Autor Wątek: Lem i Samotność...  (Przeczytany 18326 razy)

virus

  • Gość
Lem i Samotność...
« dnia: Styczeń 10, 2007, 12:58:30 am »
mało kto zauważał czytając Lema (wśród mych znajomych) iż Persona ta była straszliwie samotna, cóż z tego że otaczał się swoją ukochaną biblioteką, cóż z tego iż towarzyszył Mu pies... dla mnie pozostanie na zawsze Outsiderem... i chyba właśnie dlatego czytając Solaris, człowiek patrzący przez pryzmat samotności autora -co przekłada się na postać główną- dostrzega tę wielką pustkę... chyba za to właśnie Lem pozostaje jednym z nielicznych Autorów, Których cenię. Pozdrawiam.


dodam tylko, że czytając Lema uwielbiam słuchać Covenant i VNV Nations... klimatycznie wszywają się te zespoły w całą tą nieznośną atmosferę szukania odpowiedzi na wiele pytań... być może za dużo pytań jak na jedną osobę i jedno wcielenie...
« Ostatnia zmiana: Styczeń 10, 2007, 01:05:25 am wysłana przez virus »

dzi

  • Gość
Re: Lem i Samotność...
« Odpowiedź #1 dnia: Styczeń 10, 2007, 09:51:46 am »
Jak by sie zastanowic to kazdy bohater Lema ktorego sobie przypominam byl samotny. Przynajmniej w pewnym sensie.

Ale chyba kazdy czlowiek jest w taki sposob samotny. Przynajmniej czasem. Zatopiony tylko w swoich myslach.

Prosze o przeniesienie do dzialu glownego ;)

Rachel

  • Gość
Re: Lem i Samotność...
« Odpowiedź #2 dnia: Styczeń 10, 2007, 10:55:31 am »
Ciekawe są Twoje wnioski Virus, chociaż że musielibyśmy tutaj dokładnie zdefiniować o jakim rodzaju samotności rozmawiamy.
Myślę, że istnieje jak to napisałeś straszliwa samotność, która zapewne do miłych nie należy, przynosi ona tylko ból i wynika z braku bliskich i prawdziwych kontaktów z innymi ludźmi.
Jednak lemowską samotność postrzegam zupełnie inaczej. Lem bez wątpienia duży indywidualista sam celowo wybrał taką właśnie pustelniczą drogę życia. Myślę, że nie był boleśnie samotny, ponieważ miał żonę, która jak sam mówił była jego najbliższym przyjacielem i pewnie znalazłoby się jeszcze bardzo wąskie grono ludzi, którzy byli mu bliscy i zawsze mógł na nich liczyć.
A ta samotność, którą widzimy przez pryzmat jego bohaterów wynika z jego podejścia do życia. Nigdy nie lubił być tam gdzie tłoczno i duszno, unikał większych imprez i wystąpień.
Ja w pełni rozumiem jego samotność z wyboru, bo chociaż daleko mi do indywidualizmu Mistrza, to jednak wiem jak trudno o satysfakcjonujące i dobre kontakty z ludźmi.

Pozdrawiam i witam na naszym forum.

P.S. Głosuję na przeniesienie tego wątku do głównej części Forum. Ahoj!!!
« Ostatnia zmiana: Styczeń 10, 2007, 11:04:38 am wysłana przez Rachel »

maziek

  • Gość
Re: Lem i Samotność...
« Odpowiedź #3 dnia: Styczeń 10, 2007, 11:19:35 am »
Jestem też za przeniesieniem do głównego forum. Jak Rachel skłaniam się ku tezie, że samotność Lema wynikała z jego osobowości, po prostu czuł się z tym dobrze, było to dla niego naturalne środowisko.

Wiele można wyczytać w tym względzie z "Wysokiego Zamku", wydaje mi się, że już jako dziecko lubił przebywać w samotności. Też mam podobną naturę i nie czuję sie nieszczęśliwy z tego powodu. Nazwałbym to raczej dążeniem do bycia "osobno" niż samotnością. Samotność to brak uczuć, nieszczęście. Lem miał życie rodzinne, przyjaciół... Myślę, że "wchodził" w ten stan "osobności" tak jak inni idą do pracy. Było mu to potrzebne dla zebrania myśli. Był, jeśli tak to można powiedzieć, "odrębny psychicznie", co wcale nie oznacza samotności w sensie duchowym czy uczuciowym. Był outsiderem umysłowym, to pewne, w końcu z jakim promilem populacji prowadząc dyskurs musiał wysilać szare komórki, aby dotrzymać rozmówcy pola?

Nie wiem nic na temat Lema, poza tym, co wyczytałem z jego książek. Być może jest tu ktoś, kto znał go osobiście na tyle, aby móc powiedzieć coś więcej. Temat bardzo ciekawy.

Rachel

  • Gość
Re: Lem i Samotność...
« Odpowiedź #4 dnia: Styczeń 10, 2007, 11:41:05 am »
Bardzo dobrze maziek, to opisałeś :) Zgadzam się w z tym w stu procentach.
Z drugiej strony ciekawie jest spojrzeć na ten temat z dystansu i zobaczyć, jak postrzegani są z zewnątrz ludzie, którzy tak jak Lem są w swoim świecie, do którego nie wpuszczają wszystkich i jest im z tym dobrze.
Czyż nie jest to właśnie godne podziwu? Nie potrzeba przecież tak dużo aby czuć się dobrze i nigdy się nie nudzić z samym sobą.
Stworzyć sobie swoją własną wyspę i starannie ją pielęgnować :)

Terminus

  • Gość
Re: Lem i Samotność...
« Odpowiedź #5 dnia: Styczeń 10, 2007, 12:37:57 pm »
Nikt nie jest samotną wyspą...

dzi

  • Gość
Re: Lem i Samotność...
« Odpowiedź #6 dnia: Styczeń 10, 2007, 02:15:25 pm »
Albo wszyscy...

TYTAN

  • Gość
Re: Lem i Samotność...
« Odpowiedź #7 dnia: Styczeń 10, 2007, 02:58:40 pm »
Niektórzy są całym archipelagiem w jednej osobie. Mam na myśli tych którzy potrafią kreować fikcyjne postacie, bohaterów swoich powieści.

"Doskonała próżnia wielkość urojona"
« Ostatnia zmiana: Styczeń 10, 2007, 03:43:13 pm wysłana przez TYTAN »

maziek

  • Gość
Re: Lem i Samotność...
« Odpowiedź #8 dnia: Styczeń 10, 2007, 03:09:34 pm »
Jednakże koledzy zauważcie, że Rachel nie napisała, że fajnie BYĆ samotną wyspą, tylko fajnie ją MIEĆ...

TYTAN

  • Gość
Re: Lem i Samotność...
« Odpowiedź #9 dnia: Styczeń 10, 2007, 03:54:13 pm »
Ciekawe co Rachel miała konkretnie na myśli?
Wydaje mi się że to jest takie bardzo indiańskie, rdzenne i życiowe.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 10, 2007, 04:17:02 pm wysłana przez TYTAN »

draco_volantus

  • Gość
Re: Lem i Samotność...
« Odpowiedź #10 dnia: Styczeń 10, 2007, 07:28:46 pm »
Ktoś kiedyś powiedział, że samotności szukają mędrcy albo głupcy. Ja myślę, że to nie do końca tak jest. W ogóle wątek trąci mi metafizyką... cóż :)

Hokopoko

  • Gość
Re: Lem i Samotność...
« Odpowiedź #11 dnia: Styczeń 10, 2007, 07:34:59 pm »
Egzystencjalizmem...

Terminus

  • Gość
Re: Lem i Samotność...
« Odpowiedź #12 dnia: Styczeń 10, 2007, 07:48:36 pm »
No to niech Rachel wyjaśni...

Terminus

  • Gość
Re: Lem i Samotność...
« Odpowiedź #13 dnia: Styczeń 11, 2007, 12:50:23 pm »
Cytuj
mało kto zauważał czytając Lema (wśród mych znajomych) iż Persona ta była straszliwie samotna, cóż z tego że otaczał się swoją ukochaną biblioteką, cóż z tego iż towarzyszył Mu pies... dla mnie pozostanie na zawsze Outsiderem... i chyba właśnie dlatego czytając Solaris, człowiek patrzący przez pryzmat samotności autora -co przekłada się na postać główną- dostrzega tę wielką pustkę... chyba za to właśnie Lem pozostaje jednym z nielicznych Autorów, Których cenię. Pozdrawiam.

dodam tylko, że czytając Lema uwielbiam słuchać Covenant i VNV Nations... klimatycznie wszywają się te zespoły w całą tą nieznośną atmosferę szukania odpowiedzi na wiele pytań... być może za dużo pytań jak na jedną osobę i jedno wcielenie...

No to teraz poważniej.
Czy "persona ta była straszliwie samotna"? Hmm, to zależy, o jaką samotność chodzi. Mężczyzna, który jest szczęśliwie ożeniony, ma syna, rodzinną atmosferę (i psa) jako osoba, emocjonalnie, samotny nie jest. Więc moim zdaniem jeśli zgodzić się na tezę o samotności Lema,to może chodzi tylko o tę wewnętrzną emigrację jednostki ponadinteligentnej, ale cóż, to jest los każdego chyba z geniuszy, do których Lem się niewątpliwie zaliczał. Że jakaś część jego dzieła, jego twórczego niepokoju, będzie nie do dotknięcia dla innych, i może tylko jego żona - choć tego nie potrafimy odgadnąć (i chwała Bogu) - mogła zrozumieć to jego osamotnienie, skoro rzeczywiście była jego najbliższą przyjaciółką.

Samotność niemniej istotnie przewija się przez wszystkie jego książki, główni bohaterowie (ci naczelni: Tichy, Pirx, Kelvin) to ludzie osamotnieni. (Widział ktoś "Test Pilota Pirxa" Marka Piestraka [vide "Filmy SF", z 50 stron do tyłu] ? Jest tam scena, gdy Pirx zajmując kabinę na statku ustawia sobie na półeczce zdjęcie kobiety - muszę powiedzieć, że dla mnie to ujęcie było największym zaskoczeniem w całym filmie.) Zapewne było tak dlatego, że Lem nie życzył sobie, by patrzeli na świat przez pryzmat swojej miłości do kobiety (czy do kogokolwiek innego), a mieli wzrok utkwiony nieodmiennie w dylematach ogólnospołecznych. Tylko z Kelvinem było inaczej - a ile Solaris na tym zyskała, wiemy już tylko my.

Czy za dużo pytań jak na jednego Lema? Na pewno nie, tym bardziej, że nie umniejszając mu, wiele z tych pytań powtarzało się - nie umniejszam tak naprawdę, gdyż były to centralne pytania rodzaju ludzkiego ::) . To nieprawda, że jedna osoba nie może zadać sobie tylu pytań, tylu wzniosłych kwestii sobie postawić. Przejdź się Waść na wydział filozofii jakiejś uczelni (może Ujot?), przedstaw się jakiejś studentce powiedzmy z trzeciego roku, i dowiedz się, ile już pytań sobie postawiła i na ile odpowiedziała. Zdziwić się możesz liczb tych dysproporcją :)

Zasługa Lema w czym innym leży: on to bowiem na pytaniu nie poprzestał, on próbował - tak jak inni Wielcy - pomagać w szukaniu odpowiedzi, nawet jeśli odpowiedzi tej nie ma, poświęcił dzieło swojego życia by poprowadzić Nas za rękę przez wszystkie dylemata tego świata. I my na pewno z każdą przeczytaną stronicą wychodzimy z tego bogatsi - nie tyle o odpowiedzi, ile o świadomość, że można i trzeba pytać i szukać.

Czyż inaczej było z Tarkowskim? Z Kieślowskim? Z Bułhakowem? Z Hemingway'em, Swinburne'em czy Miłoszem? Nie... to wszędzie ten sam niepokój, ten sam ból: uczucie, że w świecie jest coś, czego nie można nazwać, a co trzeba znaleźć...

Ból, który nigdy nie ustaje.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 11, 2007, 03:07:32 pm wysłana przez Terminus »

Falcor

  • Gość
Re: Lem i Samotność...
« Odpowiedź #14 dnia: Styczeń 11, 2007, 01:10:45 pm »
Bardzo ładnie powiedziane [smiley=thumbsup.gif]