, 2007, 02:00:29 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

WIST

  • Juror
  • Junior Member
  • *****
  • Wiadomości: 52
  • I Love YaBB 2!
    • Zobacz profil
Re: Pewien film SF...
« Odpowiedź #22 dnia: Listopad 11, 2007, 04:09:26 am »
Wydaje mi się że niektóre odcinki ST szczególnie te z TOS, oraz TNG są też taką bajeczką. Jest różnica pomiędzy jakimiś dziwnymi formami życia, chyba nawet niematerialnych, czy choćby Q a póżnijeszym skupieniem się na humanoidach.

Co do Kromagów to wydaje mi się że było więcej ich światów w równoległych wymiarach. Wogóle taka wojna międzywytmiarowa między ludzmi a Kromagami mogła by zostać wzbogacona jeszcze.
Co do aktorów to czytałem troche na ten temat i jeśli wierzyć temu co się dowiedziałem to tam były jakieś nieporozumienia, także tak po kolei zrezygnowali. Też może chodziło o pieniądze itd. Czy ja wiem, aktor to aktor i dopóki ma stałą prace to powinien się raczej cieszyć, chyba że dostanie lepszą propozycje. Różnie to bywa, ale pozostaje pamięć po ciekawej koncepcji opowiadania.
I tak nieźle, bo w fimach USA zwykli ludzie potrafią walczyć i to skutecznie z cyborgami, kosmitami, a w przypadku Slidersów ze wszystkim naraz. Przy tym mają szczęście, choć do czasu...

Jasne, sorry że tak skacze, to raczej gest spontaniczny.

Ciekawe, RoboCop tez się oglądało swojego czasu. Jedna nowość jest. Ja generalnie ludzie filmy gdzie zamkniętej przestrzeni, nie koniecznie małej, mamy ludzi i zagrożenie. To się nawet jakoś nazywa, ale nie pamiętam tego terminu, a reprezentuje to The Thing, Obcy, Predator 1 itd. Mogę oglądać dużo takich filmów, nie koniecznie o porażającej fabule, choć też bez przesady żeby wszystko na jedno kopyto. Czy to na statku i pływającym i kosmicznym, czy w bazie antarktycznej, czy dzungli, czy na planecie. Jakaś prosta fałbuła i się ogląda. Wynalazłem kiedyś taki film sprzed iluś dzisięciu lat. Połączenie Amagedonu z Obcym. Asteroida leci na Ziemie, a ludzie jak zawsze lądują na niej i chcą ją wysadzić. A tam niespodzianka... wykopują żarłocznego obcego. Muszą go zabić i jeszcze uratować Ziemie. Jedyne tego typu które znam i myśle ciekawe połączenie dwóch koncepcji.
Swoją drogą to zastanawiam się czasem czy nie ma jakiegoś kryzysu pomysłów na fabuły SF, czy nawet wogóle filmów. Głownie robi się kontynuacje przebojów, kręci komiksy, czy gry. Nie narzekam na same filmy, ale to czy przypadkiem nie brak nowego spojrzenia. Też samo pytanie co to jest SF, bo jak sam piszesz BSG to taka przypowieść ubrana w kostium SF.

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11824
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Pewien film SF...
« Odpowiedź #23 dnia: Listopad 11, 2007, 03:40:09 pm »
Cytuj
Wydaje mi się że niektóre odcinki ST szczególnie te z TOS, oraz TNG są też taką bajeczką. Jest różnica pomiędzy jakimiś dziwnymi formami życia, chyba nawet niematerialnych, czy choćby Q a póżnijeszym skupieniem się na humanoidach.

No i tu pojawia sie pytanie co jest bardziej nierealne - "dziwne formy życia" (taką np. moc Q można próbować wyjaśniać za pomocą rozwiniętej plancktech) czy żyjące na obcych planetach humanoidy (podobne fizycznie i psychicznie do ludzi). Prawdę mówiąc choć lubie "Star Trek" od tych humanoidów flaki się we mnie przewracały, póki nie nauczyłem się przymykać na to oko...

Cytuj
Co do Kromagów to wydaje mi się że było więcej ich światów w równoległych wymiarach.

Byłoby to logiczne, ale twórcy serialu oczywiście nie zadali sobie trudu by to dopracować...

Cytuj
Wogóle taka wojna międzywytmiarowa między ludzmi a Kromagami mogła by zostać wzbogacona jeszcze.

Chociaż konsekwentnie pokazana... Bo widzieliśmy mało przekonujące migawki...

Cytuj
I tak nieźle, bo w fimach USA zwykli ludzie potrafią walczyć i to skutecznie z cyborgami, kosmitami, a w przypadku Slidersów ze wszystkim naraz. Przy tym mają szczęście, choć do czasu...

Tak, w filmach USA ludzie (w dodatku Amerykanie) każdemu dadzą radę... Oczywiście można widzieć w tym pochwałę niezłomnego ludzkiego ducha, ale raczej należy w tym widzieć brak realizmu po prostu...

Cytuj
Jasne, sorry że tak skacze, to raczej gest spontaniczny.

Ale utrudniający dyskusję.

Cytuj
Ciekawe, RoboCop tez się oglądało swojego czasu. Jedna nowość jest.

Tak, wiele filmów z lat '80 i wczesnych '90 stało sie tak słynnymi nie tyle dla swojej wysokiej jakości, ile dla oryginalności pomysłu. Podobały się (i podobają nadal), bo pokazywały coś nowego...

Cytuj
Ja generalnie ludzie filmy gdzie zamkniętej przestrzeni, nie koniecznie małej, mamy ludzi i zagrożenie. To się nawet jakoś nazywa, ale nie pamiętam tego terminu, a reprezentuje to The Thing, Obcy, Predator 1 itd. Mogę oglądać dużo takich filmów, nie koniecznie o porażającej fabule, choć też bez przesady żeby wszystko na jedno kopyto. Czy to na statku i pływającym i kosmicznym, czy w bazie antarktycznej, czy dzungli, czy na planecie. Jakaś prosta fałbuła i się ogląda.

Problem tylko w tym, że wszystkie te filmy - choć (poza "Armageddonem") uważam je za niezłe jak na to co prezentuje nam kinowa SF - daja się opisać za pomocą słynnego "Kalkulatora"... Co dowodzi ich sztampowości (i sztampowości kina SF wogóle).

Cytuj
Wynalazłem kiedyś taki film sprzed iluś dzisięciu lat. Połączenie Amagedonu z Obcym. Asteroida leci na Ziemie, a ludzie jak zawsze lądują na niej i chcą ją wysadzić. A tam niespodzianka... wykopują żarłocznego obcego. Muszą go zabić i jeszcze uratować Ziemie. Jedyne tego typu które znam i myśle ciekawe połączenie dwóch koncepcji.

Niestety trzeba to straszliwą bzdurą nazwać bo skąd się ten "żarłoczny obcy" wziął na asteroidzie, jak w próżni przeżył, itp. Z opisu wychodzi (przykro mi) kretyńska bajka. W dodatku wymyśłona na zasadzie "co dwa strachy to nie jeden"...

Cytuj
Swoją drogą to zastanawiam się czasem czy nie ma jakiegoś kryzysu pomysłów na fabuły SF, czy nawet wogóle filmów. Głownie robi się kontynuacje przebojów, kręci komiksy, czy gry. Nie narzekam na same filmy, ale to czy przypadkiem nie brak nowego spojrzenia. Też samo pytanie co to jest SF, bo jak sam piszesz BSG to taka przypowieść ubrana w kostium SF.

Na podstawie danych obserwacyjnych wydaje się, że jest i kryzys pomysłów, i kryzys czynnika naukowego w fantastyce "naukowej".
« Ostatnia zmiana: Listopad 11, 2007, 03:45:40 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

WIST

  • Juror
  • Junior Member
  • *****
  • Wiadomości: 52
  • I Love YaBB 2!
    • Zobacz profil
Re: Pewien film SF...
« Odpowiedź #24 dnia: Listopad 12, 2007, 02:39:53 am »
I tu masz racje i sam też zauważyłem to że jakoś dziwnie tyle raz na tylu planetach tak bardzo podobnych jest do ludzi. Niektórzy mają jedynie fałdki na nosie i to wszystko co ich od nas różni. A już to że mogą się łączyć w pary, że z tego są dzieci... Kosmos jak wielka rodzina różniąca się szczegółami. Swoją drogą ludzie szybko dogonili obcych, choć może z pomocą Volcan. Niektóre rasy wydają mi się reprezentować jakieś cechy ludzie i tak Volcanie logicy, a Klingoni wojownicy. Romulanie jakoś dziwnie kojarzą mi się z Rzymianami itd.
Też ciekawy jest świat ekonomiki ST. Za co oni pracują i na jakim poziomie rozwoju społecznego są? Kążdy dostaje dom i prace? Dlaczego służą a nieraz giną?

I to jest to, Amerykanom nikt nie da rady. I przyzwyczailiśmy się do tego, choć jak by sie zastanowić to przy pierwszym spotkaniu z wojowniczą rasą z kosmosu koniec z nami.
Podobnie z asteroidami nie wydaje się abyśmy tak łatwo mieli sobie z nimi poradzić. Oczywiście mamy tutaj fikcje i to po amerykańsku, bo kto inny robi jeszcze tak masowo filmy SF (ale może się myle, to popraw mnie).

Slidersi zostali nagle zakończeni. Także kto wie co jeszcze by wymyślili scenarzyści. Nie wiem jak Ty ale mimo wszystko można się zastanowić co my byśmy tam wstawili bo wbrew pozorom to chyba nie takie proste coś wymyśleć. Ale skoro robią serial to jest to wymaganie aby potrafili go ciągnąć, szczególnie że jakaś koncepcja była. Już nie hcodziło o jakichś zagubionych podróżników, tylko o całą rzeczywistość, coś więcej nawet niż wszechświatw senise nasz wymiar. Gdybyśmy widzieli więcej konsekwentnych migawek to pewnie nasi bohateroie byli by zmuszeni pokonać całą armie Kromagów, a tak jedynie zasmakowali tego co się dzieje między wymiarami.

Przepraszam ale nie oreintuje się czym jest ten "kalkulator"?

Tzn. ten kosmita w asterodzie został wytłumaczony w filmie. Poprostu gdzieś na jakiejś planecie złapali to żarłoczne coś i zamknęli w rakiecie czy jakoś tak oraz wystrzelili w kosmos. Przez wieki obrastało to materią międzygwiezdną, skałami itd i przybrało forme asteroidu.

Cóż, co by tu jeszcze wymyślić poza transporterami, podróżami w czasie i laserami, oraz szybkim przemieszczaniem się. Te rzeczy ktoś kiedyś wymyślił, czy to dzięki Einsteinowi, czy to wąłsnej wyobraźni. Ciekawym jest dla mnie pomysł ST Enterprise temproalnej zimnej wojny, który możan by rozwinąć. Takie połączenie też Slidersów, czyli skakanie po historii i zmiana jej, pewna swoista dowolność. Nie ma że wszystko musi się dobrze skończyć. Zróbmy z przeszłości coś niepewnego, ewolułującego dzięki ingerencji z zewnątrz.

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11824
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Pewien film SF...
« Odpowiedź #25 dnia: Listopad 12, 2007, 07:16:51 am »
Cytuj
I tu masz racje i sam też zauważyłem to że jakoś dziwnie tyle raz na tylu planetach tak bardzo podobnych jest do ludzi. Niektórzy mają jedynie fałdki na nosie i to wszystko co ich od nas różni. A już to że mogą się łączyć w pary, że z tego są dzieci... Kosmos jak wielka rodzina różniąca się szczegółami.

Co prawda początkowo Roddenberry chciał aby wszycy Obcy byli należycie niehumanoidalni, ale wytwórnia się na to nie zgodziła, bo budżet za niski. Potem gdy juz humanoidów się namnożyło ratował się rozwiazaniem zapożyczonym z cyklu haińskiego Le Guin (dawna cywilizacja humanoidalna rozsiała humanoidalne rasy będące jej potomstwem po całej Galaktyce).

Cytuj
Swoją drogą ludzie szybko dogonili obcych, choć może z pomocą Volcan.

Jeśłi wierzyć epigońskiemu "Star Trek: Enterprise" - owszem.

Cytuj
Niektóre rasy wydają mi się reprezentować jakieś cechy ludzie i tak Volcanie logicy, a Klingoni wojownicy. Romulanie jakoś dziwnie kojarzą mi się z Rzymianami itd.

Typowy błąd (a przynajmniej rażące uproszczenie) rodem z masowej SF - Obcy, których osobowość stanowi "wyostrzenie" pewnej ludzkiej cechy (kolejny przykład znajdziemy w słynnym "Pierścieniu" Nivena - mamy tam wojowniczych Kzinów i tchórzliwe Laleczniki).

(BTW: Mistrz Lem strasznie z tych Romulan szydził.)

Cytuj
Też ciekawy jest świat ekonomiki ST. Za co oni pracują i na jakim poziomie rozwoju społecznego są? Kążdy dostaje dom i prace?

Przypuszczalnie maja coś na kształt socjalizmu opartego na produkujących dobra materialne wedle potrzeby (na zasadzie tworzenia materii z energii) replikatorach.

Cytuj
Dlaczego służą a nieraz giną?

To było wyjaśnione (w powieści stanowiącej "nowelizację" scenariuszy serialu). Do Gwiezdnej Floty zgłaszaja się swoiści "wariaci", osobnicy których osobowość po prostu skłania do szukania nowych wyzwań i podejmowania ryzyka, stanowiacy w sumie niewielki odsetek populacji...

Cytuj
I to jest to, Amerykanom nikt nie da rady. I przyzwyczailiśmy się do tego, choć jak by sie zastanowić to przy pierwszym spotkaniu z wojowniczą rasą z kosmosu koniec z nami.

Był taki film stylizowany na paradokument, "Bez ostrzeżenia" sie nazywał. Clarke w nim sam siebie zagrał. Stanowił świetną ilustrację tego, że w przypadku spotkania ew. Obcych zaawansowanych technicznie tak, ze między gwiazdami latają, gdyby miało dojsć do konfrontacji mamy zerowe szanse. (Nie był moze wybitny, ale z masówki poważnym ujęciem tematu się wyrózniał.)

Cytuj
Podobnie z asteroidami nie wydaje się abyśmy tak łatwo mieli sobie z nimi poradzić. Oczywiście mamy tutaj fikcje i to po amerykańsku, bo kto inny robi jeszcze tak masowo filmy SF (ale może się myle, to popraw mnie).

Jak już mówiłem, ładnie podsumował to Oramus. Polecał mianowicie obejrzeć "Armageddon" by zobaczyć jak z całą pewnością nie będzie wygladało radzenie sobie z asteroidem...


Cytuj
Slidersi zostali nagle zakończeni. Także kto wie co jeszcze by wymyślili scenarzyści. Nie wiem jak Ty ale mimo wszystko można się zastanowić co my byśmy tam wstawili bo wbrew pozorom to chyba nie takie proste coś wymyśleć. Ale skoro robią serial to jest to wymaganie aby potrafili go ciągnąć, szczególnie że jakaś koncepcja była. Już nie hcodziło o jakichś zagubionych podróżników, tylko o całą rzeczywistość, coś więcej nawet niż wszechświatw senise nasz wymiar. Gdybyśmy widzieli więcej konsekwentnych migawek to pewnie nasi bohateroie byli by zmuszeni pokonać całą armie Kromagów, a tak jedynie zasmakowali tego co się dzieje między wymiarami.

Owszem... Można było pewnie jeszcze wiele (zarówno mądrych jak i głupich) rzeczy wymyślić, ale ich nie  wymyślono... (A co do wojenek to wolałbym każdy inny kierunek linni fabularnej niż ten... Zwłaszcza, że na zdrową logikę grupka bohaterów gł. nie pokona takiej armii.) A swoja drogą troche bym po tych "Slidersach" pojeździł (gdyby nie to, że nie jestem w bojowym nastroju) bo wymyślenie tylu niezłych pomysłów i użycie ich w roli pretekstów do przygodowych, głupawych fabuł zasługuje na potępienie jako szczyt marnotrawstwa... (Choć, przyznaję, oglądałem ten serial z niejaką przyjemnością.)

Cytuj
Przepraszam ale nie oreintuje się czym jest ten "kalkulator"?

Wstyd nie wiedzieć. Jest to maszyna do wykańczania tandetnych filmów (i nie tylko filmów) SF.

Cytuj
Tzn. ten kosmita w asterodzie został wytłumaczony w filmie. Poprostu gdzieś na jakiejś planecie złapali to żarłoczne coś i zamknęli w rakiecie czy jakoś tak oraz wystrzelili w kosmos. Przez wieki obrastało to materią międzygwiezdną, skałami itd i przybrało forme asteroidu.

No przepraszam... Jeśłi to jest logiczne wyjaśnienie, to ja jestem ten kosmita.

cd. w następnym poście...
« Ostatnia zmiana: Listopad 12, 2007, 05:08:23 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11824
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Pewien film SF...
« Odpowiedź #26 dnia: Listopad 12, 2007, 07:18:35 am »
cd, bo się już nie mieściło w przewidzianej ilości znaków na post

Cytuj
Cóż, co by tu jeszcze wymyślić poza transporterami, podróżami w czasie i laserami, oraz szybkim przemieszczaniem się. Te rzeczy ktoś kiedyś wymyślił, czy to dzięki Einsteinowi, czy to wąłsnej wyobraźni. Ciekawym jest dla mnie pomysł ST Enterprise temproalnej zimnej wojny, który możan by rozwinąć. Takie połączenie też Slidersów, czyli skakanie po historii i zmiana jej, pewna swoista dowolność. Nie ma że wszystko musi się dobrze skończyć. Zróbmy z przeszłości coś niepewnego, ewolułującego dzięki ingerencji z zewnątrz.

Zaraz. Chcesz połączyć wątki z prawdziwego "Star Treka", "Sliders" i "Terminatora" i usiłujesz mi wmówić, że to ma sens. Moze i ma w tym znaczeniu, że taką historie pewnie da się wymyślić. Pytanie tylko po co, skoro byłaby idealnie wtórna?

Podsumowując: zacząłeś ten wątek od opisania arcykretyńskiego filmu "SF" i nadal w oparach absurdu się tu poruszamy, zwłaszcza, ze sporo filmów/seriali o których tu wspominany nie nadaje się do ogladania nawet jako czysta rozrywka... Czy topic ten (po trosze dublujący zresztą słynny filmowy wątek) ma służyć jako niekończąca się ilustracja Prawa Sturgeona? Bo chyba już tę rolę dostatecznie spełnił...

Owszem, lubię klasycznego "Star Treka", bo mimo bzdurnej fabuły większości odcinków, dostrzegam w nim pewne ponadczasowe wartości. Owszem uważam "Aliena" za jeden z najlepszych filmów SF jakie powstały ("pośród ślepych..."). Czyli nie jestem osobnikiem przesadnie surowym w ocenach, ale fakt, że umiem docenić jakiś film mimo jego wad, nie znaczy chyba, że mam się zachwycać wszystkim cokolwiek wymyślono, tylko dlatego, że ktoś uznal za stosowne to nakręcić... (A do tego, zdaje się, usiłujesz mnie przekonać.)

Prawdę mówiąc dyskusja o największych bzdetach sprzedawanych pod znakiem "SF" zaczyna mnie męczyć. Zwłaszcza, że niedawno usiłowałem zmierzyć się z jednym z tomów sławetnego cyklu "Honor Harrington" i nie zmogłem go. Widać moja tolerancja dla głupoty udającej fantastykę naukową jest na wyczerpaniu. (Choć, szczerze mówiąc, cykl ten jest znacznie bardziej wartościowy niż filmy, które tu streszczasz.)

ps. tylko nie potraktuj tych uwag zbyt osobiście ;).
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

WIST

  • Juror
  • Junior Member
  • *****
  • Wiadomości: 52
  • I Love YaBB 2!
    • Zobacz profil
Re: Pewien film SF...
« Odpowiedź #27 dnia: Listopad 13, 2007, 03:26:39 am »
O tym nie słyszałem. Czyli koncepcja Danikena. I tutaj można wejśc w wątek religijny, bo skoro stworzycielem jest jakaś rasa z przeszłości to czyni wszystkich wielką rodziną galaktyczną.

Czy ja wiem czy błąd, tak działą wyobraźnia. Zresztą uniwersalną wręcz cechą jest wojowniczość wszystkich prawie ras. Klingoni wydawało by się barbarzyńcy mają włąsną kulture opartą na walce, ale to nadal kultura. Grecy też byli wojowniczy, a jednak kojarzy się ich z rozwiniętą kulturą na której m.in. zresztą wyrosła Europa.
Volcanie sprawiają wrażenie jakichś intelektualistów, chłodnie liczących wszystko i kierującym się tym co najbardziej logiczne, ale jak trzeba to i walczących (co jest logiczne zresztą nieraz).

To w ludziach musiał nastąpić jakiś wstrząs, jeśli udało się stworzyć tak utopijne społeczeństwo. Motorem napędowym rozwoju jest zysk. Tutaj zysk to wiedza, doświadczenie ale czy to wystarczy? To ciekawe, jak wygląda system ewdukacji, czy naprawde wszyscy żyją dostatnie i w zgodzie. Pewnie nie, ale wydaje się że marginalnym jest jakaś patologia czy inne tego typu rzeczy. System to wymusza. Swoją drogą te replikatory muszą ciągnąć dużo energii i coś takiego jak huta metalu też gdzieś tam musi być bo całego statku raczej nie replikują.

Rozumiem, zatem idą tam narwańcy i jest to jakieś wytłumaczenie. Stanowią oni zarazem załoge jak i swoistą armie. Natomiast gdy ogląda się filmy to widać młodych zazwyczaj ludzi i strach w ich oczach. Walczą z Borgiem, walczą z Klingonami, ale wydaje się że nie są przygotowali praktyca mam wrażenia. Robią swoje, ale wydaje się niekiedy jakby mieli uciec zaraz w próżnie kosmosu.
W sumie to ciekawe jak jest rozwiązana kwestia obrony, bo społeczeństwo chyba jest jakoś przygotowane do inwazji i walki, chyba że te statki i ich załogi to jedyna obrona.

Jawisz mi się jako osoba która nie ogląda byle czego, tylko to co się poprostu Tobie podoba. Taki prawdziwy krytyk którzy widzi bzdury, tam gdzie zwykły widz się cieszy. Ja natomiast (z pewnym wewnętrzym wstydem który jednak chce przemóc) musze się przyznać ze głupawe czy nie, takie rzeczy też oglądam. Może to świadczyć o moim niskim poziomie w tej kwestii, a może jedynie przyjmowaniem tego co jest bo nic innego nie ma. Ostatecznie może poprostu troche nawet bezmyślnej nawalanki pozwala mi się zrelaksować, dać odpocząć głowie. Taki mój gust i mam nadzieje że w tej kwesti Twoje wyobrażenie o mnie sięga troche wyżej niż dna. Żeby była jasność, to nie czuje się urażony (o ile tylko nie było to Twoim zamiarem) i sam nie pisze tego wszystkiego jako jakaś riposta z ukrytym przekazem. Naprawde ma nadzieje żę nie oceniasz mojej osoby nisko jedynie po hustach filmowych.
Ja nie koniecznie chce Cie przekonać. Poprostu miło jest pogadać o SF, a że miałem okazje to kontynuowałem wątki. Skoro już ST stworzył cały świat przyszłosci to fajnie jest dopowiedzieć coś o nim, zadać pytania itd. Zacząłem od rzeczy którą pamiętam słabo w sensie czy było dobre czy nie. Wtedy oglądałem i podobało mi się. Nie wiem jak teraz, ale myśle że można obejrzeć i dziękuje za pomoc, że ten drugi film udało mi się znależć. Nie znaczy to jakiegoś końca rozmowy, choć jeśli czujesz się zmęczony to spoko i jedynie moge przeprosić.

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11824
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Pewien film SF...
« Odpowiedź #28 dnia: Listopad 13, 2007, 03:53:27 pm »
Cytuj
O tym nie słyszałem. Czyli koncepcja Danikena. I tutaj można wejśc w wątek religijny, bo skoro stworzycielem jest jakaś rasa z przeszłości to czyni wszystkich wielką rodziną galaktyczną.

I owszem... Są tam jednostki, które usiłują o wszystkich humanoidach sądzić jako o jednej wielkiej "rodzinie".

Cytuj
Czy ja wiem czy błąd, tak działą wyobraźnia.

I to o ubóstwie tej wyobraźni świadczy:
1. wszystko jest tu wzorowane na ludziach, tylko w jakimś stopniu pociagniete do ekstremum (mam na przykład b. dobrą przyjaciółkę która z osobowości na takiego Volcana nieźle by pasowała).
2. Ludzie dzielą się według osobowości na rózne typy (często dość kontrastowe), wykonują różne zawody, a tam praktyczne wszyscy Obcy jak zrobieni spod jednej sztancy.

Cytuj
To w ludziach musiał nastąpić jakiś wstrząs, jeśli udało się stworzyć tak utopijne społeczeństwo. Motorem napędowym rozwoju jest zysk. Tutaj zysk to wiedza, doświadczenie ale czy to wystarczy? To ciekawe, jak wygląda system ewdukacji, czy naprawde wszyscy żyją dostatnie i w zgodzie. Pewnie nie, ale wydaje się że marginalnym jest jakaś patologia czy inne tego typu rzeczy. System to wymusza. Swoją drogą te replikatory muszą ciągnąć dużo energii i coś takiego jak huta metalu też gdzieś tam musi być bo całego statku raczej nie replikują.

Wstrząsem była kolejno: III Wojna Światowa, pierwszy kontakt z pozaziemskim Rozumem i rewolucja technologiczna niwelująca raz na zawsze klęskę biedy i głodu. (A czy to by w praktyce podziałało: czort wi.)

Cytuj
Rozumiem, zatem idą tam narwańcy i jest to jakieś wytłumaczenie. Stanowią oni zarazem załoge jak i swoistą armie. Natomiast gdy ogląda się filmy to widać młodych zazwyczaj ludzi i strach w ich oczach. Walczą z Borgiem, walczą z Klingonami, ale wydaje się że nie są przygotowali praktyca mam wrażenia. Robią swoje, ale wydaje się niekiedy jakby mieli uciec zaraz w próżnie kosmosu.

Na polu walki chyba każdy sie boi, sztuką jest ten strach pokonać. Strachhu nie odczuywają tylko ludzie b. ograniczeni i niektóre gatunki psychopatów.

Cytuj
chyba że te statki i ich załogi to jedyna obrona.

Według tego o czym się mówi to tak. I są to w dodatku bardziej uzbrojone "na wszelki wypadek" (acz potężnie) jednostki naukowe niż armia. Dopiero w nakręconym po śmierci Roddenberry'ego i oskarżanym o odejście od klimatu pierwotnego "Star Treka", acz pod niektórymi względami - mimo swej wtórnosci - mądrzejszym "Deep Space Nine" pojawiają się typowe battleshipy z Defiantem na czele.

Cytuj
Jawisz mi się jako osoba która nie ogląda byle czego, tylko to co się poprostu Tobie podoba. Taki prawdziwy krytyk którzy widzi bzdury, tam gdzie zwykły widz się cieszy.

Większosć Forumowiczów twierdzi, że jestem wręcz niewybredny... Poczytaj Ich wypowiedzi w drugim z filmowych topiców, zamiast tylko dla mnie zachwyt rezerwować... :P

Cytuj
Ja natomiast (z pewnym wewnętrzym wstydem który jednak chce przemóc) musze się przyznać ze głupawe czy nie, takie rzeczy też oglądam. Może to świadczyć o moim niskim poziomie w tej kwestii, a może jedynie przyjmowaniem tego co jest bo nic innego nie ma. Ostatecznie może poprostu troche nawet bezmyślnej nawalanki pozwala mi się zrelaksować, dać odpocząć głowie. Taki mój gust i mam nadzieje że w tej kwesti Twoje wyobrażenie o mnie sięga troche wyżej niż dna. Żeby była jasność, to nie czuje się urażony (o ile tylko nie było to Twoim zamiarem) i sam nie pisze tego wszystkiego jako jakaś riposta z ukrytym przekazem. Naprawde ma nadzieje żę nie oceniasz mojej osoby nisko jedynie po hustach filmowych.

Spokojnie, spokojnie i jeszcze raz spokojnie. Każdy ma jakąś słabość - np. Mistrz Lem o ile mi wiadomo lubił klasyczne brytyjskie ghost stories, maziek niedawno z przyjemnością obejrzał "DOOMa", znam inteligentnych ludzi, którzy oglądają dla rozrywki "opery mydlane" (i kupę śmiechu przy tym mają), jeden ze znajomych, których bardziej cenię zaczytuje się w/w cyklem "Honor Harrington" a (a bardzo bystry z niego facet), ja zaś mam wielką słabość do masowych komiksów o superbohaterach, choć zabij mnie jeśli zdołam powiedzieć jaka jest ich wartość czy sens. Tyle tylko, że nikt o takich "wstydliwych słabostkach" ;) raczej godzinami nie rozprawia.
Ponadto: to akurat Forum poświęcone jest Stanisławowi Lemowi, który był największym (a przynajmniej jednym z największych pisarzy SF) i nie jestem pewien czy tu o tandecie nazywając ją inaczej niź tandetą mówić wypada.

(A, że SF ogląda się taką jaką jest, bo lepsza nie powstaje, to akurat racja.)

Znów cd. w kolejnym  >:(
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11824
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Pewien film SF...
« Odpowiedź #29 dnia: Listopad 13, 2007, 04:00:43 pm »
Cytuj
Ja nie koniecznie chce Cie przekonać. Poprostu miło jest pogadać o SF, a że miałem okazje to kontynuowałem wątki. Skoro już ST stworzył cały świat przyszłosci to fajnie jest dopowiedzieć coś o nim, zadać pytania itd. Zacząłem od rzeczy którą pamiętam słabo w sensie czy było dobre czy nie. Wtedy oglądałem i podobało mi się. Nie wiem jak teraz, ale myśle że można obejrzeć i dziękuje za pomoc, że ten drugi film udało mi się znależć. Nie znaczy to jakiegoś końca rozmowy, choć jeśli czujesz się zmęczony to spoko i jedynie moge przeprosić.

Ależ porozmawiać zawsze możemy (swoją drogą tyle jest wątków do dyskusji, niektóre są znacznie ciekawsze niż ten). Miło też być pomocnym.

ps. przyjacielska rada, którą i mi dawano, myśląc, że moja (dość tolerancyjna) postawa wobec niektórej słabizny wynika z niedomiarów erudycji: poza tandetą SF istnieje też SF wartościowa, a poza SF istnieje całe mnóstwo książek i filmów może nie mających tak szerokiego miejsca akcji, bo skupionych głównie do Ziemi ;), ale równie, lub bardziej wartościowych. Je też wypadałoby poznać zamiast ograniczać się do różnych tam "Battlestarów..." czy innych znów opowiastek o potworach pożerających ze smakiem astronautów ;).
« Ostatnia zmiana: Listopad 13, 2007, 04:06:08 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki