Autor Wątek: Sztuczna inteligencja – szanse i zagrożenia  (Przeczytany 13 razy)

Cetarian

  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 437
    • Zobacz profil
Sztuczna inteligencja – szanse i zagrożenia
« dnia: Maja 06, 2026, 11:11:29 pm »
Bardzo nie lubię tytułów klikbajtowych.

Dlatego zakładam wątek o tytule neutralnym;  „Sztuczna inteligencja – szanse i zagrożenia”.

Być może po kilku postach zjedzie w głąb archiwum, a w wątku „AI – przerażająca (?) wizja” będą się pojawiały kolejne doniesienia na temat tego, co robią roboty w czasie wolnym od prowadzenia samochodów i przyszywania guzików - bo ani jednego, ani drugiego nie potrafią.

@ maziek

Nie lekceważę zagrożeń, które stwarza rozwój AI.

Ale twój lament, że w zasadzie ziemska cywilizacja została już rozpruta przez górę lodową AI, nabiera wody i wkrótce nieuchronnie zatonie, nie zachęca do dyskusji.

Generalny problem cywilizacji ziemskiej polega na tym, że staje się coraz bardziej złożona, a ludzie teoretycznie zainteresowani tym, żeby było (w największym uproszczeniu) „dostatnio, bezpiecznie i zdrowo” albo nie chcą, albo nie potrafią stworzyć takich organizacji, które by skutecznie ten świat poprawiały (i nie pozwalały go psuć).

Debata o problemach tego świata jest (najprawdopodobniej) za trudna dla zdecydowanej większości mieszkańców planety.
(Ale to nie jest wina AI)

Szczyty intelektualnych możliwości na tej planecie to (teoretycznie) np. pisma Habermasa, o którym akurat niedawno Polityka opublikowała artykuł (co w sumie skłoniło mnie do założenia tego wątku, chociaż oczywiście Habermas jest tylko elementem układanki).

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/2340699,1,jrgen-habermas-filozof-wiecznie-jutrzejszy-dzis-spelnia-sie-to-przed-czym-ostrzegal.read

Adam Krzemiński
27 kwietnia 2026
Jürgen Habermas, filozof wiecznie jutrzejszy. Dziś spełnia się to, przed czym ostrzegał

Kilka cytatów:
Spełnia się dziś to, przed czym ostrzegał; coraz nam dalej do tego, co postulował. Nie takie Niemcy, nie taka Europa, nie taka Ameryka, nie takie media… A może jednak Jürgen Habermas (1929–2026) odniesie pośmiertne filozoficzne zwycięstwo?
(…)
Najważniejszy filozof przełomu wieków
(…)   
W 1984 r. znów wrócił na frankfurcki uniwersytet, z rozdrażnieniem obserwując konserwatywny zwrot w republice Helmuta Kohla. W 40. rocznicę zakończenia wojny kanclerz wymusił na prezydencie Reaganie wspólną wizytę na cmentarzu, gdzie pochowano także żołnierzy Waffen-SS, co odebrano jako próbę zastąpienia świadomego przepracowywania niemieckiej winy bezrefleksyjnym „pojednaniem ponad grobami”. A gdy latem 1986 r. uznany historyk z otoczenia kanclerza powtórzył, że Auschwitz to skutek Gułagu, a wyjątkiem na tle wcześniejszych ludobójstw były tylko komory gazowe, Habermas eksplodował. W eseju na łamach „Die Zeit” zarzucił konserwatywnym historykom burzenie oświeceniowego projektu Republiki Federalnej, opartej na krytycznej analizie przeszłości i poczuciu odpowiedzialności za przyszłość. Jego zdaniem tradycyjny patriotyzm etniczny Niemcy powinni zastąpić „patriotyzmem konstytucyjnym” – przywiązaniem do uniwersalnych wartości zapisanych w ustawie zasadniczej.
Wtedy Habermas wygrał ten głośny „spór historyków”. Pojęcie „patriotyzmu konstytucyjnego” zrosło się z Habermasem i obok „rewolucji nadganiającej” czy „demokracji deliberatywnej” weszło do naukowego i publicystycznego obiegu daleko poza Europą.


Jeszcze trochę, a może dałbym się przekonać, jaki to wybitny umysł był.

Ale:
Na początku XXI w. przeciwstawiał się neokonserwatywnej fali po obu stronach Atlantyku. Jednak aneksję Krymu w 2014 r. zbagatelizuje [bold mój – C], a jawny najazd Rosji Putina na Ukrainę w 2022 r. wprawdzie potępi, ale nakłaniając do negocjacji z Moskwą i przestrzegając przed militarną pomocą dla Kijowa. [bold mój – C],”

Śmierdząca ruska onuca, wielka jak namiot na Oktoberfest. 

(Ale to nie jest wina AI)

(Krzemiński przyznał, że „Wielu tym [co powyżej] [Habermas] rozczarował i oburzył”.
Ale co z tego.
Onuca śmierdzi, tak jak śmierdziała.

*
Ostatni esej Habermasa, opublikowany w „Süddeutsche Zeitung” w listopadzie 2025 r. tekst „Odtąd musimy iść sami”, brzmi jak testament [bold mój – C]. Geopolityczne przesunięcia w świecie Xi, Putina i Trumpa oraz rozpad sojuszu atlantyckiego nasuwają pytanie, czy Europa jest w stanie być niezależnym, sprawnym i zdolnym się utrzymać podmiotem.
„Wprawdzie nowe państwa członkowskie na wschodzie UE najgłośniej wzywają do zbrojeń, są jednak najmniej skłonne do ograniczenia własnej suwerenności narodowej na rzecz takiego wspólnego wzmocnienia. Dlatego taka inicjatywa musiałaby wyjść od zachodnich państw unijnych, a przy obecnej słabości Francji i powściągliwości narodowo nastawionego rządu włoskiego – zwłaszcza od Niemiec. Bodźcem mogłyby być rozpoczęte prace nad rozwojem wspólnej europejskiej obrony
”.

Najważniejszy filozof przełomu wieków” nie rozumiał [??!!], że suwerenność narodowa to w zasadzie synonim państwa, po prostu.

To nie znaczy, że w ogóle nie można jej ograniczać, członkostwo w Unii Europejskiej nakłada pewne ograniczenia. Ale do wzmocnienia zdolności obronnych Unii, ograniczanie suwerenności nie jest potrzebne.

Po aneksji Krymu (którą Onucabermas „zbagatelizował”) państwa członkowskie NATO ustaliły, że w zasadzie dobrze byłoby, gdyby ewentualnie udawało się wydawać dwa procent PKB na obronę.

W latach 2015-2021 Niemcy wydawały średnio mniej niż 1,3 procenta – zaoszczędziły na tym około dwustu miliardów Euro.

Trzy dni po wybuchu wojny pełnoskalowej na Ukrainie, 27 kwietnia 2022 r., zebrał się Bundestag, po raz pierwszy w niedzielę (cóż za poświęcenie ze strony posłów, zwłaszcza CDU, zrezygnowali z porannej mszy).

Wystąpił ówczesny kanclerz Scholz i powiedział, że doszło do „zeitenwende” i w związku z tym Niemcy wydadzą „dodatkowo” na obronę sto miliardów Euro.

Pytanie dodatkowo do czego?

Powinni najpierw wydać te dwieście miliardów Euro, o które uszczuplili wydatki obronne państw NATO (z karnymi odsetkami), a dopiero potem mogliby wydawać cokolwiek „dodatkowo”.

(Nawiasem, prawie dokładnie w połowie okresu, kiedy Niemcy wydawali na obronę ca trzydzieści miliardów Euro rocznie mniej, niż zadeklarowali jesienią 2014 roku, do Europy przyleciał [w 2018 r.] Trump i ostrzegł, że pasożytowanie na amerykańskim parasolu musi się skończyć.
Na co Niemcy:
Eee, dwa lata jakoś przelecą, a potem chyba na pewno Amerykanie wybiorą dobrego prezydenta, który nie będzie poruszał tego niezręcznego tematu. A my tu mamy pilne wydatki, płacimy za energię elektryczną o połowę więcej niż Francuzi (bo Francuzi mają pięćdziesiąt sześć bloków elektrowni atomowych, a my, Niemcy, zamknęliśmy już większość z naszych dwudziestu dwóch bloków i resztę też zamkniemy, bo się boimy tsunami na Bałtyku”)

(Ale to nie była wina AI)

*
ograniczenia własnej suwerenności narodowej na rzecz takiego wspólnego wzmocnienia

To jest albo bełkot, albo pomysły przepisane z notek Schroedera, przywiezionych z Moskwy.

Nie trzeba ograniczać suwerenności, żeby produkować broń, powiększać i szkolić wojska, przeprowadzać wielonarodowe ćwiczenia (na większą skalę niż dotąd) itd., itp.

Decyzje, czy użyć tych wojsk, zostaną podjęte przez narodowe rządy i parlamenty, ale jeśli zabraknie (przykładowych) armat (i amunicji) odpowiedź na pytanie: „Dlaczego nie strzelacie?” będzie oczywista.

Broni i amunicji ciągle się produkuje w Unii o wiele za mało - ale to nie jest wina AI.

*
https://wyborcza.pl/7,75399,32653964,nie-stac-nas-na-luksus-wieloletnich-debat-komisarz-ke-dla.html#s=S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy
"Popyt na pociski jest ogromny". Komisarz KE dla "Wyborczej" o sporze wokół SAFE

PROGRAM SAFE
11.03.2026, 16:21

Michał Olszewski
Andrius Kubilius: Co stanie się, jeśli Polska odrzuci SAFE? Prosta sprawa: wielki popyt zostanie zaspokojony przez innych niż polscy producentów. Waszej branży zbrojeniowej będzie trudniej konkurować na rynku.

Rozmowa z Andriusem Kubiliusem, komisarzem UE ds. obrony i przestrzeni kosmicznej, byłym premierem Litwy.

(…)
„Ale technologia to nie wszystko, są jeszcze wyzwania regulacyjne. Czy pan wie, że są w Unii Europejskie kraje, w których pozwolenie na budowę nowej fabryki broni lub rozbudowę już istniejącej władze procedują cztery lata?

To tyle, ile trwa inwazja Rosji na Ukrainę.

- A mówimy o pozwoleniu, od którego do produkcji daleka droga.”
(…)

Rozmawialiśmy o dwóch instrumentach dla wsparcie unijnej obronności, czyli SAFE i USL „Missiles Tour". Ale jest jeszcze trzeci wielki projekt, w narodzinach którego pan asystuje. To „Military Schengen".

- Tak, pracujemy nad uproszczeniem przekraczania granic w strefie Schengen przez wojska. W tej chwili każdy kraj ma własne regulacje.

Nie tylko kraj, w Niemczech nawet transport wojsk pomiędzy poszczególnymi landami wymaga osobnych pozwoleń.

- Procedury są tak skomplikowane, że przemieszczenie wojska z Hiszpanii na Litwę mogłoby zająć w tej chwili nawet 45 dni, pod warunkiem, że przejazd zostałby zgłoszony z wyprzedzeniem.

To anegdotyczne, choć nikomu nie jest do śmiechu.

Francuzi, którzy jechali jesienią ubiegłego roku na manewry do Rumunii również mieli kłopoty. Na granicach służby celne żądały podawania nazwisk pasażerów i numerów tablic rejestracyjnych. A francuskie wojsko z zasady nie ujawnia tożsamości swoich żołnierzy.
- Stąd nasz cel, żeby przejazd trwał maksymalnie trzy dni.”

*
O tym, że fabryki są budowane bez pośpiechu, wiedziałem, ale żyłem w (jak się okazuje złudnym) przekonaniu, że kwestia przemieszczania wojsk w obrębie państw NATO jest [dobrze] rozwiązana.
 
Te czterdzieści pięć dni to … brak słów.

Ale to nie jest wina AI, tylko cynicznych polityków, a w ostatecznym rozrachunku gnuśnych ludów/społeczeństw.

**
Gdyby te ludy były mniej gnuśne, mogłyby (i powinny) domagać się (między wieloma innymi) skutecznej ochrony wizerunku, wtedy Youtube wywaliłaby sztucznego Ryśka po minutach od wywieszenia filmu.

Jednak lud jest zajęty.
Robi zapasy piwa i czipsów przed mistrzostwami w piłkę kopaną.
(Ale to nie jest wina AI)

« Ostatnia zmiana: Maja 06, 2026, 11:27:53 pm wysłana przez Cetarian »