Polski > Akademia Lemologiczna

Akademia Lemologiczna [Solaris]

(1/72) > >>

Terminus:

Niniejszym otwieram temat poświęcony Solaris !

( Jeżeli nie wiesz o co chodzi, patrz temat Akademia Lemologiczna[Organizacja]).

Chętnych do przyłączenia się zapraszamy serdecznie, szczegóły tego czym jest i na jakiej zasadzie działa Akademia Lemologiczna, znajdują się także w temacie Akademia Lemologiczna [Organizacja]).

Poniżej grafik prac.



Tytuł Rozdziału    Termin rozpoczęcia omawiania
_________________________
Przybysz24 kwietnia
Solaryści-||-
Goście-||-
Sartorius-||-
_________________________
Harey1 maja
Mały apokryf-||-
Narada-||-
Potwory-||-
_________________________
Płynny tlen15 maja
Rozmowa-||-
Myśliciele-||-
Sny-||-
_________________________
Sukces22 maja
Stary mimoid-||-
_________________________


Jak widać, w tygodniu bieżącym zapraszamy do omawiania pierwszych czterech rozdziałów !

Terminus:
Uff, no to do dzieła !

Ja tym razem wstrzymam się z pierwszym  postem (choć należną porcję przeczytałem) bo znowu niektórzy powiedzą, że nie zostawiłem nic do napisania ::)

A ja tym razem oczekuję MORZA POSTÓW...

Stąd też moja odezwa:

Ludu Czytający!
Postarajmy się tym razem ! Tytuł powieści zobowiązuje !














Deckard:
Cóż mogę powiedzieć po przeczytaniu 4-ech pierwszych rozdziałów "Solaris"? Akcja w porównaniu z takim "Obłokiem Magellana" toczy się raczej wartko. Autor szybko wprowadza nas w dramatyczną sytuację na stacji badawczej. Lubię część dotyczącą solarystyki, gdyż znacznie podnosi realność. Nawiązania do przeróżnych opasłych, naukowych tomów napisane są w sposób bardzo przekonujący. Jest to element  książki, który podobał mi się już kiedy czytałem "Solaris" po raz pierwszy. Jest to zabieg bardzo podobny do zastosowanego we wstępie do "Golema XIV".

Początek transmisji...

Oceaniczny twór zwany Solarisem jest fascynujący. Łamią sobie nad nim głowy kolejne pokolenia naukowców zaopatrzonych w niejedno uzbrojone szkiełko i oko. I nic. Kim lub czym jest ów galaretowaty płaszcz opasający powierzchnię planety? Tego nie wiadomo. Po zastosowaniu promieni X zaczęły się dziać na stacji dosyć dziwne rzeczy. Mimo iż ocean  od początku wykazywał dość niezwykłe właściwości, to co zaserwował obecnym rezydentom stacji jest więcej niż ciekawe. Czyżby były to jakieś omamy, figle podświadomości, urealnione senne ułudy? Chris Kelvin wykonał odpowiedni test potwierdzający przytomność jego umysłu. Możemy więc odrzucić hipotezę o zbiorowej halucynacji. To się dzieje naprawdę... ale kim są te dziwne twory?

.... koniec transmisji.

CU
Deck

Falcor:
Podoba mi się taki dość mroczny klimat książki. Od razu jest dość niepokojąco i nie bardzo wiadomo o co chodzi (w dodatku, mimo iż nie wiadomo o co chodzi, to zdecydowanie nie chodzi o pieniądze). Kelvin (na szczęście ten bohater ma imię :) ) zostaje wrzucony z normalnego świata do czegoś co stanęło na głowie. Wybornie :D

Solaris jak to Solaris, jest fascynujący sam w sobie - tak różny od nas (pomysł na tą książkę jest wręcz genialny).

Gdybym był na miejscu Kelvina w chłodni i dotknął, ponoć martwego, ciała murzynki które się poruszyło, to po tym co przeżyłem do tej pory, prawdopodobnie wyleciałbym stamtąd jak z procy. Godne podziwu opanowanie głównego bohatera :)

Mógłbym jeszcze trochę napisać, ale zdaję sobie sprawę, że im większa objętość postów tym ich czytanie staje się cięższe ;)

Sokratoides:

Solarystyka jest ciekawą metaforą nauki przyszłości, gdzie porozumienie między przedstawicielami różnych jej gałęzi jest prawie niemożliwe. Weżmy przykładowo chociażby dzisiejszych fizyków i biologów - czasami można odnieść wrażenie, że mówią o zupełnie różnych rzeczach mówiąc o "tym samym"  ::).

Nie wiem, czy już czas na to by dywagować o istocie solaryjskich wytworów, ale... jedna rzecz: test wykonany przez Kelvina dowodził realności istnienia jedynie stacji, jej aparatury oraz obliczeń przez nią wykonanych. Otóż klimat samej stacji, co łatwo zauważyć, sprzyjał pojawieniu się u członków załogi omamów, które mogły wytworzyć się na tle rzeczywistego bytowania. Zastanawia mnie na ile obserwowane przez członków załogi "osoby" były wytworem oceanu (pomijam na razie póżniejsze spektakularne przejawy jego aktywności), a na ile ich własnej psychiki? Sam ilekroć wracam do tej powieści czuję się nieco schizofrenicznie.

Pozdrawiam,
SdS

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Idź do wersji pełnej