Autor Wątek: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]  (Przeczytany 206697 razy)

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4535
    • Zobacz profil
Re: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #135 dnia: Czerwiec 26, 2012, 01:43:52 pm »
To co? Już się nie bawimy? ::) Czy jednak jest szansa na zaczontek 25?;)
Trochę jeszcze nam do końca ostało:)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4448
    • Zobacz profil
Re: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #136 dnia: Czerwiec 26, 2012, 08:58:06 pm »
To co? Już się nie bawimy? ::) Czy jednak jest szansa na zaczontek 25?;)
Trochę jeszcze nam do końca ostało:)
Ja bym się jeszcze pobawił.
Ćwiertna?
 To ta o tym, czy baroński ziemniak psiankowaty jest tym czym jest, jak się wyziemni?
Na skutek doboru naturalnego przyspieszonego.
Psia nać.
O, jest w niej też zapachujący wątek muzyczny. :)
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9654
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #137 dnia: Czerwiec 27, 2012, 04:20:25 am »
Dobra. Tedy ruszamy dalej....

"Podróż dwudziesta piąta" (wciąż '54).

Mutria i Latryda w gwiazdozbiorze (!) Wielkiej Niedźwiedzicy. ("Niezwyciężony" tamtym gwiazdozbiorem też szedł? ;))
Tairia - kamienisty glob cieszący się najgorszą sławą wśród podróżników, a to dla całych stad głazów, jakie go okrążają. Okolica ta przedstawia obraz pierwotnego chaosu i grozy, tarcza planety ledwo prześwituje spoza kamiennych obłoków, w których nieustannie błyska i grzechocze od zderzających się brył skalnych.
Dziwne stwory się pojawiły.
Rzekomo porwały podróżnika. W istocie - skafander.
Specjalna ekspedycja z Latrydy. Z niczym powróciła.
Znany draper gwiazdowy Ao Murbras. Ruszył zapolować z psami (w skafandrach). Powrócił wycieńczony.
Przyniósł na skafandrze - jak badanie wykazało - kawałki naci ziemniaczanej.
Murbras oburzony. Spór Kartoflistów i Antykartoflistów.
Włączyli sie filozofowie:
Po wszechstronnym zbadaniu sprawy fizykaliści orzekli, że kiedy dwa ciała A i B poruszają się, jest rzeczą wyboru mówić, że A porusza się względem B albo że B porusza się względem A. Ponieważ ruch jest względny, możemy równie dobrze mówić, że człowiek porusza się względem kartofla, jak że kartofel porusza się względem człowieka. Tak tedy pytanie, czy kartofle mogą się poruszać, jest bezsensowne, a cały problem - pozorny, tj. w ogóle nie istnieje.
Semantycy orzekli, że wszystko zależy od tego, jak rozumieć słowa “kartofel”, “jest” i “ruchliwy”. Ponieważ klucz stanowi łącznik operacyjny Jest”, należy go zbadać dokładnie. Za czym przystąpili do opracowania Encyklopedii Kosmicznej Semazjologii, poświęcając pierwsze cztery tomy roztrząsaniu operacyjnego znaczenia słowa “jest”.
Neopozytywiści orzekli, iż bezpośrednio dane są nam nie pęczki kartofli, ale pęczki wrażeń zmysłowych - następnie stworzyli symbole logiczne, oznaczające “pęczek wrażeń” i “pęczek kartofli”, ułożyli specjalny rachunek zdaniowy z samych znaków algebraicznych i wypisawszy morze atramentu doszli do matematycznie ścisłego i ponad wszelką wątpliwość prawdziwego rezultatu, że O = 0.
Tomiści orzekli, że Bóg po to stworzył prawa natury, żeby móc robić cuda, bo cud jest złamaniem prawa natury, a gdzie nie ma prawa, tam nie ma co łamać. W wymienionym przypadku kartofle ruszają się, jeśli taka jest wola Wiekuistego, ale nie wiadomo, czy to nie sztuczka przeklętych materialistów, którzy usiłują zdyskredytować Kościół; należy więc czekać na orzeczenie Najwyższego Kolegium Watykańskiego.
Neokantyści orzekli, iż przedmioty są tworami ducha, a nie rzeczami poznawalnymi; jeśli umysł wytworzy ideę ruchliwego kartofla, to ruchliwy kartofel będzie istniał. Jednakowoż to tylko pierwsze wrażenie, bo duch nasz jest również niepoznawalny, jak jego twory; tak tedy nic nie wiadomo.
Holiścipluraliścibehawioryścifizykaliści orzekli, iż jak wiadomo z fizyki, prawidłowość w naturze jest tylko statystyczna. Podobnie jak nie można z zupełną dokładnością przewidzieć drogi pojedynczego elektronu, tak też nie wiadomo na pewno, jak się będzie zachowywał pojedynczy kartofel. Dotychczasowe obserwacje pouczają, że miliony razy człowiek kopał kartofle, ale nie jest wykluczone, że jeden raz na miliard stanie się na odwrót, że kartofel będzie kopał człowieka.
Profesor Urlipan, samotny myśliciel ze szkoły Russella i Reichenbacha, poddał wszystkie te wnioski miażdżącej krytyce. Stwierdził on, że człowiek nie doznaje wrażeń zmysłowych, albowiem nikt nie spostrzega wrażenia zmysłowego stołu, a tylko sam stół; ponieważ zaś skądinąd wiadomo, że o świecie zewnętrznym nic nie wiadomo, to nie ma ani rzeczy zewnętrznych, ani wrażeń zmysłowych. “Nie ma nic - głosi profesor Urlipan. - A jeśli ktoś sądzi inaczej, to błądzi”. Tak więc o kartoflach nic nie można powiedzieć, ale dla całkiem innej przyczyny, niż to twierdzą neokantyści.

Tarantoga nie zwracając uwagi na bezpłodne kłótnie postanowił zbadać tajemnicę sine ira et studio, jak przystało na prawdziwego uczonego.
Wypytał tubylców: w taki sposób dowiedział się, że zagadkowe stwory znane są pod nazwą: modraków, komprów, pyrczysk, maramonów, przanek, garagoli, tufli, sasaków, daber, borzyszek, hardyburków, uranów, nuchli, charanów i bliźnie; dało mu to sporo do myślenia, albowiem, jak to podają słowniki, wszystkie owe nazwy są synonimami zwyczajnego ziemniaka.
W efekcie stworzył teorię ewolucji (i zdziczenia - jak wiadomo, kartofel, Solanum tuberosum, należy do rodziny psiankowatych (Solanceae), a pies, rzecz znana, pochodzi od wilka i puszczony do lasu może zdziczeć) kartofli, które wysypały się z rakiety.
Nie spoczął na laurach - postanowił złapać żywy okaz.
Rozważał różne warianty, w końcu złapał je na globus-przynętę.
Nie czekał na dyplom i uznanie - odleciał.
Spieszył się na spotkanie z Tichym, wspólnie mieli zbadać niezbadane ramię Galaktyki. (Nie znali się dotąd osobiście.)
Tichy też się spieszył, ale - w wyniku zderzenia z meteorem - stracił zapas paliwa. Wylądował na Procytii.
Procyci są istotami rozumnymi i bardzo do nas podobnymi; jedyna, nieistotna zresztą różnica leży w tym, że mają nogi tylko do kolan, poniżej znajdują się kółka, nie sztuczne, lecz stanowiące część ciała./.../ Mają rozległą wiedzę, szczególnie zaś pasjonuje ich astronomia; badanie gwiazd jest tak rozpowszechnione, że każdy przechodzień, stary czy młody, nie rozłącza się z podręczną lunetą.
Użycie zwykłego zegarka jako tam ciężką obrazę moralności.
Maratiiitec, słynny ich astronom.
Użył wyszalni. (Cenny wynalazek.)
Procyci przywitali Tichego. Zgubioną przezeń - gdy naprawiał rakietę - latarkę uznali za nową gwiazdę.
Tichy postanowił się zabawić w "jasnowidza".
Maratiiitec zalożył się, że zje własną brodę (kogo to przypomina?;)), jeśli Ijon ma rację.
Tichy zostawił list wyjaśniający i odleciał.
Z pośpiechu - bez paliwa.
Został rozbitkiem, o trzy dni drogi od Tarantogi.
Coerulea (odkrył ją zanagramowany bohater Van Vogta? ;))
Zobaczył (Tichy, nie Coeurl;)) planetę. Użył jej wulkanu, by rozpędzić rakietę.
Dotarł, ale Tarantogi nie zastał. Co znaczy 20 minut...
Profesor zostawił list z wskazówkami.
Tichy paliwa nabrał. Ruszył i - w tydzień - gdzie trza dotarł.
Zamiast profesora - list na planetarną skalę (dżungla powalona, by stworzyć litery kilometrowej szerokości).
Na kolejnej planecie znów list (tym razem zwykły) w nim podany sposób stworzenia w/w napisu i zachęta do pójścia na koncert (Tarantoga musi na Ziemię wracać.)
Sama planeta wiruje z taką szybkością, że pory doby zmieniają się co godzina. Wytwarza się przez to siła odśrodkowa, powodująca, że swobodnie zwisający pion nie jest prostopadły do gruntu, jak na Ziemi, lecz tworzy z nim kąt 45 stopni. Wszystkie domy, wieże, mury, wszelkie w ogóle budowle wznosi się tedy nachylone do powierzchni gruntu pod kątem 45 stopni, co stwarza widok dla ludzkiego oka raczej dziwny.
Zaś mieszkańcy planety, żeby się nie przewrócić, mają wskutek przystosowania naturalnego jedną nogę krótszą, a za to drugą dłuższą.
Symfonii węchowej nie docenił, wciąż jeszcze doskwierał mu katar, jakiego nabawił się na Satellinie.
W hotelu zastał list od Tarantogi, który podejrzewał istnienie istot, które zdolne są żyć w wysokiej temperaturze na gorących, półpłynnych planetach i zdobył filmowy dowód ich istnienia:
Słońce zapadało za horyzont. Powierzchnia oceanu drżała; pomykały po niej drobne, sine płomyki. Ogniste chmury bladły i mrok zapadał coraz większy. Pojawiały się słabe, pierwsze gwiazdy. Młody Kralosz zmęczony całodziennymi zajęciami wydostał się właśnie ze swego trzpionu, by zażyć wieczornego spaceru. Nie śpieszył się nigdzie; poruszając miarowo skrzypionami, z rozkoszą wdychał świeże, wonne kłęby rozpalonego amoniaku. Ktoś zbliżał się do niego ledwo widoczny w rosnącej ciemności. Kralosz natężył smęch, lecz dopiero gdy tamten znalazł się tuż, młodzieniec rozpoznał swego przyjaciela.
- Jaki piękny wieczór, nieprawdaż? - rzekł Kralosz. Przyjaciel przestąpił z obojni na obojnię, wychylił się do połowy z ognia i rzekł:
- Istotnie ładny. Salmiak obrodził w tym roku nadzwyczajnie, wiesz?
- A tak, zbiory zapowiadają się doskonałe.
Kralosz pokołysał się leniwie, odwrócił się na brzuch i wytrzeszczając wszystkie wzrocza, zapatrzył się w gwiazdy.
- Wiesz, mój drogi - rzekł po chwili - ilekroć patrzę w nocne niebo, jak teraz, nie mogę się oprzeć przekonaniu, że tam daleko, daleko są inne światy, podobne do naszego, tak samo zamieszkane przez istoty rozumne...
- Kto tu mówi o rozumie?! - rozległo się w pobliżu. Obaj młodzieńcy zwrócili się tyłem w tę stronę, aby rozpoznać przybysza. Zobaczyli sękatą, lecz krzepką jeszcze postać Flamenta. Sędziwy uczony zbliżył się do nich majestatycznymi ruchami, a przyszłe potomstwo, podobne do kiści gron winnych, wzbierało już i wypuszczało pierwsze kiełki na jego rozłożystych barkach.
- Mówiłem o rozumnych istotach zamieszkujących inne światy... - odrzekł Kralosz unosząc łusty w pełnym szacunku pozdrowieniu.
- Kralosz mówi o rozumnych istotach z innych światów?... - odrzekł uczony. - Patrzcie go! Z innych światów!!! Ach, ten Kralosz, ten Kralosz. Co też czynisz najlepszego, młodzieńcze? Puszczasz wodze fantazji? Owszem... pochwalam... można w tak piękny wieczór... Co prawda wyraźnie pochłodniało, nie zauważyliście?
- Nie - odparli równocześnie obaj młodzieńcy.
- Naturalnie, młody ogień, wiem. A jednak jest teraz ledwo osiemset sześćdziesiąt stopni; powinienem był wdziać narzutkę na podwójniej lawie. Trudno, starość. Więc powiadasz - podjął zwracając się tyłem do Kralosza - że na innych światach istnieją stworzenia rozumne? I jakież to istoty według ciebie?
- Dokładnie wiedzieć tego nie można - odrzekł nieśmiało młodzieniec. - Myślę, że są rozmaite. Podobno nie jest wykluczone, że na chłodniejszych planetach mogłyby z substancji zwanej białkiem powstać żywe organizmy.
- Od kogo to słyszałeś?! - zakrzyknął gniewnie Flament.
- Od Imploza. To ten młody student biochemii, który...
- Młody dureń, powiedz raczej! - palnął gniewnie Fłament. - Życie z białka?! Żywe istoty z białka? Nie wstydzisz się wypowiadać takich andronów w obecności swego nauczyciela?! Oto są płody nieuctwa i arogancji, jakie szerzą się dzisiaj zastraszająco! Wiesz, co należałoby uczynić z tym twoim Implozem? Pokropić go wodą, ot co!
- Ależ, czcigodny Flamencie - odważył się odezwać przyjaciel Kralosza - dlaczego domagasz się aż takiej kaźni dla Imploza? Czy nie mógłbyś powiedzieć nam, jak mogą wyglądać istoty na innych planetach? Czy nie mogą one posiadać postawy pionowej i poruszać się na tak zwanych nogach?
- Kto ci to mówił? Kralosz milczał, przelękniony.
- Imploz... - wyszeptał jego przyjaciel.
- A dajcież mi już raz święty spokój z waszym Implozem i jego wymysłami! - wykrzyknął uczony. - Nogi! Rzeczywiście! Jak gdybym jeszcze dwadzieścia pięć Płomieni temu nie udowodnił matematycznie, że istota dwunożna, ledwo byś ją postawił, natychmiast wywróciłaby się jak długa! Sporządziłem nawet odpowiedni model i wykres, ale cóż wy, leniuchy, możecie o tym wiedzieć? Jak wyglądają istoty rozumne z innych światów? Nie odpowiem wprost, sam się zastanów, naucz się myśleć. Najpierw muszą mieć organy do przyswajania amoniaku, nieprawdaż? Jaki narząd uczyni to lepiej od skrzypień? Czy nie muszą poruszać się w środowisku w miarę opornym, w miarę ciepłym, jak nasze? Muszą, co? A widzisz! Jakże czynić to inaczej niżeli obojniami? Podobnie będą się też kształtować narządy zmysłowe - wzrocza, łuspiny i kutrwie. Nie tylko wszakże budową muszą być podobne do nas, pięciorniaków, ale i ogólnym trybem życia. Wiadomo przecież, że pięciornia jest podstawową komórką naszego życia rodzinnego - spróbuj w fantazji wymyślić coś innego, wytężaj wyobraźnię, jak chcesz, a ręczę ci, że poniesiesz klęskę! Tak, bo żeby założyć rodzinę, żeby dać życie potomstwu, muszą połączyć się Dada, Gaga, Mama, Fafa i Haha. Na nic wspólne sympatie, na nic plany i marzenia, jeśli zbraknie przedstawiciela choć jednej z tych pięciu płci - sytuację taką, niestety, zdarzającą się czasem w życiu, nazywamy dramatem czwórni, czyli nieszczęśliwą miłością... Tak więc, jak widzisz, jeśli rozumować bez najmniejszych uprzedzeń, opierając się wyłącznie na faktach naukowych, jeśli użyć precyzyjnego narzędzia logiki, działając chłodno i obiektywnie, dochodzimy do nieodpartego wniosku, że każda istota rozumna musi być podobna do pięciorniaka... Tak. No, mam nadzieję, że was przekonałem?
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4535
    • Zobacz profil
Re: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #138 dnia: Czerwiec 27, 2012, 05:45:50 pm »
Noależeco?;) Przylecieli, zobaczyli (ale nie się), odlecieli - znaczy: veni, vidi, fugi...i po zabawie?;)

Mnie się...tym razem...Lem popętlił z ...Lemem:)

Ziemniaki roztropne, ziemniaki głupie - wieje jedną znaną przypowieścią;) Poza tym całkiem ludzkie te bulwy...

Spór filozofów...kojarzy mi się z dyskuterem z Wizji lokalnej...zawsze ta niemożność porozumienia, ustalenia wspólnej opcji. Przynajmniej niektórych da się wyłączyć;) Ot, postęp.

Użył wyszalni. (Cenny wynalazek.)
Cenny.

Dalsze Wizyjne nawiązania:
Autoklaz — jedna z wielu instytucji szalikowych (szałochłonnych), zwanych też wyszalniami w Luzanii.

O, jest w niej też zapachujący wątek muzyczny. :)

W sumie to dziwne, że przemysł rozrywkowy nie próbuje do nas dotrzeć przez ten zmysł. Chociaż w kinach już zapaszki puszczają... 5D...może kolejny krok to redukcja i wyłączą obraz? Zbawienne dla wielu arcydzieł klasy światowej;)

Imploz? Bo rozsadza - swoimi pomysłami - własne społeczeństwo?

Pięć płci i dramat czwórni...znalazł swoje rozwinięcie w Cyberiadzie. Okazuje się, że pięć to niezbyt dobra - właściwie: dobrana -  liczba:
Gdy masz dwie płci, wszystko staje się nazbyt banalne; kombinatoryka z permutacjonistyką, nie
rozwinąwszy się należycie, przedwcześnie gasną. Przy trzech płciach zjawia się problem
nierówności, widmo terroru antydemokratycznego, wynikają koalicje, robi się z tego
mniejszość płciowa, skąd nauka, że ilość płci musi być liczbą parzystą. Im więcej płci, tym
lepiej, bo miłość staje się zajęciem społecznym, kolektywnym, ale od nadmiaru kochanków
nastaje tłok, przepychanie i zamieszanie, a to już niewskazane. Tete a tete nie może
przypominać ulicznego zbiegowiska. Toteż podług teorii grup prywat - docenta Trurla
optimum przypada na 24 płci; trzeba jeno budować odpowiednio szerokie ulice i łożnice,
bo byłoby rzeczą niestosowną, gdyby narzeczeństwo wyruszało na spacer czwórkową
kolumną.

Kobyszczę

Mam wrażenie, że ta podróż jest wysoce subiektywna - w sensie: na każdym kroku i planecie ktoś walczy o swój punkt, swój ogląd, przekonania. Jedynie zgodni w swojej upartości - wspartej oczywiście precyzyjnym narzędziem logiki;)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10724
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #139 dnia: Czerwiec 27, 2012, 05:49:15 pm »
Chociaż w kinach już zapaszki puszczają...
No, nieraz jak który puści...
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4535
    • Zobacz profil
Re: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #140 dnia: Czerwiec 27, 2012, 05:55:04 pm »
Chociaż w kinach już zapaszki puszczają...
No, nieraz jak który puści...

To są przestarzałe metody i nie pasują do każdego seansu ::) Ot, postęp.
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4448
    • Zobacz profil
Re: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #141 dnia: Czerwiec 27, 2012, 08:40:27 pm »
Bardzo guliwerowata ta podróż. Zresztą, wszystkie.
Rozbija mi się na trzy wątki.
- thriller ziemniaczany
- dramat o próbach spotkania się dusz bliźniaczych, skutecznie przez los niweczonych ( w dwóch odsłonach)
- komediomoralitet filozoficzny o tym co jest niemożliwe i dlaczego.
A propos tego ostatniego i Procytów na kółkach. Zamyśliłem, dlaczego mechanizm kółkowy do przemieszczania się, nie wykształcił się w procesie ewolucji ziemskiej (a może tylko nie zauważyłem). Taki oczywisty i wygodny.
Cytuj
Gdy masz dwie płci, wszystko staje się nazbyt banalne
Tu bym lekko polemizował (z Lemem? ::) )Wykształciły się przecież formy zastępcze, owe trójkąty różnoboczne wielowariantowo- proste, ostre, rozwarte..., kwadraty i inne gruppen.
 Co je można w kinie obejrzeć, oczywista. 8)
A o tej muzyce na niesłuszne zmysły...ciekawe. Ale może później.
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 27, 2012, 08:45:07 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9654
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #142 dnia: Czerwiec 28, 2012, 01:01:29 am »
Ja póki co obrazkowo (do analiz włączę się potem)... Mówiliśmy u zarania wątku o "Moon" i proszę... czyż to nie Tichy?



ps. obrazek pochodzi z katalogu rakiet, com go niedawno przedwakacyjnie wertował ;):
http://www.flavorwire.com/296792/15-fictional-spacecrafts-wed-like-to-call-home?all=1
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Terminus

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 730
  • AST-Pm-105/044 Uniwersalny Naprawczy
    • Zobacz profil
Re: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #143 dnia: Czerwiec 30, 2012, 08:02:45 pm »
Wydrukowałem sobie ten temat na papierze, żeby nadążyć. Wyszło 70 stron a4. Nie podoba mi się Q, że wklejasz podróże Tichego prawie w całości (jako tzw. "wypiski"), by je skomentować. W najbliższym czasie, gdy go znajdę, pozwolę sobie nieco skrócić Twoje posty - chociażby po to, by przy następnym wydruku oszczędzić nieco papieru. Myślę, że zajęły z 30 stron w moim wydruku.
To po pierwsze, więcej uwag wkrótce. CO się nasuwa, to to, że Q większość podróży omówił sam. Pewnie, że to smutne, ale nie wiem czy taka Akademia ma sens. Trzeba by chyba podzielić wątek na tyle podwątków, ile jest podróży... zastanowię się.

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4448
    • Zobacz profil
Re: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #144 dnia: Lipiec 03, 2012, 04:16:52 pm »
Cytuj
W najbliższym czasie, gdy go znajdę, pozwolę sobie nieco skrócić Twoje posty
Wolałbym, żeby nikt nie skracał postów Q, poza nim samym.
Wyimki się przydają, zwłaszcza, jak nie ma się pod ręką książki.
Nie jest lekko ciągnąć ten wątek, wobec wątłego zainteresowania.
Gdzieście się podziali gwiezdni draperzy?
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Terminus

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 730
  • AST-Pm-105/044 Uniwersalny Naprawczy
    • Zobacz profil
Re: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #145 dnia: Lipiec 06, 2012, 12:07:59 pm »
Tym łatwiej dla mnie, spoko.

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9654
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #146 dnia: Lipiec 19, 2012, 01:35:23 pm »
Nie jest lekko ciągnąć ten wątek, wobec wątłego zainteresowania.

Niemniej spróbuję, dociągniemy "Akademię" do końca obu tomów, tym razem (choćby za uszy ;)).

Kpiny z filozofii w "... dwudziestej piątej" dość oczywiste. Ziemniaki, wiadomo, każdy omawiający rzuci się na ziemniaki, bo to zabawne jest (acz czy niemoc teoretyków wobec owych zeszłych na psy kartofli nie przypomina późniejszych problemów z klasyfikacją Oceanu Solaris?). Ilość płci też (bo kto by nie chciał o seksie)... Inna rzecz, że z tymi płciami to nawet nie do końca mistrzowe, wcześniej była humoreska "Venus and the Seven Sexes" Williama Tenna vel Philipa Klassa (wydana zresztą i u nas jako "Wenus"), potem zaś "The Gods Themselves" Asimova (i nas przetłumaczone durnie - bo z pominięciem kontekstu - jako "Równi bogom"), przy czym ilość płci systematycznie się redukowała siedem - pięć - trzy.
Zatrzymam się przy tych pięciopłciowych, ale patrząc na nich od nie-płciowej strony. I tu Lem wpisuje się w pewien ciąg. Rozważano wonczas najwidoczniej możliwość innego, ognistego, życia wewnątrz Ziemi, bo w '49 Clarke popełnił błahostkę zatytułowaną "The Fires Within" ("Ognie od wewnątrz", był polski przekład), którą potem w '53 (rok przed niniejszą "Podróżą...") Hal Clement (w "Fantastyce i futurologii" jest o nim) napisał na nowo (ciekawe czy znając utwór Clarke'a?) w wydaniu bardziej sierioznym i szczegółowym, a mniej katastroficznym, jako "Critical factor" ("Czynnik krytyczny", wyd. pol. też było), przez ową sieriozność zresztą praktycznie niestrawnym. Na koniec zaś Mistrz łaskaw był dla magmowców na tyle, że - jak widać - pozwolił im wyjść na powierzchnię na własnej planecie, zamiast gnieść się pod skorupą...;)
Sama zaś narracja tego fragmentu przypomina nieco to o czym mowa we wstępie do asimovowskiego "Nastania nocy" ("Nightfall"), w którym Obcość też jest akcentowana jako umowność, bo nie jest celem, a środkiem.
(Samo przesłanie tej scenki to - oczywiście - luster szukamy.)

ps. tu muszę urwać, bo nie mam pojęcia ani czy panowie czytali się nawzajem, ani skąd wzięła się moda ówczesna na w magmie skąpane istoty...
...moda - co wypada doedytować - nie całkiem wygasła, oto bowiem Ian Stewart i Jack Cohen w książce "What Does a Martian Look Like?" (http://www.amazon.com/What-Does-Martian-Science-Extraterrestrial/dp/0471268895) analizują możliwość istnienia życia w planetarnym płaszczu całkiem serio jako jeden z egzobiologicznych wariantów, zaś w projekcie Orion's Arm wśród wielu wymyślonych Obcych form życia występują i takie:
http://www.orionsarm.com/eg-article/480285df0fb2b
« Ostatnia zmiana: Lipiec 20, 2012, 07:07:07 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4535
    • Zobacz profil
Re: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #147 dnia: Lipiec 21, 2012, 02:10:54 am »
W sumie zainteresowanie - zainteresowaniem, ale trudno tutaj coś dodać - do tych bulw.

A propos tego ostatniego i Procytów na kółkach. Zamyśliłem, dlaczego mechanizm kółkowy do przemieszczania się, nie wykształcił się w procesie ewolucji ziemskiej (a może tylko nie zauważyłem). Taki oczywisty i wygodny.
Czy ja wiem? Czy taki wygodny?A wertepy podzielone rowami?A wchodzenie na czwarte piętro?;)

Hm...nie wiem Q jak się miały sprawy na linii Clarke - Lem - Asimov, ale mam jedno - samozwrotne, bo znowu z Lemem się plączące - wysokotemperaturowe skojarzenie...konkretnie z jego opowiadaniem pt. Prawda, gdzie:
Hierarchia aktywnego trwania jest wszechobecna. Kto chce, może ją nazwać życiem. Na szczytach jej, na wysokościach energetycznego wzbudzenia, trwają organizmy ogniste.
Opowiadanie z 1964 r czyli dekadę po "25" - tonacja znacznie bardziej serio. W szczegółach przesunięta. Ale coś na rzeczy jest;)

Natomiast panów Iana Stewarta i Jacka Cohena kojarzę z książki pt. Załamanie chaosu, ale o ognistym życiu nic tam nie piszą:)

Może - jeśli nie ma sprzeciwów - kolejna podróż i jakoś...za uszy ją;)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9654
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #148 dnia: Lipiec 22, 2012, 05:06:43 pm »
Ja się może zatem zatrzymam przy:
Cytat: Stanisław Lem
Hierarchia aktywnego trwania jest wszechobecna. Kto chce, może ją nazwać życiem. Na szczytach jej, na wysokościach energetycznego wzbudzenia, trwają organizmy ogniste.

Zasadniczo to będzie tematyczne kręcienie się w kółko (jak wspomniałem: pech "Dzienników..." w tym, że omówiliśmy pewne sprawy przy innej okazji), ale cały czas wraca motyw braku przytomnej definicji życia (i arbitralność podziału żywe/martwe), o czym wspominał Term), cały czas powraca pytanie co może być rozumne/świadome, a co nie (o tym znów ja gadałem podpierając się Le Guin i, niedawno wspomnianym, Asimovem). Wreszcie - by zejść na poziom bardziej elementarny - jest to pytanie o formy jakie potrafi przybierać materia w swym przedziwnym pędzie do samoorganizacji, o to na ile znamy, i potrafimy sobie wyobrazić - ich bogactwo.
Wreszcie jest to oskarżenie o antropocentryzm wygłoszone pod adresem teoretyków SETI... zanim owo SETI zaistniało (tak, Lem potrafił wymyślić jakie trendy nadejdą, by podjąć dyskusję z ekstrapolowanymi.. BIM-BAM-BOM).
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10724
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: Akademia Lemologiczna [Dzienniki gwiazdowe]
« Odpowiedź #149 dnia: Lipiec 22, 2012, 05:10:28 pm »
życie nie jest samoorganizacją materii, co najlepiej widać, jak ktoś umrze, po pewnym czasie...
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek