Autor Wątek: Cyber-karaluch  (Przeczytany 5796 razy)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11843
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Cyber-karaluch
« Odpowiedź #15 dnia: Październik 21, 2013, 07:07:44 pm »
To co to za wolność u endorfinistów? ::)
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

sosnus

  • Junior Member
  • ***
  • Wiadomości: 66
    • Zobacz profil
Re: Cyber-karaluch
« Odpowiedź #16 dnia: Maj 12, 2015, 12:34:43 am »
Tymczasem podobny projekt, lecz zupełnie inny cel projektu:
http://iq.intel.pl/czy-karaluch-cyborg-to-ratownik-doskonaly/

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 11843
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Cyber-karaluch
« Odpowiedź #17 dnia: Listopad 09, 2020, 08:28:30 pm »
Z Doliny Krzemowej donoszą, że na karaluchach się nie skończyło...
https://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,26483921,w-dolinie-krzemowej-jest-ich-ponad-100-przeprowadzaja-najdziwniejsze.html

Aż zacytuję:

Właśnie, bohaterowie twojej książki do ostrożnych na pewno nie należą.
Tak, to w większości cyborgi złomowe, tak zwani grindersi. Przeprowadzają najdziwniejsze eksperymenty na własnym ciele. Ze starych komputerów i innych urządzeń wyciągają fragmenty zużytej elektroniki, składają je do kupy, by następnie samodzielnie, w domowym laboratorium, te wynalazki sobie wszczepiać. Dodam, że oni dysponują właściwie zerowym budżetem. Nie współpracują z chirurgami czy anestezjologami.
Co to są za urządzenia?
Pierwsze cyborgi złomowe wszczepiały sobie magnesy w opuszki palców już w pierwszej dekadzie tego stulecia. Teraz tego typu zabiegi są coraz bardziej popularne, choć wciąż półlegalne lub nielegalne. Ludzie wszczepiają sobie na przykład rodzaj skomplikowanego, podskórnego kompasu w okolicy splotu słonecznego. Kompas wibruje z różną częstotliwością w zależności od tego, w jakim kierunku się zwracamy. To ubogaca ciało w doświadczenie magnetorecepcji i echolokacji.
Inne cyborgi usiłują przezwyciężyć ograniczenia biologiczne, modyfikując swoje DNA. Biohakerzy, bo tak się o nich mówi, wszczepiają w swoje komórki fragmenty kodu genetycznego innych organizmów. To próby coraz poważniejszych zmian w naszej podwójnej helisie. Chociażby robione chałupniczo zastrzyki ze świńskiego DNA, które uprzednio poddane jest inżynierii genetycznej tak, by wyłączyć produkcję miostatyny, białka odpowiedzialnego za powstrzymanie niepohamowanego rozwoju mięśni. Świnie z tak nieaktywnym genem stają się prawdziwymi tucznikowymi kulturystami. Biohakerzy liczą, że taki sam proces zajdzie też w ludzkich organizmach.
Po co oni to wszystko robią?
Chcą stać się lepszą wersją homo sapiens - może nawet nieśmiertelną. Czasem te eksperymenty mają opłakane skutki. Jeden z moich bohaterów, Rich Lee, opracowywał wynalazek, który miał uczynić ludzkie ciało bardziej wytrzymałym. W zamyśle był to rodzaj wewnętrznej zbroi - ochraniacza wykonanego ze specjalnej pianki. Rich rozciął skórę nogi i zaszył wynalazek na kości piszczelowej. Niestety, po paru miesiącach ciało zaczęło odrzucać implant. Wdała się okropna infekcja, z którą cyborg Lee walczy już drugi rok, mimo że przeszedł kilka zabiegów chirurgicznych.
Ten rozdźwięk pomiędzy marzeniami cyborgów zamieszkujących Dolinę Krzemową a ich rzeczywistością jest wręcz zabawny. Bo z jednej strony mamy buńczuczne zapowiedzi ostatecznego zwycięstwa nad chorobami i śmiercią, a z drugiej ludzi, którzy wszczepiają sobie kompasy albo zbroje, żeby stać się jakąś osobliwą emanacją komiksowego Iron Mana.
/.../
Po pierwsze, są trochę zmuszeni do działania w podziemiu, bo to, co robią, nie jest do końca legalne. Weźmy przykład biohakera Josiaha Zaynera, który eksperymentował z wszczepianiem sobie w skórę przedramienia fragmentów DNA ośmiornicy, dzięki czemu przez kilkanaście godzin jego przedramię świeciło fluorescencyjnym światłem. Relację ze swoich poczynań biohaker umieścił na YouTube i tak trafiło na niego FBI.
Po drugie, większość z nich wierzy, że technologie z Doliny Krzemowej - szczególnie te ratujące bądź ułatwiające życie - powinny być dostępne nie tylko dla bogaczy. Wyobraź sobie, że zanim Josiah Zayner został cyborgiem i biohakerem, pracował w NASA. Robił doktorat i opracowywał różne sposoby kolonizacji egzoplanet. Pewnego razu odwiedził rodzinne strony, biedny region na środkowym wschodzie Stanów. Okazało się, że jego wujek stracił ubezpieczenie, a bateria w jego rozruszniku serca jest na wyczerpaniu. Bez ubezpieczenia za prosty zabieg wymiany baterii wujek musiałby zapłacić 10 000 dolarów. Podczas gdy sama bateria kosztuje 500 dolarów i można ją kupić przez Internet. Wujek prosił Zaynera, by podjął się wszczepienia nowej baterii. Josiah odmówił, ale po kilku miesiącach rzucił pracę dla NASA i zajął się biohackingiem, bo absurdalna niesprawiedliwość, jaka spotkała wujka, nie dawała mu spokoju.
W takim razie czy cyborgi rozwijają też technologie pozwalające przezwyciężyć różnego typu niepełnosprawności, czy raczej koncentrują się na poszerzaniu zmysłów i tworzeniu lepszej wersji homo sapiens?
Myślę, że te nurty rozwijają się równolegle. Wspomniany wcześniej Rich Lee zajął się cyborgizmem medycznym, gdy okazało się, że cierpi na schorzenie, które polega na szybko postępującej utracie wzroku. Zaczął wówczas pracować nad bezprzewodowymi słuchawkami - pozwalały za pomocą zróżnicowanych dźwięków orientować się w przestrzeni dzięki wysoko czułym mikrofonom rozlokowanym w otoczeniu, a także na ciele cyborga.
Z kolei Neil Harbisson od urodzenia cierpi na achromatopsję, specyficzny rodzaj daltonizmu. Widzi świat w odcieniach szarości. W jego potylicy tkwi na stałe wmontowana antenka, na której dyndającym nad czołem końcu przymocowana jest niewielka kamera. Cyborgiczny implant rejestruje kolory i tłumaczy je na sygnały dźwiękowe, które z kolei są przesyłane za pomocą wibracji kości czaszki do słuchawek zainstalowanych w małżowinie usznej. Neil słucha kolorów, choć nie może ich zobaczyć.
Znowu ktoś powie: no dobrze, ale jak to się ma do osiągnięć naukowców z uniwersytetów technologicznych czy wynalazców zatrudnionych w laboratoriach wielkich korporacji. Oni udoskonalają bioniczne protezy, implanty ślimakowe umożliwiające osobom niesłyszącym odzyskanie słuchu czy nawet implanty mózgowe wszczepiane cierpiącym na choroby neurodegeneracyjne. Pewnie ma się nijak, bo cyborgi nie dysponują takimi zasobami jak magnaci Doliny Krzemowej, ale ich siłą są pomysły napędzane marzeniami o technologii dostępnej dla każdego.
« Ostatnia zmiana: Listopad 09, 2020, 08:48:56 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki