Widzę, że pogadanki dotyczą pozycji wydawanych przez Rebis w serii Wehikuł czasu.
To ja się może przy okazji przyznam, że seria ta jest dla mnie źródłem frustracji i rozczarowań. Kupuję z niej co jakiś czas to i owo, wyrywkowo - albo, żeby poznać, albo, żeby sobie przypomnieć. I jestem coraz bardziej zniechęcony moim dzisiejszym odbiorem tych rzeczy.
Parę przykładów:
Nevil Shute, Ostatni brzeg: pomysł wyjściowy niezły, realizacja - straszna chała, nie dziwię się, że zekranizowano
Henry Kuttner, Czytelniku, nienawidzę cię!: w młodości bawiły mnie te Galleghery, dzisiaj - nużą
Clifford Simak, Czas jest najprostszą rzeczą: kiedyś drukowane w "Fantastyce", pamiętałem tylko, że mi się podobało - nie rozumiem, dlaczego
Gwoli sprawiedliwości, niektóre książki się bronią, przynajmniej jako-tako:
Alfred Bester, Gwiazdy moim przeznaczeniem: hrabia Monte Christo w kostiumie s-f, irytuje, ale się czyta
Arthur C. Clarke, Koniec dzieciństwa: nie znałem, na tle konkurencji lepsze i pomysły, i jakość literacka
Daniel Keyes, Kwiaty dla Algernona: trochę naiwne, ale ma klimat i trzyma jakiś poziom
Ale zapał mi generalnie opadł i boję się sięgać dalej na półkę... a i nie spieszę z kolejnymi zakupami. Chyba jednak lepiej przyswajam bardziej współczesną fantastykę.