Autor Wątek: Etyka według Stanisława Lema  (Przeczytany 1367 razy)

Cetarian

  • Full Member
  • ****
  • Wiadomości: 108
    • Zobacz profil
Etyka według Stanisława Lema
« dnia: Wrzesień 20, 2019, 08:46:05 pm »
Etyka według Stanisława Lema

Przeczytałem (w życiu, nie ostatnio) prawie wszystkie książki Lema wydane za jego życia, w tym zbiory felietonów i wywiady udzielone Beresiowi i Fijałkowskiemu.
Z rzeczy opublikowanych później przeczytałem listy do Kandla, obszerne fragmenty korespondencji Lema z Mrożkiem, biografię autorstwa Orlińskiego i książkę Gajewskiej.

Wedle mojej wiedzy (jeśli się mylę, to zapewne ktoś mnie poprawi) Lem nigdy nie sformułował w sposób otwarty zbioru zasad, którymi według niego należałoby się kierować w życiu.
Nie spisał swojego, powiedzmy, kwadralogu, np.:
1/- Nie zabijaj,
2/- Nie kradnij,
3/- Nie kłam,
4/- Nie manipuluj.

ani kwintalogu
5/- Nie uwódź cudzej żony/męża.
   
ani oktalogu, ani żadnej innej dłuższej lub krótszej listy. 

Ale czy ktoś podejmie się obrony tezy, że Lem nie miał zasad etycznych?
Że według Lema liczyła się tylko siła i skuteczność?


Hitler był zły, bo nieskuteczny, rządził tylko dwanaście lat, przegrał wojnę i musiał popełnić samobójstwo, żeby uniknąć procesu i powieszenia.
Stalin był dobry, bo skuteczny, rządził trzydzieści lat, wygrał wojnę i umarł w łóżku (Leżał wprawdzie kilkanaście godzin obok łóżka, bo ochrona bała się wejść, ale moim zdaniem to niewiele zmienia. Stalin miał 74 lata, przeszedł ciężki wylew, bo po lekkim, średnim, a nawet pół-ciężkim byłby w stanie przejść na czworakach te kilka metrów, otworzyć drzwi, i wezwać pomoc, a też możliwości ratowania pacjenta z ciężkim wylewem były 66 lat temu bardzo ograniczone w porównaniu z dzisiejszymi, nawet gdyby szpital dla sowieckich VIP-ów zapewniał opiekę na poziomie ówczesnych dobrych szpitali zachodnich).

Czy Lem, gdyby żył, byłby zwolennikiem podziału Ukrainy pomiędzy Polskę i Rosję, gdyby Rosja Polsce taki podział zaproponowała? (Odzyskalibyśmy Lwów …)
A jeśli byłby przeciw, to czy dlatego, że uważał niesprowokowany napad na inne państwo za czyn zły, nieetyczny, czy też uznałby pragmatycznie, że Rosja najpierw weźmie Ukrainę wschodnią, potem odbierze nam zachodnią, a potem wkroczy do Polski, której nikt nie będzie bronił, ponieważ zostanie wyrzucona z NATO po ataku na Ukrainę?

Na mniejszą skalę: Czy Lem popierał wyrywanie torebek staruszkom?
A jeśli był przeciw, to czy dlatego, że uważał takie wyrywanie za zło, czy tylko za działanie nieopłacalne - niewielkie zyski, przy sporym ryzyku.   
I że jeśli ktoś potrzebuje pieniędzy, to lepiej zrobić przekręt na VAT-cie na kilka milionów złotych?
 
*
Moim zdaniem (oczywiście) Lem nie był zwolennikiem anszlusów ani wyrywania torebek (ani przekrętów podatkowych).

Sądzę, że był zwolennikiem tego, żeby zachowywać się przyzwoicie, i najwyraźniej sam tak się zachowywał, skoro trzynaście lat po jego śmierci nie znamy żadnych, nawet drobnych zarzutów wobec niego, podczas kiedy np. inny polski, bardzo znany i podobno też krążący w orbicie zainteresowań komitetu N., pisarz kłamał, że znał osobiście Che Guevarę i (bodajże?) Lumumbę (A i sprawozdania chyba jakieś pisał, co kto robi za granicą …).       
     
W Rozprawie organizator testu nieliniowców zapytał Pirxa, czy po locie zachowa milczenie.
Pirx odpowiedział że tak, jeśli uzna to za możliwe.
Ze względu na jakie kryteria?
„Tak zwane sumienie, proszę pana.”

Wydaje się, że Lem popierał posiadanie sumienia i używanie go, ale może (mi) się tylko wydaje?
Może to był tylko element konstrukcji opowiadania?



P.S.
Postuluję, żeby dyskusja, jeśli się wywiąże, dotyczyła etyki Lema, a nie Jonesa, Smitha, ani żadnego innego z dziesięciu tysięcy autorów SF.   
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 20, 2019, 08:53:37 pm wysłana przez Cetarian »

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10262
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Etyka według Stanisława Lema
« Odpowiedź #1 dnia: Wrzesień 20, 2019, 09:59:03 pm »
Jeśli chodzi o mnie, to za jedną z kluczowych, dotykających spraw etycznych, wypowiedzi Lema uważałem zawsze to - cytowane wielokrotnie - zdanie z "Rozmów...":

"Tylko w chwilach umysłowej słabości mogę pomyśleć, że Dobro i Zło to nie są lokalne jakości, współistniejące z ludźmi i obracające w nicość, kiedy ludzi nie stanie, lecz że są to jakieś byty przez lub poza ludźmi."

Będące jakby - wyjętym już z nawiasu literackości - powtórzeniem kerebronowych słów o tym jak się sprawy mają z punktu widzenia fizyki.
Przy czym zgadzam się z Tobą, że świadomość powyższego nie czyniła bynajmniej Mistrza nihilistą ani relatywistą w najgorszych znaczeniach tych słów, raczej - mam wrażenie - powodowała, że uważał, iż moralność - z powyższej przyczyny (tj. z braku jakiejś obiektywnej sankcji) - należy nie tyle narzucać innym, czy się z nią obnosić (jeśli już odwoływać się do swoich zasad, to z niejakim zakłopotaniem - tak, też sądzę, że przytoczona wypowiedź Pirxa mogłaby wyjść z ust S.L., nie tylko jego bohatera), ile praktykować ją samemu, w cichości, można rzec.

Taki przynajmniej obraz wyłania mi się z lektury rozmaitych pism, i biografii, Lema.

ps. Sądzę, że dość wdzięcznym tematem rozważań mieszczących się w tematyce niniejszego wątku mogą być 1. komunista Martin, 2. Piotr Hogarth i niektóre z jego wyznań, 3. GOLEMowa rachuba (będąca sugestią, że calkiem przyzwoitą etykę da się zbudować na podstawach rozumowo-pragmatycznych), 4. trurlowa próba zbudowania istot idealnie złych i jej skutki.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 20, 2019, 10:12:33 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Lieber Augustin

  • God Member
  • ******
  • Wiadomości: 710
    • Zobacz profil
Odp: Etyka według Stanisława Lema
« Odpowiedź #2 dnia: Wrzesień 20, 2019, 10:29:47 pm »
Czy Lem, gdyby żył, byłby zwolennikiem podziału Ukrainy pomiędzy Polskę i Rosję, gdyby Rosja Polsce taki podział zaproponowała? (Odzyskalibyśmy Lwów …)
A dlaczego "gdyby"? Taka propozycja ze strony Rosji podobno już padła, i to niejednokrotnie:
https://www.fakt.pl/wydarzenia/swiat/rozbior-ukrainy-skandaliczna-mapa-i-skandaliczna-propozycja-putina/9wbbq4k#slajd-2
https://wpolityce.pl/polityka/428472-putin-zaproponowal-tuskowi-rozbior-ukrainy-w-sopocie

Sorry, że wtrącam swoje trzy grosze w nieodpowiednim wątku.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 20, 2019, 10:50:37 pm wysłana przez Lieber Augustin »

Cetarian

  • Full Member
  • ****
  • Wiadomości: 108
    • Zobacz profil
Odp: Etyka według Stanisława Lema
« Odpowiedź #3 dnia: Wrzesień 21, 2019, 01:57:28 pm »
Czy Lem, gdyby żył, byłby zwolennikiem podziału Ukrainy pomiędzy Polskę i Rosję, gdyby Rosja Polsce taki podział zaproponowała? (Odzyskalibyśmy Lwów …)
A dlaczego "gdyby"? Taka propozycja ze strony Rosji podobno już padła, i to niejednokrotnie:
https://www.fakt.pl/wydarzenia/swiat/rozbior-ukrainy-skandaliczna-mapa-i-skandaliczna-propozycja-putina/9wbbq4k#slajd-2
https://wpolityce.pl/polityka/428472-putin-zaproponowal-tuskowi-rozbior-ukrainy-w-sopocie

Sorry, że wtrącam swoje trzy grosze w nieodpowiednim wątku.

@L.A.
Zakładam, że nikt, ani w poprzednich polskich rządach, ani w obecnym, nie brał i nie bierze takich propozycji poważnie.
Ale Ukraina jest oczywiście zagrożona przez Rosję.
Przecież podsycana przez Rosję wojna separatystów z siłami rządowymi Ukrainy trwa cały czas, tylko jej natężenie się zmienia.   

Cetarian

  • Full Member
  • ****
  • Wiadomości: 108
    • Zobacz profil
Odp: Etyka według Stanisława Lema
« Odpowiedź #4 dnia: Wrzesień 21, 2019, 02:47:24 pm »
Orliński napisał kiedyś, że nigdy nie zaczyna pracy nad książką, dopóki nie podpisze umowy z wydawnictwem.
A ja nie mam umowy na szczegółowy przegląd dzieł wszystkich oraz innych wypowiedzi Lema w celu wyekstrahowania z nich jego etyki.
A nawet gdyby mi taką umowę zaproponowano, to miałbym poważne wątpliwości, czy ją podpisać.
Noo, chyba że umowa opiewałaby na kwotę zbliżoną do tej, którą Kostova dostała za debiut  …  ::)

Pytanie brzmi: czy jesteśmy, w gronie osób ewentualnie zainteresowanych, zgodzić się co do krótszej lub dłuższej listy postulatów etycznych Lema, wychodząc poza niezgodę na anszlusy i wyrywanie torebek, ale bez szczegółowej analizy długiego ciągu fragmentów książek Lema?

*
@Q

„1. komunista Martin,”
Martina proponuję pominąć.
Cała ta scena wydaje się serwitutem na rzecz jeszcze mocno stalinowskiego państwa - państwowego wydawcy.
(Książka wyszła w 1955 roku, czyli na rok przed referatem Chruszczowa).
Grupa członków załogi dostaje czegoś w rodzaju zbiorowej psychozy, i chce popełnić równie zbiorowe samobójstwo, ale historyk poucza ich o tym, jak to kiedyś ludzie się poświęcali dla lepszego jutra i pojutrza, i wuala: psychoza mija, ludzie się rozchodzą.   
 
„4. trurlowa próba zbudowania istot idealnie złych i jej skutki.”
O ile dobrze pamiętam, Trurlowi „drgnął manipulator” i zamiast napędu dobra włączył Angstremkom na danym szkiełku napęd zła.
Ale co z tego wynika?
Czy cywilizacja może funkcjonować posługując się dualogiem:
1/- Zabijaj,
2/- Kradnij.
?

Zapewne Dżingis Chan mógł udzielać takich instrukcji.
Może w formie „Bierzcie łupy, a opornych zabijajcie”.
Ale to było możliwe wtedy.   
Można, jeśli władca (pojedynczy albo zbiorowy) ma siłę, a nie ma zahamowań, okupować jakieś terytorium i nakładać okupacyjne podatki, ale to się prędzej czy później (czasem dużo później, ale chyba nieuchronnie) kończy tym, że lokalna partyzantka wypędza okupantów. 
A jeśli lokalna partyzantka jest za słaba, robią to inne kraje, żeby powstrzymać ekspansję tego nie mającego zahamowań władcy, bo inaczej ów mógłby w dalszej kolejności zaatakować te kraje.   
 
„2. Piotr Hogarth i niektóre z jego wyznań,”
Hogarth uchodzi za postać bliską Lemowi (czy nawet a.e.), więc wart jest tego, żeby się przy nim co najmniej na chwilę zatrzymać.
Ale jakie konkretnie wyznania masz na myśli?
 
Ja sobie w tej chwili uświadomiłem, że Hogarth nie lubił Eneya, ale właściwie za co?
Za to, że Eney nie poinformował Rady o tym, że nad złamaniem kodu pracuje także ekipa wojskowa?
Ale przecież Eney nie zataił tego na własną rękę, tylko z pewnością na polecenie przełożonych, być może nawet samego prezydenta.

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10262
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Etyka według Stanisława Lema
« Odpowiedź #5 dnia: Wrzesień 21, 2019, 06:07:16 pm »
Martina proponuję pominąć.

Z tego co wiem scena owa była swoistym - mówiąc modnie - strollowaniem ówczesnej cenzury, a zarazem opowiedzeniem się Lema - skoro już komunistów musiał chwalić - po stronie komunistów bitych i więzionych, przeciw komunistom bijącym i więżącym. Jest to zajęcie dość jasnego stanowiska etycznego, nawet jeśli towarzyszył temu pewien młodzieńczy przesadyzm.

O ile dobrze pamiętam, Trurlowi „drgnął manipulator” i zamiast napędu dobra włączył Angstremkom na danym szkiełku napęd zła.
Ale co z tego wynika?

Że perfekcja w czynieniu jakkolwiek pojętego dobra czy zła nie jest nam dana, z racji pewnej bylejakości naszej natury (i warto o tym jednak pamiętać)?

Ale jakie konkretnie wyznania masz na myśli?

Te:

"Za podstawowe cechy mego charakteru uważam tchórzostwo, złość i dumę. Tak się złożyło, że owa trójca miała do dyspozycji określony talent, który ukrył ją i pozornie przeinaczył, a pomogła mu w tym inteligencja, jedno z przydatniejszych w życiu urządzeń do maskowania przyrodzonych cech, jeśli się taki zabieg ma za pożądany. Od czterdziestu kilku lat zachowuję się jak człowiek uczynny i skromny, wyzbyty znamion profesjonalnej pychy, ponieważ bardzo długo i uporczywie wdrażałem się do takiego właśnie postępowania. Jak daleko mogę sięgnąć pamięcią w dzieciństwo, żyłem poszukiwaniem zła, z czego zresztą, rzecz zrozumiała, nie zdawałem sobie sprawy.
   Zło moje było izotropowe i doskonale bezinteresowne. W miejscach szanownych, jak kościół, lub w pobliżu szczególnie godnych osób chętnie myślałem o tym, co mi było zakazane. To, że treść owych myśli przedstawiała śmieszną dziecinadę, nie ma najmniejszego znaczenia. Dokonywałem po prostu eksperymentów w takiej skali, na jaką aktualnie było mnie stać. Nie pamiętam wcale, kiedy pierwszy raz wziąłem się do takich doświadczeń. Pamiętam tylko ów przeraźliwy żal, gniew, rozczarowanie, które szły za mną później latami, skoro okazało się, że w głowę, złymi myślami wypełnioną, w żadnym miejscu i przy żadnym sąsiedztwie nie uderza piorun, że wyłamanie się z uczestnictwa w porządku właściwym nie pociąga za sobą żadnej, ale to żadnej konsekwencji.
   Jeśli w ogóle można tak powiedzieć o kilkuletnim dziecku, życzyłem sobie owego piorunu lub innej formy straszliwej kary i zapłaty, wyzywałem ją i znienawidziłem świat jako miejsce mojej egzystencji za to, że udowodnił mi daremność wszelkiego, a więc także i złego, uczynku w myśli. Toteż nigdy nie znęcałem się nad zwierzętami ani nawet nad trawą, natomiast siekłem kamienie, piasek, maltretowałem sprzęty, znęcałem się nad wodą, a myślą gwiazdy rozwalałem na kawałki, aby ukarać je za to, że nic ich nie obchodzę, i postępowałem tak w złości coraz bardziej bezsilniejącej w miarę postępów rozumienia, jak śmieszne i głupie są moje czyny.
   Nieco później uznawałem stan mój, zdobyty samowiedzą, za rodzaj dojmującego nieszczęścia, z którym nic absolutnie się nie da począć, ponieważ nie może niczemu posłużyć. Powiedziałem, że moja złość była izotropowa: jakoż obdarzałem nią samego siebie najpierw; kształty rąk, nóg własnych, rysy twarzy irytowały mnie, widziane w lustrze, tak jak na ogół gniewają nas i niecierpliwią tylko u innych. Gdy podrosłem jeszcze bardziej, uznałem, że tak niepodobna żyć; postanowiłem sobie w kolejnych decyzjach, jakim właściwie być powinienem, i odtąd dążyłem już, zresztą ze zmienną konsekwencją, do trzymania się raz ustalonego programu.
   Autobiografię, która zaczyna się od wymienienia złości z dumą i trwożliwością jako fundamentów ducha, obciąża z deterministycznego punktu widzenia logiczny błąd. Jeśli uznać bowiem, że wszystko jest w nas przesądzone, przesądzone było także moje sprzeciwienie się wewnętrznemu złu, a różnica pomiędzy mną a innymi, lepszymi ludźmi, sprowadzałaby się jedynie do odmiennej lokalizacji źródła uczynków. Co tamci robią z dobrej woli, kosztem niskim, dają bowiem posłuch skłonności naturalnej, ja praktykowałem wbrew niej, więc niejako sztucznie. Ale to przecież ja sam sobie nakazywałem postępki, więc w całościowym bilansie byłem – w tym ujęciu – jednak predestynowany do rzetelnego dobra. Jak Demostenes kamyk do jąkających się ust – włożyłem sobie w głąb ducha żelaza, żeby go naprostować.
   Lecz właśnie determinizm pokazuje w tym zrównaniu całą swoją nonsensowność. Płyta gramofonowa, na której utrwalono anielskie pienia, ani o włos nie jest lepsza moralnie od takiej, z której dobywa się morderczy wrzask. Zgodnie z determinizmem ten, kto chciał i mógł stać się lepszy, był na to z góry skazany, tak samo jak ten, kto chciał, lecz nie mógł, albo i ten, co chcieć nawet nie próbował. Oto fałszywy obraz, ponieważ odgłosy walki, nagrane na płytę, nie są walką realną. Znając koszta własne, mogę powiedzieć, że moje zmagania nie były urojone. Determinizm mówi po prostu o czymś najzupełniej innym – siły, jakimi operuje rachunek fizyczny, nie mają tu nic do rzeczy, podobnie jak nie uniewinnia zbrodni jej przekład na język amplitudy atomowych prawdopodobieństw.
   W jednym Yowitt na pewno ma słuszność: zawsze poszukiwałem trudności. Okazje, w których mogłem dać upust mojej złości przyrodzonej, zazwyczaj odrzucałem jako nazbyt łatwe. Jakkolwiek zabrzmi to dziwacznie, a nawet nonsensownie, nie przełamywałem mojej skłonności do zła, zapatrzony w dobro jako wartość większą, lecz właśnie dlatego tak postępowałem, ponieważ wtedy odczuwałem w całej pełni jego obecność w sobie. Liczył mi się rachunek wysiłku, który z arytmetyką moralności nic nie miał wspólnego. Toteż nie umiem, doprawdy, powiedzieć, co by się ze mną działo, gdyby skłonność do wyrządzania tylko rzeczy dobrych była właśnie pierwszą przyrodzoną cechą mojej natury"


(Dość obszernie, ale inaczej się nie da.)

Ja sobie w tej chwili uświadomiłem, że Hogarth nie lubił Eneya, ale właściwie za co?

Z punktu widzenia pozapowieściowego można pewnie rzec, że dlatego bo ;) był Wilhelmim ;). W ramach utworu pozostając powiedziałbym natomiast, iż to z tej przyczyny, że stał mu nad głową w roli wojskowego nadzorcy, czy też politruka, i myślał jak przerabiać Kod na bomby.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 21, 2019, 06:20:00 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Cetarian

  • Full Member
  • ****
  • Wiadomości: 108
    • Zobacz profil
Odp: Etyka według Stanisława Lema
« Odpowiedź #6 dnia: Wrzesień 22, 2019, 12:02:14 am »
Człowiek funkcjonuje w otoczeniu rodziny, przyjaciół, znajomych, współpracowników, sąsiadów i usługodawców (sprzedawcy w regularnie odwiedzanych sklepach, fryzjer, serwis samochodowy, itd.)
Załóżmy, żeby się łatwiej liczyło, że ten krąg to średnio sto osób.

Kowalski wchodzi zatem w interakcje z setką osób.
Powiedzmy że 90 z nich to osoby nieuciążliwe/przyzwoite. (bez dalszego, przynajmniej na tym etapie, definiowania, na czym polega nieuciążliwość/przyzwoitość)
Może nie są aż uczynne, jak Hogarth, ale w żaden sposób nie szkodzą Kowalskiemu.
Z tych 90, połowa to grupa A, czyli ludzie, którzy nie czynią (nawet drobnego) zła w sposób naturalny, bez konieczności przemagania jakichś wewnętrznych tendencji czy inklinacji.

Grupa B przemaga się tak jak Hogarth, i robi to konsekwentnie przez całe życie.

Kowalski zatem nigdy nie dowie się, kto należy do grupy A, kto zaś do B.


Rozróżnienie nie jest może bez znaczenia, bo grupa C, czyli te dziesięć procent uciążliwych, to prawdopodobnie ludzie, którzy lubią być uciążliwi i (w przeciwieństwie do grupy B) się nie powstrzymują.     
Można i należy (należałoby - w lepiej urządzonym kraju) badać motywacje ludzi i wykorzystywać wyniki tych badań do tego, żeby zwłaszcza szkoła kształtowała obywateli, którzy w dorosłym życiu będą nieuciążliwi w kontaktach - bez konieczności toczenia walk wewnętrznych.
Ale to już trochę inny problem.

Hogarth był nieuciążliwy, był człowiekiem przyzwoitym, a nawet efektywnie empatycznym o szczebel(ek) powyżej przyzwoitości, skoro był uczynny.

*
Z punktu widzenia, powiedzmy krytyczno-literackiego, te zmagania H., wyglądają na … no sorry, raczej na dziecinadę.
„W miejscach szanownych, jak kościół, lub w pobliżu szczególnie godnych osób chętnie myślałem o tym, co mi było zakazane.” 

W pobliżu … biskupów(?), nauczycieli(?), lekarzy(?), sędziów(?), adwokatów(?) (itd.) Piotruś wyobrażał sobie, że dokonuje innych czynności z koleżanką i zabija go piorun?

Był „zły”, ale nie znęcał się nawet nad trawą?
To ja poproszę trzydzieści osiem milionów takich złych ludzi.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 22, 2019, 12:04:54 am wysłana przez Cetarian »

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10262
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Etyka według Stanisława Lema
« Odpowiedź #7 dnia: Wrzesień 22, 2019, 12:27:28 am »
Kowalski zatem nigdy nie dowie się, kto należy do grupy A, kto zaś do B.

Prawda, jednak mam wrażenie, że w jakimś sensie moralny wysiłek grupy B godniejszy jest większego szacunku niż odruchowa dobroć grupy A.

(I tu pewnie rozpisałbym się na temat komiksowego Wolverine'a, gdyby nie Twoje srogie zastrzeżenie, że nie życzysz sobie pozalemowskich offtopów ;).)

Z punktu widzenia, powiedzmy krytyczno-literackiego, te zmagania H., wyglądają na … no sorry, raczej na dziecinadę.

Być może, jednak wyglądają mi autobiograficznie, gdy przypomnę sobie jak zaczynał się "Wysoki Zamek":

"Nie wiem, czy jest już zupełnie jasne, że byłem tyranem. Norbert Wiener zaczął swoją autobiografię od słów I was a child prodigy, byłem cudownym dzieckiem; ja mógłbym tylko I was a monster, byłem potworem. A więc, potworem, z pewną przesadą może; ale to, że terroryzowałem otoczenie, zwłaszcza jako zupełny malec, jest prawdą."
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 22, 2019, 12:45:09 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Cetarian

  • Full Member
  • ****
  • Wiadomości: 108
    • Zobacz profil
Odp: Etyka według Stanisława Lema
« Odpowiedź #8 dnia: Wrzesień 22, 2019, 11:41:02 am »
Kowalski zatem nigdy nie dowie się, kto należy do grupy A, kto zaś do B.

Prawda, jednak mam wrażenie, że w jakimś sensie moralny wysiłek grupy B godniejszy jest większego szacunku niż odruchowa dobroć grupy A.

Czyli:
„A pan, panie Zenku, jest dobry naturalnie, czy musi się pan przemagać?"
„No, muszę.”
„To szacun.”

Ale co, jeśli Zenek, który jest zły, tylko się konsekwentnie przemaga, skłamie (bo jest zły), że jest dobry i się nie przemaga?
Ominie go (niesprawiedliwie?) postulowany przez Ciebie większy szacunek.
A przecież mu się należy, wszak?
Może nawet bardziej mu się należy, niż takiemu złemu, który czyni dobro, a zapytany, czy musi się przemagać, przyznaje, że tak.
Bo przecież ten, który się nie przyznaje, jako bardziej zły, musi się bardziej przemagać do konsekwentnego czynienia dobra, a nie zostanie bardziej uszanowany.
[paradoks Cetariana-Hogartha].  8)

*
Tak, zdecydowanie nalegam, żebyśmy w tym wątku rozmawiali tylko o Lemie.

*
„Byłem potworem jako zupełny malec” znaczy tylko tyle: byłem jedynakiem w zamożnej rodzinie i rodzice mnie rozpieszczali.

*
Sądzę, że próby konstruowania refleksji o etyce na podstawie (np.) tego, czy Klapaucjusz sprawił wielkie lanie prawdziwemu Trurlowi, czy też jego kopii, nie mają wiele sensu.
 
Należy się raczej przyglądać bohaterom (w zasadzie) realistycznym, czyli Jeanowi z Kataru, Breggowi, Pirxowi i Hogarthowi. Tichy z „Pokoju na Ziemi” może by się też zakwalifikował.
 
Wspomniałem w poście otwarcia o możliwym postulacie, „Nie uwódź cudzej żony/męża.” bo Bregg co prawda uwiódł Eri, ale potem uświadomił sobie, że ponieważ nie był betryzowany, (a do tego miał 202 cm wzrostu i posturę kulturysty/gladiatora), to ona mogła się obawiać, że Bregg zabije, czy co najmniej pobije, jej poprzedniego partnera.
Czyli Bregg doprowadził Eri do czynności groźbą bezprawną, itd.
Ale przecież nie celowo, więc ta auto-kara śmierci sugeruje bardzo surowy kodeks, który co prawda zezwalał na uwodzenie kobiet będących w związku, ale tylko po dobroci.
A przecież mógł kupić jej duży bukiet, jemu butelkę whisky, przeprosić wylewnie i odjechać  w siną dal.

*
Jean z Kataru, kiedy zorientował się, że obok niego stoi terrorysta, który za chwilę zdetonuje bombę, próbował ratować nie tylko siebie, ale także innych pasażerów. Nie udało się, zagarnął tylko, już skacząc ze schodów, dziewczynkę, ale próbował, zmniejszając szanse, że sam się uratuje.
Ryzykował życie dla obcych ludzi.

To krańcowy przypadek empatii i bezinteresowności.
       
*
Szczęśliwie jednak, zwłaszcza w jednolitej etnicznie Polsce, prawdopodobieństwo, że ktoś stanie w obliczu podobnego problemu co Jean, jest znikome.

Co do tego, że Lem był zdania, że nie należy zabijać i kraść, nie ma chyba sporu.
(Pomijam tutaj teorię wojny sprawiedliwej, wskazującej, kiedy zabijać jednak można, czy nawet trzeba).

Pytanie: jakie Lem miał poglądy na, powiedzmy, etykę dnia codziennego?
I tu dwa cytaty z Ananke.
       
Pierwszy:
„Była szósta dwadzieścia i rozsądny człowiek zjadłby o tej porze coś gorącego. Myśl o kawie też była zachęcająca. Ale gdzie się tu można pożywić – nie wiedział. W Agathodaemonie był po raz pierwszy. Dotąd obsługiwał główny przyczółek – syrtyjski.
(…)
A nie znał tu nikogo oprócz dyżurnego kontrolera. Mógł pójść do niego na piętro, lecz byłoby to w nienajlepszym guście. Nie należy zawracać głowy ludziom przy pracy. Sądził według siebie: nie lubił takich gości. [Bold C.]
(…)
O siódmej była zmiana na stanowiskach kontroli lotu, a podczas zmiany wypada już i obcemu przyjść.”

   
I drugi:
„ - Panie komandorze - rzekł cicho, ale dziwnie powoli, jakby ostrożnie dobierając słów, Hoyster - pan orientuje się w sytuacji nieprawdaż? Dwie następne jednostki tej samej klasy, z takim samym układem sterowania, znajdują się obecnie na linii Aresterra: „Anabis” przybędzie za trzy tygodnie, ale ”Ares” już za dziewięć dni. Bez względu na zobowiązania wobec tych, co zginęli, mamy większe wobec żywych. Niewątpliwe przemyślał pan już, w ciągu tych pięciu godzin, wszystko, co zaszło. Nie mogę pana do tego zmusić, ale proszę, żeby pan to nam wyjawił.
   Pirx poczuł, że blednie. Tego, co chciał powiedzieć Hoyster, domyślił się z jego pierwszych słów i ogarnęło go niezrozumiale wrażenie, rodem z nocnego snu: aura zaciekłego, rozpaczliwego milczenia, w którym walczył z przeciwnikiem bez twarzy i zabijając go razem z nim ginął. Było to mgnienie. Przemógł się i spojrzał Hoysterowi w oczy.
- Rozumiem - powiedział. - Klyne i ja należymy do dwóch różnych generacji. Kiedy zaczynałem latać, zawodność procedur automatycznych była daleko większa … To się utrwala w zachowaniu. Myślę, że …ufał im do końca.
   - Sądził, że komputer dysponuje lepszym rozeznaniem? Że opanuje sytuację?
   - Nie musiał liczyć na to, że ją opanuje … a tylko, że jeśli nie potrafi, tym bardziej nie dokona tego człowiek.
Pirx odetchnął. Powiedział co myślał, nie rzucając cienia na młodszego - który już nie żył.”
   

Ta druga sytuacja to oczywiście nie jest wydarzenie dnia codziennego.
Ale zwracam uwagę, że nawet kiedy stawką było życie dwóch kolejnych załóg, Pirx starannie ważył słowa, starając się nie skrytykować Klyne’a bardziej, niż to było konieczne.

Wolno domniemywać, że w mniej dramatycznej sytuacji byłby jeszcze bardziej powściągliwy w krytykowaniu, a zwłaszcza w rzucaniu oskarżeń.
 
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 22, 2019, 11:50:31 am wysłana przez Cetarian »

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10262
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Etyka według Stanisława Lema
« Odpowiedź #9 dnia: Wrzesień 25, 2019, 09:36:07 am »
Jeśli chodzi o kwestię mniejszego i większego szacunku to mówiłem ogólnie. Nie podejmuję się rozstrzygać, który Zenek na jaki zasługuje (przynajmniej jak długo nie zostaną wynalezione urządzenia pozwalające na adekwatnie precyzyjne nieinwazyjne mapowanie mòzgu).

Co do Pirxa. Tak, również jestem skłonny sądzić, że pilot ów (w przeciwieństwie do Trurla, Klapaucjusza czy - co najmniej dziennikowego - Tichego) realizuje swoim (fikcyjnym) zachowaniem etykę, która i Mistrzowi była bliska. (Pominąwszy może głośną sprawę siostry Mattersa ;).)
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

lemolog

  • Juror
  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 356
  • I love YaBB 1G - SP1!
    • Zobacz profil
Odp: Etyka według Stanisława Lema
« Odpowiedź #10 dnia: Październik 22, 2019, 12:48:04 am »
Stanislaw Lem: "Niestety, etyki się nie dziedziczy, lecz się ją tworzy, i właśnie dlatego można ją poddawać dowolnie koszmarnym wyinaczeniom i deformacjom" (Fantastyka i futurologia)

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4849
    • Zobacz profil
Odp: Etyka według Stanisława Lema
« Odpowiedź #11 dnia: Październik 22, 2019, 02:07:17 pm »
Stanislaw Lem: "Niestety, etyki się nie dziedziczy, lecz się ją tworzy, i właśnie dlatego można ją poddawać dowolnie koszmarnym wyinaczeniom i deformacjom" (Fantastyka i futurologia)
Gdyby była dziedziczona również mogłaby podlegać deformacjom - choroby genetyczne? terapie genowe?
Poza tym musiałaby być uprzednio - stworzona i zaimplementowana? Przez bezosobową ewolucję, która nie zna moralności?:)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)