Autor Wątek: Zabili go i NIE uciekł.  (Przeczytany 25156 razy)

Cetarian

  • Gość
Zabili go i NIE uciekł.
« dnia: Październik 25, 2009, 08:23:41 pm »
JEDEN/DWA

Znaczna część produkowanych na świecie fabuł filmowych jest niespójna, w wielu przypadkach dziury są takie, że można przelecieć na wylot krążownikiem kosmicznym.   

Niespójności w SF bywają bardziej spektakularne niż poza nią, bo tu można przyjąć niemal dowolne założenia (co najwyżej kwalifikacja zmieni się płynnie na Fantasy) a za to, żeby z przyjętych założeń wyciągnąć jakieś wnioski, scenarzystom raczej się nie płaci.   

Lem próbował walczyć z „przeklętą tandetą literacką”, a sądzę, że zgodziłby się dodać „i scenariopisarską”.

Ja z niczym walczyć nie zamierzam.

Uważam też, że film i serial (zwłaszcza hollywoodzki) jest sui generis produktem, jeśli można zaoszczędzić na pensji scenarzysty, to się oszczędza. 

O generalny poziom widowni, a zatem przesuwanie zainteresowań w kierunku fabuł bardziej spójnych, powinni zasadniczo dbać ministrowie i ministerki edukacji, a nie szefowie studiów filmowych.

Zakładam ten wątek, żeby:
- zwierzyć się z niedosytu ciekawych fabuł filmowych, jaki odczuwam,
- podyskutować na temat kryteriów spójności na przykładach, jeśli to będzie kogoś interesowało,
- ewentualnie uzyskać wiedzę (gdyby ktoś ją posiadał i chciał się podzielić), że w jakiejś leśniczówce odbywa się festiwal filmów w miarę spójnych a do tego ciekawych, bo oczywiście sama spójność nie jest wystarczająca – reportaż z fabryki guzików (i każdej innej) byłby siłą rzeczy spójny, ale też  mocno nieporywający. 

Są w sieci  strony, na których tropi się montażowe kiksy typu: szyba stłuczona, a potem znowu cała, ale dla mnie to są marginalne ciekawostki.

Mnie chodzi o niespójność podstawowych założeń świata danego filmu.

W pierwszej kolejności odniosę się do pozycji, którą tu i ówdzie ogląda się z klęcznika, więc być może podniosę ciśnienie w czyimś krwioobiegu, za co ….. nie przepraszam, ani z góry, ani z dołu.   

Ta pozycja to Blade Runner. 

*   *   *

Blade Runner.
Świat, w którym produkuje się replikantów, kopie ludzi na tyle doskonałe, że nie można ich odróżnić żadnym mikroskopowym badaniem tkanek, po czym wysyła się ich w kosmos, żeby wiosłowali  na kosmicznych galerach, smagani pejczami przez specjalnie w tym celu wynajętych psychopatów.
Err, nie, wysyła się ich w kosmos, żeby wykonywali jakieś trudne i niebezpieczne prace.

Zarówno dziś, jak i w czasach, kiedy film powstawał, szkolenie astronauty trwa circa dziesięć lat, przy czym kandydat musi być albo pilotem doświadczalnym albo cywilnym naukowcem z doktoratem, czyli mieć za sobą drugie, a raczej pierwsze dziesięć lat procesu szkolenia licząc od końca szkoły średniej. Czyli razem ze dwadzieścia.   
 
Ale najwyraźniej w świecie Blade Runnera istnieje zapotrzebowanie na pracowników, którzy kopią kosmiczne doły (pewnie na Jowiszu).
A może razem z fałszywymi wspomnieniami wdrukowano im kompetencje i mogą być pilotami i naukowcami? 
Tylko jak oni pracują? Replikant pilotuje, a strażnik celuje mu w głowę?
Jeden pilot replikant i czterech strażników na zmiany ?
Bo gdyby w kolonii byli sami albo prawie sami replikanci, to mogliby ogłosić secesję i cały trud ich produkcji poszedłby na marne.
To już chyba taniej byłoby wyszkolić i wysłać pilota – człowieka.

Fakt produkcji niewolników i wysyłania ich do pracy przymusowej, nie budzi w tym świecie niczyich wątpliwości.
My dziś dyskutujemy o tym, czy wolno eksperymentować na zarodku szesnastokomórkowym, czy granicą powinien być ósmak (w sensie nielemowym), ale w świecie Blade Runnera bioetyka NIE istnieje.

Replikanci mają zakaz powracania na Ziemię. Kara za złamanie zakazu?
Wyrok śmierci.
A wystarczyłoby wsadzić kuzyna do więzienia na cztery lata i problem sam by się rozwiązał.
Ale nie, Sonderkommando ma rozkaz rozwalać replikantów na miejscu, od razu po identyfikacji, a raczej po jej parodii. 

Jak już powiedziałem, replikanta nie da się rozpoznać po badaniu tkanek, ale WYSTARCZYŁO POBRAĆ OD NICH ODCISKI PALCÓW PRZED WYDANIEM Z MAGAZYNU.
W USA pobiera się odciski od każdego żołnierza, każdego funkcjonariusza FBI i prawdopodobnie też od funkcjonariuszy policji.   
Czyli od dwóch milionów żołnierzy i żołnierek bierzemy odciski, tak na wszelki wypadek, a od replikantów nie, chociaż to twory eksperymentalne i skomplikowane, więc z dużym prawdopodobieństwem mogą się okazać niestabilne emocjonalnie i wystąpić przeciwko ludziom.
Ewentualnie można by replikantom wytatuować numer fabryczny i to w kilku miejscach, na rękach, nogach i korpusie, żeby nawet utrata ręki nie powodowała kłopotu z identyfikacją.

Wiem, tatuowanie niezbyt dobrze się kojarzy, ale replikanci są traktowani właśnie tak, jak ci tatuowani w Niemczech hitlerowskich – kara śmierci za przekroczenie granicy, a przedtem eksperymenty medyczne bez żadnych ograniczeń.


liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4514
    • Zobacz profil
Re: Zabili go i NIE uciekł.
« Odpowiedź #1 dnia: Październik 25, 2009, 09:03:29 pm »
Widzę, ze ci też niedziela z nadwymiarową godziną dopiekła. Tośmy się zduplikowali :D
O Bladym nie napiszę, bom dawno oglądał. Ale pewnoQ wkrótce ci posoli ;).
Za to podzielę się tytułem z ważnej gazety - "Kobiety w ciąży - pijąc szkodzicie sobie i dzieciom" :D Zastanawia mnie, gdzie jest granica skrótów myślowych. Podobnie jak upadek słowa "przeciw", zastępowanego coraz częściej enigmatycznym, bezemocjonalnym skrótem v/s. Z dziedziny sportu wykluty, ten znak (choć o szlachetnie łacińskim pochodzeniu), wkracza w coraz to nowe obszary. Nowy Orwell by się przypadał.
« Ostatnia zmiana: Październik 25, 2009, 10:24:54 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9739
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Zabili go i NIE uciekł.
« Odpowiedź #2 dnia: Październik 25, 2009, 10:53:59 pm »
Cetarianie - abstarahując od tego, że nie bardzo widzę potrzebę zakładania trzeciego filmowego wątku, skoro są już dwa - odniosę się do meritum.

Zacznijmy od spektakularności: Lem powiedział kiedyś, że im większe głupstwo, tym większa szansa, że nikt go nie dostrzeże. Błędy w filmach SF są tylko o tyle spektakularne, że wyrobiona - na podstawowym "naukowym" poziomie - widowania wychwytuje je dość łatwo, tym bardziej, że są powtarzalne. (Dzwięk i "eter" w próżni, nigdy się nie psująca sztuczna grawitacja osiagana dyabli jeno wiedzą jakim sposobem, błędne przedstawianie nieważkości i dekompresji, czarne dziury, z których swobodnie można wyleźć.)

Tymczasem identyczne, jeśli nie drastyczniejsze, elementarne błędy naukowe (i logiczne) zawierają "dzieła" z - pokrewnego zresztą hollywoodzkiej SF - gatunku, czyli filmy sensacyjne (przy czym ich - nastawiona na uczestnictwo w spektaklu "czystej" rozrywki - publiczność nie zwraca na to najmniejszej uwagi):
http://www.intuitor.com/moviephysics/mpmain.html

(Co oczywiście nie znaczy, że "movie physics" bronię - bzdura jest zawsze bzdurą.)

Natomiast co do "Bladego..." to - IMO - rozliczanie go z realizmu nie a wielkiego sensu, bo jest to kino według Dicka, tymczasem - jak to zauważył Lem:

[Twórczość Dicka stanowi] "pewną całość, w której powtarza się jedna i ta sama książka, lub raczej w której na dziwacznych klawiaturach wystukiwane jest - z rozmaitymi dysonansami i kiksami - to samo przesłanie. Klawiaturą jest pełna tandety rekwizytornia SF; przesłanie ma z nią niewiele wspólnego. Nie można sobie wystawić I. Asimova lub A. Clarke'a wyzbytych rynsztunku SF; ich twórczość po odjęciu "oprzyrządowania" fikcjonalnego zapadnie się do zera. Lecz można sobie wyobrazić Dicka poza wiekiem technicznej mitologii; np. jako pisarza wgnieżdżonego w spirytyzm albo w baśń pseudohistoryczną; to bowiem, co Dick ma do powiedzenia, nie jest ani na technologii oparte, ani z nauki wywodliwe; dziedziny te są jego kostiumologią, a wiadomo wszak, że elżbietańskie dramaty można odgrywać też we frakach lub dżinsach.
/.../
jego ludzie pozostają normalni wewnętrznie wbrew światu, co ich osacza, ponieważ ten świat jest rażony obłędem: rozpada się, rozszczepia na kawały niespójne, niczym mózg schizofrenika, lecz oni, jego mieszkańcy, lecąc w otchłań na ostatnim szczątku, zachowują przytomność.
/.../
Jest to literatura egzystencjalnych dramatów, artykułowanych rupieciem kiczu i tandety SF.
/.../
W streszczeniu utwór brzmi kretyńsko, gdyż obnażają się złącza jego wszystkich paralogii; narracja jednak skrywa je na ogół dobrze.
/..,/
W świecie Dicka wszystko sprzecza się z logiką, prócz psychologicznego prawdopodobieństwa. /.../ Jedne partie utworu kłamią innym.
/.../
Dick jest malarzem-wizjonerem SF: ale prymitywem (w najlepszym sensie słowa). To Bosch w skórze świątkarza; to Goya, operujący szminkami i różem z garderoby teatru prowincjonalnego.
/.../
Analizy, wychodzące z klucza jakichkolwiek racjonalizacji, są tu chybione. Nie o poprawność empiryczną, futurologiczną, a wreszcie nawet fantomologiczną należy pytać utwory Dicka, lecz stawiać im pytania w porządku diagnostyki moralnej"

Dlatego też, dostrzegając paralogizmy w "Blade Runnerze", nie uważam by należało z nimi polemizować tak, jak gdyby znalazły się w utworze autora tworzącego bardziej "naukową" SF. Choćby Lema czy Clarke'a. Jest to - moim skromnym zdaniem - równie celowe jak wytykanie bajkopisarzom, że smoki nie istnieją, zwierzęta nie mówią, a szanse by ex-pastuszek zdobył księżniczkę są niewielkie nawet w liberalnej Szwecji. Albo czepianie się Picassa, że nie zachowuje reguł wypracowanych przez akademizm.

Nie o spójność fabuły bowiem tam chodzi, a o pytania o granice - i wyznaczniki - człowieczństwa, o to jaki powinien być stosunek człowieka do jego przyszłych rozumnych dzieł (o ile takie powstaną), wreszcie o cenę postępu naukowo-technicznego.

Istotny jest również przy ocenianiu tego filmu artyzm, bo jest to jeden z - mniej niż dziesięciu chyba - filmów SF z artystycznymi ambicjami, i kto wie czy nie najlepszy z nich (choć prywatnie wolę "Odyseję..."). Pod tym względem nie zawodzi.


ps. przy czym sam pomysł wytykania Hollywoodowi (i nie tylko) bzdur i demaskowania błędów uważam za słuszny, a może być przy tym też sporo śmiechu... :)
« Ostatnia zmiana: Październik 26, 2009, 01:48:43 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4514
    • Zobacz profil
Re: Zabili go i NIE uciekł.
« Odpowiedź #3 dnia: Listopad 12, 2009, 07:49:28 pm »
Cytuj
ale sprawa wydaje mi się trochę za poważna na to miejsce,
Też mam mieszane uczucia. Ale spiętrzenie dziwności i bez tytułu wątku spore. Popatrz - Święto - mało kto już wie skąd i dlaczego 11-11. Ważne, że wolne jest (vide zdjęcie Maźka). Polska bitwa ,tematem piosenki szwedzkiego zespołu metalowego. Bitwa pod Wizną, a ilustracja filmowa z filmu "Westerplatte".
W założeniu miało być trochę prowokacyjnie i okazjonalnie dlatego,
 Myślę, że zwinę ten post z linkiem w niedzielę.
P.
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 625
    • Zobacz profil
Re: Zabili go i NIE uciekł.
« Odpowiedź #4 dnia: Listopad 14, 2009, 01:21:31 am »


Bajkopisarze piszą dla dzieci i na ich potrzeby tworzą światy dramatycznie uproszczone, gdzie zło ma postać smoka, a nie np. skorumpowanej kliki, partii neofaszystowskiej albo nieetycznej korporacji, bo dziecko nic by z tego nie zrozumiało.
Wypraszam sobie.
Cytuj
Ja natomiast nie tyle wytykam, co zachęcam do przyjrzenia się niektórym fabułom i dokonania ich oceny przy użyciu wiedzy i doświadczenia życiowego, których dzieci - odbiorcy bajek, nie mają.     

Jeśli twoim zdaniem Blade Runner jednak stawia jakieś pytania „w porządku moralnym” warte debaty, to chętnie się dowiem, jakie to pytania. 

PS. Mnie dziury w fabułach niefantastycznych także przeszkadzają, ale spróbuję może coś o tym napisać po wyczerpaniu tematu Blade Runnera.


Coś z tym bezsensem jest na rzeczy. Blade Runner niby bez sensu, Odyseja kosmiczna bez sensu ale w porównaniu z obecnymi arcydziełami i tak super.

Dystrykt 9 ktoś oglądał?
A ten koniec świata?

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10774
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: Zabili go i NIE uciekł.
« Odpowiedź #5 dnia: Listopad 15, 2009, 09:51:33 am »
Kawałek z GW nt. 2012:

"2012 jest podobnie głupi i przeuroczo widowiskowy jak "Dzień Niepodległości". Tyle że postęp techniki sprawił, że nowy film Rolanda Emmericha jest jeszcze bardziej widowiskowy. I, jakby dla wyrównania, jeszcze głupszy."

:)
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 625
    • Zobacz profil
Re: Zabili go i NIE uciekł.
« Odpowiedź #6 dnia: Listopad 16, 2009, 05:43:43 pm »
Kawałek z GW nt. 2012:

"2012 jest podobnie głupi i przeuroczo widowiskowy jak "Dzień Niepodległości". Tyle że postęp techniki sprawił, że nowy film Rolanda Emmericha jest jeszcze bardziej widowiskowy. I, jakby dla wyrównania, jeszcze głupszy."

:)

Ale to Orliński napisał. Nie mam zaufania do tez WO.

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9739
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Zabili go i NIE uciekł.
« Odpowiedź #7 dnia: Listopad 16, 2009, 06:16:41 pm »
W.O. ma raczej tą wadę, że za bardzo chwali (inaczej pewnie musiałby tylko ganić i dystrybutorzy filmów - tudzież wydawcy książek - by się poobrażali), ale jak krytykuje to zwykle celnie (bo jak traktować poważnie film, w którym bohaterowie wygłaszają dęte monologi gdy wszystko wokół się p... znaczy wali, a źródłem wszelkiego zła są "mutujące neutrina"?).

ps. mniej wesołe zjawiska związane z powstaniem (i promocją) tego emmerichowego g***:
http://wyborcza.pl/1,76842,7243781,Uwierz_w_apokalipse.html
(ludzie jednak gupie są)
« Ostatnia zmiana: Listopad 16, 2009, 08:13:50 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9739
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Zabili go i NIE uciekł.
« Odpowiedź #8 dnia: Listopad 16, 2009, 08:20:44 pm »
Cetarianie, gdyby się tylko gimnazisty tym podniecały, to bym szat na nikim nie darł, ale znam kobietę (magister inżynier chemik, z czasów gdy dyplomów tak łatwo nie rozdawano), która wyszła z filmu spanikowana, a potem mnie jeszcze pytała trwożliwym tonem "czy neutrina mogą mutować". I nie, stanowczo, nie jest to idiotka, wbrew temu co mógłbyś pomyśleć... Po prostu bzdura podana tonem absolutnej pewności, w dość imponującej wizualnie otoczce, zrobiła jej wodę z mózgu...*

(A z tego co zrozumiałem - bezczelna kampania marketingowa tegoż filmu na Zachodzie nastawiona była właśnie na ów rozmiękczający mózgi efekt. Narzekałem na Rydzyka, a otóż jest coś równie bezczelnego, a jeszcze gorszego, tamten przynajmniej - ogłupiając - złudną pociechę daje...)


* tak wiem, gdyby poszła w dalszy rozwój naukowy, a nie wyżywała się w kosmetologii, to pewnie proces produkcyjny owej wody byłby trudniejszy...
« Ostatnia zmiana: Listopad 16, 2009, 08:58:02 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9739
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Zabili go i NIE uciekł.
« Odpowiedź #9 dnia: Listopad 16, 2009, 09:03:18 pm »
Domniemywam przy tym, że pani magisterka chemiczka Lema raczej nie czytała .... (albo się nie przyjął).

Byś się zdziwił... Tylko niuejdż przyjął się bardziej. (Zresztą zmora niuejdżu, to temat na inny temat... ;))

A tymczasem: proszę bardzo - facet jeździ se po "Odysei Kosmicznej":
http://confusedmatthew.com/2001%3A-A-Space-Odyssey.php
Niekoniecznie się zgadzam (ba: koniecznie się nie zgadzam  :P), ale jako punkt wyjścia do dyskusji chyba niezgorsze?
« Ostatnia zmiana: Listopad 16, 2009, 09:05:25 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9739
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Zabili go i NIE uciekł.
« Odpowiedź #10 dnia: Listopad 18, 2009, 11:42:33 pm »
Widzisz, mam akurat odmienne zdanie - nie uważam by te obrazki nic nie wnosiły. "Odyseja..." to nie opowieść o bohaterach głównych, to opowieść o świecie przyszłości, o ewolucji człowieka i takie tam ;). To jest plan pierwszy fabuły, bohaterowie to dodatek w sumie. Te "bezludne" atakowane przez recenzenta sceny mają jednak pewne - równoprawne- znaczenie fabularne. Podobne do znaczenia np. tego fragmentu "Niezwyciężonego":

"Osiemdziesięciu trzech ludzi załogi spało w tunelowym hibernatorze centralnego pokładu. Ponieważ rejs był stosunkowo krótki, zamiast pełnej hibernacji zastosowano pogłębiony sen, w którym temperatura ciała nie opada poniżej dziesięciu stopni. W sterowni pracowały tylko automaty. W ich polu widzenia, na krzyżu celowniczym, leżała tarcza słońca, niewiele gorętszego od zwykłego czerwonego karła. Kiedy jej krąg zajął połowę szerokości ekranu, reakcja anihilacyjna została wstrzymana. Przez jakiś czas w całym statku panowała martwa cisza. Bezdźwięcznie działały klimatyzatory i maszyny cyfrowe. Ustała najdelikatniejsza wibracja, towarzysząca emisji świetlnego słupa, który przedtem wypadał z rufy i jak nieskończonej długości szpada, zanurzona w mroku, popychał odrzutem statek. "Niezwyciężony" szedł z tą samą szybkością przyświetlną, bezwładny, głuchy i pozornie pusty. Potem światełka zaczęły mrugać do siebie z pulpitów, oblanych różem dalekiego słońca, które stało w środkowym ekranie. Taśmy ferromagnetyczne ruszyły, programy wpełzały powoli do wnętrza coraz to nowych aparatur, przełączniki krzesały iskry i prąd wpływał w przewody z buczeniem, którego nikt nie słyszał. Motory elektryczne, przezwyciężając opór od dawna zastygłych smarów, ruszały i z basów wchodziły na wysoki jęk. Matowe sztaby kadmu wysuwały się z pomocniczych reaktorów, pompy magnetyczne tłoczyły płynny sód w wężownice chłodzenia, blachami rufowych pokładów poszło drżenie, a zarazem słaby chrobot we wnętrzu ścian, jak gdyby grasowały tam całe stada zwierzątek i stukały pazurkami o metal, zdradził, że ruchome sprawdziany samo naprawcze ruszyły już w wielokilometrową wędrówkę, aby kontrolować każde spojenie dźwigarów, szczelność kadłuba, całość metalowych złączy. Cały statek wypełniał się szmerami, ruchem, budząc się, i tylko jego załoga jeszcze spała. Aż kolejny automat, pochłonąwszy swoją taśmę programową, wysłał sygnały do centrali hibernatora. W powiew zimnego powietrza wmieszał się gaz budzący. Pomiędzy rzędami koi z podłogowych krat dmuchnęło ciepłym wiatrem. Ludzie jednak długo nie chcieli jakby się zbudzić. Niektórzy poruszali bezwładnie rękami; pustkę ich lodowatego snu wypełniały majaczenia i koszmary. Któryś otworzył wreszcie pierwszy oczy. Statek był już na to przygotowany. Od kilku minut dotychczasową ciemność długich korytarzy pokładowych, dźwigowych szybów, kajut, sterowni, stanowisk roboczych, ciśnieniowych komór rozpraszał biały blask sztucznego dnia. I podczas kiedy hibernator wypełniał pomruk ludzkich westchnień i półprzytomnych jęków, statek, jakby w niecierpliwości nie mógł doczekać się ocknięcia załogi, zaczął wstępny manewr hamowania. W centralnym ekranie ukazały się smugi dziobowego ognia. W dotychczasową martwotę przyświetlnego pędu wtargnął wstrząs, potężna siła, przyłożona u dziobowych wyrzutni, usiłowała zgnieść osiemnaście tysięcy ton masy spoczynkowej "Niezwyciężonego", pomnożonych teraz przez jego ogromną szybkość. W kajutach kartograficznych upakowane szczelnie mapy zatrzęsły się niespokojnie na rolkach. Tu i ówdzie ruszały się, jakby ożywając, nie dość mocno osadzone przedmioty; zagrzechotało w kambuzach od zderzających się naczyń, zachwiały się oparcia pustych, pianowych foteli, pasy i liny ścienne pokładów zaczęły się kołysać. Stukot, zmieszane dźwięki szkła, blachy, plastyków falą przeszły przez cały pocisk od dziobu po rufę. Tymczasem z hibernatora dochodził już gwar głosów; ludzie z nicości, w której trwali przez siedem miesięcy, poprzez krótki sen, wracali do jawy. Statek tracił szybkość. Planeta zakryła gwiazdy, cała w rudej wełnie obłoków. Wypukłe lustro oceanu z odbiciem słońca przesuwało się coraz wolniej. W pole widzenia wszedł bury, upstrzony kraterami kontynent."

Po prostu klasyczna SF nie jest - w przeciwieństwie do literatury realistycznej - opowieścią o ludziach, tylko o Problemach (acz losy ludzi - i nie tylko ludzi - mogą stanowić tychże Problemów ilustrację), ewolucji technologii itp. I musi to mieć odzwierciedlenie też w dobrym kinie SF.

Zauważ, kto jest najbardziej zapadajacym w pamięc z bohaterów filmu - komputer, HAL. Nie sądzę, by Kubrick zrobił to przez pomyłkę.
« Ostatnia zmiana: Listopad 18, 2009, 11:44:42 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 625
    • Zobacz profil
Re: Zabili go i NIE uciekł.
« Odpowiedź #11 dnia: Listopad 19, 2009, 01:14:39 pm »
Domniemywam przy tym, że pani magisterka chemiczka Lema raczej nie czytała .... (albo się nie przyjął).

Byś się zdziwił... Tylko niuejdż przyjął się bardziej. (Zresztą zmora niuejdżu, to temat na inny temat... ;))

A tymczasem: proszę bardzo - facet jeździ se po "Odysei Kosmicznej":
http://confusedmatthew.com/2001%3A-A-Space-Odyssey.php
Niekoniecznie się zgadzam (ba: koniecznie się nie zgadzam  :P), ale jako punkt wyjścia do dyskusji chyba niezgorsze?

Pokazanie kosmosu jest super, film jest nakręcony fjnie, scenariusz o niebo lepszy niż obecnych, problem w warstwie idelolo czyli w ufokach.

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9739
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Zabili go i NIE uciekł.
« Odpowiedź #12 dnia: Listopad 19, 2009, 07:34:31 pm »
problem w warstwie idelolo czyli w ufokach.

Z obecnej perspektywy pewnie tak... Ale, jest prawda czasu która mówi... ;), że w latach '60 hipoteza paleokontaktu* była w modzie - jej autorem był w końcu sam Konstanty Ciołkowski. Traktował ją b. poważnie młody Carl Sagan, szukał jej potwierdzenia kwiat radzieckich uczonych (głównie w intencji przys*** religiantom). Däniken był tylko jej popularyzatorem (tak skutecznym, że skutecznie ją ośmieszył).

To wszystko były efekty ówczesnego "zachłyśnięcia Kosmosem" (wstępna część "Astronautów", ta z meteorytem tunguskim, kolejnym dowodem). Czepiać się tego to jak oskarżać ludzi przełomu XIX i XX wieku, że wierzyli w eter.


* zresztą w owych latach ufologię - która jest hipotezie paleokontaktu dość bliska, ale jest jednak czymś innym - też traktowano b. poważnie. Kto był jej twórcą? Pracujący dla USAF doktor astronomii. (Skądinąd konsultant naukowy "Bliskich spotkań...".)
« Ostatnia zmiana: Listopad 19, 2009, 07:41:58 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9739
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Re: Zabili go i NIE uciekł.
« Odpowiedź #13 dnia: Listopad 20, 2009, 09:48:55 am »
W Blade Runnerze niekonsekwencje mają charakter fundamentalny, o czym pisałem na początku wątku.

Powtórzę: nie jest to winą filmowców. (No, chyba, że obwiniamy ich o to, że podjęli się filmowania Dicka ;).) Dostali do przerobienia na film materiał niekoherentny i wewnętrznie sprzeczny, i - jak na to czym dysponowali - i tak zebrali to w sumie "do kupy".

Wspomniałem niedawno, w pobliskim wątku, o "VALISie" tegoż samego autora. Otóż konia mechanicznego, homeostatycznego, z rzędem antyprotonami inkrustowanym, materią gwiazdową podkutego, kto w fabule nadmienionego "VALISa" odróżni halucynacje od faktów i interpretacje słuszne od nadinterpretacji. Tacy np Lamptonowie - byli w końcu kosmitami, czy nie byli? A Koniolub - dowiadujemy się, że był halucynacją, ale pozostał nią do końca czy pod koniec zmaterializował się i oddzielil od Philipa? Atakowanie filmu nakręconego według takiej prozy za niespójność nie wydaje mi się sensowne.


Dłużyzny nie czynią fabuły niespójną, choć ja osobiście wolę opowiadanie w tempie „Ojca Chrzestnego” (Pierwszej lub drugiej części, albo książki, oczywiście nie chodzi mi o tą dwuminutową zabawkę).

Kiedy dochodzimy do gustów wiele z sensem powiedzieć się nie da. Możemy tylko określić co kto z nas lubi. Ja na przyklad lubię i "Odyseję..." i "Ojca..." (ale tylko "jedynkę", "dwójka" nie mówi w sumie nic nowego*).

Owszem kojarzę, że był tam jakiś Hal i że się zbuntował.
Dlaczego wypowiedział posłuszeństwo?

Bo to zły komputer był.    

A może były jakieś poważniejsze powody?  

Jak już pisałem, nie pamiętam wszystkiego, ale obstawiam, że żadnej (a już zwłaszcza poważnej) dyskusji na temat intelekt/autonomia/ zdolność komputera do nieposłuszeństwa nie było.

Owszem, HAL jest postacią mniej interesującą od takiego np. GOLEMa, ale obawiam się, że miejsca na "poważniejszą dyskusję" nie było, bo być nie mogło. HAL wygłaszający kazania o przyczynach swego buntu pasowałby raczej do komiksu o superbohaterach, czy przygód Bonda - tam szwarccharaktery takie mowy wygłaszają i zwykle b. niemiło się to dla nich kończy. Trudno też by ma takowe rozważania miał czas Bowman postawiony w sytuacji konfrontacji z HALem (walcząc z kimś raczej nie masz czasu na dumanie co nim motywuje). Wprowadzenie zaś gadających głów na Ziemi, z opóźnieniem wynikłym z odległości, komentujących zajścia byłoby jeszcze jedną dlużyzną. Zostawienie motywów HALa domyślności widza wydaje się być ciekawszym rozwiązaniem. (A powody HAL może mieć rozmaite - Clarke sugerował, że przyczyną było - b. po lemowsku to zabrzmi - zagubienie w matni sprzecznych dyrektyw, które uczyniło HALa awariatem. Drugie możliwe uzasadnienie można wywieść z podobieństwa Monolitu i bloków pamięci HALa - skoro Obcy jest maszyną, HAL jako maszyna uważa się za bardziej uprawnionego do Kontaktu - może wręcz gardzi swoimi lepkimi twórcami i ma się za coś lepszego; Robert J. Sawyer sugerował wręcz, że racja może tu być po stronie HALa. Trzeci możliwy motyw to wersja, że gdzie Rozum tam i Zło - znaczy, skoro HAL stał się rozumny/świadomy to i do wszelkiej podłości zdolny.)


* swoją drogą podejmuję się obrony tezy o pokrewieństwie ideowym "Ojca chrzestnego" i "Diuny"... (wspominam o tym, bo niedawno sobie "Diunę" Lyncha ponownie obejrzałem)
« Ostatnia zmiana: Listopad 20, 2009, 10:50:27 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 625
    • Zobacz profil
Re: Zabili go i NIE uciekł.
« Odpowiedź #14 dnia: Listopad 20, 2009, 12:13:39 pm »
problem w warstwie idelolo czyli w ufokach.

Z obecnej perspektywy pewnie tak... Ale, jest prawda czasu która mówi... ;), że w latach '60 hipoteza paleokontaktu* była w modzie - jej autorem był w końcu sam Konstanty Ciołkowski. Traktował ją b. poważnie młody Carl Sagan, szukał jej potwierdzenia kwiat radzieckich uczonych (głównie w intencji przys*** religiantom). Däniken był tylko jej popularyzatorem (tak skutecznym, że skutecznie ją ośmieszył).
Przy czym założenie, że ufoki nie są religiantami jest pozbawione podstaw. Ja to widzę tak:

1. Mamy Wszechświat w którym jest sama materia nieożywiona i bum, nagle pojawia się życie.
Konsekwentnie mamy Ziemię na której była tylko materia nieożywiona i nagle bum: jest i ożywiona.
I teraz pojawia się pytanie: jak owo życie powstało na Ziemi?
2. W domyśle zadający to pytanie ma na myśli przekształcenie materii nieożywionej w ożywioną na Ziemi.
Natomiast jest to trudne do pojęcia i przedstawienia. Stąd uciekamy od problemu poprzez przybycie życia z kosmosu. Gdzieś indziej mogą być inne warunki, dla nas nie do wyobrażenia, które umożliwiły łatwe powstanie życia, które to przybyło na Ziemię już to w statkach kosmicznych już to jako drobiny związków organicznych.
3. Mamy tu więc dialektykę: mamy zagadkę i nie mamy. Jedną, nas przerastającą - tłumaczymy drugą.
4. Podobnież jest z rozwinięciem ludzkiej inteligencji. Ponieważ trudno to sobie wyobrazić, więc ufoki śpieszą z pomocą. Powiedzmy Walka o Ogień jest filmem, który pokazuje trudności. Wbrew zapowiedziom nie jest tam pokazane udomowienie ognia przez ludzkość, ale rozwój grupy zacofańców. Pionierzy powinni być.

Cytuj
To wszystko były efekty ówczesnego "zachłyśnięcia Kosmosem" (wstępna część "Astronautów", ta z meteorytem tunguskim, kolejnym dowodem). Czepiać się tego to jak oskarżać ludzi przełomu XIX i XX wieku, że wierzyli w eter.


* zresztą w owych latach ufologię - która jest hipotezie paleokontaktu dość bliska, ale jest jednak czymś innym - też traktowano b. poważnie. Kto był jej twórcą? Pracujący dla USAF doktor astronomii. (Skądinąd konsultant naukowy "Bliskich spotkań...".)
Natomiast ufoki pełnią funkcję dla ateistów paleokontaktowych taka samą, jak Pan Bóg dla religiantów, co dowodzi, że bez takiej -super-siły ciężko się żyje. A tworzy literaturę i wszelaką inną sztukę - jeszcze ciężej.