Autor Wątek: "Space - The Final Frontier"  (Przeczytany 65738 razy)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11285
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: "Space - The Final Frontier"
« Odpowiedź #105 dnia: Grudzień 09, 2019, 03:58:53 pm »
Pierwszemu kinowemu "Star Trekowi" właśnie stuknęła czterdziestka. Ciekawe, mówiąc nawiasem, że aż tyle lat musiał czekać na głośne przyznanie jak dużym sukcesem był:
https://www.independent.co.uk/arts-entertainment/tv/features/star-trek-motion-picture-anniversary-william-shatner-spock-kirk-gene-rodenberry-star-wars-a9234541.html

Z tej okazji zlinkuję wywiady z Douglasem Trumbullem, bez którego w/w film nie byłby tak piękny (parę innych, większych, klasyków SF też*):
https://www.ign.com/articles/2019/12/07/star-trek-the-motion-picture-tmp-enterprise-refit-drydock-douglas-trumbull
https://trekmovie.com/2019/07/26/interview-vfx-pioneer-douglas-trumbull-on-how-it-took-a-miracle-to-complete-star-trek-the-motion-picture/

* Czasem mam wrażenie, że Spielberg, Roddenberry, Scott, może nawet Kubrick - na poletku fantastyki naukowej, nie błyszczeliby tak jak błyszczeli gdyby nie makiety robione przez tego gościa.
« Ostatnia zmiana: Grudzień 24, 2019, 05:01:11 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11285
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: "Space - The Final Frontier"
« Odpowiedź #106 dnia: Grudzień 21, 2019, 01:40:24 pm »
W międzyczasie miały premierę dwa kolejne - niecodzienne w formie i treści (oględnie mówiąc) - "Short Treki". Przy czym z zawodowych fanów ;) jak się któremu podobał jeden:
http://www.ex-astris-scientia.org/episodes/dst1.htm#thegirlwhomadethestars
To nie podobał drugi:
http://www.ex-astris-scientia.org/episodes/dst1.htm#ephraimanddot
I na odwrót:
https://fanfilmfactor.com/2019/12/15/two-new-animated-short-treks-and-what-my-9-year-old-son-thought-of-them-editorial-review/
A szeroka widownia zdaje się, że odrzuciła oba (noty na IMDB rekordowo niskie). Zresztą był tam słynny błąd z numeracją na kadłubie kirkowego Enterprise'a, który - o ile nie zostanie wyjaśniony jakimś temporalnym nadpisaniem (przeczącym znów pielęgnowanej przez czynniki oficjalne narracji o Prime Timeline) - będzie latami robił za koronny argument na rzecz tezy, iż "Treka" obecnej generacji robią ludzie mający b. słabe pojęcie o "ST" i jego dziedzictwie.  (Trudno o bardziej epicki strzał we własne stopy, zatapiający nie tylko samego "Shorta", ale i - pośrednio - wszystkie startrekowe produkcje Kurtzmana.)

Ponadto trafił do Sieci następny zwiastun "Picarda":

(Nie wiem jak Wy, ja oglądając go nie potrafię wykrzesać z siebie cienia ekscytacji.)

Nowy fanfilm o Kirku, powstały we współpracy z twórcami "Continues" - "Let Old Wrinkles Come":

[Ccóż - nie jestem pod wrażeniem. Ktoś wyekstrahował TOS-ową awanturniczość (ze złymi scenami walki), kirkowe kobieciarstwo i podtatusiały heroizm a la "ST V" (jednym słowem: niekoniecznie najlepsze elementy najstarszych odsłon "ST"), i połączył z wątkiem wracających do domu Zmiennych, nie dysponując w dodatku paroma kluczowymi TOSowymi postaciami* (czy raczej ich odtwórcami). Ale w kategorii pure fun - także dla kręcących w/w filmik - czyli jako fanowski ekwiwalent paru "Short Treków", z bonusowym frajdogennym komponentem zrób to sam, rzecz się sprawdza.
(No i doceniam pozytywnie nieklasyczne potraktowanie wątku redshirtyzmu ;). Oraz parę niezgorszych linijek dialogowych.)

* Choć ich absencja zostaje niezgorzej usprawiedliwiona fabularnie.]

I kolejny odcinek "Antyllusa" - "As It Is Written...":


ps. A tu pilot wspomnianej w wątku o "SW" serii "Star Trek: Odyssey" jak kto ciekaw:
« Ostatnia zmiana: Grudzień 21, 2019, 01:47:08 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11285
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: "Space - The Final Frontier"
« Odpowiedź #107 dnia: Styczeń 21, 2020, 01:35:47 am »
Cóż, pojawił się ostatni z tego sezonu "Short Treków", zatytułowany "Children of Mars". Trailer:

Przyznam, mam dwa podstawowe problemy z nim, oba z perspektywy spójności z wcześniejszymi seriami (czy też budowania fundamentów pod serię o Picardzie):
1. dlaczego statki i promy tak przypominają te z "DSC"? (owszem, zawsze można rzecz zwalić na jakieś temporalne nadpisania, albo - jeszcze prościej - uznać, że skoro do końcówki XXIV wieku mogły przetrwać w regularnej służbie Excelsiory i Mirandy, to mogły i wcześniejsze klasy/jednostki, ale ma się przykre wrażenie, że oszczędzają na CGI-makietach i mylą epoki)
2. czym, do cholery, są rogue Synths? (bo jeśli tym, czym się zdaje (zachodnim recenzentom) , to czy przypadkiem zacno-moralizatorskie zakończenie klasycznego odcinka "TNG" - "The Measure of a Man" - i harmonijne pożycie ;) ludzie-androidy - nie poszło aby do kosza?).
O to, gdzie znikł roddenberry'owski utopizm - skoro kolejna planeta ginie - nawet nie pytam...
Do powyższego dochodzą pomniejsze kwestie: gdzie podział się sławetny Mars Defense Perimeter gdy był potrzebny, czemu wolkański dyrektor ubiera i zachowuje się po ludzku (tj. ziemsku), choć tu łatwiej o jakieś wyjaśnienia, racjonalizacje (może Synthom udało się wybrać stosowny moment i wyeliminować obronę z zaskoczenia? może dyrektor był pół-Ziemniakiem ;), albo przesiąkł ziemskością? itd.)
Zresztą nie będę Wam marnował czasu dalszą wyliczanką - jak kto ma chotę słuchać półgodzinnego pastwienia się nad ośmiominutową historyjką - proszę, tam jest wszystko wypunktowane:


Zaraz potem - poprzedzona emisją kolejnych reklamówek:


I całkiem zmyślną (ktoś poszedł po rozum do głowy po klapie "Beyond") kampanią marketingową:
http://blog.trekcore.com/2020/01/star-trek-picard-character-posters-debut-in-london/

Odbyła się oficjalna premiera serialu "Star Trek: Picard" (znanego też pod oficjalną skrótową nazwą "PIC"):
http://www.treknews.net/2020/01/14/patrick-stewart-star-trek-picard-hope/
http://www.treknews.net/2020/01/19/star-trek-picard-premiere-michelle-hurd/

Z tej okazji szaraczkom, którzy na wspomnianą się nie załapali ;), dano możliwość obejrzenia fragmentu pilota debiutującej produkcji:

Wizualnie, stylistycznie, b. w porządku, miło oko zawiesić... Ale treściowo... Fakt, że nie ma zabezpieczeń powstrzymujących picardowego psa przed mordowaniem dzikich zwierząt jeszcze daruję (choć w erze 1. pól siłowych, b. precyzyjnych skanów, fazerów, Transporterów, itp., 2. wielokrotnie - acz niekonsekwentnie - bijącej z ekranu troski o prawa zwierząt i ogólnie empatii wykraczającej poza granice gatunku, cokolwiek to dziwi), jednak obrócenie w autoparodię kawałka przesłania to cięższy kaliber, bo na jedno widać b. wyraźnie, że chcą iść w kierunku moralizatorstwa spod znaku refugees welcome, na drugie wszakże nie da się nie zauważyć, że ci refugees (wykwalifikowani agenci romulańskiego wywiadu - Tal Shiar, jak wynika z towarzyszącego komiksu "Picard: Countdown") po to zostali przyjęci żeby zachrzaniać na kapitalistę... znaczy... pracować w winnicy pańskiej... czyli robić za kajndof służbę białego massa... chciałem powiedzieć... emerytowanego admirała Gwiezdnej Floty. Gdyby rzecz rozgrywała się współcześnie uznałbym to za odważnie szczere postawienie tematu, ale do epoki DOT-ów i Replikatorów (że już o ideałach Roddenberry'ego nie wspomnę) nijak takie rzeczy nie pasują...

Premierę - znacznie cichszą - miał również kolejny odcinek fanserii "The Federation Files" - "The Equinox Effect" (godny odnotowania jako ciekawostka - komuś zachciało się pozbierać nakręcone fragmenty zdechłych fanowskich produkcji, by dać im tym sposobem nowe życie, i wyszła mu z tego patchworku w miarę spójna historyjka, za którą nawet jakieś nagrody dla filmów niezależnych zgarnął):


Jednym slowem dzieje się, a dziać się ma jeszcze więcej, bo:

 1. jeszcze przed czerwonodywanową imprezką "Picard" dostał oficjalnie drugi sezon (z Terry'm Matalasem - robil serialową wersję "12 Małp" i asystował przy produkcji "VOY" i "ENT" - w roli showrunnera) oraz after-show zatytułowany "The Ready Room" (zaś mający być prowadzonym przez Wila Wheatona):
https://trekmovie.com/2020/01/12/star-trek-picard-renewed-for-season-2-with-terry-matalas-as-showrunner-wil-wheaton-to-host-aftershow/

2. co prawda wieść niesie, że rewatchability (czy może - po prostu - oglądalność) pierwszego sezonu "Discovery" w brytyjskiej telewizji jest rekordowo niska, ale wygląda również na to, że prace nad czwartym sezonem "DSC" już trwają:
https://metro.co.uk/2020/01/10/star-trek-discovery-renewed-season-4-season-3-even-gets-air-date-12039218/

3. zapowiedziano też dwa nowe (aktorskie!) seriale "ST":
http://blog.trekcore.com/2020/01/kurtzman-says-two-more-star-trek-live-action-shows-in-works/

To jeśli chodzi o "Treka" oficjalnego, gdy mowa o nieoficjalnym nowiny sa trochę gorsze...

4. Seth McFarlane po latach rozluźnia swoje więzi z Foxem i przechodzi do NBC (gdyby tam przeniósł i "The Orville" dałoby się mówić o zatoczeniu kółka przez korporacyjną historię "ST" ;) ). Na proces produkcji "ORV" ma to negatywnie nie rzutować:
https://tvline.com/2020/01/10/seth-macfarlane-nbcuniversal-overall-deal-leaving-fox/
Jednak są tacy, co się martwią:
https://www.youtube.com/watch?v=3sy66wgT130

5. Ogłoszono, że proces powstawania (wspominanego) fanowskiego "Convergence" się przedłuża, choć osłodzono to wiadomością, że do obsady dołączyła znana z "STC" Michelle Specht:
https://www.youtube.com/watch?v=SK8PsMINfBE

Jednak da się odczuć, że mimo tego wszystkiego, zainteresowanie "Star Trekiem" wyraźnie spada:
https://www.facebook.com/140945059265639/posts/3139521259407989/
Widać to również na IMDB gdzie "Children..." mało kogo obeszły - ok. 150 oceniających, jedna recenzja...

Ale zasadniczo nie o tym chciałem, bo przecież "ST" oglądało się w dużej mierze dla takich smaczków jak słynna praca domowa Wesleya Crushera (z epizodu "The Vengeance Factor") - the locally Euclidean metrisation of a k-fold contravariant Riemannian tensor field, czy nawet wspomnienia Kaśki Janeway, że egzamin z fractal calculus (a propos: http://paulbourke.net/fractals/fracdim/), który zdawała u admirała Pattersona, wciąż śni się jej po nocach (to znów odcinek "Voyagera" - "Relativity").

Jednym słowem postanowiłem przyjrzeć się bliżej sławetnym grzybkom z "Discovery" by sprawdzić jak to jest teraz z nauką w "Treku".
Cóż, wyszło na to, że twórca grzybowych hipotez, Paul Stamets realny (nie mylić z serialowym) - ma niski stopien naukowy (B.S., odpowiednik naszego licencjatu), zrobiony w dodatku na b. podrzędnej uczelni, niebezpiecznie zbliża się do bycia modnym newage'owskim guru, i zarabia - spore pieniądze - na grzybowych preparatach kosmetycznych i paramedycznych (gdzie skuteczność tych drugich bywa ostro kwestionowana), co może budzić wątpliwości co do czystości jego motywów (najzjadliwsi krytycy mówią o nim: "enthusiastic mushroom salesman good at pseudoscience").
Z drugiej strony jednak jako badacz i odkrywca jest dość szanowany - doktorat honoris causa, etat profesorski (co prawda również na uczelni o niewysokiej renomie), nagroda od The North American Mycological Association, niezła ilość cytowań, gatunek grzybów ochrzczony jego nazwiskiem.
I przyznać trzeba, że swoje niezwykłe hipotezy* - częściowo wynikłe z badań nad rozmiarami i strukturą grzybni, oraz nad wielopostaciowym zjawiskiem grzybowej symbiozy (mikoryza, porosty, etc.), częściowo zaś wywodzące się z wierzeń indiańskich czy z przekonań popularnych w kręgach entuzjastów grzybków-halucynków z lat '60-'70 (nie ukrywa zresztą, że z tego środowiska się wywodzi, i że do dzis się tymiż raczy, wierząc, iż stanowi to klucz do wyższej mądrości... taki mentalny kuzyn Dicka zeń ;)), a i od lovelockowej hipotezy Gai nieodległe (warto również zwrócić uwagę na ich podobieństwo do wątków z - na Forum omawianych -  "Cieplarni" Aldissa i "Szerzej niż imperia i wolniej" Le Guin), potrafi przedstawić z naukowym rygorem ścisłości, jakkolwiek odjechane by nie były (co odróżnia go na plus od Dänikenów i Adamskich).

* W skrócie: grzybnia stanowi nie tylko swoisty układ krwionośny świata ziemskiej przyrody (co - jak się wydaje - zostało już udowodnione; patrz niżej), ale i coś na kształt potężnie wpływającego na biosferę supermózgu (który - jak P.S. zdaje się wierzyć - przemawiając** przez grzybowe halucynacje do małpoludów pomógł im rozwinąć inteligencję), czy nawet naukowego, tj. materialnego, bóstwa-i-zaświatów w jednym. A grzybnia ziemska to jeszcze nic na tle grzybni kosmicznej, stanowiącej ciemną materię. Kto nie wierzy, że mówi takie rzeczy - niech posłucha:
https://www.youtube.com/watch?v=t8DjeaU8eMs
https://www.youtube.com/watch?v=vFWxWq0Fv0U
https://www.youtube.com/watch?v=mPqWstVnRjQ

** Przypis do przypisu... Nie jest w tym odosobniony, pewna pani doktor biologii przekonana jest, że nie tylko grzyby, ale i rośliny mogą do nas gadać:
https://www.nytimes.com/2019/08/26/style/can-plants-talk.html

Co więcej... bazowe założenia teorii sieci grzybowej, której jest twórcą i czołowym proponentem, zostały nieźle wsparte dowodami na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Tak, wygląda na to, że ~ 90% roślin lądowych i grzyby łączy się w jedną sieć, wymieniając się substancjami odżywczymi i nie tylko. Polecam przekrojowy tekst BBC na ten temat zawierający linki do kluczowych dla sprawy pejperów (i niosący informację, że przed "Discovery" stametsowe tezy zostały wykorzystane w "Avatarze"):
http://www.bbc.com/earth/story/20141111-plants-have-a-hidden-internet
A przy okazji wyszło również na to, że i indywidualne grzybnie potrafią osiągać spore rozmiary:
https://www.fs.usda.gov/Internet/FSE_DOCUMENTS/fsbdev3_033146.pdf
Z tym, że łacińska nazwa może mylić, chodzi bowiem o gatunek dobrze znany:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Opieńka_ciemna
Więc może i z tą grzybowo-roślinną inteligencją nie trafił w stu procentach kulą w płot (sporo zależy tu zresztą i od tego jak inteligencję systemu zdefiniujemy... i tu poniekąd "Summa..." się kłania...).

Edit:
Z innej - ale wciąż startrekowo-naukowej - beczki... Oficjalny podcast "The Orville" z Neilem deGrasse Tysonem:
https://www.youtube.com/watch?v=KU2_woeTCaI

Edit 2:
Finalny trailer "Picarda":
https://twitter.com/StarTrek/status/1219016998006341633

I (domniemany) wyciek treści fabuly tej serii, który oby okazał się fałszywy:
« Ostatnia zmiana: Styczeń 23, 2020, 02:26:13 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11285
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: "Space - The Final Frontier"
« Odpowiedź #108 dnia: Styczeń 25, 2020, 09:01:05 am »
"Star Trek: Picard" trafił w końcu na małe (znaczy: spore, plazmowe, ale mniejsze od kinowych ;) ) ekrany. W sumie szkoda gadać... Niech detaliczne streszczenia fabuły pierwszego odcinka*:
https://ew.com/recap/star-trek-picard-series-premiere/
https://memory-alpha.fandom.com/wiki/Remembrance_(episode)
I recenzja "Entertaiment Weekly":
https://ew.com/tv-reviews/2020/01/23/star-trek-picard-review/
Oraz taka oto szczególarska analiza:
https://www.youtube.com/watch?v=q7c551s_Cd4
Powiedzą same za siebie.

* Wyklonowane z jednego pozytronu córki Daty...  Jeśli będą chcieli by miało to śladowy sens, będą chyba musieli kombinować z hipotezami Davida Bohma..

Godzi się jednak dodać, że kreatywna pustka i daleko posunięte odejście od roddenberry'owskich założeń, zostały wręcz mistrzowsko owinięte w papierek, który stanowi wysmakowany styl wizualny, niespieszna (ale niespieszna w b. sprawny sposób) narracja i niezawodne aktorstwo Stewarta, oraz podlane gęstym sosem chwytającej za serce - tak, mnie również ;) - nostalgii. Przypadek trochę podobny do "Mandalorianina", tylko z jeszcze większym rozdźwiękiem między formą a treścią, chce się rzec (edit: zresztą i efekt podobny - ludziska gremialnie pokochały, nie zawracając sobie głowy sensem, a raczej jego brakiem).

ps. Przy czym - co bym nie gadał - scena snu to będzie kult między fanami:

Przemowa o Dunkierce prawdopodobnie też.
« Ostatnia zmiana: Marzec 24, 2020, 01:05:08 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 891
    • Zobacz profil
Odp: "Space - The Final Frontier"
« Odpowiedź #109 dnia: Styczeń 25, 2020, 08:03:56 pm »
Gdzie można oglądać?

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11285
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
« Ostatnia zmiana: Styczeń 27, 2020, 11:31:03 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11285
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: "Space - The Final Frontier"
« Odpowiedź #111 dnia: Styczeń 31, 2020, 01:03:11 am »
Boleśnie rozdarty pomiędzy postawami (krytycznego) widza i (wręcz przeciwnie) fana ;) zlinkuję miażdżącą recenzję pierwszego odcinka "PIC"* (RedLetterMedia):

I przypomnę, że międzynarodowa premiera drugiego już dziś.

*  Taki wdzięczny ma toto oficjalny skrót 8)

Edit:
Od jakiegoś czasu chodzą słuchy, że MacFarlane po to przeszedł do NBC, żeby za pieniądze tej wytwórni nabyć prawa do "Star Treka" (czyli jednak korporacyjne kółeczko, i to nie kajndof, wydaje się możliwe), ale strony (tj. CBS i on) nie mogą się dogadać co do ceny (na co niejakie powodzenie "Picarda" ma pewien wpływ):
https://boundingintocomics.com/2020/01/30/rumor-the-orvilles-seth-macfarlane-and-nbc-walk-out-of-star-trek-sales-meeting/
« Ostatnia zmiana: Luty 02, 2020, 07:45:05 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11285
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: "Space - The Final Frontier"
« Odpowiedź #112 dnia: Luty 10, 2020, 02:25:33 pm »
Cóż, popularność serii "Picard" ponoć leci na łeb, na szyję, jeśli wierzyć Gugle Trynds:
https://www.youtube.com/watch?v=i7FD4K9WwGs
IMDB zdaje się to potwierdzać - noty dalszych odcinków znacząco niższe niż pierwszego, a i ocena całościowa - choć wysoka - regularnie spada.
Mają na to wpływ zagrania niezgodne z duchem "ST" (rzucająca wulgaryzmami admirał*, pogardliwy stosunek do androidów widoczny w retrospekcjach), mają ogólnie kiepskie dialogi, mają i niedoróbki wskazujące, że twórcy średnio (i wybiórczo) się orientują w tzw. kanonie "Star Treka" -  z jednej strony przepełniają odcinki smaczkami dla fanatyków, z drugiej - wykładają się na najprostszych rzeczach pokazując np. rodaczkę Spocka w ciemnych okularach (podczas gdy dawno ustanowiono, że przedstawiciele tego gatunku mają nie tylko oczy b. odporne na intensywne światło, ale i trzecią powiekę w kocim stylu, która ich przed tym światłem zabezpiecza; prawda, są poszlaki wskazujące, że owa pani może być Romulanką infiltrującą szeregi Gwiezdnej Floty, ale Romulanie to relatywnie niedawni - parę stuleci - wygnańcy z Vulcana, więc trudno sądzić by ta powieka u nich tak szybko zanikła).

* Tu jednak, nawiasowo, warto przypomnieć, że...
https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S038800011400151X
https://www.sciencealert.com/swearing-is-a-sign-of-more-intelligence-not-less-say-scientists

Natomiast jeśli chodzi o produkcje fanowskie, to niedawno miała miejsce premiera kolejnej odsłony fan-serialu "Starship Intrepid" - "Dissonant Minds":


Jednak - tak naprawdę - rynek fanfilmów osadzonych w XXIV wieku zdominowali (nie tak) powoli bracia Czesi. Zbudowali sobie bowiem dekoracje udające mostek statku kosmicznego i nakręcili w nich inspirowaną serialem "Tak, panie ministrze/premierze!", serię "Star Trek: Diplomacy":
https://www.youtube.com/playlist?list=PLp1QuW3OsCn3Xw0SKysKPCDxq1N_Arf08
Którą potem - by uniknąć kłopotów z CBS-em - przenieśli do alternatywnego wszechświata i przechrzcili na "Jistě, kapitáne" vel "Yes, Captain!":
https://www.youtube.com/playlist?list=PLp1QuW3OsCn3WpQdQcs8MAcXwBwRgMiVm

A także sporo indywidualnych króciaków do których liczą się wspominana już "Patriotka" oraz "Gambit Prastarých" vulgo "Gambit Of The Ancient Ones":

I "Chuť apokalypsy" czyli "A Taste of Apocalypse":

Szykują zaś dwa kolejne. Pierwszy to "Tajemná obysea" albo "A Mysterious Odyssey":

Drugi - wojenny "Squadron" (zatytułowany, dla odmiany, tylko po angielsku ;)):

Mało tego - sami się do fanfilmowego guru Jonathana Lane'a zgłosili, żeby im reklamę zrobił:
https://fanfilmfactor.com/2020/02/03/check-out-what-the-czechs-are-doing-with-squadron/

Ja tymczasem, aby ułatwić sobie i innym ocenianie tego co jest dziś jako "ST" i "Treka" spiritual succesorzy kręcone, postanowiłem przyjrzeć się bliżej tzw. Roddenberry's Boxowi, czyli zasadom, które twórca "Star Treka" ustanowił dla pracujących pod jego kierunkiem scenarzystów (większość z nich zawarta została w tzw. bibliach scenarzystów oryginalnej serii i "Następnego pokolenia", resztę znamy z wywiadów i relacji uczestników procesu produkcyjnego).

Zacznijmy od najbardziej znanej - zasady braku osobistych konfliktów. Szczerze mówiąc nie jest do końca jasne, czy G.R. sądził, iż interpersonalne napięcia nie będą w XXIV wieku powstawać (za chwilę, zresztą, jeszcze do tego wrócimy), ale głównym powodem jej wprowadzenia były względy praktyczne. Roddenberry kombinował tak: cała wielowiekowa tradycja literacka żywiła się międzyludzkimi zderzeniami, czas poszukać nowego paliwa, zwł., że tworzymy SF z ambicjami, wyznaczamy nowe kierunki (b. to koresponduje z tym co pisał Lovecraft w swoich listach, i z oceną literatury klasycznej jaką Lem włożył w "usta" GOLEM-a). Owszem, miało to też uzasadnienie in universe - bohaterowie (tak jak np. piloci USAF - takie porównanie w biblii "TNG" padło) są profesjonalistami, którzy - świadomi spoczywającej na nich odpowiedzialności - potrafią prywatne animozje schować do kieszeni, i współpracować dla dobra statku.
(Co jednak nie znaczy, że startrekowi mieli być tak papierowi i niewyraziści, jak się potem Bermanowi zdawało. G.R. pisał wyraźnie: "The crew members of the Enterprise are intelligent, witty, thoughtful, compassionate, caring human beings. They do have human faults and weaknesses, but not as many or as severe as in our time.", potem dodając jeszcze, że mają to być believable people, nie - postacie z melodramatu; co brzmi jakby stary Gene, wraz z - pomagającym mu ową biblię układać - Robertem Justmanem, przewidzieli nadejście "DSC" i starali się zawczasu przeciwdziałać ;D).
I właśnie w imię wiarygodności potrafił Roddenberry zasadę niekonfliktowości nagiąć. Gdy przedstawiono mu sceny braterskiej bójki w następnopokoleniowym odcinku "Brothers" początkowo sarkał, że takie bijatyki to dowód nieprawidłowego wychowania i objaw rodzinnych patologii (zgodnie z zapowiedzią wróciliśmy do jego poglądów), ale ostatecznie dał się przekonać, że po stresach jakie przeżył Łysy (tak fani zwą często Picarda ;) ) to psychologicznie wręcz nieodzowne (tu dobra nowina dla was "DISCO"-twórcy: bójkę Culbera z Tylerem też by zaakceptował wobec tego).

Teraz reguła druga, b. na czasie, brak palenia. Znowu względy praktyczne. G.R. sądził, że jest b. tanie i ograne budowanie romantyzmu czy badassery postaci przez przyklejanie jej peta do wargi, czy wtykanie cygara do ust (sorry nowostworzeni Raffi z Riosem ;)).
(Co ciekawe w zakresie innych używek Roddenberry nie był tak kategoryczny - grzebiąc po źródłach można wyczytać, iż ekscentryzm kirkowego inżyniera - Scotty'ego miał się brać stąd, że był on na służbie permanentnie narąbany, choć - co istotne - nie do takich granic, by obniżało to jego zawodowe kompetencje lub popychało go do zachowań społecznie nieakceptowanych. Potem jednak ojciec "ST" uznał, że poszedł z tym wątkiem trochę za daleko, i starał się to retconować.)

Kolejna zasada to ściśle określony charakter opowiadanych historii - zasadniczo to, co znamy z "TOS"-u i "TNG": eksploracja, kartografia, dyplomacja, transport osób i surowców, udzielanie wsparcia koloniom, ale też działania militarne, policyjne i antyterrorystyczne*. Z absolutnym zakazem zastępowania SF przez fantasy, i wprowadzania scenariuszy w stylu płaszcza i szpady, oraz kosmicznych piratów. To chyba nie wymaga komentarza, i zdaje się być tak samo motywowane jak zakaz pierwszy.

* Aczkolwiek ukazywanie Federacji w stanie otwartej wojny - zwłaszcza z Klingonami i Romulanami było prohibited. (Jak wiadomo twórcy "DS9" odeszli od tego założenia. W efekcie czego - jak warto przypomnieć - sam Michael Piller, wówczas w ekipie "ST" numer dwa po Bermanie i kreatywny szef całej franczyzy, uznał, w rozmowie z nadzorującym tę serię Irą Behrem, "Deep Space Nine" za nieprawdziwego "Treka" - co jest może nawet nieco zabawne w świetle tego, że to M.P. "DS9" wykreował - choć pozostawił mu zarazem wolną rękę.)

Punkt jeszcze jeden: zero historii, w których bohaterowie ładują się w kłopoty przez głupotę lub niekompetencję, czy też ośmieszają (przykro mi Seth, przykro mi Kelly, otwarcie fabuły orville'owego "Mad Idolatry" by nie przeszło ;) ).

Do tego dochodziły reguły dotyczące kształtu statków kosmicznych (słynny omlet z dwiema rurkami na widelcach, z mostkiem na szczycie omletu). Za sformułowaniem tych zasad stały również względy praktyczne. Owszem, komponent ideolo był także obecny (że niby widoczny mostek to symbol otwartości i przyjaznych intencji*, taki kosmiczny ekwiwalent pokazania nieuzbrojonych rąk, czy bezbronnego podbrzusza u niektórych zwierząt), a i uzasadnienie fikcyjno-fizyczne też się znajdzie, ale zasadniczo chodziło o wprowadzenie swoistych dla "ST", rozpoznawalnych na pierwszy rzut oka, statków i odcięcie się od sztampy typu rakiet, latających spodków i drapieżnych międzygwiezdnych krążowników.

* Choć porządny Klingon zapewne pomyśli na ten widok "co za arogancja!", a podstępny Romulanin - "jacy niepoważni frajerzy..." 8).

To najważniejsze, acz jest tego nieco więcej - np. zasada naukowego prawdopodobieństwa, zasada pamiętania o kosmicznych odległościach (wstydźcie się J.J.-u A. z Alexem K.!), zasada zachowania równowagi między naukowo-SF-owym a ludzkim komponentem opowiadanej historii, która nadała "ST" charakterystyczny humanistyczny rys, czy reguła niepomijania elementu przygodowo-rozrywkowego, bo i masowy, niewyrobiony, widz ma znaleźć w "Treku" coś dla siebie. (No i byla też zasada wprowadzania humanoidów i pewnych podobieństw Obcych narzędzi, czy rozwiązań, do ziemskich, uzasadniana wprost budżetowymi oszczędnościami i koniecznością ułatwienia publice wczucia się w ekranowe dylematy. Wiadomo jednak, że została wprowadzona pod odgórnymi naciskami.)

Przy czym końcąc te wyliczankę trudno nie spytać jak Roddenberry oceniłby nie tylko melodramatyczno-bełkotliwe "Discovery" i nie-eksploracyjnego "Picarda", ale i czysto wojenny "Axanar", czy pełne ośmieszających się błazenków "The Orville", czy uznałby je za godne miana "Star Treka"? (Bo książkowego "Titana" pewnie gładko by do "ST" zaliczył. Powieściowe "New Frontier" być może też.)
« Ostatnia zmiana: Luty 11, 2020, 04:29:50 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 891
    • Zobacz profil
Odp: "Space - The Final Frontier"
« Odpowiedź #113 dnia: Luty 11, 2020, 02:33:48 am »
Puki jest ktoś kto trzyma towarzystwo za mordę jakoś to działa.
Zwracam uwagę na praktyczne znaczenie postulatu trzymania się kosmicznych odległości, co się kończy sieczką jak w Skywalkerze: pińcset planet w 16 godzin.

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11285
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: "Space - The Final Frontier"
« Odpowiedź #114 dnia: Luty 11, 2020, 11:31:22 am »
Puki

I stuki? ;)

jest ktoś kto trzyma towarzystwo za mordę jakoś to działa.

O ile - gdy mówimy o zabawach w odziedziczonej po kimś piaskownicy - sam mordodzierżca czai bazę (i nadbudowę też kuma ;) ), co o p. Kurtzmanie - w kontekście "ST" - powiedzieć trudno.

Jego współpracownik przy najnowszej serii, Chabon (obecnie kolejny showrunner-na-wylocie) więcej ma orientacji, ale - jak widać - wykorzystuje tę wiedzę nie do tego, by zachować wierność staremu "Trekowi", a żeby uzasadnić swoje nadpisania:
http://blog.trekcore.com/2020/02/michael-chabon-answers-star-trek-picard-fan-questions/

Zwracam uwagę na praktyczne znaczenie postulatu trzymania się kosmicznych odległości

Sądzę, że spodobałoby Ci się co Roddenberry o szkodliwości kurczenia Wszechświata do rozmiarów wioski w uzasadnieniu tego punktu pisał.

Z drugiej strony... gdy się wyjątki od w/w zasady zbyt często robi, potem trzymanie się jej zbyt ścisłe, jak w epigońskim "Voyagerze" (który też ma swoje sukcesy, bo zrobić epizod jawnie rżnący z "20 000 mil podmorskiej żeglugi" i z asimovowskiego "Końca Wieczności" zarazem, który jednak spodoba się i wyda świeży nawet znającym oba źródła inspiracji, wymaga sztuki), kręconym po filmach i odcinkach o poza Galaktykę, lub do jej centrum, ekspresowym śmiganiu, wygląda nienaturalnie, nawet gdy oznacza większą wierność fizyce.

ps. Tymczasem jednak szykuje się "TOS"-owa* powieść Christophera L. Bennetta - "The Higher Frontier":
https://christopherlbennett.wordpress.com/2019/12/23/star-trek-the-higher-frontier-cover-revealed/
I jest to pewna pociecha.

* Tj. niby "TOS"-owa, ale osadzona w (post-)"TMP"-owskich realiach:
https://christopherlbennett.wordpress.com/2019/08/11/star-trek-the-higher-frontier-description-is-out/
« Ostatnia zmiana: Luty 14, 2020, 12:01:26 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Lieber Augustin

  • God Member
  • ******
  • Wiadomości: 1003
    • Zobacz profil
Odp: "Space - The Final Frontier"
« Odpowiedź #115 dnia: Luty 16, 2020, 09:52:33 pm »
I przyznać trzeba, że swoje niezwykłe hipotezy* - częściowo wynikłe z badań nad rozmiarami i strukturą grzybni, oraz nad wielopostaciowym zjawiskiem grzybowej symbiozy (mikoryza, porosty, etc.), częściowo zaś wywodzące się z wierzeń indiańskich czy z przekonań popularnych w kręgach entuzjastów grzybków-halucynków z lat '60-'70 (nie ukrywa zresztą, że z tego środowiska się wywodzi, i że do dzis się tymiż raczy, wierząc, iż stanowi to klucz do wyższej mądrości...
Cytuj
* W skrócie: grzybnia stanowi nie tylko swoisty układ krwionośny świata ziemskiej przyrody (co - jak się wydaje - zostało już udowodnione; patrz niżej), ale i coś na kształt potężnie wpływającego na biosferę supermózgu (który - jak P.S. zdaje się wierzyć - przemawiając** przez grzybowe halucynacje do małpoludów pomógł im rozwinąć inteligencję), czy nawet naukowego, tj. materialnego, bóstwa-i-zaświatów w jednym. A grzybnia ziemska to jeszcze nic na tle grzybni kosmicznej, stanowiącej ciemną materię.
Ekhm...
Poniekąd a propos epistemologicznej wartości pomysłów i hipotez, uzyskanych w stanie upojenia narkotycznego 8)
Za moich młodych lat, gdy byłem studentem, w wązkich kręgach szeroko znana była taka anegdotka:

Pewnego razu amerykański fizyk-eksperymentator Robert Wood, ekscentryczny człowiek, miłośnik wszelkiego rodzaju mocnych wrażeń, postanowił przeprowadzić ryzykowny eksperyment na sobie – mianowicie doświadczyć skutków działania narkotyku.

Zdobywszy opium, wypalił fajeczkę i wkrótce popadł w zamroczenie.

Po odzyskaniu przytomności przypomniał sobie, że będąc w stanie odurzenia, natrafił na jakąś niezwykle głęboką, olśniewającą naukową ideę, wręcz wagi kosmicznej, która wszelako całkowicie wyleciała mu z głowy. Toteż Wood postanowił powtórzyć eksperyment w nadziei, że uda mu się odzyskać ponownie tę utraconą myśl. I rzeczywiście, gdy tylko opium zaczęło działać, w umyśle naukowca pojawiła się zapomniana idea. Czując, że świadomość ma zamiar go opuścić, Wood zdołał w ostatniej chwili skoncentrować swoją wolę, ostatnim wysiłkiem zapisał pomysł na kartce papieru i stracił przytomność.

Gdy się obudził, z satysfakcją przypomniął sobie o pomyślnym wyniku tak trudnego i niebezpiecznego doświadczenia. A więc, drżąc z niecierpliwości, pospiesznie rozłożył kawałek papieru z cenną notatką. I cóż? Przeczytał na nim sentencję następującej treści: „Banan jest wielki, a skórka jeszcze większa ...”
 ::)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11285
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: "Space - The Final Frontier"
« Odpowiedź #116 dnia: Luty 16, 2020, 10:47:31 pm »
Przeczytał na nim sentencję następującej treści: „Banan jest wielki, a skórka jeszcze większa ...”
 ::)

Znalem to w wersji "Kiedy stanę na palcach, mogę dosięgnąć sufitu". I z LSD (a więc chodziło o weryfikację tez Grofa) zamiast opium.

Przy czym przyznać muszę, iż zaskoczony jestem, że tak bezpardonowo rozprawiasz się ze Stametsem (nie żebym się pod Twoją krytyką nie mógł podpisać ;)*, choć z tą siecią wydaje się, że na coś ciekawego, rewolucjonizującego postrzeganie pewnych spraw, natrafił), sądziłem, że prędzej uznasz w nim pokrewną duszę, w końcu też doszukuje się nad (czy też pod) nami wyższych umysłów, podważa paradygmat darwinowski, i lubi osobliwe interpretacje kwantówki ;).

* Ale nie mówmy tego Dickowi, bo jeszcze będzie musiał wstać z grobu, powieści poprawiać ;D.
« Ostatnia zmiana: Luty 17, 2020, 04:39:42 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Lieber Augustin

  • God Member
  • ******
  • Wiadomości: 1003
    • Zobacz profil
Odp: "Space - The Final Frontier"
« Odpowiedź #117 dnia: Luty 18, 2020, 11:23:00 pm »
Przy czym przyznać muszę, iż zaskoczony jestem, że tak bezpardonowo rozprawiasz się ze Stametsem (nie żebym się pod Twoją krytyką nie mógł podpisać ;)*, choć z tą siecią wydaje się, że na coś ciekawego, rewolucjonizującego postrzeganie pewnych spraw, natrafił), sądziłem, że prędzej uznasz w nim pokrewną duszę, w końcu też doszukuje się nad (czy też pod) nami wyższych umysłów, podważa paradygmat darwinowski, i lubi osobliwe interpretacje kwantówki ;).
Pokrewna dusza? Hm-hm... Takie „pokrewieństwo” byłoby za wielkim zaszczytem dla mnie :)
Chyba zeń zrezygnuję...
Owszem, wierzę ;) w coś takiego jak Wyższy Umysł; nie sądzę wszelako, że tamten znajduje się prosto pod nogami :)

O ile dobrze rozumiem, „hipoteza” Stametsa w znacznym stopniu oparta jest na czysto zewnętrznym podobieństwie grzybni do sieci neuronowej mózgu. Per externam analogiam, jeśli można się tak wyrazić...
Cóż, nasuwa się też inna takiego rodzaju "analogia".
Niejaki Ernst Muldaszew, chirurg-oftalmolog o bardzo niejednoznacznej reputacji, doktor nauk, a zarazem autor licznych książek na ezoteryczne tematy, ma własną oryginalną teorię o mózgach planetarnych.

Pewnego razu, oglądając szkolny globus, doktor nauk nagle doznał olśnienia, zauważył, że obraz pasm himalajskich przypomina wygląd ludzkiego mózgu z jego zwojami. Ehe, to nie przypadek!
Zacytuję we własnym tłumaczeniu:
Nie ulega wątpliwości, że myśl o górze wzięła się z jej [poetki Mariny Cwietajewej – LA] podświadomości. Jak wiadomo, podświadomość wiąże się zarówno z Wyższym Umysłem, jak i ze świadomością człowieka. Poprzez podświadomość Wyższy Umysł (lub jakiś hierarchiczny poziom Wyższego Umysłu) podsunął jej zupełnie niezwykłe myśli, że górę należy traktować jako istotę żywą. Dlaczego? A dlatego, że góra jest integralną częścią żywego stworzenia – planety Ziemia.
Jako żywa istota Ziemia oczywiście musi myśleć. Gdzie znajduje się jej „mózg”? Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ trudno jest mi ogarnąć rozumem nieludzkie myślenie planetarne. Niemniej jednak nie mogę wykluczyć, że to właśnie góry odgrywają rolę swoistego „mózgu planety”. Nie mogę wykluczyć, że formy geograficzne pasm górskich, a także kształty i rozmiary każdego ze szczytów górskich nie są chaotycznym nagromadzeniem skał i bloków kamiennych, ale stanowią ściśle zaplanowany i harmonijny układ, który niestety nie jest jeszcze dla nas jasny.

(Ernst Muldaszew,  „W poszukiwaniu Miasta Bogów – Tragiczne posłanie dawnych”. Rozdz.  „Światowy potop. Mistyczne prawo czterech szóstek”)

Ekhmmm... :-\ :-X

Co tam, raz przeczytałem chyba jeszcze bardziej oszałamiającą teorię o mózgach niż planeta myśląca. Wiele lat temu w cudownym czasopismie „Chemia i życie” opublikowano artykulik (w numerze z kwietnia, ma się rozumieć) o najbardziej inteligentnych stworzeniach na Ziemi.

Przesłanka była taka: za najbardziej inteligentne stworzenie powinno być uważane to, w którym mózg stanowi największą część masy ciała, nieprawdaż? Słoń ma duży mózg, ale sam słoń jest wielkości słonia. Dlatego zwykliśmy sądzić, że według tego wskaźnika najbardziej inteligentną istotą jest człowiek, u którego z zaledwie 70 kg ogólnej masy parę kilo wynosi aparat myślowy.
Istnieje jednak stworzenie o masie mózgu 90% masy ciała! Owo stworzenie stanowi prawie sam mózg, umieszczony w mocnej czaszce. To orzech włoski. I dziwne jest, że dopiero niedawno dowiedzieliśmy się  o jego niewiarygodnych zdolnościach umysłowych, chociaż nie mogliśmy nie dostrzec uderzającego podobieństwa jądra orzecha do ludzkiego mózgu. Pożeraliśmy nieszczęśników! :D

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11285
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: "Space - The Final Frontier"
« Odpowiedź #118 dnia: Luty 19, 2020, 01:14:24 am »
Masz rację, że mistycy pośledniego sortu, nawet ci z doktoratami, lub na profesorskich etatach, są jak spod jednej sztancy... Niemniej o ile w jakieś grzybowe nadumysły też nieszczególnie wierzę, o tyle sprawa sieci mycelialnej nie zasluguje - wbrew pozorom - na zbycie wzruszeniem ramion. Rzuć okiem pod link do strony BBC, który wrzucałem, i zajrzyj do prac, które są tam wspominane. Przyznaję, że sam byłem zaskoczony tymi nowinkami.

ps. Wracając do "ST"... Garść niegłupich refleksji nt. jego obecnego stanu:

I ledwo co zapowiadana "Tajemná obysea" ("Mysterious Odyssey"):


(Po prawdzie błaha.)
« Ostatnia zmiana: Marzec 19, 2020, 04:22:09 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11285
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: "Space - The Final Frontier"
« Odpowiedź #119 dnia: Luty 23, 2020, 03:19:23 pm »
Pirwszy sezon "Picarda" dociągnął do półmetka, czas na podsumowania... Pisal kiedyś tutejszy klasyk ;):
pomysł na grupkę logicznie myślących ludzi przemierzających kosmos podchwycono ...w "Star Trek" ::)
Otóż jeśli kto tego pomysłu wciąż w "ST" - o ile to nadal jest "ST"* - szuka, to go nie znajdzie... Wyrywanie oczu na żywca, kosmiczny elf (podróba Elronda, do imienia włącznie) dekapitujący mieczem, zabijanie z litości i ze złości - spragniony (oglądania) takich uciech będzie za to zadowolony... A przeplatane to nudno-mydlanymi dialogami o niczym (ogólnie zresztą jest ten serial b. mydlany), very bad science, nieprzekonującymi scenami walki, regularnie używanymi wulgaryzmami, itp. Ostatnio również przaśnym humorem. Zaś najzabawniejsze, że zwija się toto, zanim zaczęło się rozwijać. Już widać wypalenie (także budżetowo-wizualne, biednie się robi), a wciąż nie wiadomo o czym ta historia miałaby być, ku czemu zmierzać. Ot, bohaterowie łażą, gadają, i po Kosmosie latają. I czasem ktoś malowniczo zabija lub ginie. Ale o co chodzi - nikt nie ma pojęcia...

* Bo on był, z tego co pamiętam, o czym innym:




Jeśli kto nie wierzy na słowo, że wypada omijać szerokim łukiem - drobna próbka (montaż jest ironiczny, ale sceny autentyczne, niestety):
https://www.youtube.com/watch?v=vJEUCSguMAQ
https://www.youtube.com/watch?v=L4towujqjBQ
(Uwaga: pod pierwszą linką można trafić na drastyczne ujęcia.)

Z dwojga złego wolę już "Mandalorianina", też durny, ale przynajmniej nie zniesmacza:
https://www.youtube.com/watch?v=guNpUccgwsg


I jeszcze jedna sprawa, na marginesie będącego na (forumowej) tapecie feminizmu, związana z równolegle powstającą serią... Otóż czytając co głębsze analizy poświęcone "Discovery"* można zauważyć, że - co najmniej zdaniem części ich autorów - "DSC" ma być bardziej wyrafinowaną niż się zdaje, wywiedzioną z gender theory odpowiedzią na klasycznego "Treka" (czy też jego dopełnieniem). Stąd zamiast męskiego kapitana-herosa (Kirk, Picard) męski kapitan-villain (Lorca), zamiast skupienia na naukowej męskiej (wedle w/w teorii) logice - skupienie na emocjach (tak, łzawość, overacting, skłonność do szokowania, a nawet... brak logiki w fabułach ma być celowy i programowy; tak jak i pokazanie wolkańskich zasad w złym świetle - hipokryzja Sareka, logiczni ekstremiści, wolkańskie inspiracje pierwotnej, potępionej jako zła, decyzji Burnham), zamiast twardej fizyki - miękka biologia (grzybki).
Czyli być może tam gdzie widzimy z NEXem partactwo, tam - tak naprawdę - mamy do czynienia z awangardą (co tłumaczy pochwały krytyków). Ale, choć lubię awangardę w "Treku" ("TMP"**, bigconceptowe fabuły Menosky'ego), nie umiem pochwalić poświęcenia sensu w imię filozoficznej teorii (jak chcą subwertować męskie myślenie - jestem za, ale niech to robią z subtelnością Le Guin, niech wskazują ile w teoretycznie rozumowych opiniach emocji, uprzedzeń i przedustawnych założeń, a nie walą widza po łbie - nonsensem***).

* Np.:
https://them0vieblog.com/2019/03/06/too-emotional-interstellar-star-trek-discovery-captain-marvel-and-the-re-gendering-of-science-fiction/

** Gdzie zresztą prawda emocji wygrywała z prawdą bezdusznej analizy danych.

*** Co w sumie i dla kobiet jest obraźliwe, bo bazuje na seksistowskim pojęciu kobiecej logiki, tylko na sztandary je bierze.
« Ostatnia zmiana: Luty 25, 2020, 06:34:28 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki