Kolejny z
"Trek Shorts" -
"First Meeting":
Czas na -
spoilerową! - recenzję
"B5: The Road Home".
Zacznę od plusa, faktycznie jest to
about something, Straczynski nie obrócił swojego
dziecka w
some deep-space franchise*, i to mu się ceni.
Jednak to
something jest dość problematyczne. Otóż w wyniku zaspoilerowanego w zwiastunach
visitorowego wypadku (tym razem role się odwróciły i to "B5" zdaje czerpać z "DS9"), na który wpływ miało jego wcześniejsze otarcie się o podróże w czasie, Sheridan obraca się w ultymatywnego obserwatora ze znanego paradoksu,
Zwornik, wedle terminologii Egana, czego skoki czasowo-multiversalne są tylko wczesnym objawem, my zaś dowiadujemy się tym sposobem kim był tajemniczy
One, dla którego walczono
**.
I tu dostajemy kliszę na kliszy - nie dość, że przechodzenie w boskość protagoniście nie służy - co jest kalką z "Altered States" - bo go ludzkie psychologiczne obciążenia ograniczają, jak Dooma w oryginalnych "Secret Wars", to jeszcze grozi to wszystko zapadnięciem się Multiversum jedna linia czasu po drugiej, jak w znanym "Kryzysie..." DC. A jedynym lekiem na to okazuje się - jak u Russella z Chayefsky'm - miłość, potraktowana w infantylnej, z "Interstellaru" wziętej, bełkotliwej mowie jako jedna z uniwersalnych sił Wszechświata. Toteż Delenn, aktywny rodzaj Penelopy, intencjonalnie poddaje się podobnemu wypadkowi i rusza ratować męża.
Jest to wszystko zarazem wzruszące (i najbardziej emocjonalnie zrozumiałe dla ludzi będących w stabilnych związkach, którzy przeszli razem różne trudne chwile), ale i głupie i infantylne niestety
***.
Ale, oczywiście, zanim Sheridan zostanie uratowany, musi się trochę wydarzyć, więc dostaniemy - będący opakowaniem w/w idei przewodniej - rajd w czasie i przez wszechswiaty alternatywne, a w jego ramach:
- podszytą podskórnym smutkiem, na koniec się wyjaśni dlaczego, wizytę u przyszłego Franklina, trochę przywodzącą na myśl jasne ujęcia z voyagerowego "Non Sequitur", jeszcze bardziej pewne sceny z kolejnego odcinka tejże serii - "Before and After",
- pojawienie się Johna w chwili (pokazanej w stylu bliskiego hard SF kosmicznego horroru), w której przebudziły się Cienie,
- dwie gorsze linie czasu - w jednej sinclairowe niedobitki, w obliczu groźby przegranej z Cieniami, muszą wysadzić stację, niszcząc przy tym siły wroga, w drugiej to Vorloni niszczą Ziemię (i - poza ekranem - jeszcze parę światów młodszych ras), jako zbyt mocno zinfiltrowaną przez siły przedstawicieli Chaosu,
- spotkanie za Barierą Galaktyczną

z tamtejszą wersją Preservera czy też Q (a nawet dwa w jednym), który - posługując się twarzą G'Kara (obecnie swojego rodaka z Continuum

), przyznaje, że cała ta
zwornikowa sytuacja, to eksperyment dawno zaaranżowany przez jego gatunek (pachnie to nie tylko "All Good Things...", ale i finałem asimovowskiej "Fundacji"),
- a wreszcie wizytę na alternatywnej stacji, na której wiele spraw potoczyło się znacznie lepiej (wojna nigdy nie wybuchła), ale niektóre gorzej - np. pewni kapitan i ambasador nigdy się nie związali, choć może się to jeszcze zmieni.
Do tego dostajemy szczyptę typowego dla "B5", ale i dla klasycznego "ST" Kontaktowo-międzykulturowego humoru. I - jak zwykle u JMS-a - "Obcy" wiedzą znacznie więcej, niż ludzie (wszystkie wersje Zathrasa, których jeszcze za sprawą replikacyjnych mocy The Grat Machine, przybyło

, wiedzą kiedy i dlaczego są potrzebne; alternatywna wersja Delenn wie lepiej od jej potencjalnego/przyszlego partnera co zaszło, i z kim/czym mieli do czynienia).
Zaś otwarte zakończenie umiejscowione na w/w alternatywnej wersji tytułowej stacji stanowi czytelny sygnał przedreBootowego otwarcia się na Multiversum.
W sumie: dziwna historia, o której można powiedzieć dużo, i dobrych, i złych, rzeczy. Choć mnie - mimo wszelkich zastrzeżeń - urzekła jej staroszkolność.
*
https://www.youtube.com/watch?v=P011OQbOYd8** Skądinąd wygląda ten wątek na daawno zaplanowany, albo też jest Straczynski mistrzem gładkiego dopisywania:
https://www.youtube.com/watch?v=dn6sWdxpk90*** Mam wrażenie, że JMS rzucił się na głębokie wody i trochę się na nich podtopił, ale szacun za próbowanie, zwł. dziś w erze Abramsów z Kurtzmanami.
ps. Dyskusja zachodnich fanów o w/w produkcji:
https://www.reddit.com/r/babylon5/comments/15lultt/babylon_5_the_road_home_discussion_megathread/