Autor Wątek: Akademia Lemologiczna [Cyberiada]  (Przeczytany 279724 razy)

Mieslaw

  • Gość
Re: Akademia Lemologiczna [Cyberiada]
« Odpowiedź #555 dnia: Marzec 29, 2007, 06:35:04 pm »
Cytuj
Ja tam sięgnęłam do źródeł i po prostu w Kobyszczęciu Lem to odmienia właśnie tak, np. "casus Kobyszczęcia".
A, chyba że tak.

Cytuj
A swoją drogą ja chyba najbardziej jestem pod wrażeniem gier słownych: malbłądy, które Trurl dostaje w darze, "zasady rodzime i kwasy rodzinne", których nie boji się maszyna-kruszyna, no i koronny dla mnie okrzyk bojowy elektrorycerzy "AWRUK!" ;D

Tak, gry słowne są ekstra ;D
Ale elektrycerze / elektrorycerze są chyba z "Bajek robotów", a nie z "Cyberiady" ??

ANIEL-a

  • Gość
Re: Akademia Lemologiczna [Cyberiada]
« Odpowiedź #556 dnia: Marzec 30, 2007, 03:58:06 pm »
U mnie to jest w jednym tomie o nazwie Cyberiada. I już :D

Mieslaw

  • Gość
Re: Akademia Lemologiczna [Cyberiada]
« Odpowiedź #557 dnia: Kwiecień 07, 2007, 08:34:08 pm »
Cytuj
U mnie to jest w jednym tomie o nazwie Cyberiada. I już :D
A... w którym opowiadaniu? Czytałem dzisiaj Bajkę o trzech elektrycerzach i nie znalazłem.

----------------

A teraz pozwolę sobie na opisanie opowiadania "Edukacja Cyfrania" bo coś się boję, że nikt poza mną nie zamierza go czytać  :D .

Na początek o tytule.
Przed przeczytaniem myślałem, że cyfrania to słowo "cyfrowa" stylizowane na łacinę. Okazuje się, że nie. Jest to dopełniacz od rzeczownika własnego Cyfranio, co można by zapisać jako CyFranio a rozumieć jako Cyfrowy Franio.


A teraz ogólnie o fabule.
Punkt wyjściowy jest taki: Klapacjusz został rektorem uniwersytetu a Trurl, który nie cierpiał wszelkiego, wiec i uniwersyteckiego rygoru został w domu i zbudował sobie maszynę cyfrową (robota), którą (którego) nazywał raz Cyfrankiem, Cyfranusiem i Cyfraniątkiem, a raz - Cyfrantem. Pewnego dnia, podczas gdy go edukował (stąd zapewne tytuł), spadły do ich ogrodu 3 odłamki lodowej komety, jeden po drugim. W jednym z nich znajdował się bęben, a w pozostałych archaiczne roboty. Odmrozili je i stąd nazwa odmrożeńcy. Wdzięczni odmrożeńcy opowiedzieli im wielce interesujące historie z własnego życia (poprzedzające dostanie się do komety).

Krótko mówiąc: pierwszy z nich był perkusistą i poszukując orkiestry trafił do państwa Hafnu (To tam, gdzie się zagina spiralny rękaw mgławiczki lokalnej i w manszecik przechodzi z gwiezdną podszewką.). Okazało się, że w państwie rządzonym przez Gróla Zbawnucego (tak, tak, gróla) wcale nie jest tak pięknie, jak mówiono. Wdrażano tam w życie Harmonię Sfer (Ha. Sf.), a na dodatek po filharmonii krążyło wstrętne Goryllium i pożerało niechcących się podporządkować muzyków: ...patrzę, coś ku nam człapie z wolna, my się w melodyi chować staramy, a tu od Łapy cień, i najpierw tego małego Dzwonkarza, co pierwszy zaczął, Cap, za hajdawery, a drugą łapą czellistę, co przeciw cwikierowemu tyle się nahałłakował, Hap, za kubrak, i obu, nogami majtających, niesie i zamyka się w szafie i słyszę przez Andante nasze Maestoso Chrup, Chrup, Niam, Niam! I tyleśmy obu widzieli..
Odmrożeniec odważył się jako pierwszy głośno zaprotestować i wywołał niesamowite wypadki słowami: (...)To ja tu teraz powiadam Veto, Grólu Zbawnucy, i Veto, panowie bracia, i Veto, czyli nie masz zgody na ciebie, Kąciarzu Bezecny, i póki ciebie, tedy tu g... będzie, nie Harmonia Sfer!!!, gdzie Kąciarz Bezecny oznacza Goryllium. Goryllium się załamało, zaczęło gonić Gróla. Odmrożeniec zaczął uciekać i... on sam tak to relacjonuje: panowie bracia, takiego Napędu dostałem, że bez forsażu, więcej powiem, bez rakiety zgoła wystartowałem, i tyle mnie widzieli, wszelakom kursu nie mógł utrzymać, bo mną wciąż jeszcze trzęsło, toteż naleciałem łbem na jakowyś Obłok nader zimny, i w pierwszej chwili nawet mi się przyjemnie uczyniło zgorączkowanemu, potem złapał większy ziąb, aliści od impetu nie mogłem się już cofnąć i wmarzłem w ogon komety onego, lodowaciejąc i tracąc wszelki zmysł. A co było dalej do samego ocknięcia mojego, dalipan, że nie wiem!


Chciałbym jeszcze wstawić 2 wspaniałe cytaty:

...toteż wołam, bębniąc w cenzurach: Potwór potworny jest! Potworowatości pełen jak wszy miodu, a nadto śmierdzi jak Wszyscy Dyabli! I gdyby nie żarł nikogo, jeno czkał i pokątnie kącił się w kącie, od samego cuchu muszą dyabli Muzykę wziąć! To mówię i nie odszczekam niczego, jak mi Bęben miły!

Patrzę, a tu partyturę niosą, nie zwyczajną, lecz księga istna, foliał w skórę żbiczą oprawny, jej ogon kutasem kończy się, a do kutasa chustka przywiązana, dla otarcia potu rzęsistego po finale! O wszystkim tu, widzę, pomyślano! A gdzie nie spojrzę, stiuki, gryfy, herby, muzy cycate, kariatydy, wenusy, fauny, pozauny, bomboniery, bomstengi, gryfy, groty, sztaksle, priapy, szperklapy, bezanmaszty, cumy, bajdewindy, że muzyko płyń!


Poza tym w opowieści nietrudno dopatrzyć się satyry na dyktaturę  :D



O drugim odmrożeńcu mam znacznie mniej do napisania, ale zrobię to innym razem (teraz mi się nie chce ;) )
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 07, 2007, 08:39:07 pm wysłana przez Mieslaw »

maziek

  • Gość
Re: Akademia Lemologiczna [Cyberiada]
« Odpowiedź #558 dnia: Kwiecień 07, 2007, 08:58:45 pm »
He, he, ta orkiestra dobra jest! Jak to było? Bolicja, zamiast policji (że boli jak ją spotkać) i dętyści (grali na dętych) - to znów od dentystów, czyli mniemam, ze tak grali, że zęby bolały ;D. Poza tym tknęło mnie, że jak orkiestra a i propaganda sukcesu - to wszystkie głoski bezdźwięczne zamienił Lem na dźwięczne - stąd i gról, i bolicja, i baństwo także i parę innych. Żeby wszystko cacy grało... Tknęło mnie też, że może baństwo jest generalnie od bycia na bani, ale nie wiem, czy to nie nadinterpretacja...

ANIEL-a

  • Gość
Re: Akademia Lemologiczna [Cyberiada]
« Odpowiedź #559 dnia: Kwiecień 07, 2007, 11:59:40 pm »
Cytuj
Cytuj
U mnie to jest w jednym tomie o nazwie Cyberiada. I już :D
A... w którym opowiadaniu? Czytałem dzisiaj Bajkę o trzech elektrycerzach i nie znalazłem.

Jak Erg Samowzbudnik Bladawca pokonał - "Dosyć, że Triody znikł, ledwo "Awruk!" krzyknąć zdołał, słowo ulubione, zawołanie bitewne rodu" :D

Dzięki za streszczenie Edukacji Cyfrania - jest taka sztuka, z okresu Młodej Polski - Szczęścia Frania, ale poza podobnie brzmiącym tytułem, nie wydaje się mieć nic wspólnego...

Mieslaw

  • Gość
Re: Akademia Lemologiczna [Cyberiada]
« Odpowiedź #560 dnia: Kwiecień 13, 2007, 10:45:14 pm »
To nie był koniec  ;D

Opowieść drugiego odmrożeńca

Jego historia zaczęła się na błogich wybrzeżach planety SIEMI. Jak zapewne zauważyliście, będzie kilka aluzji do historii Ziemi. Niemal na samym początku znajdujemy (kolejny już w Cyberiadzie) cudowny opis ewolucji:

Powstaliśmy tam właśnie, sposobem, nad którym nie warto się rozwodzić. Przyroda stosuje go bowiem powszechnie, mając odwieczną skłonność do autoplagiatów. Z morza muł, z mułu pleśń, stara to pieśń, z pleśni rybki, co powyłaziły na ląd, gdy im się ciasno w wodzie zrobiło, a wypróbowawszy na suszy moc chwytów, przyssały się gdzieś po drodze i tak powstałe SSAKI doszły kusztykaniem sprawnych chodów, a wzajemnym utrudnianiem sobie życia - rozumu, gdyż rozum jest od kłopotów, jak drapaczka od świądu. Wlazły potem pewne ssaki na drzewa, a gdy drzewa uschły, przyszło im zleźć w niemałej biedzie, i od tej biedy jeszcze zmądrzały - niestety po zdradziecku.

Nie było już drzew ani nic jarskiego, poszły więc na łów, a raz, obgryzając udziec, jeden spostrzegł, że u niego już goła kość, a u drugiego jeszcze mięso, dał mu więc kością w łeb i zabrał mięso. Był to wynalazca maczugi.


Porównać: pierwszy post od góry na poprzedniej stronie.

W niewiadomy czas potem powstał Zakon. Narzucał on dość surowe reguły życia i tutaj mamy piękny fragment dotyczący religii ...grób to skarbonka. Złożysz w nim cnotliwe kości, to będzie ci wypłacone w zaświatach odszkodowanie z nawiązką za wstrzemięźliwość w wiekuistej walucie z Bożym pokryciem. Łamali jednak nasi praojcowie po cichu ów Zakon, bo nie wydawało im się całkiem sprawiedliwe, żeby wszystko najlepsze miało być zastrzeżone wyłącznie dla nieboszczyków. Zastrzeżenie to odtłumaczyli nasi teologowie na trzysta sposobów - pominiemy to jednak, inaczej nie starczyłoby na naszą opowieść i tysiąca nocy.

Później zerwano z naukami Zakonu i uznano, że za życia trzeba przeżywać jak najwięcej przyjemności (dość częsty motyw u Lema).
W postępie przodowało pierwsze mocerstwo Siemi, Lizancjum, które w powszechnym głosowaniu przerobiło sobie skrzydlatego drapieżnika w godle państwowym na Pornopteryks - Sprośne Ptaszę. To chyba mówi wszystko. A dodam jeszcze, że najbardziej uznanym uznanych myślicielem był markiz de Zad (jego zwolennicy to Zadyści). Był też docent Frońd.

A tak się przedstawiał rozwój nauki: Przodkowie nasi ułatwiali sobie znój różnymi kruczkami i machinacjami, od których poszły machiny, machające za nich cepami, a skoro cepami, to i kołami, a skoro kołami, to i bitami - w czym tkwi silny skrót, skądinąd wskazany. Pomniejszając tak swoje biedy, dowiedzieli się przy okazji, że Siemia jest kulista, że gwiazdy to supły, trzymające w kupie firmament, że pulsar to gwiazda z czkawką, a Siemian porodził muł - co się dało nawet powtórzyć w umyślnych wylęgatoriach już w trzydzieści tysięcy lat od skrzesania ognia.

Później było tworzenie inteligentnej gleby (porównać: Wizja Lokalna - bystry, etykosfera) i tak coraz głębiej. Dalej - wojna z Mądrem (mądrym jądrem planety). Później różne perturbacje historyczne, które wydają mi się już mniej ciekawe. Opór Kościoła wobec zmian (też dość częsty motyw).

Aż wreszcie - ścisk na planecie. Miniaturyzacja własnych ciał (poprzez modyfikację genetyczną). Metro zastąpiono najpierw decymetrem, a potem i centymetrem. Znów epidemia ścisku, dalsza miniaturyzacja ... i w efekcie konieczność prowadzenia wojen z owadami i krycie miast pod kloszami. I znowu (oczywiście to wszystko w bardzo dużych odcinkach czasu) kolejna miniaturyzacja: łączenie się miliardów Siemian w jeden organizm, zewnętrznie podobny do człowieka. I taki właśnie organizm państwowy zjawił się u Trurla.

Wynikły z tej konstrukcji ogromne problemy - choćby dlatego, że części ciała domagały się autonomii. A oto jak kończy swą opowieść drugi Odmrożeniec:
Po długotrwałej debacie wewnętrznej udaliśmy się tedy na pustynny płaskowyż, napełniliśmy sokiem jagód szaleju znalezioną pod krzakiem pustą cysternę mikrosiemiańską i przyłożyliśmy ją do ust, głusi na wrzask wewnętrznego rajfura, że jakoby z daremnej chuci, a nie z racji czystego stanu jest nasze państwobójstwo! Cysterna cykuty zadrżała wprawdzie w naszym ręku, przysięgamy jednak, że wychylilibyśmy ją do dna, gdyby nie mrożący wicher z wysokości, co runął nagle, uderzył i państwo nasze zapadło w lodowy sen, aby tu dopiero, w waszym życzliwym kręgu, rozewrzeć oczy...

I to już jest koniec Edukacji Cyfrania.
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 13, 2007, 10:46:26 pm wysłana przez Mieslaw »

maziek

  • Gość
Re: Akademia Lemologiczna [Cyberiada]
« Odpowiedź #561 dnia: Kwiecień 16, 2007, 02:18:48 pm »
Miesław, Twoje streszczenia czyta się równie miło jak oryginał ;). Mógłbyć pisac ściągi z lektur. Nikt by się nie zorientował ;D.

Ad rem: popatrzcie no, astronomowie znaleźli w końcu NFR - Najwyższą Fazę Rozwoju. Całość tu


Mieslaw

  • Gość
Re: Akademia Lemologiczna [Cyberiada]
« Odpowiedź #562 dnia: Maj 24, 2007, 06:12:12 pm »
Dobra, czas kończyć. Powtórka


Zdarzyło się, że na dwór króla Hipolipa Sarmandzkiego przybyło dwu misjonarzy konwertystów, aby głosić wiarę prawdziwą.

Wobec tego po raz kolejny możemy przeczytać kilka równie trafnych, co zabawnych uwag dotyczących założeń tejże wiary  ::) , na przykład:

Pewne trudności powstały przy kwestii Szatana, albowiem król zachował się w roli nawracanego dość niekonwencjonalnie. Nie temu się dziwował, że Pan go toleruje, lecz temu, że się nim Kościół brzydzi. - Toż z nim jak z kanalizacją - rzekł - przykre to, lecz niezbędne. Gdyby nie było Szatana, musiałby Bóg sam doglądać piekieł, co źle by się rymowało z jego nieskończoną dobrocią. Zawszeć poręczniej wydelegować kogoś do tak delikatnych spraw.
LUB
Komu bliźni zrujnował doczesność, ten w rekompensacie otrzyma światłość wiekuistą. Lecz przecież jutrzejsza kiełbasa nie nasyci wczorajszego głodu, nawet jeśliby miała być nieskończonej długości.

Król, przyjąwszy wiarę, postanawia skonstruować nowy, lepszy świat. Wzywa do tego zadania dwóch znanych nam konstruktorów. Ci, choć z pewnymi oporami, podejmują się tego zadania. Prezentują królowi (oczywiście nie od razu) kilka symulacji takich światów, wszystkie jednak wspólnie (z królem, do którego zwracają się WKMość)  odrzucają. Każdy model ma 2 głównych bohaterów. W pierwszym (utrzymanym w klimatach średniowiecznych) są to Kręślin i Cewinna, w drugim (klimaty futurystyczne) - Cresslin i Cewinna  :D.



Zacytuję jeszcze zakończenie opowieści:

- Et tam, sofizmat - pchał Trurl swój papier pod nos królowi, przy czym zapomniał się do tego stopnia, że chcąc czym prędzej Klapaucjusza do reszty pogrążyć w oczach monarchy, ciągnął go za obszyty gronostajem rękaw. - Tutaj patrz WKMość! To przeprowadzony przeze mnie, sformalizowany, więc ostateczny dowód NIEMOŻLIWOŚCI stworzenia świata!
- Hę?? - zdumiał się monarcha. - Dobrzeż słyszę? Udowodniłeś, że nie można??...
- Tak, panie. Bez wszelkich naciągań. Szkoda trudu! Oto mój dowód na to!!
Król wytrzeszczył oczy.
- Jakże... przecież - a to... to wszystko...? - rozwiódł rękami. - Wszak świat istnieje...

 
- Eee - wzruszył ramionami Trurl. - Taki to i świat... mnie szło o doskonały...
« Ostatnia zmiana: Maj 24, 2007, 06:13:49 pm wysłana przez Mieslaw »

nty_qrld

  • Gość
Re: Akademia Lemologiczna [Cyberiada]
« Odpowiedź #563 dnia: Maj 28, 2007, 03:36:08 am »
Warto dodać, że w tym rozdziale zawarte jest jedyne w Cyberiadzie niebaśniowe opowiadanie o chrondach. Wrażenie z przeskoku z baśniowego cybernetycznego bajdurzenia w realistyczny świat rodem z Pirxa/Niezwyciężonego, i z powrotem jest dosyć ciekawe.
Rozdział ten jest dalszym, powtórkowym opisem prób stworzenia szczęśliwych istot, tyle że zamiast dostosowywania ich do świata (jak to było w laboratoryjnej hodowli kultur cywilizacyjnych na szkiełkach  ;)), Trurl i Klap wyrabiają światy dla nich. Wynika z tego niestety straszny galimatias, bo im bardziej odmienny stawał się świat wraz z mieszkańcami, tym trudniej było cokolwiek z niego zrozumieć. Oto dowód  :P :
Cytuj
To, co działo się nad nim, było trudne do pojęcia. Krętlin podczas przypadkowych jakby spotkań przesączał się przez Cewinnę wietrznicę, mknąc jak hulaszczy wiatr, niby to jej nie zauważając, lecz był to pozór. Doznawał zawrotnych drżeń, wyczuwając, że ona mu tu i ówdzie sprzyja, że nie jest jej miejscami całkowicie obojętny. Zaczynał wtedy słodko gęstnieć w jej obrębie, a ona udaremniała tę okluzję, dając mu zimny odpływ, biedakowi. Aż raz Krętlin, uchodząc, gdzie myśli poniosą po takiej dyfuzji, co przeszła w konfuzję, uronił wysmużenie dość nikłe, które kręciło się jakiś czas, jakby w niezdecydowaniu, czy stać je w ogóle przy takiej nikłości na personalizację. Jakoż innota owa nie urosła, a tylko wydłużyła się i zwinna jak fryga raz po raz wślizgiwała się w Krętlina - nie wiadomo, żeby judzić czy tylko ażeby pobyć chwilę w kimś znaczniejszym. A potem ów drabant urywał się i bywał mniejszością u Cewinny - maruder? gość nieproszony? - perfidny intruz? samotnik - osmotnik? - nie wiadomo. W każdym razie bywał natrętem, molestował ją i jego, bo się otrząsali po takim nawiedzeniu. Marlina Przemyczki Ponsjusza za to unikał ów dziwny przewężeniec jak ognia. Tymczasem w zachowaniu Krętlina zaszła zmiana. Ni z tego, ni z owego tak wpuchł raz w dwójmęża, tak w nim wezbrał, jakby usiłował wysadzić go z jestestwa. Lecz Marlin Przemyczka Ponski ani nie poczerwieniał. Mały zaś, istny poronnik, chybał to tu, to tam, nykał, zaharapcił kilka kamieni filozoficznych, ale rzucił je zaraz i pokrył się cętkami podobnymi do oczu. Wypatrywał kogoś, czy jak? Wyglądało na to, że już mruga znacząco. Wszyscy jakoś nieruchawieli. Dlaczego nikt już nie wzbijał się duchem? Dlaczego łyskali? Czy były to załamania świetlne, czy duchowe? Nie wiadomo, do czego doszłoby dalej, bo w tym miejscu król Hipolip zaczął tupać nogami i trzeba było przerwać projekcję. Domagał się wyjaśnień.
Tak więc, wszystko jedno, czy zmieniamy świat czy mieszkańców - można tylko spaść z deszczu pod rynnę. Czyli jak z Kaczyńskimi - jedno gorsze od drugiego.  :)
Podobny motyw z niemożnością poznania stworzonych istot pojawił się w Dziennikach Gwiazdowych w historii doktora Diagorasa i jego glutowatych dzieciątkach.
pzdr

Mieslaw

  • Gość
Re: Akademia Lemologiczna [Cyberiada]
« Odpowiedź #564 dnia: Maj 31, 2007, 07:20:12 pm »
Posłowie - Naprawić świat - Jerzy Jarzębski
fragmenty

Cyberiada to książka, którą Lem lubi - i uważa za swój prywatny wkład w poetykę literatury science fiction. W samej rzeczy nikt bodaj przedtem nie skrzyżował w taki sposób przyszłościowej fantastyki z baśnią i filozoficzną powiastką.

Cyberiada ma wiele wspólnego ze zbiorem fantastycznych Podróży Ijona Tichego. Oba cykle - jak się rzekło - zapożyczyły formułkę (i w pewnej mierze typową tematykę) od powiastki filozoficznej, inaczej wygląda tylko pole pozostałych odniesień stylizacji.

Ten nowy cykl rozpada się przede wszystkim na dwa typy opowieści: z jednej strony są - prowadzące czasem do tytanicznych "machii" - opisy fanaberii bajecznych władców planetarnych państw, którym nasi bohaterowie użyczają swych umiejętności, z drugiej - relacje z prac inżynierskich, mających na celu ulepszanie świata. Pierwsze są kontynuacją pomysłów z Bajek Robotów - i tam Konstruktorzy z reguły odnoszą sukcesy, stają bowiem do współzawodnictwa z innymi konstruktorami lub z głupotą, próżnością,  okrucieństwem baśniowych królów. Drugie z tych historii przynoszą im groteskowe klęski, mamy w nich bowiem próbę interwencji w sferę swoistych społecznych "niezmienników". (...) Zamysły melioryzacyjne, w których celuje głównie Trurl kierują się raczej w stronę szeroko rozumianej kondycji myślących istot i mechanicznego protezowania wyższych wartości. I tu legendarni Konstruktorzy stają nagle - bezradni i śmieszni - wobec problemów nie do rozwiązania.

Autor pastwi się na dobre dopiero nad wszelkimi projektami uszczęśliwiania jednostek i społeczeństw, mirażami Absolutnego Porządku, Najwyższej Fazy Rozwoju itd. Od pewnego momentu kwestia ta staje się głównym i bodaj jedynym tematem opowiadań o Konstruktorach - by wspomnieć odpowiednie fragmenty szufladowej Bajki o trzech maszynach opowiadających króla Genialona, a potem kolejno Altruizynę, Kobyszczę Edukację Cyfrania i Powtórkę, słowem - wszystkie ostatnie pozycje cyklu. Wariantów klęski istnieje tutaj bez liku, jej mechanizm działa jednak dość podobnie: społeczeństwo, któremu zaaplikuje się "rozumne ulepszenie", prędko rozregulowuje się we wszystkich zakresach i zapada w konwulsjach najdzikszego wyuzdania i zbrodni; wymuszona Harmonia zmienia się w terror, altruizm wyradza się w szdyzm, najwyższa Mądrość i Omnipotencja - w degenerację. (...) Jeśli idzie o narrację, to głównym chwytem opowieści o naprawianych społecznościach jest "skrót dziejów": historia popoulacji zrelacjonowana w takim tempie, aby jej przemiany nie tylko ukazać poglądowo, ale też nadać im pozór mechaniczności. Z mechaniczności właśnie - zgodnie ze znaną formułą Bergsona - wywodzi się chyba komizm tych lakonicznych sprawozdań.




Ciąg dalszy nastąpi (w ciągu najbliższych kilku dni).
« Ostatnia zmiana: Maj 31, 2007, 07:20:43 pm wysłana przez Mieslaw »

nty_qrld

  • Gość
Re: Akademia Lemologiczna [Cyberiada]
« Odpowiedź #565 dnia: Czerwiec 03, 2007, 08:55:19 pm »
Nie pastw się Miesław nad klawiaturą  ;)
http://www.lem.pl/polish/dziela/cyberiada/cyberiadapl.htm
pzdr

Mieslaw

  • Gość
Re: Akademia Lemologiczna [Cyberiada]
« Odpowiedź #566 dnia: Czerwiec 03, 2007, 10:10:08 pm »
Cytuj
Nie pastw się Miesław nad klawiaturą  ;)
http://www.lem.pl/polish/dziela/cyberiada/cyberiadapl.htm
pzdr

o niee...

ANIEL-a

  • Gość
Re: Akademia Lemologiczna [Cyberiada]
« Odpowiedź #567 dnia: Czerwiec 03, 2007, 11:15:07 pm »
Miesław, wielkie brawa Ci się należą za doczytanie lektury do końca i opisanie jej! Dzięki!



I mam jeszcze pytanie - czy podzielacie pesymizm Lema w kwestii społeczeństw? Oczywiście, uszczęśliwianie na siłę i to jeszcze podług tego, co jedna osoba uważa za dobre nigdy nie wyjdzie. Ale wydaje się  też, że Lem zakładał całkowity brak zmian w charakterze ludzi i  społeczeństw (i to na kosmiczną skalę czasu). Ja osobiście uważam, że następuje (powolny) rozwój i zmiany, zmienia się świadomość, co  to znaczy "być społeczeństwem", zwiększa się wiedza o tym, jak skomplikowany jest to mechanizm...

Hokopoko

  • Gość
Re: Akademia Lemologiczna [Cyberiada]
« Odpowiedź #568 dnia: Czerwiec 04, 2007, 01:21:08 pm »
Podzielam. Świadomość się zmienia już od wczesnego paleolitu (  ::) ), a skutki jakie są, każdy widzi. Działania ludzkie w znacznej części determinowane są tym, co niezmienne - i zapisane w genach. Zmiany świadomości to raczej kwestia mody i jakichś bieżących trendów, a gdy przychodzi co do czego, gdy sytuacje stają się ekstremalne - albo tylko zanikają zewnętrzne kagańce - z człowieka od razu wychodzi bydlę. Niedawno mieliśmy przykład w Bośni, a takich historii jest na świecie mnóstwo, tyle że się o nich nie mówi na pierwszych stronach gazet. Bo i ile można...
A jednocześnie nawet jeśli jakieś zmiany pozytywne swiadomości następują, to są one niejako wymuszone przez wcześniejsze niezależne od człowieka zdarzenia czy procesy (jak np. ocieplenie klimatu), a że występują post factum, to ich wpływ korygujący też jest post factum. A pamięć społeczna jest bardzo krótka, widać to choćby na przykładzie holokaustu.

Zlatan

  • Gość
Re: Akademia Lemologiczna [Cyberiada]
« Odpowiedź #569 dnia: Czerwiec 16, 2007, 01:18:54 pm »
Długo się nie odzywałem ale od czasu do czasu zaglądam na Forum (trudno inaczej  :) ). I dlatego z takim wielkim opóźnieniem - chciałbym skomentować opowieść Pierwszego Odmrożeńca.
Otóż nikt jakoś nie zaryzykował narzucającego się wręcz twierdzenia, że opowieść ta to w gruncie rzeczy krótka historia PRL do epoki "wczesnego Gierka" plus trafna prognoza załamania się systemu.
Trzej kolejni kapelmistrze to Bierut, Gomółka i Gierek. Oczywiście nie wszystkie szczegóły się zgadzają (w końcu trzeba było zmylić cenzurę) ale jest tego wystarczająco dużo żeby nie mieć wątpliwości.
Tak np. pierwszy kapelmistrz gdy pojawia się po raz pierwszy, nosi złoty ćwikier. Bierut o ile mi wiadomo (nie było mnie jeszcze wtedy) nosił okulary chociaż nie aż tak burżuazyjno-drobnomieszczańskie jak ćwikier.
Drugi kapelmistrz za to nosi rogowe okulary tak jak Gomółka a jego następca jest "bardzo bystrooki, bez szkieł" - Gierek.
Zewnętrzne podobieństwa stanowią jednak tylko aluzyjną wskazówkę dla czytelnika. Ciekawie robi się dopiero gdy przyjrzeć się stylowi rządów każdego z nich.

Pierwszy: "...przechadza się, uchem łowi skrzyp i zgrzyt, przybliża się uśmiechnięty, ale krzywo, i za policzek waltornistę, jak w cęgi palcami, oj, zakręcił-skręcił, aż waltornista traci dech; idzie i ucho obojowi nadrywa w przejściu mimochodem, zarazem pałką baci po głowie drugie zgrzybce..."
"Schodzi i stuka w pulpit: Pod Naszą Batutą, Na Moją Komendę ku Harmonii Sfer, za mną grać!"
"Komu cukierka da to zaraz i pałą w łeb!" Dzisiaj na świeczniku, jutro oskarżony w procesie pokazowym.
"...nie samym sobą leje, lecz aby nie dopuścić i ratować, a może, by gorsze cięgi, razy, aby Prawdziwy Bat nie obruszył się..." Przyznajcie się towarzyszu dla dobra Narodu i Partii...
A ten zewnętrzny, mocno tandetny przepych (zob. fragment cytowany przez Miesława) w połączeniu z fatalnym stanem instrumentów, które do grania się po prostu nie nadają? Pałac Kultury, złote klatki dla partyjnych uczonych i artystów, stachanowskie rekordy na budowach a z drugiej strony -  codzienne bezczynne obijanie się w oczekiwaniu na wiecznie spóźnione dostawy.
No i obowiązek składania tzw. samokrytyki oraz rozpowszechnione donosicielstwo: "...bardzo surowy każdy dla siebie, a już co do innych kolegów, to nie daj Boże - suchej nitki nie zostawiają"
A reakcja "ćwikierowego" na pierwszy przejaw opozycji?
"Na Trudności Obiektywne spycha się własną Niedojdziastość, niemoc? (...) a to mi zdrajca Sprawy, a to ci Dywersjum! Ty łotrze jaki-taki, ty Podesłańcze-Odmieńcze (...) Kto podsunął ci Zbrodniczą Myśl? A może wspólników masz?"
Jakby żywcem przepisane z Trybuny Ludu.

Drugi: Zarządza powszechną, swobodną dyskusję, która szybko staje się mniej swobodna, gdy Kąciarz urządza sobie łowy i w pierwszej kolejności pożera "dzwonkowca - tego który pierwszy zaczął" (czy przywódca buntu w Poznaniu w 1956 nie nazywał się Goździk? Też kwiatek jak dzwonek.
Do akcji zostają wprowadzeni "dźwiękocjanci". "(..) kto sfałszuje na fis, temu premię precz, a kto na mol - temu grzywna." Za Gomółki brutalną przemoc polityczną zastąpiły wszechobecne kontrole i równie brutalne kary za przestępstwa gospodarcze, faktyczne czy domniemane (wyroki śmierci w tzw. aferze mięsnej). ZOMO i ORMO to też wynalazki tego okresu.  
I chyba za Gomółki też rozwija się swoista społeczna schizofrenia - mówienie czego innego na głos a czego innego po cichu w zaufanym gronie - to co Lem opisuje jako brzuchomówstwo.
 
Trzeci: Tu podobieństwa nie są takie oczywiste. Może dlatego, że Edukacja Cyfrania powstawała na samym początku rządów Gierka i Lem nie miał jeszcze jasnego obrazu sytuacji. Za to pojawiają się rozważania na temat związków łączących Grula Zbawnucego (jak zbawicielska Armia Czerwona?), Gorylium (różne Służby?) i dyrygenta (PZPR?). Bo rzeczywiście właśnie za Gierka zaczęto się nad tym zastanawiać jak nigdy przedtem z wiadomym rezultatem.

Pozdrowienia.