Jeśli świadomość jak działa wszelka administracja równa się jałowe narzekactwo to możesz to tak nazywać. Z tym, że ja nie narzekam, tylko pisze Ci co sądzę, bo chyba się pytałeś? Czy też to co piszesz to deklaracje i nie oczekujesz, aby ktokolwiek coś odpowiedział, a co najwyżej, że się każdy zgodzi?
Tak się składa, że mieszkam w Warszawie.
Miasto jest spore, mieszka tu około dwóch milionów ludzi.
Moim zdaniem „
administracja” miasta działa dobrze, może nawet na czwórkę z plusem.
Oczywiście, zawsze mogłoby być lepiej (zwłaszcza, gdybyśmy mieli, per capita, tyle pieniędzy, co Norwegowie z gazu), ale generalnie asfalty są gładkie, komunikacja działa bardzo przyzwoicie, jest czysto, w kranach stale ciepła woda, itd.
A (prawie) wszystko, co jest robione w mieście, to skutek przetargów.
Ja oczywiście jestem zainteresowany dyskusją, ale pod warunkiem, że zachowujemy jakieś minimum rzeczowości.
Ty wkleiłeś tu długą opowieść o jednym przetargu, który nie doszedł do skutku, bo nie wszyscy zauważyli, że monitory miały być bez ramek, itd.
A „
prywatny” by to zrobił „
x” razy taniej i „
y” razy szybciej.
Pytałem, czy w takim razie postulujesz, żeby „
prywatny” podejmował np. decyzje o budowie i remontach dróg i mostów, czy wodociągów?
Odpowiedziałeś, że nie.
Nie podałeś (o ile dobrze pamiętam, nie chce mi się czytać całego wątku wstecz, ale pamięć mam, póki co, niezłą)
żadnego obszaru działania „wszelkiej administracji”, który, twoim zdaniem, należałoby sprywatyzować.(Żeby „
prywatny” to robił „
x” razy taniej i „
y” razy szybciej.)
Nie potrafiłeś też wskazać
żadnego sposobu poprawy procedur przetargowych, żeby było taniej lub/i szybciej.
Nie wiem, ile przetargów ogłasza się w Polsce rocznie, ale zapewne są ich tysiące.
Ty podałeś jeden przykład i na tej podstawie twierdzisz, że „
wszelka administracja” jest zła, ale nie masz żadnych propozycji poprawy.
Więc to jest jałowe narzekactwo.
*
Czy państwo ma prawo moralne żądać podatków?
To jest temat, na który teoretycznie można by podyskutować, przy założeniu, że dyskusja byłaby w miarę rzeczowa, a wizja rozprutego lub rozpruwanego okrętu cywilizacji nie pojawiałaby się w co drugim akapicie twoich wypowiedzi. Na razie chyba nie ma na to szans.
Raczej oczekiwałem, jeśli mogę użyć Twego stylu, krótkiej odpowiedzi w żołnierskich słowach tak-nie - a nie zaraz, od razu, dyskusji. To znaczy jak Ty uważasz w przedmiocie, nie dociekam, z jakiego powodu. Krótko: tak, uważam, że państwo ma moralne, czy też etyczne prawo pobierać podatki - albo: nie, nie ma takiego prawa.
Tak/nie?
A czy przestałeś bić żonę? Tak czy nie?
*
Jak już kiedyś pisałem, niektórzy libertarianie (bo jest co najmniej kilka rodzajów, typów libertarian albo nurtów filozofii libertariańskiej) uważają, że najlepsze (pomijam tu kryteria „najlepszości”) byłoby tzw. państwo minimalne, czyli takie, w którym państwowe byłoby tylko to co (w zasadzie) musi być państwowe, czy wojsko, policja i sądy. Wszystko inne, czyli m. in. edukację, wszystkich szczebli, służbę zdrowia, ale także drogi i mosty, oraz wodę w kranie, obywatele zorganizowaliby sobie oddolnie.
W takim państwie podatki byłyby bardzo niskie, ale jednak musiałyby istnieć.
Dla porządku dodam, że istnieją także zwolennicy anarchokapitalizmu (nierzadko zaliczani do libertarian, chociaż moim zdaniem bliżej im do antyszczepionkowców i płaskoziemców)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Anarchokapitalizmhttps://en.wikipedia.org/wiki/Anarcho-capitalismktórzy uważają, że wszystko dałoby się zorganizować bez przymusu (i podatków).
W mojej ocenie anarchokapitalizm kompletnie nie trzyma się stosu, jest rodzajem świeckiego kościółka, w którym czci się abstrakcyjnie pojmowaną wolność, dyskutować o nim, a tym bardziej z jego wyznawcami nie warto, wspomniałem o tym zjawisku tylko dla porządku.
Państwo minimalne teoretycznie mogłoby funkcjonować, ale nawet ono musiałoby nakładać jakieś podatki dla sfinansowania wojska policji i sądów.
„
Czy państwo ma prawo moralne żądać podatków?”
Na tak skonstruowane pytanie nie można udzielić sensownej odpowiedzi.
(Przestałeś bić żonę? Tak czy nie? A córkę?)
Najpierw należy odpowiedzieć na dwa kluczowe pytania:
1/-
na jakie cele mają być przeznaczone podatki, oraz
2/-
jak mają być rozłożone obciążenia podatkowe.Temat jest oczywiście ogromny, więc dla ilustracji opiszę tylko jeden problem.
Od szeregu lat politycy (chyba głównie ci rządzący obecnie i w latach 2007-2015, ale może pis też to rozważał) przymierzają się do wprowadzenia podatku katastralnego.
Czy do tego dojdzie i kiedy – nie wiem.
Jakiś czas temu (chyba w ubiegłym roku) przeczytałem wypowiedź jakiegoś polityka, który zachęcał, żeby się nie martwić, ponieważ podatek katastralny, jeśli zostanie wprowadzony, będzie pobierany („dopiero”) od trzeciego mieszkania, a może nawet dopiero od czwartego.
Kto ma tylko („tylko”?) dwa, niech śpi spokojnie.
„
Czy państwo ma prawo moralne żądać podatku?” (katastralnego)
Moim zdaniem,
w takim kształcie, nie.
Dlaczego?
Ponieważ (przykładowa) Renata ma cztery mieszkania. Każde z nich ma trzydzieści metrów kwadratowych. Renata w jednym z nich mieszka, a trzy wynajmuje i z tego żyje.
Roman ma tylko jedną nieruchomość, jeden dom o powierzchni ośmiuset metrów kwadratowych, oraz „n” milionów dolarów i/lub Euro w akcjach, obligacjach i w złocie, którym wypycha kolejne skrytki bankowe.
Jeśli podatek katastralny, w kształcie, do którego politycy się przymierzają, zostanie wprowadzony, Renata zapłaci podatek już od dziewięćdziesiątego pierwszego metra kwadratowego, a może nawet od sześćdziesiątego pierwszego, a Roman nie zapłaci podatku nawet od nadwyżki ponad czterysta czy pięćset metrów k.w., bo ma tylko jeden dom.Takie rozwiązanie, jeśli zostanie wprowadzone, będzie ewidentnie niesprawiedliwe, (niemoralne).
Podatek katastralny, jeśli miałby być wprowadzony, powinien być naliczany od nadwyżki powyżej „
x” m.kw. łącznej powierzchni użytkowej posiadanych przez daną osobę nieruchomości mieszkalnych.
Powyżej 150 m.kw., ewentualnie powyżej 200.
I powinien być progresywny.