Polski > DyLEMaty

Coś dla fanów "Star Wars" ;)

(1/32) > >>

Q:
Skoro "Star Trek" posiada tu własny wątek, chyba i "Gwiezdne Wojny" na takowy zasługują (zdaje się zresztą, że kiedyś taki był, nawet identycznie zatytułowany, tylko gdzieś przepadł), zwł. że Lem, jak wiemy, oglądał (zachwycając się bespińskimi chmurami, i bodaj niczym więcej, ale oglądał).

Na początek - w roli listka figowego* ;) - info o dość ciekawej pracy**:
https://www.fijor.com/ksiazki/gwiezdne-wojny-a-filozofia-polityki/
Której autor zdaje się pochodzić z kręgów światopoglądowo bliskich NEXowi:
https://mises.org/profile/mateusz-machaj

Streszczenie:


* Żeby nie było, że poważni ludzie nie mają o czym gadać ;).

** Nawiasem: o nowym kanonie się takich analiz raczej nie stworzy:
https://reason.com/2015/12/18/the-incoherent-politics-of-star-wars-the/

A w roli czystego funu, czy - jak kto woli - guilty pleasures.

Fan-seria "I.M.P.S .The Relentless" (swego rodzaju kontynuacja słynnego filmiku "Troops", który był już linkowany):
https://www.youtube.com/watch?v=qwQNT_Ung9I
https://www.youtube.com/watch?v=sNR1XdnjC0I
https://www.youtube.com/watch?v=roiooJtlgXo
https://www.youtube.com/watch?v=RPIRCCUN-NU
https://www.youtube.com/watch?v=EWVFWZq3WHo
Strona projektu:
https://impstherelentless.com/

Oraz nówka - filmik "Battle of the Dreadnoughts":
https://www.youtube.com/watch?v=5Jlo081vSQQ

Edit: byłbym zapomniał... Jeśli chodzi o narodziny starwarsowego totalitaryzmu,, nad którymi dr Machaj się nachyla, to więcej informacji na ten temat niż sam film przyniesie powieściowa wersja "Zemsty Sithów" pióra Matthew W. Stovera (stanowiąca - obok "Zdrajcy" tegoż autora - szczytowe osiągnięcie literatury "SW"; co znaczy, że do Mistrza - rzecz jasna - się nie umywa, ale z "Diunami" i "Enderami" już się może ścigać):
https://www.fahrenheit.net.pl/archiwum/f47/05.html
https://esensja.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=2380

Smok Eustachy:
Jest mi smutno/ Tak po prostu:
Avengers: połączenie zaawansowanej technologii z magią, mordobiciem i ogólnym popierniczeniem. Jak widać wyszło. Zastanawiam się nad przyczyną sukcesu i wychodzi, że kluczem są bohaterowie. Fabuła jest często słaba i dziurawa.
Popatrzmy na finał Powrotu Jedi w jego części imperatorskiej: walka Luka z Vaderem nie ma sensu bo co by tam Luke nie nawyprawiał to i tak o sukcesie zadecyduje Han wysadzający generator i Lando wysadzający reaktor. To raz. Dwa: Luke nie może zabić Vadera bo ten jest jego ojcem ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby wykończył Imperatora, który nie był nikim z rodziny. Nie próbował go wykończyć. Po trzecie błyskawice mocy daje się blokować, o czym Yoda go nie pouczył.

W Endgame podobnie pojawienie się Kapitana Ameryki na ławeczce na końcu i przekazanie tarczy dostarcza silnych wzruszeń odbiorcy. I nie przejmujesz się sensem, bo nie o to chodzi. Ale jak masz przed sobą Holdo, z której robili idiotkę to nie masz żadnych wzruszeń i wszelaki absurd tej sytuacji włazi w ślepia. Podobnie jak koniki.

Słusznie zatem ów Ichabod prawi, że Marvel znaczy teraz więcej niż Star Wars. Muszę tu zacytować Kmicica:

„Co bym mu mógł rzec? — mówił sobie — czym, prócz pięści, zanegować? jakie dowody przytoczyć?… Prawdę szczekał… Bodaj go zabito!…

Trójkąt Red Letter Media jak widać przynosi efekty. W sensie sukcesy. Nowoczesna technologia jest w Star Warsach? Magia jest? I co z tym robią?

Q:

--- Cytat: Smok Eustachy w Maj 05, 2019, 09:19:56 pm ---Słusznie zatem ów Ichabod prawi, że Marvel znaczy teraz więcej niż Star Wars.
--- Koniec cytatu ---

Uważam, że masz rację, ale tylko częściowo... Jeśli patrzeć na obecny stan gwiezdnowojennej - brzydkie słowo - marki, i porównywać z kinowym Marvelem, to - faktycznie - mając do wyboru różne jednakowo bezsensowne filmy wybierze się te z sympatyczniejszymi, ciekawszymi, lepiej zadomowionymi w - kolejne brzydkie słowo - popkulturze, jako symbole, bohaterami.

Jednak jeśli spojrzeć szerzej, wypadnie zauważyć, że "SW" niosły kiedyś znacznie więcej niż MCU (dlatego m.in. ośmieliłem się utworzyć/odtworzyć wątek o nich, natomiast topic o marvelowskich filmach założyłbym tylko wtedy, gdyby Lem wstał z grobu i publicznie mnie do tego upoważnił). Mieliśmy tam bowiem cały ładunek głębszych sensów, których Machaj sporo (ale - stanowczo! - nie wszystkie, da się rzecz analizować i od innych stron) wydobył*. Były też rozmaite wewnętrzne zależności - prawda, z perspektywy realnego świata nieistotne, ale dające się badać (to akurat przykład z książek), nawet jeśli badanie owo prowadziło często do konkluzji, że rozpatrywane nie ma sensu (kłania się choćby sprawa AT-AT). Jednym słowem: oryginalne "Gwiezdne wojny" była to jednak (względnie) intelektualna rozrywka. Znaczy: Lucas Mistrzowi mógłby najwyżej buty czyścić, ale już z Asimovem w stanach wyższych i z Zajdlem w stanach średnich, mógłby grać w jednej lidze (bo gdzie nie mistycyzował, tam socjologizował jak oni).

* O czym wspominam - rzecz jasna - w nadziei, że pobawimy się tu w ich wyłuskiwanie i dyskutowanie ;).

Owszem, nowy, disney'owski, kanon, odpuścił sobie wszelkie polityczne analizy, wszelkie pop-filozofowanie, zdemontował też lucasowski świat dla wygody Abramsa (zatem i fikcyjne zagadnienia przepadły), dając na to miejsce b. niewiele - poza ładnymi obrazkami - jakieś ograne potępienie handlarzy bronią, jakieś skopiowane z oryginału (Kenobi i Yoda przecież potrafili kłamać i subtelnie manipulować) ostrzeżenie by nie ufać ślepo autorytetom, i jakieś przypomnienie, że na bycie wielkimi i złymi snobują się zwykle b. małe ludki, które może by i było cenne, gdyby Brooks nie powiedział tego samego lata temu w "Spaceballs":

(Po prostu Kennedy i spółka nie zrozumieli nic z oryginału, albo uznali, że współczesny widz jest głupi i nie zauważy różnicy, i nastawili się na kopiowanie wizualnego klimatu, sądząc, że to wystarczy.)

Niemniej - powtórzę - nowy kanon to nie wszystko, nowy kanon to nic, które przepadnie w historii kina, a z oryginałem kinowy Marvel nawet nie zaczął się jeszcze ścigać...* Więc nie desperuj ;).

* Prawda, obrodził pewną ilością pejperów i on, a z pojedynczych filmów MCU (nasuwają się "Captain America 2", "Black Panther", "Iron Many") da się wycisnąć nawet niegłupie komentarze do świata za oknem, ale daleko do lucasowskich głębi, i do lucasowej umiejętności bawienia się obrazem też daleko...

ps. Wracając do Machaja... Trochę żałuję, że mówiąc o sypaniu się totalitarnej machiny Imperium nie zauważył, iż kamyczkiem, który poruszył lawinę była nieudolność - nisko zmotywowanych - palpatine'owych sług, którym nie chciało się dokładnie przeanalizować błędów konstrukcyjnych Gwiazdy Śmierci (i nie ma znaczenia czy łykamy wersję, że były efektem celowego sabotażu Erso, czy nie), i następnych, którzy nie wymyślili, że w kapsule mogą być roboty - zwł., że mógłby rzecz zilustrować piękną brooksową glossą pokazującą mechanizmy powodujące awans takich jednostek w zbudowanych na zasadzie piramidy zamordyzmach:
https://www.youtube.com/watch?v=PNcDI_uBGUo

Smok Eustachy:
O mój komentarz tam jest:
 Smok Eustachy
Smok Eustachy
2 lata temu
druga trylogia czyli pierwsza: tam się kompletnie załamała koncepcja co doprowadziło do bezrefleksyjnego powielenia schematów.  A Powrót Jedi? Czemu tam Luke nie mógł załatwić imperatora? Vadera nie mógł ale tego to mógł. Jakiś leszczy mógł a tego nie? Cała Gwiazdę Smierci wykończył i wyrzutów sumienia nie ma.

Można większą polemikę wysmażyć

Smok Eustachy:
Powrót Jedi: problemy są dwa: pierwszy: co by tam Luke nie nawywijał to i tak  wszystko zależało od Hana i wysadzenia generatora i od Lando i wysadzenia reaktora.
Drugi: Luke nie mógł wykończyć Vadera z przyczyn pozapolitycznych ale Imperatora mógł jak najbardziej.
Trzeci: Yoda nie nauczył Luka radzenia sobie z błyskawicami.

I tu ciekawy jest taki scenariusz, w którym Han z Lando nie dają rady a Luke pokonuje Palpusia. Z jakich przyczyn miałby zająć jego miejsce? Karykaturę tego pomysłu mamy w Ostatnim Jedi i awansie Kylo. I czy w Imperium Vader faktycznie planuje obalenie Palpusia razem z Lukiem, czy go wkręca?

II
Patrzę tu bardziej z punktu widzenia opowieści a nie realizmu. W prekłelach senat jest pokazany realistycznie. Wypisz-wymaluj Unia Europejska. Ale takie pokazanie Republiki kłóci się z opowieścią, gdzie widz powinien się identyfikować z Republika a gdzieś od połowy Ataku Klonów ma ją gdzieś. Jest to twór poroniony więc oczekiwanie, żeby w końcu zdechł jest naturalne. Podobnie jest z Nową Republiką w starym kanonie. Niepotrzebna kompletnie.

Słusznie zatem zrezygnowali w sekłelach z polityki, widz znowu by odniósł wrażenie, ze Republika to kiszka i niech zdycha.

Mamy jeszcze przeciwieństwo Sith-Jedi, które się nakłada na polityke w sposób interesujący, opisany w wykładzie.

Czego tam kompletnie nie kupuję? Że Palpuś steruje sam jeden obydwoma stronami, mając tylko Dooku do pomocy. Tj tylko on był świadomy podwójnej roli Sidousa.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Idź do wersji pełnej