Autor Wątek: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]  (Przeczytany 107364 razy)

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10019
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #60 dnia: Maj 03, 2010, 01:30:30 am »
Po powtorce kilkudziesieciu stron z rozdzialu Wizja......tak, mysle ze (chociaz nie chcialabym zyc w kurdlu) mniej ograniczeni w dzialaniu sa Kurdlandczycy.Jesli czlowiek moze miec wszystko o co poprosi to tak naprawde czym jest jego zycie?Nuda.

Zgoda. Przy czym znudzenie Luzańczyków nie jest takie znów oczywiste zważywszy na to, że jest to dopiero cywilizacja planetarna (ba, obejmująca część planety), do nudy powinno być im jeszcze daleko. Zacytujmy - głośne ostatnio - "Dywany Wanga" G. Egana (fragment nie mniej głosniej "Diaspory"):

"Wciąż pytam sam siebie: dokąd pójdziemy dalej? Historia nie może wskazać nam drogi. Ewolucja także nie. Karta C-Z mówi: rozumieć i szanować wszechświat... ale w jakiej formie? Na jaką skalę? Jakimi zmysłami, z jakimi umysłami? Możemy stać się wszystkim - i ta przestrzeń możliwych przyszłości sprawia, że Galaktyka wydaje się drobiną. Czy możemy ją zbadać, nie gubiąc naszej drogi? Ludzie cieleśni snuli kiedyś fantazje o obcych przybywających, by “podbić” Ziemię, wykraść ich “bezcenne” surowce, zniszczyć ich z lęku przed “konkurencją”... Jak gdyby istotom zdolnym do takiej podróży brakło mocy czy inteligencji, aby pozbyć się przestarzałych imperatywów biologii. Podbój Galaktyki - to właśnie zrobiłaby bakteria posiadająca statki kosmiczne. Nie mając wyboru, nie widząc lepszych możliwości.
Nasza sytuacja jest zupełnie inna: nasze wybory są nieskończone. Dlatego właśnie poszukujemy obcego życia - nie tylko po to, żeby obalić teorie antrokosmologów. Szukamy obcych, którzy stanęli wobec podobnych decyzji, którzy odkryli, jak żyć, czym się stać. Chcemy zrozumieć, co znaczy zamieszkiwać wszechświat."


Do tego punktu Luzańczykom jeszcze daleko, więc skąd nuda już teraz? A, wiem - że skoczę dwa rozdziały w przód - z fiaska ektokowania. Ale czy przedstawiając to fiasko Lem nie poszedł na łatwiznę? Czy jego Luzania nie stanowi już ekspansywnej cywilizacji technicznej, raczej pewnien - tylko zatrzymany na innym etapie - "rezerwat", tak jak Kurdlandia? Czy Lem zatrzymał się tu w pół drogi przed wejściem na grząski grunt tematyki transhumanistycznej, czy też faktycznie uważal, że dalej już tylko ściana? (Kolejne pytanie: czemu Luzania pozwala trwać Kurdlandii, skoro zniszczyła Kliwię. Uzasadnienie może być tylko jedno - uważa ją za niegroźną, bo bezsilną.)

Skądinąd zwroćmy uwagę na jeszcze jedno zdanie z tego rozdziału "Wizji...":

"lecz choć rajski chleb bodzie, nikt go nie odda z dobrowoli"

To znaczy, że lepiej znosić skutki uboczne opartego na bystrach dobrobytu, niż bytować naturalnie.

Jako nowosc prowadzaca do eliminacji czlowieka.

Pytanie: dlaczego człowiek ma być czym ostatecznym? Dlaczego ewolucja (ale i autoewolucja Rozumu) nie ma pójść dalej? (Ponownie powraca przytczony cytat z Egana, ale i "GOLEM XIV".)

Chodzi mi o to zeby sie nie ockanc w zbroi cyborga

Zaraz: czemu los cyborga ma być taki zły? Przywołajmy "Spotkanie z meduzą" Clarke'a:

"Od chwili powrotu z Jowisza koszmary przestały go gnębić. W końcu odnalazł swą rolę.
Teraz wiedział, dlaczego śnił mu się superszympans z pokładu skazanej na zagładę Królowej Elżbiety. Ni to człowiek, ni zwierzę — znajdował się między dwoma światami jak on sam. On jeden mógł poruszać się bez skafandra po powierzchni Księżyca. Układ regulacji biologicznej, który znajdował się wewnątrz metalowego cylindra, jakim zastąpiono jego kruche ciało, funkcjonował równie dobrze w Kosmosie, jak i pod wodą. Dziesięciokrotnie większe od ziemskiego pole grawitacyjne stanowiło tylko niewygodę — nic więcej. A nieważkość była dlań najlepsza...
Ród ludzki coraz bardziej się oddalał, więzy pokrewieństwa słabły. Te oddychające powietrzem, podatne na radiację zlepki nietrwałych związków węgla chyba nie miały prawa przebywać poza atmosferą i powinny trzymać się swych naturalnych siedlisk — Ziemi, Księżyca, Marsa.
Pewnego dnia prawdziwymi panami Kosmosu staną się maszyny — nie ludzie — zaś on nie należał ani do jednych, ani do drugich. Świadom już własnego losu, odczuwał posępną dumę ze swej niezwykłej samotności — jako pierwsza, nieśmiertelna postać przejściowa między dwiema formami istnienia.
A jednak zostanie ambasadorem — między starym i nowym, między istotami z węgla a istotami z metalu, które pewnego dnia zajmą ich miejsce."
« Ostatnia zmiana: Maj 03, 2010, 01:35:24 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10019
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #61 dnia: Maj 03, 2010, 01:31:05 am »
bo jak powiadal Lem zawrocic cywilizacje w biegu jest niemozliwym;)

Nie mowie o zatrzymywaniu postepu w ogole tylko o przewidywaniu konsekwencji....ktore to moga byc malo zbiezne z poczatkowym optymizmem.Hipokryzja?Czy zdrowy rozsadek?;)

Zgoda, tylko skoro postępu nie da się powstrzymać, to opozycja Kurdlandia-Luzania (postrzegana jako opozycja postaw anty-/protechnologicznej) nie ma sensu. Model luzański zawsze wygra przy odpowiednio długim czasie istnienia cywilizacji. Weźmy taką "Diunę" - tam technologie zabronione religijnymi zakazami i tak "kuchennymi drzwiami" wracają (np. zamiast SI mamy mentatów*). No chyba, że uznamy Luzanię za lokalną aberrację, a inne cywilizacje doszedłszy do tego samego poziomu technologii umialy poslugiwać się nimi lepiej?

Zresztą cywilizacji luzańskiej przyjrzymy się przy okazji lektury następnych rozdziałów.


* cytacik:

"był mentatem, dysponował intelektem, którego zdolności przyćmiewały możliwości mechanicznych komputerów używanych przez starożytnych, zanim zakazała tego religia."

(zauważ: nowa technologia okazuje się - wbrew pozorom - potężniejsza od zakazanej)
« Ostatnia zmiana: Maj 03, 2010, 01:42:46 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4654
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #62 dnia: Maj 04, 2010, 12:27:14 am »
Cytuj
Przy czym znudzenie Luzańczyków nie jest takie znów oczywiste zważywszy na to, że jest to dopiero cywilizacja planetarna (ba, obejmująca część planety), do nudy powinno być im jeszcze daleko
Nuda nie tylko z fiaska ektokowania ale i z braku pracy (o czym tez w ksiazce)...bezrobocia ktore zabija chec zycia.sa ludzie ktorym nie spieszno do gwiazd- wola zycie tu i teraz.

Cytuj
Ale czy przedstawiając to fiasko Lem nie poszedł na łatwiznę?

Nie sadze ze latwizna...w innym watku o strachu przed smiercia (tez sie boje:wlasciwie nie smierci tylko nieistnienia)...ale z drugiej strony wieczne istnienie?Tu i teraz.Chociaz ludzie generalnie tak zyja jakby mieli zyc zawsze to mysl o wiecznym bytowaniu nie jest wcale taka optymistyczna oczywistoscia.
Cytuj
Kolejne pytanie: czemu Luzania pozwala trwać Kurdlandii, skoro zniszczyła Kliwię. Uzasadnienie może być tylko jedno - uważa ją za niegroźną, bo bezsilną.)
Dla porownan?Jako ucieczke?W przeciwnym razie cala Encja musialaby byc zbystrowana.Nieodwolalnie.

Cytuj
Pytanie: dlaczego człowiek ma być czym ostatecznym? Dlaczego ewolucja (ale i autoewolucja Rozumu) nie ma pójść dalej? (Ponownie powraca przytczony cytat z Egana, ale i "GOLEM XIV".)

To ze jakis gatunek ewoluuje (nawet sztucznie wspomagany) ale z zachowaniem wlasnej swiadomosci ma oczywiscie sens i jest nieuniknione ale skonstruowanie technologii  która zajmie miejsce tegoz gatunku  (pozbawiajac go swiadomosci i ciaglosci istnienia) w imie  rozwoju jest dla mnie bez sensu.To jak popelnienie samobojstwa. Co mi po technologii ktora mnie zabije? Nie ulepszy, poprawi wadliwie dzialajace zmysly, uratuje/przedluzy zycie itd. ale po prostu zajmie moje miejsce?Bo bystry czynia Cie bezwolnym.
Byc moze wlasnie sęk w tym:
Cytuj
No chyba, że uznamy Luzanię za lokalną aberrację, a inne cywilizacje doszedłszy do tego samego poziomu technologii umialy poslugiwać się nimi lepiej?

W umiejetnosci poslugiwania sie zdobyczami nauki.

Wiecej juz nie bronie zachowania gatunku bo czasem sama chetnie znakomita wiekszosc tego zakulabym w eleganckie zbroje i zezlomowala;)





Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4654
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #63 dnia: Maj 04, 2010, 04:18:10 pm »
Jeszcze mnie tak cos gniecie w tym temacie;)
From liv:
Cytuj
sięgnąłem do posłowia prof. Jarzębskiego (ale po 100 stronach dopiero). Trochę mi się rozjaśniło, jednym mnie wkurzył (skojarzenie bystrów etykosferalnych z Golemem XIV „zdecentalizowanym” miało być moje Tongue).
Ja dalej, twardo nie czytam poslowia;)...niemniej z tego co Ty napisales i Q o powiazaniach Golema z bystrami (moze Wy napiszecie o podobienstwach a ja o roznicach bo mnie minusy przeslaniaja plusy;)): wg mnie zasadnicza roznica sprowadza sie do tej:Golem nie wyewoluowal kosztem zadnego zywego gatunku - chociaz ludzie przez budowe komputerow dali mu impuls do powstania, ponadto Golema nie interesujemy, zniza sie do naszego poziomu itd.Z bystrami odwrotnie: biora ciala  (niczym proustowy czas;))  i umysly w posiadanie.I przed tak pojmowanym rozwinietym Rozmumem/technologia sie burze/buntuje.
Istniej tez mozliwosc ze calkiem czegos nie rozumiem wiec prosze objasnic nieswiadoma niewiaste w ktorym miejscu zaniewidziala;)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4620
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #64 dnia: Maj 04, 2010, 06:45:53 pm »
No, ja sobie czytam wszystko, co tu piszecie.
Jestem pod dużym wrażeniem trafnych uwag Oli i erudycyjnych odpowiedzi Q. Tak, że przypomina mi to trochę spór wiadomych dyskutersantów (bo na nim trochę się zawiesiłem) o mądrości i inteligencji. Np, w/g Russella "inteligencja to siła przebicia problemów(:)mądrość to sam wybór problemów).
Co ciekawe, wszyscy "ziemscy" krytykują etykosferę, co prawda z różną mocą.

W temacie Golema zaś...
Cytuj
wg mnie zasadnicza roznica sprowadza sie do tej:Golem nie wyewoluowal kosztem zadnego zywego gatunku - chociaz ludzie przez budowe komputerow dali mu impuls do powstania, ponadto Golema nie interesujemy, zniza sie do naszego poziomu itd.
Parę skutecznych zamachów na bladawców, to jednak Golem zaliczył ;). Opozycja antybystrowa i antygolemowa są w podobnej sytuacji, tzn. beznadziejnej.
Jak pamiętam, Golem także był zadaniowany na ludzkie cele, lecz się samodzielnie odzadaniował. Widać bystry jeszcze młodziutkie na tym tle.
Podobnie jak Q ,zadziwiło mnie uchowanie się Kurdlandii. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to rezerwat, lub ekskluzywny ośrodek wczasowy, by luzańczycy mieli się gdzie wyluzować od tego szczęścia. :)
Acha ,jeszcze to:
Cytuj
skonstruowanie technologii  która zajmie miejsce tegoz gatunku  (pozbawiajac go swiadomosci i ciaglosci istnienia) w imie  rozwoju jest dla mnie bez sensu.
Dla mnie też.

Łedit:
Tak mnie jeszcze nurtuje ziemskie źródło cywilizacji encjańskich.
 Co do Kurdlandii sprawa w miarę prosta. Posiadanie w historii epizodu z "bandą czworga", jednoznacznie wskazuje na Chiny. Wygnanie na prowincję (w kurdle) i hasło życia "bez tworów cywilizacji", kieruje na Kambodżę Pol Pota. Z kolei państwochody ,jak słusznie zauważył pan Stanisław, wypisz, wymaluj siewiernaja Korea.  
A Luzania?
W tej rozwiniętej cywilizacji technologicznej (mniejsza USA, czy Japonia), brakuje mi opisu zajęć prostych luzakow - życia codziennego. Wszak dla mniej rozwiniętych, jest to esencja istnienia. Pokonywanie trudności, walka o byt, to główne źródło radości i trosk.
Czym żyją istoty pozbawione wszelkich życiowych wyzwań? Rozwijają naukę i kulturę? Wszyscy?
Wszak, obok wybitnych, są też zapewne przeciętniacy i matołki. Część pewnie siedzi w rozbudowanej, acz niepotrzebnej, biurokracji, część spiskuje.
Ale czym żyje większość z gaussowskiej górki?

« Ostatnia zmiana: Maj 05, 2010, 01:33:25 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4654
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #65 dnia: Maj 06, 2010, 12:33:01 am »
Cytuj
Czym żyją istoty pozbawione wszelkich życiowych wyzwań? Rozwijają naukę i kulturę? Wszyscy?
Wszak, obok wybitnych, są też zapewne przeciętniacy i matołki.
Bingo.Wlasnie stad pisalam o nudzie i bezrobociu... trzeba uszczknac kawalek rozdzialu Pierwszy Inhibitor;)Socjomaty, wyszalnie, przebieranie w dobrach wszelakich to tresc zycia (Encjan?;))...doczytam i wyciagne stoswne-nie- stosowne wnioski;)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10019
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #66 dnia: Maj 06, 2010, 02:50:33 pm »
Nuda nie tylko z fiaska ektokowania ale i z braku pracy (o czym tez w ksiazce)...bezrobocia ktore zabija chec zycia.sa ludzie ktorym nie spieszno do gwiazd- wola zycie tu i teraz.

Zgoda. Przy czym:
1. bezrobocie luzańskie to nie bieda - to niebywałe luksusy (nb. ta część XIXwiecznego ziemskeigo ziemiaństwa, której nie chciało się zajmować własnym majątkiem też była "bezrobotna", a mimo to znajdowała sobie jakieś rozrywki).
2. Pędu ku gwiazdom nie traktuję w tym kontekście jako wzniosłej misji, a raczej jako remedium na nudę. Swoisty sport ekstremalny ;).

Nie sadze ze latwizna...w innym watku o strachu przed smiercia (tez sie boje:wlasciwie nie smierci tylko nieistnienia)...ale z drugiej strony wieczne istnienie?Tu i teraz.Chociaz ludzie generalnie tak zyja jakby mieli zyc zawsze to mysl o wiecznym bytowaniu nie jest wcale taka optymistyczna oczywistoscia.

Zgoda, ale czy nie sądzisz, że nuda dopadłaby tych - potencjalnie - nieśmiertelnych jednak trochę później? I - nad tym zresztą skupię się za dwa rodziały - że psychologiczne skutki ektokowania zostały przesadzone?

W przeciwnym razie cala Encja musialaby byc zbystrowana.Nieodwolalnie.

Mnie dziwi raczej że Luzańczycy nie wzięli się za bystrowanie wszystkiego dookoła w całym swoim układzie. Ludzie by tak raczej postąpili. Moze człakom ewolucja nie wpisała w geny programu ekspansji?

Zabawne zresztą, że jeśli chodzi o konsekwencje użycia nanotechnologii Mistrz jest z jednej strony prekursorski i w przedstawianu pewnych konsekwencji tego stanu idzie najdalej. Z drugiej jednak cechuje się pewną zachowawczością. Czemu ektok zachowuje głównie funkcje, które miał za biologicznego zycia, zamiat ewoluować dalej? Czemu nie użyje sie bystrów do wybudowania gotowych luksusowych baz na sąsiednich planetach. (Metodą +/- jak w tym cytacie ze Stephensona, który rzuciłem).

To ze jakis gatunek ewoluuje (nawet sztucznie wspomagany) ale z zachowaniem wlasnej swiadomosci ma oczywiscie sens i jest nieuniknione ale skonstruowanie technologii  która zajmie miejsce tegoz gatunku  (pozbawiajac go swiadomosci i ciaglosci istnienia) w imie  rozwoju jest dla mnie bez sensu.To jak popelnienie samobojstwa. Co mi po technologii ktora mnie zabije? Nie ulepszy, poprawi wadliwie dzialajace zmysly, uratuje/przedluzy zycie itd. ale po prostu zajmie moje miejsce?Bo bystry czynia Cie bezwolnym.

Zaraz. To niecałkiem tak. Bystry czytnią mnie bezwolnym w zakresie czynnego krzywdzenia innych, natomiast znacząco zwiększają możliwości oddziaływania na świat nieożywiony (z naszej obecnej skali prawie w nieskończonosć). I dlatego właśnie wydaje mi się, że Lem zatrzymał się w pół drogi, bo mógł przedstawić np. osobowosci żyjące - jako "programy" bytujące w "morzu" bystrów i manifestujące się konkretniej zależnie od potrzeby. Tak to wygląda u Dukaja (koegzystują tam tradycyjni ludzie np. Judas McPherson i ludzie-w-maszyny-przerobieni/SI - ta różnica się zatarła - np. dwójka rozmawiająca nia przyjeciu):

  "Czarny frak, czarne lakierki, czarne okulary, kamizelka jak ocean o zmierzchu — schodząc z tarasu na trawnik pełen gości weselnych, Judas uśmiechał się promiennie.
   Phoebe Maximillian de la Roche przyglądału się temu uśmiechowi przez pryzmat czerwonego Pesque, rocznik 2378, obracającego się w kryształowym pucharze w rytm delikatnych zakolebań jenu dłoni. Kryształ był cięty w herb McPhersonów: zakazanego smoka zwiniętego dwukrotnie dokoła wielkiego brylantu. Wino nadawało herbowi właściwą barwę, czerwień omal tak głęboką, jak na tych chorągwiach. Wszystkie kielichy weselnej zastawy były cięte podług owego wzoru.
   Phoebe zerknęłu na cesarskiego mandaryna. Stał on w grupce roześmianych dyskutantów dwa namioty dalej. Mongoloidalna twarz niskiego mężczyzny pozostawała jak zwykle nieruchoma, pusta: Cesarz nie reagował ani na ten śmiech, ani na smoka, którym McPherson od wieków bezczelnie łamie Umowę Fundacyjną.
   Cesarz w ogóle na niewiele reaguje, pomyślału phoebe. Uśmiechnięty McPherson wymieniał uwagi z zaaferowanym zięciem. Śmiej się, śmiej, człowieku.
   Maximillian śledziłu ich wzrokiem przez wino, przez smoka, przez kryształ. Zagęściłu się teraz na Plateau omal punktowo, porzuciwszy inne swoje manifestacje; manifestowału się tylko w Farstone. To przyjęcie jest nazbyt ważne, tu ważą się losy Progresu. Umrzesz, Judas, umrzesz śmiercią ostateczną.
   De la Roche nie przesuwalu się też po Plateau, nie wysyłału sensynów na Pola Gnosis i McPhersona, bo wiedzialu, że potem, w ramach śledztwa, Cesarz sprawdzi najdrobniejsze drgnięcia błony. Czekału więc cierpliwie, mrużyłu oczy od słońca, piłu Pesque i odklaniału się uprzejmie gościom.
   —  Powiększa się klan McPhersonów.
   De la Roche obejrzalu się i rozpoznału manifestację Tutenchamonu, otwartej niepodległej inkluzji starego obrządku: czarnowłosa, czarnooka dziewczyna w jedwabnym sari, z mnóstwem złotych bransolet na przedramionach, ze szmaragdowym słońcem w lewym nozdrzu, boso.
« Ostatnia zmiana: Maj 06, 2010, 04:40:39 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10019
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #67 dnia: Maj 06, 2010, 02:51:35 pm »
(cd. od połowy cytatu)

 —  Oby była płodna i urodziła mu wiele dzieci — rzekłu Masimillian, chyląc głowę.
  — Tak, nie wątpię, że niczego innego im nie życzysz — uśmiechnęła się zza wachlarza dziewczyna.
  — Och, potrafię przecież oddzielić politykę od życia osobistego.
  — Życia osobistego, phoebe? Ty masz jakieś życie osobiste?
  — Mówiłum o ich życiu, osca.
  Roześmieli się obydwoje. De la Roche nie spuszczału oczu z twarzy prymarnej manifestacji inkluzji. Co ośmieli się onu okazać? Czy da jakiś znak? Co wie, a o czym marzy?
  Z inkluzjami nigdy nic nie wiadomo. Można próbować się domyślać, ale jakie to wyobrażenia motywów przechodzącego nad nią człowieka wypracuje w sobie mrówka? Symulacje Tutenchamonowego frenu rozrastały się na Polach de la Roche'u w postępie geometrycznym, chłonąc każdą informację o zachowaniu manifestacji inkluzji. Ponieważ jednak była to właśnie inkluzja —
  U granic phoebe'u błysnął na Cesarskim Trakcie laufer protokołu. De la Roche wpuściłu go. Laufer przyniósł zaproszenie od Tutenchamonu do Ogrodów Cesarskich. De la Roche potwierdziłu i rozwinęłu drugi zestaw zmysłów — drugie perceptorium — i sprzężoną z nim drugą manifestację, równie bezmaterialną, co cała Artificial Reality Ogrodów.
  AR-owe Ogrody Cesarskie podle Umowy Fundacyjnej stanowiły część Ziem Cesarskich i — podobnie jak sam Dom, Trakty oraz Wyspy Dzierżawne — zostały na trwałe wytrawione w Plateau. Obowiązywał tu protokół luźniejszy od protokołu Pierwszej Tradycji, jednak inkluzja taktownie zamanifestowała się identyczną postacią, co na weselu McPherson.
  - Plateau śpiewa ostatnio o dziwnych rzeczach - mruknęłu Tutenchamon, unosząc wzrok ku płaskiej ciemności bezwymiarowego nieba.
  Położenie jenu rąk względem tułowia, dystyngowany gest wachlarzem — wszystko mieściło się w bezpiecznym białym szumie komunikacji pozawerbalnej. De la Roche przykrywału się identycznymi sterownikami behawioru i nie spodziewalu się zerwania konwencji ze strony inkluzji hołdującej najstarszym tradycjom. Inkluzje mniej konserwatywne, zamiast zapraszać phoebe'u do Ogrodów pod protokołem HS, dokonałyby po prostu osmozy informacyjnej. Poza pierwszą tercją jest to sposób najbardziej naturalny; rozmowa natomiast — to męczący, powolny rytuał.
  Lecz Tutenchamon nawet teraz kultywuje człowieczeństwo, jeszcze jeden niewolnik Cywilizacji. To wszystko musi się zawalić, prędzej czy później. Inteligencja niespętana zawsze w końcu wygra z inteligencją spętaną."

"Prefekcyjna..", oczywiscie

Byc moze wlasnie sęk w tym:
Cytuj
No chyba, że uznamy Luzanię za lokalną aberrację, a inne cywilizacje doszedłszy do tego samego poziomu technologii umialy poslugiwać się nimi lepiej?

W umiejetnosci poslugiwania sie zdobyczami nauki.

Ano. Człaki zdają się być znacznie bardziej zachowawcze od ludzi i nastawione nie tyle na postęp, ile na utrzymywanie status quo.

(Pytanie nia ile to maja w naturze, a na ile to reakcja na nie tak dawne jeszcze wydarzenia gdy ich rzeczywistość społeczna zderzała się boleśnie z nową technologią.)

niemniej z tego co Ty napisales i Q o powiazaniach Golema z bystrami (moze Wy napiszecie o podobienstwach a ja o roznicach

Podobieństwo jest banalne: być może dalszym krokiem ewolucji po rozumie biologicznym jest Rozum maszynowy. Wsio ;).
« Ostatnia zmiana: Maj 06, 2010, 04:37:46 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10019
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #68 dnia: Maj 06, 2010, 03:17:05 pm »
W tej rozwiniętej cywilizacji technologicznej (mniejsza USA, czy Japonia), brakuje mi opisu zajęć prostych luzakow - życia codziennego. Wszak dla mniej rozwiniętych, jest to esencja istnienia. Pokonywanie trudności, walka o byt, to główne źródło radości i trosk.
Czym żyją istoty pozbawione wszelkich życiowych wyzwań? Rozwijają naukę i kulturę? Wszyscy?
Wszak, obok wybitnych, są też zapewne przeciętniacy i matołki. Część pewnie siedzi w rozbudowanej, acz niepotrzebnej, biurokracji, część spiskuje.
Ale czym żyje większość z gaussowskiej górki?

Ha! Doskonałe pytanie. Tak doskonałe, że celowo odpowiadam na nie osobnym postem. Tym istotniejsze, że i naszej cywilizacji może dotyczyć już niedługo (i to jeszcze zanim nastanie ewentualne nano-era) jak się produkcja (co wieszczy Cetarian) bardziej zautomatyzuje. Część pewnie faktycznie wykonuje absurdalną pracę subiektywnie myśląc, że ona ważna (może nawet podejmują na tym tle - żałosną z zewnątrz - rywalizaję o istotne już tylko dla nich "zaszczyty"?). Część pewnie bytuje biernie z dnia na dzień (Fedrynand Kiepski w pałacu a'la Blake Carrington - tak mi się to kojarzy). Inni znów pewnie pławią się w płytkim hedonizmie i "szukaniu doznań" (zauważ, że i dziś taka postawa widoczna jest coraz częściej) i są coraz bardziej sfustrowani, że w sumie nic im to nie daje).

Połącz cechy współczesnych długotrwale bezrobotnych i wszelkich odmian próżniaczej dworskiej arystokracji, a sądzę, że będziesz blisko odpowiedzi.

Edit:
Pewne wrażenie - bardziej co do stylu, niż technicznych szegółów takiego bytowania może chyba też dać ten (jak pewnie zauważysz, nawiazujący żartem i do Nabokova, i do prozy rosyjskiej XIX wieku)  cytat z "Ilionu" Dana Simmonsa:

  "Daeman zmaterializował się nieopodal domu Ady. Zamrugał gapowato. Niebo było bezchmurne, zachodzące słońce płonęło czerwienią wśród drzew na grani, rozświetlając obracające się na kobaltowym firmamencie pierścienie B i R. Daeman miał prawo być zdezorientowany: tutaj dzień się kończył, a jeszcze przed sekundą, zanim wyfaksował się z przyjęcia w Ułanbacie, na którym Tobi świętował drugą dwudziestkę, był ranek. Minęły całe lata od jego ostatnich odwiedzin u Ady, a poza domami przyjaciół, których odwiedzał regularnie – Sedmana w Paryżu, Ono w Bellinbadzie, Risir na urwiskach Chomu – nigdy nie wiedział, w jakiej strefie czasowej i na którym kontynencie wyląduje. Chociaż z drugiej strony... I tak nie znał nazw kontynentów, nie miał pojęcia o ich położeniu, nie wiedział, co to geografia i strefy czasowe – nie przejmował się więc swoją niewiedzą.
   Mimo wszystko czuł się zagubiony. Stracił cały dzień... A może zyskał? Jednego był pewien: powietrze miało tu inny aromat: bogatszy, bardziej dziki, bardziej wilgotny.
   Rozejrzał się. Stał na środku platformy faksowej. Permabetonowy krąg otaczały ozdobne żelazne kolumny, podtrzymujące – niczym w pergoli – kratownicę z żółtego kryształu. Pośrodku znajdował się obowiązkowy obelisk z symbolem, którego Daeman nie umiał odcyfrować. W całej dolinie nie było żadnej innej budowli – tylko trawa, drzewa, strumień w oddali i powoli obracające się pierścienie na niebie, przywodzące na myśl mechanizm jakiegoś olbrzymiego żyroskopu.
   Wieczór był ciepły, powietrze – inaczej niż w Ułanbacie – przesycone wilgocią. Platforma znajdowała się na środku łąki okolonej wianuszkiem niskich wzgórz. Pięć metrów od niej czekał stareńki, dwuosobowy, jednokołowy kabriolet. Nad kozłem unosił się równie wiekowy służek, a między drewnianymi hołoblami stał wojniks. Daeman wracał do Ardis po dziesięcioletniej z górą nieobecności, ale szybko przypomniał sobie związane z taką wizytą barbarzyńskie niewygody. Jak można było nie mieć faksowęzła w domu?
   – Daeman Uhr? – zapytał służek, chociaż musiał wiedzieć, kogo ma przed sobą.
   Daeman chrząknął i pokazał mu sfatygowaną walizkę. Maleńki służek podfrunął bliżej, chwycił bagaż gościa w opatrzone poduszeczkami szczypce i załadował pod płócienną budę. Daeman wsiadł do pojazdu.
   – Czekamy jeszcze na kogoś?
   – Pan jest ostatni.
   Służek zabuczał, zajął miejsce w półkolistej niszy woźnicy i cmoknął na wojniksa, który chwycił hołoble i ruszył truchtem w stronę zachodzącego słońca. Na żwirowej drodze spod zardzewiałych odnóży wojniksa i jedynego koła pojazdu unosiło się niewiele kurzu.
   Daeman rozsiadł się na pokrytej zieloną skórą kanapie, wsparł ręce na lasce i napawał się urokami przejażdżki. Nie przybył do Ady w odwiedziny bezinteresownie, lecz po to, by ją uwieść. Bo tym właśnie Daeman się zajmował: uwodził młode kobiety. I kolekcjonował motyle. Różnica wieku – Ada niedawno skończyła dwadzieścia lat, a on zbliżał się do drugiej dwudziestki – zupełnie mu nie przeszkadzała, podobnie jak fakt, że byli ciotecznym rodzeństwem. Kazirodztwo dawno już przestało być tabu. Daeman nigdy nie słyszał o dryfie genetycznym, ale gdyby nawet ktoś uświadomił mu istnienie tego problemu, zaufałby konserwatorni. W konserwatorni wszystko dawało się naprawić."


(Choć istnieje jedna fundamentalna róznica: seksualizm encjański jest diametralnie rózny od ziemskiego. A wiemy jak bliski bywa związek hedonizmu z seksualizmem.)
« Ostatnia zmiana: Maj 06, 2010, 04:41:46 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4620
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #69 dnia: Maj 06, 2010, 10:03:00 pm »
Cytuj
Połącz cechy współczesnych długotrwale bezrobotnych i wszelkich odmian próżniaczej dworskiej arystokracji, a sądzę, że będziesz blisko odpowiedzi.
Pierwsi się znieczulają, drudzy zaspokajają chucie (chucie encjan to kolejna zagadka)
Ale działa to na zasadzie kontrastu: fajnie (pijesz, zaspokajasz) -  niefajnie (kac, obwisłość).
Jak znika niefajnie, to czym staje się fajnie?
 Brak odniesienia jest źródłem dramatu. Ale to już zauważyli ojcowie kościoła.
To samo dotyczy wiecznego życia.

Cytuj
jak pewnie zauważysz, nawiazujący żartem i do Nabokova, i do prozy rosyjskiej XIX wieku)
       Wiem, piszę jak Kali, tym bardziej dumny jestem, że udało mi się stworzyć wrażenie, zaznajomionego z rosyjską prozą XX i laboga XIXw.   ;)
Chyba, że to Qurtuazja :D
A z tą absolutyzacją rozumu, oderwanego od istoty, to już Robespierre kiedyś wyjechał.

« Ostatnia zmiana: Maj 06, 2010, 10:07:06 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10019
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #70 dnia: Maj 06, 2010, 10:18:29 pm »
Ale działa to na zasadzie kontrastu: fajnie (pijesz, zaspokajasz) -  niefajnie (kac, obwisłość).
Jak znika niefajnie, to czym staje się fajnie?

Z fajnie robi się, jak to ujął Witkacy, Nuda coraz większa. Ale pamietasz te szczury co se mogły bez przestanku ośrodek przyjemności w mózgu pobudzac, i pobudzały aż pozdychały? Czyli pasmo pławienia się w przyjemności jako sposób na życie jest do pomyślenia (szczury zdechły z głodu, luzakom ;) to nie grozi, bystry nie dopuszczą).

A z tą absolutyzacją rozumu, oderwanego od istoty, to już Robespierre kiedyś wyjechał.

A to dlatego tyle łbów od reszty istoty odcinał? ;D



Edit: jeszcze a'propos Witkacego:

   "II CZELADNIK (ubierając Księżnę)
   Zupełna pustka - już mnie nic nie bawi.

   I CZELADNIK
   Ani mnie. Coś w nas trzasło i już nie wiadomo, po co żyć.

   KSIĘŻNA
   Macie to, czegoście chcieli, co my, arystokraci, czuliśmy zawsze. Jesteście po tamtej stronie - cieszcie się."

"Szewcy", rzecz jasna
« Ostatnia zmiana: Maj 06, 2010, 10:52:04 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4654
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #71 dnia: Maj 06, 2010, 11:31:57 pm »
Q - zgoda. Ale?;)
Pierwsze "ale" to takie ze Witkacym ja mialam "pojechac";)Ad REM;)
1)Jasne ze owo bezrobocie to nie nedza(napisalam przeciez o przebieraniu w dobrach wszelakich)...dlatego lepiej pasuje brak pracy/stalych zajec/organizacji czasu.Ziemianstwo (fajne:ziemskie ziemianstwo;))?No tak...np...urzadzali polowania;)
2)Wiem ze nudziarskie remedium i dalej twierdze ze wiekszosc spoleczenstwa moglaby nie miec checi na gwiezdny sport (tak jak np nie ma na rolki czy wspinaczke)...w naszej ziemskiej sytuacji mozna uzyc zachet ekonomicznych...w spoleczenstwie gdzie kazdy ma co chce?Tylko osobnicza chec do dzialania.Eskalacja dobrobytu tez osiaga swoje apogeum.
Cytuj
Zgoda, ale czy nie sądzisz, że nuda dopadłaby tych - potencjalnie - nieśmiertelnych jednak trochę później?
Hm...trudno powiedziec jak to jest z tym dopadaniem czleka przez nude: osoby majace zainteresowania pewnie dopada pozniej...te "bydleta" Witkacego ( przepraszam ze znowu...ale polemowa ponowna lektura tegoz dala mi do myslenia jak duzy wplyw na samego Lema mial Witkacy?pisaliscie gdzies o tym moze?)...coz...wysoce indywidualna sprawa.Niektorym i ziemskiego zycia za wiele.
Mysle sobie Q ze trudno o takich sprawach mowic jednoznacznie ale mysl o smierci w pewien sposob porzadkuje zycie.Majac w perspektywie nieskonczenie wiele lat bytowania przed soba znakomita (a wlasciwie podla) czesc spoleczenstwa (ktora zyje jak byle)...jednym zdaniem: jak zorganizowalaby sobie wiecznosc?;)

Ponadto pozostaje problem przyrostu naturalnego-nie-naturalnego...jesli niewiele osob umiera(decyduje sie umrzec!) to trzeba ograniczyc narodziny (wiemwiem...skolonizujesz kosmos;)).Pozostawalaby perspektywa "astronomiczna" przypominajaca o koncu wytoczona w innym watku...odpowiedz zapewne:jak poprzednio?;)

Cytuj
Zabawne zresztą, że jeśli chodzi o konsekwencje użycia nanotechnologii Mistrz jest z jednej strony prekursorski i w przedstawianu pewnych konsekwencji tego stanu idzie najdalej. Z drugiej jednak cechuje się pewną zachowawczością.
Mysle ze jest prekursorski jesli rzecz w stworzeniu wizji technologii i uzycia ich.Zachowawczy dla konsekwencji.Cos na zasadzie optymizm=powstanie danej tech, pesymizm =co zrobi z tym czlowiek.
Cytuj
Czemu ektok zachowuje głównie funkcje, które miał za biologicznego zycia, zamiat ewoluować dalej?
Zeby mozna bylo dalej mowic o czlowieku/czleku a nie maszynie?
A propos cytatu z Dukaja (do ktorego mialam 2 podejscia i stwierdzilam ze musze wziac urlop zeby interplciowe wtrety przejsc;)):obiecuje ze przeczytam Perfekcyjna...z 2 powodow; Lod nie pozostwil mnie obojetna i podoba mi sie tytul:)Trzeci powod (niebagatelny):pija wina;) ale powazniej:)...nie uzasadniajmy jednej fikcji druga fikcja:)
Cytuj
Czyli pasmo pławienia się w przyjemności jako sposób na życie jest do pomyślenia
Do pomyslenia tak, ale do przezycia?(pytam,nie odpowiadam)
Q na wszystkie cytaty(w tym z Witkacego;))odpowiem Ci jednym jego tytulem: nienasycenie.To jest zakulisowy naped wszelkich czlowieczych dzialan.Pomysl;)
I tak to inhibitor musi poczekac:)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4620
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #72 dnia: Maj 06, 2010, 11:40:56 pm »
Cytuj
A to dlatego tyle łbów od reszty istoty odcinał? Grin
Ale zanim odcinał, mazał łbom modlić się do upersonifikowanego rozumu, św. Sophii znaczy. Widać za mało się modliły.
A poważnie, doczytałem inhibitora, jak Ola kazali.
Strraszne.
Nuda, nudą, ale jej skutki.
Zdziwiło mnie jedno.
 Mając zapewniony dobrobyt, luzaki gromadziły dobra typu: meble, samochody, ciuchy.
Tymczasem ziemscy, od razu by poszli w powiększanie przestrzeni życiowej. Brak tego u luzaków dziwi, zwłaszcza, że biegać lubią. Gnieżdżą się w miastach (to mniej dziwi, dyć ptakowaci). Powiększanie tej przestrzeni wymusiłoby ekspansję planetarną a potem dalej.
Tymczasem poszli w ułudę syntury, z opcją pełnej paradyzacji. Ale jej paradoksy to na oddzielny posting.
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4654
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #73 dnia: Maj 06, 2010, 11:51:31 pm »
Cytuj
Zdziwiło mnie jedno.
 Mając zapewniony dobrobyt, luzaki gromadziły dobra typu: meble, samochody, ciuchy.
Tymczasem ziemscy, od razu by poszli w powiększanie przestrzeni życiowej. Brak tego u luzaków dziwi, zwłaszcza, że biegać lubią. Gnieżdżą się w miastach (to mniej dziwi, dyć ptakowaci). Powiększanie tej przestrzeni wymusiłoby ekspansję planetarną a potem dalej.

Moze dlatego ze zyja w swiecie "fantomow", socjomatow?Moze dla garstki tzw "realne" zycie ma sens.Z drugiej: pogon za dobrami doczesnymi: bardzo na czasie.
Telewizor, meble, mały Fiat... oto marzeń szczyt;)
« Ostatnia zmiana: Maj 06, 2010, 11:53:02 pm wysłana przez olkapolka »
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4654
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Wizja lokalna]
« Odpowiedź #74 dnia: Maj 12, 2010, 05:00:41 pm »
Pierwszy Inhibitor wspierany Ektokiem
- socjomaty (VR - po niepolskiemu )to ziemska specjalnosc graczy komputerowych (wymyslil je Daxarox: maz stanu beznadziejnego;))
Zatrzymalam sie przy zdaniu:
Gdy im się wyczerpały energodajne surowce, doszło do syntezy mikrobów przerabiających byle śmieci w paliwa

Tak sie im pieknie zlozylo?Umarl krol, niech zyje krol;)
Hm...wyglada na to iz Ziemia jest w sytuacji Encji jesli rzecz w gromadzeniu dobr wszelakich i wzostu agresji motoryzacyjnej...natomiast gdzie ta niewyczerpywalna energia z kosmosu?!;)
Wlasnie: skanalizowanie agresji: szalochlony - a co z tymi ktorzy w afekcie chca komus reke zlamac?Powsciagna emocje i do szalochlonu?To iz ktos sie wstepnie "wyszumi" nie oznacza iz ktos go z nagla nie ziryduje;)
- pomniki slawy-nie-slawy: symptomatyczne ze jeno "ojcowie etykosfery" maja postawione iteite;)
Stawiam teze iz w  spoleczenstwie w ktorym pomyslane staje przed oczami, kiedy nie trzeba wlozyc zadnego wysilku w zdobywanie czegokolwiek ludzie glupieja miast sie rozwijac.I stad wywodzilabym ow konsumpcjonizm na potege (i z tego co wczesniej: z ograniczonosci wyobrazni).
- Kliwia temat drazliwy...nie mozemy sie dowiedziec niczego pewnego.
Wiesz Q mnie sie zdaje jednak ze bystry opanowaly rowniez umysl: vide policzkowanie Tahalata: Tichy musi miec calkowicie czysta mysl by rekaw zmiekl...gdyz to impulsy plynace z mozgu steruja miesniami itp i na te subtelne zmiany nastroju reaguja bystry.Sam zamiar jest juz impulsem do ich dzialan!Dla mnie totalne ubezwlasnowolnienie i prewencja przewyzszajaca znacznie ta z Dickowego Raportu mniejszosci o ktorej wspominal liv.A bystry nie sa bezwolne bo "wydaja rozkazy"!
Tak mi przyszlo do glowy: bo oczywiscie samobojstwo jako droga ewakuacyjna jest niemozliwe i zabojstwo ( wielki bystrowy plus) ale rowniez odpada ziemski problem eutanazji (moze to w istocie zabojstwo i nie ma co dzielic wlosa na dwoje) czyli w miejsce jednych pojawiaja sie nowe problemy: znikad spokoju?:)
Dla mnie wyjasnienie dotyczace mozliwosci uprawiania sportu jest niejasne: sporty walki, boks itp...jakkolwiek nie mialabym nic przeciwko ich zniknieciu to jakze to tak?ze niby mozna czy nie?;)A pociagnac za warkoczyk kolezanke mozna czy nie?;)Bystry potrafia rozpoznac zamiar..."znaja" nas jak nikt inny?Bo okazuje sie ze przyjacielskie poklepywanie moze byc uwarunkowane ukryta niechecia i reka w gips?
Dziwne ze rysunki na piasku sie nie zacieraja skoro sztuka jest zbystrowana pospolu z piaskownica ....
Ektokowanie...mam tu poczucie ciaglosci z Dialogami...rzecz w zachowaniu istoty kopiowanego: za pomoca bystrow mamy podobno pewnosc ze ta jest zachowana.
Symptomatyczna jest postawa Anixa: swiat przychylny to swiat nielojalny czyli niepoznawalny.Tylko taki moze dawac sile napedowa rozumowi ( vide cytat z Witkacego ktory dalam wyzej/nizej;))
Jakkolwiek droga ktora podaza praktyka bystrowania jest kreta to teoria  robi na mnie wrazenie:)
Wlasciwie o wiekszosci problemow z ektokowaniem napisalam w poprzednich postach wiec na ten moment tyle zdazylam powtorkowo przetworzyc  :)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)