Autor Wątek: Między Żuławskim a Lemem  (Przeczytany 519 razy)

MarcinK

  • Junior Member
  • ***
  • Wiadomości: 52
    • Zobacz profil
Między Żuławskim a Lemem
« dnia: Lipiec 25, 2019, 08:28:09 pm »
Przyjęło się uważać tych dwóch panów za pionierów krajowego SF. Jednak pomiędzy śmiercią Żuławskiego a pierwszymi publikacjami Lema istnieje 30 letnia przerwa. Czy w tym okresie gatunek był martwy w Polsce a może istnieją jacyś warci uwagi autorzy?

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10165
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Między Żuławskim a Lemem
« Odpowiedź #1 dnia: Lipiec 25, 2019, 08:53:21 pm »
Ciekawe pytanie, na które z przyjemnością odpowiem... Cóż, w latach pomiędzy zakończeniem Trylogii Księżycowej a ukazaniem się w prasie "Człowieka z Marsa" nie powstało zbyt wiele wartościowych utworów rodzimej SF (tworzona była w owym okresie głównie fantastyka awanturnicza niewysokich lotów, nadająca się +/- na jedną półkę z "Trędowatą"), ale coś się znajdzie, choćby dylogia "Miasto światłości"/"Podróż poślubna pana Hamiltona" (był głośny proces o plagiat z samym Huxleyem, i to nasz pozwał!) Mieczysława Smolarskiego, "Torpeda czasu" i "Dwa końce świata" Słonimskiego (tak, tego), czy mistycyzująca (więc jej przynależność do gatunku fikcji naukowej może być dyskusyjna) "Miranda" Langego*. Niektórzy (choćby M. Oramus) dorzuciliby również np. "Nienasycenie" i "Pożegnanie jesieni" Witkacego, traktując je jako social fiction.

* Są to utwory, które postarzały się z mniejszym wdziękiem niż dzieła Żuławskiego, czy "Astronauci" z "Obłokiem...", ale warte poznania, choćby jako ciekawostki.

Zwróciłbym również Twoją uwagę na parę powieści powstałych już równolegle do pierwszych dzieł Mistrza, które - choć z obecnej perspektywy stanowią ramoty - potrafią przynieść jakieś interesujące idee, a czytane z odpowiednim dystansem (z jakim czytamy dziś np. utwory Verne'a) okazać się całkiem fajną lekturą. Chodzi mi o powieść "Ludzie Ery Atomowej" Romana Gajdy, trylogię "Zagubiona przyszłość"/"Proxima"/"Kosmiczni bracia" Krzysztofa Borunia i Andrzeja Trepki i - zwłaszcza - o ostatni* istotny utwór - tworzącego od XIX wieku, w manierze verne'owskiej - Władysława Umińskiego tj. "Zaziemskie światy". (W.U. pisał zresztą również w okresie wcześniejszym, o który pytasz, publikując wówczas takie tytuły jak "Samolotem dookoła świata"**, "Czarodziejski okręt" i "W głębinach oceanu", z tym, że są to same sprawnie napisane przygodówki, które dziś bardziej odbierze się jako kawałki podróżnicze, niż jako fikcję naukową***.)

* Prace nad "Światem za lat tysiąc" przerwała śmierć autora.

** Kniga, która wprowadziła tytułowe słówko do polszczyzny.

*** Była to fantastyka zasięgu tak bliskiego, że Umiński musiał z wydania na wydanie zmieniać parametry przedstawionych w niej cudownych maszyn, tak szybko życie doganiało jego prozę. (Paradoksalnie znacznie wolniej starzało się wcześniejsze, pre-żuławskie, "W nieznane światy" znane też jako "Na drugą planetę".)
« Ostatnia zmiana: Lipiec 26, 2019, 05:01:36 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4687
    • Zobacz profil
Odp: Między Żuławskim a Lemem
« Odpowiedź #2 dnia: Lipiec 26, 2019, 12:16:33 am »
Cytuj
ale coś się znajdzie, choćby dylogia "Miasto światłości"/"Podróż poślubna pana Hamiltona" (był głośny proces o plagiat z samym Huxleyem, i to nasz pozwał!) Mieczysława Smolarskiego, "Torpeda czasu" i "Dwa końce świata" Słonimskiego (tak, tego), czy mistycyzująca (więc jej przynależność do gatunku fikcji naukowej może być dyskusyjna) "Miranda" Langego*. Niektórzy (choćby M. Oramus) dorzuciliby również np. "Nienasycenie" i "Pożegnanie jesieni" Witkacego, traktując je jako social fiction.
Stanisław Lem poleciłby jeszcze Grabińskiego  :)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Lem_poleca
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/76143/niesamowite-opowiesci

Do tego Reymonta Bunt (na 20 lat przed Folwarkiem Orwella)
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/35773/bunt
Jeszcze Wampir - fajnie się czyta, ale to raczej powieść grozy.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wampir_(powie%C5%9B%C4%87)

No, to trochę się uzbierało. Więcej o starych historiach w takim zestawie;
https://pl.wikipedia.org/wiki/Polska_nowela_fantastyczna
« Ostatnia zmiana: Lipiec 26, 2019, 12:32:53 am wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10165
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Między Żuławskim a Lemem
« Odpowiedź #3 dnia: Lipiec 26, 2019, 08:23:24 am »
Grabińskiego z Reymontem pominąłem świadomie, choć pamiętam o ich dokonaniach, bo to, co tworzyli, to nie jest fikcja naukowa, w tym znaczeniu w jakim są nią dzieła Lema, Clarke'a, czy nawet Le Guin, nie da się jednak zaprzeczyć (spróbowałbym w wypadku Noblisty ;D), iż obaj są wybitni, a pierwszy z nich miał w dodatku zauważalny wpływ na Mistrza. Technologiczno-weirdowa stylistyka opowiadań ze zbioru "Demon ruchu" (np. dodanego w późniejszych wydaniach "Fałszywego alarmu") powraca wyraźnym echem w co bardziej niesamowitych opowieściach o Pirxie ("Terminus", "Ananke"), da się również doszukać grabińskich tropów (współczesna, stechnicyzowana, acz i nieco oniryczna, rzeczywistość zdaje się być kruchą skorupą kryjącą groźne Nieznane) w "Śledztwie".

Nawiasem, skoro poza SF wykroczyliśmy i o wpływach mówimy, warte polecenia są także, liczone do literatury wysokiej, ale i ewidentnie fantastyczne (i filozoficzne) utwory Schulza (opowiadania ze zbiorów "Sklepy cynamonowe", "Sanatorium pod Klepsydrą"). (Bruno S. stanowił, wraz z Gombrowiczem, jedną z inspiracji dla dukajowych "Innych pieśni", zachwycają się nim również autorzy brytyjskiego New Weird.) I te z dzieł Leśmiana (skądinąd... siostrzeńca Langego), które S.L. skłonny był kwalifikować do fantasy - np. wiersz "Gad".
A wychodząc od "Klechd sezamowych" w kierunku twórczości adresowanej do młodszego czytelnika (baśń literacka należy, jak wiadomo, do podgatunków tzw. speculative fiction) wypadałoby również wspomnieć o owocach bogatej wyobraźni Brzechwy (Lesmana, kuzyna Bolesława; zdolnej rodzinki cd.), takich jak "Baśń o korsarzu Palemonie", "Akademia pana Kleksa" (zawiera elementy SF!) czy "Baśń o stalowym jeżu". Oraz o "Kłopotach Kacperka góreckiego skrzata" tej samej Zofii Kossak-Szczuckiej, w której "Krzyżowcach" Sapkowski słusznie doszukał się elementów fantasy.

Z rzeczy bardziej naukowych zaś, ale też solidniej postarzałych (bo i niższych lotów), wymieniłbym jeszcze grubaśną "Wyspę mędrców" Marii Buyno-Arctowej.

No, to trochę się uzbierało.

Prawda, całkiem nieźle jak na lata chude ;).

Więcej o starych historiach w takim zestawie

Jeśli chodzi o ten zestaw, to z interesującej nas epoki, zwróciłbym uwagę MarcinaK na nowelkę "Władca czasu" wspomnianego już Langego (która stanowi najjaśniejszy punkt autorskiego zbioru A.L. - "W czwartym wymiarze" ).
Z rzeczy wcześniejszych natomiast, czyli w roli offtopicznej ciekawostki, na opowiadanie "Niewidzialny" (1881), którym Sygurd Wiśniowski wyprzedził zarówno Wellsa (1897), jak i Verne'a ("Sekret Wilhelma Storitza", 1898).
« Ostatnia zmiana: Sierpień 04, 2019, 10:45:56 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

MarcinK

  • Junior Member
  • ***
  • Wiadomości: 52
    • Zobacz profil
Odp: Między Żuławskim a Lemem
« Odpowiedź #4 dnia: Listopad 02, 2019, 03:00:40 pm »
Widzę więc że spektrum zainteresowań rodzimych autorów było zbieżne z zagranicznymi kolegami.