Straciłem wolę i wiarę do tego.
Zasadniczo to jest krok w dobrym kierunku, czy nawet dwa kroki, powiązane.
To, że straciłeś wiarę w możliwość obrony Remuszki jest dobrym objawem, ponieważ skuteczna obrona nie jest możliwa.
Napisał to, co napisał i nie da się tego odtłumaczyć.Utrata woli bronienia Remuszki jest logiczną konsekwencją utraty wiary w możliwość jego obrony.
Natomiast elegancko byłoby się przyznać do tego, że nie jesteś w stanie obronić Remuszki, ponieważ rozpowszechniał tu prorosyjskie kłamstwa.
Żeby cię wesprzeć w tym procesie godzenia się rzeczywistością proponuję taki przykład:
Wyobraź sobie, że do Janka przychodzi sąsiad Zenek i twierdzi, że do niego na werandę przybiega gekon i łazi po suficie.
Może łazi, zasadniczo jest to zwierzę z innej strefy klimatycznej, ale może to się działo latem, może gekon uciekł od jakiegoś jeszcze innego sąsiada Janka i Zenka i naprawdę przybiega do Zenka na werandę.
Jaka byłaby reakcja Janka?
Bez wątpienia zapytałby:
„
A masz na to jakieś dowody?”
W szczególności
„
Czy zrobiłeś mu zdjęcie?”
Oczywiście, w dzisiejszych czasach photoshopów oraz AI generującej rozmaite obrazy, zdjęcie gekona na suficie werandy Zenka nie byłoby dowodem ostatecznym, ale to byłby jakiś początek badania, czy gekon rzeczywiście się tam pojawia.
Ostatecznym dowodem byłoby, gdyby Janek zobaczył na własne oczy tego gekona, albo na suficie u Zenka, albo po tym, jak gekon został odłowiony.
Później gekon powinien zostać oddany do jakiegoś schroniska dla zwierząt egzotycznych, jeśli takowe istnieje, albo może do zoo.
Generalna zasada jest taka, że jeżeli ktoś twierdzi, że jest jakoś, albo że było jakoś, to powinien to udowodnić.Remuszko pomówił NYT i pozostałe redakcje, dowodów żadnych nie podał i podać nie mógł, ponieważ te dowody nie istniały i nie istnieją.
Gdyby było inaczej, to ty podałbyś te dowody, chociaż jeden, ale nie podałeś żadnego, bo ich nie ma.
Ciągle jeszcze masz szansę zachować się przyzwoicie i przyznać, że Remuszko pomówił NYT.
*
Przypomnę jeszcze, że w tym samym tekście Remuszko wychwalał Putina.
Jaki mógł mieć powód, inny niż ruble od Sputnika?
Putin – wiadomo: zło wcielone i wszechstronne [bold Remuszki - C.], a kto powie o nim jedno marne dobre słowo, ten agent i zdrajca.
Żeby być agentem i/lub zdrajcą, trzeba popełnić czyn karalny, przekazać wrogiemu państwu tajne dokumenty, podłożyć bombę.
Remuszko był trybikiem w rosyjskiej machinie propagandowej.
Gdyby nie był, to
jaki miałby powód, żeby w 2017 roku napisać cokolwiek pozytywnego o Putinie?
Na jakiej podstawie (innej niż ruble ze Sputnika) tajne rozmowy Putina i Trumpa budziły w Remuszce „
dobrą nadzieję”?
Bite sto pięćdziesiąt minut tajnych rozmów Putina i Trumpa zamiast minut trzydziestu to dla mnie wydarzenie historyczne [bold Remuszki - C.]. I budzące dobrą nadzieję.