Autor Wątek: Ja, Q:)  (Przeczytany 2961 razy)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9188
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Ja, Q:)
« Odpowiedź #15 dnia: Kwiecień 15, 2018, 06:34:30 pm »
Dziękuję wszystkim za miłe słowa! ;D

To jeszcze ja do granu... gratulacji się przyłączę ;).

Przyznaję też, że zainteresowanie bioinformatyką zawdzięczam Summie Technologiae. Lem opisywał możliwość wywodzenia praw natury nie poprzez żmudne eksperymenty, ale w wyniku pracy czysto informacyjnej (choć potwierdzonej ostatecznie empirycznie). Czasami mam wrażenie, że powoli tak się dzieje tam gdzie niezliczone symulacje in silico poprzedzają decyzje o dalszych badaniach. Innym razem myślę, że Lem w Summie opisał coś znacznie większego, do czego jeszcze dopiero kiedyś dojdziemy.

Hmm... może, jak już u nas znak życia dałeś, zechcesz swoją cegiełkę do "Akademii..." dołożyć? Właśnie usiłujemy się tam z "Summą..." mierzyć.


Cytuj
Pan Władimir Władimirowicz Putin to wielki rosyjski mąż stanu. Na miarę Piotra I. Podziwiam go za jego spokój/umiarkowanie i dobrze mu życzę :-)
Stanisław Remuszko
To co, nie odpowiesz?
Spróbuj, może dowiesz się też czegoś o sobie.
Jak to jest, że Polak mający się za inteligenta, patriotę, wolnościowca, demokratę, miłośnika praworządności etc. - podziwia rosyjskiego despotę?
Dla którego wzorcem jest inny tyran i despota Piotr I.
/.../
A ja się dziwię - możesz mi wytłumaczyć? Jak godzisz to wszystko w sobie?

Zdaje mi się, że to nieskomplikowane. Otóż S.R. najwyraźniej pojmuje wolność na zasadzie wziętej z dostojewskich ;) "Notatek z podziemia" (które nam tylekroć z lubością ola przywoływała), tj. jako swobodę powtarzania, że dwa a dwa jest SIEDEM (mówiąc w skrócie). A że jeszcze - sądząc po wywiadach-prowokacjach dla "Sputnika" i apelach by nań donosić, bo "Polkę Walczącą" se przywiesił - objawił się w nim głód męczeństwa (pokrewny temu, o który część ludu smoleńskiego ongiś posądzałem), choćby na pluszowym krzyżu, choćby wirtualnego z rąk tutejszej administracji/moderacji, to będzie dalej takie "siódemki" wykrzykiwał zanim wszystkich nie znudzi tym do imentu (albo, czego mu jednak nie życzę, władza obecna zbyt poważnie go nie potraktuje i mu tych cierniowych marzeń nie spełni).
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 15, 2018, 07:21:25 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9188
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Ja, Q:)
« Odpowiedź #16 dnia: Sierpień 19, 2018, 06:39:53 pm »
Uważam opinie* - kto by ich nie wygłaszał - i zajmowanie się nimi za bzdurę**, jednak pozwolę sobie rzec, że poniższą opinię uważam nie tyle nawet za fałszywą, ile a priori błędną metodologicznie:
Cytuj
Komu w dzieciństwie nie została wpojona/wszczepiona religia (lub równorzędność LGBT), ten, dorósłszy, nigdy nie stanie się religijny (nie uzna równorzędności LGBT).

Choćby już z tej prostej przyczyny, że nie ma czegoś takiego jak prosta alternatywa: warunkowanie do tolerancji (nazwane tu - nie wiedzieć czemu - religią) lub wszelkiego warunkowania brak. Warunkowanie do nietolerancji - choćby nieświadome i nieintencjonalne - też istnieje. Odruchowy lęk przed nieznanym - również. To jedna sprawa.

Druga jest taka, że wystarczy mieć w domu kilka zwierzaków, albo częściej oglądać dziką przyrodę (choćby tylko w formie dokumentalno-filmowej) by zobaczyć jak powszechne są zachowania homoseksualne w świecie pozostałych gatunków zwierzęcych.

Trzecia zaś - tu moja sygnaturka się kłania - że wszelkie hierarchie czy wartościowania (a więc i kwestia nie/równorzędności) to rzecz czysto umowna i dowolna. Więc trudno używać tych pojęć zbyt serio.

* Traktowane inaczej niż jako hipotezy robocze do weryfikacji.

** W sensie - tak to z przesadą nazwijmy - filozoficzno-logicznym, czy summowo-konstruktorskim, bo w sensie praktycznym dużo ludzkiej aktywności wokół tzw. opinii (także mających najlichsze podstawy, czy wręcz kontrfaktycznych, przez co w/w miano jest dla nich niezasłużonym komplementem) się kręci, jakby nic mądrzejszego do roboty nie było (czyli socjologicznie itp. jest co badać). No, ale wiadomo, że ewolucja nas sknociła, bo tacy byle jacy do jej celów wystarczamy, stąd u wielu dystansu i chłodnego oglądu spraw brak, a chęć wypowiedzenia się o czymś bierze górę nad potrzebą solidnego zbadania zjawisk, o których zamierza się mówić. Przez co - w tzw. przestrzeni publicznej - nonsensy z nonsensami się zderzają w tragikomicznym tańcu.
« Ostatnia zmiana: Sierpień 19, 2018, 07:41:02 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9188
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 12, 2018, 10:27:14 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9188
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Ja, Q:)
« Odpowiedź #18 dnia: Wrzesień 29, 2018, 07:40:39 pm »
Tytułem sprostowania (choć mierzi mnie powracanie do tych spraw).

Finalnie wprawdzie, jesteś w niej osobą pokrzywdzoną

Jeśli S.R. jest tu osobą pokrzywdzoną to na własne życzenie. Mógł nie eskalować - i swojej (w 99% wypadków pozamerytorycznej) forumowej obecności, i awantur. A przede wszystkim mógł nie reagować demonstracyjnym obrażaniem się w odpowiedzi na - z początku wcale nie tak ostrą - krytykę (czym zresztą skutecznie ustanowił podchwycony potem przez parę osób - nikogo palcem nie wskazując - złoty wzorzec tutejszego obrażalstwa).

Nawiasem: historia się powtarza: skrytykowałeś jego (w sumie fajne) znalezisko jako mniej wartościowe niż zakładał, to w odpowiedzi - zamiast ramionami wzruszyć i powiedzieć: "no tak, nie sprawdziłem" - kolejną burzę w szklance wody nakręcił, uaktywniając najpierw Ciebie, teraz - niestety - i mnie.

Ironią losu tylko jest, że twój główny adwersarz pozbywszy się konkurencji (poniekąd) przejął jej styl i sam teraz zasypuje co się tylko da do tego stopnia, że jak czasem zajrzę tu wieczorem mam wrażenie monokultury, i aż odechciewa się wtedy pisać.

Przepraszam bardzo, wszystkie moje posty są merytoryczne i on topic, i nie możesz do nich odnieść swojego głównego zarzutu*, nie jest ich zresztą aż tak wiele (może poza wątkiem "Wokół Lema się dzieje...", bo - z czego się b. cieszę - okołolemowskimi inicjatywami ostatnio obrodziło, a sądzę, że mamy obowiązek je zauważać i propagować), góra 5-6 dziennie (zwykle mniej), i - jak zapewne zauważyłeś - jakoś znajdują się chętni na nie odpowiadać.
Tobie mogą przeszkadzać, bo najwidoczniej mnie - powtórzę: bez wzajemności - znielubiłeś, ale to inna sprawa.

* zacytuję:
To jest mój główny zarzut - zasypywanie wszystkich wątków na forum sobą...przepraszam SOBĄ. W szczycie sypałeś postami co dwie minuty na każdy temat - zasypałeś indeksy do kilku stron w głąb. Wiadomościami typu, -masz rację, -zaraz wracam. -idę pojeździć rowerem, - masz słusznego etc.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 30, 2018, 04:43:05 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9188
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Ja, Q:)
« Odpowiedź #19 dnia: Październik 11, 2018, 07:29:00 pm »
Ooo... Już wiem gdzie obszerne cytaty wrzucać, żeby nikt nie narzekał, że nimi dyskusję zamulam ;).

A propos dziś dyskutowanej rosyjskiej/radzieckiej kosmonautyki, gwoli zilustrowania popularnych wyobrażeń nt. panujących tam porządków, fragment b. znanej powieści SF przedstawiający - co łatwo zgadnąć - ćwiczenia kosmonautów w słynnym Hydrolabie*:

"– Majorze Mirski, nie skupiacie się na zadaniu.
– Kombinezon mi przecieka, pułkowniku Majakowski.
– To nie ma nic do rzeczy. Możecie wytrzymać jeszcze przez piętnaście, dwadzieścia minut.
– Tak jest, pułkowniku.
– Skoncentrujcie się. Musicie wykonać ten manewr.
Mirskiemu pot zalewał oczy. Zamrugał, próbując dostrzec właz cumowniczy amerykańskiego typu. Woda w skafandrze ciśnieniowym sięgała mu już do kolan. Jej poziom stale się podnosił. Mirski nie potrafił stwierdzić, jak duży jest przeciek. Miał nadzieję, że Majakowski to wie.
Musiał zaklinować metalową sztabę między dwoma czujnikami. Za pomocą zaczepów w kształcie litery L przypiętych do butów i rękawic przymocował prawą kostkę i nadgarstek do zaokrąglonej pokrywy włazu. Następnie lewą ręką...
(...ależ starali się go zniechęcić w szkole w Kijowie. Teraz już z tym koniec. Nie ma jego nauczycieli i ich dziewiętnastowiecznych pomysłów. Jakże próbowali przyzwyczaić go do posługiwania się wyłącznie prawą ręką, aż wreszcie, kiedy miał prawie dwadzieścia lat, wydano zarządzenie oficjalnie uznające leworęczne dzieci.)
Mirski z hukiem zamocował sztabę. Odczepił kostkę i nadgarstek.
Woda sięgała mu do pasa.
– Pułkowniku...
– Miną trzy minuty, zanim właz się otworzy. Mirski zagryzł wargi. Wykręcił szyję, starając się zobaczyć przez wizjer hełmu, jak radzą sobie jego koledzy. Przy sąsiednich włazach majstrowali dwaj mężczyźni i Jefremowa. A gdzie Orłow?
Tam... Mirski zdjął hełm i zobaczył, że trzej nurkowie holują Orłowa w ciemność, ku powierzchni zbiornika, świeżemu powietrzu. Nie czuł już wlewającej się do skafandra wody.
Właz zaczął się odsuwać. Major słyszał odgłos pracującego mechanizmu. Pokrywa nagle zatrzymała się, otwarta w jednej trzeciej.
– Zacięła się! – zawołał zdumiony. Zakładał, że ćwiczenie dobiegnie końca, kiedy tylko otworzy się właz, który miał podobno być szczelny i odblokować się po odpowiednim umieszczeniu klina. Amerykańska technika!
– Źle założyliście sztabę.
– Ależ nie! – zaprotestował Mirski.
– Majorze...
– Tak jest! – Ręką chronioną grubą rękawicą uderzył w sztabę. Nie przyczepiony do włazu, odpłynął i stracił cenne sekundy na podholowanie się po linie. Zaczepy. Kolejny cios. Bez rezultatu.
Zimna woda wlała mu się do hełmu. Przełknął kilka łyków i zakrztusił się. „No tak! Pułkownik pomyśli, że tonę, i zlituje się.”
– Dociśnijcie ją – poradził pułkownik.
Rękawice były zbyt grube, żeby mógł sięgnąć do wyżłobienia, w którym spoczywała sztaba, zablokowana przez częściowo otwarty właz. Nacisnął. Do rękawów napłynęła mu woda. Palce zdrętwiały. Spróbował jeszcze raz.
Skafander wypełnił się wodą. Mirski zaczął tonąć. Dno zbiornika znajdowało się trzydzieści metrów niżej, a wszyscy nurkowie zajmowali się Orłowem. Nic go nie uratuje, jeśli sam sobie nie poradzi z otworzeniem włazu. Ale jeżeli nie wycofa się w porę...
Nie odważył się jednak. Od wczesnej młodości marzył o gwiazdach i gdyby teraz wpadł w panikę, na zawsze znalazłyby się poza jego zasięgiem. Krzyknął wewnątrz hełmu i wcisnął czubek rękawicy w wyżłobienie, czując ostry ból miażdżonych palców.
Właz drgnął.
– Po prostu się zaklinował – stwierdził pułkownik.
– Do diabła, ja tonę! – krzyknął Mirski. Odchylił hełm i wypluł wodę. Usłyszał odgłos ssania i bulgotanie. Powietrze uchodziło przez szparę wzdłuż pierścienia otaczającego szyję.
Wokół zbiornika zapaliły się reflektory. Rozwodnione światło zalało włazy. Mirski poczuł pod pachami i wokół nóg czyjeś dłonie. Przez zamglony wizjer niewyraźnie dostrzegł trzech pozostałych kosmonautów. Wydostali się przez włazy i ciągnęli go w górę, ku odwiecznemu i jakże mile widzianemu niebu."


Greg Bear, "Eon"

* Drobna ilustracja:
http://scribol.com/science/space/russias-underwater-cosmonaut-training-complex/

Nawiasem: gdyby kto chciał zakosztować hydrolabowych rozkoszy, to jest możliwość:
https://www.mircorp.com/train-like-cosmonaut-russia/
Nawet w tej chwili podobna wycieczka trwa:
https://www.lonelyplanet.com/news/2018/09/02/experience-zero-gravity-russias-space-program/




I jeszcze jeden cytacik, tym razem a propos bogatej historii szpiegostwa:

Maciej Parowski
TO ZDARZA SIĘ CO DZIEŃ


Pora jest dobrze wybrana. Łódź sunie niemal bezszelestnie na fali przybrzeżnej. Trochę w prawo widnieje jasna plama portu, skąd aż tutaj przyniosło uderzające o burtę kawałki drzewa i korka, skórki owoców, zwrócone morzu resztki ryb. Między odpadkami moczy się wąski i ruchliwy sierp księżyca zaskoczonego w chwili nowiu. Gdybyż jeszcze odrobina mgły - łódź z parą wioślarzy i nieznajomym na dziobie, z podkulonymi nogami i brodą opartą na kolanach w milczeniu lustrującym nadbrzeże, pozostawałaby całkowicie niewidoczna nie tylko dla tych z portu, ale nawet dla przypadkowego obserwatora znajdującego się kilkadziesiąt kroków od miejsca lądowania.
Przód łodzi wrzyna się w piach plaży całkowicie pustej i cichej. Mężczyzna dotychczas bezczynny podejmuje z dna dwa skórzane woreczki, kryje je pod chlamidą i błyskawicznie wyskakuje na brzeg. Chrzęszczą ziarenka piasku, kiedy zapierając się weń ze wszystkich sił przybysz odpycha łódź, a milcząca praca jej lewego, zaraz potem prawego i w końcu obu wioślarzy, sprawia, że łódź obraca się i oddala. Otrzepując stopy z wilgotnego piasku nieznajomy próbuje przez chwilę nie myśleć o tym co ma do wykonania, ale wtedy prawie natychmiast przyłapuje się na pytaniu: “czy nic nie zrobią wioślarzom?”. Wątpliwość jest śmieszna, a odpowiedź tak oczywista, że wraca do myślenia o swoich sprawach.
W oddali, ale niezbyt daleko bieleje miasto. Nieznajomy po raz kolejny, piąty, może dziesiąty, a może i piętnasty od momentu wylądowania sprawdza rozłożenie mieszków pod chlamidą, poprawia jej fałdy, przygładza włosy, ociera twarz. Miasto zbliża się, mężczyzna nie ma pod nogami sypkiego piasku plaży; teraz jest to już ścieżka, za chwilę będzie twarda ubita ziemia wjazdowej drogi miejskiej. Potem marmurowe płyty.
Najgorsze jest spotkanie ze spóźnionym przechodniem zaraz po szczęśliwym minięciu murów obronnych. Nieznajomy odruchowo zaciska pięści czując żołądek podjeżdżający do gardła, jakby dopiero teraz przyszły objawy choroby morskiej przyniesionej z lodzi i jeszcze wcześniej z galery. Drugie spotkanie odbiera o wiele spokojniej: już z daleka rozpoznaje chybotliwy krok i bezbłędnie odczytuje woń wina, gdy tamten będzie go mijać.
Miasto zachowuje się cicho, prawie już zasnęło, straże są niewidoczne. Właśnie straże... Nieznajomy pamięta dobrze co mówiono o ich dowódcy - żądnym pieniędzy moczymordzie i zawziętym kobieciarzu. Pamięta też co przyszło mu do głowy od razu gdy o dowódcy usłyszał. To mianowicie, że trudno będzie pracować z takim człowiekiem. Interes pochłonie na pewno nie jeden lecz dwa mieszki, a żołnierz, kiedy zrobi już swoje, może zechcieć popisać się przed władzami dostarczając im winnego.. Zresztą może mieć tego winnego od razu jak tylko mężczyzna przyjdzie doń z propozycją. Wtedy będzie i winny, i dwa mieszki i uznanie władz Efezu, i wdzięczność kapłanów.
To pewne, człowiek, który doradzał dowódcę straży musiał być chyba niespełna rozumu, albo knuł coś niedobrego. Przybysz widzi to niezwykle wyraźnie przemykając najciemniejszym cieniem i, momentami, w bladym świetle ułamka księżyca pod ścianami domów, między kolumnadami, obchodząc dokoła place, by ani przez chwilę nie być widocznym ze wszystkich stron - by nie dać otoczyć się pustce. Pomysł z dowódcą straży wydaje mu się teraz, na miejscu, tak niestosowny, że chwilami musi hamować ataki śmiechu.
Pozostaje rozpustna Auge i ten biedaczyna na krańcu miasta żyjący w dzielnicy lepianek... Przypadkowy przechodzień nieoczekiwanie burzy chwilę zastanowienia. Mężczyzna szybko przebiega wokół budynku o nieokreślonym przeznaczeniu, a ostatnie kroki, po których nieruchomieje przywierając do muru, odbijają się cichym klapnięciem i jeszcze cichszym echem. Przechodzień szczęśliwie na nic nie zwraca uwagi. To sandał! - morska woda i naprężenie rzemieni, od stałego stąpania na palcach, robią swoje. Nieznajomy uśmiecha się w ciemnościach - bogowie sami wskazywali, że to nie może być Auge. Zresztą, a dostrzegł to dopiero teraz, od dłuższego już czasu idzie bezwiednie w stronę, gdzie nie mógłby spotkać ani ladacznicy ani dowódcy strażników.
Gdybyż wypadło na Auge... Z pewnością typową dla kurtyzan, że mężczyzna, który zapłacił kobiecie nie będzie mieć przed nią tajemnic, spytałaby “dlaczego?”. On przecząco pokręciłby głową, a wtedy ona zaczęłaby zgadywać: “Sparta?... To sprawa Aten?... A może Babilończycy, może Persowie?... no powiedz wreszcie”, i wtedy powtórzyłby to co sam usłyszał daleko stąd, od starego człowieka o twarzy zmęczonej i złej, który wręczał mu trzy mieszki mówiąc przy tym tonem nie znoszącym sprzeciwu: “Lepiej nie wiedzieć zbyt wiele”.
Mijana dopiero teraz świątynia rozwiewa obawy przybysza co do szczegółów przedsięwzięcia. Lasowi kamiennych kolumn towarzyszą zwieszające się od górnego belkowania tkaniny i kotary. Belkowanie jest drewniane, na posadzkach leżą drogocenne kobierce, gdzieniegdzie stoją dzbany z ofiarną oliwą. Trzeba teraz cofnąć się parę ulic, skręcić w lewo i oto dzielnica lepianek.
Skulony nad kopytem szewc szeroko otwiera oczy, kiedy, jako wynagrodzenie za trwającą zaledwie chwilę wymianę rzemienia, nieznajomy wręcza mu całą sztukę złota. Wnętrze warsztatu jest nędzne: jedna izba z barłogiem pod ścianą; twarz szewca ściągnięta głodem i definitywnym brakiem nadziei... Ostateczna decyzja przychodzi szybko: Już stojąc przy wyjściu mężczyzna odwraca się nagle i spod drzwi rzuca jednym jedynym mieszkiem w sam środek stołu gdzie kawałki skór, rzemienie, noże i dratwa. Szewc podnosi głowę, a jego uszy łowią metaliczny brzęk, w którym jest wszystko: śmiech wielu kobiet, zapach setek potraw, przeczucie znużenia po zrealizowaniu tysięcy możliwych zachcianek.
- Naprawdę chodzi mi o coś zupełnie innego - spokojnie mówi nieznajomy - słyszałem, że pragniesz sławy, Herostratesie.


Skądinąd nie musi to być czysta fikcja, bo..
http://www.livius.org/sources/content/herodotus/herodotus-on-the-greek-spies-in-sardes/
« Ostatnia zmiana: Październik 12, 2018, 12:33:19 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki