Autor Wątek: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia  (Przeczytany 767985 razy)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4904
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2700 dnia: Marzec 08, 2020, 12:14:30 am »
Cytuj
Tymczasem zmęczyłem "Ad Astra".
Zmęczyłem i ja.
Jednak, o dziwo, oglądało się całkiem znośnie. Jeśli nie nastawiać się na akcję... taka psychodrama w kosmosie.
Nie znaczy to, że uwagi Q bezzasadne. Zasadne jak najbardziej - nawet dorzucę kilka ujmujących za ...no, nie za serce  :)
O tym, jak żwawo się chodzi po Księżycu - było.
Ale podziemnie jezioro na Marsie dzięki któremu można dostać się do startującej rakiety - to cymesik. Fala uderzeniowa w kosmosie, to już chyba norma - bardzo wizualne.
Wszystko bije scena powrotu kosmonauty w golutkim skafandrze z jednej rakiety do drugiej - dość odleglej, z wykorzystaniem siły odśrodkowej wirującego wiatraka, przebicie się przez pierścienie Neptuna, z blaszaną tarczą, czyli osłoną wyrwaną z jakiegoś panelu baterii... tak!
 Leciał z tą tarczą przed sobą niczym Superman i ona, ta tarcza,  odbijała odłamki, końcowo pokiereszowana jak termopilski hoplon Spartakusa. Sam bohater trafił w punkt - drabinkę wprost do włazu swojej rakiety.
Czyli - realizm wypraw kosmicznych odpada. Zdecydowanie odpada.  :)
Co zostaje?
Dramat skrzywdzonego odejściem ojca syna?
Szaleństwo ojca, który zachowuje się jak zwariowany Hall z Odysei, likwidując przeciwników misji? Przepraszam  - MISJI!
To chyba o to chodziło - jedno z nielicznych źródeł przyjemności oglądania to porównywanie z filmem matką - "Czasem apokalipsy". Niektóre ujęcia niemal kliszą.
Ale po co to?
Kolejny wariant jądra ciemności? -  Było w Kongo, było w Indochinach, a teraz w okolicach Neptuna?
Źródło szaleństwa w czasach lotów kosmicznych?
U Conrada w systemie kolonialnym.
U Coppoli w głowie wybitnej jednostki - doskonałej maszynki do zabijania i okoliczności umożliwiających "bycie bogiem"...ten trop by?
Nadczłowiek z misją - której poświęca wszystko, a ona traci sens?
Marginesem - ten kosmos niby metodycznie podbijany, system, procedury, rozliczne kontrole, kontrolki, guziki, komisje  - a w nim i tak rządzą albo niezrównoważeni geniusze którzy siłą woli pokonują granice nie do pokonania, albo... kosmonauci wymagający natychmiastowej wizyty u psychiatry, którzy urządzają sobie tam, akutrat tam, seanse terapeutyczne.
 Próżnia jako kozetka?
Plus samotność .. i samo z człeka wyłazi a nawet wizualizuje. Czy leczy?
Leczy - w opisywanym filmie uleczyło, co radośnie zaspoileruję. Dodawszy, ze starał się tatusia uratować.
A, że monologi  językiem "godnym pióra Coelho"? Zapewne tak, ale z tego zarzutu bym nie robił. On do filmów akuratny.

O - i jeszcze zabrakło mi muzyki. W Czasie Apokalipsy, podobnie przeciągniętym, to był spory atut hamujący ziewanie. Niby i w Astrze jakiś numer z starego musicalu, ale... jakoś ni pasował, ni przyłatał. 1,5 h zdecydowanie by wystarczyło.
I jeszcze.. jedna fajna scenka - bodaj po przybyciu na Księżyc. Coś ala hala przylotów a tam niczym biały miś w Zakopanem - fotograf, fotomat? ... i robiący za misia alien.

I jeszcze - fajnie było zobaczyć po latach bohaterskiego dowódcę czołgu i to nie Janka Kosa, a Donalda eS.
I jeszcze... nie, już chyba nic.
Tyle
Piraci na Księżycu... hmmm. Trzeba by do tego równania inspiracji dorzucić Mad Maxa.
« Ostatnia zmiana: Marzec 08, 2020, 11:23:04 am wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10542
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2701 dnia: Marzec 08, 2020, 01:21:42 pm »
Jeśli nie nastawiać się na akcję... taka psychodrama w kosmosie.

Prawda, tak sobie myślę, że gdyby "Ad Astrę" z akcji okroić, i o ten realizm jednak zadbać, to by coś całkiem znośnego wyjść mogło, może nie aż drugi "Moon", ale... Styl by rzecz w górę pociągnął...
(Tylko sposób zakończenia niektórych wątków wymagałby pewnego przepracowania.)

Marginesem - ten kosmos niby metodycznie podbijany, system, procedury, rozliczne kontrole, kontrolki, guziki, komisje  - a w nim i tak rządzą albo niezrównoważeni geniusze którzy siłą woli pokonują granice nie do pokonania, albo... kosmonauci wymagający natychmiastowej wizyty u psychiatry, którzy urządzają sobie tam, akutrat tam, seanse terapeutyczne.
 Próżnia jako kozetka?

Poniekąd ma to sens... Pchają się w tę Próżnię ludzie, którym na Ziemi za ciasno, i nie potrafią na niej dojść do ładu ani ze sobą, ani z innymi...* Ale tylko poniekąd, bo jest to jednak środowisko, w którym przetrwanie wymaga ścisłej samodyscypliny, a o tę takim niezrównoważeńcom trudno...

* Grali zresztą na tej nucie Le Guin, Petecki, startrekowi...

A, że monologi  językiem "godnym pióra Coelho"? Zapewne tak, ale z tego zarzutu bym nie robił. On do filmów akuratny.

Można rzec, że w wypadku ekranowej SF to powrót do korzeni - i tu wkracza Q z anegdotą ;).

jedna fajna scenka - bodaj po przybyciu na Księżyc. Coś ala hala przylotów a tam niczym biały miś w Zakopanem - fotograf, fotomat? ... i robiący za misia alien.

Tak, to ten powiew pirxowatości obyczajowej...
« Ostatnia zmiana: Marzec 09, 2020, 09:02:34 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10542
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2702 dnia: Marzec 17, 2020, 10:29:54 pm »
Szukając optymistycznej rozrywki na trudne czasy wziąłem się (jak po wcześniejszych postach mogliście się domyślić) ponownie za serial "Doctor Who", tym razem głównie w jego klasycznym, kręconym w latach 1963-89, wydaniu. Jeśli uznać odcinki cieszące się największą popularnością/opinią najlepszych za reprezentacyjne, to nie należy się tam spodziewać głębi na miarę najwybitniejszych odsłon "Kosmosu: 1999" czy "Star Treka" (wczesne epizody "DW" nowożytnego, odgrzewanego, zdają się wypadać pod tym względem lepiej), ale mającym słabość do SF (zwł. staroświeckiej) może się - przy odpowiednio luźnym podejściu* - podobać, tym bardziej, że między scenarzystami przewijają się znane nazwiska z branży** (a intencjonalny, i nieintencjonalny, humor idzie czasem w dość lemowatym, tichym, kierunku).

* Które jest tu o tyle wskazane, że jest to produkcja traktująca siebie dalece mniej serio niż jej nazwani rywale, znacząco od nich lżejsza.

** Douglas Adams (pozostający, jeśli wierzyć okładce "Lemistry", pod przemożnym wpływem Mistrza), Terry Nation (który stworzył również "Blake's 7"), (kojarzony z w/w "Kosmosem...") Johnny Byrne; w obecnej erze dołączył do nich również Neil Gaiman (o czym już wspominałem).

Garść bardziej szczegółowych refleksji o pilocie i o jednej z najbardziej znanych opowieści o czwartej - uchodzącej za ikoniczną* - inkarnacji bohatera tytułowego pod adresem:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=5&topic=1367&page=16#msg341066

* I nie bez powodu, że odwołam się do scen z jeszcze jednej słynnej, a cięższej tematycznie, historii z nią:

« Ostatnia zmiana: Marzec 20, 2020, 06:06:03 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11137
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2703 dnia: Marzec 18, 2020, 09:14:08 pm »
A tak apropos to nie wiem, czy było omawiany, ale obejrzałem "Pierwszego człowieka" (na Księżycu ma się rozumieć, czyli o Armstrongu). Generalnie widzę kino akcji zmierza ku filmowi psychologicznemu, sporo jest długich zbliżeń na twarze gł. bohaterów, które generalnie niczego nie wyrażają, można by plakat podstawić, ale wiadomo, że to dlatego, że prawdziwi astronauci nie okazują emocji, więc w gruncie rzeczy te twarze są bardzo rozemocjonowane, tylko tego nie widać. W pewnym sensie bardzo budżetowe, tyle że obsada może skurczów mięśni doznać. Mięśni mimicznych oczywiście.
Jest wolność, więc każdy ma prawo być idiotą!
© Krzysztof Grabowski, DEZERTER

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4995
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2704 dnia: Marzec 22, 2020, 07:49:20 pm »
Przez te międzypokoleniowe jednoczenie zostałam przymuszona do zobaczenia Avengersów...o tych:
https://www.filmweb.pl/film/Avengers%3A+Czas+Ultrona-2015-637247
Ponieważ lubię T. Starka - dzielnie wytrzymałam. Podobno świetne - tylko dlaczego takie nudne?;)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10542
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2705 dnia: Marzec 22, 2020, 08:35:58 pm »
Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja ziewałem na tej drętwej pile ;). Na pierwszej z cyklu też ziewałem:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=5&topic=1119&page=9#msg264085
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki