Autor Wątek: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia  (Przeczytany 771258 razy)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4954
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2700 dnia: Marzec 08, 2020, 12:14:30 am »
Cytuj
Tymczasem zmęczyłem "Ad Astra".
Zmęczyłem i ja.
Jednak, o dziwo, oglądało się całkiem znośnie. Jeśli nie nastawiać się na akcję... taka psychodrama w kosmosie.
Nie znaczy to, że uwagi Q bezzasadne. Zasadne jak najbardziej - nawet dorzucę kilka ujmujących za ...no, nie za serce  :)
O tym, jak żwawo się chodzi po Księżycu - było.
Ale podziemnie jezioro na Marsie dzięki któremu można dostać się do startującej rakiety - to cymesik. Fala uderzeniowa w kosmosie, to już chyba norma - bardzo wizualne.
Wszystko bije scena powrotu kosmonauty w golutkim skafandrze z jednej rakiety do drugiej - dość odleglej, z wykorzystaniem siły odśrodkowej wirującego wiatraka, przebicie się przez pierścienie Neptuna, z blaszaną tarczą, czyli osłoną wyrwaną z jakiegoś panelu baterii... tak!
 Leciał z tą tarczą przed sobą niczym Superman i ona, ta tarcza,  odbijała odłamki, końcowo pokiereszowana jak termopilski hoplon Spartakusa. Sam bohater trafił w punkt - drabinkę wprost do włazu swojej rakiety.
Czyli - realizm wypraw kosmicznych odpada. Zdecydowanie odpada.  :)
Co zostaje?
Dramat skrzywdzonego odejściem ojca syna?
Szaleństwo ojca, który zachowuje się jak zwariowany Hall z Odysei, likwidując przeciwników misji? Przepraszam  - MISJI!
To chyba o to chodziło - jedno z nielicznych źródeł przyjemności oglądania to porównywanie z filmem matką - "Czasem apokalipsy". Niektóre ujęcia niemal kliszą.
Ale po co to?
Kolejny wariant jądra ciemności? -  Było w Kongo, było w Indochinach, a teraz w okolicach Neptuna?
Źródło szaleństwa w czasach lotów kosmicznych?
U Conrada w systemie kolonialnym.
U Coppoli w głowie wybitnej jednostki - doskonałej maszynki do zabijania i okoliczności umożliwiających "bycie bogiem"...ten trop by?
Nadczłowiek z misją - której poświęca wszystko, a ona traci sens?
Marginesem - ten kosmos niby metodycznie podbijany, system, procedury, rozliczne kontrole, kontrolki, guziki, komisje  - a w nim i tak rządzą albo niezrównoważeni geniusze którzy siłą woli pokonują granice nie do pokonania, albo... kosmonauci wymagający natychmiastowej wizyty u psychiatry, którzy urządzają sobie tam, akutrat tam, seanse terapeutyczne.
 Próżnia jako kozetka?
Plus samotność .. i samo z człeka wyłazi a nawet wizualizuje. Czy leczy?
Leczy - w opisywanym filmie uleczyło, co radośnie zaspoileruję. Dodawszy, ze starał się tatusia uratować.
A, że monologi  językiem "godnym pióra Coelho"? Zapewne tak, ale z tego zarzutu bym nie robił. On do filmów akuratny.

O - i jeszcze zabrakło mi muzyki. W Czasie Apokalipsy, podobnie przeciągniętym, to był spory atut hamujący ziewanie. Niby i w Astrze jakiś numer z starego musicalu, ale... jakoś ni pasował, ni przyłatał. 1,5 h zdecydowanie by wystarczyło.
I jeszcze.. jedna fajna scenka - bodaj po przybyciu na Księżyc. Coś ala hala przylotów a tam niczym biały miś w Zakopanem - fotograf, fotomat? ... i robiący za misia alien.

I jeszcze - fajnie było zobaczyć po latach bohaterskiego dowódcę czołgu i to nie Janka Kosa, a Donalda eS.
I jeszcze... nie, już chyba nic.
Tyle
Piraci na Księżycu... hmmm. Trzeba by do tego równania inspiracji dorzucić Mad Maxa.
« Ostatnia zmiana: Marzec 08, 2020, 11:23:04 am wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10604
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2701 dnia: Marzec 08, 2020, 01:21:42 pm »
Jeśli nie nastawiać się na akcję... taka psychodrama w kosmosie.

Prawda, tak sobie myślę, że gdyby "Ad Astrę" z akcji okroić, i o ten realizm jednak zadbać, to by coś całkiem znośnego wyjść mogło, może nie aż drugi "Moon", ale... Styl by rzecz w górę pociągnął...
(Tylko sposób zakończenia niektórych wątków wymagałby pewnego przepracowania.)

Marginesem - ten kosmos niby metodycznie podbijany, system, procedury, rozliczne kontrole, kontrolki, guziki, komisje  - a w nim i tak rządzą albo niezrównoważeni geniusze którzy siłą woli pokonują granice nie do pokonania, albo... kosmonauci wymagający natychmiastowej wizyty u psychiatry, którzy urządzają sobie tam, akutrat tam, seanse terapeutyczne.
 Próżnia jako kozetka?

Poniekąd ma to sens... Pchają się w tę Próżnię ludzie, którym na Ziemi za ciasno, i nie potrafią na niej dojść do ładu ani ze sobą, ani z innymi...* Ale tylko poniekąd, bo jest to jednak środowisko, w którym przetrwanie wymaga ścisłej samodyscypliny, a o tę takim niezrównoważeńcom trudno...

* Grali zresztą na tej nucie Le Guin, Petecki, startrekowi...

A, że monologi  językiem "godnym pióra Coelho"? Zapewne tak, ale z tego zarzutu bym nie robił. On do filmów akuratny.

Można rzec, że w wypadku ekranowej SF to powrót do korzeni - i tu wkracza Q z anegdotą ;).

jedna fajna scenka - bodaj po przybyciu na Księżyc. Coś ala hala przylotów a tam niczym biały miś w Zakopanem - fotograf, fotomat? ... i robiący za misia alien.

Tak, to ten powiew pirxowatości obyczajowej...
« Ostatnia zmiana: Marzec 09, 2020, 09:02:34 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10604
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2702 dnia: Marzec 17, 2020, 10:29:54 pm »
Szukając optymistycznej rozrywki na trudne czasy wziąłem się (jak po wcześniejszych postach mogliście się domyślić) ponownie za serial "Doctor Who", tym razem głównie w jego klasycznym, kręconym w latach 1963-89, wydaniu. Jeśli uznać odcinki cieszące się największą popularnością/opinią najlepszych za reprezentacyjne, to nie należy się tam spodziewać głębi na miarę najwybitniejszych odsłon "Kosmosu: 1999" czy "Star Treka" (wczesne epizody "DW" nowożytnego, odgrzewanego, zdają się wypadać pod tym względem lepiej), ale mającym słabość do SF (zwł. staroświeckiej) może się - przy odpowiednio luźnym podejściu* - podobać, tym bardziej, że między scenarzystami przewijają się znane nazwiska z branży** (a intencjonalny, i nieintencjonalny, humor idzie czasem w dość lemowatym, tichym, kierunku).

* Które jest tu o tyle wskazane, że jest to produkcja traktująca siebie dalece mniej serio niż jej nazwani rywale, znacząco od nich lżejsza.

** Douglas Adams (pozostający, jeśli wierzyć okładce "Lemistry", pod przemożnym wpływem Mistrza), Terry Nation (który stworzył również "Blake's 7"), (kojarzony z w/w "Kosmosem...") Johnny Byrne; w obecnej erze dołączył do nich również Neil Gaiman (o czym już wspominałem).

Garść bardziej szczegółowych refleksji o pilocie i o jednej z najbardziej znanych opowieści o czwartej - uchodzącej za ikoniczną* - inkarnacji bohatera tytułowego pod adresem:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=5&topic=1367&page=16#msg341066

* I nie bez powodu, że odwołam się do scen z jeszcze jednej słynnej, a cięższej tematycznie, historii z nią:

« Ostatnia zmiana: Marzec 20, 2020, 06:06:03 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11186
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2703 dnia: Marzec 18, 2020, 09:14:08 pm »
A tak apropos to nie wiem, czy było omawiany, ale obejrzałem "Pierwszego człowieka" (na Księżycu ma się rozumieć, czyli o Armstrongu). Generalnie widzę kino akcji zmierza ku filmowi psychologicznemu, sporo jest długich zbliżeń na twarze gł. bohaterów, które generalnie niczego nie wyrażają, można by plakat podstawić, ale wiadomo, że to dlatego, że prawdziwi astronauci nie okazują emocji, więc w gruncie rzeczy te twarze są bardzo rozemocjonowane, tylko tego nie widać. W pewnym sensie bardzo budżetowe, tyle że obsada może skurczów mięśni doznać. Mięśni mimicznych oczywiście.
Jest wolność, więc każdy ma prawo być idiotą!
© Krzysztof Grabowski, DEZERTER

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5034
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2704 dnia: Marzec 22, 2020, 07:49:20 pm »
Przez te międzypokoleniowe jednoczenie zostałam przymuszona do zobaczenia Avengersów...o tych:
https://www.filmweb.pl/film/Avengers%3A+Czas+Ultrona-2015-637247
Ponieważ lubię T. Starka - dzielnie wytrzymałam. Podobno świetne - tylko dlaczego takie nudne?;)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10604
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2705 dnia: Marzec 22, 2020, 08:35:58 pm »
Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja ziewałem na tej drętwej pile ;). Na pierwszej z cyklu też ziewałem:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=5&topic=1119&page=9#msg264085
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10604
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2706 dnia: Kwiecień 04, 2020, 03:58:33 pm »
Oramus "Ad Astrą" również się nie zachwycił ;):
http://www.galgut.eu/pracownicy-prozni/
Za to film "Proxima" tak jakby zachwala:
http://www.galgut.eu/i-ty-zostaniesz-astronauta/
Oglądał go ktoś?

ps. A oto co M.O. ma do powiedzenia o "Pierwszym człowieku":
http://www.galgut.eu/wielki-skok-ludzkosci/
Nowym "Bladym...":
http://www.galgut.eu/uczniowie-spartakusa/
"Passengers":
http://www.galgut.eu/romeo-i-julia-w-kosmosie/
"Life":
http://www.galgut.eu/prezent-z-marsa/
I "Kształcie wody":
http://www.galgut.eu/ichtiander-odnaleziony/
(Bajdełej: fajna ta ruska bajka o Ichtiandrze była ;).)
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 04, 2020, 04:23:13 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

NEXUS6

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2238
  • MISTYK WYSTYGŁ, WYNIK: CYNIK
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2707 dnia: Kwiecień 04, 2020, 05:57:09 pm »
Obejrzalem ostatnie Gwiezdne Wojny. Scenografia i kostiumy cacy, bardzo jak pierwsze 2 czesci, te stare. Fabula i postacie przetragiczne.
Serial "Devs", jestem na 4 odcinku. Ma cos w sobie, pomysl ciekawy, dobrze zrobiony. Nie wiem czy sie nie rozmemla, bo to zdaje sie byc czesta przypadloscia seriali, po dobrym starcie. Jak na razie jest dobrze. Komputer kwantowy najnowszej generacji potrafiacy "zagladac" w przeszlosc i przyszlosc, pytania o determinizm, przypadkowosc, wolna wole lub jej brak. Intrygi i szpiegostwo. Serial o raczej powolnym tempie, nastrojiwe dlugie ujecia, troche zakrecony, ale nie nudzi.
Stories From The Loop (czy jakos tak) troche podobny w klimacie do Devs, na razie 3 odcinki obejrzane. Historie osobne, ale z tego samego miejsca, kazda ma jakis przewodni motyw, podejrzewam ze wzzystko jest jakas symulacja, albo eksperymentem.

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10604
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2708 dnia: Kwiecień 05, 2020, 11:59:59 am »
Obejrzalem ostatnie Gwiezdne Wojny. Scenografia i kostiumy cacy, bardzo jak pierwsze 2 czesci, te stare. Fabula i postacie przetragiczne.

Dorzuciłbym narrację (reżyserię, ale i sposób poprowadzenia tej fabuły przez scenarzystów). Takiego rwania wątków, tak chaotycznego skakania od sceny do sceny, ze świecą szukać nawet wśród równie kiepskich filmów "SF". Ten sposób opowiadania zabiłby i znacznie lepszą/mądrzejszą historię.

BTW. od niedawna mamy znów wątek o "SW", sam zakładałem ;), zapraszam, jeśli masz ochotę:
https://forum.lem.pl/index.php?topic=1706.0

Stories From The Loop (czy jakos tak)

"Tales...":
https://en.wikipedia.org/wiki/Tales_from_the_Loop

Aha: dzięki za polecanki, wyglądają znacznie ciekawiej od obecnych "Star Treków" ;).

ps. Skoro przy nowych serialach jesteśmy... Oglądał kto?
https://en.wikipedia.org/wiki/The_Good_Place
Niekoniecznie SF, ale ponoć przyjemnie filozoficzne...
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 05, 2020, 12:05:03 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

NEXUS6

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2238
  • MISTYK WYSTYGŁ, WYNIK: CYNIK
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2709 dnia: Kwiecień 05, 2020, 03:49:12 pm »
Nie wiem czy warto miec osobny watek na SW. Gatunek zostal skutecznie zgwalcony, zeszmacony, polany benzyna i podpalony.
Ogladalem ten The Good Place, zasadniczo jest to komedia romantyczna, ale o dziwo nawet mi sie przyjemnie ogladalo.
Obejrzalem Underwater, czy jakos tak... Gorsza (o wiele) wersja Aliens, tyle ze nie w kosmosie, a na dnie Rowu Marianskiego. Nakrecony po taniosci w bardzo ciemnych scenach, malo sensu, oni uciekają, potwory ich gonia, oczywiscie najtwardsze i najbardzuej kompetentne sa mlode laski, biegajace w gaciach. Malo pamietam, bo nie bylo co pamietac

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5034
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2710 dnia: Kwiecień 05, 2020, 04:28:15 pm »
oczywiscie najtwardsze i najbardzuej kompetentne sa mlode laski, biegajace w gaciach.
To w sumie jeszcze nie tak źle - skoro w...;)
Ja zobaczyłam (drugi raz, bo zapomniałam, że już widziałam...) - taką dłużyznę:
https://www.filmweb.pl/film/Mr.+Nobody-2009-269102
Ot, trochę przypadkowego Kieślowskiego, trochę czasowariacji - ale raczej obyczaj, niż typowe kino SF.

Mógł być całkiem dobry psychologiczny, ale ze względu na bezsensowną końcówkę i dopowiedzenia - nędzna fikcja:
https://www.filmweb.pl/film/Dziedzictwo.+Hereditary-2018-802930

I prawie SF - ze względu na akcyjną łatwość:
https://www.filmweb.pl/film/Who+Am+I.+Mo%C5%BCesz+by%C4%87+kim+chcesz-2014-726430
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4954
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2711 dnia: Kwiecień 05, 2020, 04:59:21 pm »
Cytuj
oczywiscie najtwardsze i najbardzuej kompetentne sa mlode laski, biegajace w gaciach.
A o jakim zakresie kompetencji piszesz? Twardość, tiaa... domyślam. I jeszcze aprop tego olinego, co film-w-łeb zaczyna tak - Benjamin, młody niemiecki geniusz komputerowy, zostaje zaproszony do grupy hakerów, którzy chcą, by usłyszał o nich cały świat.
Zachęcony przez Q zacząłem oglądać Grę Endera... z braku laku.. Pierwsze skojarzenie z Harrym Potterem w Kosmosie, no ale szok... film jest dubbingowany i te dzieciece glosiki ratujace świat. Jak kiedyś z dzieciństwa na wsi przy kojcu z kurczaczkami pi pi pi. Te dziecięce głosiki podczas musztry - no, komedia na całego. Taa, jeee!!! Panie sierżancie!!! -  do wielgieo Murz... ee, tego co z załogi Narcyza. A skąd dziecki wiedziały od razu jak obchodzić się z wielgim wrednym sierżantem? Aaa, zapomniałem, to geniusze.
Więcej jak skończę, ale nie wiem czy dzisiaj skończę, bo nie da się brać na jeden raz.  :D
Aha, i te  twarzowe miny Indiany Jonesa, dziecięcego guru  8) Prawie jak Szumowskiego. I coś, ale to może inwencja dubbingujących - rodzina co urodziła tych troje geniuszów pochodziła z Polski. Troje, bo szlaban na trzecie dziecko -  świat masakrycznie przeludniony, więc z drodze geniaklnorozpłodowego wyjątku, ale żeby z Polski? To wtedy jeszcze jest Polska?  :)
 I w tym kontekście,  komunikat, że atak robali dokonał strasznych zniszczeń i zginęły dziesiątki milionów ludzi. Dziesiątki... toż to prawie recepta na didaskalne przeludnienie, które musi iść w dziesiątki miliardów, skoro takie restrykcje rozpłodowe. Warto te robale zbijać?  ::)
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 05, 2020, 05:10:00 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10604
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2712 dnia: Kwiecień 05, 2020, 05:10:48 pm »
Nie wiem czy warto miec osobny watek na SW. Gatunek zostal skutecznie zgwalcony, zeszmacony, polany benzyna i podpalony.

Zanim wyczerpie się wszystkie sensy (które da się dopisać do) oryginalnych filmów, omówi co lepsze z setek* dawnych wydawnictw rozszerzających obraz świata, jednym słowem nim dojdzie się do chwili obecnej, trochę czasu minie... ;)

* Dosłownie:
https://starwars.fandom.com/wiki/Timeline_of_Legends_books
https://starwars.fandom.com/wiki/Timeline_of_Legends_short_stories
https://starwars.fandom.com/wiki/Timeline_of_Legends_comics

Ja zobaczyłam (drugi raz, bo zapomniałam, że już widziałam...) - taką dłużyznę:

Dobry film, znaczy, wielokrotnego użytku... ;)

Zachęcony przez Q zacząłem oglądać Grę Endera... z braku laku..

Książka jest mimo wszystko lepsza... albo ekranizacja skuteczniej wady wydobywa...

I coś, ale to może inwencja dubbingujących - rodzina co urodziła tych troje geniuszów pochodziła z Polski. Troje, bo szlaban na trzecie dziecko -  świat masakrycznie przeludniony, więc z drodze geniaklnorozpłodowego wyjątku, ale żeby z Polski? To wtedy jeszcze jest Polska?  :)

Nie, to granie do kotleta. Card zauważył, że go szczególnie chętnie w Polsce kupują (coś jak Whartona), więc takie pochodzenie protagoniście dopisał, dając mu za ojca Jana Pawła (nie, nie to co można pomyśleć - Jana Pawła Wieczorka).

Tymczasem jednak taką listę chciałbym zlinkować...
https://www.wired.co.uk/article/best-sci-fi-movies-of-all-time
Pewne tytuły bym z niej wywalił (choćby jedynego "Star Treka"  8) ), coś może dorzucił (np. innego "Star Treka"), ale w części klasycznej wydała mi się dość solidna, natomiast w części współczesnej... No, właśnie... Co sądzicie o paru nowszych umieszczonych tam tytułach (i nie mam na myśli "Interstellaru" z "Grawitacją", bo teśmy już zmiażdżyli ;) ).
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 05, 2020, 06:07:11 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

NEXUS6

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2238
  • MISTYK WYSTYGŁ, WYNIK: CYNIK
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2713 dnia: Kwiecień 07, 2020, 01:05:15 pm »
Zmeczylem do konca Tales From the Loop i jednak sie rozmemlal. Tak, ze ten tego... Srednio...Slabo...
Leci za to 3-ci sezon Westworld, ktory mi sie bardzo podoba. Co prawda 1szy sezon byl najciekawszy, ale nadal jest b. dobrze.
Z nie sf polecam serial Killing Eve. Przyklad gdzie kobieca postac zabojcy nie jest kompletnie naiwna i nieprzekonywujaca. To w nawiazaniu do tych twardych lasek w samych gaciach, bijacych kopy napakowanych, zawodowych kryminalistow albo potworow.
Ogladalem z moja 9cio letnia corka pierwsze 3 Wladcy Pierscieni. O ile filmy jako takie nawet jej podeszly, to dlugosc 3h okazala sie powaznym wyzwaniem. Najciekawsze, ze film sie nie zestarzal i jako fantasy po tylu latach jest dalej najlepszym filmem z tego rodzaju.

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10604
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2714 dnia: Kwiecień 07, 2020, 02:53:49 pm »
Zmeczylem do konca Tales From the Loop i jednak sie rozmemlal. Tak, ze ten tego... Srednio...Slabo...

Czyli wycofujesz polecankę ;). Aha, co do rozmemłania, to mam wrażenie, że bierze się ono z tych modnych technik narracji, o których Koleżeństwo w wątku o Dukaju wspominali... Abrams popsuł nie tylko kino fantastyczne, ale i seriale, jeno subtelniej...
 
To w nawiazaniu do tych twardych lasek w samych gaciach, bijacych kopy napakowanych, zawodowych kryminalistow albo potworow.

Skoro o nich mowa... Pamiętam jakie emocje (negatywne) budziła na moim forum startrekowym Lexxa Singh - z linkowanego gdzieś tu "ST - Renegades" - w ten schemat się wpisująca. Przy czym da się dość jasno określić co zaszło... Najpierw panie robiły (zazwyczaj) w fantastyce za damsele w distressach albo nieobecne/mało obecne (taka Uhura, niby jedna z ważniejszych kirkowych oficerów, a rzadko kiedy cokolwiek miała do roboty), co też dobre nie było. Potem pojawiły się postacie w miarę realistyczne i pełnowymiarowe, jak Ripley, Leia (nawiasem: dziewczyna dowodziła bitwami i miała na koncie bodaj najwyższą liczbę ubitych w bezpośredniej walce z całego gwiezdnowojennego Big Trio), Sarah Connor, Lewis z "RoboCopa" czy Ivanova z "Babylon 5". Z czasem przyszła moda na supersiłaczki wzorowane na komiksowych - takie jak sławetna wampirobójczyni Buffy, major Kusanagi, matrixowa Trinity czy cameronowska Max z serialu "Dark Angel" (która była poniekąd żeńskim Spider-manem), gdzie jednak każdorazowo ich możliwości były (mądrzej czy głupiej) uzasadniane - dziedzicznymi mocami, cyborgizacją, wirtualnością świata przedstawionego, geninżynierią. Ten schemat się przyjął (zwł., że wpisywał się w politykę dowartościowania pań), ale z czasem zaczęto zapominać o doklejaniu listka figowego - wspomniana Lexxa czy Honor Harrington miały jeszcze genetyczne alibi, ale już taka np. Burnham tłukła silniejszych od siebie (i od Ziemniaków w ogóle ;) ) Klingonów bez cienia usprawiedliwienia. (Być może pierwszą panią bezlistkową była niejaka Xena, którą pokazywano jako groźniejszą w walce od półboskiego Herkulesa, nie dodając jej wszakże równie olimpijskiego rodowodu*).

* Owszem, pojawiały się sugestie, że może być córką Aresa... ale tylko sugestie:
http://whoosh.org/issue7/rudnick4.html
No i boską bronią władała:
https://hercules-xena.fandom.com/wiki/Chakram
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 07, 2020, 04:55:56 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki