Autor Wątek: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]  (Przeczytany 99532 razy)

HAL 9000

  • Full Member
  • ****
  • Wiadomości: 158
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #195 dnia: Listopad 03, 2013, 02:55:34 pm »
@olkapolka
Jasne, że bystry nie spiskują. Ale człowiek - więc i Człak - ma skłonność do mierzenia innych swoją miarą. Więc jak spiskuje przeciw bystrom - to wydaje mu się, że bystry spiskują przeciw niemu.
Przeprogramować? Ale jak? Wszyscy są zgodni, że obecny system jest zły - ale każdy ma inną (nieraz wewnętrznie sprzeczną) wizję świata idealnego. Ta opozycja antybystrowa jest zapewne mocno rozdrobniona, jeśli zaczęli myśleć o tym, jakie konkretnie zmiany wprowadzić. Jeśli natomiast nie pomyśleli o tym, jeśli są po prostu przeciwnikami obecnie istniejącej etykosfery - to wszystko może się skończyć jak w tym dickowskim "Autofabie" ("Autofac"), który już tu przywoływałem. Czyli - zwycięstwo, a potem ciężkie życie w nowej rzeczywistości bez darmowego kawałka chleba na co dzień.

@Stanisław Remuszko
Wolność słowa, a przynajmniej wyrażania własnej opinii, chyba jest - świadczą o tym te elastyczne pomniki twórców bystrosfery - w zależności od przekonań można im złożyć kwiaty lub stłuc młotkiem. Demokracja też raczej jest - jest parlament, co prawda zamiast wyborów była mowa o przymusowym poborze, ale to ze względu na brak chętnych. Ale jakie znaczenie mają władze państwowe wobec etykosfery?

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9629
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #196 dnia: Listopad 03, 2013, 03:07:19 pm »
Może to bardziej to hasło: "Poznaj swój kraj";)
HAL, pamiętaj o bezosobowości bystrów - jak one moga spiskować?

Chyba tylko na zasadzie:

"- Wszystko trzeba wam tłumaczyć! Gazet nie czytacie?! Gwiazdy! No! Co gwiazdy? Co robią? No?!
 - Świecą - rzekłem niepewnie.
 - I to ma być ajent!!! Świecą! Ba! Jak?! Jak świecą? Co? No?!
Dawał mi znaki powiekami.
 - M...mrugają - rzekłem, zniżając mimo woli głos.
 - Jaki domyślny! Nareszcie! Mrugają! Tak! Podmragują! A kiedy? Co?! Nie wiecie?! Naturalnie!!! Taki materiał mi tu przysyłają! Nocą! Nocą!!! Mrugają, trzęsą się, po ciemku! Co to jest? Kto mruga?! Kto nocą?! Kto się trzęsie?!
Ryczał jak lew. Stałem blady, wyprostowany jak struna, czekając, aż burza przejdzie, ale nie przechodziła. Kashenblade, posiniały, obrzękły, z napuczoną łysiną, grzmiał na cały gabinet, na cały gmach:
 - A ucieczka mgławic?! Co?! Nie słyszeliście?! Ucieczka!!! Co to jest?! Kto ucieka?! To jest podejrzane, więcej - to jest przyznanie się do winy!!!"


"Pamiętnik..."

Zdaje się zresztą, że HAL wpadł tu w koleiny antropomorfizowania, których uniknął Rohan:

"- Ale skąd pana pewność, że nie posiadają rozumu?
- Mógłbym tu zrobić unik, zasłonić się niewiedzą, ale powiem panu, że jeśli w ogóle czegokolwiek, to tego właśnie jestem pewny. Dlaczego nie przedstawiają intelektualnej potęgi? Ba! Gdyby ją miały, już by się z nami rozprawiły. Jeśli pan przejdzie myślą przez wszystkie kolejne wydarzenia na Regis od czasu naszego lądowania, zauważy pan, że działają bez jakiegoś strategicznego planu. Atakują od wypadku do wypadku.
- No… sposób, w jaki pozbawiły Regnara łączności z nami, a potem atak na maszyny zwiadowcze…
-  Ależ po prostu robią to, co robiły przed tysiącleciami. Przecież te wyższe automaty, które one wygubiły, na pewno porozumiewały się ze sobą właśnie falami radiowymi. Udaremnianie takiej wymiany informacji, rozkawałkowywanie łączności, to było jedno z pierwszych ich zadań. Rozwiązanie narzucało się niejako samo, bo chmura metalowa ekranuje tak dobrze jak nic innego na świecie.
- A teraz? Co mamy robić dalej?
- Musimy chronić siebie i nasze automaty, nasze maszyny, bez których bylibyśmy niczym — one natomiast mają pełną swobodę manewru, mają na miejscu praktycznie niewyczerpalne źródła odradzania się, mogą się powielać, jeśli zniszczymy ich część, a przy tym wszystkim nie mogą zaszkodzić im żadne środki zabójcze dla życia. Niezbędne stają się nasze środki najgwałtowniejsze: uderzenie antymaterią… ale porazić wszystkich w ten sposób nie można. Zauważył pan, jak postępują rażone? Po prostu rozsypują się… poza tym stale musimy znajdować się pod osłoną, co ogranicza naszą strategię, a one mogą się dowolnie rozdrabniać, przenosić z miejsca na miejsce… i gdybyśmy je rozbili na tym kontynencie, przeniosą się na inny. Ale to nie jest w końcu nasza rzecz — zniszczyć je wszystkie. Uważam, że powinniśmy odlecieć.
- Ach, tak.
- Tak. Bo skoro za przeciwników mamy twory martwej ewolucji zapewne apsychiczne, nie możemy rozważać problemu w kategoriach zemsty czy odpłaty za „Kondora”, za los jego załogi. Byłoby to tym samym, co wymierzyć oceanowi chłostę za to, że zatopił statek i ludzi."


"Niezwyciężony"

Inna rzecz, że przed "muszkami" odlecieć się dało, przed bystrami - nie. Więc może być koniecznie, z encjańskiego punktu widzenia, wymyślenie bata zdolnego wychłostać nanoocean.

(Inna sprawa, ze - jak maziek dawno napisał - brniecie tu w hipotezotwórstwo, w którym "Wizja..." robi bodaj za pretekst... A "Dzienniki..." porzucone leżą...)

Jeśli ich działania nie spełniają założeń, to jest to tylko i iwyłącznie wina źle napisanego programu. Ludzie ludziom...

Przypomina się przyczyna defektu HALa (nomen omen) z "Odysei..." (w wersji Clarke'a, u Kubricka to była enigma) i komputery z "Ananke"...

"Komputer HAL 9000 zaprojektowano w ten sposób, by mógł sprawować kontrolę nad systemami operacyjnymi statku bez pomocy ludzi. Postanowiono również zaprogramować go tak, by w przypadku unieruchomienia pojazdu bądź śmierci załogi mógł wykonywać zadania związane z misją w sposób autonomiczny. Wymagało to oczywiście poinformowania go o zmianie profilu misji i nowych jej zadaniach, a także o konieczności zachowania tej informacji w tajemnicy przed podstawową załogą, czyli Bowmanem i Poole'em. Program tego rodzaju wywołał sprzeczność z podstawowym celem maszyn typu HAL 9000, którym jest przekazywanie i obróbka informacji bez zakłóceń i przekłamań. W rezultacie komputer HAL 9000 wytworzył coś, co można by określić - w terminach odnoszących się do ludzi - jako wewnętrzną psychozę, a mówiąc ściślej: schizofrenię. Dr C. poinformował mnie, że - posługując się terminologią techniczną - komputer HAL 9000 został schwytany w pętlę Hofstadtera-Móbiusa, co zdarza się niekiedy komputerom tej generacji, wyposażonym w programy autonomiczno-docelowe. Dr C. sugeruje również, aby dalsze szczegóły tego fenomenu przedstawił sam profesor Hofstadter."

"2010..."

"Praca w „Syntronics”. Zdawałoby się — idealnie dostosowana do człowieka: obciążać, wymagać, komplikować do granicy wytrzymałości. Mógł wreszcie wyswobodzić uwięzione w sobie musy. Dla nie wtajemniczonych wyglądało to znakomicie: stary praktyk, doświadczony nawigator przekazuje swoją najlepszą wiedzę automatom; cóż może być lepszego? A on miał przed sobą niewolników i nie musiał się powściągać, skoro nie byli ludźmi. Schodzący z taśmy komputer jest jak noworodek: tak samo zdatny do wszystkiego, a nic nie umie.
Pobieranie nauk jest wzrostem specjalizacji i zarazem utratą pierwotnego niezróżnicowania. Na stanowisku kontroli komputer pełni rolę mózgu, gdy symulator jest naśladowcą ciała. Mózg podłączony do ciała — oto właściwa analogia.
Mózg musi orientować się w stanie i gotowości każdego mięśnia, podobnie komputer — ma znać stan okrętowych zespołów. Wysyła elektrycznymi drogami rojowiska pytań, jakby ciskał tysiące naraz piłeczek we wszystkie zakątki metalowego olbrzyma, i z echowych odpowiedzi tworzy sobie obraz rakiety i jej otoczenia. W tę niezawodność wkroczył człowiek cierpiący na lęk przed niespodziewanym i zwalczający go rytuałami natręctw. Symulator stał się narzędziem przymusu, wcieleniem jego lękowych zagrożeń. Działał w zgodzie z zasadą naczelną: bezpieczeństwa. Czy to nie wyglądało na chwalebną gorliwość? Jak on się musiał starać! Normalny tok uznał niebawem za nie dość pewny. Im trudniejsza sytuacja statku, tym szybciej należy się o niej informować. Uważał, że tempo sprawdzania agregatów ma być skorelowane z wagą procedury. A ponieważ najważniejsza jest procedura lądowania… Czy zmienił program? Ani trochę, jak nie zmienia przepisów podręcznika kierowcy ten, kto sprawdza silnik auta co godzina zamiast raz dziennie. Toteż program nie mógł się mu opierać. Dążył w kierunku, w którym program nie miał zabezpieczeń, bo coś takiego nie przyszło do głowy żadnemu programiście. Jeżeli tak przeciążany komputer zawodził, Cornelius kierował go na powrót do działu technicznego. Czy zdawał sobie sprawę z tego, że zaraża je natręctwami? Chyba nie, był praktykiem, nie orientował się w teorii, skrupulat niepewności — takim był też wychowawcą maszyn. Przeciążał komputery, ale cóż —nie mogły się przecież skarżyć. Były to nowe modele, przypominające zachowaniem gracza w szachy. Komputer–gracz pobije każdego człowieka pod warunkiem, że jego pedagogiem nie będzie jakiś Cornelius. Komputer przewiduje ruchy partnera na dwa–trzy posunięcia naprzód; gdyby usiłował je przewidywać na dziesięć ciągów, udławiłby się nadmiarem możliwych wariantów, bo one rosną wykładniczo. Dla przewidzenia dziesięciu możliwych ruchów kolejnych na szachownicy nie wystarczy i trylionowość operacji. Takiego samoparaliżującego się szachistę zdyskwalifikowałaby pierwsza rozgrywka. Na pokładzie rakiety nie było to zrazu widoczne: można obserwować tylko wejścia i wyjścia układu, nie to, co dzieje się w środku. W środku narastał tłok, na zewnątrz wszystko biegło normalnie — do czasu. A więc tak je układał — i takie repliki umysłu, który ledwo sprawia się z realnymi zadaniami, bo tyle sobie wytworzył fikcyjnych — stanęły u steru stutysięczników. Każdy z tych komputerów cierpiał na syndrom anankastyczny: przymusowe powtarzanie operacji, komplikowanie czynności prostych, manieryzm, obrządkowość, uwzględnianie „wszystkiego naraz”. Nie naśladowały oczywiście lęku, a tylko strukturę właściwych mu reakcji; paradoksalne: to właśnie, że były nowymi, udoskonalonymi modelami o zwiększonej pojemności, przyczyniło się do ich zguby, ponieważ tak długo mogły przecież działać mimo stopniowego zadławiania obwodów sygnałowym tłokiem. Ale w zenicie Agathodaemona jakaś ostatnia kropla przepełniła czarę: może były nią pierwsze uderzenia wichury, wymagające błyskawicznych reakcji, ale zagwożdżony lawiną, którą sam w sobie rozpętał, komputer nie miał już czym sterować. Przestał być urządzeniem czasu realnego, nie nadążał już z modelowaniem zajść rzeczywistych — tonął w urojeniach… Znajdował się naprzeciw olbrzymiej masy: tarczy planetarnej — i program nie pozwalał mu po prostu zrezygnować z kontynuowania procedury, raz wszczętej, chociaż zarazem kontynuować jej już nie mógł. Wyinterpretował więc sobie planetę jako meteor leżący na kursie kolizyjnym, ponieważ to była ostatnia otwarta furtka, ponieważ taką jedyną ewentualność dopuszczał program. Nie mógł przekazać tego ludziom w sterowni, bo nie był przecież rozumującym człowiekiem! Rachował do końca, obliczał szansę: zderzenie było pewną zagładą, ucieczka — tylko w dziewięćdziesięciu kilku procentach, wybrał więc ucieczkę: awaryjny start!"


"Ananke"

Ludzie ludziom... "rękami" maszyn...
« Ostatnia zmiana: Listopad 03, 2013, 03:10:23 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4447
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #197 dnia: Listopad 03, 2013, 03:40:04 pm »
Cytuj
(Inna sprawa, ze - jak maziek dawno napisał - brniecie tu w hipotezotwórstwo, w którym "Wizja..." robi bodaj za pretekst... A "Dzienniki..." porzucone leżą...)
Na pewno ten apel we właściwym wątku?
Czy jakiś podział ról nastąpił? Na tych co piszą w okolicach Lema i tych, co w okolicach brzozy?
Bo tam dopiero brnięcie...
Moderator! - przenieść mi ten list - na tych miast! 8)
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4535
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #198 dnia: Listopad 03, 2013, 03:49:14 pm »
Najpierw off:
- brniecie tu w hipotezotwórstwo, w którym "Wizja..." robi bodaj za pretekst... A "Dzienniki..." porzucone leżą...
Bo lubimy, a Ty może nie?;) Jak nie tu, to tam. Więc w czym problem? Wcześniej Wizja leżała. Dzienniki nie zając.
Nawiasem - w Dziennikach będą odtąd same fakta i akta? Bez hipotez? Noo...to chyba się przeniosę i posłucham - jak twardemi dowody dyskutujesz o zantropomorfizowanych pralkach;)
To teraz on:
Jasne, że bystry nie spiskują. Ale człowiek - więc i Człak - ma skłonność do mierzenia innych swoją miarą.
Oki - HAL już wiem o co Ci...chociaż nie zgadzam się - uważam, że jeśli chcę poznać jak np. działa grawitacja, to nie spiskuję przeciw niej. Z bystrami kłopot - bo ingerują w umysł. Tak - być może jedynym możliwym zwycięstwem nad bystrami - jest pozbycie się ich. I obudzenie się nie w nowej - a w starej - rzeczywistości;) Jak to napisałeś? Ciężkie życie?;)
Właśnie - za cytatami Q - to walka z wiatrakami.
Cytuj
Inna rzecz, że przed "muszkami" odlecieć się dało, przed bystrami - nie.
Przecież da się wyjść poza obszar zbystrowany. Też można odlecieć. Bilans - ze wskazaniem na "minus" - nie jest tak oczywisty.

Z Halem w Odysei podobnie, ale jednak inaczej;)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9629
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #199 dnia: Listopad 03, 2013, 04:19:48 pm »
Tak - być może jedynym możliwym zwycięstwem nad bystrami - jest pozbycie się ich. I obudzenie się nie w nowej - a w starej - rzeczywistości;) Jak to napisałeś? Ciężkie życie?;)

No, w sumie odpowiedzą nam... "Dzienniki..." ;):

"Słowa te ryję w glinianych tabliczkach przed moją jaskinią. Zawsze interesowało mnie, jak Babilończycy to robili, nie przypuszczałem jednak, że sam będę musiał próbować. Musieli mieć lepszą glinę, a może pismo klinowe lepiej się do tego nadawało.
Moja rozłazi się albo kruszy, wolę to jednak od gryzmolenia wapieniem po łupku, bo od dziecka jestem wrażliwy na zgrzytanie. Nie będę już nigdy nazywał starodawnych technik prymitywnymi. Profesor przed odejściem obserwował, jak męczę się, żeby skrzesać ogień, i gdy złamałem po kolei nóż do otwierania konserw, nasz ostatni pilnik, scyzoryk i nożyczki, zauważył, że docent Tompkins z British Museum próbował przed czterdziestu laty wyłupać z krzemienia zwyczajną skrobaczkę, podobną do sporządzanych w epoce kamiennej i zwichnął sobie nadgarstek oraz stłukł okulary, ale skrobaczki nie wyłupał. Dodał też coś o urągliwej wyższości, z jaką patrzymy na jaskiniowych antenatów. Miał rację. Moja nowa siedziba jest nędzna, materac już zgnił, a z bunkra artyleryjskiego, w którym tak dobrze się mieszkało, wygnał nas ten schorowany, stary goryl, którego licho przyniosło z dżungli."


"Profesor A. Dońda"

To po przełożeniu na realia ziemskie, bo encjańską alternatywę (ze szczypiorkiem) już wewnątrz kurdli oglądaliśmy.

Przecież da się wyjść poza obszar zbystrowany. Też można odlecieć.

Tylko czy nie zaniesie się ich w sobie, jak zarazy (ob. "Pień krwi" Beara)? Właśnie... Niby mają jakiś wewnętrzny dławik, skoro nie "atakują" Kurdlandii czy przestrzeni pozaencjańskiej, ale jak to funkcjonuje? Na jakiej zasadzie wpisano im ograniczenie...

Znaczy: jak działają zmory?

"Obiekty zbystrowane wykonują zlecenia do granicy interesu bliźnich. Bystry pierwszych generacji (zmyślniaki i myślinki) znieprawiał świat przestępczy, lecz prototypy wyposażone w zmory (zastawki wzgl. zapory moralne) są w 99,998% złoodpome (BAM). Tak głosi rząd (BOM)."

I na ile są skuteczne? Skoro:

"Na razie mówi się o wielofazowym przejściu od etykosfery zwyczajnej do tej kryptoprowidencyjnej. Poniekąd znów trochę jak w Biblii prabystry zrodzą bystry, bystry zrodzą bystrole, które dadzą początek następnym generacjom aż do stateczników–ostateczników równych samonaprawczą niezawodnością żywiołom Natury, i to będzie prawdziwa Kreacja Rekreacyjna wewnątrz Prakreacji Kosmicznej. Droga daleka, najeżona przeszkodami, lecz cel już widomy i optymiści sądzą, że za jakichś dwieście do trzystu lat paradyzacja Luzanii stanie się faktem dokonanym."

Czyli mają - z góry wpisaną czy wynikłą z błądzenia błędów? - możliwość autoewolucji.
« Ostatnia zmiana: Listopad 03, 2013, 06:01:02 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Stanisław Remuszko

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 7729
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #200 dnia: Listopad 03, 2013, 04:54:24 pm »
Ułomność koncepcji Mistrza polega, moim zdaniem, na absolutnej nierealności pomysłu, aby istoty rozumne świadomie i dobrowolnie zrezygnowały bez  bezpieczników (bystrów nie można unicztożyć ani wyłączyć ani zmienić) z własnej wolności.
vosbm
Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem : - )

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4535
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #201 dnia: Listopad 03, 2013, 05:25:09 pm »
Q - a nie masz jakiś hipotez? Tylko same pytania? ;D (dobradobra...żartowałam;) )
Tylko czy nie zaniesie się ich w sobie, jak zarazy (ob. "Pień krwi" Beara)?
Tacy konkwistadorzy przyszłości?;) Raczej nie. To co już cytowałam parę stron temu:
— Naturalnie! Energii dostarcza pole nukleonowe, poszerzone grawitacyjnie. Nie można go niczym ekranować, podobnie jak nie można ekranować grawitacji. Gdybyś pan natomiast wziął cokolwiek stąd — zatoczył ręką wskazując otoczenie — na pokład swego statku, rozpadnie się to w proch, gdy statek opuści nasze stabilizujące pole.
Stąd chyba - taki tenno...wniosek;), że zbystrowani wróciliby do swej naturalnej formy. Bo bystry straciłyby zasilanie. Poza tym one się chyba same nie namnażają - tylko się je produkuje.
To poniekąd odpowiedź na Twoje - St - pytanie: raczej da się wyłączyć bystry.
Lem postawił tu też inne pytanie: o ten bilans zysków i strat. Czy niejakie ubezwłasnowolnienie jest dobra ceną za świat dobrobytu, pokoju, wiecznego życia itd.? Miałożby to wszystko zostać dane bez zapłaty? Zresztą egzystencja w każdym społeczeństwie  (już o tym liv wcześniej) - jest poniekąd okupiona tą "własną wolnością".
Strażnikiem tu nie ludzie ludziom (co oburzało u Dostojewskiego), ale bezosobowe bystry.
A powrót do bezbystrowia? Hm. Może nie aż taki, jak w przytoczonych Dziennikach...ale spróbujcie teraz namówić ludzi do czegoś łatwiejszego - np. do powrotu do świata bez komputerów:) Tam większość z nich już jest czymś w rodzaju zbystrowanego stada:)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9629
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #202 dnia: Listopad 03, 2013, 05:30:37 pm »
Ułomność koncepcji Mistrza polega, moim zdaniem, na absolutnej nierealności pomysłu, aby istoty rozumne świadomie i dobrowolnie zrezygnowały bez  bezpieczników (bystrów nie można unicztożyć ani wyłączyć ani zmienić) z własnej wolności.

Zdaje mi się ta kwestia źle postawioną... Abstrahując już od faktu, że istoty rozumne bywają rozumne jeno z nazwy, może chodzić po prostu o fakt, iż postępu technologicznego nie daje się zatrzymać (a i nikt w skali zbiorowej takich ciągot nie przejawia de facto). Zresztą może jeszcze w czym innym rzecz:

"Na Encji nie ma już od stu kilkudziesięciu lat uczonych, są jedynie uczący się od wykładowców, a ci wykładowcy to już nawet nie spotęgowane maszyny cyfrowe, lecz bystry. /.../ Ten przewrót był dla uczonych luzańskich niezmiernie bolesny i całe kadry kończyły nieraz samobójstwem, kiedy się wyjawiało, że pisanie prac magisterskich ani nawet habilitacyjnych nie ma już najmniejszego sensu, i że najmędrszy doktorant czy profesorant jest w sytuacji tego, kto usiłuje przy pomocy krzemiennego ciosaka produkować krzemienne noże, podczas gdy odpowiednie maszyny produkują tysiąc razy lepsze noże z hartowanej stali. Doszło zarażam do tak zwanego unicestwienia empirii, a tym samym do likwidacji wszystkich rodzajów eksperymentu laboratoryjnego czy polowego. Nie trzeba przeprowadzać żadnych doświadczeń realnie, ponieważ każde może wykonać odpowiedni układ bystroniczny in abstracto, to znaczy wymodelować cyfrowo, analogowo czy jak tam jeszcze inaczej to właśnie doświadczenie, i to z chyżością światła, tak że nie trzeba czekać, aż gdzieś wzrośnie jakaś dąbrowa nad ruczajem, żeby zbadać jej wpływ na mikroklimat, bo to, co trwałoby sto lat, bystry zrobią w mgnieniu oka. Mgnienie oka jest dla nich zresztą cholernie długim czasem, bo trwa ono bodaj jedną dziesiątą sekundy, a im wystarczy jedna milionowa. Lecz i te zbystrowane eksperymenty robiono tylko początkowo, niejako wskutek bezwładności dotychczasowych nawyków oraz zgodnie z tradycją. Mikroklimat bada się wszak zawsze w jakimś celu; dość tedy określić ów cel, nie troszcząc się o etapy pośrednie, i tym zajmują się celiści, dawniej zwani teleonomami. Należy zaznaczyć, że cel może być zupełnie kretyński, na przykład jako żądanie, ażeby jednego dnia padały deszcze koloru zielonego, a drugiego — bladocytrynowe albo żeby ponadto każdemu sekundowało powstanie tęczy, lub żeby piżama pieściwymi dotknięciami materiału usypiała w łóżku, i żeby rano o właściwej porze budziła subtelnym masażykiem, gdyż cały cykl produkcyjny takich nocnych strojów albo takich opadów atmosferycznych zostanie samoczynnie opracowany i wdrożony. A jeśli ktoś jest ciekaw, jak to się dzieje, zapisze się na oczywiście zbystrowany poliwersytet, gdzie najpierw wyjaśnią mu nauczaki, jakie pytania ma zadawać, bo na głupie pytania nie ma mądrej odpowiedzi, i po ukończeniu kursu pytanistyki może dowiadywać się o tym, co go interesuje, lecz nie jest to żaden fach, a tylko coś W rodzaju hobby. Pytania tworzą tak zwaną hierarchię piramidalną —albo może piramidę hierarchiczną, bo nie spamiętałem tego dokładnie, i ta hierarchia ma tak zwany poziom Tiutiquotzitoka, zwany też barierą graniczną, bo powyżej tego poziomu nikt nie może już zrozumieć ani pytania, ani odpowiedzi, przede wszystkim dlatego, ponieważ musiałby całe życie poświęcić temu jednemu pytaniu i tej jednej replice, i też byłoby tego nie dość, skoro umysłowe siły słabną z wiekiem, a tu winny by rosnąć nieustannie co najmniej przez sto a to i trzysta lat. Umrze więc, nim się porządnie spyta i uczciwie się dowie, czego chciał. Natomiast rezultaty praktyczne pytań stawianych powyżej bariery Tiutiquotzitoka można użytkować, i nie jest to nic nadzwyczajnego ani pierwszego na świecie, bo jak wyjaśnia rzecz nauczak TITIPIO 84931109, w swojej popularnej broszurce przeznaczonej dla szkół podstawowych, jedząc placek z żytniej mąki, nie trzeba znać ani historii powstania żyta i sposobów jego uprawy, ani teorii z praktyką piekarnictwa, tylko wbija się zęby w placek i już. Tak więc nauka pogrążyła się w ciężkiej żałobie po samej sobie, co zresztą nie obeszło specjalnie społeczności luzańskiej, bo choć zawdzięczała nauce rozkwit cywilizacyjny, miała ten rozkwit uczonym coraz bardziej za złe, więc i samej nauki dość, a teraz dzięki Bogu wyglądało na to, że nikt nie będzie już mógł wynosić się nad innych wiedzą jako docent habilitowany, co wielce kontentowało demokratycznie nastrojonych szarych obywateli."

Co zresztą pokazuje, że bystry - gdy połączone - wielce są zmyślne, a tylko, jak by rzekł Rohan, apsychiczne*.

(Wzmianka o latach stu kilkudziesięciu i w/w samobójstwa rzecz by chronologicznie umiejscawiały u zarania zbystrowania, co warto odnotować.)


Taki zanik człaczej Nauki przy jednoczesnym przejęciu inicjatywy w myśleniu przez układy bystrów powinien zresztą (o ile człaki nie są bardziej racjonalne od człeków, a na to nie wygląda) prowadzić w okolice, które opisał ulubieniec HALa - Dukaj (czyli powrotu wynikłego z poznawczej bezsilności zabobonu). Oto ichni odpowiednik ektoka wróży swojemu nieektokowanemu wnukowi - na jego prośbę - z ruchów pozaludzkiej aktywności na Księżycu:

"- Umiesz wróżyć?
- Różnie mówią.
- Powróż, powróż!
- Dobra pełnia. Burza na Marę Imbrium, nie wróżę o pieniądzach. Co chcesz wiedzieć?
- Ojej. Nie wiem. Czy Daniel się ożeni.
- O tobie, o tobie; nie przepowiadam o nieobecnych, Księżyc musi patrzeć ci w twarz.
- No dobrze. Kiedy ja umrę?
- A skąd ci to...
- No, dziadku. Proooszę!
- Fakt, głupie pytanie. Mhm, jak mam ci powróżyć, to nie patrz na mnie, patrz na niego.
Patrzę.
- Dobrze. Powiedz kiedy.
- Teraz.
- No?
- Nie powinienem. Idź spać.
- Dziaaaadku...Ale jego już nie było.
I długi czas sądziłem, iż przyczyną tej jego raptownej irytacji był fakt, iż zobaczył wówczas w ruchu szybkich wiatrów Księżyca, jak niewiele życia mi pozostało; że śmierć moją z nich odczytał, tragiczną a przedwczesną. Tak sądziłem przez lata. A przecie kto wróżył? - duch, duch."


"Extensa"

A tu widzimy próbę obrony tych praktyk (połączoną z podaniem ich teoretycznych podwalin) w dialogu w/w - już dorosłego - wnuka (który jakoś nie umarł ;D) z człekiem hobbystycznie parającym się nauką (ze świadomością daremności tegoż wysiłku; przyczyny identyczne co w "Wizji...") w tamtejszym świecie:

"A te burze lunarne, żółte, czerwone i błękitne wiry atmosferyczne, konstelacje chmur - ruch wielki, przez swą wielkość prawie nieruchomy w spojrzeniu tak odległym... Aż podparłem się ręką o zimną posadzkę, straciwszy równowagę na foteliku, pchnięty naraz mocniej przez księżycową wichurę.
Mistrz Bartłomiej wodził kościstym palcem po ich kształtach na ekranie.
- Ten tutaj... kompleks cały... miesiąc już tak. Od bieguna idzie, pożarł front południowy. Niektóre równania... Jak to zeszłej nocy: problemy pozaobliczalne, gdy wyrwą się na wolność... Zobacz wewnątrz krateru, jak się zawijają... Na Księżycu nie znają żadnych Przymierzy. Tylko zjadają się wzajemnie, burza burzę. I potem wróżbita widzi takie kwiaty chaosu...
- Piękne.
- Zabobony.
- Nieprawdziwe? Te korelacje. Daj trochę w lewo.
- Jakie korelacje? Związki zawsze istnieją, takie czy inne człowiek znajdzie. Ale przyczyna i skutek?
- Nie wiem. Przecież widzimy, więc wpływają na nas. A skąd wiesz, co naprawdę znaczy ten sztorm? Bo coś znaczy.
- Ale nie dla nas, kochany, nie dla nas. Zresztą, jak to sobie wyobrażasz? Ze nie mają nic lepszego do roboty, tylko modelować Ziemię? Model, który by oddawał oryginał ze stuprocentową wiernością, musiałby być idealną jego kopią.
- Nie musisz modelować całości, by przewidzieć zmiany niektórych aspektów, bo ja wiem, części niezależnych...
- Kto cię uczył, chłopcze? Wasz pastor?"


ibid.

(Nawiasem: warto odnotować, ze podział ludzkości z "Extensy", o czym zresztą wspominałem, przypomina zarówno ten z "Wizji..." - którym zapewne był inspirowany - jak i ten z "Perfekcyjnej...". Po jednej stronie mamy tych, którzy postawili na zmiany - zwanych Onymi lub duchami - są to jakby ektoki zespolone w nanocean rozlewający się na kolejne ciała Układu i zajmujący inżynierią na niepojętą skalę. Po drugiej - odpowiednik mieszkańców kurdli żyjący, dzięki łaskawej tolerancji tych pierwszych, w rustykalnych warunkach, wśród kulturowo przyjętych technologicznych limitów. Dodać trzeba, że drudzy mogą w każdej chwili dobrowolnie przejść na przeciwną stronę.)


* inna sprawa, że apsychiczność nie wyklucza do końca formy bezosobowego "spisku" (tj. czegoś co na wyjściu podobne da efekty, niekoniecznie zresztą złowróżbne):

"- /.../ Możemy stwierdzić, że to raczej same Maszyny robią zamęt - oczywiście w sposób bardzo łagodny - aby utrącić tych kilku, którzy uważają, że Maszyny działają na szkodę całej ludzkości. To dlatego właśnie Vrasayana utracił swą fabrykę i dostał inną pracę, w której nie będzie już zagrażał nikomu. Jemu samemu także nie stała się żadna krzywda, być może za wyjątkiem zranionej dumy, ale nie cierpi na brak środków do życia. Maszyny mogą w minimalnym stopniu skrzywdzić człowieka, ale tylko wtedy, gdy chodzi o bezpieczeństwo całej ludzkości. Consolidated Cinnabar traci kontrolę nad Almadeną. Villafranca nie jest już inżynierem odpowiedzialnym za prace przy ważnym projekcie. A dyrektorzy World Steel coraz bardziej tracą wpływy w przemyśle - lub stracą.
- Ależ nie wiesz tego na pewno - upierał się Byerley. - Jak możemy opierać swe działania na tak kruchej podstawie?
- Po prostu musisz. Pamiętasz to stwierdzenie Maszyny po przedstawieniu jej całego problemu? Stwierdziła wtedy: "Sprawa nie wymaga żadnego wyjaśnienia". Maszyna nie powiedziała, że nie ma żadnego wyjaśnienia, lub że nie może podać takiego wyjaśnienia. Ona nie chciała podać wyjaśnienia. Innymi słowy: byłoby bardzo szkodliwe dla całej ludzkości, gdyby znała prawdziwe wyjaśnienie - a więc możemy tylko zgadywać.
- Ale jak coś takiego może nam zaszkodzić? Zakładając, że masz rację, Susan.
- Jeżeli mam rację, Stephen, znaczy to, że Maszyny przygotowują dla nas przyszłość nie za pośrednictwem bezpośrednich odpowiedzi na bezpośrednie pytania, ale na podstawie sytuacji światowej i znajomości psychiki ludzkiej. Gdyby fakt ten stał się powszechnie znany, mógłby nas unieszczęśliwić; wywołać poczucie rezygnacji, urazić naszą dumę. A Maszynom nigdy, w żadnym wypadku, nie wolno unieszczęśliwiać ludzkości.
- Stephen, skąd my właściwie wiemy, co jest dla ludzkości naprawdę dobre? Przecież nie mamy do naszej dyspozycji tych wszystkich danych, jakie mają Maszyny. Być może nasza stechnicyzowana cywilizacja stworzy w efekcie więcej nieszczęść i bólu niż udało jej się usunąć. Być może cywilizacja o charakterze rolniczym, przy mniejszej liczbie ludności i o wiele mniej zaborcza w charakterze, będzie czymś dużo lepszym? Jeżeli tak, to Maszyny muszą działać w tym kierunku raczej nie mówiąc nam o tym, ponieważ we własnym, pełnym ignorancji zaślepieniu dobre jest dla nas tylko to, co znamy i do czego jesteśmy przyzwyczajeni - i moglibyśmy walczyć z tymi zmianami. A może odpowiedzią jest całkowita urbanizacja, może społeczeństwo kompletnie pozbawione kast, a może pełna anarchia? Tego nie wiemy. Tylko Maszyny wiedzą na pewno. I one tam właśnie dążą zabierając nas ze sobą.
- Z tego wynika, Susan, że jednak "Społeczeństwo dla Ludzkości" miało rację - rodzaj ludzki rzeczywiście stracił swą własną drogę ku przyszłości.
- Tak naprawdę to nigdy jej nie miał. Zawsze na tej drodze stały jakieś ekonomiczne lub socjologiczne siły, których nie potrafiliśmy zrozumieć. Kaprysy nastrojów lub ślepe losy wojen.
W tej chwili Maszyny są już ponad to i nikt nie może ich zatrzymać. Nawet "Społeczeństwo dla Ludzkości". Maszyny mogą z tymi siłami walczyć, mając do wyłącznej dyspozycji swą największą broń - absolutną kontrolę nad naszą ekonomią.
- To przerażające!
- A może właśnie wspaniałe? Pomyśl, że w końcu konflikty stały się jednak do uniknięcia. Tylko Maszyny od tej pory pozostają nieuniknione!"


Asimov, "Konflikt do uniknięcia"
(w "Ja, robot")

Co zresztą współgra jakoś z "Astronautami":

"Profesor Arseniew przypuszcza, że to maszyny posyłały mieszkańców Wenery do walki. Nie jest to zupełnie pewne, ale załóżmy, że tak było. Czy to nie maszyna posyłała ludzi na wojnę — szalona, chaotycznie działająca maszyna ustroju społecznego, kapitalizmu? Czy możemy wiedzieć, ilu Beethovenów, Mozartów, Newtonów zginęło pod jej ślepymi ciosami, nie dojrzawszy do stworzenia nieśmiertelnych dzieł?"
« Ostatnia zmiana: Listopad 04, 2013, 06:33:16 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

HAL 9000

  • Full Member
  • ****
  • Wiadomości: 158
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #203 dnia: Listopad 05, 2013, 09:13:11 am »
@Stanisław Remuszko
Jeśli chodzi o "absolutną nierealność" ubezwłasnowolnienia - to nie pozostaje mi nic innego jak uznać Pana za niepoprawnego optymistę ;)
Moje zdanie na ten temat jest nieco inne niż "absolutna nierealność", bliższe zdaniu Lema. Mam wrażenie, że jeśli chodzi o futurologię, to częściej rację mieli pesymiści, niestety.

@Q
Ale ja staram się nie antropomorfizować bystrów, tylko Człaki, co jest chyba zgodne z zamysłem Mistrza :) Pogłoski o moim rzekomym defekcie dementuję Mary... had... a... little...
Ta ewolucja bystrów właśnie budzi moje obawy. Z jednej strony jest niezbędna, ale z drugiej - praktyczny brak nadzoru* grozi tym, że bystry zgubią gdzieś po drodze imperatyw chronienia życia ludzkiego. Moim zdaniem Człaki igrają z ogniem.
Nie podoba mi się pomysł zastąpienia eksperymentów naukowych symulacjami. Symulacja zawsze jest oparta o znane nam prawa i zjawiska (co nie znaczy, że nie można odkryć nowych za jej pomocą), a co jeśli w danym przypadku w grę wchodzą takie nieznane prawa? Dla mnie ograniczenie się do symulacji to rodzaj scholastyki.

*duet Hedo & Inhi jest tu bezsilny ze względu na swoje ludzkie ograniczenia umysłowe. Nawet jeśli zostali zektokowani - to i tak nie są w stanie ogarnąć swoimi umysłami bystrosfery. Tutaj potrzebni byliby postludzie, tacy jak w "Perfekcyjnej".

Stanisław Remuszko

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 7729
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #204 dnia: Listopad 05, 2013, 09:36:29 am »
@ H9
Chcialbym się upewnić: czy Pan wziął pod uwagę ten fragment mojego sformułowania: świadomie i dobrowolnie?
S.R.
Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem : - )

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4447
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #205 dnia: Listopad 05, 2013, 10:26:37 am »
Cytuj
świadomie i dobrowolnie?
Świadomie i dobrowolnie wsuwasz trzecią porcję golonki/frytek/sojowych jak schabowe....
A potem, już nieświadomie, a zwłaszcza niedobrowolnie, boli brzuch.
Jeno, nic już na to.
No, renigast. ;)
« Ostatnia zmiana: Listopad 05, 2013, 10:28:24 am wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Stanisław Remuszko

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 7729
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #206 dnia: Listopad 05, 2013, 10:36:53 am »
To jest zgrabna riposta, lecz merytorycznie (logicznie i w realu) raczej słaba. Ale dla takich jak Ty dodam do tego fragmentu trzeci wyraz: świadomie, dobrowolnie i nieodwracalnie
s.
Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem : - )

HAL 9000

  • Full Member
  • ****
  • Wiadomości: 158
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #207 dnia: Listopad 05, 2013, 11:17:16 am »
@ H9
Chcialbym się upewnić: czy Pan wziął pod uwagę ten fragment mojego sformułowania: świadomie i dobrowolnie?
S.R.
Świadomie  i dobrowolnie to może i się nie zgodzą. Ale gdzie w "Wizji" jest świadomość i dobrowolność? Żeby była dobrowolność, musi być świadomość, a żeby była świadomość, musi być wiedza o konsekwencjach decyzji. A etykosfera jest zbyt skomplikowana, by móc przewidzieć konsekwencje puszczenia jej w ruch.

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4447
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #208 dnia: Listopad 05, 2013, 11:22:21 am »
Cytuj
A etykosfera jest zbyt skomplikowana,
To może już czas wziąć diabła za kopyta?
Prowokacyjnie zapytam :)
- czy Encjanin może rąbać siekierą?
Nie, nie drewno - drzewo.
Żywe drzewo.
Co z barierą?
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4535
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #209 dnia: Listopad 05, 2013, 01:10:00 pm »
dodam do tego fragmentu trzeci wyraz: świadomie, dobrowolnie i nieodwracalnie
Już trzeci raz kopiuję ten cytat:
— Naturalnie! Energii dostarcza pole nukleonowe, poszerzone grawitacyjnie. Nie można go niczym ekranować, podobnie jak nie można ekranować grawitacji. Gdybyś pan natomiast wziął cokolwiek stąd — zatoczył ręką wskazując otoczenie — na pokład swego statku, rozpadnie się to w proch, gdy statek opuści nasze stabilizujące pole.
Skoro mają jakoweś pole, które uruchomili, to mogą pewnie je wyłączyć. Uważam po prostu, że problem nie w tym miejscu.

Teraz trochę o "świadomie": wczoraj zaczęłam czytać Lema-Kandla. Tłumaczą Pamiętnik...ale dowizyjnie też pasuje...ze świadomością przesunięcia w oprawcy i ciężarze. Rzecz w niewoleniu, tworzeniu nowego rodzaju społeczeństwa - chodzi mi o zasadę tego procesu - oberwało się Orwellowi:

Muszę podkreślić, że wersja stalinizmu, jaką Orwell i jego naśladowcy upowszechnili na Zachodzie, jest fałszywą racjonalizacją. Scena istotna w 1984 to ta, gdy rzecznik władzy mówi O'Brienowi, że przyszłość to obraz ludzkiej twarzy, miażdżonej butem - wiecznie. Jest to demonizm za dziesięć groszy. Rzeczywistość była znacznie gorsza, dlatego ponieważ nie była wcale tak wybornie konsekwentna. (...)
Stąd wszystkie nonsensy Orwella, bo on założył sobie, że to właśnie wynikało z szatańskiej premedytacji. Żadnej takiej doskonałej premedytacji nie było po prostu.


Efekt zbystrowania to nie "szatańska premedytacja", świadome brnięcie w niewolenie - od początku, to (tu różnica) konsekwentne realizowanie prostego pomysłu...na który prawie każdy by przystał: ochrony życia.
[ liv - czy drzewo? Nie jestem pewna, ale chyba tak - byle siebie przy tym nie pociął;) ]
Wg mnie problem w rachunku - powiedzmy: rachunku społecznym - do czego mają wrócić? Co się bardziej opłaca? Brnąć w nieznane, ale bezpieczne (większość pasie się spokojnie), czy wyłączyć bystry i wrócić do czego? Masz jakiś pomysł, St - do czego mają wrócić Encjanie - albo inaczej: jak się rozwinąć bez zawracania?:)
Co by się stało, gdyby wyłączyli pole? Od którego uzależnione są wszystkie aspekty życia.
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)