Autor Wątek: no nie mogę...  (Przeczytany 330046 razy)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11111
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: no nie mogę...
« Odpowiedź #1245 dnia: Czerwiec 13, 2020, 04:09:41 pm »
Eee, przecież wiadomo, że chipsy są od zarania antywidelcowe ;):
https://histmag.org/Z-innej-beczki-Chipsy-ziemniaczane-6999
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11111
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: no nie mogę...
« Odpowiedź #1246 dnia: Lipiec 02, 2020, 01:50:07 pm »
Cofnę się o trzy strony, do much i powieści SF, bo kartkowałem sobie niedawno, odświeżająco, "Doktora Muchołapskiego" Majewskiego i na taki - popularyzatorski - passus natrafiłem:

"Serce się ściska, gdy się zastanowimy nad miliardami ofiar i przerażającą sumą męczarni, jakich doświadczają żywcem zjadane i trawione owady. Faktem jest bowiem, że nawet pochłonięte przez ptactwo owady męczą się długo w żołądku, zanim trawiący sok i brak powietrza pozbawi ich życia. Poza kategoryą żywcem połykanych, któż zliczy niedobitków, ginących w powolniejszych jeszcze męczarniach?
 Pomijając ofiary gąsieniczników i różnych pasorzytów, w krótkiej wędrówce spotykałem wiele ciężko pokaleczonych owadów, okazy ze zmiażdżoną głową, z wywleczonemi przez ptactwo wnętrznościami i poodrywanemi członkami. Pomimo ciężkich ran, chodziły one, fruwały, a nawet zajmowały się zaspakajaniem głodu.
Gdyby człowiekowi oderwano rękę, lub przebito go mieczem, nie myślałby on, wijąc się w bólach o jedzeniu, byłby niezdolny nawet do ucieczki. Tymczasem komar, którego złapano za nogi, szarpnąwszy się, zostawia dwie lub trzy nóżki w mocy prześladowcy — i ulatuje tak lekko, jakby mu się żadna krzywda nie stała.
 Sam widziałem pszczołę z oderwanym odwłokiem, jak zagłębiona w kielichu kwiatka, wysysała słodycz. Nektar smakował jej pomimo braku połowy ciała i nie zważając na swe kalectwo, zwiedziła w moich oczach pięć czy sześć takich samych kwiatków, pijąc słodki sok na dnie ich zawarty. Brak odwłoku czyli brzuszka, znaczy u owadów tyle, co u człowieka wycięcie nietylko żołądka i wnętrzności, ale także odjęcie połowy mlecza pacierzowego i mózgu, bo gangliony nerwowe owadów, odpowiadające mózgowi i mleczowi zwierząt kręgowych, mieszczą się nietylko w głowie i tułowiu, ale i w brzuszku owadzim.
 Przypominają mi się tu doświadczenia, robione przed dwunastu laty przez mego kolegę, angielskiego entomologa Packarda. Rzucają one ponure na przedmiot światło. Srogi ten człowiek badał wytrzymałość życia owadów i w imię nauki ucinał im głowy oraz członki, niby kat, wytrawny w swem rzemiośle.
 Pozbawiona głowy Papiernica (Polistes pallipes) wśród żywych, właściwych sobie poruszeń, przez dwadzieścia cztery godzin trzymała się na nogach, a nawet latała i dopiero potem upadła osłabiona. Po czterdziestu godzinach jeszcze groziła żądłem, skoro się jej kto dotknął.
 Pewien gąsienicznik po takiej samej operacyi nie stracił nic na humorze. Był bardzo żwawy, zajmował się ochędóstwem i poruszał się swobodnie. Nie postępował tylko naprzód, zapewne dla braku oczów i różków. Na drugi ranek zdrętwiał z zimna biedaczek, lecz skoro tylko słońce go ogrzało, ocknął się prędko. Przestał żyć dopiero po 27‑miu godzinach. Inny egzemplarz zamierał dłużej, bo aż 36 godzin.
 Chrząszczyk Dzier (Harpalus caliginosus L.) żył bez głowy 20 godzin, Szczeliniak zaś (Hylobius pales Herb.) trzy dni.
 Z doświadczeń Packarda okazuje się, że u owadów prędzej śmierć sprowadza odjęcie odwłoku, aniżeli głowy.
 Gdyby ludzie posiadali podobną naturę, wtedy, zamiast wieszania lub gilotynowania, trzebaby ich chyba na plasterki krajać, chcąc prędko i bez męczarni ukarać śmiercią.
 Twardość życia owadów zdradza się nietylko w okrutnych operacyach. Mnóstwo gatunków, nieznających co to futra lub ciepły kominek, zimuje zdrowo pod mchem, kamieniami lub śniegiem — a choć znaczna część nie wytrzymuje silniejszych mrozów, sporo wytrwalszych pozostaje przy życiu do wiosny. Nawet owady, zwykle nie praktykujące takiego systemu hartowania się, wytrzymują przypadkowe próby.
 Przed kilku laty, przechadzając się w zimie nad brzegiem zamarzłej kałuży, podniosłem odłam brudnego lodu. Ujrzawszy w nim liszki komarów, zawinąłem lód w chustkę i przyniosłem do domu. Tu włożyłem go w szklankę i, wyobraź sobie moje zdziwienie, gdym ujrzał że po stajaniu lodu moje komary odzyskiwały ruchy. To samo zdarza się często z chrząszczami.
 Lądowe owady, zanurzone w wodzie, mogą długo pozostawać w stanie pozornej śmierci i po wydobyciu na powietrze odzyskują przytomność.
 Ten przymiot przyczynia się do szerokiego i szybkiego rozsiedlania się owadów po świecie.
 Bez niego niejeden owad, który wpadł wypadkiem do strumienia, zostałby topielcem, a tymczasem przepływa dziesiątki mil w omdleniu i wyrzucony gdzieś daleko na brzeg, przychodzi do siebie. Szczególniej są pospolite podobne przymusowe wędrówki na wiosnę, gdy wezbrane wody podmulają brzegi rzek, a wraz z podmytym gruntem porywają tysiące zagrzebanych chrząszczyków. Niejeden z nich, zasnąwszy na brzegu Saskiej Kępy, budzi się dopiero za pruską granicą i dziwuje się potem niemało, że jakoś w tym kraju wszystko inaczej wygląda. Ani podejrzywa zapewne, że mimo najstaranniejszego zagrzebania się w roli, zmienił poddaństwo.
 /.../
 Trafia się często, że entomolog, nakłuwszy zachloroformowaną ofiarę wiedzy na szpilkę, pewny jest jej śmierci; tymczasem, po tygodniu zajrzawszy do pudełka, zastaje ją ruszającą się jeszcze na palu. Skonstatowano wypadki odżywania po zanurzeniu w spirytusie.
 Ciołek (Dorcus) ożył u hr. Sanceya po czterodniowym pobycie w alkoholu. Podobnie zachował się raz Paśnik (Rhagium investigator), a zapewne i wiele innych owadów.
 Bądźcobądź, gdy się weźmie pod uwagę, że owady te nie kosztowały nigdy wódki, musimy przyznać, że wytrzymałością na spirytualia przewyższają o całe niebo najwytrawniejszych pijaków.
 Zresztą nietylko w tym kierunku okazują wyższość swą nad rodem ludzkim. Niczem są wobec nich najsławniejsze nasze „głodomory”!
 Burmeister trzymał raz trzy miesiące bez pożywienia chrząszcza Złowieszczyka (Blaps mortisaga), a pstry Wodoląg (Stratiomys chamelaeon) jeszcze lepiej się sprawiał. Według zapewnień Swammerdama, wytrzymał on przeszło 9 miesięcy bez pokarmu!
 Trzeba wyznać, że podobne przymioty w dzisiejszych, ciężkich czasach byłyby nader cennemi pośród urzędników oszczędnościowych instytucyj."


ps. Drobne info o wspomnianym Packardzie:
https://en.m.wikipedia.org/wiki/Alpheus_Spring_Packard
https://www.jstor.org/stable/4607646
« Ostatnia zmiana: Lipiec 02, 2020, 03:02:06 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Hoko

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2516
    • Zobacz profil
Odp: no nie mogę...
« Odpowiedź #1247 dnia: Lipiec 02, 2020, 08:28:26 pm »


Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11111
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: no nie mogę...
« Odpowiedź #1248 dnia: Lipiec 03, 2020, 03:39:53 pm »
Żarty żartami, ale wiesz, że jak komu streaming się zawiesza, to faktycznie podobnie brzmi ;D.
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Hoko

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2516
    • Zobacz profil
Odp: no nie mogę...
« Odpowiedź #1249 dnia: Lipiec 04, 2020, 09:26:29 am »
Cóż, taka praca, ksiądz z zasady nie może być abstynentem  ::)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11111
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: no nie mogę...
« Odpowiedź #1250 dnia: Lipiec 04, 2020, 10:34:24 pm »
Skoro przy księżach jesteśmy...
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki