Autor Wątek: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...  (Przeczytany 688765 razy)

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5461
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2490 dnia: Styczeń 06, 2020, 11:04:35 pm »
No nie - traktować Lovecrafta poważnie, jako straszyciela - nie przechodzi - tylko to drugie (a właściwie pierwsze) dno o kondycji człeków, miejscu w czasie itp.
U Jamesa na odwrót - straszenie bez filozofii. (Co zresztą H.P.L. mu wytykał, wychwalając poza tym.)
Zajrzałam do dwóch pierwszobrzegowych opowiadań:
1) "Mezzotinta" - zamiast nosić ją ze sobą – zostawiają ją w otwartym pokoju – w sumie nikogo nie dziwi jej zmienność (na luziku - zajrzą później, jak coś się zacznie dziać...) – problem tylko gdzie to się dzieje i kto na rycinie. Owszem, bez histerii – ale wtedy: dla których bohaterów nieznane jest normalniejsze? Przyjmowane bez strachu? Czyli z wiarą w istnienie?
Nawisem - świetny pomysł – można by go jakoś lepiej spożytkować – pasuje trochę do czasozapętleń z SF.
2) "Rękopis kanonika Alberyka" - aaa...to stare diabelskie poczciwe poczwary,  na które cza ruszać z krucyfiksem;) Oj, też opisy dosłowne, też omdlenia i zaklęcia...
Na podstawie tych dwóch…jakoś te spotkania są u James'a jednorazowe i niewytłumaczalnie się urywają – ot, gadzina odpuszcza;)
Poza tym jego "zjawy" są ziemskie, swojskie (że tak to ujmę), a Lovecraftowe są kosmiczne, niepoznawalne i nie odpuszczają tak łatwo.

Rozbawił fragmencik o powodach śmiertelnego przestrachu u kościelnego:
Wciąż zerkał do tyłu, postawę miał skuloną i przygarbioną, wyglądał tak, jakby wszystkie jego mięśnie były napięte ze strachu przed napaścią jakiegoś niewiadomego wroga. Anglik nie wiedział, czemu to przypisać: urojeniu manii prześladowczej, wyrzutom sumienia czy nieznośnemu zahukaniu przez żonę megierę?

Hm...chyba co żona robiła za tego demona?;))

Ballard - tak, zapomniałam - Crash - ile to już lat...24?! :-X

Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11679
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2491 dnia: Styczeń 07, 2020, 09:30:22 am »
"Mezzotinta" - zamiast nosić ją ze sobą – zostawiają ją w otwartym pokoju – w sumie nikogo nie dziwi jej zmienność (na luziku - zajrzą później, jak coś się zacznie dziać...) – problem tylko gdzie to się dzieje i kto na rycinie. Owszem, bez histerii – ale wtedy: dla których bohaterów nieznane jest normalniejsze? Przyjmowane bez strachu? Czyli z wiarą w istnienie?

Ciekawe pytanie... Owszem, są często w antykwarycznych opowiastkach świadkami upiornych zdarzeń ludzie niemal do końca nieświadomi co zachodzi, choćby dzieciak z - nieumieszczonego w lemowskim wyborze - opowiadania "Stracone serca":

...czy zbyt zaszczuci przez monstra (zwykle za swoje winy), by mieć czas na chłodne analizy... Ale tam, gdzie bohaterami są uczeni, a i czas na badania by się znalazł, tam - w istocie - metoda naukowa nie wkracza (choć pojawia się ciekawość badacza). Nie wiem czy to niedoróbka (wynikła z przyjętej - ludycznej - konwencji, którą inne nastawienie bohaterów gotowe byłoby rozsadzić, lub z humanistycznego backgroundu autora), kwestia świadomego osadzenia we wczesnodziewiętnastowiecznych paradygmatach (zwróćmy uwagę na czas akcji w/w "Serc..", jednego z nielicznych opowiadań M.R.J. zawierających konkretne daty), angielsko-flegmatyczno-wycofanego podejścia protagonistów (połączonego z trafiającym się i Pirxowi przekonaniem "i tak nikt mi nie uwierzy" ew. "o pewnych sprawach lepiej nie mówić głośno"), czy odruchowej wiary jamesowych postaci w duchy i/lub magię, niemniej - trafnie wytknęłaś.

Nawisem - świetny pomysł

Autor najwidoczniej też tak uważał, bo wykorzystał go również - praktycznie w identycznej postaci - w opowiadaniu "Duchy w domku dla lalek".

"Rękopis kanonika Alberyka"

Na marginesie:
http://nakladniewyczerpany.blogspot.com/2014/10/mr-james-wh-ainsworth-biskup-earle-i.html

Oj, też opisy dosłowne, też omdlenia i zaklęcia...

W sumie to jest temat godny głębszych analiz, bo na tle subtelniejszych zjaw J. Sheridana Le Fanu czy Waltera De La Mare duchy Jamesa wydają się znacznie bardziej fizyczne (czy to w sensie tego jak się prezentują, czy też w tym znaczeniu, że potrafią wyrządzać fizyczną krzywdę) i animalne zarazem (trafiają się i macki):
https://www.researchgate.net/publication/313016758_The_Hunters_of_Humanity_Creatures_of_Horror_in_MR_James's_Ghost_Stories
http://weirdfictionreview.com/2011/11/m-r-james-and-the-quantum-vampire-by-china-mieville/
Co - wbrew lemowskiemu przeciwstawieniu - zdaje się je czynić nieodległymi (pod pewnymi względami) protoplastami lovecraftowskich pozaziemskich monstrów.

(Groteskowo-koszmarno-zoologiczny trop wiedzie zresztą jeszcze głębiej w przeszłość. Dość wspomnieć tytułowego "Obserwatora", zagrobowego stalkera z utworu w/w Le Fanu manifestującego się nietypowo jak na ducha z tego okresu, bo upiornym karłem*; i do - w sumie niegroźnego, ale turpistyczno-trupistycznego ;) - topielca z "Górnej koi" Crawforda. Ba, nawet arystokratyczna wampirzyca Carmilla ruszając się napić przybierała postać jakiegoś kotowatego paskudztwa...)

* Jak widać trafiały się - wcale liczne - wyjątki od zasady, którą ledwo co sformułowałem.

Poza tym jego "zjawy" są ziemskie, swojskie (że tak to ujmę), a Lovecraftowe są kosmiczne, niepoznawalne i nie odpuszczają tak łatwo.

Niemniej jedne i drugie potrafią krzyczeć i bębnić po wzgórzach i lasach ;).

Rozbawił fragmencik o powodach śmiertelnego przestrachu u kościelnego:
Wciąż zerkał do tyłu, postawę miał skuloną i przygarbioną, wyglądał tak, jakby wszystkie jego mięśnie były napięte ze strachu przed napaścią jakiegoś niewiadomego wroga. Anglik nie wiedział, czemu to przypisać: urojeniu manii prześladowczej, wyrzutom sumienia czy nieznośnemu zahukaniu przez żonę megierę?

Hm...chyba co żona robiła za tego demona?;))

W zakresie splatania grozy z obyczajowością James bywa nazywany prekursorem Kinga - a konkretniej jego twórczości z przedziału "Lśnienia" i okolic. Sądzę, że słusznie.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 08, 2020, 09:22:38 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11679
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2492 dnia: Styczeń 10, 2020, 01:29:20 am »
Zainspirowany naszą dyskusją odsłuchałem sobie "Zew Cthulhu" w wersji audio:

(Albo gust mi się zmienia, albo tym razem bardziej skupiłem się na geometrii nieeuklidesowej i sztuczkach z czasoprzestrzenią, a mniej na Cthulhu* łapiącym marynarzy, albo rzecz, nawet w niedoskonałym, nie-płazowym, przekładzie, jest znacznie lepsza niż zapamiętałem.)

* O ile to był on, bo istnieje popularna - obecna m.in. w epigońskich dopiskach Lumley'a - interpretacja, że mógł to być tylko przedstawiciel jego pomiotu.

Skądinąd w/w nagranie stanowi tylko drobną cząstkę sporej - a godnej uwagi - audioteki utworów grozy (której częścią są również w/w "Stracone serca"):
https://www.youtube.com/playlist?list=PLoyx3oE3BCfMY4Cj9ac37qPRDHflUyhD0

A tu jeszcze o tym jak H.P.L. Cthulhu wymyślał:
https://czytajpl.pl/2017/01/09/prawda-o-cthulhu-ujawniona-znamy-inspiracje-h-p-lovecrafta/

I coś zabawnego a propos jamesowych duchów...
https://lovecraftzine.com/2016/07/06/the-ghosts-of-m-r-james-are-in-the-cards-with-monsters-miscreants/
« Ostatnia zmiana: Styczeń 12, 2020, 09:22:14 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11679
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2493 dnia: Styczeń 13, 2020, 10:13:59 am »
Chyba znudziłaś się straśnymi widziadłami, a mnie coś temat puścić nie chce ;), więc podczytuję sobie teraz cykl (około)lovecraftowskich recenzji ze strony wydawnictwa Tor:
https://www.tor.com/tag/h-p-lovecraft-reread/

I znalazłem tam nie tylko optymistyczną - zasadniczo zgodną z moją - wykładnię klasycznej - ledwo co wspomnianej - "Górnej koi" F. Mariona Crawforda:
https://www.tor.com/2017/02/01/the-horror-of-cocktail-parties-f-marion-crawfords-the-upper-berth/

Czy brawurowo nieortodoksyjną (choć chyba niezbyt mądrą) interpretację "There Are More Things"*:
https://www.tor.com/2019/05/01/ikea-in-the-fourth-dimension-jorge-luis-borges-there-are-more-things/

Ale i - może nawet w pierwszym rzędzie - info o opowiadaniu "The Man Who Found Out" Algernona Blackwooda (jednego z mistrzów H.P.L.-a):
https://www.tor.com/2018/02/21/you-wish-it-were-forty-two-algernon-blackwoods-the-man-who-found-out/
Które bierze kosmiczny horror od innej, mniej mackowatej, a bardziej abstrakcyjno-filozoficznej i metaforyczno-symbolicznej strony (tylko to zakończenie...):
https://www.gutenberg.org/files/16726/16726-h/16726-h.htm#The_Man_Who_Found_Out
(Nie wiem czemu te tablice z boską - choć niektórzy twierdzą, że raczej z nyarlathotepową ;) - wiedzą skojarzyły mi się odlegle z dowodem ludów [gwiazdowych] o niesłychanie wysokiej inteligencji.)

* Nawiasik: niniejszym, za sprawą powyższej prozatorskiej miniatury, mamy do czynienia ze swoistym literackim trójkątem, bo Borges, podobnie jak Lovecraft, był wielkim admiratorem Poego. I tu odbija nam w bok ciekawa ścieżka do przemierzenia:
https://humanities.byu.edu/poe-meets-borges/
https://www.amazon.com/Borgess-Poe-Influence-Reinvention-Southern/dp/0820349054
https://muse.jhu.edu/book/45363

ps. Wracając do Jamesa - Ramsey Campbell, współczesny autor (Joshi twierdzi nawet, że największy żyjący klasyk) horrorów, o technikach straszenia tegoż:
https://www.3ammagazine.com/3am/conversations-interview-ramsey-campbell/

Edit:
Znany esej H.P.L.-a "Supernatural Horror in Literature":
http://www.hplovecraft.com/writings/texts/essays/shil.aspx
Z listownym komentarzem Jamesa:
http://www.users.globalnet.co.uk/~pardos/ArchiveMRJLetter.html

I wspominane w nich pochwalnie, acz od niechcenia, a lubiane przez obokpodpisanego ;) opowiadanie "Haunted and the Haunters" Edwarda Bulwer-Lyttona (wersja krótka):
http://www.gutenberg.org/cache/epub/14195/pg14195.html
Z komentarzem:
https://www.jstor.org/stable/27793550
https://www.tandfonline.com/doi/abs/10.1080/08905490600955506

Edit 2:
Lovecraft nietypowy, modernistyczno-symboliczno-liryczny, czyli "Dziwny wysoki dom wśród mgieł":
« Ostatnia zmiana: Styczeń 14, 2020, 03:08:34 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5464
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2494 dnia: Styczeń 31, 2020, 10:36:35 pm »
Właśnie czytam "Nieznośną lekkość bytu" Kundery i ze zdumieniem widzę lemowe tropy.
Zwłaszcza w rozdziale drugim "Ciało i dusza" - o roli przypadku. Opis wydarzeń które doprowadziły do spotkania Tomasza z Teresą niczym streszczenie z kouskowego De Impossibilitate Vitae. Ciekawe, czy on to czytał? Czy niezależnie wysnuł... czytał ktoś?
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5461
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2495 dnia: Styczeń 31, 2020, 10:43:24 pm »
Czytał i zapomniał w szczegółach...ale zeszycik mówi, że:
Nie konieczność, ale przypadek ma w sobie czar. Jeśli miłość ma być miłością niezapomnianą, od pierwszej chwili muszą się ku niej zlatywać przypadki jak ptaki na ramiona świętego Franciszka z Asyżu.
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5464
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2496 dnia: Styczeń 31, 2020, 10:55:17 pm »
Czytał i zapomniał w szczegółach...ale zeszycik mówi, że:
Nie konieczność, ale przypadek ma w sobie czar. Jeśli miłość ma być miłością niezapomnianą, od pierwszej chwili muszą się ku niej zlatywać przypadki jak ptaki na ramiona świętego Franciszka z Asyżu.
No tak, sentencji z tego jest milijon.
https://pl.wikiquote.org/wiki/Niezno%C5%9Bna_lekko%C5%9B%C4%87_bytu
Ale mi chodzi o całą sekwencję strona albo i dwie, mijając te błyskotki.
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5461
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2497 dnia: Styczeń 31, 2020, 11:11:33 pm »
Czytał i zapomniał w szczegółach...ale zeszycik mówi, że:
Nie konieczność, ale przypadek ma w sobie czar. Jeśli miłość ma być miłością niezapomnianą, od pierwszej chwili muszą się ku niej zlatywać przypadki jak ptaki na ramiona świętego Franciszka z Asyżu.
No tak, sentencji z tego jest milijon.
https://pl.wikiquote.org/wiki/Niezno%C5%9Bna_lekko%C5%9B%C4%87_bytu
Ale mi chodzi o całą sekwencję strona albo i dwie, mijając te błyskotki.
Nie wiem ile - przepisałam 3 - ta była jedną z... Całych stron nie - więc pamiętam tylko ogólny przypadkowy rys. Lema wtedy nie czytałam, więc nie mogło mi się nic nasunąć.

Nawiasik:
Chyba znudziłaś się straśnymi widziadłami,
Właśnie po inkszych lekturach wróciłam do drugiego tomu Lovecrafta - pełnego bluźnierstw i plugastw...Reanimator skojarzył bardzo do filmu "Na linii życia" i chociaż uważany za słabe opowiadanie - mnie względnie przypasował...Ogar, Przeklęty dom, Koszmar w Red Hook...działo się;)...ale całkiem dobre Zimno i zaskakujący (na tle) pierwszy akapit z Zew Cthulhu, który to teraz czytam.
Generalnie zdarza mu się trącać tematy z SF-u, ale skręca z nimi mocno w mity, przekazy, legendy - wiadomo. Ma to swoisty urok, ale o grozie trudno mówić:)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11679
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2498 dnia: Luty 01, 2020, 01:03:02 am »
.Reanimator skojarzył bardzo do filmu "Na linii życia"

Nawiasik do nawiasika: "Reanimator" ma i swój własny film, uwspółcześniającą i niezbyt wierną adaptację z - grywającym i w "Star Trekach" - Jeffreyem Combsem, nakręconą przez klasyków b. niszowego horroru - Stuarta Gordona i Briana Yuznę. Z tym, że z lovecraftowskich produkcji w/w panów wolę "From Beyond". Gwałt na oryginale podobny, przegięcia nawet większe, ale bardziej w stylu innych, lepiej znanych horrorów SF. W każdym razie miejscami, tymi znośniejszymi.

Aczkolwiek jest to film dla specyficznej klienteli, do której sam nie wiem czy wciąż się liczę:

(Tamten "Rerekumkumator" ;) zresztą też.)
« Ostatnia zmiana: Luty 01, 2020, 11:47:37 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5461
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2499 dnia: Luty 03, 2020, 10:34:09 pm »
(Albo gust mi się zmienia, albo tym razem bardziej skupiłem się na geometrii nieeuklidesowej i sztuczkach z czasoprzestrzenią, a mniej na Cthulhu* łapiącym marynarzy, albo rzecz, nawet w niedoskonałym, nie-płazowym, przekładzie, jest znacznie lepsza niż zapamiętałem.)
Przeczytałam drugi tom - tych najlepszych:
https://www.hplovecraft.pl/dla-czytelnika/ksiazki-lovecrafta/po-polsku/najlepsze-opowiadania-tom-2/
i prawie go porzuciłam przez...Cthulhu...utknęłam na tym opowiadaniu i ani rusz...ani groźne, ani śmieszne, ani ciekawe - nudne po prostu. W końcu je pominęłam i przeczytałam resztę.
Może w tłumaczeniu Płazy? Lepsze? Nie wiem.
Pierwszy akapit naprawdę dobry, a później jakby inne opowiadanie...
Za to te opowiadania, które mają "bluźnierczego", "z okropnym fetorem", ale tylko zarysowanego odwiecznego stwora-potwora - są wg mnie znacznie lepsze...praktycznie łapią się trzy ostanie i Zimno.
Widać Lovecraft lubi motywy przesiadki osobowości, przezwyciężania śmierci...
Jednak z wszystkich przeczytanych ostatnio - zdecydowanie najlepsze wg mnie to "W górach szaleństwa" - chociaż też o Przedwiecznych - najlepiej zahaczone w SF.
Jeszcze została mi "Muzyka EZ" - zajrzę kiedyś.

Przegląd filmowych adaptacji jest w pierwszym tomie:
https://www.hplovecraft.pl/dla-czytelnika/ksiazki-lovecrafta/po-polsku/najlepsze-opowiadania-tom-1/
« Ostatnia zmiana: Luty 03, 2020, 10:37:08 pm wysłana przez olkapolka »
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11679
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2500 dnia: Luty 03, 2020, 11:41:13 pm »
Może w tłumaczeniu Płazy? Lepsze?

Jak teraz nad tym dumam, to chyba tak, bo kiedy czytałem w poprzednich przekładach (poza Grzybowskiej jest jeszcze dokonany przez RPG-owców), to - choć dawałem radę dobrnąć do końca, na gorszej SF-tandecie wyćwiczony ;) - odbierałem "Zew..." podobnie jak Ty:
ani groźne, ani śmieszne, ani ciekawe
I dziwowałem się czemu najsławniejszy. A w wersji M.P. jakoś uznałem, że to dobre opowiadanie, choć te płazowe wigintyliony - acz niby stanowią proste spolszczenie pseudo-liczebnika "vigintillions" z oryginału, więc w sumie autora, nie tłumacza, wypada winić - wydały mi się pretensjonalne, i tym samym trochę psuły efekt całościowy.

Pierwszy akapit naprawdę dobry

Taki jakby Lem, tylko jeszcze bardziej pesymistyczny. Nie? ;)
(Przy czym tragedią byłoby, gdyby przepowiadana ucieczka od wiedzy miała się dokonać w skalach innych niż jednostkowe, a chwilami zdaje mi się, że obserwujemy jej początek.)

Aha: mam wrażenie, że w/w wstępny akapit stanowi nie tylko artykulację wyższych sensów, ale i klucz interpretacyjny, podpowiadający jak czytać całe opowiadanie. A czytać je należy jako coś na kształt (dość prymitywnego) śledztwa naukowego, gdzie informacje pochodzące, może nie z różnych frontów badań naukowych, ale z różnych (ustnych, prasowych i własnoręcznie spisanych) relacji, składają się ostatecznie w obraz całościowy odsłaniający przerrażającą prrawdę ;). Taka interdyscyplinarka ;).

Zawiera zresztą "Zew..." jeszcze minimum dwie wartościowe rzeczy - pionierskie podkreślenie, że nasza, ludzka, etyka wydaje się czymś kompletnie lokalnym. I zasugerowanie absolutnej znikomości człeczej kultury (acz środkiem fikcyjnym, tj. za pomocą konceptu, iż stanowi ona produkt uboczny tego, że pewien mackowaty jegomość ;) do małpoludów w snach przemawiał, chcąc sobie wyhodować budzik - potem to Vonnegut w "Syrenach..." w dużym stopniu skopiował).

Edit:
Z kompletnie innej... ;) Oramus o "The Expanse" (chwali):
http://www.galgut.eu/obcy-czaja-sie-za-rogiem/
« Ostatnia zmiana: Luty 05, 2020, 07:52:07 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5461
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2501 dnia: Luty 17, 2020, 05:26:44 pm »
Ja się nie przestaję dziwić dlaczego Zew...ma takie wzięcie...nie wiem czy tłumaczenie może ten tekst aż tak zmienić - widać ludzie lubią mitologie, rozbudowane światy - może toto.

Tymczasem przeczytałam "Pianie kogutów, płacz psów" Tochmana - o kambodżańskiej psychuszce:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4872063/pianie-kogutow-placz-psow

I na odtrutkę poczytuję "Maszyny takie jak ja" Iana McEwana:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4880768/maszyny-takie-jak-ja
Niby "lubię, bo znam"...android, znane problemy, Turing żyw, ale w sumie trochę się to rozłazi w szwach...czytał ktoś?
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11729
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2502 dnia: Luty 17, 2020, 06:46:02 pm »
Ja czytał "Pianie kogutów".
Jest wolność, więc każdy ma prawo być idiotą!
© Krzysztof Grabowski, DEZERTER

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11679
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2503 dnia: Luty 17, 2020, 07:51:48 pm »
nie wiem czy tłumaczenie może ten tekst aż tak zmienić - widać ludzie lubią mitologie, rozbudowane światy - może toto.

Trudno powiedzieć, bo po pierwsze dla samego H.P.L.-a centralną postacią jego mitologii nie był Cthulhu, a - znacznie potężniejszy od niego Yog-Sothoth (stąd w korespondencji z przyjaciółmi pisał nie o Cthulhu Mythos, a o Yog-Sothothery, gdzie wyraźnie żartobliwy charakter tej nazwy pokazuje jak duży był dystans autora do jego literackich kreacji), po drugie zaś mitologia lovecraftowska nie była wcale tak zwartym systemem jak mitologia tolkienowska, klecić ją w coś takiego zaczął dopiero Derleth, po śmierci swojego mistrzo-kolegi, w dodatku dokonując licznych gwałtów na materiale wyjściowym, za co dziś bywa często wyklinany (sytuacja jak z de Campem i Carterem w wypadku "Conana" czy z Bermanem - gdy chodzi o "Star Treka"). I to właśnie A.D. wysunął był W.C. z ramienia - na czoło ;).

Może to sprawa wpisanego w tekst mat-fizu?
https://arxiv.org/abs/1210.8144
« Ostatnia zmiana: Luty 17, 2020, 11:23:43 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5461
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2504 dnia: Luty 17, 2020, 11:24:51 pm »
nie wiem czy tłumaczenie może ten tekst aż tak zmienić - widać ludzie lubią mitologie, rozbudowane światy - może toto.

Trudno powiedzieć, bo po pierwsze dla samego H.P.L.-a centralną postacią jego mitologii nie był Cthulhu, a - znacznie potężniejszy od niego Yog-Sothoth (stąd w korespondencji z przyjaciółmi pisał nie o Cthulhu Mythos, a o Yog-Sothothery, gdzie wyraźnie żartobliwy charakter tej nazwy pokazuje jak duży był dystans autora do jego literackich kreacji), po drugie zaś mitologia lovecraftowska nie była wcale tak zwartym systemem jak mitologia tolkienowska, klecić ją w coś takiego zaczął dopiero Derleth, po śmierci swojego mistrzo-kolegi, w dodatku dokonując licznych gwałtów na materiale wyjściowym, za co dziś bywa często wyklinany (sytuacja jak z de Campem i Carterem w wypadku "Conana" czy z Bermanem - gdy chodzi o "Star Treka"). I to właśnie A.D. wysunął był W.C. z ramienia - na czoło ;).
Jasne, że nie była usystematyzowana - ta mitologia.
Niemniej sam Lovecraft rozsiewa te swoje bóstwa po różnych opowiadaniach, listach - to nie tak, że wspomniał coś raz i ktoś zrobił z tego system...generalnie Ci Przedwieczni to jego "konik", te wszystkie potworki tkwiące pod ziemią, przyzywane przez przypadek i na specjalne zaproszenie...da się z tego zrobić małe drzewko genealogiczne;)
Ja czytał "Pianie kogutów".
Nie wiem czy to jest najlepsza książka Tochmana - wg mnie za dużo miejsca oddał jazdom na wieś - do przykutych. Dopiero w dalszej części jest gęsto.
Niemniej obraz społeczeństwa kambodżańskiego jest dramatyczny. Nie wiem czy zamiarem autora było pozostawienia czytelnika z wrażeniem, iż Kambodżę zamieszkują ludzie z zaburzeniami psychicznymi, agresywni, bez wyższych uczuć, oziębli, ale tak właśnie u mnie zostało: myśl by szerokim łukiem omijać ten skrawek Ziemi. Ze strachu przed mieszkańcami.
Przewrotna historia o nauczycielu geografii.
Gdzieś - jeśli traktować tę pozycję, jako domknięcie tryptyku o ludobójstwie - to poprzednie pozycje chyba dotknęły tematu nieco lepiej, głębiej.
Nie wiem.
Jak myślisz?
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)